Hej, bardzo potrzebuję się wygadać. Byłam już parę razy u psychologa, planuję zapisać się na terapię. Mam 27 lat a coś, co działo się w dzieciństwie coraz bardziej mnie dołuje.
Mój tata pracował za granicą, na budowie, odkąd pamiętam. Przyjeżdżał do domu raz na miesiąc, dwa. Ja byłam w mieszkaniu z mamą. Niby na pokaz to była super rodzina, rodzice śmieszni, kontaktowi, otwarci, pomocni dla wszystkich. Mieliśmy dużo pieniędzy, rodzice mnie rozpieszczali, często spotykaliśmy się z przyjaciółmi rodziców i ich dziećmi, jeździliśmy gdzieś razem, niczego mi nie odmawiali. Ale za każdym też razem, kiedy tata przyjeżdżał do domu, były ogromne, patologiczne awantury. Nawet nie wiedziałam o co się tak kłócili, chyba o wszystko. Myślałam w wieku paru lat, że to tata jest oprawcą, bo żyłam bardziej z mamą, byłam przywiązana. Dorastając już wiem, że to ona ze wszystkiego całe życie robiła problem każdemu. Pamiętam, kiedy w wieku 13 lat siedziałam w aucie zapłakana, a ona się na mnie dosłownie darła, bo zabrała mnie do okulisty i wyszło, że mam -0.5 xd krzyczała jak mogłam do tego doprowadzić, że to przez ten komputer. Potrafiła do mnie wydzwaniać do szkoły i pytać co dostałam ze sprawdzianu, i krzyczała na mnie przez telefon, że jak mogłam dostać tróję. Nie mogę tego zrozumieć, ona na pewno musiała mieć, musi mieć dalej problemy psychiczne, bo raz jest cudownym człowiekiem, który pomoże, da prezent, usłyszy, że coś lubisz i specjalnie pojedzie na drugi koniec miasta, żeby to kupić, ale przy najmniejszych komplikacjach robi takie afery, że to jest nie do pomyślenia. Mam siostrę i teraz jej się obrywa, ostatnio widziałam jak matka pod nosem przeklina i wykręca oczami, bo 15latka sobie rozcięła palec i szuka plastra w szufladzie. Czasem jak coś jej się dzieje wpada w histerię dlatego, że boi się awantury. W dzieciństwie dochodziło do awantur i matka dzwoniła po policję na tatę, pamiętam jak szłyśmy na spacer i tata pod blokiem stał bez butów i prosił ją, żeby mu oddała klucze. Kolejna sprawa, to że niby mają pieniądze, wydają na wszystko co chcą, ale mieszkanie jest tak obskurne, że wstyd mi tam było zapraszać znajomych. Oni po prostu wegetują, nie dbają o swoje otoczenie. W drzwiach są dalej zaklejone dziury po tym, jak doszło do jakiejś awantury i matka w nie kopnęła. Remont ostatni zrobili 20 lat temu. Najbardziej szkoda mi ojca, bo wyjeżdża za granicę, mieszka tam sam w kawalerce i wraca do Polski do baby, która nawet nie czeka na niego z obiadem, nie zapyta jak minęła droga, potrafi go traktować jak psa i wrzeszczeć na niego, że z jakiej racji przełączył jej serial, jak ona sobie wyszła na 40 minut z pokoju. Wiecie jak wygląda ich życie? Mają w mieszkaniu 3 pokoje, salon, pokój siostry i mój stary pokój. Ojciec często siedzi w kuchni na stołku jak jestem albo przychodzi do nas, bo ja po prostu widzę, że jest niechciany i sam nie chce z nią siedzieć. Czasem po awanturach wychodzi z domu, pytam się go gdzie był, a on, że spał w aucie. Mimo tego, że mam swoją rodzinę, nie mogę tego znieść i ten post jest dla mnie okropnie ciężki. Nie mogę pogodzić się z tym, że wracając do domu rodzinnego nie ma tam rodzinnej atmosfery i ciepła domowego, tylko jakiś cholerny dołek. Nienawidzę świąt, bo każdy wraca spędzać czas z bliskimi, a ja tam się tylko dołuję. Oni z roku na rok przestają ze sobą po prostu rozmawiać. Teraz opiszę wam historię, za którą też jest mi okropnie wstyd, ale trudno. W okresie świątecznym rodzice z siostrą pojechali do rodziny. Matka nie rusza alkoholu, ale wtedy mocno się upiła, uciekła z domu, zrobiła aferę i leżała gdzieś pod drzewem i nie dała się podnieść. Robiła aferę, nie chciała wracać do mieszkania, ubrania jej spadały i jeszcze w trakcie tego wszystkiego zaczęła rzucać tacie teksty, że już go nie chce. Nawet po tym nie przeprosiła, normalnie razem pojechali do rodziny a po tej całej sytuacji chodzi jeszcze z pretensjami i zachowuje się jakby to była jego wina. Probowałam z nią rozmawiać, ale ona powiedziała, że nie ma w ojcu pomocy, że jak on się zachowuje, że siedzi sam w pokoju zamknięty jak wraca, ale dlaczego? Wiem, ze tata chciałby mieć normalną rodzinę, dom pod miastem i dużo zwierząt, kocha psy, zawsze mi pomagał jak potrzebowałam, wszędzie mnie zawoził, zawsze rozmawiał ze mną normalnie jak coś zrobiłam nie tak. No nie mogę się z tym pogodzić i przez to zaczynam nienawidzić matki coraz bardziej i myślę, że nie czułabym nic gdyby nagle odeszła, jedynie żal, że była człowiekiem niszczącym wszystko wokół...
Hej, bardzo potrzebuję się wygadać. Byłam już parę razy u psychologa, planuję zapisać się na terapię. Mam 27 lat a coś, co działo się w dzieciństwie coraz bardziej mnie dołuje.
Mój tata pracował za granicą, na budowie, odkąd pamiętam. Przyjeżdżał do domu raz na miesiąc, dwa. Ja byłam w mieszkaniu z mamą. Niby na pokaz to była super rodzina, rodzice śmieszni, kontaktowi, otwarci, pomocni dla wszystkich. Mieliśmy dużo pieniędzy, rodzice mnie rozpieszczali, często spotykaliśmy się z przyjaciółmi rodziców i ich dziećmi, jeździliśmy gdzieś razem, niczego mi nie odmawiali. Ale za każdym też razem, kiedy tata przyjeżdżał do domu, były ogromne, patologiczne awantury. Nawet nie wiedziałam o co się tak kłócili, chyba o wszystko. Myślałam w wieku paru lat, że to tata jest oprawcą, bo żyłam bardziej z mamą, byłam przywiązana. Dorastając już wiem, że to ona ze wszystkiego całe życie robiła problem każdemu. Pamiętam, kiedy w wieku 13 lat siedziałam w aucie zapłakana, a ona się na mnie dosłownie darła, bo zabrała mnie do okulisty i wyszło, że mam -0.5 xd krzyczała jak mogłam do tego doprowadzić, że to przez ten komputer. Potrafiła do mnie wydzwaniać do szkoły i pytać co dostałam ze sprawdzianu, i krzyczała na mnie przez telefon, że jak mogłam dostać tróję. Nie mogę tego zrozumieć, ona na pewno musiała mieć, musi mieć dalej problemy psychiczne, bo raz jest cudownym człowiekiem, który pomoże, da prezent, usłyszy, że coś lubisz i specjalnie pojedzie na drugi koniec miasta, żeby to kupić, ale przy najmniejszych komplikacjach robi takie afery, że to jest nie do pomyślenia. Mam siostrę i teraz jej się obrywa, ostatnio widziałam jak matka pod nosem przeklina i wykręca oczami, bo 15latka sobie rozcięła palec i szuka plastra w szufladzie. Czasem jak coś jej się dzieje wpada w histerię dlatego, że boi się awantury. W dzieciństwie dochodziło do awantur i matka dzwoniła po policję na tatę, pamiętam jak szłyśmy na spacer i tata pod blokiem stał bez butów i prosił ją, żeby mu oddała klucze. Kolejna sprawa, to że niby mają pieniądze, wydają na wszystko co chcą, ale mieszkanie jest tak obskurne, że wstyd mi tam było zapraszać znajomych. Oni po prostu wegetują, nie dbają o swoje otoczenie. W drzwiach są dalej zaklejone dziury po tym, jak doszło do jakiejś awantury i matka w nie kopnęła. Remont ostatni zrobili 20 lat temu. Najbardziej szkoda mi ojca, bo wyjeżdża za granicę, mieszka tam sam w kawalerce i wraca do Polski do baby, która nawet nie czeka na niego z obiadem, nie zapyta jak minęła droga, potrafi go traktować jak psa i wrzeszczeć na niego, że z jakiej racji przełączył jej serial, jak ona sobie wyszła na 40 minut z pokoju. Wiecie jak wygląda ich życie? Mają w mieszkaniu 3 pokoje, salon, pokój siostry i mój stary pokój. Ojciec często siedzi w kuchni na stołku jak jestem albo przychodzi do nas, bo ja po prostu widzę, że jest niechciany i sam nie chce z nią siedzieć. Czasem po awanturach wychodzi z domu, pytam się go gdzie był, a on, że spał w aucie. Mimo tego, że mam swoją rodzinę, nie mogę tego znieść i ten post jest dla mnie okropnie ciężki. Nie mogę pogodzić się z tym, że wracając do domu rodzinnego nie ma tam rodzinnej atmosfery i ciepła domowego, tylko jakiś cholerny dołek. Nienawidzę świąt, bo każdy wraca spędzać czas z bliskimi, a ja tam się tylko dołuję. Oni z roku na rok przestają ze sobą po prostu rozmawiać. Teraz opiszę wam historię, za którą też jest mi okropnie wstyd, ale trudno. W okresie świątecznym rodzice z siostrą pojechali do rodziny. Matka nie rusza alkoholu, ale wtedy mocno się upiła, uciekła z domu, zrobiła aferę i leżała gdzieś pod drzewem i nie dała się podnieść. Robiła aferę, nie chciała wracać do mieszkania, ubrania jej spadały i jeszcze w trakcie tego wszystkiego zaczęła rzucać tacie teksty, że już go nie chce. Nawet po tym nie przeprosiła, normalnie razem pojechali do rodziny a po tej całej sytuacji chodzi jeszcze z pretensjami i zachowuje się jakby to była jego wina. Probowałam z nią rozmawiać, ale ona powiedziała, że nie ma w ojcu pomocy, że jak on się zachowuje, że siedzi sam w pokoju zamknięty jak wraca, ale dlaczego? Wiem, ze tata chciałby mieć normalną rodzinę, dom pod miastem i dużo zwierząt, kocha psy, zawsze mi pomagał jak potrzebowałam, wszędzie mnie zawoził, zawsze rozmawiał ze mną normalnie jak coś zrobiłam nie tak. No nie mogę się z tym pogodzić i przez to zaczynam nienawidzić matki coraz bardziej i myślę, że nie czułabym nic gdyby nagle odeszła, jedynie żal, że była człowiekiem niszczącym wszystko wokół...
Czy jest możliwość, żebyś brała tatę do siebie gdy wraca z pracy?
zawsze jest możliwość, ale nie mieszkam w domu rodzinnym, tylko 300 km dalej. Tata ma na miejscu rodziców, którzy chorują, więc no musiałby "uciekać" do córki, żeby z nią nie siedzieć. Chore to wszystko.
4 2025-02-19 14:42:23 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-02-19 14:43:30)
Hej, bardzo potrzebuję się wygadać. Byłam już parę razy u psychologa, planuję zapisać się na terapię. Mam 27 lat a coś, co działo się w dzieciństwie coraz bardziej mnie dołuje.
Mój tata pracował za granicą, na budowie, odkąd pamiętam. Przyjeżdżał do domu raz na miesiąc, dwa. Ja byłam w mieszkaniu z mamą. Niby na pokaz to była super rodzina, rodzice śmieszni, kontaktowi, otwarci, pomocni dla wszystkich. Mieliśmy dużo pieniędzy, rodzice mnie rozpieszczali, często spotykaliśmy się z przyjaciółmi rodziców i ich dziećmi, jeździliśmy gdzieś razem, niczego mi nie odmawiali. Ale za każdym też razem, kiedy tata przyjeżdżał do domu, były ogromne, patologiczne awantury. Nawet nie wiedziałam o co się tak kłócili, chyba o wszystko. Myślałam w wieku paru lat, że to tata jest oprawcą, bo żyłam bardziej z mamą, byłam przywiązana. Dorastając już wiem, że to ona ze wszystkiego całe życie robiła problem każdemu. Pamiętam, kiedy w wieku 13 lat siedziałam w aucie zapłakana, a ona się na mnie dosłownie darła, bo zabrała mnie do okulisty i wyszło, że mam -0.5 xd krzyczała jak mogłam do tego doprowadzić, że to przez ten komputer. Potrafiła do mnie wydzwaniać do szkoły i pytać co dostałam ze sprawdzianu, i krzyczała na mnie przez telefon, że jak mogłam dostać tróję. Nie mogę tego zrozumieć, ona na pewno musiała mieć, musi mieć dalej problemy psychiczne, bo raz jest cudownym człowiekiem, który pomoże, da prezent, usłyszy, że coś lubisz i specjalnie pojedzie na drugi koniec miasta, żeby to kupić, ale przy najmniejszych komplikacjach robi takie afery, że to jest nie do pomyślenia. Mam siostrę i teraz jej się obrywa, ostatnio widziałam jak matka pod nosem przeklina i wykręca oczami, bo 15latka sobie rozcięła palec i szuka plastra w szufladzie. Czasem jak coś jej się dzieje wpada w histerię dlatego, że boi się awantury. W dzieciństwie dochodziło do awantur i matka dzwoniła po policję na tatę, pamiętam jak szłyśmy na spacer i tata pod blokiem stał bez butów i prosił ją, żeby mu oddała klucze. Kolejna sprawa, to że niby mają pieniądze, wydają na wszystko co chcą, ale mieszkanie jest tak obskurne, że wstyd mi tam było zapraszać znajomych. Oni po prostu wegetują, nie dbają o swoje otoczenie. W drzwiach są dalej zaklejone dziury po tym, jak doszło do jakiejś awantury i matka w nie kopnęła. Remont ostatni zrobili 20 lat temu. Najbardziej szkoda mi ojca, bo wyjeżdża za granicę, mieszka tam sam w kawalerce i wraca do Polski do baby, która nawet nie czeka na niego z obiadem, nie zapyta jak minęła droga, potrafi go traktować jak psa i wrzeszczeć na niego, że z jakiej racji przełączył jej serial, jak ona sobie wyszła na 40 minut z pokoju. Wiecie jak wygląda ich życie? Mają w mieszkaniu 3 pokoje, salon, pokój siostry i mój stary pokój. Ojciec często siedzi w kuchni na stołku jak jestem albo przychodzi do nas, bo ja po prostu widzę, że jest niechciany i sam nie chce z nią siedzieć. Czasem po awanturach wychodzi z domu, pytam się go gdzie był, a on, że spał w aucie. Mimo tego, że mam swoją rodzinę, nie mogę tego znieść i ten post jest dla mnie okropnie ciężki. Nie mogę pogodzić się z tym, że wracając do domu rodzinnego nie ma tam rodzinnej atmosfery i ciepła domowego, tylko jakiś cholerny dołek. Nienawidzę świąt, bo każdy wraca spędzać czas z bliskimi, a ja tam się tylko dołuję. Oni z roku na rok przestają ze sobą po prostu rozmawiać. Teraz opiszę wam historię, za którą też jest mi okropnie wstyd, ale trudno. W okresie świątecznym rodzice z siostrą pojechali do rodziny. Matka nie rusza alkoholu, ale wtedy mocno się upiła, uciekła z domu, zrobiła aferę i leżała gdzieś pod drzewem i nie dała się podnieść. Robiła aferę, nie chciała wracać do mieszkania, ubrania jej spadały i jeszcze w trakcie tego wszystkiego zaczęła rzucać tacie teksty, że już go nie chce. Nawet po tym nie przeprosiła, normalnie razem pojechali do rodziny a po tej całej sytuacji chodzi jeszcze z pretensjami i zachowuje się jakby to była jego wina. Probowałam z nią rozmawiać, ale ona powiedziała, że nie ma w ojcu pomocy, że jak on się zachowuje, że siedzi sam w pokoju zamknięty jak wraca, ale dlaczego? Wiem, ze tata chciałby mieć normalną rodzinę, dom pod miastem i dużo zwierząt, kocha psy, zawsze mi pomagał jak potrzebowałam, wszędzie mnie zawoził, zawsze rozmawiał ze mną normalnie jak coś zrobiłam nie tak. No nie mogę się z tym pogodzić i przez to zaczynam nienawidzić matki coraz bardziej i myślę, że nie czułabym nic gdyby nagle odeszła, jedynie żal, że była człowiekiem niszczącym wszystko wokół...
1. Pierwszy blad rodzicow, gdy Ciebie wychowywali to było kupowanie Tobie wszystkiego i NIE odmawianie Tobie niczego
2. Awantury między rodzicami sa miedzy nimi, Ty jako dziecko moglas tylko gdybac kto jest winny. Nie wiesz co ojciec robil za granica, jako dzieciak nic nie rozumialas, wiec zostaw awantury miedzy rodzicami, a sie nie wtracaj
3. Okulista, a nie bylo przypadkiem tak,ze matka Ci pierdylion razy tlumaczyla"zeby nie siedziec za blisko TV lub za duzo czasu przed monitorem" nie sluchalas sie, az w koncu dorobilas sie problemow ze wzrokiem i matka w koncu w nerwach nie wytrzymala i sie wydarla? Jezeli tak bylo to matka miala racje ile razy mozna na spokojnie tlumaczyc, kazdy w końcu wybuchnie zloscia powtarzajac w kolko to samo bez skutku
4. No tak matka jest czasami cudownym czlowiekiem, bo daje Ci prezenty i w tym jest problem matka jest cudowna ,kiedy Ci cos da i robi jak Ty chcesz. Natomiast kiedy matka cos wymaga to matka(a przepraszam baba jak ja nazwalas) jest psychiczne chora
5" Wiem, ze tata chciałby mieć normalną rodzinę, dom pod miastem i dużo zwierząt, kocha psy, zawsze mi pomagał jak potrzebowałam, wszędzie mnie zawoził, zawsze rozmawiał ze mną normalnie jak coś zrobiłam nie tak. No nie mogę się z tym pogodzić i przez to zaczynam nienawidzić matki" no tak ojciec jest super, bo nic nie wymaga, siedzi za granica kto wie moze nawet kase wysle, podwiezie, gdzue trzeba nie robi awantur, nie drze sie,ze w domu nic nie robisz tylko siedzisz przed monitorem. Noooo zyc nie umierac. To moze wyprowadz sie do ojca za granice, albo wez ojca do siebie skoro Ci go tak szkoda, a jezeli mieszkasz z matka nadal to wlasnie jedz z ojcem za granice po co Ci mieszkac u baby jak mozesz mieszkac z cudownym tatusiem
nalamills napisał/a:Hej, bardzo potrzebuję się wygadać. Byłam już parę razy u psychologa, planuję zapisać się na terapię. Mam 27 lat a coś, co działo się w dzieciństwie coraz bardziej mnie dołuje.
Mój tata pracował za granicą, na budowie, odkąd pamiętam. Przyjeżdżał do domu raz na miesiąc, dwa. Ja byłam w mieszkaniu z mamą. Niby na pokaz to była super rodzina, rodzice śmieszni, kontaktowi, otwarci, pomocni dla wszystkich. Mieliśmy dużo pieniędzy, rodzice mnie rozpieszczali, często spotykaliśmy się z przyjaciółmi rodziców i ich dziećmi, jeździliśmy gdzieś razem, niczego mi nie odmawiali. Ale za każdym też razem, kiedy tata przyjeżdżał do domu, były ogromne, patologiczne awantury. Nawet nie wiedziałam o co się tak kłócili, chyba o wszystko. Myślałam w wieku paru lat, że to tata jest oprawcą, bo żyłam bardziej z mamą, byłam przywiązana. Dorastając już wiem, że to ona ze wszystkiego całe życie robiła problem każdemu. Pamiętam, kiedy w wieku 13 lat siedziałam w aucie zapłakana, a ona się na mnie dosłownie darła, bo zabrała mnie do okulisty i wyszło, że mam -0.5 xd krzyczała jak mogłam do tego doprowadzić, że to przez ten komputer. Potrafiła do mnie wydzwaniać do szkoły i pytać co dostałam ze sprawdzianu, i krzyczała na mnie przez telefon, że jak mogłam dostać tróję. Nie mogę tego zrozumieć, ona na pewno musiała mieć, musi mieć dalej problemy psychiczne, bo raz jest cudownym człowiekiem, który pomoże, da prezent, usłyszy, że coś lubisz i specjalnie pojedzie na drugi koniec miasta, żeby to kupić, ale przy najmniejszych komplikacjach robi takie afery, że to jest nie do pomyślenia. Mam siostrę i teraz jej się obrywa, ostatnio widziałam jak matka pod nosem przeklina i wykręca oczami, bo 15latka sobie rozcięła palec i szuka plastra w szufladzie. Czasem jak coś jej się dzieje wpada w histerię dlatego, że boi się awantury. W dzieciństwie dochodziło do awantur i matka dzwoniła po policję na tatę, pamiętam jak szłyśmy na spacer i tata pod blokiem stał bez butów i prosił ją, żeby mu oddała klucze. Kolejna sprawa, to że niby mają pieniądze, wydają na wszystko co chcą, ale mieszkanie jest tak obskurne, że wstyd mi tam było zapraszać znajomych. Oni po prostu wegetują, nie dbają o swoje otoczenie. W drzwiach są dalej zaklejone dziury po tym, jak doszło do jakiejś awantury i matka w nie kopnęła. Remont ostatni zrobili 20 lat temu. Najbardziej szkoda mi ojca, bo wyjeżdża za granicę, mieszka tam sam w kawalerce i wraca do Polski do baby, która nawet nie czeka na niego z obiadem, nie zapyta jak minęła droga, potrafi go traktować jak psa i wrzeszczeć na niego, że z jakiej racji przełączył jej serial, jak ona sobie wyszła na 40 minut z pokoju. Wiecie jak wygląda ich życie? Mają w mieszkaniu 3 pokoje, salon, pokój siostry i mój stary pokój. Ojciec często siedzi w kuchni na stołku jak jestem albo przychodzi do nas, bo ja po prostu widzę, że jest niechciany i sam nie chce z nią siedzieć. Czasem po awanturach wychodzi z domu, pytam się go gdzie był, a on, że spał w aucie. Mimo tego, że mam swoją rodzinę, nie mogę tego znieść i ten post jest dla mnie okropnie ciężki. Nie mogę pogodzić się z tym, że wracając do domu rodzinnego nie ma tam rodzinnej atmosfery i ciepła domowego, tylko jakiś cholerny dołek. Nienawidzę świąt, bo każdy wraca spędzać czas z bliskimi, a ja tam się tylko dołuję. Oni z roku na rok przestają ze sobą po prostu rozmawiać. Teraz opiszę wam historię, za którą też jest mi okropnie wstyd, ale trudno. W okresie świątecznym rodzice z siostrą pojechali do rodziny. Matka nie rusza alkoholu, ale wtedy mocno się upiła, uciekła z domu, zrobiła aferę i leżała gdzieś pod drzewem i nie dała się podnieść. Robiła aferę, nie chciała wracać do mieszkania, ubrania jej spadały i jeszcze w trakcie tego wszystkiego zaczęła rzucać tacie teksty, że już go nie chce. Nawet po tym nie przeprosiła, normalnie razem pojechali do rodziny a po tej całej sytuacji chodzi jeszcze z pretensjami i zachowuje się jakby to była jego wina. Probowałam z nią rozmawiać, ale ona powiedziała, że nie ma w ojcu pomocy, że jak on się zachowuje, że siedzi sam w pokoju zamknięty jak wraca, ale dlaczego? Wiem, ze tata chciałby mieć normalną rodzinę, dom pod miastem i dużo zwierząt, kocha psy, zawsze mi pomagał jak potrzebowałam, wszędzie mnie zawoził, zawsze rozmawiał ze mną normalnie jak coś zrobiłam nie tak. No nie mogę się z tym pogodzić i przez to zaczynam nienawidzić matki coraz bardziej i myślę, że nie czułabym nic gdyby nagle odeszła, jedynie żal, że była człowiekiem niszczącym wszystko wokół...1. Pierwszy blad rodzicow, gdy Ciebie wychowywali to było kupowanie Tobie wszystkiego i NIE odmawianie Tobie niczego
2. Awantury między rodzicami sa miedzy nimi, Ty jako dziecko moglas tylko gdybac kto jest winny. Nie wiesz co ojciec robil za granica, jako dzieciak nic nie rozumialas, wiec zostaw awantury miedzy rodzicami, a sie nie wtracaj
3. Okulista, a nie bylo przypadkiem tak,ze matka Ci pierdylion razy tlumaczyla"zeby nie siedziec za blisko TV lub za duzo czasu przed monitorem" nie sluchalas sie, az w koncu dorobilas sie problemow ze wzrokiem i matka w koncu w nerwach nie wytrzymala i sie wydarla? Jezeli tak bylo to matka miala racje ile razy mozna na spokojnie tlumaczyc, kazdy w końcu wybuchnie zloscia powtarzajac w kolko to samo bez skutku
4. No tak matka jest czasami cudownym czlowiekiem, bo daje Ci prezenty i w tym jest problem matka jest cudowna ,kiedy Ci cos da i robi jak Ty chcesz. Natomiast kiedy matka cos wymaga to matka(a przepraszam baba jak ja nazwalas) jest psychiczne chora
5" Wiem, ze tata chciałby mieć normalną rodzinę, dom pod miastem i dużo zwierząt, kocha psy, zawsze mi pomagał jak potrzebowałam, wszędzie mnie zawoził, zawsze rozmawiał ze mną normalnie jak coś zrobiłam nie tak. No nie mogę się z tym pogodzić i przez to zaczynam nienawidzić matki" no tak ojciec jest super, bo nic nie wymaga, siedzi za granica kto wie moze nawet kase wysle, podwiezie, gdzue trzeba nie robi awantur, nie drze sie,ze w domu nic nie robisz tylko siedzisz przed monitorem. Noooo zyc nie umierac. To moze wyprowadz sie do ojca za granice, albo wez ojca do siebie skoro Ci go tak szkoda, a jezeli mieszkasz z matka nadal to wlasnie jedz z ojcem za granice po co Ci mieszkac u baby jak mozesz mieszkac z cudownym tatusiem
Co za tępy, ignorancki komentarz. Usprawiedliwiasz agresję i rzucanie kur...ami do 12-13letniego dziecka, bo będzie nosić okulary?
a odpowiadając na twoje pytanie, to nie, nie było tak, że coś mi powtarzała a potem już doszło do wybuchu. A nawet jeśli, to wciąż była agresja i nie powinno się tego usprawiedliwiać.
Na resztę nie chce mi się nawet odpisywac, ale okej. Nikt tutaj nie ma problemu z tym, że ona wymaga. Mam problem z tym, że na każdą najmniejszą rzecz wyskakiwała na mnie odrazu z mordą. Uważasz, że dzwonienie do dziecka do szkoły a potem po informacji, że dostało tróję, krzyczenie w słuchawkę "jak kur....wa mogłaś dostać 3, przecież się uczyłaś, nie potrafisz?" i robienie mi wstydu, bo cała grupa koleżanek wokół słyszała tę patologię to normalna sprawa? Uważasz, że darcie się na kogoś, bo śmiał przełączyć ci kanał jest normalne? Uważasz, że robienie problemu dziecku bo rozcięło palec jest normalne?
Z tym, że nigdy mi niczego nie brakowało, to akurat nie chodziło mi tylko o kwestię finansów... A jakbyś potrafiła prawidłowo przeczytać, to napisałam wyraźnie, że mam swoją rodzinę i mieszkam daleko, a wracam do domu rodzinnego raz na jakiś czas.
To wszystko brzmi mocno nieciekawie. Żeby aż tak się przejmować rzeczami typu wspomniany wynik badania u okulisty albo skaleczeniem w palec. Nawet ja mimo iż mam z tym spory problem nie przejmuję się tak bardzo. Tak samo nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem jak można tak traktować osobę, która wyjeżdża za granicę specjalnie po to by utrzymywać rodzinę na nie najgorszym poziomie. Żeby we własnym mieszkaniu trzeba było się chować czy spać w samochodzie to jakiś absurd.
Julka czyżby ten wątek trafiał w jakiś twój czuły punkt?
zawsze jest możliwość, ale nie mieszkam w domu rodzinnym, tylko 300 km dalej. Tata ma na miejscu rodziców, którzy chorują, więc no musiałby "uciekać" do córki, żeby z nią nie siedzieć. Chore to wszystko.
A, rozumiem.
Biedny ten Twój tata, ale z drugiej strony jego domem jest tamto miejsce za granicą, a w Polsce jest gościem.
I nie zdziwiłabym się, jeśli od dawna ma tam jakąś kobietę. Skoro jest tam "od zawsze" (ile? 20? 30 lat?), to pewnie sobie tam życie jakoś ułożył.
Chyba nic zrobić nie możesz. Po prostu często do niego dzwoń, czasami się spotkajcie, dbaj o ten kontakt. Niech czuje, że jesteś po jego stronie.
Julia life in UK napisał/a:nalamills napisał/a:Hej, bardzo potrzebuję się wygadać. Byłam już parę razy u psychologa, planuję zapisać się na terapię. Mam 27 lat a coś, co działo się w dzieciństwie coraz bardziej mnie dołuje.
Mój tata pracował za granicą, na budowie, odkąd pamiętam. Przyjeżdżał do domu raz na miesiąc, dwa. Ja byłam w mieszkaniu z mamą. Niby na pokaz to była super rodzina, rodzice śmieszni, kontaktowi, otwarci, pomocni dla wszystkich. Mieliśmy dużo pieniędzy, rodzice mnie rozpieszczali, często spotykaliśmy się z przyjaciółmi rodziców i ich dziećmi, jeździliśmy gdzieś razem, niczego mi nie odmawiali. Ale za każdym też razem, kiedy tata przyjeżdżał do domu, były ogromne, patologiczne awantury. Nawet nie wiedziałam o co się tak kłócili, chyba o wszystko. Myślałam w wieku paru lat, że to tata jest oprawcą, bo żyłam bardziej z mamą, byłam przywiązana. Dorastając już wiem, że to ona ze wszystkiego całe życie robiła problem każdemu. Pamiętam, kiedy w wieku 13 lat siedziałam w aucie zapłakana, a ona się na mnie dosłownie darła, bo zabrała mnie do okulisty i wyszło, że mam -0.5 xd krzyczała jak mogłam do tego doprowadzić, że to przez ten komputer. Potrafiła do mnie wydzwaniać do szkoły i pytać co dostałam ze sprawdzianu, i krzyczała na mnie przez telefon, że jak mogłam dostać tróję. Nie mogę tego zrozumieć, ona na pewno musiała mieć, musi mieć dalej problemy psychiczne, bo raz jest cudownym człowiekiem, który pomoże, da prezent, usłyszy, że coś lubisz i specjalnie pojedzie na drugi koniec miasta, żeby to kupić, ale przy najmniejszych komplikacjach robi takie afery, że to jest nie do pomyślenia. Mam siostrę i teraz jej się obrywa, ostatnio widziałam jak matka pod nosem przeklina i wykręca oczami, bo 15latka sobie rozcięła palec i szuka plastra w szufladzie. Czasem jak coś jej się dzieje wpada w histerię dlatego, że boi się awantury. W dzieciństwie dochodziło do awantur i matka dzwoniła po policję na tatę, pamiętam jak szłyśmy na spacer i tata pod blokiem stał bez butów i prosił ją, żeby mu oddała klucze. Kolejna sprawa, to że niby mają pieniądze, wydają na wszystko co chcą, ale mieszkanie jest tak obskurne, że wstyd mi tam było zapraszać znajomych. Oni po prostu wegetują, nie dbają o swoje otoczenie. W drzwiach są dalej zaklejone dziury po tym, jak doszło do jakiejś awantury i matka w nie kopnęła. Remont ostatni zrobili 20 lat temu. Najbardziej szkoda mi ojca, bo wyjeżdża za granicę, mieszka tam sam w kawalerce i wraca do Polski do baby, która nawet nie czeka na niego z obiadem, nie zapyta jak minęła droga, potrafi go traktować jak psa i wrzeszczeć na niego, że z jakiej racji przełączył jej serial, jak ona sobie wyszła na 40 minut z pokoju. Wiecie jak wygląda ich życie? Mają w mieszkaniu 3 pokoje, salon, pokój siostry i mój stary pokój. Ojciec często siedzi w kuchni na stołku jak jestem albo przychodzi do nas, bo ja po prostu widzę, że jest niechciany i sam nie chce z nią siedzieć. Czasem po awanturach wychodzi z domu, pytam się go gdzie był, a on, że spał w aucie. Mimo tego, że mam swoją rodzinę, nie mogę tego znieść i ten post jest dla mnie okropnie ciężki. Nie mogę pogodzić się z tym, że wracając do domu rodzinnego nie ma tam rodzinnej atmosfery i ciepła domowego, tylko jakiś cholerny dołek. Nienawidzę świąt, bo każdy wraca spędzać czas z bliskimi, a ja tam się tylko dołuję. Oni z roku na rok przestają ze sobą po prostu rozmawiać. Teraz opiszę wam historię, za którą też jest mi okropnie wstyd, ale trudno. W okresie świątecznym rodzice z siostrą pojechali do rodziny. Matka nie rusza alkoholu, ale wtedy mocno się upiła, uciekła z domu, zrobiła aferę i leżała gdzieś pod drzewem i nie dała się podnieść. Robiła aferę, nie chciała wracać do mieszkania, ubrania jej spadały i jeszcze w trakcie tego wszystkiego zaczęła rzucać tacie teksty, że już go nie chce. Nawet po tym nie przeprosiła, normalnie razem pojechali do rodziny a po tej całej sytuacji chodzi jeszcze z pretensjami i zachowuje się jakby to była jego wina. Probowałam z nią rozmawiać, ale ona powiedziała, że nie ma w ojcu pomocy, że jak on się zachowuje, że siedzi sam w pokoju zamknięty jak wraca, ale dlaczego? Wiem, ze tata chciałby mieć normalną rodzinę, dom pod miastem i dużo zwierząt, kocha psy, zawsze mi pomagał jak potrzebowałam, wszędzie mnie zawoził, zawsze rozmawiał ze mną normalnie jak coś zrobiłam nie tak. No nie mogę się z tym pogodzić i przez to zaczynam nienawidzić matki coraz bardziej i myślę, że nie czułabym nic gdyby nagle odeszła, jedynie żal, że była człowiekiem niszczącym wszystko wokół...1. Pierwszy blad rodzicow, gdy Ciebie wychowywali to było kupowanie Tobie wszystkiego i NIE odmawianie Tobie niczego
2. Awantury między rodzicami sa miedzy nimi, Ty jako dziecko moglas tylko gdybac kto jest winny. Nie wiesz co ojciec robil za granica, jako dzieciak nic nie rozumialas, wiec zostaw awantury miedzy rodzicami, a sie nie wtracaj
3. Okulista, a nie bylo przypadkiem tak,ze matka Ci pierdylion razy tlumaczyla"zeby nie siedziec za blisko TV lub za duzo czasu przed monitorem" nie sluchalas sie, az w koncu dorobilas sie problemow ze wzrokiem i matka w koncu w nerwach nie wytrzymala i sie wydarla? Jezeli tak bylo to matka miala racje ile razy mozna na spokojnie tlumaczyc, kazdy w końcu wybuchnie zloscia powtarzajac w kolko to samo bez skutku
4. No tak matka jest czasami cudownym czlowiekiem, bo daje Ci prezenty i w tym jest problem matka jest cudowna ,kiedy Ci cos da i robi jak Ty chcesz. Natomiast kiedy matka cos wymaga to matka(a przepraszam baba jak ja nazwalas) jest psychiczne chora
5" Wiem, ze tata chciałby mieć normalną rodzinę, dom pod miastem i dużo zwierząt, kocha psy, zawsze mi pomagał jak potrzebowałam, wszędzie mnie zawoził, zawsze rozmawiał ze mną normalnie jak coś zrobiłam nie tak. No nie mogę się z tym pogodzić i przez to zaczynam nienawidzić matki" no tak ojciec jest super, bo nic nie wymaga, siedzi za granica kto wie moze nawet kase wysle, podwiezie, gdzue trzeba nie robi awantur, nie drze sie,ze w domu nic nie robisz tylko siedzisz przed monitorem. Noooo zyc nie umierac. To moze wyprowadz sie do ojca za granice, albo wez ojca do siebie skoro Ci go tak szkoda, a jezeli mieszkasz z matka nadal to wlasnie jedz z ojcem za granice po co Ci mieszkac u baby jak mozesz mieszkac z cudownym tatusiemCo za tępy, ignorancki komentarz. Usprawiedliwiasz agresję i rzucanie kur...ami do 12-13letniego dziecka, bo będzie nosić okulary?
a odpowiadając na twoje pytanie, to nie, nie było tak, że coś mi powtarzała a potem już doszło do wybuchu. A nawet jeśli, to wciąż była agresja i nie powinno się tego usprawiedliwiać.
Na resztę nie chce mi się nawet odpisywac, ale okej. Nikt tutaj nie ma problemu z tym, że ona wymaga. Mam problem z tym, że na każdą najmniejszą rzecz wyskakiwała na mnie odrazu z mordą. Uważasz, że dzwonienie do dziecka do szkoły a potem po informacji, że dostało tróję, krzyczenie w słuchawkę "jak kur....wa mogłaś dostać 3, przecież się uczyłaś, nie potrafisz?" i robienie mi wstydu, bo cała grupa koleżanek wokół słyszała tę patologię to normalna sprawa? Uważasz, że darcie się na kogoś, bo śmiał przełączyć ci kanał jest normalne? Uważasz, że robienie problemu dziecku bo rozcięło palec jest normalne?
Z tym, że nigdy mi niczego nie brakowało, to akurat nie chodziło mi tylko o kwestię finansów... A jakbyś potrafiła prawidłowo przeczytać, to napisałam wyraźnie, że mam swoją rodzinę i mieszkam daleko, a wracam do domu rodzinnego raz na jakiś czas.
No popatrz nawet na forum widać, że jesteś rozpieszczona. Kto wie z jakim ryjem bezczelnym Ty się do matki odzywalas ,kiedy ona Ciebie samotnie wychowywala (tak samotnie,bo tatuś był za granicą wolny) . Tak usprawiedliwiam, bo 13 letni rozwydrzony bachor,który się nie slucha, kiedy matka mu powtarza po 100 razy jedno to samo to nie jest to samo co darcie się na male kilkuletnie dziecko. Co prawda przyznaje Ci,że matka mogła sobie te "kur**" odpuscic, ale fakt, że się wydarla na Ciebie z nerwów to popieram. Przełączył kanal? A nie bylo Tak,że matka najpierw powiedziała "Ja teraz to oglądam"? TV jakby nie było jest matki, nie dzieci. Jeżeli ktoś przelaczyl kanal,kiedy matka mówi nie to logiczne, że reakcja matki była prawidkowa, a co miała powiedzieć "Tak proszę oglądajcie sobie co chcecie "
dobre sobie. O tym ,że nie mieszkasz z rodzicami to przeczytałam dopiero później
Nalamills
Tak się zastanawiam, czy często żyjesz wspomnieniami, bo że sytuacją z ojcem, to zrozumiałe. Czemu nie mogą się rozwieść?
nalamills napisał/a:Julia life in UK napisał/a:1. Pierwszy blad rodzicow, gdy Ciebie wychowywali to było kupowanie Tobie wszystkiego i NIE odmawianie Tobie niczego
2. Awantury między rodzicami sa miedzy nimi, Ty jako dziecko moglas tylko gdybac kto jest winny. Nie wiesz co ojciec robil za granica, jako dzieciak nic nie rozumialas, wiec zostaw awantury miedzy rodzicami, a sie nie wtracaj
3. Okulista, a nie bylo przypadkiem tak,ze matka Ci pierdylion razy tlumaczyla"zeby nie siedziec za blisko TV lub za duzo czasu przed monitorem" nie sluchalas sie, az w koncu dorobilas sie problemow ze wzrokiem i matka w koncu w nerwach nie wytrzymala i sie wydarla? Jezeli tak bylo to matka miala racje ile razy mozna na spokojnie tlumaczyc, kazdy w końcu wybuchnie zloscia powtarzajac w kolko to samo bez skutku
4. No tak matka jest czasami cudownym czlowiekiem, bo daje Ci prezenty i w tym jest problem matka jest cudowna ,kiedy Ci cos da i robi jak Ty chcesz. Natomiast kiedy matka cos wymaga to matka(a przepraszam baba jak ja nazwalas) jest psychiczne chora
5" Wiem, ze tata chciałby mieć normalną rodzinę, dom pod miastem i dużo zwierząt, kocha psy, zawsze mi pomagał jak potrzebowałam, wszędzie mnie zawoził, zawsze rozmawiał ze mną normalnie jak coś zrobiłam nie tak. No nie mogę się z tym pogodzić i przez to zaczynam nienawidzić matki" no tak ojciec jest super, bo nic nie wymaga, siedzi za granica kto wie moze nawet kase wysle, podwiezie, gdzue trzeba nie robi awantur, nie drze sie,ze w domu nic nie robisz tylko siedzisz przed monitorem. Noooo zyc nie umierac. To moze wyprowadz sie do ojca za granice, albo wez ojca do siebie skoro Ci go tak szkoda, a jezeli mieszkasz z matka nadal to wlasnie jedz z ojcem za granice po co Ci mieszkac u baby jak mozesz mieszkac z cudownym tatusiemCo za tępy, ignorancki komentarz. Usprawiedliwiasz agresję i rzucanie kur...ami do 12-13letniego dziecka, bo będzie nosić okulary?
a odpowiadając na twoje pytanie, to nie, nie było tak, że coś mi powtarzała a potem już doszło do wybuchu. A nawet jeśli, to wciąż była agresja i nie powinno się tego usprawiedliwiać.
Na resztę nie chce mi się nawet odpisywac, ale okej. Nikt tutaj nie ma problemu z tym, że ona wymaga. Mam problem z tym, że na każdą najmniejszą rzecz wyskakiwała na mnie odrazu z mordą. Uważasz, że dzwonienie do dziecka do szkoły a potem po informacji, że dostało tróję, krzyczenie w słuchawkę "jak kur....wa mogłaś dostać 3, przecież się uczyłaś, nie potrafisz?" i robienie mi wstydu, bo cała grupa koleżanek wokół słyszała tę patologię to normalna sprawa? Uważasz, że darcie się na kogoś, bo śmiał przełączyć ci kanał jest normalne? Uważasz, że robienie problemu dziecku bo rozcięło palec jest normalne?
Z tym, że nigdy mi niczego nie brakowało, to akurat nie chodziło mi tylko o kwestię finansów... A jakbyś potrafiła prawidłowo przeczytać, to napisałam wyraźnie, że mam swoją rodzinę i mieszkam daleko, a wracam do domu rodzinnego raz na jakiś czas.No popatrz nawet na forum widać, że jesteś rozpieszczona. Kto wie z jakim ryjem bezczelnym Ty się do matki odzywalas ,kiedy ona Ciebie samotnie wychowywala (tak samotnie,bo tatuś był za granicą wolny) . Tak usprawiedliwiam, bo 13 letni rozwydrzony bachor,który się nie slucha, kiedy matka mu powtarza po 100 razy jedno to samo to nie jest to samo co darcie się na male kilkuletnie dziecko. Co prawda przyznaje Ci,że matka mogła sobie te "kur**" odpuscic, ale fakt, że się wydarla na Ciebie z nerwów to popieram. Przełączył kanal? A nie bylo Tak,że matka najpierw powiedziała "Ja teraz to oglądam"? TV jakby nie było jest matki, nie dzieci. Jeżeli ktoś przelaczyl kanal,kiedy matka mówi nie to logiczne, że reakcja matki była prawidkowa, a co miała powiedzieć "Tak proszę oglądajcie sobie co chcecie "
dobre sobie. O tym ,że nie mieszkasz z rodzicami to przeczytałam dopiero później
Coś się tak odpaliła na autorke, sama stosujesz takie metody na swojego rozwydrzonego bachora?
Julia life in UK napisał/a:nalamills napisał/a:Co za tępy, ignorancki komentarz. Usprawiedliwiasz agresję i rzucanie kur...ami do 12-13letniego dziecka, bo będzie nosić okulary?
a odpowiadając na twoje pytanie, to nie, nie było tak, że coś mi powtarzała a potem już doszło do wybuchu. A nawet jeśli, to wciąż była agresja i nie powinno się tego usprawiedliwiać.
Na resztę nie chce mi się nawet odpisywac, ale okej. Nikt tutaj nie ma problemu z tym, że ona wymaga. Mam problem z tym, że na każdą najmniejszą rzecz wyskakiwała na mnie odrazu z mordą. Uważasz, że dzwonienie do dziecka do szkoły a potem po informacji, że dostało tróję, krzyczenie w słuchawkę "jak kur....wa mogłaś dostać 3, przecież się uczyłaś, nie potrafisz?" i robienie mi wstydu, bo cała grupa koleżanek wokół słyszała tę patologię to normalna sprawa? Uważasz, że darcie się na kogoś, bo śmiał przełączyć ci kanał jest normalne? Uważasz, że robienie problemu dziecku bo rozcięło palec jest normalne?
Z tym, że nigdy mi niczego nie brakowało, to akurat nie chodziło mi tylko o kwestię finansów... A jakbyś potrafiła prawidłowo przeczytać, to napisałam wyraźnie, że mam swoją rodzinę i mieszkam daleko, a wracam do domu rodzinnego raz na jakiś czas.No popatrz nawet na forum widać, że jesteś rozpieszczona. Kto wie z jakim ryjem bezczelnym Ty się do matki odzywalas ,kiedy ona Ciebie samotnie wychowywala (tak samotnie,bo tatuś był za granicą wolny) . Tak usprawiedliwiam, bo 13 letni rozwydrzony bachor,który się nie slucha, kiedy matka mu powtarza po 100 razy jedno to samo to nie jest to samo co darcie się na male kilkuletnie dziecko. Co prawda przyznaje Ci,że matka mogła sobie te "kur**" odpuscic, ale fakt, że się wydarla na Ciebie z nerwów to popieram. Przełączył kanal? A nie bylo Tak,że matka najpierw powiedziała "Ja teraz to oglądam"? TV jakby nie było jest matki, nie dzieci. Jeżeli ktoś przelaczyl kanal,kiedy matka mówi nie to logiczne, że reakcja matki była prawidkowa, a co miała powiedzieć "Tak proszę oglądajcie sobie co chcecie "
dobre sobie. O tym ,że nie mieszkasz z rodzicami to przeczytałam dopiero później
Coś się tak odpaliła na autorke, sama stosujesz takie metody na swojego rozwydrzonego bachora?
Nie ja nie, bo nie musze. Poczytaj najpierw jej post. Odpisalam jej NIE po jej myśli,bo zapewne oczekiwała, że wszyscy będą po jej stronie. A ja wiem jak życie wygląda. Sama widzę jak zachowują się dzisiejsze nastolatki i ,ze nawet swietych by doprowadzili do szalu a co dopiero zwyklych ludzi dlatego m in napisalam, ze moglo byc tak, ze matka jej najpierw po sto razy tlumaczyla, a dopiero na koncu sie wydarla. To,ze jej sie to nie podoba to juz jest jej problem
Twój ojciec to dorosły człowiek, mógł i może odejść od matki. To jego życie i decyzje. Jesli on całe życie siedzi i zarabia na zachodzie a żyją jak biedota, to może jest coś o czym nie wiesz. Gdzieś te pieniądze znikają.
Ojciec jest tak samo odpowiedzialny za dzieci jak matka, więc jakby był taki swietny to mógłby zabrać przynajmniej twoją siostrę stamtąd i się wynieść. Z jednym dzieckiem łatwiej. Nie zrobił tego tyle lat, tylko fru do Niemiec a dzieci niech z przemocowa wariatka siedzą. Typowo po chłopsku, on przecież pracuje, kasę wysyła, starczy, wychowywać nie musi. Przestań usprawiedliwiać to, że oboje rodzice się wypięli na zapewnienie ci normalnego dzieciństwa.
Tobie już matka zrujnowała dzieciństwo a teraz siostra się już widocznie nerwicy nabawiła. Najlepiej by chyba było jakby się wyniosła do dalszej rodziny do 18stki albo do ciebie jak się da.
Twoja matka ma chyba jakieś zaburzenia psychiczne i na bank jest przemocowa. Pierwsze co, to co to bym się kategorycznie odcięła od furiatki. Tylko to pomoże. No i poszła na terapię, bo widać, że masz traume.
Halina3.1 napisał/a:Julia life in UK napisał/a:No popatrz nawet na forum widać, że jesteś rozpieszczona. Kto wie z jakim ryjem bezczelnym Ty się do matki odzywalas ,kiedy ona Ciebie samotnie wychowywala (tak samotnie,bo tatuś był za granicą wolny) . Tak usprawiedliwiam, bo 13 letni rozwydrzony bachor,który się nie slucha, kiedy matka mu powtarza po 100 razy jedno to samo to nie jest to samo co darcie się na male kilkuletnie dziecko. Co prawda przyznaje Ci,że matka mogła sobie te "kur**" odpuscic, ale fakt, że się wydarla na Ciebie z nerwów to popieram. Przełączył kanal? A nie bylo Tak,że matka najpierw powiedziała "Ja teraz to oglądam"? TV jakby nie było jest matki, nie dzieci. Jeżeli ktoś przelaczyl kanal,kiedy matka mówi nie to logiczne, że reakcja matki była prawidkowa, a co miała powiedzieć "Tak proszę oglądajcie sobie co chcecie "
dobre sobie. O tym ,że nie mieszkasz z rodzicami to przeczytałam dopiero później
Coś się tak odpaliła na autorke, sama stosujesz takie metody na swojego rozwydrzonego bachora?
Nie ja nie, bo nie musze. Poczytaj najpierw jej post. Odpisalam jej NIE po jej myśli,bo zapewne oczekiwała, że wszyscy będą po jej stronie. A ja wiem jak życie wygląda. Sama widzę jak zachowują się dzisiejsze nastolatki i ,ze nawet swietych by doprowadzili do szalu a co dopiero zwyklych ludzi dlatego m in napisalam, ze moglo byc tak, ze matka jej najpierw po sto razy tlumaczyla, a dopiero na koncu sie wydarla. To,ze jej sie to nie podoba to juz jest jej problem
Nie, ty przeczytaj najpierw jej posty i czytaj aż do skutku, może z czasem dojdzie do ciebie o co tu chodzi. Rodzic jest odpowiedzialny za wychowywanie swojego dziecka. Jak się twoje dziecko nie potrafi zachowywać, to twoim psim obowiązkiem jest dowiedzieć się dlaczego i co się z dzieckiem dzieje. A nie drzeć na nie mordę jak ostatni patus nakręcając przemocowe zachowania. To co opisała autorka, to przemoc ze strony matki.
14 2025-02-19 19:39:34 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-02-19 19:42:01)
Julia life in UK napisał/a:Halina3.1 napisał/a:Coś się tak odpaliła na autorke, sama stosujesz takie metody na swojego rozwydrzonego bachora?
Nie ja nie, bo nie musze. Poczytaj najpierw jej post. Odpisalam jej NIE po jej myśli,bo zapewne oczekiwała, że wszyscy będą po jej stronie. A ja wiem jak życie wygląda. Sama widzę jak zachowują się dzisiejsze nastolatki i ,ze nawet swietych by doprowadzili do szalu a co dopiero zwyklych ludzi dlatego m in napisalam, ze moglo byc tak, ze matka jej najpierw po sto razy tlumaczyla, a dopiero na koncu sie wydarla. To,ze jej sie to nie podoba to juz jest jej problem
Nie, ty przeczytaj najpierw jej posty i czytaj aż do skutku, może z czasem dojdzie do ciebie o co tu chodzi. Rodzic jest odpowiedzialny za wychowywanie swojego dziecka. Jak się twoje dziecko nie potrafi zachowywać, to twoim psim obowiązkiem jest dowiedzieć się dlaczego i co się z dzieckiem dzieje. A nie drzeć na nie mordę jak ostatni patus nakręcając przemocowe zachowania. To co opisała autorka, to przemoc ze strony matki.
Nie chce mnie sie z Toba klocic. Napisze tylko,ze tak popieram Twoje zdanie,ze jezeli z dzieckiem dzieje sie cos zlego to obowiązkiem rodzica jest go wesprzec. Jednak tutaj sytuacja mogla byc po prostu bardzo prosta a mianowicie matka powtrzalala autorce po sto razy "dziecko nie siedz tyle przed komputerem, nie siedz za blisko telewizora" były krzyki, awantury,zeby sie odsunela dalej a aurorka przez miesiace, lata robila swoje w koncu wyszla jej wada wzroku a matka w nerwach nie wytrzymala i sie wydarla. Jeżeli tak bylo to popieram matke. Ja tez krzycze na corke(z ta roznica, ze jej nie wyzywam) kiedy najpierw na spokojnie po kilka razy tkumacze, a efektów zero to sie w koncu wydre i wcale sie tego nie wstydze
Halina3.1 napisał/a:Julia life in UK napisał/a:Nie ja nie, bo nie musze. Poczytaj najpierw jej post. Odpisalam jej NIE po jej myśli,bo zapewne oczekiwała, że wszyscy będą po jej stronie. A ja wiem jak życie wygląda. Sama widzę jak zachowują się dzisiejsze nastolatki i ,ze nawet swietych by doprowadzili do szalu a co dopiero zwyklych ludzi dlatego m in napisalam, ze moglo byc tak, ze matka jej najpierw po sto razy tlumaczyla, a dopiero na koncu sie wydarla. To,ze jej sie to nie podoba to juz jest jej problem
Nie, ty przeczytaj najpierw jej posty i czytaj aż do skutku, może z czasem dojdzie do ciebie o co tu chodzi. Rodzic jest odpowiedzialny za wychowywanie swojego dziecka. Jak się twoje dziecko nie potrafi zachowywać, to twoim psim obowiązkiem jest dowiedzieć się dlaczego i co się z dzieckiem dzieje. A nie drzeć na nie mordę jak ostatni patus nakręcając przemocowe zachowania. To co opisała autorka, to przemoc ze strony matki.
Nie chce mnie sie z Toba klocic. Napisze tylko,ze tak popieram Twoje zdanie,ze jezeli z dzieckiem dzieje sie cos zlego to obowiązkiem rodzica jest go wesprzec. Jednak tutaj sytuacja mogla byc po prostu bardzo prosta a mianowicie matka powtrzalala autorce po sto razy "dziecko nie siedz tyle przed komputerem, nie siedz za blisko telewizora" były krzyki, awantury,zeby sie odsunela dalej a aurorka przez miesiace, lata robila swoje w koncu wyszla jej wada wzroku a matka w nerwach nie wytrzymala i sie wydarla. Jeżeli tak bylo to popieram matke. Ja tez krzycze na corke(z ta roznica, ze jej nie wyzywam) kiedy najpierw na spokojnie po kilka razy tkumacze, a efektów zero to sie w koncu wydre i wcale sie tego nie wstydze
Czyli stosujesz ten sam mechanizm co matka autorki.
16 2025-02-19 19:59:50 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-02-19 20:01:23)
Julia life in UK napisał/a:Halina3.1 napisał/a:Nie, ty przeczytaj najpierw jej posty i czytaj aż do skutku, może z czasem dojdzie do ciebie o co tu chodzi. Rodzic jest odpowiedzialny za wychowywanie swojego dziecka. Jak się twoje dziecko nie potrafi zachowywać, to twoim psim obowiązkiem jest dowiedzieć się dlaczego i co się z dzieckiem dzieje. A nie drzeć na nie mordę jak ostatni patus nakręcając przemocowe zachowania. To co opisała autorka, to przemoc ze strony matki.
Nie chce mnie sie z Toba klocic. Napisze tylko,ze tak popieram Twoje zdanie,ze jezeli z dzieckiem dzieje sie cos zlego to obowiązkiem rodzica jest go wesprzec. Jednak tutaj sytuacja mogla byc po prostu bardzo prosta a mianowicie matka powtrzalala autorce po sto razy "dziecko nie siedz tyle przed komputerem, nie siedz za blisko telewizora" były krzyki, awantury,zeby sie odsunela dalej a aurorka przez miesiace, lata robila swoje w koncu wyszla jej wada wzroku a matka w nerwach nie wytrzymala i sie wydarla. Jeżeli tak bylo to popieram matke. Ja tez krzycze na corke(z ta roznica, ze jej nie wyzywam) kiedy najpierw na spokojnie po kilka razy tkumacze, a efektów zero to sie w koncu wydre i wcale sie tego nie wstydze
Czyli stosujesz ten sam mechanizm co matka autorki.
Wiesz jak dlugo zyje na swiecie jeszcze nie spotkalam rodzica, ktory by nigdy w zyciu nie krzyknal na dziecko. O sytuacja w sklepie stoje w kolejce do kasy, przede mna matka Angielka z dwojka dzieci jedno w wozku drugie moze z 5 lat matka najpierw tlumaczyla starszemu dziecku bardzo spokojnym glosem "Proszę nie biegaj po sklepie, kochanie nie sciagaj rzeczy z regalu, nie dziecko tego nie kupimy " a dzieciak sobie biegal po calym sklepie w koncu widze matka nie wytrzymala i w nerwach krzyknala po angielsku "chodz tu bachorze". I tutaj bylo male dziecko a co dopiero nastolatka w wieku buntowniczym. Wiesz ja uwazam ze najpierw trzeba kilka razy na spokojnie wytlumaczyc i ja to popieram tylko wlasnie ile razy mozna na spokojnie tlumaczyc? Niektorzy powiedza "aż do skutku" no własnie, ale kiedy będzie ten skutek? A co jak wogole nie bedzie skutku albo będzie dopiero za 10 lat, wtedy co dzieciak matce na głowę wchodzi robi sobie co chce,a matka nawet nie krzyknie, bo trzeba na spokojnie aż do skutku tlumaczyc.? No nie. Tego spokojnego tłumaczenia też jest granica. I żeby nie było przemocy fizycznej nie popieram, i jezeli matka autorki taka stosowala to stane po stronie autorki ,ale nie widzę nic złego w krzyczeniu jezeli spokojne tłumaczenie nie pomaga albo stosowania metody nagrod i kar co jest moim zdaniem najlepsza metoda wychowawcza
Hej, bardzo potrzebuję się wygadać. Byłam już parę razy u psychologa, planuję zapisać się na terapię. Mam 27 lat a coś, co działo się w dzieciństwie coraz bardziej mnie dołuje.
(.....)
Nie planuj, tylko czym prędzej rozpocznij terapię, bo wygląda na to, że jest coraz gorzej. Dzieciństwo jest niezwykle ważnym okresem w życiu, który kształtuje naszą tożsamość i wpływa na nasze poczucie własnej wartości i pewność siebie, a chyba właśnie zaczynasz mieć z tym problem.
18 2025-02-19 20:59:16 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-02-19 21:01:38)
Nie słuchaj prowokacji trolla Julia jakas tam.
Matka jest niezrównoważona, ale ojciec też
nieodpowiedzialny.
Ratujcie siebie, odetnijcie się od rodziców, przejdźcie terapię
Siostra za 3 lata może iść na studia też daleko od nich
Nie słuchaj prowokacji trolla Julia jakas tam.
Matka jest niezrównoważona, ale ojciec też
nieodpowiedzialny.
Ratujcie siebie, odetnijcie się od rodziców, przejdźcie terapię
Siostra za 3 lata może iść na studia też daleko od nich
A gdzie tu widzisz prowokacje? Napisanie "ze moglo byc tak,ze matka autorce wiele razy coś tłumaczyla beż skutku aż w końcu się wydarla " uznajesz za prowokacje? He he będę się śmiała jak ten temat sie okaże prowokacja ![]()
Halina3.1 napisał/a:Julia life in UK napisał/a:Nie chce mnie sie z Toba klocic. Napisze tylko,ze tak popieram Twoje zdanie,ze jezeli z dzieckiem dzieje sie cos zlego to obowiązkiem rodzica jest go wesprzec. Jednak tutaj sytuacja mogla byc po prostu bardzo prosta a mianowicie matka powtrzalala autorce po sto razy "dziecko nie siedz tyle przed komputerem, nie siedz za blisko telewizora" były krzyki, awantury,zeby sie odsunela dalej a aurorka przez miesiace, lata robila swoje w koncu wyszla jej wada wzroku a matka w nerwach nie wytrzymala i sie wydarla. Jeżeli tak bylo to popieram matke. Ja tez krzycze na corke(z ta roznica, ze jej nie wyzywam) kiedy najpierw na spokojnie po kilka razy tkumacze, a efektów zero to sie w koncu wydre i wcale sie tego nie wstydze
Czyli stosujesz ten sam mechanizm co matka autorki.
Wiesz jak dlugo zyje na swiecie jeszcze nie spotkalam rodzica, ktory by nigdy w zyciu nie krzyknal na dziecko. O sytuacja w sklepie stoje w kolejce do kasy, przede mna matka Angielka z dwojka dzieci jedno w wozku drugie moze z 5 lat matka najpierw tlumaczyla starszemu dziecku bardzo spokojnym glosem "Proszę nie biegaj po sklepie, kochanie nie sciagaj rzeczy z regalu, nie dziecko tego nie kupimy " a dzieciak sobie biegal po calym sklepie w koncu widze matka nie wytrzymala i w nerwach krzyknala po angielsku "chodz tu bachorze". I tutaj bylo male dziecko a co dopiero nastolatka w wieku buntowniczym. Wiesz ja uwazam ze najpierw trzeba kilka razy na spokojnie wytlumaczyc i ja to popieram tylko wlasnie ile razy mozna na spokojnie tlumaczyc? Niektorzy powiedza "aż do skutku" no własnie, ale kiedy będzie ten skutek? A co jak wogole nie bedzie skutku albo będzie dopiero za 10 lat, wtedy co dzieciak matce na głowę wchodzi robi sobie co chce,a matka nawet nie krzyknie, bo trzeba na spokojnie aż do skutku tlumaczyc.? No nie. Tego spokojnego tłumaczenia też jest granica. I żeby nie było przemocy fizycznej nie popieram, i jezeli matka autorki taka stosowala to stane po stronie autorki ,ale nie widzę nic złego w krzyczeniu jezeli spokojne tłumaczenie nie pomaga albo stosowania metody nagrod i kar co jest moim zdaniem najlepsza metoda wychowawcza
Ty nie znasz takich ludzi i to widac w twoim zachowaniu, gdzie krzyki to norma wiec je usprawiedliwiasz. Ja znam, choćby w moim domu. Nikt na nikogo nie wrzeszczał bo nie musiał żeby był posłuch. Po prostu kwestia stawiania granic. To samo moi dziadkowie, w domach moich normalnych koleżanek i kolegów z dzieciństwa też nie słyszałam żeby rodzice się wydzierali na nich czy na siebie. W tych domach gdzie była przemoc słowna było zawsze coś nie tak z dzieciakami. Bo dziecko wobec którego stosuje się przemoc zawsze będzie miało traumy i jakoś bedzie to próbowało rozładować. A przytaczanie anegdot z zachowaniem brytyjskich rodziców tylko to potwierdza, tam w co drugim domu patologia.
Moim zdaniem krzykami tylko robi się z siebie wariata, zarówno dzieci Cię tak będą odbierać jak i dorośli. Może niektóre dzieci zamilkną, bo się faktycznie przestraszą ale z czasem będą tracić do ciebie szacunek jako rodzica. A z czasem go zupełnie stracą, tak jak autorka która jako dorosła zdała sobie sprawę, że jej matka jest przemocowa.
Ty zresztą masz chyba problem ze zrozumieniem tekstu, wyraźnie jest napisane, jak matka do niej dzwoniła w szkole i się wydzierała przez telefon, bo autorka dostała nie taką ocenę jaką by ona chciała. Albo krzyki, bo się córka skaleczyła w palec. Nic nie usprawiedliwia darcia mordy na dziecko, bo ma marginalną wadę wzroku. Komputer sromputer, wady wzroku sa też genetyczne. To jest chore i taki człowiek powinien się leczyć jak nie potrafi nad soba panować.
No tak rodziny się nie wybiera wspolczuje ale nie wiem co ci doradzic miałaś ciężkie dzieciństwo kazdy prawię ma jakis problem ale życzę rozwiązania problemu
Julia life in UK napisał/a:Halina3.1 napisał/a:Czyli stosujesz ten sam mechanizm co matka autorki.
Wiesz jak dlugo zyje na swiecie jeszcze nie spotkalam rodzica, ktory by nigdy w zyciu nie krzyknal na dziecko. O sytuacja w sklepie stoje w kolejce do kasy, przede mna matka Angielka z dwojka dzieci jedno w wozku drugie moze z 5 lat matka najpierw tlumaczyla starszemu dziecku bardzo spokojnym glosem "Proszę nie biegaj po sklepie, kochanie nie sciagaj rzeczy z regalu, nie dziecko tego nie kupimy " a dzieciak sobie biegal po calym sklepie w koncu widze matka nie wytrzymala i w nerwach krzyknala po angielsku "chodz tu bachorze". I tutaj bylo male dziecko a co dopiero nastolatka w wieku buntowniczym. Wiesz ja uwazam ze najpierw trzeba kilka razy na spokojnie wytlumaczyc i ja to popieram tylko wlasnie ile razy mozna na spokojnie tlumaczyc? Niektorzy powiedza "aż do skutku" no własnie, ale kiedy będzie ten skutek? A co jak wogole nie bedzie skutku albo będzie dopiero za 10 lat, wtedy co dzieciak matce na głowę wchodzi robi sobie co chce,a matka nawet nie krzyknie, bo trzeba na spokojnie aż do skutku tlumaczyc.? No nie. Tego spokojnego tłumaczenia też jest granica. I żeby nie było przemocy fizycznej nie popieram, i jezeli matka autorki taka stosowala to stane po stronie autorki ,ale nie widzę nic złego w krzyczeniu jezeli spokojne tłumaczenie nie pomaga albo stosowania metody nagrod i kar co jest moim zdaniem najlepsza metoda wychowawcza
Ty nie znasz takich ludzi i to widac w twoim zachowaniu, gdzie krzyki to norma wiec je usprawiedliwiasz. Ja znam, choćby w moim domu. Nikt na nikogo nie wrzeszczał bo nie musiał żeby był posłuch. Po prostu kwestia stawiania granic. To samo moi dziadkowie, w domach moich normalnych koleżanek i kolegów z dzieciństwa też nie słyszałam żeby rodzice się wydzierali na nich czy na siebie. W tych domach gdzie była przemoc słowna było zawsze coś nie tak z dzieciakami. Bo dziecko wobec którego stosuje się przemoc zawsze będzie miało traumy i jakoś bedzie to próbowało rozładować. A przytaczanie anegdot z zachowaniem brytyjskich rodziców tylko to potwierdza, tam w co drugim domu patologia.
Moim zdaniem krzykami tylko robi się z siebie wariata, zarówno dzieci Cię tak będą odbierać jak i dorośli. Może niektóre dzieci zamilkną, bo się faktycznie przestraszą ale z czasem będą tracić do ciebie szacunek jako rodzica. A z czasem go zupełnie stracą, tak jak autorka która jako dorosła zdała sobie sprawę, że jej matka jest przemocowa.
Ty zresztą masz chyba problem ze zrozumieniem tekstu, wyraźnie jest napisane, jak matka do niej dzwoniła w szkole i się wydzierała przez telefon, bo autorka dostała nie taką ocenę jaką by ona chciała. Albo krzyki, bo się córka skaleczyła w palec. Nic nie usprawiedliwia darcia mordy na dziecko, bo ma marginalną wadę wzroku. Komputer sromputer, wady wzroku sa też genetyczne. To jest chore i taki człowiek powinien się leczyć jak nie potrafi nad soba panować.
No tak masz tez dużo racji, z tą ocena w szkole akurat autorka miała racje tym bardziej, że nie jest to zła ocena. Ja natomiast wiem,że każdy nawet matka ma granice cierpliwości i tak nie znam żadnej matki,która od dnia porodu aż do pelnoletnosci dziecka nigdy na nie nie krzyknela w nerwach choćby raz w zyciu niezależnie od tego czy jest to matka pracujaca, niepracujaca, biedna, bogata,patologia czy z porzadego domu. Nie znam ani jednego takiego przypadku na świecie.
Tylko teraz mam pytanie co zrobić w przypadku, gdy matka już 30 raz na spokojnie tlumaczy dziecku o np "nie siedz tyle czasu przed monitorem lub przy telefonie,bo zepsujesz sobie wzrok" a dziecko nastoletnie nie slucha, nic sobie z tym nie robi, ba nawet jest opryskliwe i chamskie ?
A wytlumaczyc po raz 31 raz znowu na spokojnie
B. Wydrzeć się w nerwach
C. Zabrac telefon i dawac na max 2 godziny dziennie lub tylko do szkoly l/odłączyć komputet a najlepiej go sprzedać
D. Olać sytuację
Co byś wybrala, bo ja najpierw A, później B, a gdyby nie pomogło to C
Halina3.1 napisał/a:Julia life in UK napisał/a:Wiesz jak dlugo zyje na swiecie jeszcze nie spotkalam rodzica, ktory by nigdy w zyciu nie krzyknal na dziecko. O sytuacja w sklepie stoje w kolejce do kasy, przede mna matka Angielka z dwojka dzieci jedno w wozku drugie moze z 5 lat matka najpierw tlumaczyla starszemu dziecku bardzo spokojnym glosem "Proszę nie biegaj po sklepie, kochanie nie sciagaj rzeczy z regalu, nie dziecko tego nie kupimy " a dzieciak sobie biegal po calym sklepie w koncu widze matka nie wytrzymala i w nerwach krzyknala po angielsku "chodz tu bachorze". I tutaj bylo male dziecko a co dopiero nastolatka w wieku buntowniczym. Wiesz ja uwazam ze najpierw trzeba kilka razy na spokojnie wytlumaczyc i ja to popieram tylko wlasnie ile razy mozna na spokojnie tlumaczyc? Niektorzy powiedza "aż do skutku" no własnie, ale kiedy będzie ten skutek? A co jak wogole nie bedzie skutku albo będzie dopiero za 10 lat, wtedy co dzieciak matce na głowę wchodzi robi sobie co chce,a matka nawet nie krzyknie, bo trzeba na spokojnie aż do skutku tlumaczyc.? No nie. Tego spokojnego tłumaczenia też jest granica. I żeby nie było przemocy fizycznej nie popieram, i jezeli matka autorki taka stosowala to stane po stronie autorki ,ale nie widzę nic złego w krzyczeniu jezeli spokojne tłumaczenie nie pomaga albo stosowania metody nagrod i kar co jest moim zdaniem najlepsza metoda wychowawcza
Ty nie znasz takich ludzi i to widac w twoim zachowaniu, gdzie krzyki to norma wiec je usprawiedliwiasz. Ja znam, choćby w moim domu. Nikt na nikogo nie wrzeszczał bo nie musiał żeby był posłuch. Po prostu kwestia stawiania granic. To samo moi dziadkowie, w domach moich normalnych koleżanek i kolegów z dzieciństwa też nie słyszałam żeby rodzice się wydzierali na nich czy na siebie. W tych domach gdzie była przemoc słowna było zawsze coś nie tak z dzieciakami. Bo dziecko wobec którego stosuje się przemoc zawsze będzie miało traumy i jakoś bedzie to próbowało rozładować. A przytaczanie anegdot z zachowaniem brytyjskich rodziców tylko to potwierdza, tam w co drugim domu patologia.
Moim zdaniem krzykami tylko robi się z siebie wariata, zarówno dzieci Cię tak będą odbierać jak i dorośli. Może niektóre dzieci zamilkną, bo się faktycznie przestraszą ale z czasem będą tracić do ciebie szacunek jako rodzica. A z czasem go zupełnie stracą, tak jak autorka która jako dorosła zdała sobie sprawę, że jej matka jest przemocowa.
Ty zresztą masz chyba problem ze zrozumieniem tekstu, wyraźnie jest napisane, jak matka do niej dzwoniła w szkole i się wydzierała przez telefon, bo autorka dostała nie taką ocenę jaką by ona chciała. Albo krzyki, bo się córka skaleczyła w palec. Nic nie usprawiedliwia darcia mordy na dziecko, bo ma marginalną wadę wzroku. Komputer sromputer, wady wzroku sa też genetyczne. To jest chore i taki człowiek powinien się leczyć jak nie potrafi nad soba panować.No tak masz tez dużo racji, z tą ocena w szkole akurat autorka miała racje tym bardziej, że nie jest to zła ocena. Ja natomiast wiem,że każdy nawet matka ma granice cierpliwości i tak nie znam żadnej matki,która od dnia porodu aż do pelnoletnosci dziecka nigdy na nie nie krzyknela w nerwach choćby raz w zyciu niezależnie od tego czy jest to matka pracujaca, niepracujaca, biedna, bogata,patologia czy z porzadego domu. Nie znam ani jednego takiego przypadku na świecie.
Tylko teraz mam pytanie co zrobić w przypadku, gdy matka już 30 raz na spokojnie tlumaczy dziecku o np "nie siedz tyle czasu przed monitorem lub przy telefonie,bo zepsujesz sobie wzrok" a dziecko nastoletnie nie slucha, nic sobie z tym nie robi, ba nawet jest opryskliwe i chamskie ?
A wytlumaczyc po raz 31 raz znowu na spokojnie
B. Wydrzeć się w nerwach
C. Zabrac telefon i dawac na max 2 godziny dziennie lub tylko do szkoly l/odłączyć komputet a najlepiej go sprzedać
D. Olać sytuację
Co byś wybrala, bo ja najpierw A, później B, a gdyby nie pomogło to C
Ale to zupełnie nie ma związku z tematem, wątek nie jest o tym czy matka nie wydarła sie nigdy w życiu na dziecko czy nie, bo autorka wyraźnie napisała, że u niej to darcie się było non stop. A jak ojciec wracał to były pato awantury. Także gdybanie o to czy wytłumaczyć po raz 31 czy nie nie ma tutaj sensu, skoro autorce widocznie matka nic nie tłumaczyła tylko wszystko rozwiązywała darciem się.
Julia life in UK napisał/a:Halina3.1 napisał/a:Ty nie znasz takich ludzi i to widac w twoim zachowaniu, gdzie krzyki to norma wiec je usprawiedliwiasz. Ja znam, choćby w moim domu. Nikt na nikogo nie wrzeszczał bo nie musiał żeby był posłuch. Po prostu kwestia stawiania granic. To samo moi dziadkowie, w domach moich normalnych koleżanek i kolegów z dzieciństwa też nie słyszałam żeby rodzice się wydzierali na nich czy na siebie. W tych domach gdzie była przemoc słowna było zawsze coś nie tak z dzieciakami. Bo dziecko wobec którego stosuje się przemoc zawsze będzie miało traumy i jakoś bedzie to próbowało rozładować. A przytaczanie anegdot z zachowaniem brytyjskich rodziców tylko to potwierdza, tam w co drugim domu patologia.
Moim zdaniem krzykami tylko robi się z siebie wariata, zarówno dzieci Cię tak będą odbierać jak i dorośli. Może niektóre dzieci zamilkną, bo się faktycznie przestraszą ale z czasem będą tracić do ciebie szacunek jako rodzica. A z czasem go zupełnie stracą, tak jak autorka która jako dorosła zdała sobie sprawę, że jej matka jest przemocowa.
Ty zresztą masz chyba problem ze zrozumieniem tekstu, wyraźnie jest napisane, jak matka do niej dzwoniła w szkole i się wydzierała przez telefon, bo autorka dostała nie taką ocenę jaką by ona chciała. Albo krzyki, bo się córka skaleczyła w palec. Nic nie usprawiedliwia darcia mordy na dziecko, bo ma marginalną wadę wzroku. Komputer sromputer, wady wzroku sa też genetyczne. To jest chore i taki człowiek powinien się leczyć jak nie potrafi nad soba panować.No tak masz tez dużo racji, z tą ocena w szkole akurat autorka miała racje tym bardziej, że nie jest to zła ocena. Ja natomiast wiem,że każdy nawet matka ma granice cierpliwości i tak nie znam żadnej matki,która od dnia porodu aż do pelnoletnosci dziecka nigdy na nie nie krzyknela w nerwach choćby raz w zyciu niezależnie od tego czy jest to matka pracujaca, niepracujaca, biedna, bogata,patologia czy z porzadego domu. Nie znam ani jednego takiego przypadku na świecie.
Tylko teraz mam pytanie co zrobić w przypadku, gdy matka już 30 raz na spokojnie tlumaczy dziecku o np "nie siedz tyle czasu przed monitorem lub przy telefonie,bo zepsujesz sobie wzrok" a dziecko nastoletnie nie slucha, nic sobie z tym nie robi, ba nawet jest opryskliwe i chamskie ?
A wytlumaczyc po raz 31 raz znowu na spokojnie
B. Wydrzeć się w nerwach
C. Zabrac telefon i dawac na max 2 godziny dziennie lub tylko do szkoly l/odłączyć komputet a najlepiej go sprzedać
D. Olać sytuację
Co byś wybrala, bo ja najpierw A, później B, a gdyby nie pomogło to CAle to zupełnie nie ma związku z tematem, wątek nie jest o tym czy matka nie wydarła sie nigdy w życiu na dziecko czy nie, bo autorka wyraźnie napisała, że u niej to darcie się było non stop. A jak ojciec wracał to były pato awantury. Także gdybanie o to czy wytłumaczyć po raz 31 czy nie nie ma tutaj sensu, skoro autorce widocznie matka nic nie tłumaczyła tylko wszystko rozwiązywała darciem się.
A skąd wiesz,że nie tlumaczyla? Jakoś ciezko mi uwierzyc, że matka nagle z zaskoczenia beż wcześniejszego tłumaczenia wyskakiwala z darciem sie
Halina3.1 napisał/a:Julia life in UK napisał/a:No tak masz tez dużo racji, z tą ocena w szkole akurat autorka miała racje tym bardziej, że nie jest to zła ocena. Ja natomiast wiem,że każdy nawet matka ma granice cierpliwości i tak nie znam żadnej matki,która od dnia porodu aż do pelnoletnosci dziecka nigdy na nie nie krzyknela w nerwach choćby raz w zyciu niezależnie od tego czy jest to matka pracujaca, niepracujaca, biedna, bogata,patologia czy z porzadego domu. Nie znam ani jednego takiego przypadku na świecie.
Tylko teraz mam pytanie co zrobić w przypadku, gdy matka już 30 raz na spokojnie tlumaczy dziecku o np "nie siedz tyle czasu przed monitorem lub przy telefonie,bo zepsujesz sobie wzrok" a dziecko nastoletnie nie slucha, nic sobie z tym nie robi, ba nawet jest opryskliwe i chamskie ?
A wytlumaczyc po raz 31 raz znowu na spokojnie
B. Wydrzeć się w nerwach
C. Zabrac telefon i dawac na max 2 godziny dziennie lub tylko do szkoly l/odłączyć komputet a najlepiej go sprzedać
D. Olać sytuację
Co byś wybrala, bo ja najpierw A, później B, a gdyby nie pomogło to CAle to zupełnie nie ma związku z tematem, wątek nie jest o tym czy matka nie wydarła sie nigdy w życiu na dziecko czy nie, bo autorka wyraźnie napisała, że u niej to darcie się było non stop. A jak ojciec wracał to były pato awantury. Także gdybanie o to czy wytłumaczyć po raz 31 czy nie nie ma tutaj sensu, skoro autorce widocznie matka nic nie tłumaczyła tylko wszystko rozwiązywała darciem się.
A skąd wiesz,że nie tlumaczyla? Jakoś ciezko mi uwierzyc, że matka nagle z zaskoczenia beż wcześniejszego tłumaczenia wyskakiwala z darciem sie
a ty skąd wiesz, że tłumaczyła? nie wiesz, a sobie dopowiadasz nie mam pojęcia skąd. dopisujesz historie totalnie z tyłka
moja mama nie jest typem osoby, która tłumaczy. To jest typ osoby, do której jako dziecko przyszłaś z głupiej dla niej pomysłem, to nie tłumaczyła, że tak nie można, tylko odpowiedziała "chyba kur...a żartujesz". Tyle rzeczy napisałam. Robienie problemu dziecku, bo rozetnie palec też usprawiedliwisz? Naprawdę współczuję twoim dzieciom. Mogę ci podać więcej sytuacji i bardzo zastanawia mnie, czy uznasz, że to normalne, bo może jesteś takim samym patologicznym przemocowcem.
Miałam warunek NA STUDIACH. Olałam sobie jeden egzamin. Zapłaciłam za niego sama, powiedziałam później, że mam warunkowo poprawkę z jednej rzeczy - przez telefon. Zaczęła od razu się na mnie wydzierać, powiedziała, że jak można mieć kur... warunek, że ja nie będę już mieszkać w mieście X, że wracam do domu siedzieć, ona mi już nie da pieniędzy. Nic jej nie interesowało, od razu z mordą:) I to nie było KRZYKNIĘCIE, bo komu się nie zdarzyło krzyknąć na dziecko zapytasz, to było paruminutowe darcie się do słuchawki. Normalne? Czym usprawiedliwisz? Nigdy nie sprawiałam problemów w szkole i dobrze się uczyłam, żebys nie wyjechała z czymś typu, że wcześniej pewnie musiała mnie gonić z nauką.
Oceń sobie sytuację sama.
26 2025-02-20 00:10:58 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-02-20 00:11:36)
Julia life in UK napisał/a:Halina3.1 napisał/a:Ale to zupełnie nie ma związku z tematem, wątek nie jest o tym czy matka nie wydarła sie nigdy w życiu na dziecko czy nie, bo autorka wyraźnie napisała, że u niej to darcie się było non stop. A jak ojciec wracał to były pato awantury. Także gdybanie o to czy wytłumaczyć po raz 31 czy nie nie ma tutaj sensu, skoro autorce widocznie matka nic nie tłumaczyła tylko wszystko rozwiązywała darciem się.
A skąd wiesz,że nie tlumaczyla? Jakoś ciezko mi uwierzyc, że matka nagle z zaskoczenia beż wcześniejszego tłumaczenia wyskakiwala z darciem sie
a ty skąd wiesz, że tłumaczyła? nie wiesz, a sobie dopowiadasz nie mam pojęcia skąd. dopisujesz historie totalnie z tyłka
moja mama nie jest typem osoby, która tłumaczy. To jest typ osoby, do której jako dziecko przyszłaś z głupiej dla niej pomysłem, to nie tłumaczyła, że tak nie można, tylko odpowiedziała "chyba kur...a żartujesz". Tyle rzeczy napisałam. Robienie problemu dziecku, bo rozetnie palec też usprawiedliwisz? Naprawdę współczuję twoim dzieciom. Mogę ci podać więcej sytuacji i bardzo zastanawia mnie, czy uznasz, że to normalne, bo może jesteś takim samym patologicznym przemocowcem.
Miałam warunek NA STUDIACH. Olałam sobie jeden egzamin. Zapłaciłam za niego sama, powiedziałam później, że mam warunkowo poprawkę z jednej rzeczy - przez telefon. Zaczęła od razu się na mnie wydzierać, powiedziała, że jak można mieć kur... warunek, że ja nie będę już mieszkać w mieście X, że wracam do domu siedzieć, ona mi już nie da pieniędzy. Nic jej nie interesowało, od razu z mordą:) I to nie było KRZYKNIĘCIE, bo komu się nie zdarzyło krzyknąć na dziecko zapytasz, to było paruminutowe darcie się do słuchawki. Normalne? Czym usprawiedliwisz? Nigdy nie sprawiałam problemów w szkole i dobrze się uczyłam, żebys nie wyjechała z czymś typu, że wcześniej pewnie musiała mnie gonić z nauką.
Oceń sobie sytuację sama.
No widzisz tutaj przedstawiłaś trochę więcej informacji i zgadzam się z Tobą. Moglas tak.od razu napisac w pierwszym poscie. I nie jestem patologia, nie biję dziecka, nie drę się non stop tak to prawda zdarzy mnie sie krzyknac, ale bez wyzwisk i tylko wtedy ,gdy wiekokrotne tlumaczenia nie pomagaja
27 2025-02-20 00:14:00 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-02-20 00:24:23)
Dzieciństwo jest niezwykle ważnym okresem w życiu, który kształtuje naszą tożsamość i wpływa na nasze poczucie własnej wartości i pewność siebie, a chyba właśnie zaczynasz mieć z tym problem.
Musialas miec duzo gorsze dziecinstwo od autorki Salomonka. Przykro mi.
A do autorki,
Mozesz chodzic na jakies psycho-dupo-terapie i plakac w chusteczki podczas gdy jestes urabiana na kase przez pierdzacego w fotel, udajacego lustro i walacego w Ciebie pytaniami tendencyjnymi jak kalasznikovem oszusta.
Mozesz tez zachowac te pieniadze i wydac je na cos co przyniesie wiecej pozytku Tobie, siostrze czy tacie (np. wspolny relaks od czasu do czasu).
Jesli twoja mama ma mocne problemy (a sugerujesz, ze tak jest) to psycho-dupo-smarkanie w chusteczke z kims kto skonczyl studia dla umyslowo opoznionych (psychologie) nie nauczy Cie jak zmienic swoja mame.
Zycie buduje sie z tymi, z ktorymi budowac sie da.
Mamy nie zmienisz - ona jest twoja mama a nie Ty jej - jak bedziesz mama i twoje dziecko bedzie chcialo Cie zmienic to zrozumiesz jak absurdalny jest to pomysl - ludzie im starsi, tym bardziej zabetonowani, uwazaja, ze ich opinie maja silne podstawy w latach doswiadczenia, a mysl o tym, ze dziecko zyjace 20 lat krocej moze cos lepiej wiedziec o tym jakim byc czlowiekiem... xD kaman - dzieciak jest naiwny i "jak bedzie w moim wieku to zrozumie".
Czyli stosujesz ten sam mechanizm co matka autorki.
Wiele razy powtarzałam, że współczuję córce Julki, a ten wątek jeszcze bardziej mnie w tym utwierdza.
a ty skąd wiesz, że tłumaczyła? nie wiesz, a sobie dopowiadasz nie mam pojęcia skąd. dopisujesz historie totalnie z tyłka
Naprawdę nie zwracaj uwagi na te żenujące komentarze. Julka jest tu ostatnią osobą, której przytyki powinnaś brać sobie do serca.
Bardzo Ci współczuję dzieciństwa, które rzuca się cieniem na całe Twoje dorosłe życie. Jednak zgadzam się z poprzednikami, którzy twierdzą, że nie jesteś w żaden sposób odpowiedzialna za to, co działo się i wciąż dzieje między rodzicami. Rozumiem, że po ludzku żal Ci ojca, ale przez tyle lat godził się na takie traktowanie, choć przecież nie musiał, że dziś już tylko zbiera tego owoce. Na dobrą sprawę jako dorosły człowiek wciąż wiele może, ale skoro nic z tym nie robi, to tylko on może odpowiadać za to, co dzieje się w jego życiu.
Od matki najlepiej byłoby się odciąć, jeśli kontakt z nią wywołuje tyle trudnych emocji. Nawet święta nie są wystarczającym powodem, aby to znosić. Kiedyś jako dziecko byłaś na nią skazana, a teraz już nic nie musisz.
tak mnie to wszystko dołuje, że teraz głupio siedzę w pokoju i ryczę. ja chyba przez to wszystko nawet do końca nie dojrzałam i mam w głowie takie dziecko, któremu brakuje dzieciństwa i chciałoby jeszcze spędzić czas z rodzicami w kochającym się domu... rozmawiałam z tatą przez telefon, powiedziała mu, że ona teraz zamierza być sama, że jest taka przez niego bo jej brakowało wsparcia w życiu. wiem, że się nic nie poradzi, ale to jednak są rodzice...
30 2025-02-20 00:37:51 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-02-20 00:38:42)
Halina3.1 napisał/a:Czyli stosujesz ten sam mechanizm co matka autorki.
Wiele razy powtarzałam, że współczuję córce Julki, a ten wątek jeszcze bardziej mnie w tym utwierdza.
nalamills napisał/a:a ty skąd wiesz, że tłumaczyła? nie wiesz, a sobie dopowiadasz nie mam pojęcia skąd. dopisujesz historie totalnie z tyłka
Naprawdę nie zwracaj uwagi na te żenujące komentarze. Julka jest tu ostatnią osobą, której przytyki powinnaś brać sobie do serca.
Bardzo Ci współczuję dzieciństwa, które rzuca się cieniem na całe Twoje dorosłe życie. Jednak zgadzam się z poprzednikami, którzy twierdzą, że nie jesteś w żaden sposób odpowiedzialna za to, co działo się i wciąż dzieje między rodzicami. Rozumiem, że po ludzku żal Ci ojca, ale przez tyle lat godził się na takie traktowanie, choć przecież nie musiał, że dziś już tylko zbiera tego owoce. Na dobrą sprawę jako dorosły człowiek wciąż wiele może, ale skoro nic z tym nie robi, to tylko on może odpowiadać za to, co dzieje się w jego życiu.
Od matki najlepiej byłoby się odciąć, jeśli kontakt z nią wywołuje tyle trudnych emocji. Nawet święta nie są wystarczającym powodem, aby to znosić. Kiedyś jako dziecko byłaś na nią skazana, a teraz już nic nie musisz.
Nie musisz niczego współczuć przeczytaj sobie powyzej mój post do autorki. Ja się nie drę non stop na dziecko, dużo rozmawiam, tlumacze itp krzyczenie to jest ostatecznosc. Same pewnie krzyczycie/krzyczeliście na dzieci, a tu udajecie matki Polki cierpietnice
i jeszcze jedno ja nie pisze o sytuacji patologicznej, gdzie matka drze ryja non stop i wyzywa i może jeszcze tłucze dzieci na każdym kroku. Ja pisze o sytuacjach, gdzie matka przez 99% czasu ma normalne relacje z dziećmi, ale ponieważ jest tylko czlowiekiem to również zdarza jej się krzyknac na dzieci
Priscilla napisał/a:Halina3.1 napisał/a:Czyli stosujesz ten sam mechanizm co matka autorki.
Wiele razy powtarzałam, że współczuję córce Julki, a ten wątek jeszcze bardziej mnie w tym utwierdza.
nalamills napisał/a:a ty skąd wiesz, że tłumaczyła? nie wiesz, a sobie dopowiadasz nie mam pojęcia skąd. dopisujesz historie totalnie z tyłka
Naprawdę nie zwracaj uwagi na te żenujące komentarze. Julka jest tu ostatnią osobą, której przytyki powinnaś brać sobie do serca.
Bardzo Ci współczuję dzieciństwa, które rzuca się cieniem na całe Twoje dorosłe życie. Jednak zgadzam się z poprzednikami, którzy twierdzą, że nie jesteś w żaden sposób odpowiedzialna za to, co działo się i wciąż dzieje między rodzicami. Rozumiem, że po ludzku żal Ci ojca, ale przez tyle lat godził się na takie traktowanie, choć przecież nie musiał, że dziś już tylko zbiera tego owoce. Na dobrą sprawę jako dorosły człowiek wciąż wiele może, ale skoro nic z tym nie robi, to tylko on może odpowiadać za to, co dzieje się w jego życiu.
Od matki najlepiej byłoby się odciąć, jeśli kontakt z nią wywołuje tyle trudnych emocji. Nawet święta nie są wystarczającym powodem, aby to znosić. Kiedyś jako dziecko byłaś na nią skazana, a teraz już nic nie musisz.Nie musisz niczego współczuć przeczytaj sobie powyzej mój post do autorki. Ja się nie drę non stop na dziecko, dużo rozmawiam, tlumacze itp krzyczenie to jest ostatecznosc. Same pewnie krzyczycie/krzyczeliście na dzieci, a tu udajecie matki Polki cierpietnice
i jeszcze jedno ja nie pisze o sytuacji patologicznej, gdzie matka drze ryja non stop i wyzywa i może jeszcze tłucze dzieci na każdym kroku. Ja pisze o sytuacjach, gdzie matka przez 99% czasu ma normalne relacje z dziećmi, ale ponieważ jest tylko czlowiekiem to również zdarza jej się krzyknac na dzieci
no ja się zgadzam, że są emocje i zapewne nieraz wezmą górę i się KRZYKNIE. Ale ja opisałam coś zupełnie innego i napisałam o darciu się, wielokrotnym, automatycznym, braku tłumaczenia, powiedziałam, że to wcale nie było tak, że coś musiała mi powtarzać 30 razy aż za 31 jej się ulało. moi rodzice akurat zawsze opowiadają, że ja byłam grzecznym, spokojnym, nieśmiałym dzieckiem, dopowiedziałaś sobie bardzo dużo ze szklanej kuli i się tu naprodukowałaś, a nie masz z niczym racji.
Widzisz Autorko, bo to jest tak, że niewydolni rodzice doprowadzają do parentyfikacji swoich dzieci.
Po pierwsze, nie powinnaś być stawiana w sytuacji, w której stoisz po czyjejkolwiek stronie - tutaj zgadzam się z Julką, nie znasz relacji swoich rodziców i nie wiesz jak jest między nimi, nie wchodz w to, są dorośli i jeśli chcą tkwić w patologicznej relacji mają do tego prawo. To jest bardzo przykre, ale nic z tym nie możesz zrobić.
Po drugie, jeśli relacja z matką jest dla Ciebie tak niszcząca zacznij od stawiania granic - jeśli jej towarzystwo będzie Ci sprawiać przykrość albo dołować to powiedz jej, że jeśli dalej się będzie tak zachowywać ograniczysz kontakty do niezbędnego minimum. Jesteś dorosła i masz prawo być traktowana z szacunkiem.
Po trzecie - idź na terapię. Tylko, poczytaj o nurtach terapeutycznych, wyszukaj terapeutę z dobrymi opiniami i zainwestuj. Moim zdaniem warto.
Sama przepracowałam na terapii kilka bolesnych tematów.
Rzecz w tym - nie masz wpływu na to jak zachowuje się drugi człowiek. Matka i ojciec tak naprawdę Cię zawiedli w pewnym sensie, ona wychowywała Cię sama i jak widać radziła sobie z tym bardzo średnio, ojciec był na dobrą sprawę nieobecny.
Warto sobie uświadomić, że nawet takie pogubione osoby często robią co mogą, żeby jakoś to było, a że czasem mogą niewiele, wychodzi jak wychodzi.
Rany z dzieciństwa zostają w człowieku na lata i mają duży wpływ na to kim jesteś, jak się czujesz w świecie i relacjach.
Współczuję tego co musiałaś przejść, ale pamiętaj, nie jesteś już małą dziewczynką zależną od swoich rodziców - Twój ojciec jest dorosły i jeśli będzie chciał sam się uwolni od Twojej matki. Twoja matka jest dorosła i jeśli nie potrafi Cię traktować adekwatnie, to ogranicz z nią kontakty tak jakbyś to zrobiła w przypadku innej dorosłej osoby.
Jesteś odpowiedzialna za swój dobrostan fizyczny i psychiczny, i branie udziału w tej patologicznej sytuacji jest robieniem sobie krzywdy.
Julia life in UK napisał/a:Priscilla napisał/a:Wiele razy powtarzałam, że współczuję córce Julki, a ten wątek jeszcze bardziej mnie w tym utwierdza. Naprawdę nie zwracaj uwagi na te żenujące komentarze. Julka jest tu ostatnią osobą, której przytyki powinnaś brać sobie do serca.
Bardzo Ci współczuję dzieciństwa, które rzuca się cieniem na całe Twoje dorosłe życie. Jednak zgadzam się z poprzednikami, którzy twierdzą, że nie jesteś w żaden sposób odpowiedzialna za to, co działo się i wciąż dzieje między rodzicami. Rozumiem, że po ludzku żal Ci ojca, ale przez tyle lat godził się na takie traktowanie, choć przecież nie musiał, że dziś już tylko zbiera tego owoce. Na dobrą sprawę jako dorosły człowiek wciąż wiele może, ale skoro nic z tym nie robi, to tylko on może odpowiadać za to, co dzieje się w jego życiu.
Od matki najlepiej byłoby się odciąć, jeśli kontakt z nią wywołuje tyle trudnych emocji. Nawet święta nie są wystarczającym powodem, aby to znosić. Kiedyś jako dziecko byłaś na nią skazana, a teraz już nic nie musisz.Nie musisz niczego współczuć przeczytaj sobie powyzej mój post do autorki. Ja się nie drę non stop na dziecko, dużo rozmawiam, tlumacze itp krzyczenie to jest ostatecznosc. Same pewnie krzyczycie/krzyczeliście na dzieci, a tu udajecie matki Polki cierpietnice
i jeszcze jedno ja nie pisze o sytuacji patologicznej, gdzie matka drze ryja non stop i wyzywa i może jeszcze tłucze dzieci na każdym kroku. Ja pisze o sytuacjach, gdzie matka przez 99% czasu ma normalne relacje z dziećmi, ale ponieważ jest tylko czlowiekiem to również zdarza jej się krzyknac na dzieci
no ja się zgadzam, że są emocje i zapewne nieraz wezmą górę i się KRZYKNIE. Ale ja opisałam coś zupełnie innego i napisałam o darciu się, wielokrotnym, automatycznym, braku tłumaczenia, powiedziałam, że to wcale nie było tak, że coś musiała mi powtarzać 30 razy aż za 31 jej się ulało. moi rodzice akurat zawsze opowiadają, że ja byłam grzecznym, spokojnym, nieśmiałym dzieckiem, dopowiedziałaś sobie bardzo dużo ze szklanej kuli i się tu naprodukowałaś, a nie masz z niczym racji.
Nie napisalas w pierwszym poscie że Twoja mama nic Ci nie tlumaczyla, więcej informacji dopisalas później i dlatego też zmienilam zdanie i uwazam ze masz dużo racji o czym napisalam powyzej
34 2025-02-20 00:51:32 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2025-02-20 00:55:04)
tak mnie to wszystko dołuje, że teraz głupio siedzę w pokoju i ryczę. ja chyba przez to wszystko nawet do końca nie dojrzałam i mam w głowie takie dziecko, któremu brakuje dzieciństwa i chciałoby jeszcze spędzić czas z rodzicami w kochającym się domu... rozmawiałam z tatą przez telefon, powiedziała mu, że ona teraz zamierza być sama, że jest taka przez niego bo jej brakowało wsparcia w życiu. wiem, że się nic nie poradzi, ale to jednak są rodzice...
Masz męża, zalożyłaś własną rodzinę a wciąż mentalnie tkwisz w tej starej, czyli wciąż pozwalasz się ranić. Jeśli tego nie przerwiesz, przeniesiesz swoje emocje, strach, poczucie krzywdy i zagrożenia w swoje nowe życie z mężem, już zaczynasz to robić. Każda metoda aby z tym skończyć jak najszybciej jest lepsza, niż to co teraz przeżywasz.
Oczywiście, że jako dziecku żal ci rodziców, ale twój ojciec jest nie mniej winny od twojej matki, bo nie powinien cię obarczać sprawami ich malżeństwa, nie jesteś ich rodzicem i nie możesz być arbitrem, sędzią czy wychowawcą dla nich.
Co z twoją siostrą? Jak ona sobie radzi w tej rodzinie?
35 2025-02-20 00:55:45 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-02-20 00:57:54)
mam w głowie takie dziecko, któremu brakuje dzieciństwa i chciałoby jeszcze spędzić czas z rodzicami w kochającym się domu...
Chyba sie za duzo Kochanowskiego czy innych spalonych romantykow naczytalas.
Jeszcze do dwoch pokolen temu dzieci cale swoje "dziecinstwo" pracowaly i nikt z tego powodu nie plakal i nie mial zadnych "traum".
Dalas sobie napakowac syfu do glowy przez platki sniegu - roszczeniowych nierobow, ktorzy tylko cale zycie oczekuja od innych i cale zycie "przepracowuja" swoje "dziecinstwo" bo nic innego nie potrafia (i oszustow, ktorzy na takich jak Ty trzepia banany).
I stad wlasnie cala ta egzystencjonalna pustka - bez umiejetnosci, ktore sa spolecznie potrzebne i ktore robia roznice, zdajac sobie sprawe jak bezsensowne jest ich zycie i jak niepotrzebni sa - szukaja siebie i... bledow swoich rodzicow.
Smutne.
Nie napisalas w pierwszym poscie że Twoja mama nic Ci nie tlumaczyla, więcej informacji dopisalas później i dlatego też zmienilam zdanie i uwazam ze masz dużo racji o czym napisalam powyzej
Ale o to właśnie chodzi, że tam również nie było NIC o tym, że tłumaczyła, a Ty się nakręciłaś jakbyś miała monopol na wiedzę. Zauważ przy tym, że oprócz Ciebie nikt nie wpadł na to, że z tą matką wszystko jest w porządku, tylko dziecko jej się nie udało.
nalamills napisał/a:mam w głowie takie dziecko, któremu brakuje dzieciństwa i chciałoby jeszcze spędzić czas z rodzicami w kochającym się domu...
Chyba sie za duzo Kochanowskiego czy innych spalonych romantykow naczytalas.
Jeszcze do dwoch pokolen temu dzieci cale swoje "dziecinstwo" pracowaly i nikt z tego powodu nie plakal i nie mial zadnych "traum".Dalas sobie napakowac syfu do glowy przez platki sniegu - roszczeniowych nierobow, ktorzy tylko cale zycie oczekuja od innych i cale zycie "przepracowuja" swoje "dziecinstwo" bo nic innego nie potrafia (i oszustow, ktorzy na takich jak Ty trzepia banany).
I stad wlasnie cala ta egzystencjonalna pustka - bez umiejetnosci, ktore sa spolecznie potrzebne i ktore robia roznice, zdajac sobie sprawe jak bezsensowne jest ich zycie i jak niepotrzebni sa - szukaja siebie i... bledow swoich rodzicow.Smutne.
No nie, to nie jest tak.
Ludzie z dwóch pokoleń temu są pokoleniem urodzonym po wojnie. Oni otrzymali w spadku traumy swoich rodziców, którzy przeżyli wojnę. Przekazali traumę swoim dzieciom.
Pokolenie rodziców moich rówieśników może nie przepracowuje swoich traum na kozetce, ale za to i oni i ich rodzice nauczeni byli supresji swoich uczuć i topili smutki w wódce, rozładowując się przemocą.
Nie muszę wspominać, że w większości dzieciństwo mojego pokolenia też niosło dużo traum i mam wrażenie, że to pokolenie powoli budzi się z letargu, uczy się, że można inaczej i pewnie też przekaże swoim dzieciom jakieś traumy, ale trochę mniej.
Terapia, jeśli jest dobrze dopasowana i poprowadzona przez dobrego specjalistę pozwala pozbyć się bagażu przeżyć i ruszyć z życiem do przodu, zamiast tkwić w przeżyciach małego dziecka. Plus może nawet dobrać sobie fajnych ludzi do życia, zamiast tkwić w kręgu osób, które się nienawidzi, a z jakiegoś powodu ciężko się odsunąć (mnóstwo relacji rodzinnych).
Jest różnica między zrzuceniem wszystkiego na swoich rodziców i pozbyciem się odpowiedzialności za swoje życie "bo ktoś mnie zepsuł" (płatki śniegu, o których wspominasz), a zrozumieniem z czego wynika psychiczne cierpienie jakie się odczuwa i nauczeniem się jak sobie z nim zdrowo radzić (nie chlejąc, nie dając w żyłę, nie znęcając się nad swoją rodziną) - a ono nie jest wymyślone, tylko tak prawdziwe jak skręcenie kostki albo skolioza.
Halina3.1 napisał/a:Julia life in UK napisał/a:No tak masz tez dużo racji, z tą ocena w szkole akurat autorka miała racje tym bardziej, że nie jest to zła ocena. Ja natomiast wiem,że każdy nawet matka ma granice cierpliwości i tak nie znam żadnej matki,która od dnia porodu aż do pelnoletnosci dziecka nigdy na nie nie krzyknela w nerwach choćby raz w zyciu niezależnie od tego czy jest to matka pracujaca, niepracujaca, biedna, bogata,patologia czy z porzadego domu. Nie znam ani jednego takiego przypadku na świecie.
Tylko teraz mam pytanie co zrobić w przypadku, gdy matka już 30 raz na spokojnie tlumaczy dziecku o np "nie siedz tyle czasu przed monitorem lub przy telefonie,bo zepsujesz sobie wzrok" a dziecko nastoletnie nie slucha, nic sobie z tym nie robi, ba nawet jest opryskliwe i chamskie ?
A wytlumaczyc po raz 31 raz znowu na spokojnie
B. Wydrzeć się w nerwach
C. Zabrac telefon i dawac na max 2 godziny dziennie lub tylko do szkoly l/odłączyć komputet a najlepiej go sprzedać
D. Olać sytuację
Co byś wybrala, bo ja najpierw A, później B, a gdyby nie pomogło to CAle to zupełnie nie ma związku z tematem, wątek nie jest o tym czy matka nie wydarła sie nigdy w życiu na dziecko czy nie, bo autorka wyraźnie napisała, że u niej to darcie się było non stop. A jak ojciec wracał to były pato awantury. Także gdybanie o to czy wytłumaczyć po raz 31 czy nie nie ma tutaj sensu, skoro autorce widocznie matka nic nie tłumaczyła tylko wszystko rozwiązywała darciem się.
A skąd wiesz,że nie tlumaczyla? Jakoś ciezko mi uwierzyc, że matka nagle z zaskoczenia beż wcześniejszego tłumaczenia wyskakiwala z darciem sie
Wiem z postów autorki w jej wątku. Zresztą widzę, że autorka już cię wyjaśniła i Twoje urojenia.
A do autorki,
Mozesz chodzic na jakies psycho-dupo-terapie i plakac w chusteczki podczas gdy jestes urabiana na kase przez pierdzacego w fotel, udajacego lustro i walacego w Ciebie pytaniami tendencyjnymi jak kalasznikovem oszusta.
Mozesz tez zachowac te pieniadze i wydac je na cos co przyniesie wiecej pozytku Tobie, siostrze czy tacie (np. wspolny relaks od czasu do czasu).Zycie buduje sie z tymi, z ktorymi budowac sie da.
Czy ty kiedykolwiek miałeś jakieś zaburzenie, traumę albo inny problem natury psychicznej? Raczej nie skoro piszesz takie głupoty. Piszesz o relaksie czy o budowaniu życia z tymi, z którymi się da. A co jeśli ktoś nie ma nikogo takiego, a jego aktualny mindset uniemożliwia znalezienie takich ludzi? Co jeśli ktoś nie ma pojęcia czym w ogóle jest relaks i nie wie nawet od czego zacząć? Nie twierdzę, że terapia jest na to pewnym rozwiązaniem ale chyba jedynym co można zrobić będąc w takiej sytuacji. Nie da się samemu zmienić mindsetu, który był wbijany do głowy przez 20-30 lat. Można sobie gadać o przeznaczaniu pieniędzy na coś co lubimy ale jeśli ktoś nawet nie wie co lubi i tak nie zdoła tego zrobić.
Wiem, ze tata chciałby mieć normalną rodzinę, dom pod miastem i dużo zwierząt, kocha psy, zawsze mi pomagał jak potrzebowałam, wszędzie mnie zawoził, zawsze rozmawiał ze mną normalnie jak coś zrobiłam nie tak. No nie mogę się z tym pogodzić i przez to zaczynam nienawidzić matki coraz bardziej i myślę, że nie czułabym nic gdyby nagle odeszła, jedynie żal, że była człowiekiem niszczącym wszystko wokół...
Z drugiej strony - łatwo idealizować kogoś, kto jest nieobecny. Tata bywał raz na dwa miesiące i akurat wtedy był miły i pomocny. To nie jest miarodajne. Z tego co zrozumiałam, matka zarzuca mu jedną rzecz: "nie miałam w tobie wsparcia". Najwidoczniej jest to prawda, wychowała Was sama, bez męża.
Nie piszę tego, by ją bronić, ale żebyś przestała ją tak nienawidzić. Zawsze są dwie strony medalu, a każdy zmaga się z własnymi trudnościami, Twoja matka też.
Hej,
Z doświadczenia podpowiem Ci, że nie ma co wchodzić w relację między rodzicami, bo się zajedziesz.
To nie jest fragment Twojej historii.
Nie zgodzę się z Johnym. No może połowicznie.. ciężko trafić na dobrego terapeutę, ale jak już się uda, to czyni cuda.
Dysfunkcje w domu rodzinnym mają spore odbicie w naszym życiu dorosłym. I tu nie ma bata. Tak jest.
Ciężko jest poukładać to w głowie, mimo że ma się swoją rodzinę i to na niej w głównej mierze powinniśmy się koncentrować.
Pochodzę z mocno dysfunkcyjnego domu, gdzie dodatkowo był alkohol w ilościach hurtowych.
Długo zeszło mi na ułożeniu w głowie, że mam swoje życie i mam prawo nim żyć najlepiej, jak potrafię.
Że zaczęłam swój rozdział w życiu i to za ten fragment powinnam brać odpowiedzialność. Nie zmienisz matki, a skoro działa na Ciebie toksycznie, to pozostało to odciąć.
Boli, oczywiście że boli. Sama musiałam odciąć swoją, więc i walkę z wyrzutami sumienia musiałam przejść.
nalamills napisał/a:Wiem, ze tata chciałby mieć normalną rodzinę, dom pod miastem i dużo zwierząt, kocha psy, zawsze mi pomagał jak potrzebowałam, wszędzie mnie zawoził, zawsze rozmawiał ze mną normalnie jak coś zrobiłam nie tak. No nie mogę się z tym pogodzić i przez to zaczynam nienawidzić matki coraz bardziej i myślę, że nie czułabym nic gdyby nagle odeszła, jedynie żal, że była człowiekiem niszczącym wszystko wokół...
Z drugiej strony - łatwo idealizować kogoś, kto jest nieobecny. Tata bywał raz na dwa miesiące i akurat wtedy był miły i pomocny. To nie jest miarodajne. Z tego co zrozumiałam, matka zarzuca mu jedną rzecz: "nie miałam w tobie wsparcia". Najwidoczniej jest to prawda, wychowała Was sama, bez męża.
Nie piszę tego, by ją bronić, ale żebyś przestała ją tak nienawidzić. Zawsze są dwie strony medalu, a każdy zmaga się z własnymi trudnościami, Twoja matka też.
wiem, to prawda. ale nigdy nie wybaczę jej tej przemocy psychicznej...
Hej, bardzo potrzebuję się wygadać. Byłam już parę razy u psychologa, planuję zapisać się na terapię. Mam 27 lat a coś, co działo się w dzieciństwie coraz bardziej mnie dołuje.
Mój tata pracował za granicą, na budowie, odkąd pamiętam. Przyjeżdżał do domu raz na miesiąc, dwa. Ja byłam w mieszkaniu z mamą. Niby na pokaz to była super rodzina, rodzice śmieszni, kontaktowi, otwarci, pomocni dla wszystkich. Mieliśmy dużo pieniędzy, rodzice mnie rozpieszczali, często spotykaliśmy się z przyjaciółmi rodziców i ich dziećmi, jeździliśmy gdzieś razem, niczego mi nie odmawiali. Ale za każdym też razem, kiedy tata przyjeżdżał do domu, były ogromne, patologiczne awantury. Nawet nie wiedziałam o co się tak kłócili, chyba o wszystko. Myślałam w wieku paru lat, że to tata jest oprawcą, bo żyłam bardziej z mamą, byłam przywiązana. Dorastając już wiem, że to ona ze wszystkiego całe życie robiła problem każdemu. Pamiętam, kiedy w wieku 13 lat siedziałam w aucie zapłakana, a ona się na mnie dosłownie darła, bo zabrała mnie do okulisty i wyszło, że mam -0.5 xd krzyczała jak mogłam do tego doprowadzić, że to przez ten komputer. Potrafiła do mnie wydzwaniać do szkoły i pytać co dostałam ze sprawdzianu, i krzyczała na mnie przez telefon, że jak mogłam dostać tróję. Nie mogę tego zrozumieć, ona na pewno musiała mieć, musi mieć dalej problemy psychiczne, bo raz jest cudownym człowiekiem, który pomoże, da prezent, usłyszy, że coś lubisz i specjalnie pojedzie na drugi koniec miasta, żeby to kupić, ale przy najmniejszych komplikacjach robi takie afery, że to jest nie do pomyślenia. Mam siostrę i teraz jej się obrywa, ostatnio widziałam jak matka pod nosem przeklina i wykręca oczami, bo 15latka sobie rozcięła palec i szuka plastra w szufladzie. Czasem jak coś jej się dzieje wpada w histerię dlatego, że boi się awantury. W dzieciństwie dochodziło do awantur i matka dzwoniła po policję na tatę, pamiętam jak szłyśmy na spacer i tata pod blokiem stał bez butów i prosił ją, żeby mu oddała klucze. Kolejna sprawa, to że niby mają pieniądze, wydają na wszystko co chcą, ale mieszkanie jest tak obskurne, że wstyd mi tam było zapraszać znajomych. Oni po prostu wegetują, nie dbają o swoje otoczenie. W drzwiach są dalej zaklejone dziury po tym, jak doszło do jakiejś awantury i matka w nie kopnęła. Remont ostatni zrobili 20 lat temu. Najbardziej szkoda mi ojca, bo wyjeżdża za granicę, mieszka tam sam w kawalerce i wraca do Polski do baby, która nawet nie czeka na niego z obiadem, nie zapyta jak minęła droga, potrafi go traktować jak psa i wrzeszczeć na niego, że z jakiej racji przełączył jej serial, jak ona sobie wyszła na 40 minut z pokoju. Wiecie jak wygląda ich życie? Mają w mieszkaniu 3 pokoje, salon, pokój siostry i mój stary pokój. Ojciec często siedzi w kuchni na stołku jak jestem albo przychodzi do nas, bo ja po prostu widzę, że jest niechciany i sam nie chce z nią siedzieć. Czasem po awanturach wychodzi z domu, pytam się go gdzie był, a on, że spał w aucie. Mimo tego, że mam swoją rodzinę, nie mogę tego znieść i ten post jest dla mnie okropnie ciężki. Nie mogę pogodzić się z tym, że wracając do domu rodzinnego nie ma tam rodzinnej atmosfery i ciepła domowego, tylko jakiś cholerny dołek. Nienawidzę świąt, bo każdy wraca spędzać czas z bliskimi, a ja tam się tylko dołuję. Oni z roku na rok przestają ze sobą po prostu rozmawiać. Teraz opiszę wam historię, za którą też jest mi okropnie wstyd, ale trudno. W okresie świątecznym rodzice z siostrą pojechali do rodziny. Matka nie rusza alkoholu, ale wtedy mocno się upiła, uciekła z domu, zrobiła aferę i leżała gdzieś pod drzewem i nie dała się podnieść. Robiła aferę, nie chciała wracać do mieszkania, ubrania jej spadały i jeszcze w trakcie tego wszystkiego zaczęła rzucać tacie teksty, że już go nie chce. Nawet po tym nie przeprosiła, normalnie razem pojechali do rodziny a po tej całej sytuacji chodzi jeszcze z pretensjami i zachowuje się jakby to była jego wina. Probowałam z nią rozmawiać, ale ona powiedziała, że nie ma w ojcu pomocy, że jak on się zachowuje, że siedzi sam w pokoju zamknięty jak wraca, ale dlaczego? Wiem, ze tata chciałby mieć normalną rodzinę, dom pod miastem i dużo zwierząt, kocha psy, zawsze mi pomagał jak potrzebowałam, wszędzie mnie zawoził, zawsze rozmawiał ze mną normalnie jak coś zrobiłam nie tak. No nie mogę się z tym pogodzić i przez to zaczynam nienawidzić matki coraz bardziej i myślę, że nie czułabym nic gdyby nagle odeszła, jedynie żal, że była człowiekiem niszczącym wszystko wokół...
Nalamills,masz 27 lat i już dawno powinnaś się zająć sobą i swoim życiem. Tymczasem nie jesteś w stanie przepracować traumy z dzieciństwa. Przeszłość wlecze się za tobą, a życie umyka.
Nie masz poczucia, że chcesz być ratowniczką rodziców, raczej taty? Twoi rodzice są dorośli i odpowiadają sami za siebie. Sami sobie zgotowali taki los. Malo tego to wciągnęli w to dzieci czyli ciebie i siostrę. Wracasz do domu rodzinnego i przeżywasz wszystko na nowo. Czy twoi rodzice choć pomyślą o tym przez chwilę? Twoja matka jest przekonana o swojej krzywdzie, a twój tato nie może znieść jej zachowania, i tak latami. Twój tato jest dorosły i ma swoje życie, sam je wybrał z jakiegoś powodu. To, że nie krzyczy na ciebie, znaczy dla ciebie bardzo dużo, a w rzeczywistości oznacza, że godzi się na zachowanie twojej matki i podoba mu się rola nieobecnego, bo przecież mieszkają ze sobą. Może nie staraj się uszczęśliwiać ojca na siłę i nie bądź sędzią swojej matki? Rozumiem, ze niektóre słowa nie mogą być wymazane z pamięci, i niektóre czyny. To ona musiała się wami zajmować i nie była z tego zadowolona, jak napisałaś.
Jak chcesz być szczęśliwa, nie wymazując przeszłości albo czyniąc ją na tyle ważną, by wpływała na ciebie teraz? Jesteś młoda, zdrowa i powinnaś żyć własnym życiem.
44 2025-02-20 11:26:08 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-02-20 11:26:38)
Hej,
Z doświadczenia podpowiem Ci, że nie ma co wchodzić w relację między rodzicami, bo się zajedziesz.
To nie jest fragment Twojej historii.Nie zgodzę się z Johnym. No może połowicznie.. ciężko trafić na dobrego terapeutę, ale jak już się uda, to czyni cuda.
Dysfunkcje w domu rodzinnym mają spore odbicie w naszym życiu dorosłym. I tu nie ma bata. Tak jest.Ciężko jest poukładać to w głowie, mimo że ma się swoją rodzinę i to na niej w głównej mierze powinniśmy się koncentrować.
Pochodzę z mocno dysfunkcyjnego domu, gdzie dodatkowo był alkohol w ilościach hurtowych.
Długo zeszło mi na ułożeniu w głowie, że mam swoje życie i mam prawo nim żyć najlepiej, jak potrafię.
Że zaczęłam swój rozdział w życiu i to za ten fragment powinnam brać odpowiedzialność. Nie zmienisz matki, a skoro działa na Ciebie toksycznie, to pozostało to odciąć.
Boli, oczywiście że boli. Sama musiałam odciąć swoją, więc i walkę z wyrzutami sumienia musiałam przejść.
Też myślę ze odciecie sie jest najlepsze plus autorka ma duzo latwiej, bo przeciez juz nie mieszka z matka. Ojciec jest dorosły on sam powinien o siebie zadbac, jeżeli jest zle traktowany. Nie wiem ile lat ma jej siostra, ale wlasnie moze autorka wezmie ja do siebie
nalamills napisał/a:Wiem, ze tata chciałby mieć normalną rodzinę, dom pod miastem i dużo zwierząt, kocha psy, zawsze mi pomagał jak potrzebowałam, wszędzie mnie zawoził, zawsze rozmawiał ze mną normalnie jak coś zrobiłam nie tak. No nie mogę się z tym pogodzić i przez to zaczynam nienawidzić matki coraz bardziej i myślę, że nie czułabym nic gdyby nagle odeszła, jedynie żal, że była człowiekiem niszczącym wszystko wokół...
Z drugiej strony - łatwo idealizować kogoś, kto jest nieobecny. Tata bywał raz na dwa miesiące i akurat wtedy był miły i pomocny. To nie jest miarodajne. Z tego co zrozumiałam, matka zarzuca mu jedną rzecz: "nie miałam w tobie wsparcia". Najwidoczniej jest to prawda, wychowała Was sama, bez męża.
Nie piszę tego, by ją bronić, ale żebyś przestała ją tak nienawidzić. Zawsze są dwie strony medalu, a każdy zmaga się z własnymi trudnościami, Twoja matka też.
Dokładnie
Julia life in UK napisał/a:Halina3.1 napisał/a:Ale to zupełnie nie ma związku z tematem, wątek nie jest o tym czy matka nie wydarła sie nigdy w życiu na dziecko czy nie, bo autorka wyraźnie napisała, że u niej to darcie się było non stop. A jak ojciec wracał to były pato awantury. Także gdybanie o to czy wytłumaczyć po raz 31 czy nie nie ma tutaj sensu, skoro autorce widocznie matka nic nie tłumaczyła tylko wszystko rozwiązywała darciem się.
A skąd wiesz,że nie tlumaczyla? Jakoś ciezko mi uwierzyc, że matka nagle z zaskoczenia beż wcześniejszego tłumaczenia wyskakiwala z darciem sie
Wiem z postów autorki w jej wątku. Zresztą widzę, że autorka już cię wyjaśniła i Twoje urojenia.
W pierwszym poscie autorka NIC nie wspomniala o tym,ze matka NIC jej nie tłumaczyła co wprowadza w blad,poniewaz opisała tylko dwie lub trzy sprawy z matka w ciagu calego zycia.dopiero po moim pierwszym poscie zaczęła pisac wiecej szczegolow i to,ze matka nigdy nic nie tłumaczyła tylko sie od razu darła. Jezeli tak bylo to oczywiście stoje po stronie autorki
madoja napisał/a:nalamills napisał/a:Wiem, ze tata chciałby mieć normalną rodzinę, dom pod miastem i dużo zwierząt, kocha psy, zawsze mi pomagał jak potrzebowałam, wszędzie mnie zawoził, zawsze rozmawiał ze mną normalnie jak coś zrobiłam nie tak. No nie mogę się z tym pogodzić i przez to zaczynam nienawidzić matki coraz bardziej i myślę, że nie czułabym nic gdyby nagle odeszła, jedynie żal, że była człowiekiem niszczącym wszystko wokół...
Z drugiej strony - łatwo idealizować kogoś, kto jest nieobecny. Tata bywał raz na dwa miesiące i akurat wtedy był miły i pomocny. To nie jest miarodajne. Z tego co zrozumiałam, matka zarzuca mu jedną rzecz: "nie miałam w tobie wsparcia". Najwidoczniej jest to prawda, wychowała Was sama, bez męża.
Nie piszę tego, by ją bronić, ale żebyś przestała ją tak nienawidzić. Zawsze są dwie strony medalu, a każdy zmaga się z własnymi trudnościami, Twoja matka też.
Dokładnie
No, właśnie. W ogóle, w niektórych rodzinach się przyjęło, że to tylko matki wychowują, zajmują się domem i nie przyjdzie nikomu do głowy, że czasem mogą sobie z tym nie radzić.
Tatusiowie maja być i przynosić kasę do domu, to wszystko.
Julia life in UK napisał/a:madoja napisał/a:Z drugiej strony - łatwo idealizować kogoś, kto jest nieobecny. Tata bywał raz na dwa miesiące i akurat wtedy był miły i pomocny. To nie jest miarodajne. Z tego co zrozumiałam, matka zarzuca mu jedną rzecz: "nie miałam w tobie wsparcia". Najwidoczniej jest to prawda, wychowała Was sama, bez męża.
Nie piszę tego, by ją bronić, ale żebyś przestała ją tak nienawidzić. Zawsze są dwie strony medalu, a każdy zmaga się z własnymi trudnościami, Twoja matka też.
Dokładnie
No, właśnie. W ogóle, w niektórych rodzinach się przyjęło, że to tylko matki wychowują, zajmują się domem i nie przyjdzie nikomu do głowy, że czasem mogą sobie z tym nie radzić.
Tatusiowie maja być i przynosić kasę do domu, to wszystko.
Tak czesto jest. Ojciec jak wpadnie steskniony za żona,dziecmi to logiczne, ze bedzie dla nich dobry,mily, wyrozumialy, da prezenty itp, a matka ma na codzien obowiazki wychowania w dodatku dojrzewajaca, zbuntowana nastolatke to nie jest łatwe. Moja corka weszla w okres dojrzewania i czasem jest tak,ze ja np spokojnym glosem jej powiem "tylko uwazaj jak bedziesz przechodzic przez ulice", kiedy idzie sama do gimnazjum, bo zwyczajnie sie martwie, a ona do mnie opryskliwie z podniesionym tonem "co Ty myślisz ze jestem glupia". No i jak tu byc spokojnym i nie krzyczec? No czasami sie nie da przy nastolatkach. Autorka przedstawila tylko swoją wersje wydarzen, ale ja mam w mieszkaniu nastolatke i wiem jak to wygląda i pewnie nie jeden rodzic tez to przechodzil
No czasami sie nie da przy nastolatkach. Autorka przedstawila tylko swoją wersje wydarzen, ale ja mam w mieszkaniu nastolatke i wiem jak to wygląda i pewnie nie jeden rodzic tez to przechodzil
Wyobraź sobie Julka, że można dziecko wychować bez darcia ryja.
Twoja córka ma dopiero..11? czy 12 lat, poczekaj aż skończy 14
Też mam córkę i też mi dała nieźle popalić w pewnym czasie, ale się na nią nie darłam. Tobie się tylko wydaje, że córka cię nie słucha, bo słucha. Czasem puszcza mimo uszu co mówisz, ale na pewno nie zacznie być lepszym dzieckiem gdy będziesz się na nią wydzierać, głucha chyba nie jest.
W końcu mojej córce jakoś przeszło i dziś mamy świetny kontakt, choć jest już dorosła i samodzielna, a obeszło się bez wrzasków.
Julia life in UK napisał/a:No czasami sie nie da przy nastolatkach. Autorka przedstawila tylko swoją wersje wydarzen, ale ja mam w mieszkaniu nastolatke i wiem jak to wygląda i pewnie nie jeden rodzic tez to przechodzil
Wyobraź sobie Julka, że można dziecko wychować bez darcia ryja.
Twoja córka ma dopiero..11? czy 12 lat, poczekaj aż skończy 14
![]()
Też mam córkę i też mi dała nieźle popalić w pewnym czasie, ale się na nią nie darłam. Tobie się tylko wydaje, że córka cię nie słucha, bo słucha. Czasem puszcza mimo uszu co mówisz, ale na pewno nie zacznie być lepszym dzieckiem gdy będziesz się na nią wydzierać, głucha chyba nie jest.
W końcu mojej córce jakoś przeszło i dziś mamy świetny kontakt, choć jest już dorosła i samodzielna, a obeszło się bez wrzasków.
Ile razy mam tlumaczyc, ze ja sie nie dre non stop i, ze jest to ostatecznosc, kiedy spokojne tłumaczenia nie pomagaja. To nie jest tak,ze ja sie dre non stop 24 na dobe u mnie to naprawde corka musi juz przegiac z zachowaniem, zebym na nia krzyknela i nie widze w tym nic zlego. Moim zdaniem robi tak miliony matek i ojcow na swiecie,ze krzyczy na dzieci, gdy juz po prostu tego nie wytrzymaja nerwowowo. Tak juz sobie to wyobrazam jak NIGDY nie krzyknelas na nastolatke w wieku buntowniczym he he
. Druga sprawa to wlasnie Ci,ktorzy sa za spokojnym tlumaczeniem dziecku wszystkiego bez zadnych konsekwencji czyli np bez kar od razu zmieniaja zdanie, kiedy problem dotyczy ich samych lub ich dzieci np agresywny dzieciak w szkole,ktory NIGDY nie dostal zadnej kary, nigdy rodzice na niego nie krzykneli tylko na spokojnie wszystko tlumaczyli za każdym razem,gdy kogos pobil w szkole, nagle pobije Twoje dziecko wtedy juz nie ma,ze rodzice maja synkowi na spokojnie wytlumaczyc, zeby nie bil mojego dziecka wtedy to by bylo "wymagam od rodzicow tego bachora, zeby mu wpierdo* zasadzili taki, ze juz wiecej mojego dziecka nie pobije". Prawda?
. Latwo oceniac inne matki jakie sa zle, bo krzycza, bo daja kary dzieciom do czasu az sami trafimy na rodzinke, ktora wszystko na spokojnie tlumaczy i na ich roznianczone dzieci
51 2025-02-20 12:17:14 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2025-02-20 12:18:10)
Salomonka napisał/a:Julia life in UK napisał/a:No czasami sie nie da przy nastolatkach. Autorka przedstawila tylko swoją wersje wydarzen, ale ja mam w mieszkaniu nastolatke i wiem jak to wygląda i pewnie nie jeden rodzic tez to przechodzil
Wyobraź sobie Julka, że można dziecko wychować bez darcia ryja.
Twoja córka ma dopiero..11? czy 12 lat, poczekaj aż skończy 14
![]()
Też mam córkę i też mi dała nieźle popalić w pewnym czasie, ale się na nią nie darłam. Tobie się tylko wydaje, że córka cię nie słucha, bo słucha. Czasem puszcza mimo uszu co mówisz, ale na pewno nie zacznie być lepszym dzieckiem gdy będziesz się na nią wydzierać, głucha chyba nie jest.
W końcu mojej córce jakoś przeszło i dziś mamy świetny kontakt, choć jest już dorosła i samodzielna, a obeszło się bez wrzasków.Ile razy mam tlumaczyc, ze ja sie nie dre non stop i, ze jest to ostatecznosc, kiedy spokojne tłumaczenia nie pomagaja. To nie jest tak,ze ja sie dre non stop 24 na dobe u mnie to naprawde corka musi juz przegiac z zachowaniem, zebym na nia krzyknela i nie widze w tym nic zlego. Moim zdaniem robi tak miliony matek i ojcow na swiecie,ze krzyczy na dzieci, gdy juz po prostu tego nie wytrzymaja nerwowowo. Tak juz sobie to wyobrazam jak NIGDY nie krzyknelas na nastolatke w wieku buntowniczym he he
. Druga sprawa to wlasnie Ci,ktorzy sa za spokojnym tlumaczeniem dziecku wszystkiego bez zadnych konsekwencji czyli np bez kar od razu zmieniaja zdanie, kiedy problem dotyczy ich samych lub ich dzieci np agresywny dzieciak w szkole,ktory NIGDY nie dostal zadnej kary, nigdy rodzice na niego nie krzykneli tylko na spokojnie wszystko tlumaczyli za każdym razem,gdy kogos pobil w szkole, nagle pobije Twoje dziecko wtedy juz nie ma,ze rodzice maja synkowi na spokojnie wytlumaczyc, zeby nie bil mojego dziecka wtedy to by bylo "wymagam od rodzicow tego bachora, zeby mu wpierdo* zasadzili taki, ze juz wiecej mojego dziecka nie pobije". Prawda?
. Latwo oceniac inne matki jakie sa zle, bo krzycza, bo daja kary dzieciom do czasu az sami trafimy na rodzinke, ktora wszystko na spokojnie tlumaczy i na ich roznianczone dzieci
Julka, twoje małpy, twoj cyrk, nie moja sprawa. Ja ci tylko zaznaczam, że można dziecko wychować i się nie drzeć.
Nigdzie też nie napisalam, że nie stosowalam kar, bo oczywiście że te musiały być, gdy już "przegięła", ale sama jeszcze zauważysz, że kara bywa bardziej dotkliwa, gdy wytłumaczysz na spokojnie jej powód, cel i zasady na jakich ma się odbyć, zamiast je wywrzeszczeć.
Kończę temat.
Julia life in UK napisał/a:Salomonka napisał/a:Wyobraź sobie Julka, że można dziecko wychować bez darcia ryja.
Twoja córka ma dopiero..11? czy 12 lat, poczekaj aż skończy 14
![]()
Też mam córkę i też mi dała nieźle popalić w pewnym czasie, ale się na nią nie darłam. Tobie się tylko wydaje, że córka cię nie słucha, bo słucha. Czasem puszcza mimo uszu co mówisz, ale na pewno nie zacznie być lepszym dzieckiem gdy będziesz się na nią wydzierać, głucha chyba nie jest.
W końcu mojej córce jakoś przeszło i dziś mamy świetny kontakt, choć jest już dorosła i samodzielna, a obeszło się bez wrzasków.Ile razy mam tlumaczyc, ze ja sie nie dre non stop i, ze jest to ostatecznosc, kiedy spokojne tłumaczenia nie pomagaja. To nie jest tak,ze ja sie dre non stop 24 na dobe u mnie to naprawde corka musi juz przegiac z zachowaniem, zebym na nia krzyknela i nie widze w tym nic zlego. Moim zdaniem robi tak miliony matek i ojcow na swiecie,ze krzyczy na dzieci, gdy juz po prostu tego nie wytrzymaja nerwowowo. Tak juz sobie to wyobrazam jak NIGDY nie krzyknelas na nastolatke w wieku buntowniczym he he
. Druga sprawa to wlasnie Ci,ktorzy sa za spokojnym tlumaczeniem dziecku wszystkiego bez zadnych konsekwencji czyli np bez kar od razu zmieniaja zdanie, kiedy problem dotyczy ich samych lub ich dzieci np agresywny dzieciak w szkole,ktory NIGDY nie dostal zadnej kary, nigdy rodzice na niego nie krzykneli tylko na spokojnie wszystko tlumaczyli za każdym razem,gdy kogos pobil w szkole, nagle pobije Twoje dziecko wtedy juz nie ma,ze rodzice maja synkowi na spokojnie wytlumaczyc, zeby nie bil mojego dziecka wtedy to by bylo "wymagam od rodzicow tego bachora, zeby mu wpierdo* zasadzili taki, ze juz wiecej mojego dziecka nie pobije". Prawda?
. Latwo oceniac inne matki jakie sa zle, bo krzycza, bo daja kary dzieciom do czasu az sami trafimy na rodzinke, ktora wszystko na spokojnie tlumaczy i na ich roznianczone dzieci
Julka, twoje małpy, twoj cyrk, nie moja sprawa. Ja ci tylko zaznaczam, że można dziecko wychować i się nie drzeć.
Nigdzie też nie napisalam, że nie stosowalam kar, bo oczywiście że te musiały być, gdy już "przegięła", ale sama jeszcze zauważysz, że kara bywa bardziej dotkliwa, gdy wytłumaczona na spokojnie jej powód, cel i zasady na jakich ma się odbyć, zamista je wywrzeszczeć.
Kończę temat.
A ja Tobie wytlumacze po raz ostatni, ze moje darcie sie to jest ostatecznosc plus oczywiscie metode nagrod i kar tez stosuje najlepsza to zabrac telefon wtedy od razu jest poprawa no niestety tylko na kilka dni,ale zawsze cos chociaz jest spokój przez ten czas. Ja tez np wole zabrac corce telefon widząc, ze bedzie cudownym dzieckiem chociaz by przez te kilka dni, niz np krzyczec, ale no wlasnie czesto w nerwach to sie nie wytrzymuje, kiedy sie spokojnie wszystko tlumaczy ,a dzieciak chamsko odpowiada. Natomiast tak masz racje, ze kary sa duzo bardziej skuteczniejsze
tak mnie to wszystko dołuje, że teraz głupio siedzę w pokoju i ryczę. ja chyba przez to wszystko nawet do końca nie dojrzałam i mam w głowie takie dziecko, któremu brakuje dzieciństwa i chciałoby jeszcze spędzić czas z rodzicami w kochającym się domu... rozmawiałam z tatą przez telefon, powiedziała mu, że ona teraz zamierza być sama, że jest taka przez niego bo jej brakowało wsparcia w życiu. wiem, że się nic nie poradzi, ale to jednak są rodzice...
Pomyśl, że nie wszyscy mogą mieć idealnych rodziców. To, że nie dawali ci wsparcia, a pomimo tego pozostałaś wrażliwą dziewczyną, to bardzo dużo.
Wspominałaś o terapii?
nalamills napisał/a:tak mnie to wszystko dołuje, że teraz głupio siedzę w pokoju i ryczę. ja chyba przez to wszystko nawet do końca nie dojrzałam i mam w głowie takie dziecko, któremu brakuje dzieciństwa i chciałoby jeszcze spędzić czas z rodzicami w kochającym się domu... rozmawiałam z tatą przez telefon, powiedziała mu, że ona teraz zamierza być sama, że jest taka przez niego bo jej brakowało wsparcia w życiu. wiem, że się nic nie poradzi, ale to jednak są rodzice...
Pomyśl, że nie wszyscy mogą mieć idealnych rodziców. To, że nie dawali ci wsparcia, a pomimo tego pozostałaś wrażliwą dziewczyną, to bardzo dużo.
Wspominałaś o terapii?
Nie ma idealnych rodzicow, tacy nie istnieja i jak czytam posty Haliny albo Salomonki, ze NIGDY nie krzyknely na dziecko/dzieci ,a juz szczególnie w wieku nastoletnim, gdzie dzieciak sie buntuja, sa chamskie, opryskliwie odpowiadaja itp, ze one NIGDY w zyciu NIE krzyknely na takie dzieci to myślisz, ze ja w to wierze, co one tu pisza, ze np od 13 do 18 roku zycia ich dzieci one NIGDY na nie nie krzyknely he he dobre sobie no juz lace w to uwierzyc
teraz zadowolone siedza na forum ,bo dzieci maja dorosle dawno odchowane to siedza na forum i sie madruja ![]()
myślę, że jestem aż nadwrażliwa, często w kryzysowych sytuacjach reaguję emocjonalnie i płaczę, może to dlatego.
. Tak juz sobie to wyobrazam jak NIGDY nie krzyknelas na nastolatke w wieku buntowniczym he he
. Druga sprawa to wlasnie Ci,ktorzy sa za spokojnym tlumaczeniem dziecku wszystkiego bez zadnych konsekwencji czyli np bez kar od razu zmieniaja zdanie, kiedy problem dotyczy ich samych lub ich dzieci np agresywny dzieciak w szkole,ktory NIGDY nie dostal zadnej kary, nigdy rodzice na niego nie krzykneli tylko na spokojnie wszystko tlumaczyli za każdym razem,gdy kogos pobil w szkole, nagle pobije Twoje dziecko wtedy juz nie ma,ze rodzice maja synkowi na spokojnie wytlumaczyc, zeby nie bil mojego dziecka wtedy to by bylo "wymagam od rodzicow tego bachora, zeby mu wpierdo* zasadzili taki, ze juz wiecej mojego dziecka nie pobije". Prawda?
. Latwo oceniac inne matki jakie sa zle, bo krzycza, bo daja kary dzieciom do czasu az sami trafimy na rodzinke, ktora wszystko na spokojnie tlumaczy i na ich roznianczone dzieci
To może tak. Nie zdaje się w żadnej szkole egzaminu na rodzica. Można bez krzyku wychować nastolatka, tylko potrzeba dużo cierpliwości. Jeśli ty wychowujesz krzykiem, to dziecko gdy dorośnie, nie będzie mieć innego wzorca zachowania, też będzie krzyczało.
myślę, że jestem aż nadwrażliwa, często w kryzysowych sytuacjach reaguję emocjonalnie i płaczę, może to dlatego.
Widzisz, wytłumaczyłaś sobie dlaczego tak reagujesz.
58 2025-02-20 12:40:12 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-02-20 12:41:13)
Julia life in UK napisał/a:. Tak juz sobie to wyobrazam jak NIGDY nie krzyknelas na nastolatke w wieku buntowniczym he he
. Druga sprawa to wlasnie Ci,ktorzy sa za spokojnym tlumaczeniem dziecku wszystkiego bez zadnych konsekwencji czyli np bez kar od razu zmieniaja zdanie, kiedy problem dotyczy ich samych lub ich dzieci np agresywny dzieciak w szkole,ktory NIGDY nie dostal zadnej kary, nigdy rodzice na niego nie krzykneli tylko na spokojnie wszystko tlumaczyli za każdym razem,gdy kogos pobil w szkole, nagle pobije Twoje dziecko wtedy juz nie ma,ze rodzice maja synkowi na spokojnie wytlumaczyc, zeby nie bil mojego dziecka wtedy to by bylo "wymagam od rodzicow tego bachora, zeby mu wpierdo* zasadzili taki, ze juz wiecej mojego dziecka nie pobije". Prawda?
. Latwo oceniac inne matki jakie sa zle, bo krzycza, bo daja kary dzieciom do czasu az sami trafimy na rodzinke, ktora wszystko na spokojnie tlumaczy i na ich roznianczone dzieci
To może tak. Nie zdaje się w żadnej szkole egzaminu na rodzica. Można bez krzyku wychować nastolatka, tylko potrzeba dużo cierpliwości. Jeśli ty wychowujesz krzykiem, to dziecko gdy dorośnie, nie będzie mieć innego wzorca zachowania, też będzie krzyczało.
Ja nie wychowuje krzykiem, bo krzyczenie to ostatecznosc,kiedy spokojne tlumaczenie nie pomaga. Nie ma na swiecie,ani jednego rodzica,ktory NIGDY by nie krzyknal na dziecko. To co piszecie, ze NIGDY nie krzykneliscie na dziecko czyli od dnia porodu do dnia jego18 stki to sa zwyczajne bzdury. Nie istnieje taka matka na swiecie, ktora by nigdy chociaż by raz w życiu nie krzyknela na dzieci przez 18 lat ich wychowywania
.
Tamiraa napisał/a:Julia life in UK napisał/a:. Tak juz sobie to wyobrazam jak NIGDY nie krzyknelas na nastolatke w wieku buntowniczym he he
. Druga sprawa to wlasnie Ci,ktorzy sa za spokojnym tlumaczeniem dziecku wszystkiego bez zadnych konsekwencji czyli np bez kar od razu zmieniaja zdanie, kiedy problem dotyczy ich samych lub ich dzieci np agresywny dzieciak w szkole,ktory NIGDY nie dostal zadnej kary, nigdy rodzice na niego nie krzykneli tylko na spokojnie wszystko tlumaczyli za każdym razem,gdy kogos pobil w szkole, nagle pobije Twoje dziecko wtedy juz nie ma,ze rodzice maja synkowi na spokojnie wytlumaczyc, zeby nie bil mojego dziecka wtedy to by bylo "wymagam od rodzicow tego bachora, zeby mu wpierdo* zasadzili taki, ze juz wiecej mojego dziecka nie pobije". Prawda?
. Latwo oceniac inne matki jakie sa zle, bo krzycza, bo daja kary dzieciom do czasu az sami trafimy na rodzinke, ktora wszystko na spokojnie tlumaczy i na ich roznianczone dzieci
To może tak. Nie zdaje się w żadnej szkole egzaminu na rodzica. Można bez krzyku wychować nastolatka, tylko potrzeba dużo cierpliwości. Jeśli ty wychowujesz krzykiem, to dziecko gdy dorośnie, nie będzie mieć innego wzorca zachowania, też będzie krzyczało.
Ja nie wychowuje krzykiem, bo krzyczenie to ostatecznosc,kiedy spokojne tlumaczenie nie pomaga. Nie ma na swiecie,ani jednego rodzica,ktory NIGDY by nie krzyknal na dziecko. To co piszecie, ze NIGDY nie krzykneliscie na dziecko czyli od dnia porodu do dnia jego18 stki to sa zwyczajne bzdury. Nie istnieje taka matka na swiecie, ktora by nigdy chociaż by raz w życiu nie krzyknela na dzieci przez 18 lat ich wychowywania
.
Można rozmawiać z dzieckiem, nie krzycząc. Nie wnikam czy ktoś krzyczy tylko w ostateczności czy nie, jego sprawa. To jest język komunikacji, kiedy się nim rodzic posługuje w stosunku do dziecka, możliwe, że gdy to dziecko dorośnie, będzie się zachowywać podobnie. Kiedyś uważano, że trzeba dziecko bić, żeby słuchało.
Julia life in UK napisał/a:Tamiraa napisał/a:To może tak. Nie zdaje się w żadnej szkole egzaminu na rodzica. Można bez krzyku wychować nastolatka, tylko potrzeba dużo cierpliwości. Jeśli ty wychowujesz krzykiem, to dziecko gdy dorośnie, nie będzie mieć innego wzorca zachowania, też będzie krzyczało.
Ja nie wychowuje krzykiem, bo krzyczenie to ostatecznosc,kiedy spokojne tlumaczenie nie pomaga. Nie ma na swiecie,ani jednego rodzica,ktory NIGDY by nie krzyknal na dziecko. To co piszecie, ze NIGDY nie krzykneliscie na dziecko czyli od dnia porodu do dnia jego18 stki to sa zwyczajne bzdury. Nie istnieje taka matka na swiecie, ktora by nigdy chociaż by raz w życiu nie krzyknela na dzieci przez 18 lat ich wychowywania
.
Można rozmawiać z dzieckiem, nie krzycząc. Nie wnikam czy ktoś krzyczy tylko w ostateczności czy nie, jego sprawa. To jest język komunikacji, kiedy się nim rodzic posługuje w stosunku do dziecka, możliwe, że gdy to dziecko dorośnie, będzie się zachowywać podobnie. Kiedyś uważano, że trzeba dziecko bić, żeby słuchało.
Nie ma na swiecie takiej matki, ani takiego ojca,ktorzy od dnia porodu do dnia 18 stki dziecka NIGDY na to dziecko lub dzieci nie krzyczeli. Nie istnieja tacy rodzice na swiecie, nie istnieli i istniec nie beda
Nie ma na swiecie takiej matki, ani takiego ojca,ktorzy od dnia porodu do dnia 18 stki dziecka NIGDY na to dziecko lub dzieci nie krzyczeli. Nie istnieja tacy rodzice na swiecie, nie istnieli i istniec nie beda
Strasznie popłynęłaś, bo przecież wydaje się oczywiste, że z powodu pojedynczego zdarzenia nikt nie robi dramy.
Za to teksty w typie:
Kto wie z jakim ryjem bezczelnym Ty się do matki odzywalas ,kiedy ona Ciebie samotnie wychowywala (tak samotnie,bo tatuś był za granicą wolny) . Tak usprawiedliwiam, bo 13 letni rozwydrzony bachor,który się nie slucha, kiedy matka mu powtarza po 100 razy jedno to samo to nie jest to samo co darcie się na male kilkuletnie dziecko. Co prawda przyznaje Ci,że matka mogła sobie te "kur**" odpuscic, ale fakt, że się wydarla na Ciebie z nerwów to popieram.
Jasno pokazują, że nie masz żadnych oporów przed krzykiem na dziecko. Sam język, jakiego używasz, też dużo o Tobie mówi.
Nie, rodzica NIC nie usprawiedliwia, to jest jego słabość i poczucie bezsilności, kiedy wrzeszczy. Traci też w ten sposób szacunek i to nie tylko ze strony dziecka, ale i otoczenia. Z drugiej strony taki tatuś albo mamusia nie dziwią, że jego/jej słowa w oczach dziecka nic nie znaczą, jeśli nie jest się dla niego autorytetem, a tego przecież nie dostaje się z automatu.
Osobiście aż mi się wszystko podnosi, kiedy obserwuję przemoc w jakiejkolwiek postaci. Koniec i kropka.
Krzyk można usprawiedliwić tylko w jednym jedynym przypadku: jeżeli jest to znak ostrzegawczy przed niebezpieczeństwem.
Julia life in UK napisał/a:Nie ma na swiecie takiej matki, ani takiego ojca,ktorzy od dnia porodu do dnia 18 stki dziecka NIGDY na to dziecko lub dzieci nie krzyczeli. Nie istnieja tacy rodzice na swiecie, nie istnieli i istniec nie beda
Strasznie popłynęłaś, bo przecież wydaje się oczywiste, że z powodu pojedynczego zdarzenia nikt nie robi dramy.
Za to teksty w typie:Julia life in UK napisał/a:Kto wie z jakim ryjem bezczelnym Ty się do matki odzywalas ,kiedy ona Ciebie samotnie wychowywala (tak samotnie,bo tatuś był za granicą wolny) . Tak usprawiedliwiam, bo 13 letni rozwydrzony bachor,który się nie slucha, kiedy matka mu powtarza po 100 razy jedno to samo to nie jest to samo co darcie się na male kilkuletnie dziecko. Co prawda przyznaje Ci,że matka mogła sobie te "kur**" odpuscic, ale fakt, że się wydarla na Ciebie z nerwów to popieram.
Jasno pokazują, że nie masz żadnych oporów przed krzykiem na dziecko. Sam język, jakiego używasz, też dużo o Tobie mówi.
Nie, rodzica NIC nie usprawiedliwia, to jest jego słabość i poczucie bezsilności, kiedy wrzeszczy. Traci też w ten sposób szacunek i to nie tylko ze strony dziecka, ale i otoczenia. Z drugiej strony taki tatuś albo mamusia nie dziwią, że jego/jej słowa w oczach dziecka nic nie znaczą, jeśli nie jest się dla niego autorytetem, a tego przecież nie dostaje się z automatu.
Osobiście aż mi się wszystko podnosi, kiedy obserwuję przemoc w jakiejkolwiek postaci. Koniec i kropka.Krzyk można usprawiedliwić tylko w jednym jedynym przypadku: jeżeli jest to znak ostrzegawczy przed niebezpieczeństwem.
NIE MA NA SWIECIE ANI JEDNEJ MATKI, ANI JEDNEGO OJCA,KTORZY NIGDY W ŻYCIU CHOCIAZ BY RAZ OD DNIA NARODZENIA DZIECKA DO JEGO PELNOLETNOSCI .NIGDY NIE KRZYCZELI NA SWOJE DZIECKO/DZIECI - TACY RODZICE NIE ISTNIEJA, NIE ISTNIELI i ISTNIEC NIE BEDA. KTO TWIERDZI, ZE PRZEZ 18 LAT ZYCIA DZIECKA NIGDY NIE KRZYKNAL NA TO DZIECKO KLAMIE I TYLE... o celowo drukowanymi, zeby dotarlo. I jeszcze jedno ja nie popieram przemocy wobec dzieci tak,wiec jezeli matka drze ryja non stop wyzywa te dzieci lub co gorsza je bije itp to oczywiście, ze dla mnie jest to zle. Ja natomiast pisze tu o zwyklej rodzinie,gdzie rodzice kochaja dzieci, dbają o nie,rozmawiaja z nimi itp ,ale nikt nie jest idealny,wiec jezeli ktores dziecko notorycznie powtarza to samo zle zachowanie to albo matka albo ojciec na nie krzyczy. Proste. Nie ma to nic wspolnego z przemoca. Rodzice tez maja granice wytrzymalosci ,a zaden rodzic nie ma takiej cierpliwości, zeby przez 18 lat wychowywania dziecka na wszystkie jego chamskie, opryskliwe odpowiedzi oraz zle zachowania reagowac miloscia,czuloscia i spokojnym tlumaczeniem. Takze tego ja sie za zła matke nie uważam, bo np 2-3 razy w miesiacu krzykne na corke o niedoczekanie wasze he he ![]()
To jeszcze raz, bo wyraźnie nie zrozumiałaś:
Strasznie popłynęłaś, bo przecież wydaje się oczywiste, że z powodu pojedynczego zdarzenia nikt nie robi dramy.
Całej reszty nawet nie chce mi się powtarzać, ale pozostanę przy swoim zdaniu.
To jeszcze raz, bo wyraźnie nie zrozumiałaś:
Priscilla napisał/a:Strasznie popłynęłaś, bo przecież wydaje się oczywiste, że z powodu pojedynczego zdarzenia nikt nie robi dramy.
Całej reszty nawet nie chce mi się powtarzać, ale pozostanę przy swoim zdaniu.
Dlaczego sama sobie odpowiadasz ![]()
Dlaczego sama sobie odpowiadasz
Ty tak serio? ![]()
Włącz myślenie, to nie będziesz zadawać takich głupiutkich pytań.
Przecież to wszystko było do Ciebie, a żeby drugi raz nie pisać tego samego, wkleiłam cytat tego, co już raz zostało napisane. Proste jak budowa cepa.