Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 164 ]

66 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-12-29 13:35:01)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Sponsoring występuje wtedy, kiedy obie strony się godzą na całkowite i długotrwałe utrzymywanie drugiej strony. Ze swojej strony, to osobiście nie pozwalałoby mi na to swego rodzaju poczucie przyzwoitości, które podpowiada, że jednak lepiej się utrzymywać lub spełniać swoje zachcianki z własnych pieniędzy a to nawet dużo lepiej "smakuje" big_smile niż środki podane na tacy.
Oburzenie moje( nie tylko zresztą) bierze się stąd, że ktoś mi nagle uświadamia( między wierszami), iż skoro nie stać mnie na utrzymanie kobiety, to nie jestem jej wart. Co gorsza, wypowiedzi kobiet, podkreślających swoją niezależność, głównie finansową, spotykają się nieraz z oburzeniem czy wręcz kpiną ze strony pewnej grupy Pań, twierdzących, że to ich facet powinien na nie "łożyć", jeśli chce ją przy sobie utrzymać czy tym bardziej ją zdobyć. Wkładając w ten sposób niewspółmierny wysiłek w cały etap nawiązywania znajomości, on ma ponosić w 99% wkład finansowy, logistyczny i organizacyjny.
Sponsoringiem nie można jednak nazwać aktywnego udziału kosztach, jakie zwykle trzeba ponieść, aby zawrzeć czy zacieśnić znajomość.

Jak sama Mniszkówna zauważyłaś, skończyły się czasy, kiedy to wyłącznie facet zarabiał na utrzymanie domu i rodziny. Osobiście zawsze będę kibicował każdej kobiecie, aby realizowała się zawodowo, zdobywając własne fundusze na życie.
O to przecież chodzi, żeby coś w życiu robić ze sobą, zamiast pasożytować na drugim człowieku tudzież państwowych instytucjach..

Co do mieszkań, to owszem: ceny nieruchomości w tym kraju wywołują u mnie nie tyle oburzenie, co wściekłość połączoną z niedowierzeniem.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

bagienni_k widzę zdecydowana zmiana tonu, mnie fakt że on mniej zarabia nie oburza czy uznaję go za gorszego absolutnie, natomiast dorabianie ideologii w postaci mówienia że 50/50 to partnerstwo jest śmieszne.

Aktualnie mamy taką sytuację gospodarcza jaka mamy i nie ma co cofać kijem Wisły, to że 70 lat temu coś było wykonalne nie oznacza że teraz jest i odwrotnie, 70 lat temu o wyjeździe poza granice to można było sobie pomarzyć teraz jest łatwo osiągalne.

Natomiast oburzanie się na stwierdzenie, że przy aktualnych zarobkach spełnianie ROSZCZENIOWYCH zachcianek jest niemożliwe świadczy o kompleksie i o kompletnym braku podstawowej wiedzy. Lepiej siać zawiść, że kobiety mają płacić no tak, nie bo tak, tylko po prostu tez powinny się angażować po drugie jest to ekonomicznie nie możliwe a nie pierdzielić farmazony o równym podziale.

Mimo ocieplenia klimatu wciąż nie mamy pogody jak w Hiszpanii mam się oburzyć i strzelić focha?

68

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie przecież wyliczał kosztów równiótko pół na pół, chodzi po prostu o umiar!
Tak, wolę, żeby było to ZBLIŻONE do 50/50 niż drastycznie spolaryzowane. Przynajmniej w założeniach, kiedy prawie na samym początku uda się nam daną osobę poznać pod katem jej podejścia do finansów. W życiu układa się różnie, więc oczywistym jest fakt, że jeśli wiem, że żyję z kimś wartościowym, darząc go uczuciem i zaangażowaniem, to nie będę miał problemu, aby przez jakiś czas wspomagać go finansowo czy płacić za nas oboje. Okres ciąży czy urlopu macierzyńskiego jest tutaj akurat świetnym przykładem.
Kiedy jednak mogę ocenić czyjeś nastawienie niemal na samym początku, mogą mnie ogarniać wątpliwości, czy istnieje sens inwestycji w dany związek, skoro ta druga strona nie daje również, chociaż w minimalnym stopniu, tego samego. Nie chodzi bynajmniej o to, by dawała CO INNEGO(towarzystwo, seks lub radość ze wspólnie spędzonego czasu), kiedy ja daję co innego(poczucie bezpieczeństwa, stabilność finansowa). Chodzi o to właśnie, aby dawała TO SAMO, ale skierowane w moją stronę. Dlatego tak mnie irytują czy wręcz śmieszą ci, głoszący "prawdy objawione" o męskiej czy kobiecej energii w związku.
Skoro ludzie traktują się poważnie, po partnersku, czy nie mogą się WZAJEMNIE obdarzać tym wszystkim, co zostało wymienione w nawiasach? Różnie może się życie potoczyć, ale nie zgodzę się na żadne klasyfikowanie obu płci pod kątem ich "zadań", jakie powinna wykonywać w związku każda z nich z osobna.

69

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

bagienni_k nie do końca się z Tobą zgodzę, bo powinno być wg możliwości, a nie zbliżone do połowy.
Jeśli ona zarabia powiedzmy 6 tys. jest nauczycielką a on w IT 15 tyś to koszt za wakacje po 10 tys. to nie jest równe obciążenie w tym schemacie ona nie poczuje że jest w związku tylko układzie tylko FWB. I nei jest fajnym oczekiwanie niech pracuje na 5 etatach.

Mogę podać odwrotny przykład ona jest stomatologiem on pracuje w szkole uczy geografii  nawet jak jest dyrektorem w publicznej szkole to do rzadkości dogoni ją w zarobkach i też nie będzie sprawiedliwie jak ona powie to po 25 tys za wakacje Australia i o ile dla niej to będzie w zasięgu ręki to dla niego to jest bardzo duży koszt.

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Mniszkówna napisał/a:

bagienni_k nie do końca się z Tobą zgodzę, bo powinno być wg możliwości, a nie zbliżone do połowy.
Jeśli ona zarabia powiedzmy 6 tys. jest nauczycielką a on w IT 15 tyś to koszt za wakacje po 10 tys. to nie jest równe obciążenie w tym schemacie ona nie poczuje że jest w związku tylko układzie tylko FWB. I nei jest fajnym oczekiwanie niech pracuje na 5 etatach.

Mogę podać odwrotny przykład ona jest stomatologiem on pracuje w szkole uczy geografii  nawet jak jest dyrektorem w publicznej szkole to do rzadkości dogoni ją w zarobkach i też nie będzie sprawiedliwie jak ona powie to po 25 tys za wakacje Australia i o ile dla niej to będzie w zasięgu ręki to dla niego to jest bardzo duży koszt.

Jezeli ktos zarabia 15 tys to polowa na wakacje i inne wydatki to będzie jakies 7 tysięcy
A jak ktos zarabia 6 tys to polowa beda 3 tysiace.... w ten sposob sie liczy,zeby bylo sprawiedliwie, a nie jak on da 7 tysiecy i zostaje mu sie drugie tyle,to kobieta tez musi dac tyle i jeszcze nadplacic tysiąc, bo tylko 6 tys zarabia

71

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Pytanie brzmi, czy w takim razie jest sens wiązać się w ogóle z kimś, kto odbiega od nas zarobkami? I to od samego początku?
Czy to właśnie nie jest jednym z kryteriów doboru partnera? Chyba jest, ale tylko wtedy, kiedy ktoś świadomie chce być utrzymywany lub sam się na to godzi, skoro go na to stać..
Sorry, ja nie celuję w kobiety z zarobkami ponad dwukrotnie większymi lub przeciwnie - kilkukrotnie mniejszymi. Przynajmniej, jeśli rozmawiamy o początkach znajomości. Na dalszym etapie już może się różnie ułożyć.

72 Ostatnio edytowany przez Mniszkówna (2025-12-29 14:56:55)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Julia life in UK napisał/a:
Mniszkówna napisał/a:

bagienni_k nie do końca się z Tobą zgodzę, bo powinno być wg możliwości, a nie zbliżone do połowy.
Jeśli ona zarabia powiedzmy 6 tys. jest nauczycielką a on w IT 15 tyś to koszt za wakacje po 10 tys. to nie jest równe obciążenie w tym schemacie ona nie poczuje że jest w związku tylko układzie tylko FWB. I nei jest fajnym oczekiwanie niech pracuje na 5 etatach.

Mogę podać odwrotny przykład ona jest stomatologiem on pracuje w szkole uczy geografii  nawet jak jest dyrektorem w publicznej szkole to do rzadkości dogoni ją w zarobkach i też nie będzie sprawiedliwie jak ona powie to po 25 tys za wakacje Australia i o ile dla niej to będzie w zasięgu ręki to dla niego to jest bardzo duży koszt.

Jezeli ktos zarabia 15 tys to polowa na wakacje i inne wydatki to będzie jakies 7 tysięcy
A jak ktos zarabia 6 tys to polowa beda 3 tysiace.... w ten sposob sie liczy,zeby bylo sprawiedliwie, a nie jak on da 7 tysiecy i zostaje mu sie drugie tyle,to kobieta tez musi dac tyle i jeszcze nadplacic tysiąc, bo tylko 6 tys zarabia

Bardzo fajnie na ten temat powiedziała kiedyś Omena Mensah, że oni mają wspólny rachunek na takie cele i skoro jej mąż zarabia niewyobrażalnie więcej niż ona to przyjęli założenie, że ona wpłaca na tzw. fundusz miłości kwotę x tyle ile może w danym miesiącu, a jej mąż 10x przelewa po zrealizowaniu przez nią przelewu i to przeznaczają, na wyjazdy, kolacje i inne rozrywki, mimo że jest to mowa o miliarderze. I trudno mówić że nie go nie stać. Jednak to jest właśnie to partnerstwo czyli daję tyle ile mogę.

73 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-12-29 15:16:57)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Mniszkówna napisał/a:

bagienni_k nie do końca się z Tobą zgodzę, bo powinno być wg możliwości, a nie zbliżone do połowy.
Jeśli ona zarabia powiedzmy 6 tys. jest nauczycielką a on w IT 15 tyś to koszt za wakacje po 10 tys. to nie jest równe obciążenie w tym schemacie ona nie poczuje że jest w związku tylko układzie tylko FWB. I nei jest fajnym oczekiwanie niech pracuje na 5 etatach.

Mogę podać odwrotny przykład ona jest stomatologiem on pracuje w szkole uczy geografii  nawet jak jest dyrektorem w publicznej szkole to do rzadkości dogoni ją w zarobkach i też nie będzie sprawiedliwie jak ona powie to po 25 tys za wakacje Australia i o ile dla niej to będzie w zasięgu ręki to dla niego to jest bardzo duży koszt.

Jeśli on pracuje w IT i ma 15k na rękę (założyłem, że mówimy o kwotach netto) - co już obecnie nie jest takie oczywiste, bo bańka IT nieco trzasnęła - i nie ma kredytów, to w praktyce stać go na sfinansowanie samemu tych wczasów. Podobnie w przypadku pani stomatolog i nauczyciela (nieraz odnoszę wrażenie, że stomatolodzy - zwłaszcza z prywatną praktyką - to chyba wręcz nieraz nie wiedzą co z kasą robić (akurat bliska mi osoba na tym skorzystała, będąc w naprawdę trudnej sytuacji życiowej).

Natomiast w kontekście tego co piszesz tu i ciut powyżej mam trzy wnioski:

1. Wszystko to tutaj nie zmienia faktu (ponownie: kwestia niezrozumiała kompletnie dla osób, które wręcz celowo wiszą finansowo na kimś), że najczęściej ta osoba o niższych dochodach i tak się będzie czuła mało komfortowo na wycieczce grubo przewyższającej jej możliwości finansowe.

2. Nie wiem co miało na celu podanie tych skrajnych przykładów, tym bardziej że rozkład takich przypadków według płci jest jak starym powiedzeniu (fifty fifty, pół na pół: jeden zając, jeden wół) czyli ilość przypadków typu pierwszego co najmniej o rząd wielkości przewyższa ilość przypadków typu drugiego; ciężko to uznać za materiał na zasadę gdy przypadki bogatych pań fundujących drogie wczasy swoim mniej zamożnym facetom to oscyluje pewnie wokół poziomu poparcia wyborczego dla PSL. Jeszcze bardziej absurdalnym przykładem jest związek Brzoski (faceta o dochodach, przy których nawet egzotyczna podróż przestaje być odczuwalną kwotą i którego dochody są chyba nawet o dwa rzędy wielkości większe niż dochody Mensah).

3. Tym bardziej bije po oczach, że kobieta którą na to stać (co sama potwierdza, a gdyby nawet tego nie napisała, to jej drwiący stosunek do zarobków rzędu 9k netto wystarczająco dobitnie to potwierdza) uznaje za irracjonalną partycypację w wydatkach randkowych czy wczasowych. I tu jeszcze mocniej ciśnie się na usta pytanie o przyczynę? Ano dlatego, że zostało jej wpojone iż to co wyznaje święcie się jej należy (wuj wie na jakiej podstawie, ale ona tak uważa). A jej kolejne posty sugerują, że uważa ona iż należą jej się korzyści z różnych wariantów. I potwierdza to nawet wstawka o Hiszpanii (bo gdybyś choć przez chwilę myślała o tej drugiej stronie medalu, czyli mniej korzystnych aspektach hiszpańskiego klimatu, to za cholerę byś go nie chciała w Polsce).

74

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Tak na marginesie: hiszpańska pogoda niech sobie najlepiej pozostanie w tej Hiszpanii. Wcale nie jest mi tęskno do upałów 40 stopniowych lub całorocznej temperatury powyżej 15 stopni...
Czekam zatem z niecierpliwością na, chociażby powiew, prawdziwej zimy big_smile

75

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Nowe_otwarcie Ty masz widocznie jakiś znaczny kompleks zarobków i to bije po oczach.

Nigdzie nie użyłam słowo że gardzę kimś kto zarabia 9 tys. a jedynie stwierdziłam obiektywny fakt, że utrzymanie rodziny nawet dwuosobowej w warunkach rynkowych czyli kiedy nieruchomość nie spadła im z nieba za taką kwotę jest bardzo trudne, oczywiście w Toruniu będzie łatwiej niż w Warszawie a pewnie w w Pogórskiej Woli jeszcze łatwiej, natomiast  opowieści o niczym są zatrważające.

76

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
bagienni_k napisał/a:

Pytanie brzmi, czy w takim razie jest sens wiązać się w ogóle z kimś, kto odbiega od nas zarobkami? I to od samego początku?


A to zależy jak do rzeczy podejść smile czyli co to właściwie jest "wiązać się z kimś". Gorący romans to też rodzaj związku, choć ograniczonego w czasie, choć tu już można dyskutować, czy to związek czy raczej relacja. Podobnie tzw. związki na odległość czy FWB.

Statystyka trwałości związków pokazuje, że duże dysproporcje w pewnych obszarach (wiek, status majątkowy, wykształcenie, coś tam jeszcze) nie sprzyjają trwałości związku. Z czego by wynikało, że jak taka dysproporcja istnieje na samym początku czyli gdy związek jest jeszcze potencjalny temat jest i udawanie, ze go nie ma  to głupota. Ja to bym powiedziała, że jeśli obie strony na wejściu mają zgodną wizję relacji partnerskiej rzecz do rozważenia nawet przy dysproporcjach, a jeśli wizje mają rozbieżne - lepiej odpuścić jak najszybciej.

A dalej to już jazda bez trzymanki w obecnych czasach, bo społecznie uzgodnionego jednego wzorca czym ma być ten związek zwyczajnie brak czyli niemal co człek to koncepcja.

Ty opisałeś swoją wizję prawidłowego partnerskiego związku i ona jest Twoja, bagienni_k. Możliwe, ze dzielisz ją między innymi z ilomaś kobietami, ale z bardzo wieloma nie dzielisz. I nie to, że Twoja koncepcja do bani czy zła jakaś, ona po prostu jest jedną z możliwych, a nie jakąś powszechną. Inne wizje/wersje też istnieją, są do obronienia, mogą mieć sens. Ty partnerstwo jakoś pojmujesz, ktoś inny inaczej, brak wspólnej definicji zaś rozkłada wiele potencjalnych związków, sprawy zachodzą za daleko nim się ten brak wspólnej wizji związku ujawni w pełni.
Ewidentnie w obecnej dobie znacznie trudniej znaleźć kogoś, czyja wizja związku wstępnie by była bardzo zbliżona do naszej, się to straszliwie zindywidualizowało.

A jeśli idzie o hiszpańska pogodę to masz moje poparcie - niech zostaje w Hiszpanii, tam jej miejsce. smile

77 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2025-12-29 19:18:16)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Mniszkówna napisał/a:

bagienni_k nie do końca się z Tobą zgodzę, bo powinno być wg możliwości, a nie zbliżone do połowy.
Jeśli ona zarabia powiedzmy 6 tys. jest nauczycielką a on w IT 15 tyś to koszt za wakacje po 10 tys. to nie jest równe obciążenie w tym schemacie ona nie poczuje że jest w związku tylko układzie tylko FWB. I nei jest fajnym oczekiwanie niech pracuje na 5 etatach.

Mogę podać odwrotny przykład ona jest stomatologiem on pracuje w szkole uczy geografii  nawet jak jest dyrektorem w publicznej szkole to do rzadkości dogoni ją w zarobkach i też nie będzie sprawiedliwie jak ona powie to po 25 tys za wakacje Australia i o ile dla niej to będzie w zasięgu ręki to dla niego to jest bardzo duży koszt.

Osoba lepiej zarabiająca po prostu dostosuje się do budżetu drugiej strony – jeśli Malediwy są poza zasięgiem, to Bułgaria też ma morze i plażę.
Wyjazdy dopasowuje się do portfela, a nie odwrotnie smile
Nigdzie nie jest napisane, że facet czy kobieta musi sponsorować drugą połówkę.
Wydatki dostraja się jak gitarę – do możliwości partnera.
Bo jak mówią: nie ważne gdzie, ważne z kim big_smile

Wszystko zależy od tego, jaki to związek.
Jeśli to małżeństwo albo są wspólne dzieci, chęć inwestowania w drugą osobę i rodzinę jest zupełnie inna niż wtedy, gdy NIC nie łączy ludzi i z dnia na dzień mogą się rozstać, skacząc na inną gałąź jak wiewiórka po espresso.
Inwestycje są proporcjonalne do tego, co w związku siedzi i co on potrafi zaoferować.

78

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Mniszkówna napisał/a:

Bardzo fajnie na ten temat powiedziała kiedyś Omena Mensah, że oni mają wspólny rachunek na takie cele i skoro jej mąż zarabia niewyobrażalnie więcej niż ona to przyjęli założenie, że ona wpłaca na tzw. fundusz miłości kwotę x tyle ile może w danym miesiącu, a jej mąż 10x przelewa po zrealizowaniu przez nią przelewu i to przeznaczają, na wyjazdy, kolacje i inne rozrywki, mimo że jest to mowa o miliarderze. I trudno mówić że nie go nie stać. Jednak to jest właśnie to partnerstwo czyli daję tyle ile mogę.

No proszę, celebrytka jak z podręcznika – kariera dzięki jednemu biznesmenowi, a teraz drugim mężem też nadziany pan w garniturze.
Jej największy atut? Uroda i ładny wygląd, bo przecież ani to Stefan z Biedronki, ani miłość od pierwszego wejrzenia.
Jak wiele innych „gwiazd” – łóżkowe układy, odpowiednie znajomości i małżeństwa z grubym portfelem, a nie z sercem.
To żywy dowód, że ładna buzia i zgrabna pupa potrafią zrobić z człowieka gwiazdę, a dyplom czy inteligencja mogą leżeć w szufladzie.
Panie te wiedzą, że uroda przemija, więc szukają bogatego męża zanim zegar wybije.
W gruncie rzeczy nie różnią się od młodych dziewczyn świecących tyłkami na jachtach miliarderów i rodzących im dzieci jako bilet do fortuny.
Myślisz, że króliczki Hefnera były tam dla uczuć?
No jasne, z miłości do dziadka! big_smile

79

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Kaszpir007 napisał/a:

Osoba lepiej zarabiająca po prostu dostosuje się do budżetu drugiej strony – jeśli Malediwy są poza zasięgiem, to Bułgaria też ma morze i plażę.
Wyjazdy dopasowuje się do portfela, a nie odwrotnie smile

Stawiając tym samym tą drugą stronę (uboższą)  w sytuacji ewidentnego dyskomfortu psychicznego o charakterze długookresowym.
Siebie przy okazji też, rzecz jasna, bo iluś miejsc zwyczajnie nie zobaczy choć by chciała i teoretycznie mogła.
I oba te dyskomforty w którymś momencie wybuchną, choć nie wykluczone że w zupełnie innym obszarze życia.
Dobry przykład, jak ładnie sobie można skomplikować i tak niełatwe przedsięwzięcie, jakim jest trwały związek...

80

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Muqin napisał/a:

Stawiając tym samym tą drugą stronę (uboższą)  w sytuacji ewidentnego dyskomfortu psychicznego o charakterze długookresowym.

No teraz to chyba zażartowałaś! Taaaak, na pewno dominuje u tej uboższej połówki dyskomfort że ta bogatsza straci okazję do pojechania na Malediwy, a nie radość z przyjemnego pobytu w Turcji, który jej nie spędza snu z oczu.

Muqin napisał/a:

Siebie przy okazji też, rzecz jasna, bo iluś miejsc zwyczajnie nie zobaczy choć by chciała i teoretycznie mogła.

Wiesz co... jako kawaler też ma się ogólnie większą swobodę i większą pulę na własne wypady. Związek to z reguły jakieś wyrzeczenia, poświęcanie kawałka JA na rzecz MY.


Muqin napisał/a:

I oba te dyskomforty w którymś momencie wybuchną, choć nie wykluczone że w zupełnie innym obszarze życia.

Przy dużej dysproporcji tak, ale czemu mamy się dalej zajmować przejaskrawionymi przykładami? Przecież my nawet nie mamy ustalonej kwestii osób o porównywalnych dochodach!


Muqin napisał/a:

Dobry przykład, jak ładnie sobie można skomplikować i tak niełatwe przedsięwzięcie, jakim jest trwały związek...

Jak się szuka komplikacji, to wszystko można skomplikować.

81

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
bagienni_k napisał/a:

Tak na marginesie: hiszpańska pogoda niech sobie najlepiej pozostanie w tej Hiszpanii. Wcale nie jest mi tęskno do upałów 40 stopniowych lub całorocznej temperatury powyżej 15 stopni...
Czekam zatem z niecierpliwością na, chociażby powiew, prawdziwej zimy big_smile

W Hiszpanii masz dostępne aż 4 klimaty big_smile
Więc można znaleźć taki jaki nam odpowiada.

Nawet w Czarnogórze masz na wyciągnięcie 2 klimaty.  Koszmarny upał w Kotorze i całkowicie inny klimat zaraz obok na masywie górskim big_smile

Ja ciepełko bardzo lubię, dlatego zapewne jak tylko będę mógł to zamieszkam w innym kraju.
Powoli szukam jakie kraje mi odpowiadają. Patrząc na kuchnię i zwyczaje, ale coś czuję że Bałkany moje serce skradną big_smile

82

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

A żebyś wiedział, Kaszpir, że stawia. Uznajesz to za żart z mojej strony? Cóż, można i tak.  Acz zapytam - byłeś kiedyś taką uboższą stroną w wieloletnim związku, do której ta zamożniejsza strona się dostosowuje przez długookresowe obniżenie sobie standardu życia?
Ogólnik typu "związek to wyrzeczenie" może sobie darujmy, nic nie wnosi. Jak już się pojawia "dla dobra związku wyrzekłam/wyrzekłem się" to słabo wróży dalej związkowi. Pretensje pt. "dla ciebie się wyrzekłam/am i co mam w zamian"  za czas jakiś niemal gwarantowane. "Dostosowanie się" i "wyrzeczenie" to nie są synonimy.
Z tym wybuchaniem to nie jest tak proste, Kaszpir, przy dużej dysproporcji wybucha zwykle szybko, przy mniejszej ale zauważalnej  zaś trochę to  trwa, nim osiągnie masę krytyczną. Czasem latami. Pytanie nie czy wybuchnie tylko kiedy, w którym miejscu i z jaką siłą.

Tak bardziej ogólnoludzko i przez tak zwane tysiąclecia to w różnych wersjach i wariantach trwałe związki co do zasady opierały się na "wspólnocie stołu i łoża".
Te wszystkie rozważania o zarobkach itp w sumie sprowadzają się do tego, ze w dobie obecnej i cywilizacji Zachodu zmieniło się podejście tak fundamentalnie, czego skutkiem ubocznym są związki mało trwałe.  O ile "wspólnota łoża" jeszcze jako/tako trwa, o tyle "wspólnota stołu" już jest mocno zdemotowana.  Jest jak jest, biedni ci, co nadal trwałości łakną i potrzebują.

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Mniszkówna napisał/a:

Bardzo fajnie na ten temat powiedziała kiedyś Omena Mensah, że oni mają wspólny rachunek na takie cele i skoro jej mąż zarabia niewyobrażalnie więcej niż ona to przyjęli założenie, że ona wpłaca na tzw. fundusz miłości kwotę x tyle ile może w danym miesiącu, a jej mąż 10x przelewa po zrealizowaniu przez nią przelewu i to przeznaczają, na wyjazdy, kolacje i inne rozrywki, mimo że jest to mowa o miliarderze. I trudno mówić że nie go nie stać. Jednak to jest właśnie to partnerstwo czyli daję tyle ile mogę.

Omena zaczynała od programów XXX na polsacie, sądziła się z autorem ksiązki dziewczyny z dubaju o zniesławienie. Nie polecam brac przykładu z popkultury.
Kiedyś Ewa Minge pisała i mówiła o celebrytkach cichodjkach, które są ekskluzywnymi prostytutkami, ale przeciętnej Polce kojarzą sie z telewizja śniadaniową. Potem takie dają rady przedrukowane w pani domu i czytelnik nie wie, czy to normalna aktorka, modelka, artystka czy celebrytka ustawiona na handel, pozująca na wannabe lifestyle guru.

84 Ostatnio edytowany przez Mniszkówna (2025-12-29 20:43:09)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Muqin w pełni popieram w wspólnota wyłącznie łoża jest powszechna u części mężczyzn, a późnej zdziwienie że jak to ona ich traktowała jak luźne gadzie od starego dresu.

Co do Kaszpira to on ma taką manierę że on nie może dołożyć nawet grosika bo przecież nei ma z nią dzieci, a później zdziwienie że jest traktowany jak luźne gacie i wszystkie babki w promieniu 100 km czyhają na jego majątek.

Tekst o tym, że jak to małżeństwo to już bardzo śmieszny niewielki ułamek ma intercyzę więc sorry ale przy ustawowym ustroju wynagrodzenie jest częścią wspólna.

Jeśli pytanie o to zniesławienie to prawomocnie wygrała, nie jestem jej zwolennikiem przykład miał pokazać, że można jakoś się dzielić kiedy różnice są bardzo duże. A posiadany majątek pozwala na właściwie wszystko a mimo wszystko da się do tego podejść żeby każdy czuł się komfortowo, poza Kaszpirem, bo u niego tylko 50:50, nawet za cenę wyjazdu na wydupie.
Można przyjąć zasadę 5% wynagrodzenia każdy przelewa na konto i z tych środków jedziemy na wakacje.
Celowe zaniżanie dla mnie śmieszne, ale pokazuje właśnie że przecież ja nie mogę dołożyć, bo nie .. a później luźne gacie.

85 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-12-29 21:09:41)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Kaszpir Wydaje mi się jednak, że w domyśle chodziło o tzw. "typową" hiszpańską pogodę, gdzie panuje co najmniej to ciepło, jeśli nie upał..


Muqin tak, to moja "specyficzna" wizja związku smile Chociaż czy aż tak bardzo specyficzna, skoro wymagam minimalnego poziomu uczciwości? Jak sama zdążyłaś zauważyć, w przypadku znacznej dysproporcji zarobków, wykształcenia czy planów na życie,  w związku powstają rozmaite spięcia czy też rodzi się dyskomfort. Dyskomfort związany z rodzącym się poczuciem, że albo się żeruje na kimś, albo jest się wykorzystywanym. Być może jest grupa osób, którym to w pełni odpowiada, lecz jest to dla mnie osobiście czysta egzotyka. Niby po zawarciu małżeństwa pojawia się wspólnota majątkowa, więc środki są wspólne, lecz nie każdemu będzie pasować taka dysproporcja. W przypadku możliwości zawarcia intercyzy, osoba mniej zarabiająca zaczyna panikować, co często skutecznie weryfikuje intencje potencjalnego partnera.
Zatem, czepiając się tych nieszczęsnych Malediwów, to sam nie czułbym się swobodnie zarówno w przypadku ustawicznego płacenia za wycieczki, jak również ciągłego spędzania wakacji na cudzy koszt. Nie jest zupełnie istotne w tym wypadku, czyje to są środki: partnerki, brata, matki czy kumpla: ważne, że nie moje, więc ciężko jest mi sobie fundować przyjemności za cudzą kasę. Tym bardziej przez niemal cały okres związku, nie okazjonalnie.

Przypadki celebrytów akurat nie mogą stanowić adekwatnego przykładu. Nawet taka dziennikarka renomowanej stacji telewizyjnej nie zarabia chyba źle, ale i tak będzie celować dużo wyżej...

86 Ostatnio edytowany przez blueangel (2025-12-29 21:19:58)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Wy serio tak mocno sie kierujecie zarobkami, podzialami przy poznawaniu kogos? Moze jeszcze sie rozliczacie w excelu? Byl tu nawet taki jeden. A co z tym, ze kogos poznasz i ci sie zwyczajnie podoba albo jest poprostu dobrym czlowiekiwm, co juz jest duzo? Nie powinno to byc wazniejsze?

87 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2025-12-29 21:30:07)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Co Ty z tym 50%-50%? To nie chodzi o bieganie z kalkulatorem i dzielenie rachunków na pół, tylko o zdrową równowagę – także finansową.
Jedziemy w góry: ja wynajduję miejscówkę blisko szlaku i płacę za noclegi, ona daje auto i funduje paliwo.
Jednego dnia ja stawiam obiad, drugiego ona – raz ja coś kupię, raz ona.
Normalna ludzka wymiana uprzejmości.
Nie mam problemu utrzymać w pełni kobietę z dzieckiem, ale jak widzę chęci i zaangażowanie, to rozmowa wygląda zupełnie inaczej.
Muszę jednak widzieć sens inwestowania swojego czasu, uczuć i pieniędzy.
Nie mam ochoty „zdobywać” czy walczyć – szkoda mi energii, wolę ją przeznaczyć na ciekawsze przygody niż konkurs na sponsora roku.

Jak spotkam właściwą osobę, to mogę przenosić góry i serwować kawę do łóżka, ale tylko jeśli widzę w tym sens.

88

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
blueangel napisał/a:

Wy serio tak mocno sie kierujecie zarobkami, podzialami przy poznawaniu kogos? Moze jeszcze sie rozliczacie w excelu? Byl tu nawet taki jeden. A co z tym, ze kogos poznasz i ci sie zwyczajnie podoba albo jest poprostu dobrym czlowiekiwm, co juz jest duzo? Nie powinno to byc wazniejsze?

Eee tam, bzdury gadasz big_smile 

Nie wierzysz w czystą miłość 20-letniej damy do 80-letniego dziadka miliardera?
Przecież tu chodzi o cudowne serduszko i uśmiech wart miliardy, a nie o jakieś tam pieniądze! big_smile 
Większość celebrytek zrobiła karierę przez łóżko, często z wieloma „wpływowymi” panami.
Myślisz, że propozycje prowadzenia programów to z dobrego serca? wink 
Szokuje mnie, że dla niektórych pań wartość człowieka to grubość portfela – tragiczne!
Normalni ludzie dobierają się według podobnych zarobków i wykształcenia, więc takich problemów nie mają.
A celebryci i inne patologie?
Szkoda gadać – panie są trofeami bogatych starszych panów, a sławę i luksus zdobyły w zupełnie inny niż ciężką pracą big_smile

89

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Kaszpir007 napisał/a:

Co Ty z tym 50%-50%? To nie chodzi o bieganie z kalkulatorem i dzielenie rachunków na pół, tylko o zdrową równowagę – także finansową.
Jedziemy w góry: ja wynajduję miejscówkę blisko szlaku i płacę za noclegi, ona daje auto i funduje paliwo.
Jednego dnia ja stawiam obiad, drugiego ona – raz ja coś kupię, raz ona.
Normalna ludzka wymiana uprzejmości.
.

Kaszpir, Ty skąpy prostaku! Ona zrobiła makijaż i ogoliła nogi; to oczywiste, że w tej sytuacji, przy takich nakładach i staraniu z jej strony pełne pokrycie kosztów przez Ciebie jej się po prostu należało! lol

90

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Otóż to, zdrowa równowaga smile To jest naprawdę takie trudne?

Czy przykład podany przez Kolegę wyżej to taki zupełnie odrealniony scenariusz? Można sobie wyobrazić różne "modyfikacje", ale już na całkowite fundowanie takiej czy lepszej wycieczki za każdym razem nie ma zgody. Tym bardziej na samym początku znajomości, kiedy człowiek się stara i inwestuje w drugą stronę swój czas, środki i wysiłek. Ciężko to tak zrozumieć, że nie chce się wkładać sporo w coś, co nie jest do końca pewne?

91

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Jeśli płacić za wszystko, to dlaczego to robić dla równolatki, skoro można mieć za tą samą kasę studenciarę z dużymi "oczami"? smile smile smile

I tak naprawdę o to się rozchodzi.

Chodząca piękność nie płaci, jest sponsorowana, brzydka kobieta płaci za wszystko sama (a nieraz jeszcze za chłopa płaci).

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Farmer napisał/a:

Jeśli płacić za wszystko, to dlaczego to robić dla równolatki, skoro można mieć za tą samą kasę studenciarę z dużymi "oczami"? smile smile smile

I tak naprawdę o to się rozchodzi.

Chodząca piękność nie płaci, jest sponsorowana, brzydka kobieta płaci za wszystko sama (a nieraz jeszcze za chłopa płaci).

big_smile big_smile ten nadal bajki o studentkach bedzie pisał

93

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Bagienni_k
Dlaczego wizja specyficzna i to w cudzysłowie? Jakaś. Jedna z możliwych i równoprawnych. Spotkasz panią o podobnym podejściu , spodobacie się sobie i będzie ok. Problem jeśli już to w tym, że istnieje równolegle ileś innych wizji.
Moja wizja związku jest zauważalnie inna od Twojej. I patrz co się dzieje - Ty piszesz, że wymagasz tylko minimalnego poziomu uczciwości od drugiej strony i z tego to wychodzi, że ja, mając inna wizję związku jestem, nie da się ukryć, nieuczciwa. Niejako z założenia. No miłe to to nie jest. Za nieuczciwą się nigdy nie uważałam ani nie uważam. Co do Malediwów zaś, ja osobiście w ogóle nie miałabym problemu z tym, kto płaci,  w obie strony. No starej daty może jestem, dla mnie jeśli związek to wspólnota majątkowa. Bez niej jest relacja czyli coś innego. Relacja, także bliska, może ale nie musi przekształcić się w związek. Kwestia także znaczenia używanych słów, dla mnie relacja i związek absolutnie nie są synonimami.
To żerowanie często tu używane to nic innego jak nawiązywanie do pasożytnictwa. Jak dla mnie jeśli już w kierunku biologii to związek raczej chyba winien być symbiozą, dla obu stron korzystną. smile

Jak Kaszpir opisuje ten wyjazd w góry i opisuje tą równowagę z mojej strony tylko komentarz - to relacja, nie związek. Pisał wcześniej, że był w rocznym związku i się rozpadło, bo mu bliskości brakło - nie dziwię się, w relacji tej bliskości nie otrzyma. Nawet w miłej, przyjemnej i wspaniale zrównoważonej od strony organizacyjno - finansowej i seksualnej.

94 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-12-29 22:39:04)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Farmer, z dziećmi się osobiście nie zadaję, ale jak wolisz, to droga wolna big_smile

Muqin

Specyficzna zapisałem w cudzysłowie, gdyż może być odbierana właśnie w dziwny sposób przez niektórych, dla których ten podział powinien raczej pozostać mocno niesymetryczny, ze wskazaniem na znacznie większy wkład ze strony męskiej, oczywiście..
Uczciwość, w moim przeświadczeniu, właśnie polega na tym, aby nie naciągać specjalnie nikogo ani nie dawać się naciągać na coraz to bardziej wymyślne pomysły, dotyczące spędzania wolnego czasu, jak również pokrywania kosztów życia. Żyjemy razem i razem te koszty życia ponosimy. Tak, żerowanie, tudzież pasożytnictwo można śmiało tutaj zastosować, jeśli zaczynamy mówić o rażącej dysproporcji w kosztach czy też nawet samej organizacji wspólnego życia i załatwianiu rozmaitych spraw. Dotyczy to np. olewania przez facetów wielu domowych obowiązków.

To, co Kaszpir opisał to właśnie zdrowy balans, jaki ja oczekuje od ZWIĄZKU, nie od relacji, jeśli już operujemy takimi pojęciami. Możemy ów przykład z górami zmodyfikować, gdzie np. ja sam zafunduję ten jeden wypad a moja partnerka kolejny. Też okaże się to nieodpowiednie, bo ja za mało w to wkładam?
Zatem prezentuję dokładnie przeciwne podejście do Twojego, gdyż żadna wspólnota majątkowa ani bliskość nie uprawniają do tego, aby żyć na cudzy koszt. Świadomie i dobrowolnie przez cały czas.

95

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Może dlatego tak wiele osób nie może zbudować związku jeśli na randki trzeba chodzić z PITem aby porównać zarobki?

Z drugiej strony mamy tak płaską strukturę wynagrodzeń. Oczywiście rozumiem, iż przykład 9 tyś netto oburzył niektórych, bo dla części to powód do dumy a z drugiej strony to nie są kwoty pozywające na szaleństwo zakupowe.

96

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Żyć na cudzy koszt to można( albo nie) gdy ten ktoś jest obcy i tyle. Albo gdy jest relacja czyli zachowany zauważalny spory dystans.
Nie znam Ciebie ani Twojego życia, bagienni_ku,  zatem cóż, temat się jakby wyczerpał. Moje podejście do związków mi się sprawdziło znakomicie w życiu zatem szanse na zmianę podejścia są u mnie znikome, żeby nie rzec zerowe. Tak znowu wielu tych związków w moim życiu nie było, ale to chyba źle o mnie nie świadczy smile aktualny trwa i ma się dobrze.

Oczekujesz zdrowego balansu podobnie jak Kaszpir - oczekuj, szukaj, może znajdziesz, podobnie jak on, może znajdzie. Zapewne kobiety zainteresowane akurat takim bilansowaniem też istnieją, choć osobiście w naturze chyba takiej nie spotkałam, ale co ja tam wiem.... big_smile

Wiesz, Mniszkówna, gdybym na randkę miała iść z PIT-em to by nie była randka tylko spotkanie biznesowe. smile

97

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Muqin masz rację, to jest po prostu poszukiwanie partnera ale do spółki a nie do związku. Jasne pewnie gdyby był nierobem to nic by z tego nie było, ale nie dlatego, że ma za mało cyfr w przychodzie ale mnie nie interesują ludzie bierni, pasywni.

Co do tej różnicy to w praktyce osoby w innych światów nie do końca mają szanse się poznać.

98 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-12-29 23:37:50)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Ok, świetnie Ci się ułożyło, zatem gratuluję. Mam swoje podejście, które uważam za właściwe i nie zamierzam go zmieniać pod wpływem cudzego punktu widzenia. Nie przekonuję też innych osób do przyjęcia swojej własnej perspektywy. Dlatego życie na cudzy koszt pojmuję w taki właśnie sposób, w jaki opisałem.
Rzeczywiście, możesz nie znać, skoro obracasz się w takim a nie innym towarzystwie. O dziwo, takie kobiety spotykam. Sam obracam się w nieco innym, gdzie akurat moje podejście jest nieco bardziej powszechne, niż Twoje.  Przynajmniej bliżej mu do mojego. Co w związku z tym? Mam na siłę wszędzie naokoło wszystkim udowadniać, że moje podejście jest lepsze?
Do tej pory jakoś nie został zobrazowany żaden przykład, pokazujący istotę rzeczy. Akurat do momentu, kiedy Kaszpir napisał o tej wycieczce. Jeśli ten schemat jest dla tutejszych Pań niedopuszczalny, to właściwie nie mam już tutaj o czym więcej pisać. To, co miałem zamiar powiedzieć, powiedziałem.

Natomiast nie rozumiem tego wielkiego zdziwienia, kiedy mowa o ludziach z kompletnie odmiennych światów( z czym się wiążą różnice w zarobkach, wykształceniu, stylu życia lub pasjach), którzy mogą mieć problem w dogadaniu się. Wszystko to, co ich dzieli przekłada się na niewielką szansę na przecięcie się ich wspólnych ścieżek. Istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, że ci ludzie się w ogóle spotkają.

99

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

bagienni_k nie mówię, że ten schemat jest zły co więcej wydaje mi się na początku relacji naturalny tym bardziej jeśli mówimy o osobach 30+ a tym bardziej 40+
Natomiast mówienie że jak jedno jest milionerem a drugie zarabia przeciętnie to pojada do Bułgarii to wywoła frustrację o której tu zostało wspomniane.

Jeśli ja zawsze musiałaby jeździeć na wieś bo tam jest taniej to w pewnym momencie bym powiedziała dość.

100

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Tak sobie rzuciłem okiem na watek. Jest o dzieciach, o zarobkach, o budżecie,  o zawodach. Najtrudniej znaleźć wg mnie najwazniejsze: o człowieku.

101

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Ależ schemat Kaszpira jest dopuszczalny, niby czemu nie?  Każdy pomysł jest dopuszczalny, nawet wielce oryginalne. A że w tym schemacie pewne rzeczy nie mają szansy zaistnieć z przyczyn natury psychologicznej to już insza sprawa, ale też nie wszystkim są one do szczęścia potrzebne. Ze związkami trochę jest tak, że jedni nawet specjalnie nie szukają a znajdują, a inni szukają jak wściekli i cięgiem albo nic albo porażki i frustracja. Nic nikomu udowadniać nie musisz, acz przyznam ze trochę takiego klimatu w tym co o związkach piszesz wyczuwam. Jakbyś miał monopol na jedyną słuszną wersję, której za nic zmieniać nie zamierzasz. Obawiam się że nawet gdyby wprowadzenie jakichś zmian w tej Twojej wersji dało w efekcie pozytywne zmiany w życiu też byś się zaparł wstępnie, że nie i już. Nie to nie, duży jesteś i nikt na Tobie żadnych zmian wymuszać nie będzie. Jeżeli przy swoim podejściu efekty uzyskujesz takie, jakie Ci się podobają i szczęśliwym Cię czynią to spoko i luz. A jeśli nie - możesz oczywiście iść w kierunku "czasy koszmarne, kobiety to wredne suki (wersja dla pań: mężczyźni to swołocze), nie ma uczciwości na tym świecie ni przyzwoitości nijakiej, znalezienie kogoś wartościowego jest zwyczajnie niemożliwe i tak dalej i tym podobnie.
Wiesz, bagienni_k, ja to się w żadnym towarzystwie nie obracam w takim zwykłym tego słowa rozumieniu, ale przeróżnych ludzi poznawałam w toku życia, powiedziałabym zdecydowanie ponad statystyczną normę zróżnicowanych. Moje podejście do związków jest efektem oczywiście wychowania domowego i obserwacji cudzych związków w naturze plus eksperyment własny czyli moje osobiste związki. Wyszło co wyszło - w kwestii związków ewidentnie jestem w grupie "zdecydowanie zadowoleni, niespecjalnie szukają a znajdują to, czego potrzebują" , co oczywiście może wkurzać. smile ale bagienni_k, nie jest tak, że mnie "się ułożyło", ja nie bezwolny twór wichrem niesiony - ja czynnie uczestniczyłam w swoim życiu związkowym, podejmowałam decyzje, miałam priorytety i nikt mi nic na tacy nie podał. Związek sam się nie robi, związek tworzą ludzie i to współtworzą dwie osoby, od zera współtworzą. Moje wybory nie wszystkie były znakomite, ale per saldo jest jak być powinno i bezczelnie jestem zadowolona,  choć rzecz jasna jak to w życiu, nie było ani nie jest dokładnie tak, jak sobie planowałam w młodości.

Bert - celnie oraz lakonicznie smile człowiek w tych duperelach, podziałach 50/50 i innych takich zwyczajnie ginie, umyka. No może nie wszystkim, ale wielu. Staje się towarem mającym cechy. Takie czasy? czy taki zestaw ludzi na forum?

102 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2025-12-30 10:26:06)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Bert44 napisał/a:

Tak sobie rzuciłem okiem na watek. Jest o dzieciach, o zarobkach, o budżecie,  o zawodach. Najtrudniej znaleźć wg mnie najwazniejsze: o człowieku.

Chłopie, o czym Ty w ogóle piszesz big_smile Liczy się tylko kasa, kasa i jeszcze raz kasa, a jak nie wiesz, o co chodzi, to znów chodzi o kasę.
Myślisz, że te „Omeny”, mało inteligentne laski, których największym atutem był wygląd, przypadkiem wyszły za bogatych facetów?
Interesował je charakter?
Pasja?
Raczej stan konta big_smile
Wyobrażasz sobie, żeby któraś zainteresowała się Stefanem, kasjerem z Biedronki? Nawet jeśli Stefan byłby ideałem, szans zero big_smile

Niektóre panie wprost piszą, że facet ma zapewnić bezpieczeństwo — a przecież wielkie konto bankowe to bezpieczeństwo gwarantuje.
Reszta? A kogo to obchodzi! Jak jest kasa, to wystarczy.
Do tego dziecko i mamy najlepszą lokatę na świecie smile
Media od lat promują taki model: znajdź nadzianego, nic nie rób, a jak się znudzi — wymień na bogatszy model.

„Omena” po 7 latach przeskoczyła na nową gałąź.
Taka stabilność związków big_smile
Pewnie gdyby trafił się ktoś bogatszy od Brzoski, znów byłby przeskok.
Choć teraz są dzieci, więc bezpieczeństwo jest.
A czasy? Zgnilizna. UE? Zgnilizna. Konsumpcjonizm wszędzie, nawet w miłości.

Dziś facet boi się „inwestować” w kobietę, bo to bardziej przypomina ruletkę niż lokatę big_smile
Dlatego uważam, że w przyszłości Europę przejmą Azjaci i Arabowie — tam wciąż rodzina jest na pierwszym miejscu.
Facet utrzymuje dom, a w zamian ma ogarniętą chatę, dobry obiad i żonę, która wieczorem też zadba o jego zadowolenie, bez gadania o bólu głowy smile
To jest dopiero ciepło domowego ogniska.

Ci, którzy są dziś w długich związkach, to szczęściarze — prawie jak ci, co wygrali w totka.
Mój czas na portalach pokazał mi jasno, co dla wielu kobiet naprawdę liczy się w związku… i nie jest to romantyzm big_smile

103 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-12-30 10:51:30)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

@Kaszpir: a Ty się dziwisz, że dzietność spada, że przysięga małżeńska "i że nie opuszczę cię aż do śmierci" staje się obietnicą bez pokrycia? To spójrz sobie na uczestniczki tego wątku (choć o Muqin piszę to trochę z ciężkim sercem, bo najsympatyczniejsza z nich), na blueangel (urodzoną egocentryczkę), na Wiekę (która chyba nigdy nie napisała "musicie zawalczyć o Was", za to bardzo często udziela rad w stylu "nie pasujecie do siebie, zostaw go i znajdź sobie nowego") i kilka innych. To, co one prezentują, to nie wyższa samoświadomość w stosunku do swoich matek i babek, tylko zdecydowanie wyższy stopień egoizmu, braku woli jakichkolwiek poświęceń dla kogokolwiek innego niż one same i chęć pójścia na totalną łatwiznę w związku (tylko przyjście na gotowe, bez najmniejszych komplikacji, a gdy są najmniejsze choć problemy, to się zawija i szuka nowego).

Jeszcze za czasów naszych rodziców jakoś pewne rzeczy były po prostu oczywiste: że w pewnym wieku trzeba się ustatkować (na wiecznego gówniarza patrzono wtedy bardziej krytycznie niż dziś), że dla dzieci i ich dobra trzeba ponieść pewne poświęcenia, że jak się podjęło odpowiedzialność i założyło rodzinę, to się nie robi łachy że dokłada się wszelkich możliwych starań by ta rodzina przetrwała, nawet jeśli nastąpi jakiś kryzys. Od tego czasu nastąpiła zmiana: po upadku komuny ludzie zachłysnęli się Zachodem, po wejściu do Unii to zachłyśnięcie się jeszcze wzrosło. Przyznaję, że w pewnych kwestiach jest lepiej lub znacząco lepiej, w pewnych jest gorzej lub znacząco gorzej.

Niestety, nasz narodek ma pewien istotny problem, który zaobserwowałem uczestnicząc od osiągnięcia pełnoletności w wyborach: Polacy mają tendencje do niecierpliwości, wylewania dziecka z kąpielą i - przede wszystkim - nie potrafią wprowadzać zmian w sposób łagodny, płynny, ewolucyjny: zawsze od stanu "przychył na lewą burtę" nie przechodzą do pionu tylko zaraz po przechyle na lewą burtę następuje równie gwałtowny przechył na prawą burtę. Od skrajności do skrajności, ci ludzie chyba po prostu nie potrafią żyć normalnie: zwrot musi być zawsze o 180 stopni! W efekcie, zamiast zachować dobre rzeczy z poprzedniej rzeczywistości i naprawić złe rzeczy z owej, to teraz to co było złe wtedy zmieniono tak że jest lepiej, a to co było dobre wtedy spierdolono.  Matkę Polkę zastąpiła pierdolona egoistka;  kobietę która myślała tylko o innych zamiast o sobie (co oczywiście nie było dobre) zastąpiła kobieta myśląca przede wszystkim (lub wyłącznie) o sobie. I już nie powiem co by się chciało zrobić z tymi (zwłaszcza celebrytkami, czyli w jakimś stopniu autorytetami dla odmóżdżonej części społeczeństwa), które (zwłaszcza publicznie) ten model wychwalają jako najlepszy lub jedyny prawidłowy.

104 Ostatnio edytowany przez Mniszkówna (2025-12-30 11:15:33)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Kaszpir co Ty opowiadasz, babka jest mi totalnie neutralna, ot jeden przykład, że można się tak dzielić kwestią kasy. Co to dzieci to pierwsza córka jest bez żadnego związku, w pierwszym małżeństwie nie miała żadnych dzieci z obecnym mężem ma 1 dziecko.

Co do tych zarobków od dziecka mój tata zawsze mówił, że mężczyzna ma zarobić tyle żeby utrzymać cała rodzinę. Taka wersję przedstawił mu jego ojciec babcia nigdy nie pracowała, mama poszła do pracy to nie chciała siedzieć w domu jak poszliśmy do szkoły, aktualnie mimo emerytury coś pracuje, bo nie chce jej się siedzieć samej w domu.

Zwalasz winę na kobiety zamiast powiedzieć wprost, że przy moich zarobkach albo aktualnie jest to nie możliwe lub przykład mojej mamy kobiety też powinny się rozwijać.

W którymś miejscu powiedziałeś że była zona Cię zostawiła i nadal masz o to ból. W Azji nie jest najważniejsza rodzina jakieś farmazony. Chiny mają bardzo niski wskaźnik urodzeń i masowe rozwody, Japonia podobie. Rosja ich to już nie wiadomo jak zaliczyć ale nawet chcą Internet blokować żeby mieli czas na seks. Wyłącznie kraje Afryki mają wysoki przyrost demogariczny co jest związane nie z rodziną ale z brakiem antykoncepcji. Emiraty aktualnie poniżej 2, Arabia też poniżej 2.
Kraje Ameryki Pd mają dodatni przyrost i względny poziom życia.

A, jeśli tak kogoś boli że kobiety wybierają bogatszych to dlaczego tak każdy z tutejszych panów oczekuje młodszej zgrabnej powabnej, może Pani 15 lat starsza też zasługuje na związek pełen miłości, +40kg nadwagi kochanego ciałka nigdy za dużo. Łatwo się wyrzuca komuś. Jest takie mądre zdanie że w "widzisz w cudzym oku drzazgę a w swoim belki nie widzisz"

105

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Mniszkówna napisał/a:

dlaczego tak każdy z tutejszych panów oczekuje młodszej zgrabnej powabnej

Dyskutujesz z oczywistościami, bo można też zapytać dlaczego kobiety nie biorą tak chętnie niższych od siebie.

106 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-12-30 12:00:21)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Mniszkówna napisał/a:

Kraje Ameryki Pd mają dodatni przyrost i względny poziom życia.

W Boliwii względny poziom życia? W Argentynie? Czy w Kolumbii albo Ekwadorze lub Peru? Czy może masz na myśli brazylijskie fawele? Czy bierzesz pod uwagę tylko to co jest dostępne dla tych bogatszych klas?
No teraz to pozamiatałaś.

Mniszkówna napisał/a:

A, jeśli tak kogoś boli że kobiety wybierają bogatszych to dlaczego tak każdy z tutejszych panów oczekuje młodszej zgrabnej powabnej, może Pani 15 lat starsza też zasługuje na związek pełen miłości, +40kg nadwagi kochanego ciałka nigdy za dużo. Łatwo się wyrzuca komuś. Jest takie mądre zdanie że w "widzisz w cudzym oku drzazgę a w swoim belki nie widzisz"

Nie koleżanko: wygląd za wygląd. Kobiety też nie chcą faceta z mięśniem piwnym, niskiego, niewyględnego. Kasa to już inna para kaloszy.

No chyba że zamierzasz przyznać, że w większości kobiet jest pierwiastek k... (bo przecież uroda i ciało za pieniądze to dewiza przedstawicielek najstarszego zawodu świata big_smile).

EDIT. Doczytałem jeszcze dokładniej twój post i włosy mi się zjeżyły na głowie. Kobieto, ty chyba wiedzę o świecie czerpiesz z folderów biur podróży! W Chinach jeszcze niedawno była NARZUCONA PRZEZ PAŃSTWO (by zapobiec przeludnieniu) polityka jednego dziecka; obecnie łaskawie zezwolono na drugie (chyba też nie we wszystkich przypadkach). Za złamanie zakazu były potężne sankcje i delikwenci generalnie mieli przesrane w pracy itd.
Japonia: kult zapierdolu (Japończyk ma 21 dni urlopu, z reguły nie wykorzystuje całego; długie dojazdy do pracy, masakra z miejscami parkingowymi) połączony z coraz lepszą opieką medyczną i wydłużaniem się życia... wyścig szczurów wszedł tam szybciej niż u nas.

Twoje przekonania zostały ci wpojone przez ojca i dziadka; tkwią ci one w głowie tak silnie, że (pewnie nawet mimowolnie) gdy starasz się przedstawić ludzi w innej pozycji, to używasz określeń nacechowanych pejoratywnie (bo zupełnie inaczej brzmi "koszt utrzymania rodziny w dzisiejszych czasach jest tak wysoki, że - poza nielicznymi wyjątkami - jest nie do osiągnięcia dla pojedynczego pracującego Polaka" niż "faceta zarabiającego 6-9k nie stać na samodzielne utrzymanie rodziny". Jeśli po spokojnym przeczytaniu tego dalej nie będziesz widzieć różnicy, to chętnie ci ją wyjaśnię.


PS. Wcześniej myślałem że to kolejne wcielenie Minnie, ale od kilku już dni zaczynam się zastanawiać czy to czasem nie Wiewiórka Basia (bo długo go nie ma, a już miewał wejścia w tym stylu)?

107 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2025-12-30 11:55:23)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Mniszkówna napisał/a:

Kaszpir co Ty opowiadasz, babka jest mi totalnie neutralna, ot jeden przykład, że można się tak dzielić kwestią kasy. Co to dzieci to pierwsza córka jest bez żadnego związku, w pierwszym małżeństwie nie miała żadnych dzieci z obecnym mężem ma 1 dziecko.

Co do tych zarobków od dziecka mój tata zawsze mówił, że mężczyzna ma zarobić tyle żeby utrzymać cała rodzinę. Taka wersję przedstawił mu jego ojciec babcia nigdy nie pracowała, mama poszła do pracy to nie chciała siedzieć w domu jak poszliśmy do szkoły, aktualnie mimo emerytury coś pracuje, bo nie chce jej się siedzieć samej w domu.

Zwalasz winę na kobiety zamiast powiedzieć wprost, że przy moich zarobkach albo aktualnie jest to nie możliwe lub przykład mojej mamy kobiety też powinny się rozwijać.

W którymś miejscu powiedziałeś że była zona Cię zostawiła i nadal masz o to ból. W Azji nie jest najważniejsza rodzina jakieś farmazony. Chiny mają bardzo niski wskaźnik urodzeń i masowe rozwody, Japonia podobie. Rosja ich to już nie wiadomo jak zaliczyć ale nawet chcą Internet blokować żeby mieli czas na seks. Wyłącznie kraje Afryki mają wysoki przyrost demogariczny co jest związane nie z rodziną ale z brakiem antykoncepcji. Emiraty aktualnie poniżej 2, Arabia też poniżej 2.
Kraje Ameryki Pd mają dodatni przyrost i względny poziom życia.

A, jeśli tak kogoś boli że kobiety wybierają bogatszych to dlaczego tak każdy z tutejszych panów oczekuje młodszej zgrabnej powabnej, może Pani 15 lat starsza też zasługuje na związek pełen miłości, +40kg nadwagi kochanego ciałka nigdy za dużo. Łatwo się wyrzuca komuś. Jest takie mądre zdanie że w "widzisz w cudzym oku drzazgę a w swoim belki nie widzisz"

Nie obwiniam nikogo, po prostu pokazuję realia, jakie mamy. 

Pewien pan zrobił test: miał świetne zdjęcia, szczery opis i zero bagażu z przeszłości – a mimo to był dla kobiet niewidzialny.
Aż tu nagle cud!
Dopisał, że jest właścicielem firmy deweloperskiej… i bach – zainteresowanie wystrzeliło jak rakieta na dopalaczach.
Kobiety zaczęły się o niego bić, same pisały i ciągnęły rozmowę. 

Ciekawe, dlaczego? wink 

Panowie znają ten mechanizm i wielu to wykorzystuje – kłamią, bo chcą tylko zabawy, i trudno im się dziwić. 
Mnie to nie rusza – takie czasy, takie zasady.
Ten, kto ma kasę, rozdaje karty, a bajki o wartościach i cechach można opowiadać naiwnym. 
Ja swoje przeżyłem: długi związek, dzieci.
Chętnie kogoś poznam, ale bez presji. W beznadziejny układ nie wejdę – szkoda czasu i życia.

Nie wiem, skąd u Ciebie ta pogarda dla tych, co zarabiają mniej – aż bije po oczach jak neon w centrum miasta.
Mnie stać na wiele, ale to nie znaczy, że będę inwestować w nieznajomego jak w kota w worku.
Najlepsze są rzeczy, które wypracuje się razem.
Są pary i wieloletnie małżeństwa żyjące z minimalnej krajowej, a radzą sobie i są szczęśliwi – jak mistrzowie domowego budżetu.
Przy Twoim podejściu większość ludzi nie powinna się żenić ani mieć dzieci, bo „nie stać ich” nawet na popcorn w kinie.
Dobrze, że kiedyś priorytety były inne, bo inaczej połowy dzisiejszych roszczeniowych księżniczek i książąt by w ogóle nie było na świecie.

108

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Nie jestem pewien, czy uciekanie się tutaj do dyskusji społeczno-politycznych ma jakiś głębszy sens. Kryzys w związkach dotyczy chyba dzisiaj wszystkich, żyjących w rozwiniętej kulturze zachodu. Narodowość nie ma tu nic do rzeczy.
Nie ma co tutaj przeginać z jednej skrajności w drugą, bo chyba sam się nieco gubisz w swoich wywodach NO. Mówisz o skrajnościach, kiedy domyślnie wychwalasz Matkę Polkę a każda, która się nie poświęca całkowicie dla rodziny to już pie**na egoistka? Bez przesady. Gdzie tutaj umiar i zachowanie harmonii? Przecież nie chodzi o to, żeby w życiu całkowicie wszystko poświęcać w imię "wspólnego dobra" rodziny, powinno się stawiać granice mając na uwadze także swoje indywidualne potrzeby.
Z tego względu właśnie wypowiedziałem się w tym temacie. W całym tym zamieszaniu chodzi mi od początku o równowagę, czego najwidoczniej niektóre Panie nie mogą zrozumieć. Cały czas powtarzane są słowa o zaufaniu, trosce i zaangażowaniu. Wszystko to ma pokazać, że można dla tej osoby zrobić (niemal) wszystko, aby pokazać, jak bardzo nam na niej zależy, zapominając o swoich własnych granicach komfortu. Dla każdego z nas owe granice mogą leżeć gdzie indziej, lecz czasami tak trudno zrozumieć czyjeś podejście, że się zaczyna przekonywać drugą stronę o błędnym pojmowaniu przez nią rzeczywistości.. Pytanie tylko w jakim celu?

Podobnie brzmiała dyskusja na jednym z portali, dotycząca testów na ojcostwo. Po dwóch stronach barykady stoją głosy: kobiecy i męski, gdzie każda ze stron broni swoich racji, gdyż leży to w ich WŁASNYM interesie. Padały tam argumenty sprawiedliwość vs zaufanie, czyli chęć upewnienia się co do słuszności uznawania danego faceta, jako ojca dziecka kontra jeden z podstawowych fundamentów trwałego związku, czyli właśnie zaufanie do partnera, które zostaje pogrzebane w momencie chęci przeprowadzenia takiego testu. Ryzyko wychowania cudzego dziecka spada z kolei na karb niewłaściwego wyboru potencjalnej partnerki przez faceta. Każdy się okopał w swojej twierdzy a końca wojny nie widać...
Szczerze mówiąc, to jeszcze parę lat temu bezdyskusyjnie opowiedziałbym się za zaufaniem, ale patrząc jaki procent facetów wychowuje cudze dzieci, to zaczynam mieć wątpliwości.

Co do Omeny Mensah czy innych jej podobnych, to akurat ciężko opierać swoje racje na takich przykładach. Nie wnikam w jej pozostałe atuty czy zalety, ale jak bardzo musi mieć podniesioną poprzeczkę, skoro sama przecież nie zarania głodowej pensji, jako dziennikarka czy osobowość telewizyjna...

109

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Nowe Otwarcie byłeś w tych krajach? Ja była w Peru, Kolumbii, Chile, Argentynie, i jakoś tak nie zgodzę się z tym co piszesz. Byłeś kiedyś gdzieś poza Europą?
Dziennikarze pokazują wyłącznie ubogie slamsy bo co mają pokazać, przecież nic innego się nie sprzeda w Europie jako ciekawe.

Każdy kto był a znam wiele osób ma inne zdanie, że to co media sprzedają ma się nijak do tego jak się żyje. Też mogą pojechać 150 km od Warszawy i mówić jakby mniej luksusowych samochodów, no co za zbieg okoliczności.
Mam znajomych którzy mieszkają w USA wyjechali jak byli dziećmi i w ich oczach Polska to jest stan wojenny. Taki mają obraz, i taki sam obraz mają o Peru ludzie w Europie, że w Limie bieda.

110 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-12-30 12:08:37)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Ty Minnie chyba serio żyjesz w jakiejś bańce..
Dla Ciebie istnieją tylko wielkie miasta, kariera i zarobki powyżej 15 k/netto? Nie widzisz nic poza swoim światem, więc podajesz chyba dlatego przykłady takiej Omeny czy innych "gwiazd". Jak tylko zaś słyszę o podróżowaniu, to od razu zapytałbym jak wyglądają te podróże? Czy poza atrakcjami zapewnianymi w ramach wycieczki coś się jeszcze widziało w danym kraju? Mam wrażenie, że podróże z prawdziwego zdarzenia dotyczą jedynie osób, podróżujących na własną rękę bądź chcących zobaczyć coś więcej niż centra wielkich miast.
Wyjdź choć na chwilę ze swojego świata i zobacz, jak ludzie żyją poza taką Warszawą czy Krakowem! Czego jednak oczekiwać od kogoś, dla którego pensja 9 k netto jest niewystarczająca..
To samo dotyczy każdego kraju na tym globie, gdzie ludzie także mieszkają poza wielkimi miastami..

Zresztą ostatnie wybory to pokazały. Wielkomiejski, liberalny i centrolewicowy elektorat chyba nieco odleciał w swoich przekonaniach, że da się ten kraj "ułożyć" wg ich wizji, kiedy 3/4 populacji żyje na prowincji, w nieco odmiennej rzeczywistości, rządzącej się nieco odmiennymi wartościami.
Takie są fakty, z którymi, jak widać, niektórym się ciężko pogodzić.

111 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-12-30 12:34:49)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Mniszkówna napisał/a:

Nowe Otwarcie byłeś w tych krajach? Ja była w Peru, Kolumbii, Chile, Argentynie, i jakoś tak nie zgodzę się z tym co piszesz. Byłeś kiedyś gdzieś poza Europą?
Dziennikarze pokazują wyłącznie ubogie slamsy bo co mają pokazać, przecież nic innego się nie sprzeda w Europie jako ciekawe.

Każdy kto był a znam wiele osób ma inne zdanie, że to co media sprzedają ma się nijak do tego jak się żyje. Też mogą pojechać 150 km od Warszawy i mówić jakby mniej luksusowych samochodów, no co za zbieg okoliczności.
Mam znajomych którzy mieszkają w USA wyjechali jak byli dziećmi i w ich oczach Polska to jest stan wojenny. Taki mają obraz, i taki sam obraz mają o Peru ludzie w Europie, że w Limie bieda.

Jak byłaś turystycznie i nie wychyliłaś nosa poza fajne miejsca w Limie, dobrze skomunikowaną część Bogoty (ew. Medellin; być może miejską  kolejkę linową zaliczyłaś, ale do biedniejszych dzielnic to się raczej nie zapuszczałaś), to na pewno masz świetny pogląd na OGÓLNĄ sytuację życiową w tych krajach. A Kolumbijczycy, którzy przyjechali do Polski tłumnie pracować, to oczywiście dlatego że tęsknili za śniegiem na ulicach w zimie.
Ręce opadają... ty się sama czytasz?

@Bagiennik, przeczytaj proszę jeszcze raz dokładnie fragment z "matką Polką". Dokładnie, CAŁE ZDANIE (także to po średniku) wink
Bo jedynie z niedokładnego przeczytania mógł wyjść Twój wniosek, że pochwalam taką postawę. Uważam tę postawę wręcz za przegięcie w jedną ze stron.

112

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Kaszpir007 napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Tak sobie rzuciłem okiem na watek. Jest o dzieciach, o zarobkach, o budżecie,  o zawodach. Najtrudniej znaleźć wg mnie najwazniejsze: o człowieku.

Chłopie, o czym Ty w ogóle piszesz big_smile Liczy się tylko kasa, kasa i jeszcze raz kasa, a jak nie wiesz, o co chodzi, to znów chodzi o kasę.
Myślisz, że te „Omeny”, mało inteligentne laski, których największym atutem był wygląd, przypadkiem wyszły za bogatych facetów?
Interesował je charakter?
Pasja?
Raczej stan konta big_smile
Wyobrażasz sobie, żeby któraś zainteresowała się Stefanem, kasjerem z Biedronki? Nawet jeśli Stefan byłby ideałem, szans zero big_smile

Niektóre panie wprost piszą, że facet ma zapewnić bezpieczeństwo — a przecież wielkie konto bankowe to bezpieczeństwo gwarantuje.
Reszta? A kogo to obchodzi! Jak jest kasa, to wystarczy.
Do tego dziecko i mamy najlepszą lokatę na świecie smile
Media od lat promują taki model: znajdź nadzianego, nic nie rób, a jak się znudzi — wymień na bogatszy model.

„Omena” po 7 latach przeskoczyła na nową gałąź.
Taka stabilność związków big_smile
Pewnie gdyby trafił się ktoś bogatszy od Brzoski, znów byłby przeskok.
Choć teraz są dzieci, więc bezpieczeństwo jest.
A czasy? Zgnilizna. UE? Zgnilizna. Konsumpcjonizm wszędzie, nawet w miłości.

Dziś facet boi się „inwestować” w kobietę, bo to bardziej przypomina ruletkę niż lokatę big_smile
Dlatego uważam, że w przyszłości Europę przejmą Azjaci i Arabowie — tam wciąż rodzina jest na pierwszym miejscu.
Facet utrzymuje dom, a w zamian ma ogarniętą chatę, dobry obiad i żonę, która wieczorem też zadba o jego zadowolenie, bez gadania o bólu głowy smile
To jest dopiero ciepło domowego ogniska.

Ci, którzy są dziś w długich związkach, to szczęściarze — prawie jak ci, co wygrali w totka.
Mój czas na portalach pokazał mi jasno, co dla wielu kobiet naprawdę liczy się w związku… i nie jest to romantyzm big_smile

Kaszpir, Ty patrzysz cały czas przez krzywe zwierciadło, tak jakby nie było kobiet, które finansowo ci dorównują, ale jak dla ciebie kasa jest priorytetem i to cię najbardziej pociąga w kobietach, a ważniejszy jest człowiek, jak zauważył Bert, to nie ma na to rady. Na innych polach raczej będzie klapa.
Niezależność Polek boli big_smile

113 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-12-30 12:44:33)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

N_o, ja ciebie generalnie nie czytam, podziwiam tych co z tobą dyskutują, przy przewijaniu mignął mi mój nick, więc tylko ci powiem, że jesteś w wielkim błędzie, bo są sprawy, których nie da naprawić i takie tu przypadki trafiają, a jestem jak najdalej od rozwodów. Podobnie jak w innym poście, ktoś napisał, że Pasławek robi mi pranie mózgu…, myślałam, że spadnę z krzesła.
Nie wyciągaj więc pochopnych wniosków.

114

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Co do podróży zawsze na własną rękę kupuję bilet w Lufthansie ograniam hotel czy mieszkanie i tak zwiedzam, najczęściej pytam kogoś kto wynajmuje mi mieszkanie czy może coś jeszcze ogarnąć. Tak zwiedziłam Botswanę, że właściciel tego domku wiele rzeczy pomógł ogarnąć, od Safari to do fajnych restauracji live cookingu.

Co do Kolubijczyków to przyjechało ich do Polski mniej niż Polaków polejechało do Kanady, rozumiem, że tam jest cieplej. O innych krajach nie wspomnę. Jeśli 10 tys. osób w 2025 roku to masa to chyba żyje ktoś w San Marino. Ilość Kolumbijczyków na tel innych nacji jest niezauważalna nie ma ich łącznie nawet 30 tys. w kraju który ma podobno 37 mln ludzi.

115 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-12-30 12:50:56)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
wieka napisał/a:

N_o, ja ciebie generalnie nie czytam, podziwiam tych co z tobą dyskutują, przy przewijaniu mignął mi mój nick, więc tylko ci powiem, że jesteś w wielkim błędzie, podobnie jak w innym poście, nie pamiętam czy to ty, czy podobny filozof forum napisał, że Pasławek robi mi pranie mózgu…, myślałam, że spadnę z krzesła.
Nie wyciągaj więc pochopnych wniosków.

Naprawdę wieka? To pokaż mi dwa (albo choć jeden) wątek, w którym naprawdę napisałaś do babki że powinna walczyć o związek, schować dumę do kieszeni, uderzyć się w pierś i popracować nad sobą, bo robi źle, bo warto walczyć o związek z jej facetem. Że powinna się zdobyć na poświęcenie dla WŁASNYCH dzieci/dziecka.

Bo przykłady w drugą stronę nieco łatwiej w twoich postach znaleźć.

116

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Mniszkówna napisał/a:

Co do podróży zawsze na własną rękę kupuję bilet w Lufthansie ograniam hotel czy mieszkanie i tak zwiedzam, najczęściej pytam kogoś kto wynajmuje mi mieszkanie czy może coś jeszcze ogarnąć. Tak zwiedziłam Botswanę, że właściciel tego domku wiele rzeczy pomógł ogarnąć, od Safari to do fajnych restauracji live cookingu.

Bagiennik miał rację: jednak żyjesz w bańce.

Mniszkówna napisał/a:

Co do Kolubijczyków to przyjechało ich do Polski mniej niż Polaków polejechało do Kanady, rozumiem, że tam jest cieplej. O innych krajach nie wspomnę. Jeśli 10 tys. osób w 2025 roku to masa to chyba żyje ktoś w San Marino. Ilość Kolumbijczyków na tel innych nacji jest niezauważalna nie ma ich łącznie nawet 30 tys. w kraju który ma podobno 37 mln ludzi.

Pomyślmy dlaczego taka ilość... może:
a) odległość (sporo szuka w sąsiednich krajach, choć to niewielka różnica, ale bliżej; np. przy wenezuelskiej ropie; swoją drogą za to co Chavez i Maduro zrobili z Wenezuelą, to powinni się do końca świata odradzać jako karaluchy);

b) Polska bynajmniej nie jest bogatym krajem, więc większa ilość wybrałą te bardziej dochodowe cele (sporo pojechało do Stanów i... zaraz, czy nie wspominałaś o Kanadzie, która jest TROSZKĘ zamożniejsza i oferuje mieszkańcom TROSZKĘ lepsze warunki życia?
To znaczy pisząc "mieszkańcom" patrzę średnio, a nie jedynie na twoją bańkę, która w każdym kraju ma dobrze.

117

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Mniszkówna napisał/a:

Co do podróży zawsze na własną rękę kupuję bilet w Lufthansie ograniam hotel czy mieszkanie i tak zwiedzam, najczęściej pytam kogoś kto wynajmuje mi mieszkanie czy może coś jeszcze ogarnąć. Tak zwiedziłam Botswanę, że właściciel tego domku wiele rzeczy pomógł ogarnąć, od Safari to do fajnych restauracji live cookingu.

Co do Kolubijczyków to przyjechało ich do Polski mniej niż Polaków polejechało do Kanady, rozumiem, że tam jest cieplej. O innych krajach nie wspomnę. Jeśli 10 tys. osób w 2025 roku to masa to chyba żyje ktoś w San Marino. Ilość Kolumbijczyków na tel innych nacji jest niezauważalna nie ma ich łącznie nawet 30 tys. w kraju który ma podobno 37 mln ludzi.


I rozumiem te podróże typowe dla singla bez żadnych zobowiązań to z małym dzieckiem ? big_smile

Bo coś mi tutaj fantastyką zalatuje big_smile

118

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Jak z małym dzieckiem jak nastoletnim, do tego, to że ktoś inny mie ma znajomych którzy też mają dzieci i z nimi podróżują to już nie moja wina.

119 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-12-30 15:22:11)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Postanowiłem się jeszcze do jednego fragmentu odnieść, tym bardziej że Wiewiórka Basia swego czasu jeszcze większe dyrdymały pieprzyła na ten temat

Mniszkówna napisał/a:

Nowe_otwarcie Ty masz widocznie jakiś znaczny kompleks zarobków i to bije po oczach.

Spytałem więc etatowego, przeglądającego net bota "ile normalnie zarabia w Polsce inżynier?" i oto co wyszło:

Normalne zarobki inżyniera w Polsce są bardzo zróżnicowane i zależą od specjalizacji, doświadczenia (junior, mid, senior), lokalizacji (najwyższe w dużych miastach) i branży, ale można spodziewać się zarobków od ~5 000 zł brutto (początkujący) do ponad 10 000 - 15 000+ zł brutto dla doświadczonych specjalistów, a w topowych branżach (np. IT, offshore) nawet 20 000+ zł, przy czym mediana dla wielu specjalistów (np. jakości, serwisu) oscyluje wokół 8 000 - 9 000 zł brutto.

Ostatecznie więc wychodzi ze te twoje 6-9k na rękę to normalne stawki np dla inżynierow. Nie dla sprzataczek czy pań na kasie w Biedrze. Innymi słowy: TYM BARDZIEJ twoje słowa o kwocie 9k na rękę świadczą o siedzeniu w bańce, oderwanej od realiów naszego kraju. Po prostu takie mamy zarobki w naszym kraju, taką mamy rzeczywistość. Nie jesteśmy bogatym krajem (choć ekipa będąca w danym momencie u władzy zawsze będzie twierdziła, z oczywistych powodów, inaczej), więc pewne standardy (widoczne w bogatszych krajach) niekoniecznie muszą mieć zarówno możliwość sprawdzenia się jak i w ogóle miejsce bytu.

120 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-12-30 15:43:58)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Zarzucić coś wiece może tylko ktoś odklejony. Wieka sprawia wrażenie najbardziej wyważonej i naturalnej forumowiczki, która nie projektuje swojego życia na innych.
NO takie teksty do swojej ex. To ona nie chciała się poświęcać, to do niej te życzenia o usłużnej matce polce kieruj. Jej nie ma na forum!  Może pora na terapię? Wygadasz się w końcu jakiejś kobitce.

121 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-12-30 15:47:41)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Zarzucić coś wiece może tylko ktoś odklejony. Wieka sprawia wrażenie najbardziej wyważonej i naturalnej forumowiczki, która nie projektuje swojego życia na innych.
NO takie teksty do swojej ex. To ona nie chciała się poświęcać, to do niej te życzenia o usłużnej matce polce kieruj. Jej nie ma na forum!  Może pora na terapię? Wygadasz się w końcu jakiejś kobitce.

Nie dziwi mnie ze ktoś taki jak ty staje w obronie wieki. Tylko wiesz Smutna: jako jedna z głównych forumowych egoistek, stanowiącą niemal wzorzec tych cech które dopiero co potępiłem, jesteś chyba nie za bardzo obiektywna w tej kwestii  wink
Twoja odpowiedź była wręcz na zasadzie "uderz w stół...".

122

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Panowie chcieliby przysłowiowej kurwy w łóżku, damy w salonie i kucharki w kuchni. Wieje red pillem, że strach, nawet od Farmera.
Czasy matek Polek się skończyły, to nie tak, że kobiety wcześniej nie pracowały, bo chłopki pracowały zawsze - nie wszystkim dane było być szlachciankami na salonach i sponsorować artystów - a jeszcze musiały znosić mężów, teraz kobiety za pracę zawodową dostają większe czy mniejsze pieniądze i myślą o sobie.

123

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Noble napisał/a:

Panowie chcieliby przysłowiowej kurwy w łóżku, damy w salonie i kucharki w kuchni. Wieje red pillem, że strach, nawet od Farmera.
Czasy matek Polek się skończyły, to nie tak, że kobiety wcześniej nie pracowały, bo chłopki pracowały zawsze - nie wszystkim dane było być szlachciankami na salonach i sponsorować artystów - a jeszcze musiały znosić mężów, teraz kobiety za pracę zawodową dostają większe czy mniejsze pieniądze i myślą o sobie.

Przerażenie Noble to budzi to, że nie chcesz widzieć niczego POMIĘDZY matką Polką - kurą domową, poświęcającą wszystko dzieciom i rodzinie, a (jak to określiłaś) "kobietą zarabiającą większe czy mniejsze pieniądze i myślącą o sobie". A gdzie matka i żona, myśląca (w stosunku do matki Polki) BARDZIEJ o sobie (a nie TYLKO o sobie), skłonna nie do poświęcania WSZYSTKIEGO, W TYM WSZYSTKICH WŁASNYCH POTRZEB (dla rodziny), ale do JAKICHKOLWIEK POŚWIĘCEŃ dla (w końcu SWOJEGO) dziecka?
Potwierdziłaś jedynie to co napisałem wyżej o polskiej naturze: że Polak/Polka nie potrafi normalnie "wyprostować" sytuacji, tylko musi zastąpić przegięcie w jedną stronę przegięciem w drugą stronę!

124 Ostatnio edytowany przez Noble (2025-12-30 16:59:12)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

NO, nie wiem skąd bierzesz dane, że kobiety w związkach nie poświęcają się mężom i dzieciom. Na 10 żon alkoholików odchodzi jedna, na 10 mężów alkoholiczek odchodzi 9. To z reguły ojcowie zostawiali po rozstaniu opiekę nad dziecmi matkom, choć teraz powolutku, powolutku się to zmienia. Myślenie o sobie nie wyklucza myślenia o innych, jak jest katastrofa lotnicza, to najpierw myślisz o sobie i zakładasz sobie samemu maskę tlenową, dopiero potem pomaga się innym.
popatrz choćby na siebie - to twoja była została z dzieckiem, a ty ledwo jakieś pojedyncze dni z córką spędzałeś.

125

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Nowe_otwarcie napisał/a:

@Kaszpir: a Ty się dziwisz, że dzietność spada, że przysięga małżeńska "i że nie opuszczę cię aż do śmierci" staje się obietnicą bez pokrycia? To spójrz sobie na uczestniczki tego wątku (choć o Muqin piszę to trochę z ciężkim sercem, bo najsympatyczniejsza z nich),(...). To, co one prezentują, to nie wyższa samoświadomość w stosunku do swoich matek i babek, tylko zdecydowanie wyższy stopień egoizmu, braku woli jakichkolwiek poświęceń dla kogokolwiek innego niż one same i chęć pójścia na totalną łatwiznę w związku (tylko przyjście na gotowe, bez najmniejszych komplikacji, a gdy są najmniejsze choć problemy, to się zawija i szuka nowego).

Jeszcze za czasów naszych rodziców jakoś pewne rzeczy były po prostu oczywiste: że w pewnym wieku trzeba się ustatkować (na wiecznego gówniarza patrzono wtedy bardziej krytycznie niż dziś), że dla dzieci i ich dobra trzeba ponieść pewne poświęcenia, że jak się podjęło odpowiedzialność i założyło rodzinę, to się nie robi łachy że dokłada się wszelkich możliwych starań by ta rodzina przetrwała, nawet jeśli nastąpi jakiś kryzys. Od tego czasu nastąpiła zmiana: po upadku komuny ludzie zachłysnęli się Zachodem, po wejściu do Unii to zachłyśnięcie się jeszcze wzrosło. Przyznaję, że w pewnych kwestiach jest lepiej lub znacząco lepiej, w pewnych jest gorzej lub znacząco gorzej.

Skoro już mnie imiennie do tablicy wywołałeś, Nowe_otwarcie...niech tam, Bert mnie troszkę zainspirował.

Coś o sobie przeczytałam i właściwie to mogłabym się zirytować...ale jakoś nie, choć komplementy to to nie są. A ja, wyobraź sobie Nowe_otwarcie,  przeczytałam i uśmiechnęłam, choć przyznam, chyba trochę wrednie. Czemu? Bo sobie wyobraziłam, że jakimś sposobem, Nowe_otwarcie, dowiadujesz się więcej o mnie, moim życiu i skonfrontowany z faktografią uzupełnioną dokumentacją i zeznaniami świadków jesteś zmuszony do sprostowania błędów atrybucji w ocenie mojej skromnej osoby. Świadomość, w jak niezręcznej sytuacji byś się znalazł ten mój uśmiech wywołała i trudno, aniołem to ja nie jestem. Miałabym radochę.
Tym niemniej - piszemy na forum, błędy atrybucji popełniamy wszyscy i w realu i na forum tym bardziej czyli, parafrazując, "wybaczam te złe słowa, bo nie wiesz, co mówisz". Urazy nie czuję, nic a nic. Nie żeby po sprostowaniu błędów atrybucji Muqin okazała się jakimś ideałem, wady to ja mam, ale zwyczajnie inne.

Moja osobista babcia była 100% Matka Polką. Ewidentnie inne czasy, model powszechny. Załapała się na obie wojny światowe plus stalinizm w PRL czyli ewidentny hardcore. Niedługo przed śmiercią powiedziała swojej córce, a mojej matce, że gdyby mogła jeszcze raz przeżyć swoje życie, nie oddałaby WSZYSTKIEGO rodzinie. Matka przyswoiła i (choć wtedy nie było to aż tak oczywiste społecznie jak teraz) swojej pracy zawodowej (miedzy innymi) nie odpuściła. Co - jak się okazało było pomysłem znakomitym w realiach, w których mojej matce przyszło wieść dorosłe życie, zauważalnie innych do realiów życia babci. Ja powieliłam wzorzec, w pewnym dostosowaniu do po raz kolejny zmienionych realiów. Ustatkowałam się tak naprawdę jakby później niż poprzednie pokolenia, nigdy nie weszłam w tryb "poświęcam się dla dziecka" (czy dla męża), bo zawsze mnie wkurzali rodzice (i szerzej ludzie) , co dzieciom (albo innym ludziom) wypominają swoje dla nich poświęcenie albo i nie wypominają, ale w cichości się frustrują, że oto dałem a nie dostałem. Dawanie jest wspaniałe pod warunkiem, że się nie oczekuje nic w zamian, bo wtedy ma się radochę gdy się coś dostanie, zamiast frustracji, że się nie dostało. Uczciwie - do tego to ja dochodziłam latami, choć teoretycznie wiedziałam od zawsze (przekaz międzypokoleniowy w mojej rodzinie).

Co do dokładania starań iżby rodzina przetrwała - mnie wpojono, że jest granica, po przekroczeniu której te starania zaczynają generować zło miast dobra, szkodę zamiast pożytku. Za czasów moich dziadków te granice praktycznie nie istniały, do śmierci bez względu na wszystko.  Za czasów moich rodziców - pojawiły się. I śmiem twierdzić, że to akurat jest dobre. W dobie obecnej mam wrażenie przesunięcia w stronę "niewiele trzeba, żeby rodzina się rozleciała", ale to jest po obu stronach, i pań i panów.  Ot - zmienione realia.
Jest w ludziach zauważalna skłonność do idealizowania tego, co było dawniej. We mnie oczywiście też, ale z tą skłonnością usiłuję walczyć, bo nie czyni mnie takie idealizowanie bardziej zadowoloną z życia. Dawniej było po prostu inaczej, a to, na co dziś narzekamy, kiedyś tam też stanie się "dawnymi, dobrymi czasami". smile

126

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Noble napisał/a:

NO, nie wiem skąd bierzesz dane, że kobiety w związkach nie poświęcają się mężom i dzieciom. Na 10 żon alkoholików odchodzi jedna, na 10 mężów alkoholiczek odchodzi 9. To z reguły ojcowie zostawiali po rozstaniu opiekę nad dziecmi matkom, choć teraz powolutku, powolutku się to zmienia. Myślenie o sobie nie wyklucza myślenia o innych, jak jest katastrofa lotnicza, to najpierw myślisz o sobie i zakładasz sobie samemu maskę tlenową, dopiero potem pomaga się innym.
popatrz choćby na siebie - to twoja była została z dzieckiem, a ty ledwo jakieś pojedyncze dni z córką spędzałeś.

No i znowu skrajny przykład. Czy naprawdę trzeba uzasadniać to patologią? Ileś lat temu jedna pie...nięta posłanka (pamiętam tylko że Małgorzata i była z PO czy już z KO; wujek Google podpowiada że chyba była to Małgorzata Pępek) żądała ograniczenia prędkości w centrach miast i zapewniała że jak nie ograniczą we wszystkich tych obszarach do 30 km/h, to dzieci (!!!) będą setkami (!!!) ginąć na przejściach. Jej demagogiczny chwyt nie zdołał mnie poruszyć, nie poruszy i twój.
Nie mówię o zostaniu z mężem alkoholikiem czy z mężem który regularnie leje. Mówię o zwykłych, codziennych poświęceniach, które były oczywiste nie tylko dla naszych matek, ale i dla naszych OJCÓW. Przekładając na dziś: zdecyduję się na dziecko, z czym się wiąże że zamiast niemal stucalowego oleda kupi się zwykłego, 50 calowego Samsunga i też da się oglądać TV; że zamiast zwiedzenia całego Dalekiego Wschodu zwiedzi się ze 2-3 kraje albo poleci gdzieś bliżej; że w przypadku choroby dziecka weźmie się kilka tych L4 i przez to awansuje się za 5 lat, a nie za rok, bo świat się nie zawali jak nie zostaniesz managerem przed 30-ką! Że facet dłużej sobie będzie zbierał... nie wiem na na co, na to co chce kupić... bo dziecko będzie potrzebować tego i tego. Ze trzeba będzie ugryźć się w język i nie wywalić z dziką radością teściowej prosto w twarz jaką to jest fałszywą i despotyczną cholerą. bo jednak może być pomocna w opiece nad dzieckiem. Rozumiesz? Zwykłe rzeczy, a nie poświęcanie wszystkiego dla dziecka.
I dbanie o związek, zamiast zmiana partnera/męża przez byle pierdy (jak tu się często doradza) czy naciągane doszukiwanie się u niego wad, przemocy (jak w pewnych historiach tutaj: kobieta odpieprzyła kometę, zraniła faceta. Facet... nie, nie strzelił jej w pysk -choć znalazłoby się wielu facetów, którzy by powiedzieli że to jej się należało; nie, sam do nich nie należę - nawet jej solidnie nie opieprzył - to akurat i według mnie jej się należało - tylko zrobił jej cichy wieczór. I już jakaś tutejsza "feministycznie oświecona" pinda rozdziera mordę, że on przemoc wobec niej stosuje! W sytuacji gdy powinien ją zj...ać z góry na dół! W sytuacji gdy naprawdę miał podstawy czuć się zraniony, gdy to ona jego skrzywdziła. To już naprawdę trzeba mieć tupet żeby wyskoczyć z takim czymś jak owa forumowiczka; zwłaszcza przy tutejszej hipokryzji i stosowaniu podwójnej miary.

Wzorzec matki Polki był szkodliwy dla kobiet, nie dawał miejsce na realizację jakichkolwiek ich potrzeb. Jednak dzisiejsze, tak nachalnie lansowane w mediach, wzorce stanowią przegięcie w drugą stronę. I niestety zrobiły już tak duże spustoszenie w głowach że sytuacja wydaje się nie do odratowania.

127

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Kaszpir007 napisał/a:

Chłopie, o czym Ty w ogóle piszesz big_smile Liczy się tylko kasa, kasa i jeszcze raz kasa, a jak nie wiesz, o co chodzi, to znów chodzi o kasę.


Współczuję. Szczerze. Musi być nieprzyjemnie żyć z takim podejściem.
Ale zarazem już się nie dziwię niepowodzeniom na niwie szukania partnerki.



Kaszpir007 napisał/a:

A czasy? Zgnilizna. UE? Zgnilizna. Konsumpcjonizm wszędzie, nawet w miłości.

Dziś facet boi się „inwestować” w kobietę, bo to bardziej przypomina ruletkę niż lokatę big_smile
Dlatego uważam, że w przyszłości Europę przejmą Azjaci i Arabowie — tam wciąż rodzina jest na pierwszym miejscu.
Facet utrzymuje dom, a w zamian ma ogarniętą chatę, dobry obiad i żonę, która wieczorem też zadba o jego zadowolenie, bez gadania o bólu głowy smile
To jest dopiero ciepło domowego ogniska.

Idealizacja "starych dobrych czasów" plus brak wiedzy o innych kulturach.

128

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Kaszpir007 napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Tak sobie rzuciłem okiem na watek. Jest o dzieciach, o zarobkach, o budżecie,  o zawodach. Najtrudniej znaleźć wg mnie najwazniejsze: o człowieku.

Chłopie, o czym Ty w ogóle piszesz big_smile Liczy się tylko kasa, kasa i jeszcze raz kasa, a jak nie wiesz, o co chodzi, to znów chodzi o kasę.
Myślisz, że te „Omeny”, mało inteligentne laski, których największym atutem był wygląd, przypadkiem wyszły za bogatych facetów?
Interesował je charakter?
Pasja?
Raczej stan konta big_smile
Wyobrażasz sobie, żeby któraś zainteresowała się Stefanem, kasjerem z Biedronki? Nawet jeśli Stefan byłby ideałem, szans zero big_smile

Niektóre panie wprost piszą, że facet ma zapewnić bezpieczeństwo — a przecież wielkie konto bankowe to bezpieczeństwo gwarantuje.
Reszta? A kogo to obchodzi! Jak jest kasa, to wystarczy.
Do tego dziecko i mamy najlepszą lokatę na świecie smile
Media od lat promują taki model: znajdź nadzianego, nic nie rób, a jak się znudzi — wymień na bogatszy model.

„Omena” po 7 latach przeskoczyła na nową gałąź.
Taka stabilność związków big_smile
Pewnie gdyby trafił się ktoś bogatszy od Brzoski, znów byłby przeskok.
Choć teraz są dzieci, więc bezpieczeństwo jest.
A czasy? Zgnilizna. UE? Zgnilizna. Konsumpcjonizm wszędzie, nawet w miłości.

Dziś facet boi się „inwestować” w kobietę, bo to bardziej przypomina ruletkę niż lokatę big_smile
Dlatego uważam, że w przyszłości Europę przejmą Azjaci i Arabowie — tam wciąż rodzina jest na pierwszym miejscu.
Facet utrzymuje dom, a w zamian ma ogarniętą chatę, dobry obiad i żonę, która wieczorem też zadba o jego zadowolenie, bez gadania o bólu głowy smile
To jest dopiero ciepło domowego ogniska.

Ci, którzy są dziś w długich związkach, to szczęściarze — prawie jak ci, co wygrali w totka.
Mój czas na portalach pokazał mi jasno, co dla wielu kobiet naprawdę liczy się w związku… i nie jest to romantyzm big_smile

Moje "o człowieku" dotyczyło obu stron (plci). Ty mówisz np o babkach lecących tylko na kase. Sa faceci którzy poleca tylko na "du...e".

Ja nie zaprzeczam ze często kasa będzie dla jakichs panien priorytetem.  Zauważam tylko ze takie drobne sito na samym wstępie (kasa, dzieci, zawód, czas pracy, prawo jazdy....) powoduje ze moze sie zdarzyć ze przez to wstępne sito nie przejdzie babka której akurat szukasz. Która nie bedzie miala prawa jazdy albo bedzie miala pracę czasem na nocki ale będąc z nia byłbyś szczęśliwy. Bo innymi cechami nadrobi z nawiązką.

To samo powiem o babakach lecących np. na kase. A szukajcie sobie stabilizacji i szczęścia w takim zwiazku ze sponsorem. Ten biedniejszy facet trafi do innej ktora bedzie szczęśliwa choc niekoniecznie bogata.

Zresztą każdy dorosły ustala sam swoje priorytety

129

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Muqin napisał/a:

Skoro już mnie imiennie do tablicy wywołałeś, Nowe_otwarcie...niech tam, Bert mnie troszkę zainspirował.

Coś o sobie przeczytałam i właściwie to mogłabym się zirytować...ale jakoś nie, choć komplementy to to nie są. A ja, wyobraź sobie Nowe_otwarcie,  przeczytałam i uśmiechnęłam, choć przyznam, chyba trochę wrednie. Czemu? Bo sobie wyobraziłam, że jakimś sposobem, Nowe_otwarcie, dowiadujesz się więcej o mnie, moim życiu i skonfrontowany z faktografią uzupełnioną dokumentacją i zeznaniami świadków jesteś zmuszony do sprostowania błędów atrybucji w ocenie mojej skromnej osoby. Świadomość, w jak niezręcznej sytuacji byś się znalazł ten mój uśmiech wywołała i trudno, aniołem to ja nie jestem. Miałabym radochę.
Tym niemniej - piszemy na forum, błędy atrybucji popełniamy wszyscy i w realu i na forum tym bardziej czyli, parafrazując, "wybaczam te złe słowa, bo nie wiesz, co mówisz". Urazy nie czuję, nic a nic. Nie żeby po sprostowaniu błędów atrybucji Muqin okazała się jakimś ideałem, wady to ja mam, ale zwyczajnie inne.

Muqin, tytułem sprostowania: pisałem, że najsympatyczniej się z Tobą (z tej grupki) pisze, a nie że nie dostrzegam w Tobie egoizmu itd. Może bardziej pozytywny odbiór niż w przypadku Smutnej, ale bez idealizowania. Nie jest to może aż w stopniu (wybacz mało eleganckie ujęcie) "może chuj, ale swój!", ale jednak bardziej pozytywnie niż w przypadku niektórych, budzących we mnie zdecydoanie negatywne odczucia.

A na mój temat możesz pisać co Ci myśl na klawiaturę przyniesie; nie sądzę by było to gorsze od tego co już niektórzy napisali wink

Muqin napisał/a:

Moja osobista babcia była 100% Matka Polką. Ewidentnie inne czasy, model powszechny. Załapała się na obie wojny światowe plus stalinizm w PRL czyli ewidentny hardcore. Niedługo przed śmiercią powiedziała swojej córce, a mojej matce, że gdyby mogła jeszcze raz przeżyć swoje życie, nie oddałaby WSZYSTKIEGO rodzinie. Matka przyswoiła i (choć wtedy nie było to aż tak oczywiste społecznie jak teraz) swojej pracy zawodowej (miedzy innymi) nie odpuściła. Co - jak się okazało było pomysłem znakomitym w realiach, w których mojej matce przyszło wieść dorosłe życie, zauważalnie innych do realiów życia babci. Ja powieliłam wzorzec, w pewnym dostosowaniu do po raz kolejny zmienionych realiów. Ustatkowałam się tak naprawdę jakby później niż poprzednie pokolenia, nigdy nie weszłam w tryb "poświęcam się dla dziecka" (czy dla męża), bo zawsze mnie wkurzali rodzice (i szerzej ludzie) , co dzieciom (albo innym ludziom) wypominają swoje dla nich poświęcenie albo i nie wypominają, ale w cichości się frustrują, że oto dałem a nie dostałem. Dawanie jest wspaniałe pod warunkiem, że się nie oczekuje nic w zamian, bo wtedy ma się radochę gdy się coś dostanie, zamiast frustracji, że się nie dostało. Uczciwie - do tego to ja dochodziłam latami, choć teoretycznie wiedziałam od zawsze (przekaz międzypokoleniowy w mojej rodzinie).

Może inaczej podejdziesz do tego po przeczytaniu posta, który napisałem chyba w tym samym czasie co Ty swój. Co do oczekiwań: niczego nie oczekuję od mojej córki za to co robię. Lata temu mój ojciec mi powiedział, że to co on mi daje i pomaga ja w przyszłości oddam w formie pomocy moim dzieciom. I tak jest. Ona pokieruje swoim życiem jak będzie chciała, ja jej jedynie pomogę na tyle by była gotowa do tego samodzielnego rejsu.

Muqin napisał/a:

Co do dokładania starań iżby rodzina przetrwała - mnie wpojono, że jest granica, po przekroczeniu której te starania zaczynają generować zło miast dobra, szkodę zamiast pożytku. Za czasów moich dziadków te granice praktycznie nie istniały, do śmierci bez względu na wszystko.  Za czasów moich rodziców - pojawiły się. I śmiem twierdzić, że to akurat jest dobre. W dobie obecnej mam wrażenie przesunięcia w stronę "niewiele trzeba, żeby rodzina się rozleciała", ale to jest po obu stronach, i pań i panów.  Ot - zmienione realia.

To, że granice się pojawiły, to dobrze. Tak samo chora była sytuacja całkowicie wykluczająca np. rozwody czy aborcje w takich krajach jak Irlandia czy Malta. Ale jest różnica między świadomością konieczności istnienia granic, a ustawieniem ich niemal na poziomie bruku! Wybacz wulgaryzm, ale NIE do kurwy nędzy! Granica ustawiona na poziomie "niewiele trzeba żeby rodzina się rozpadła" to nie zmienione realia, tylko chora sytuacja. CHORA! Z tym trzeba walczyć, a nie mówić: "Phi, takie czasy".

Muqin napisał/a:

Jest w ludziach zauważalna skłonność do idealizowania tego, co było dawniej. We mnie oczywiście też, ale z tą skłonnością usiłuję walczyć, bo nie czyni mnie takie idealizowanie bardziej zadowoloną z życia. Dawniej było po prostu inaczej, a to, na co dziś narzekamy, kiedyś tam też stanie się "dawnymi, dobrymi czasami". smile

Poczytaj jeszcze raz moje wcześniejsze posty: to nie idealizowanie. Dostrzegam co było lepsze, dostrzegam co było gorsze i boleję nad tym, że odwrócono o 180 stopni nie tylko to co działało źle, ale i to co działało dobrze.

I mam nadzieję, że nie dożyję czasów, w których będę musiał idealizować czasy dziś przez nas określone jako obecne.

130 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2025-12-30 22:37:10)

Odp: Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż
Nowe_otwarcie napisał/a:
Salomonka napisał/a:
Mniszkówna napisał/a:

Oczywiście rozumiem, że zapłacenie za wakacje to jednak jest spory koszt. Barcelona może być zarówno droga jak i tania, lot sam w sobie jeden z tańszych noclegi kwestia indywidualna, restauracje pełna gama, natomiast bilety na mecz FCB aktualnie praktycznie nieosiagalne z uwagi na nowy stadion, dodatkowo są zazwyczaj droższe niż innych klubów w La Liga, wiec to też pewnie zrobi koszt.

Czy ja wiem czy jest pełno ja w realnym życiu raczej takich nie spotykam, może lepiej smile

Bez przesady.

Dla ubogiego kogoś to ponad jego możliwości, dla kogoś kto pracuje i dobrze sobie radzi, to jak zapłacić za bilet do kina. Wszystko zalezy od tego na co kogo stać.


I tyle.

Będą tu dziesiątki stron o tym, że facet nie powinien utrzymywać kobiety..  Napisane przez biednych faciów których nawet na piwo w knajpie z kobietą nie stać.

Normalny facet nawet nie podejmuje tego tematu, bo po prostu nie musi.

Dobrze wiesz manipulantko, że nie o koszt jednej kolacji chodzi, bo to pierdoła na którą stać każdego.

Natomiast ten post i poprzednie w tym wątku (jak ten piękny fragment, w którym piszesz że twoją wartość określa majątek jaki zgromadziłaś) jest piękną puentą zarówno dla zobrazowania spierdolenia moralno-umysłowego kasty lekarskiej w obecnych czasach (którego akurat byłem świadomy na długo przed zobaczeniem pierwszych twoich tutejszych wypocin; znacznie lepiej mnie uświadomiła postać ciotki, która w tym roku zeszła) jak i tego, że dwie traumy ukształtowały cię w osobę którą jesteś dzisiaj: okres bidula i okres pobytu z ojcem twojej córki. Przez te dwa czynniki jesteś dziś nieodwracalnie spierdolona i nie tylko ja to dostrzegam. Co więcej, te dwa wydarzenia do dziś zostawiają ślad niemal w każdym twoim poście.

Oj, odezwał się zyciowy  przegryw którego nawet na zapłacenie córce wakacji nie stać big_smile

Czasem lepiej nie mieć rodziny niż mieć ją taką, jaką sobą reprezentujesz. Jesteś NIKIM, życiowym przegrywem, który żeby w ogóle mieć kontakt z kobietą musi się udzielać na kobiecym forum, bo inaczej żadna nawet najgorsza, nawet by cie nie obsikała ciepłym moczem. Spróbuj sobie wyobrazić w tym swoim maleńkim móżdzku, że spełniona kobieta nie mająca problemów finansowych, będąca w satysfakcjonującym związku, szuka atencji na męskim forum żeby tylko dokopać facetom? Widzisz czym jesteś? Czy dalej trzeba ci uświadamiać, jakim zerem jesteś dla mnie i dla kobiet, które cię przeskoczyły o lata świetlne. Tych kobiet nienawidzisz najbardziej, i to jest mega podbudowujące dla mnie i dla nich big_smile

Posty [ 66 do 130 z 164 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Boli mnie to, że nie wyszłam za mąż

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024