Hej dziewczyny, pytanie do osób, które mają wyższe libido niż partner - jak radzicie sobie z tą różnicą? U mnie w związku ta różnica zaczęła się pojawiać kilka miesięcy temu, wcześniej było inaczej, dużo lepiej. Niestety od kilku miesięcy czuję się okropnie, bo bardzo kocham mojego partnera i bardzo mi się podoba a nie mogę wyrazić przy nim mojej seksualności tak jakbym chciała. Brakuje mi czułości, jak już dochodzi do seksu to nawet mnie nie całuje, jest tak bardzo „mechanicznie” przez co nie jestem usatysfakcjonowana. Już próbowałam wszystkiego, rozmawiałam z nim kilka razy, czasem na spokojnie, czasem już płakałam z bezsilności, ja chcę mu dać tą część siebie a on jej nie chce… Jedyne co mi się udało z niego wycisnąć to że według niego spędzamy za dużo czasu razem. Dlatego zaczęłam częściej wychodzić z domu, chodzić częściej do biura do pracy żeby dać mu przestrzeń, ale nic się nie zmieniło. I wiecie, chodzę przybita bo nie wiem jak sobie z tym poradzić i nie wiem czy i jak długo mi się uda tak wytrzymać. Byłam nawet u psychologa kilka razy bo zaczęła mi się sypać psychika, mam w głowie okropne myśli. Udało się wam jakoś z tym pogodzić i zachować szczęśliwy związek? Z góry dzięki i życzę Wam miłego dnia ![]()
Miałam ten problem
współczuję
Porozmawialiśmy, wiem w czym był problem. Wypracowaliśmy swoje oczekiwania, znaleźliśmy wspólny mianownik. Np skoro chcę codziennie a on raz na tydzień to szukamy średniej, robimy to co 3 dni. To jest przykład. Poskutkowało tym, że w sumie mam częściej niż chciałam, obudził się ![]()
Hej, dziękuję Ci bardzo że mi odpowiedziałaś!
Poskutkowało po jednej poważnej rozmowie czy musiałaś próbować kilka razy? Podtrzymałaś mi już bardzo nikłą nadzieję ![]()
Hej, dziękuję Ci bardzo że mi odpowiedziałaś!
Poskutkowało po jednej poważnej rozmowie czy musiałaś próbować kilka razy? Podtrzymałaś mi już bardzo nikłą nadzieję
Kilka razy, ten okaz jest uparty. Chyba po prostu przemówiło to, że się męczę a seks jest w związku bardzo ważny, dla mnie jest ważny. Wiem też że u Niego stres bardzo obniża libido
A ile macie lat, jaki tryb życia prowadzi partner itp? Jak zdrowie u Niego?
To brzmi totalnie jak mój partner, nie znam osoby bardziej upartej niż on ![]()
Mam wrażenie, że wciąż do niego nie dociera jak bardzo cierpię przez tą sytuację, a co jakiś kilka tygodni wraca ten temat…
Co do wieku, ja mam 26 lat a on 37, mieszkamy razem, obydwoje pracujemy hybrydowo (w jednej firmie), ale to ja częściej chodzę do biura żeby właśnie nie być za dużo przy nim bo bardzo się męczę jak jestem w domu i muszę udawać że wszystko jest okej. Generalnie to oprócz siłowni i pracy (niestresowa, bez nadgodzin) nic takiego nie robi. Kiedyś myślałam że jest przetrenowany i to przez to, ale temu zaprzeczył. Naprawdę zadawałam mu wiele pytań, bo chcę zrozumieć co stoi za tak drastyczną zmianę i mu pomóc, nie chcę go wiecie, oskarżać i wywierać presję, chcę być wyrozumiała i wspierająca, tylko że się po prostu boję że nie pociągnę tak całe życie, a bardzo, naprawdę bardzo go kocham.
Też taka byłam,nie wywierająca presji itp... dopiero dosadna informacja typu, że się męczę i nie widzę sensu by dalej się męczyć otworzyła oczy. W związku muszą być dwie strony zadowolone, a nie tylko jedna.
Wiesz jak wyglądają ćwiczenia na siłowni? Co dokładnie robi?
Kiedy był u lekarza?
Używki, dieta?
Czy zawsze taka częstotliwość była między Wami? Poza oczywiście etapem fascynacji
Może też się okazać, że ma takie libido i jeśli sam nie chce żeby było częściej, to weź pod uwagę albo akceptację albo rozstanie.
Z drugiej strony media, środowisko też wywierają presję, żeby seks był naj. Często i dobry, zastanów się też sama, czy w to nie wpadłaś i chcesz tego seksu bo Kasia to robi codziennie a Wy nie.
8 2025-02-20 22:35:12 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-02-20 22:45:40)
Znudził się.. to znaczy że nie ma czegoś co napędza wasz związek na poziomie instynktu, czyli na linii męskosc- kobiecość
I nie ma to nic wspólnego z Twoją wartością jako kobiety .
Ale ma związek z atrakcyjnością dla niego.
Jeśli mężczyzna czuję się męski wobec kobiety, czyli lubi to, jakim się przy niej czuję mężczyzną, to będzie dążył do seksu, i z przywiązaniem czy miłością wiele Ti wspólnego nie ma
Jeśli jest przywiązanie czy miłość, pewnie coś tam można i na facecie wymóc, ale to nie będzie już takie..pierwotne..
Chyba na Twoim miejscu autorko odpyscilanym trochę inicjatywę władną i skierowała swoje afekty na inny obiekt..
Czasami nie jest się dopasowanym, ale to tłumi, nie jest to dobra ścieżka.
Sama chyba nie potrafiłabym być z mezczyzną, który mnie nie pociąga z wzajemnością i którego do seksu trzeba namawiać..
To powinno być naturalne jak oddychanie..
Jeśli nie jest, to co będzie gdy spotkacie kogoś z kim bedzie taki flow? Albo On spotka?
A możesz powiedzieć jak często dochodzi u Was do tych zbliżeń, a jak często Ty byś chciała, że jest dla Ciebie niewystarczająco? Pytam z ciekawości, bo trochę mam podobny problem tyle, że my razem nie mieszkamy, a mój facet jest w zbliżonym wieku do Twojego. Jemu wystarczy, że się raz w tygodniu spotykamy na parę godzin, niby mógłby przyjechać jeszcze w inny dzień, co kiedyś nawet przygadalam mu o tym, bo jakoś daleko nie ma strasznie ok. 50 min drogi w jedną stronę, stwierdził, że za jakiś czas jeszcze najwyżej w któryś dzień się dodatkowo będziemy spotykać ale jak na razie nawet nie proponuje, więc najwidoczniej mu wystarczy to co jest, bo nawet jak ma czas w inne dni to nie proponuje spotkań tylko piszemy ze sobą i piszemy a przecież moglibyśmy się w tym czasie widzieć gdyby przyjechał ale albo szkoda mu kasy na paliwo bo oszczędza na budowę domu, albo po prostu mu wystarcza widzenie się ze mną raz na tydzień na kilka godzin. Niby jak piszemy to wielce chciałby być blisko, itp teksty ale jakoś nie pomyśli o tym by zamiast pisać po prostu zapytać czy może przyjechać. On ogólnie ma też takie podejście że ja w dany dzień gdzieś ma jakieś zebranie czy coś dajmy na to o godz. 16 to już tego dnia do mnie nie przyjedzie, mimo że wraca z niego po dwóch max trzech godzinach. Bo dla niego to już zbyt późno by do mnie przyjechać, nauczony jest wcześnie chodzić spać max o godz. 23 i wcześnie wstawać, bo już o 6 rano. Uciążliwe to trochę.
W Twoim przypadku myślę, że on się Tobą przesycił i dobrze by było byście mogli za sobą zatęsknić. Nie wiem jak długo ze sobą mieszkacie ale takie codzienne widywanie się sprawia, że mniej się docenia co się ma, tzn on na pewno docenia że jesteś przy nim ale wiesz o co chodzi, faceci robią sie leniwi gdy nie muszą się starać bo mają wszystko pod nosem, na wyciągnięcie ręki. On po prostu wie, że Ty jesteś na codzień, że tak czy siak będziesz więc się trochę rozleniwił, dlatego też nie ma tej iskry co by obudziła w nim mocniejsze pożądanie. Wam dobrze zrobiłaby rozłąka na jakiś czas i gdyby troszkę musiał poczuć, że mu się wyrywasz z rąk. Gdybyś czasem mogła na jakiś czas wyjeżdżać i go zostawiać w domu, albo nocować u koleżanek albo u rodziny, tak żeby on nigdy nie był tej Twojej obecności w domu pewny, żeby zaczął ta obecność Twoją doceniać, że ma Cię przy sobie, żeby zatęsknił za tą bliskością i ją mocniej docenił, nawet jak nie możesz nigdzie wyjeżdżać to może po prostu wykręcaj się od bliskości z nim gdy on zacznie ją w końcu sam inicjować, bo prędzej czy później zacznie jeśli Ty nie będziesz o nią zabiegać, bo jest młodym facetem więc wątpię że długo wytrzyma bez, nie traktuj też tego jako kary dla niego, bo on nie może mieć poczucia, że Ty specjalnie to robisz, on ma się zastanawiać czemu nagle nie chcesz, przestałaś zabiegać, męczyć go pytaniami i rozmowami o tym, przygotuj się że to może chwilę potrwać zanim jemu zacznie tego brakować bo jak na razie moim zdaniem jest przesycony i musi ,, zgłodnieć". Może to trwać dwa tygodnie, a może i miesiąc zanim on się ocknie, że właściwie to czemu nie chcesz od niego seksu, że co się stało że o to nie pytasz, a jednocześnie zachowujesz się normalnie jak gdyby nigdy nic, zacznie wtedy pomału się budzić w nim najpierw zaciekawienie, a potem obawa że może go zdradzasz, a może go nie kochasz juz, albo nie pociąga Cię, Pozwól mu na te wątpliwości, bo tylko to może w nim rozbudzić jeszcze pożądanie Ciebie takie jak na początku, tą niepewność co do Twoich uczuć. I pamiętaj że by ta namiętność nie gasła nigdy nie możesz mu dawać odczuć, że już Cię zdobył na dobre, że jesteś jego i zawsze będziesz, bo faceci nie lubią mieć podstawionego wszystkiego na tacy, oni lubią zdobywać i on by nie zniknął w nim ten wigor musi od czasu do czasu czuć, że mu się wymknąć możesz z rąk, wtedy będzie miał troszkę adrenaliny, a i będzie mocniej doceniał bliskość z Tobą, bo sam sobie będzie musiał o nią powalczyć, postarać się. Gdybyś chciała popisać na priv to śmiało : nowaola15@gmail.com
10 2025-02-21 03:11:53 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-02-21 03:16:56)
Jedyne co mi się udało z niego wycisnąć to że według niego spędzamy za dużo czasu razem.
To bardzo dużo udało Ci się wyciągnąć, ale obawiam się, że samo wychodzenie do biura tego tematu nie rozwiąże.
Są pary, które kiedy non stop przebywają ze sobą, to nie mając czasu, żeby za sobą zatęsknić, szybko zaczynają czuć przesyt i brak pociągu seksualnego. Ty być może masz inaczej, a on ma tak. Być może ktoś się oburzy, ale osobiście uważam, że większość z nas tak ma, co zresztą doskonale ukazała pandemia i ten okres, kiedy byliśmy pozamykani w domach - w tamtym czasie dużo się o tym mówiło.
Byłem w podobnej sytuacji, tylko że nie mieszkałem z dziewczyną.
Przez 1,5 roku tylko ja wszystko inicjowałem. Ona może dosłownie 2-3 razy przez ten czas.
Rozstaliśmy się. To nie było powodem ale mnie to męczyło bo nigdy nie usłyszałem że za dużo, że było źle czy ona nie ma ochoty.
A możesz powiedzieć jak często dochodzi u Was do tych zbliżeń, a jak często Ty byś chciała, że jest dla Ciebie niewystarczająco? Pytam z ciekawości, bo trochę mam podobny problem tyle, że my razem nie mieszkamy, a mój facet jest w zbliżonym wieku do Twojego. Jemu wystarczy, że się raz w tygodniu spotykamy na parę godzin, niby mógłby przyjechać jeszcze w inny dzień, co kiedyś nawet przygadalam mu o tym, bo jakoś daleko nie ma strasznie ok. 50 min drogi w jedną stronę, stwierdził, że za jakiś czas jeszcze najwyżej w któryś dzień się dodatkowo będziemy spotykać ale jak na razie nawet nie proponuje, więc najwidoczniej mu wystarczy to co jest, bo nawet jak ma czas w inne dni to nie proponuje spotkań tylko piszemy ze sobą i piszemy a przecież moglibyśmy się w tym czasie widzieć gdyby przyjechał ale albo szkoda mu kasy na paliwo bo oszczędza na budowę domu, albo po prostu mu wystarcza widzenie się ze mną raz na tydzień na kilka godzin. Niby jak piszemy to wielce chciałby być blisko, itp teksty ale jakoś nie pomyśli o tym by zamiast pisać po prostu zapytać czy może przyjechać. On ogólnie ma też takie podejście że ja w dany dzień gdzieś ma jakieś zebranie czy coś dajmy na to o godz. 16 to już tego dnia do mnie nie przyjedzie, mimo że wraca z niego po dwóch max trzech godzinach. Bo dla niego to już zbyt późno by do mnie przyjechać, nauczony jest wcześnie chodzić spać max o godz. 23 i wcześnie wstawać, bo już o 6 rano. Uciążliwe to trochę.
W Twoim przypadku myślę, że on się Tobą przesycił i dobrze by było byście mogli za sobą zatęsknić. Nie wiem jak długo ze sobą mieszkacie ale takie codzienne widywanie się sprawia, że mniej się docenia co się ma, tzn on na pewno docenia że jesteś przy nim ale wiesz o co chodzi, faceci robią sie leniwi gdy nie muszą się starać bo mają wszystko pod nosem, na wyciągnięcie ręki. On po prostu wie, że Ty jesteś na codzień, że tak czy siak będziesz więc się trochę rozleniwił, dlatego też nie ma tej iskry co by obudziła w nim mocniejsze pożądanie. Wam dobrze zrobiłaby rozłąka na jakiś czas i gdyby troszkę musiał poczuć, że mu się wyrywasz z rąk. Gdybyś czasem mogła na jakiś czas wyjeżdżać i go zostawiać w domu, albo nocować u koleżanek albo u rodziny, tak żeby on nigdy nie był tej Twojej obecności w domu pewny, żeby zaczął ta obecność Twoją doceniać, że ma Cię przy sobie, żeby zatęsknił za tą bliskością i ją mocniej docenił, nawet jak nie możesz nigdzie wyjeżdżać to może po prostu wykręcaj się od bliskości z nim gdy on zacznie ją w końcu sam inicjować, bo prędzej czy później zacznie jeśli Ty nie będziesz o nią zabiegać, bo jest młodym facetem więc wątpię że długo wytrzyma bez, nie traktuj też tego jako kary dla niego, bo on nie może mieć poczucia, że Ty specjalnie to robisz, on ma się zastanawiać czemu nagle nie chcesz, przestałaś zabiegać, męczyć go pytaniami i rozmowami o tym, przygotuj się że to może chwilę potrwać zanim jemu zacznie tego brakować bo jak na razie moim zdaniem jest przesycony i musi ,, zgłodnieć". Może to trwać dwa tygodnie, a może i miesiąc zanim on się ocknie, że właściwie to czemu nie chcesz od niego seksu, że co się stało że o to nie pytasz, a jednocześnie zachowujesz się normalnie jak gdyby nigdy nic, zacznie wtedy pomału się budzić w nim najpierw zaciekawienie, a potem obawa że może go zdradzasz, a może go nie kochasz juz, albo nie pociąga Cię, Pozwól mu na te wątpliwości, bo tylko to może w nim rozbudzić jeszcze pożądanie Ciebie takie jak na początku, tą niepewność co do Twoich uczuć. I pamiętaj że by ta namiętność nie gasła nigdy nie możesz mu dawać odczuć, że już Cię zdobył na dobre, że jesteś jego i zawsze będziesz, bo faceci nie lubią mieć podstawionego wszystkiego na tacy, oni lubią zdobywać i on by nie zniknął w nim ten wigor musi od czasu do czasu czuć, że mu się wymknąć możesz z rąk, wtedy będzie miał troszkę adrenaliny, a i będzie mocniej doceniał bliskość z Tobą, bo sam sobie będzie musiał o nią powalczyć, postarać się. Gdybyś chciała popisać na priv to śmiało : nowaola15@gmail.com
Ola, zastanów się czy ty chcesz być takim facetem, który ci nie odpowiada.
On dba tylko o swój interes, nomen omen.
Można powiedzieć, że spotykacie się tylko na seks i to według jego grafiku.
Choćby nie wiadomo jak bardzo namiętny czy trwały byłby związek, to jednak jesteśmy osobnymi bytami, potrzebując własnej przestrzeni i oddechu. To samo dotyczy potrzeby bliskości samej w sobie i seksu - nie ma uniwersalnego, jedynego obowiązującego modelu, wedle którego należałoby postępować.
14 2025-02-21 11:33:47 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2025-02-21 11:34:24)
.......Dlatego zaczęłam częściej wychodzić z domu, chodzić częściej do biura do pracy żeby dać mu przestrzeń, ale nic się nie zmieniło. I wiecie, chodzę przybita bo nie wiem jak sobie z tym poradzić i nie wiem czy i jak długo mi się uda tak wytrzymać. Byłam nawet u psychologa kilka razy bo zaczęła mi się sypać psychika, mam w głowie okropne myśli. Udało się wam jakoś z tym pogodzić i zachować szczęśliwy związek? Z góry dzięki i życzę Wam miłego dnia
Ludzie powinni się dobierać w parę według pewnych akceptowalnych przez siebie nawzajem reguł. Taka uniwersalna zasada/reguła to taka, że powinno im być ze sobą dobrze, związek powinien pomagać im rozwijać skrzydła, a nie je podcinać, no i najważniejsze; Poczucie bezpieczeństwa, ciepła i pewności. Ty nie masz z tych rzeczy doslownie niczego. Do tego "siada ci psychika" i jesteś po prostu nieszczęśliwa.
Też zadam ci to pytanie: Po co ci ten związek? Po co ci facet, który powoduje w twoim życiu takie spustoszenia? Chcesz go naprawić/zmienić/odratować?
Doskonale wiesz, że człowieka dorosłego nie da się zmienić w takiego, aby spełnial nasze oczekiwania. Daremny twój trud, więc raczej to sobie odpuść, zanim on ciebie zmieni w kogoś, z kim nie da się już żyć.
Znam małżeństwa gdzie jest tak duża różnica w libido że kobieta za zgoda męża spotyka się z innymi facetami. Żona zaspokojona, mąż jest spokojny bo zona mu nie truje głowy. Jak mowią amerykanie happy wife -happy life
Różnica w poziomie libido jest tak naprawdę w większości związków. Kobiety cierpią bardziej gdy są tą stroną co chce częściej. Dlaczego? Dlatego że panuje stereotyp faceta,któremu zawsze się chce. Przez co bierzemy to bardziej do siebie. Gdyby ludzie się rozstawali z tego powodu, to większości związków by nie było. Mało tego, ale z wiekiem też to Się zmienia. I co, mamy zmienić faceta tylko dlatego że po 60r.z już nie nadąża? Nonsens. U Ciebie Autorko to tylko kwestia tego, lub aż tego, czy facet chce coś zmienić - dla Ciebie. I ile jesteś w stanie zaakceptować nie tracąc przy tym siebie. Frustracja seksualna przekłada się też na związek, psychikę, zdrowie. Należy szukać kompromisów. Powodzenia
Inaczej jest w związku z jakąś tam historią, gdy się do tej 60 tki razem dobije jakoś.
Gdy problemy są już na starcie, albo we wczesnej fazie, to gdy z rokowań nic nie wynika, tylko stres jak u autorki, to brnięcie w to z nadzieją, że czas jakoś załatwi sprawę, to dopiero nonsens.
Inaczej jest w związku z jakąś tam historią, gdy się do tej 60 tki razem dobije jakoś.
Gdy problemy są już na starcie, albo we wczesnej fazie, to gdy z rokowań nic nie wynika, tylko stres jak u autorki, to brnięcie w to z nadzieją, że czas jakoś załatwi sprawę, to dopiero nonsens.
Zgadzam się, ale Autorka pisała, że ten problem ma od jakiegoś czasu dopiero... Nie wiemy jak długo też są razem (chyba że coś przeoczyłam). Sytuacja się zmieniła nagle, dlatego bym faceta nie skreślała.
Pytanie tylko gdzie leży granica między chęcią zadowolenia partnera a własnym komfortem. Wydaje mi się trochę błędne przekonanie, że każda ze stron będzie zadowolona i szczęśliwa, przede wszystkim wtedy, kiedy uszczęśliwia swojego partnera. W pewnym momencie dochodzi się do momentu, kiedy ciężko kogoś zadowolić pozostając przy tym samemu usatysfakcjonowanym. Być może kobiety częściej sobie wmawiają, jednocześnie próbując facetowi uświadomić, że "zmienią go dla jego czy ich wspólnego dobra". Każdy ma swoją strefę, z której ciężko mu będzie wyjść. O ile wcześniej sprawy układały się pomyślnie, można próbować szukać jakiegoś kompromisu, jednak gdy od początku pewne strefy się mocno rozjeżdżają, to dlaczego mamy na siłę drugą osobę do nas dostosowywać? W imię czego? Może bierze się to z nieco mylnego przekonania, że ludzie wchodząc w związek przestają być osobnymi bytami a stają się wyłącznie wspólnotą, gdzie istnieją wyłącznie potrzeby "nasze" a nie również każdego z osobna..
Pytanie tylko gdzie leży granica między chęcią zadowolenia partnera a własnym komfortem. Wydaje mi się trochę błędne przekonanie, że każda ze stron będzie zadowolona i szczęśliwa, przede wszystkim wtedy, kiedy uszczęśliwia swojego partnera. W pewnym momencie dochodzi się do momentu, kiedy ciężko kogoś zadowolić pozostając przy tym samemu usatysfakcjonowanym. Być może kobiety częściej sobie wmawiają, jednocześnie próbując facetowi uświadomić, że "zmienią go dla jego czy ich wspólnego dobra". Każdy ma swoją strefę, z której ciężko mu będzie wyjść. O ile wcześniej sprawy układały się pomyślnie, można próbować szukać jakiegoś kompromisu, jednak gdy od początku pewne strefy się mocno rozjeżdżają, to dlaczego mamy na siłę drugą osobę do nas dostosowywać? W imię czego? Może bierze się to z nieco mylnego przekonania, że ludzie wchodząc w związek przestają być osobnymi bytami a stają się wyłącznie wspólnotą, gdzie istnieją wyłącznie potrzeby "nasze" a nie również każdego z osobna..
Oczywiście, dlatego ważne jest aby obie strony czuły się komfortowo przy wypracowanym kompromisie. U nas się sprawdziło, nawet sam wychodzi z inicjatywą aby częściej niz ustaliliśmy
i nigdy nie powiem, że to wymuszone, pozbawione instynktu ![]()
A możesz powiedzieć jak często dochodzi u Was do tych zbliżeń, a jak często Ty byś chciała, że jest dla Ciebie niewystarczająco? Pytam z ciekawości, bo trochę mam podobny problem tyle, że my razem nie mieszkamy, a mój facet jest w zbliżonym wieku do Twojego. Jemu wystarczy, że się raz w tygodniu spotykamy na parę godzin, niby mógłby przyjechać jeszcze w inny dzień, co kiedyś nawet przygadalam mu o tym, bo jakoś daleko nie ma strasznie ok. 50 min drogi w jedną stronę, stwierdził, że za jakiś czas jeszcze najwyżej w któryś dzień się dodatkowo będziemy spotykać ale jak na razie nawet nie proponuje, więc najwidoczniej mu wystarczy to co jest, bo nawet jak ma czas w inne dni to nie proponuje spotkań tylko piszemy ze sobą i piszemy a przecież moglibyśmy się w tym czasie widzieć gdyby przyjechał ale albo szkoda mu kasy na paliwo bo oszczędza na budowę domu, albo po prostu mu wystarcza widzenie się ze mną raz na tydzień na kilka godzin. Niby jak piszemy to wielce chciałby być blisko, itp teksty ale jakoś nie pomyśli o tym by zamiast pisać po prostu zapytać czy może przyjechać. On ogólnie ma też takie podejście że ja w dany dzień gdzieś ma jakieś zebranie czy coś dajmy na to o godz. 16 to już tego dnia do mnie nie przyjedzie, mimo że wraca z niego po dwóch max trzech godzinach. Bo dla niego to już zbyt późno by do mnie przyjechać, nauczony jest wcześnie chodzić spać max o godz. 23 i wcześnie wstawać, bo już o 6 rano. Uciążliwe to trochę.
W Twoim przypadku myślę, że on się Tobą przesycił i dobrze by było byście mogli za sobą zatęsknić. Nie wiem jak długo ze sobą mieszkacie ale takie codzienne widywanie się sprawia, że mniej się docenia co się ma, tzn on na pewno docenia że jesteś przy nim ale wiesz o co chodzi, faceci robią sie leniwi gdy nie muszą się starać bo mają wszystko pod nosem, na wyciągnięcie ręki. On po prostu wie, że Ty jesteś na codzień, że tak czy siak będziesz więc się trochę rozleniwił, dlatego też nie ma tej iskry co by obudziła w nim mocniejsze pożądanie. Wam dobrze zrobiłaby rozłąka na jakiś czas i gdyby troszkę musiał poczuć, że mu się wyrywasz z rąk. Gdybyś czasem mogła na jakiś czas wyjeżdżać i go zostawiać w domu, albo nocować u koleżanek albo u rodziny, tak żeby on nigdy nie był tej Twojej obecności w domu pewny, żeby zaczął ta obecność Twoją doceniać, że ma Cię przy sobie, żeby zatęsknił za tą bliskością i ją mocniej docenił, nawet jak nie możesz nigdzie wyjeżdżać to może po prostu wykręcaj się od bliskości z nim gdy on zacznie ją w końcu sam inicjować, bo prędzej czy później zacznie jeśli Ty nie będziesz o nią zabiegać, bo jest młodym facetem więc wątpię że długo wytrzyma bez, nie traktuj też tego jako kary dla niego, bo on nie może mieć poczucia, że Ty specjalnie to robisz, on ma się zastanawiać czemu nagle nie chcesz, przestałaś zabiegać, męczyć go pytaniami i rozmowami o tym, przygotuj się że to może chwilę potrwać zanim jemu zacznie tego brakować bo jak na razie moim zdaniem jest przesycony i musi ,, zgłodnieć". Może to trwać dwa tygodnie, a może i miesiąc zanim on się ocknie, że właściwie to czemu nie chcesz od niego seksu, że co się stało że o to nie pytasz, a jednocześnie zachowujesz się normalnie jak gdyby nigdy nic, zacznie wtedy pomału się budzić w nim najpierw zaciekawienie, a potem obawa że może go zdradzasz, a może go nie kochasz juz, albo nie pociąga Cię, Pozwól mu na te wątpliwości, bo tylko to może w nim rozbudzić jeszcze pożądanie Ciebie takie jak na początku, tą niepewność co do Twoich uczuć. I pamiętaj że by ta namiętność nie gasła nigdy nie możesz mu dawać odczuć, że już Cię zdobył na dobre, że jesteś jego i zawsze będziesz, bo faceci nie lubią mieć podstawionego wszystkiego na tacy, oni lubią zdobywać i on by nie zniknął w nim ten wigor musi od czasu do czasu czuć, że mu się wymknąć możesz z rąk, wtedy będzie miał troszkę adrenaliny, a i będzie mocniej doceniał bliskość z Tobą, bo sam sobie będzie musiał o nią powalczyć, postarać się. Gdybyś chciała popisać na priv to śmiało : nowaola15@gmail.com
Ooo rady redpillowe dla pań ![]()
22 2025-02-21 17:19:12 Ostatnio edytowany przez madoja (2025-02-21 17:20:18)
Myślę że świetnym sposobem jest ustalenie Dnia/Wieczoru Seksu. Obojętnie czy osobą mającą mniejsze libido jest facet czy kobieta.
Po prostu ustalacie jakiś czasowy kompromis, typu raz czy dwa razy w tygodniu i ten wieczór spędzacie razem, np. na wspólnej kolacji czy filmach, ona zakłada pończoszki, on jest wyjątkowo miły. Po prostu razem się starają. Mało spontaniczne, ale pozwala utrzymać niezłą częstotliwość zbliżeń a do tego żadna ze stron nie musi prosić czy wykazywać inicjatywy, więc odchodzi to odczucie poniżania się.
PS. teraz doczytałam wątek i moim zdaniem nie chodzi o niższe libido Twojego faceta, tylko o inną kobietę. Skoro wcześniej było super, teraz jest *ujowo, a do tego on chce więcej przestrzeni dla siebie to przecież jest mega oczywiste.
23 2025-02-21 17:22:46 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2025-02-21 17:25:11)
No i wszystko jasne w tym temacie. Trafiony zatopiony.
Hej dziewczyny, pytanie do osób, które mają wyższe libido niż partner - jak radzicie sobie z tą różnicą? U mnie w związku ta różnica zaczęła się pojawiać kilka miesięcy temu, wcześniej było inaczej, dużo lepiej. Niestety od kilku miesięcy czuję się okropnie, bo bardzo kocham mojego partnera i bardzo mi się podoba a nie mogę wyrazić przy nim mojej seksualności tak jakbym chciała. Brakuje mi czułości, jak już dochodzi do seksu to nawet mnie nie całuje, jest tak bardzo „mechanicznie” przez co nie jestem usatysfakcjonowana. Już próbowałam wszystkiego, rozmawiałam z nim kilka razy, czasem na spokojnie, czasem już płakałam z bezsilności, ja chcę mu dać tą część siebie a on jej nie chce… Jedyne co mi się udało z niego wycisnąć to że według niego spędzamy za dużo czasu razem. Dlatego zaczęłam częściej wychodzić z domu, chodzić częściej do biura do pracy żeby dać mu przestrzeń, ale nic się nie zmieniło. I wiecie, chodzę przybita bo nie wiem jak sobie z tym poradzić i nie wiem czy i jak długo mi się uda tak wytrzymać. Byłam nawet u psychologa kilka razy bo zaczęła mi się sypać psychika, mam w głowie okropne myśli. Udało się wam jakoś z tym pogodzić i zachować szczęśliwy związek? Z góry dzięki i życzę Wam miłego dnia
Jak zmieniło się nagle, nie ma stresującej pracy ani innych czynników, to bym się przyjrzała gdzie on się rozładowuje w takim razie. Żeby się później nie okazało, że jakis ukryty onanista się trafił i do szczęścia potrzebne mu przede wszystkim pornosy. Albo inne portale erotyczne.
To, że spędzacie razem za dużo czasu, to strasznie debilny pretekst. Ogólnie dałabym se chyba spokój z kimś kto by mi tak uważał, po co komu związek gdzie musisz kombinować jak tu spędzać więcej czasu poza domem, bo inaczej chłop nie chce spać z tobą. Śmieszne.
25 2025-02-22 00:17:50 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-02-22 00:19:28)
Trochę dziwnie się czyta, gdy ma się 53 lata, 60 letniego partnera i nie ma takich problemów, gdy 30 latki piszą tak dziwne rzeczy, ze muszą negocjować seks u swoich mężczyzn.
Nie wiem, może zmiana trybu życia na mniej zasiedzialy by pomogla?
Trochę dziwnie się czyta, gdy ma się 53 lata, 60 letniego partnera i nie ma takich problemów, gdy 30 latki piszą tak dziwne rzeczy, ze muszą negocjować seks u swoich mężczyzn.
Nie wiem, może zmiana trybu życia na mniej zasiedzialy by pomogla?
No właśnie ja w życiu bym seksow nie negocjowala aż tak nisko nie upadlam
Ela210 napisał/a:Trochę dziwnie się czyta, gdy ma się 53 lata, 60 letniego partnera i nie ma takich problemów, gdy 30 latki piszą tak dziwne rzeczy, ze muszą negocjować seks u swoich mężczyzn.
Nie wiem, może zmiana trybu życia na mniej zasiedzialy by pomogla?No właśnie ja w życiu bym seksow nie negocjowala aż tak nisko nie upadlam
Ty upadlaś niżej o wiele
Hej dziewczyny, pytanie do osób, które mają wyższe libido niż partner - jak radzicie sobie z tą różnicą? U mnie w związku ta różnica zaczęła się pojawiać kilka miesięcy temu, wcześniej było inaczej, dużo lepiej. Niestety od kilku miesięcy czuję się okropnie, bo bardzo kocham mojego partnera i bardzo mi się podoba a nie mogę wyrazić przy nim mojej seksualności tak jakbym chciała. Brakuje mi czułości, jak już dochodzi do seksu to nawet mnie nie całuje, jest tak bardzo „mechanicznie” przez co nie jestem usatysfakcjonowana. Już próbowałam wszystkiego, rozmawiałam z nim kilka razy, czasem na spokojnie, czasem już płakałam z bezsilności, ja chcę mu dać tą część siebie a on jej nie chce… Jedyne co mi się udało z niego wycisnąć to że według niego spędzamy za dużo czasu razem. Dlatego zaczęłam częściej wychodzić z domu, chodzić częściej do biura do pracy żeby dać mu przestrzeń, ale nic się nie zmieniło. I wiecie, chodzę przybita bo nie wiem jak sobie z tym poradzić i nie wiem czy i jak długo mi się uda tak wytrzymać. Byłam nawet u psychologa kilka razy bo zaczęła mi się sypać psychika, mam w głowie okropne myśli. Udało się wam jakoś z tym pogodzić i zachować szczęśliwy związek? Z góry dzięki i życzę Wam miłego dnia
Facet wszystko robi na odwrót w porównaniu do kogoś, kto rzeczywiście kocha, komu rzeczywiście się podobasz. Do czego jeszcze będziesz w stanie się posunąć dla niego - do stania na rzęsach? Przecież on nie jest tobą zainteresowany.
To, że spędzacie razem za dużo czasu, to strasznie debilny pretekst.
To zależy. Nie powinno to mieć aż tak dużego wpływu na seksualnosc, więc pewnie jest coś jeszcze, ale..
Jeśli jest tak, że autorka ma zwyczaj o siebie nie dbać kiedy jest w domu, jej facet widzi ją w jej najgorszej wizualnie wersji non stop (przypominam, jesteśmy wzrokowcami), plus np. Ona narzeka, ma humory, itp wtedy można się naprawdę do seksu z kimś takim uprzedzić.
Jeszcze inna sprawa- scalanie się w jedno, przyjaźń, stagnacja, brak emocji itp potrafi zabijać pożądanie.
Dlatego seksu z reguły na początku jest więcej niż po kilku latach.
Więc jeśli oni są zbyt blisko siebie i nic tam za bardzo się nie dzieje, wieje nudą w relacji, ona nie dba o swoją kobiecość a on o swoją męskość, będzie słabo.
Takie tematy trzeba próbować ugryźć z wielu stron. Przyjrzeć się osobie, u której nastąpiła zmiana, poszukać przyczyn, ale to samo jeśli chodzi o drugą osobę i samą dynamikę relacji.
To są trzy tematy, które się nawzajem zazębiają, mają na siebie wpływ.
Najprościej poszukać winy w problematycznej osobie. Ona może tam tkwić, ale trzeba sprawdzić dwa pozostałe zbiory.
Generalnie, zdrowy facet chce seksu z różnych przyczyn, ale jedną z nich jest biologia- chęć seksu dla samego seksu.
O ile uwarunkowania kulturowe trzymają popęd w ryzach, o tyle w relacji już tylko ten powód powinien wystarczyć by seks po jego stronie był.
Temat ciekawy, autorka prezentuje dylematy typowo męskie w dłuższych relacjach.
Brak seksu może być przykry, ale jeśli ktoś poprzez seks reguluje sobie emocje, dodaje wartości kojarząc to z akceptacją, a odmowę traktuję jako odrzucenie na głębszych poziomach, wtedy to może być duży problem.
Chyba tutaj tak jest.
Fajnie że szukasz pomocy, rozwiązania problemu, zamiast szukać kogoś na boku. Powodzenia
Halina3.1 napisał/a:To, że spędzacie razem za dużo czasu, to strasznie debilny pretekst.
To zależy. Nie powinno to mieć aż tak dużego wpływu na seksualnosc, więc pewnie jest coś jeszcze, ale..
Jeśli jest tak, że autorka ma zwyczaj o siebie nie dbać kiedy jest w domu, jej facet widzi ją w jej najgorszej wizualnie wersji non stop (przypominam, jesteśmy wzrokowcami), plus np. Ona narzeka, ma humory, itp wtedy można się naprawdę do seksu z kimś takim uprzedzić.
Jeszcze inna sprawa- scalanie się w jedno, przyjaźń, stagnacja, brak emocji itp potrafi zabijać pożądanie.
Dlatego seksu z reguły na początku jest więcej niż po kilku latach.
Więc jeśli oni są zbyt blisko siebie i nic tam za bardzo się nie dzieje, wieje nudą w relacji, ona nie dba o swoją kobiecość a on o swoją męskość, będzie słabo.Takie tematy trzeba próbować ugryźć z wielu stron. Przyjrzeć się osobie, u której nastąpiła zmiana, poszukać przyczyn, ale to samo jeśli chodzi o drugą osobę i samą dynamikę relacji.
To są trzy tematy, które się nawzajem zazębiają, mają na siebie wpływ.Najprościej poszukać winy w problematycznej osobie. Ona może tam tkwić, ale trzeba sprawdzić dwa pozostałe zbiory.
Generalnie, zdrowy facet chce seksu z różnych przyczyn, ale jedną z nich jest biologia- chęć seksu dla samego seksu.
O ile uwarunkowania kulturowe trzymają popęd w ryzach, o tyle w relacji już tylko ten powód powinien wystarczyć by seks po jego stronie był.Temat ciekawy, autorka prezentuje dylematy typowo męskie w dłuższych relacjach.
Brak seksu może być przykry, ale jeśli ktoś poprzez seks reguluje sobie emocje, dodaje wartości kojarząc to z akceptacją, a odmowę traktuję jako odrzucenie na głębszych poziomach, wtedy to może być duży problem.
Chyba tutaj tak jest.Fajnie że szukasz pomocy, rozwiązania problemu, zamiast szukać kogoś na boku. Powodzenia
No ja w mieszkaniu to wygladam jak postrach na wroble, tylko jak gdzies wychodze to wygladam jak człowiek. Najgorzej kiedy wygladam jak wiedzma i nietoperz w jednym a ktos niespodziewanie do drzwi zapuka ![]()
Halina3.1 napisał/a:To, że spędzacie razem za dużo czasu, to strasznie debilny pretekst.
To zależy. Nie powinno to mieć aż tak dużego wpływu na seksualnosc, więc pewnie jest coś jeszcze, ale..
Jeśli jest tak, że autorka ma zwyczaj o siebie nie dbać kiedy jest w domu, jej facet widzi ją w jej najgorszej wizualnie wersji non stop (przypominam, jesteśmy wzrokowcami), plus np. Ona narzeka, ma humory, itp wtedy można się naprawdę do seksu z kimś takim uprzedzić.
Jeszcze inna sprawa- scalanie się w jedno, przyjaźń, stagnacja, brak emocji itp potrafi zabijać pożądanie.
Dlatego seksu z reguły na początku jest więcej niż po kilku latach.
Więc jeśli oni są zbyt blisko siebie i nic tam za bardzo się nie dzieje, wieje nudą w relacji, ona nie dba o swoją kobiecość a on o swoją męskość, będzie słabo.Takie tematy trzeba próbować ugryźć z wielu stron. Przyjrzeć się osobie, u której nastąpiła zmiana, poszukać przyczyn, ale to samo jeśli chodzi o drugą osobę i samą dynamikę relacji.
To są trzy tematy, które się nawzajem zazębiają, mają na siebie wpływ.Najprościej poszukać winy w problematycznej osobie. Ona może tam tkwić, ale trzeba sprawdzić dwa pozostałe zbiory.
Generalnie, zdrowy facet chce seksu z różnych przyczyn, ale jedną z nich jest biologia- chęć seksu dla samego seksu.
O ile uwarunkowania kulturowe trzymają popęd w ryzach, o tyle w relacji już tylko ten powód powinien wystarczyć by seks po jego stronie był.Temat ciekawy, autorka prezentuje dylematy typowo męskie w dłuższych relacjach.
Brak seksu może być przykry, ale jeśli ktoś poprzez seks reguluje sobie emocje, dodaje wartości kojarząc to z akceptacją, a odmowę traktuję jako odrzucenie na głębszych poziomach, wtedy to może być duży problem.
Chyba tutaj tak jest.Fajnie że szukasz pomocy, rozwiązania problemu, zamiast szukać kogoś na boku. Powodzenia
Twoje podejście jest chyba z jakiegoś innego pokolenia albo innego kręgu kulturowego. Nie bardzo sobie wyobrażam mieszkając razem i pracując zdalnie stroić się codziennie, bo inaczej mąż przestanie widzieć we mnie kobietę. To samo ja w nim faceta, bo siedzi w dresie i bluzie a bardziej podobałby mi się w garniturze. Sorry ale to jest podejście płytkie jak kałuża.
Może jak związek ma cienkie podstawy to wtedy potrzeba ciągłych bodźców, strojenia się, malowania itp, bo inaczej „chłop zje na mieście” jak to mówią na wsi. Mnie przede wszystkim pociąga w mężu to co on ma w głowie, więc dla mnie to oczywiste, że czym więcej czasu spędzamy razem, tym lepiej i tym lepiej będziemy się zgrywać. Również w sypialni. Autorce też polecam tworzyć takie związki, imo są zdrowsze i bardziej trwałe niż te oparte głównie na pociągu fizycznym.
Też jestem wzrokowcem i to co ma pod bluzą mnie interesuje a nie to w czym chodzi po domu. Zresztą tak jak napisałeś, sama biologia robiłaby czesc roboty a w tym przypadku to wygląda jakby seks przestał go zupełnie interesować.
Halina
Czy Ty zdajesz sobie sprawę że polemizujesz z czymś, czego nie napisałem?
Nie każę się autorce stroić. Próbowałem ją delikatnie podpytać, czy się nie zapuściła.
Czy gdyby Twój mąż się zapuścił w stroju, w formie i wyglądzie a co się z tym wiąże, w zachowaniu, nie wpłynęłoby to na Twój odbiór?
Nie twierdzę że tak tutaj jest, jednak warto przemyśleć.
O jej mężu było tu sporo, dlatego nie skupiam się na nim. Pokazuję inne możliwości.
Napisałaś jak to wygląda u Ciebie. Że czym więcej czasu razem, tym lepiej.
Mężczyźni mają inaczej, więc Twoja perspektywa nie musi pasować.
U nas kiedy jest zbyt dużo, pojawia się przesyt. Może nie na początku, ale w normalnej relacji facet musi mieć przestrzeń dla siebie.
Obecność kobiety 24/7 może być przytłaczająca.
Tyle, że wtedy sam powinien ruszyć dupę i znaleźć sobie coś swojego, jakieś hobby.
W tradycyjnych rodzinach tę funkcję spełnia garaż, gdzie niektórzy potrafią przesiadywać godzinami by nie słuchać trajkotania ![]()
Halina
Czy Ty zdajesz sobie sprawę że polemizujesz z czymś, czego nie napisałem?
Nie każę się autorce stroić. Próbowałem ją delikatnie podpytać, czy się nie zapuściła.
Czy gdyby Twój mąż się zapuścił w stroju, w formie i wyglądzie a co się z tym wiąże, w zachowaniu, nie wpłynęłoby to na Twój odbiór?
Nie twierdzę że tak tutaj jest, jednak warto przemyśleć.O jej mężu było tu sporo, dlatego nie skupiam się na nim. Pokazuję inne możliwości.
Napisałaś jak to wygląda u Ciebie. Że czym więcej czasu razem, tym lepiej.
Mężczyźni mają inaczej, więc Twoja perspektywa nie musi pasować.
U nas kiedy jest zbyt dużo, pojawia się przesyt. Może nie na początku, ale w normalnej relacji facet musi mieć przestrzeń dla siebie.
Obecność kobiety 24/7 może być przytłaczająca.
Tyle, że wtedy sam powinien ruszyć dupę i znaleźć sobie coś swojego, jakieś hobby.W tradycyjnych rodzinach tę funkcję spełnia garaż, gdzie niektórzy potrafią przesiadywać godzinami by nie słuchać trajkotania
Co prawda to prawda. Spijanie sobie z dziubkow chyba każdy zwiazek polozy. Przynajmniej seks.
Ale je mam pojęcia czy to ma zwiazek z watkiem
Ja bym.nie dala rady żyć razem w jednym miejscu 24 na dobę.
Ale rozumiem też co pisze Halina, że czasem widuje się kogoś nie w formie, czy w dresie I nie powinno być to powodem do zniechęcenia.
35 2025-02-25 20:55:35 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2025-02-25 20:58:22)
czasem widuje się kogoś nie w formie, czy w dresie I nie powinno być to powodem do zniechęcenia.
Jeśli czasem, nie powinno.
Jeśli ktoś wyraźnie zmienił swoje standardy i nie jest to chwiliwe, wtedy może mieć wpływ.
Bert
Ja też nie wiem, gdybam sobie.
Nie ma tu zbyt wiele danych, więc można jedynie gdybać.
Ujmę temat wyglądu jeszcze inaczej.
Dbałość o wygląd nie oznacza siedzenia w domu w garniturze. Niemniej dobrze dbać o schludność. Gdy spodziewamy się powrotu partnera do domu dobrze jest przeglądnąć się w lustrze. Czasem poprawienie włosów, obciągnięcie bluzeczki albo nawet zmiana poplamionej części ubioru podczas gotowania czy sprzątania mogą naprawdę wiele zdziałać. Obraz kobiety jaki zobaczy po wejściu do domu powinien go cieszyć.
Druga sprawa to pokazywanie się od czasu do czasu w wystrzałowej formie. Para powinna wychodzić do teatru czy kina, do opery, na koncerty czy nawet do kawiarni, do znajomych na imprezki albo na spędy rodzinne typu wesela/chrzciny/komunie itp. To okazja by pokazać się partnerowi z innej, niecodziennej strony i wtedy tak się odstrzelić, żeby mu oczy rozbłysły i zobaczył w niej obiekt pożądania.
wszystko racja, tylko ze ten ciekawy temat to jedna z poszlak przyczyn kryzysu u nich, wcale nie musi to być taka przyczyna.
Halina
Czy Ty zdajesz sobie sprawę że polemizujesz z czymś, czego nie napisałem?
Nie każę się autorce stroić. Próbowałem ją delikatnie podpytać, czy się nie zapuściła.
Czy gdyby Twój mąż się zapuścił w stroju, w formie i wyglądzie a co się z tym wiąże, w zachowaniu, nie wpłynęłoby to na Twój odbiór?
Nie twierdzę że tak tutaj jest, jednak warto przemyśleć.O jej mężu było tu sporo, dlatego nie skupiam się na nim. Pokazuję inne możliwości.
Napisałaś jak to wygląda u Ciebie. Że czym więcej czasu razem, tym lepiej.
Mężczyźni mają inaczej, więc Twoja perspektywa nie musi pasować.
U nas kiedy jest zbyt dużo, pojawia się przesyt. Może nie na początku, ale w normalnej relacji facet musi mieć przestrzeń dla siebie.
Obecność kobiety 24/7 może być przytłaczająca.
Tyle, że wtedy sam powinien ruszyć dupę i znaleźć sobie coś swojego, jakieś hobby.W tradycyjnych rodzinach tę funkcję spełnia garaż, gdzie niektórzy potrafią przesiadywać godzinami by nie słuchać trajkotania
To trzeba było zapytać wprost czy się zapuściła a nie owijać w bawełnę. Co ja jestem, jasnowidz?
Autorka nie ma męża, tylko partnera z tego co zrozumiałam i mieszkają razem ale nie napisała jak długo są razem ogólnie. Jak po zamieszkaniu razem się zapuściła i przytyła 20 kg, to trudno sie dziwic, że przestało się chłopu chciec. Ale to by była prosta sprawa, bo zapuszczenie się nie wpływa na intelekt i raczej łatwo wywnioskować, ze to może być przyczyna. Pewnie by o tym wspomniała. A to ona częściej wychodzi z domu, więc siłą rzeczy pewnie też częściej siebie ogarnia na wyjście niż on. Może autorka dopowie.
Malo warte jest chłopskie mędrkowanie, zupełnie nie trafiłeś ze swoją stereotypową diagnozą. U mnie nie ma czym więcej czasu, tym lepiej. To ze strony męża jest większa potrzeba żeby razem spędzać czas i to on potrzebuje być dość blisko emocjonalnie. Mi wystarczy sam fakt, że jest w pobliżu, to ja u nas mam więcej hobbies i mogę godzinami się od nich nie odrywać. Po kilku dniach kiedy mało się widzimy, bo pomimo, że mieszkamy razem i pracujemy głównie zdalnie to mamy duży dom i możemy nie widzieć się godzinami, to mój maz bardziej dąży do kontaktu i potrzebuje więcej atencji. Ale ja go lubię jako czlowieka i szczerze mówiąc to nawet jak mieszkaliśmy w apartamencie to nie przeszkadzała mi jego obecność. To nie jest męska czy damska cecha czy ktoś czuje się przytłoczony, tylko to czy ktoś lubi się socjalizować i jaki ma charakter oraz jaki styl przywiązania. Najlepiej poszukać sobie kogoś kto nam pasuje i problem rozwiązany. Ja bym nie wytrzymała z kimś z kim trzeba spijać sobie z dzióbków ale też nie chciałabym mruka co by się wiecznie chował w garażu.
39 2025-02-26 07:51:54 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-02-26 15:15:11)
Same bzdury napisałem- nie w tym watku miało być:)
Halina
Najpierw próbujesz wykoślawiać moją wypowiedź, wkładając w moje usta coś, czego nie napisałem, zmieniać jej sens.
Teraz, kiedy sie odnoszę do Twoich słów, zaprzeczasz im:
dla mnie to oczywiste, że czym więcej czasu spędzamy razem, tym lepiej
Vs
U mnie nie ma czym więcej czasu, tym lepiej.
Ty się zastanów i ustal spójną wersję, bo obecna Ci się rozjeżdża;)
Wreszcie:
Malo warte jest chłopskie mędrkowanie, zupełnie nie trafiłeś ze swoją stereotypową diagnozą.
Kiedy piszę wyraźnie powyżej-
Ja też nie wiem, gdybam sobie.
Nie ma tu zbyt wiele danych, więc można jedynie gdybać.
Ja wiem że bywają dni w miesiącu, kiedy z kobietą trudno sie dogadać. Wiem, ale wciąż zapominam;)
Natomiast jeśli Ty chcesz sobie porozmawiać sama ze sobą, dać upust temu co w Tobie, to może mnie w to nie mieszaj.
A jeśli przyjdzie Ci ochota normalnie porozmawiać, to proszę o uważne czytanie cudzych, ale też własnych postów.
41 2025-02-26 13:09:51 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-02-26 13:12:03)
Bo podałeś stereotypowy meski powód.
Pewnie niektórzy się zapuszczają, ale nie uwierzę że to większość .
Gdy mój ex, który miał romans dostał ode mnie smsa, że przyjdę później, bo jestem u fryzjera, wysłał mi info: za późno to wszystko , za późno.
![]()
A odwiedzam fryzjera co 3 tygodnie systematycznie, bo mam długie włosy.
Na dodatek ten sam styl bo klasyczny i minimalistyczny oprócz wizytowych kiecek.
Trzymam też podobną wagę, może 3 kg w tą czy tamtą stronę sezonowe wahania wagi.
I zawsze mam zadbaną cerę i lekki makijaż, nawet w domu.
Więc wyglądam podobnie od wielu lat.
Zawsze byłam dla niego super, przy romansie że wszystkim było coś nie tak.
Rok po rozwodzie spotkaliśmy się i prawił mi komplementy o wyglądzie, a ten był taki sam ![]()
Mam bardziej prosty styl od lat i dobrze mi z nim.
Jaki stąd wniosek?
Mężczyznom się nudzi wygląd.
Bez sensu jest szukać w sobie wad na siłę, jak robiłam to na początku romansu, bo wmawianie sobie ze to moja wina oznacza, że ja mogę coś odkręcić, a to nieprawda
Jak związek jest dobrany, to coś innego nakręca faceta niż wygląd, a jak faktycznie coś mu się nie podoba, to po prostu o tym mowi kobiecie I vice versa.
U nich coś nie gra i ona ma stawać na rzęsach by to zmienić?
Gdybym miała żyć w frustracji seksualnej i z jakiś względów chciała pozostać w związku, znalazłabym kochanka.
Nie wyobrażam sobie też związku, gdzie ja odmawiam seksu, a mężczyzna ma chodzić sfrustrowany w imię nie wiadomo czego.
W takiej sytuacji musi być albo rozejście się, albo przyzwolenie na osoby trzecie w relacji
Stereotypowy męski powód może bardzo wiele wnieść do wątku, bo w końcu autorka chce się dowiedzieć dlaczego jej facetowi coś nie gra. Oczywiście poza wyglądem, który dla mężczyzn jest nie bez znaczenia, bardzo ważne są inne sprawy w związku.
Sama nieraz słyszałam o przypadkach, że facet odchodził od ładniejszej do brzydszej czy mniej zadbanej. Wygląd to nie najważniejszy atut kobiety, pomimo tego zaniedbanie potrafi skutecznie zniechęcić. I powiedzmy sobie szczerze - to działa w obie strony.
Niepokojące jest to, że on Ciebie nie całuje. Tak jakby zaspokajał tylko swoje potrzeby bez nawiązywania bliskości. Na filmach słyszy się o tym z ust prostytutek - one nie całują, robią usługę bez tej czułej strony. Jeśli dodatkowo chce mniej z Tobą przebywać to wszystko wygląda niebezpiecznie dla związki.
Przyjrzyj się jego zachowaniu z dystansu. Jeśli wcześniej było dobrze i dopiero od kilku miesięcy nastąpiła zmiana spróbuj przeanalizować co w tym czasie uległo zmianie w Waszym życiu. Może przyczyna jest poza Tobą.
43 2025-02-26 14:28:55 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-02-26 14:30:22)
Bo podałeś stereotypowy meski powód.
Pewnie niektórzy się zapuszczają, ale nie uwierzę że to większość .
Efekt Michala Anioła w związku to tak naprawdę rzadkość. Wystarczy popatrzeć wokół siebie - ile osób rozwinęło się w związku, a ile sobie po prostu odpuściło zapuszczając się na różnych płaszczyznach życia?
To, co napisał Rozrabiaka w tym względzie nie jest niczym odkrywczym. To powszechne zjawiska. Czasem jak za dużo - to nie zdrowo. Zwłaszcza, że bardzo mało ludzi potrafić rozdzielać różne role życiowe i społeczne (szczególnie pracując w domu).
Niepokojące jest to, że on Ciebie nie całuje.
Większość facetów nie ma potrzeby tego typu bliskości i intymności. Nie do tego stopnia, co kobiety.
nikitaa napisał/a:Niepokojące jest to, że on Ciebie nie całuje.
Większość facetów nie ma potrzeby tego typu bliskości i intymności. Nie do tego stopnia, co kobiety.
Jeśli między partnerami w czasie zbliżenia nie ma potrzeby bliskości i intymności, to co jest?
45 2025-02-26 15:42:02 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2025-02-26 15:43:05)
Pewnie niektórzy się zapuszczają, ale nie uwierzę że to większość .
Komu nie uwierzysz, kto tak twierdził?
U nich coś nie gra i ona ma stawać na rzęsach by to zmienić?
Jeszcze raz, kto tak stwierdził?
Jack Sparrow napisał/a:Większość facetów nie ma potrzeby tego typu bliskości i intymności. Nie do tego stopnia, co kobiety.
Jeśli między partnerami w czasie zbliżenia nie ma potrzeby bliskości i intymności, to co jest?
Pożądanie?
Seks niejedno ma imię, czasem jest przesycony bliskością i intymnością, a czasem się po prostu ludzie grzmocą ile wlezie.
Ba, czasem jedno i drugie tego samego wieczoru, z tymi samymi partnerami! ![]()
Jeśli chodzi o pocałunki, dla mnie to jest najprostszy test na to, czy miałbym ochotę z daną kobietą na coś wiecej, czy mi się podoba. Jaką ma nergię.
Wystarczy sobie odpowiedziec na pytanie, czy mialbym ochotę sie z nią pocałować.
46 2025-02-26 17:20:20 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-02-26 17:23:34)
Ale ona nie ma ani pożądania ani pocałunków.
Znudziła mu się z wygladu, albo On ma romans.
Albo go czymś wkurza, albo On się na siebie wkurza
Temat chyba trollowy, bo Autorka dawno się tu nie udziela.
Ci ona uzyska bodzcując go pod kątem wyglądu? Faceta, którego zainteresowanie znowu może zniknąć gdy np pojawi się ktoś bardziej kolorowy w jego realnym zasięgu?
Warto?
To identyczna sytuacja jak pieniądze u faxeta, każdy chce wierzyć że kobieta zostanie z nim jakby je stracił, bi to jest miłość.
Identycznie gdy kobieta przestanie być super łaską na co dzień, marzy by dalej być pożądana.
Bo tylko to = miłość.
Do samego seksu można łatwo kogoś znaleźć.
Ja się z Tobą zgadzam, że stosując się do Twoich rad, może uzyskać efekt.
Tylko czy o to jej chodzi.
Ja się z Tobą zgadzam, że stosując się do Twoich rad, może uzyskać efekt.
Tylko czy o to jej chodzi.
Z czym się zgadzasz? Przecież Ty piszesz zupełnie o czymś innym.
Ja o przyjrzeniu się sobie, sprawdzeniu czy nie zaszły jakieś negatywne zmiany a jeśli tak, powrót do wczesniejszego stanu, Ty o uwodzeniu wyglądem, "tuningowaniu" się.
Jajo argument, że to nie dziaĺa, podając swoją historię, gdzie żadne zmiany ponoć nie zaszły a partner stracił zainteresowanie.
Cytujesz mnie, a tworzysz jakąś swoją historię z moimi wypowiedziami nie mającą nic wspólnego. Nie wiem co się tu dzisiaj dzieje, ale mnie wystarczy;)
48 2025-02-26 20:04:59 Ostatnio edytowany przez nikitaa (2025-02-26 20:07:32)
nikitaa napisał/a:Jack Sparrow napisał/a:Większość facetów nie ma potrzeby tego typu bliskości i intymności. Nie do tego stopnia, co kobiety.
Jeśli między partnerami w czasie zbliżenia nie ma potrzeby bliskości i intymności, to co jest?
Pożądanie?
Seks niejedno ma imię, czasem jest przesycony bliskością i intymnością, a czasem się po prostu ludzie grzmocą ile wlezie.
Ba, czasem jedno i drugie tego samego wieczoru, z tymi samymi partnerami!Jeśli chodzi o pocałunki, dla mnie to jest najprostszy test na to, czy miałbym ochotę z daną kobietą na coś wiecej, czy mi się podoba. Jaką ma nergię.
Wystarczy sobie odpowiedziec na pytanie, czy mialbym ochotę sie z nią pocałować.
I dlatego uważam, że ten wpis Autorki bardzo źle rokuje:
Brakuje mi czułości, jak już dochodzi do seksu to nawet mnie nie całuje,
![]()
Ja też nie rozumiem o co Ci chodzi teraz i tak to zostawmy.
Jak się autorka odezwie to będzie temat, jak nie to szkoda klawiatury
Halina
Najpierw próbujesz wykoślawiać moją wypowiedź, wkładając w moje usta coś, czego nie napisałem, zmieniać jej sens.
Teraz, kiedy sie odnoszę do Twoich słów, zaprzeczasz im:
Halina3.1 napisał/a:dla mnie to oczywiste, że czym więcej czasu spędzamy razem, tym lepiej
Vs
Halina3.1 napisał/a:U mnie nie ma czym więcej czasu, tym lepiej.
Ty się zastanów i ustal spójną wersję, bo obecna Ci się rozjeżdża;)
Wreszcie:
Halina3.1 napisał/a:Malo warte jest chłopskie mędrkowanie, zupełnie nie trafiłeś ze swoją stereotypową diagnozą.
Kiedy piszę wyraźnie powyżej-
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:Ja też nie wiem, gdybam sobie.
Nie ma tu zbyt wiele danych, więc można jedynie gdybać.Ja wiem że bywają dni w miesiącu, kiedy z kobietą trudno sie dogadać. Wiem, ale wciąż zapominam;)
Natomiast jeśli Ty chcesz sobie porozmawiać sama ze sobą, dać upust temu co w Tobie, to może mnie w to nie mieszaj.
A jeśli przyjdzie Ci ochota normalnie porozmawiać, to proszę o uważne czytanie cudzych, ale też własnych postów.
No tak, bo mój związek lepiej funkcjonuje jak spędzamy ze sobą więcej czasu. Taki jest fakt. Tyle, że ta potrzeba wychodzi bardziej od mojego męża niż ode mnie. Tak samo jak potrzeba bliskości emocjonalnej jest u niego większa niż u mnie. Przecząc temu co stereotypowo założyłeś.
Juz pomijając wszystkie inne ważne kwestie które spędzanie razem czasu ogarnia, jak np poznawanie siebie i takie tam.
A co do rozmawiania to imo rozmowa z tobą przypomina bardziej przepychankę gdzie starasz się koniecznie być górą nad rozmówcą, patronizujesz i rzucasz jakimiś prawdami objawionymi. Nie jestem tym jakoś specjalnie zainteresowana, pierwszy skomentowałeś mój post.
Ja też nie rozumiem o co Ci chodzi teraz i tak to zostawmy.
Jak się autorka odezwie to będzie temat, jak nie to szkoda klawiatury
On sam nie wie o co mu chodzi.
Jack Sparrow napisał/a:nikitaa napisał/a:Niepokojące jest to, że on Ciebie nie całuje.
Większość facetów nie ma potrzeby tego typu bliskości i intymności. Nie do tego stopnia, co kobiety.
Jeśli między partnerami w czasie zbliżenia nie ma potrzeby bliskości i intymności, to co jest?
Różne potrzeby. Dla niektórych seks jest tylko seksem.
Ela210 napisał/a:Ja też nie rozumiem o co Ci chodzi teraz i tak to zostawmy.
Jak się autorka odezwie to będzie temat, jak nie to szkoda klawiaturyOn sam nie wie o co mu chodzi.
:d
To nie ja przekręcam wypowiedzi rozmówcy i polemizuję z czymś, czego nie powiedział, nie ja zaprzeczam sam sobie;)
Nie mam problemu z inną opinią, nie oceniam jej. Ba, nie upieram się przy swojej.
Moje stanowisko jest dosyć jasne;)
54 2025-02-27 16:20:41 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-02-27 16:38:53)
Ale się opisałam i wcielo , więc krotko:
Rozrabiaka, wiemy że mężczyźni lecą na blyskotki, opakowanie.
Można was nakręcić.
Przeciętnej urody babka może byc przez was oceniana jako super seksi z burza loków, sztucznymi rzęsami i sporym dekoltem.
My o tym wiemy że tak macie.
Ale mogą byc też inne źródła pożadania, z osobowisci, intelektu, sposobu bycia.
Tego szukamy w stałych związkach.
Bo to się zawsze odnawia, nie wypala.
I nie znaczy to z automatu, że jak wyznaję takie poglądy, to muszę olewać wygląd.
Większość kobiet ma swoje rutyny, robi to dla siebie, nawet jak jestem sama w domu jakis poziom trzymam, dla siebie, bo taką siebie lubię, spojrzeć w lustro e łazience z przyjemnością.
Większość kobiet Ci to powie.
I to, że jak zobaczy swojego mężczyznę z zadbaną fryzurą, zarostem, odstrzelonego przed wyjściem na koncert np, to będzie efekt wow, fajny ten mój facet.
Ale też jeśli są głębsze podstawy tej relacji, to widzisz takiego gościa jak biega po domu rozczochrany, nieogolony i w flanelowej koszuli i masz ochotę przytulić się do takiego dzikiego człowieka i ochotę na seks z nim, nawet jak przez tydzień nie wychodzicie z chaty bo tak się składa.
Nikt tu nie napisał że jesteś płytkim facetem, który każe kobiecie biegać w szpilkach i mini po domu.![]()
Po prostu zwrócilysmy uwagę na inny aspekt.
Jak ludzie się dobrali w głębszych aspektach, to nie rozwali ich to, że ktoś 5 kg przytył czy schudł, albo że chwilowo stracił pracę, czy zachorował.
Ale czasami obie strony mogą wybrać partnera na podstawach niezbyt trwałych, i one padną.
I choćby ktoś później stawał na rzęsach, zrobił się na super łaskę czy skakał przy kobiecie, to nic nie pomoże i tyle.
Ale to moje zdanie i ktoś może inaczej mieć.
55 2025-02-27 17:28:07 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2025-02-27 17:28:38)
Rozrabiaka, wiemy że mężczyźni lecą na blyskotki, opakowanie.
Można was nakręcić.
Przeciętnej urody babka może byc przez was oceniana jako super seksi z burza loków, sztucznymi rzęsami i sporym dekoltem.
My o tym wiemy że tak macie.
Ale mogą byc też inne źródła pożadania, z osobowisci, intelektu, sposobu bycia.
Jezusicku drogi... Dziękuję za wyjaśnienia;)
Przypomnę fragment swojego pierwszego postu i dajcie mi już święty spokój.
Wyraźnie tam napisałem o przyjrzeniu się kwestii wyglądu, dbania o siebie OBU stron, zachowania i dbania o relację.
Najpierw przekręcą się moje wypowiedzi, swoje własne, a teraz oznajmia mi to, o czym sam pisałem.
Jeśli jest tak, że autorka ma zwyczaj o siebie nie dbać kiedy jest w domu, jej facet widzi ją w jej najgorszej wizualnie wersji non stop (przypominam, jesteśmy wzrokowcami), plus np. Ona narzeka, ma humory, itp wtedy można się naprawdę do seksu z kimś takim uprzedzić.
Jeszcze inna sprawa- scalanie się w jedno, przyjaźń, stagnacja, brak emocji itp potrafi zabijać pożądanie.
Dlatego seksu z reguły na początku jest więcej niż po kilku latach.
Więc jeśli oni są zbyt blisko siebie i nic tam za bardzo się nie dzieje, wieje nudą w relacji, ona nie dba o swoją kobiecość a on o swoją męskość, będzie słabo.Takie tematy trzeba próbować ugryźć z wielu stron. Przyjrzeć się osobie, u której nastąpiła zmiana, poszukać przyczyn, ale to samo jeśli chodzi o drugą osobę i samą dynamikę relacji.
To są trzy tematy, które się nawzajem zazębiają, mają na siebie wpływ.
Ide stont!
56 2025-02-27 17:47:28 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-02-27 17:47:54)
to jest w takim stopniu to samo jak turkusowy jest niebieskim, wiec dyskusja bez sensu ![]()
Rozrabiaka, wiemy że mężczyźni lecą na blyskotki, opakowanie.
Można was nakręcić.
Przeciętnej urody babka może byc przez was oceniana jako super seksi z burza loków, sztucznymi rzęsami i sporym dekoltem.
My o tym wiemy że tak macie.
LOL.
Nie.
Pierdylion badań na ten temat było.
Dlatego na partnerki życiowe wybierane są kobiety bardziej powściągliwe, a nie uliczne latawice. Te drugie to tylko są brane w celu najwyżej spuszczenia z krzyża.
nikitaa napisał/a:Jack Sparrow napisał/a:Większość facetów nie ma potrzeby tego typu bliskości i intymności. Nie do tego stopnia, co kobiety.
Jeśli między partnerami w czasie zbliżenia nie ma potrzeby bliskości i intymności, to co jest?
Różne potrzeby. Dla niektórych seks jest tylko seksem.
Zgadza się, dla niektórych seks jest tylko seksem.
Czy na samym seksie można zbudować związek?
Moim zdaniem sam seks to zbyt mało. Jeśli w związku było dobrze, normalnie, i nagle seks staje się tylko seksem a bliskość i intymnośc znika, to w związku dzieje się bardzo źle.
Tak, bo to jeden z fundamentów. I na pewno tu czerwona lampka się świeci. Ale to autorka powinna pogadać z partnerem, a nie z nami. PRzyczyn może być tysiące. Wliczając w to kompletne błahostki.
Hej wszystkim ![]()
Temat nie jest „trollowy”, przez chwilę się nie udzielałam bo wyjechałam za granicę (bez partnera) i chciałam się troszkę zdystansować i odpocząć od tematu. Nie spodziewałam się, że w międzyczasie tyle osób się zaangażuje w rozmowę - dziękuję Wam za to. ![]()
W skrócie postaram się odpowiedzieć na pytania które gdzieś tam po drodze od was wyłapałam:
- jesteśmy razem niecałe dwa lata, temat współżycia pogorszył się około rok temu; w ciągu tego roku były lepsze fazy i gorsze fazy;
- odkąd jesteśmy razem nie „zapuściłam się”, ćwiczę na siłowni przynajmniej 3-4 razy w tygodniu, mam lepszą formę niż wtedy gdy się poznaliśmy
ważę 63 kg przy 174 cm wzrostu, mam ładnie wyrzeźbiony tyłek i ramiona, dbam o siebie, w domu nie chodzę jak strach na wróble, zawsze staram się wyglądać schludnie, mieć czyste włosy ładnie pachnieć itd., makijażu minimalna ilość - mój chłopak lubi jak jestem naturalna, ja zresztą też ![]()
- inna kobieta nie wchodzi w grę, wobec jego wierności nie mam żadnych wątpliwości. Mój partner jest typem domownika, raczej jak ktoś ma wyjść z domu to ja; on jest obcokrajowcem i nie ma tu zbytnio znajomych, a do moich znajomych nie chce ze mną chodzić, jest typem samotnika i introwertykiem.
- ogólnie kilka razy dziennie jak gdzieś się miniemy to damy sobie buzi, raczej on jest uczuciowy tylko właśnie ta sfera seksualna leży i jak dochodzi do jakiejś aktywności seksualnej to po prostu wtedy mnie nie całuje i mi jest przykro bo to dla mnie też swego rodzaju oznaka czułości, nie lubię tego robić tak mechanicznie.
- jeśli chodzi o moje „humorki”, na szczęście nie mam PMS i zachowuje się w miarę cały czas tak samo, i nie „trajkotam mu” bo nie chce być taka ciężka babą przed którą facet się chowa w garażu
jedyne co to faktycznie od tych kilku miesięcy co jest w kwestii seksu gorzej trochę przygasłam i czasem chodzę smutna i przygnębiona, on wie z czego to wynika ale nic z tym nie robi niestety mimo rozmów i próśb wypracowania jakiegoś kompromisu - ja poszłam do psychologa i szukam pomocy też na forum, bo ja jestem odpowiedzialna za swoje życie i mi zależy, żebym się czuła dobrze.
Jeśli chodzi o częstotliwość to tak - ja mogłabym to robić cały czas bo go kocham i też mi się fizycznie podoba, ale tak ogólnie to z raz na tydzień by mi wystarczyło myślę. A od dwóch-trzech miesięcy robimy to… raz na miesiąc ![]()
Nie mam już siły wiecie, pytałam go o wszystko dosłownie już, naprawdę chciałabym wiedzieć co się tam dzieje u niego w środku i móc odpowiednio zareagować, ale mam wrażenie że on sam nie wie o co mu chodzi… wydaje mi się że jakby więcej robił w życiu to może by się czuł lepiej i miał większą chęć do zbliżeń, a skoro jest cały czas na kanapie znudzony to nie ma ochoty na nic, taka stagnacja. W grudniu jak byliśmy na wakacjach było super. Wydaje mi się że ostatnio też jego praca go wkurza i zabiera mu energię, ale zaczął szukać nowej i może to coś zmieni. Chociaż wielkiej nadziei już nie mam. Postanowiłam więcej chodzić do biura (jak mówiłam wczesniej), w weekend znajduję sobie jakieś zajęcia żeby o tym nie myśleć i tak trwam… może jak zobaczy że chodzę do biura ładnie ubrana to się obudzi w nim jakaś zazdrość, chociaż troszkę to przykre że muszę się uciekać do takich rozwiązań. Zobaczymy ile tak wytrzymam, tyle dobrego że nie jesteśmy małżeństwem z dziećmi więc tak naprawdę w każdej chwili mogę odejść jeśli mi coś nie pasuje, ale nie chcę odchodzić bo go bardzo kocham i znaczy dla mnie dużo więcej niż seks ![]()
Miłego wieczoru Wam wszystkim ![]()
A może ma problemy z hormonami? Może powinien się przebadać, głównie poziom testosteronu i prolaktyny. Kiedyś mój mąż chorował dosć poważnie, miał właśnie problemy z gospodarką hormonalną, zbyt duży poziom prolaktyny, za mało testosteronu. Nasze życie seksualne wtedy praktycznie nie istniało, ale przez to przebrnęliśmy, mąż się leczył, teraz jest już ok.
Różnica w poziomie libido jest tak naprawdę w większości związków. Kobiety cierpią bardziej gdy są tą stroną co chce częściej. Dlaczego? Dlatego że panuje stereotyp faceta,któremu zawsze się chce. Przez co bierzemy to bardziej do siebie. Gdyby ludzie się rozstawali z tego powodu, to większości związków by nie było. Mało tego, ale z wiekiem też to Się zmienia. I co, mamy zmienić faceta tylko dlatego że po 60r.z już nie nadąża? Nonsens. U Ciebie Autorko to tylko kwestia tego, lub aż tego, czy facet chce coś zmienić - dla Ciebie. I ile jesteś w stanie zaakceptować nie tracąc przy tym siebie. Frustracja seksualna przekłada się też na związek, psychikę, zdrowie. Należy szukać kompromisów. Powodzenia
Tylko spójrzmy też z drugiej strony. Jeśliby autorka "zmusiła" partnera do częstszego współżycia, a on by to robił, ale tak trochę na siłę, nie, ze mu się również chce, ale specjalnie dla niej, bo wiedziałby, ze to jest dla niej ważne - pytanie ile tak wytrzyma? Miesiąc, pół roku?
To tak jakby autorka chciała raz dziennie i codziennie, a jej facet codziennie ale trzy razy. Ile wytrzyma "dla niego"?
Ktoś tu napisał, ze powinno się dobierać w pary (jeśli chodzi o obszar seksualny) będąc na podobnym poziomie częstotliwości. Wtedy (na polu seksualności), będzie panowała jakaś równowaga. A to ważne by była zbliżona, niż on i ona byli na całkiem przeciwnych biegunach. Tak powinno być, bo i tak w życiu przyjdą momenty, gdy owa dynamika będzie się zmieniała, stres w pracy, choroba, dziecko - nie ma tak, ze przez cały czas chce się na takim poziomie każdemu tak samo.
Po co więc dokładać sobie takiego problemu już na starcie?
Też myślałam że tu może wchodzi w grę kwestia hormonów, nawet kiedyś mnie zapytał „a co jakbym sobie zbadał testosteron? Wkońcu się zbliżam do 40-tki”, porozmawialiśmy chwilę na ten temat i pokazałam mu gdzie i za ile może to zrobić ale temat niestety ucichł. Może powinnam wrócić z pytaniem jak tam sytuacja z tym jego pomysłem ![]()
Hej wszystkim
Temat nie jest „trollowy”, przez chwilę się nie udzielałam bo wyjechałam za granicę (bez partnera) i chciałam się troszkę zdystansować i odpocząć od tematu. Nie spodziewałam się, że w międzyczasie tyle osób się zaangażuje w rozmowę - dziękuję Wam za to.
W skrócie postaram się odpowiedzieć na pytania które gdzieś tam po drodze od was wyłapałam:
- jesteśmy razem niecałe dwa lata, temat współżycia pogorszył się około rok temu; w ciągu tego roku były lepsze fazy i gorsze fazy;
- odkąd jesteśmy razem nie „zapuściłam się”, ćwiczę na siłowni przynajmniej 3-4 razy w tygodniu, mam lepszą formę niż wtedy gdy się poznaliśmyważę 63 kg przy 174 cm wzrostu, mam ładnie wyrzeźbiony tyłek i ramiona, dbam o siebie, w domu nie chodzę jak strach na wróble, zawsze staram się wyglądać schludnie, mieć czyste włosy ładnie pachnieć itd., makijażu minimalna ilość - mój chłopak lubi jak jestem naturalna, ja zresztą też
- inna kobieta nie wchodzi w grę, wobec jego wierności nie mam żadnych wątpliwości. Mój partner jest typem domownika, raczej jak ktoś ma wyjść z domu to ja; on jest obcokrajowcem i nie ma tu zbytnio znajomych, a do moich znajomych nie chce ze mną chodzić, jest typem samotnika i introwertykiem.
- ogólnie kilka razy dziennie jak gdzieś się miniemy to damy sobie buzi, raczej on jest uczuciowy tylko właśnie ta sfera seksualna leży i jak dochodzi do jakiejś aktywności seksualnej to po prostu wtedy mnie nie całuje i mi jest przykro bo to dla mnie też swego rodzaju oznaka czułości, nie lubię tego robić tak mechanicznie.
- jeśli chodzi o moje „humorki”, na szczęście nie mam PMS i zachowuje się w miarę cały czas tak samo, i nie „trajkotam mu” bo nie chce być taka ciężka babą przed którą facet się chowa w garażujedyne co to faktycznie od tych kilku miesięcy co jest w kwestii seksu gorzej trochę przygasłam i czasem chodzę smutna i przygnębiona, on wie z czego to wynika ale nic z tym nie robi niestety mimo rozmów i próśb wypracowania jakiegoś kompromisu - ja poszłam do psychologa i szukam pomocy też na forum, bo ja jestem odpowiedzialna za swoje życie i mi zależy, żebym się czuła dobrze.
Jeśli chodzi o częstotliwość to tak - ja mogłabym to robić cały czas bo go kocham i też mi się fizycznie podoba, ale tak ogólnie to z raz na tydzień by mi wystarczyło myślę. A od dwóch-trzech miesięcy robimy to… raz na miesiąc
Nie mam już siły wiecie, pytałam go o wszystko dosłownie już, naprawdę chciałabym wiedzieć co się tam dzieje u niego w środku i móc odpowiednio zareagować, ale mam wrażenie że on sam nie wie o co mu chodzi… wydaje mi się że jakby więcej robił w życiu to może by się czuł lepiej i miał większą chęć do zbliżeń, a skoro jest cały czas na kanapie znudzony to nie ma ochoty na nic, taka stagnacja. W grudniu jak byliśmy na wakacjach było super. Wydaje mi się że ostatnio też jego praca go wkurza i zabiera mu energię, ale zaczął szukać nowej i może to coś zmieni. Chociaż wielkiej nadziei już nie mam. Postanowiłam więcej chodzić do biura (jak mówiłam wczesniej), w weekend znajduję sobie jakieś zajęcia żeby o tym nie myśleć i tak trwam… może jak zobaczy że chodzę do biura ładnie ubrana to się obudzi w nim jakaś zazdrość, chociaż troszkę to przykre że muszę się uciekać do takich rozwiązań. Zobaczymy ile tak wytrzymam, tyle dobrego że nie jesteśmy małżeństwem z dziećmi więc tak naprawdę w każdej chwili mogę odejść jeśli mi coś nie pasuje, ale nie chcę odchodzić bo go bardzo kocham i znaczy dla mnie dużo więcej niż seks
Miłego wieczoru Wam wszystkim
Wydaje się że masz niezle wyczucie. I duzo swiadomego dzialania podejmujesz. Niestety tylko on może powiedzieć co mu na wątrobie leży. Reszta to zgadywanie. A ze introwertyk to nie powie - a pewnie nawet nie wie. Trudna sprawa możliwości sto ale tylko zgadywać można. Chyba niestety będziesz musiała postawić sprawę jasno - albo coś z tym zrobicie albo nic z tego związku nie będzie. Chyba nie ma wystaczajacej motywacji do zajęcia się sprawa albo chociaż szczerego powiedzenia o co chodzi. Bez presji nic się nie zmieni niestety. Tak mi się wydaje.
Droga Autorko, myślę, że warto wrócić do tego pomysłu. Powodzenia, trzymam za Was kciuki