Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 58 ]

1

Temat: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Zakładając, że ona ma 32, a on 40. Dogadujemy się, jest fajnie gdy jesteśmy razem, ale gdy się nie widzimy to zaczynają się analizy czy aby nie jest dla mnie zbyt dojrzały itp bo mam starszego brata w jego wieku i tak jakoś dziwnie mi z tą myślą. Poza tym również dziwnie mi z myślą, że ja mam do czterdziestki jeszcze osiem lat ponad, a on w tym roku już czterdzieści. Fizycznie i mentalnie mi się podoba ale mam jakieś dziwne myśli, że mógłby być starszy tak max.3lata, przynajmniej na tyle odczuwam tą różnice między nami, a gdy pomyślę że jest więcej to dziwnie mi z tym.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Ola93 napisał/a:

Zakładając, że ona ma 32, a on 40. Dogadujemy się, jest fajnie gdy jesteśmy razem, ale gdy się nie widzimy to zaczynają się analizy czy aby nie jest dla mnie zbyt dojrzały itp bo mam starszego brata w jego wieku i tak jakoś dziwnie mi z tą myślą. Poza tym również dziwnie mi z myślą, że ja mam do czterdziestki jeszcze osiem lat ponad, a on w tym roku już czterdzieści. Fizycznie i mentalnie mi się podoba ale mam jakieś dziwne myśli, że mógłby być starszy tak max.3lata, przynajmniej na tyle odczuwam tą różnice między nami, a gdy pomyślę że jest więcej to dziwnie mi z tym.

Daj facetowi spokój. Daj mu szansę aby znalazł jakąś normlaną kobietę.
Bo jak komuś zależy i się czuje coś do drugiej strony to ani wiek ani wygląd nie mają znaczenia.

Jak już na początku masz taki "problem" to znaczy że tak naprawdę on Tobie nie pasuje i wcale nie chodzi o różnie wieku.

3 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-02-19 11:01:04)

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Ola93 napisał/a:

Zakładając, że ona ma 32, a on 40. Dogadujemy się, jest fajnie gdy jesteśmy razem, ale gdy się nie widzimy to zaczynają się analizy czy aby nie jest dla mnie zbyt dojrzały itp bo mam starszego brata w jego wieku i tak jakoś dziwnie mi z tą myślą. Poza tym również dziwnie mi z myślą, że ja mam do czterdziestki jeszcze osiem lat ponad, a on w tym roku już czterdzieści. Fizycznie i mentalnie mi się podoba ale mam jakieś dziwne myśli, że mógłby być starszy tak max.3lata, przynajmniej na tyle odczuwam tą różnice między nami, a gdy pomyślę że jest więcej to dziwnie mi z tym.

8 lat to nie przepaść. Ale jak masz mieć z tym problem to sobie odpuśc

4

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Ola z mojego doświadczenia, im byłam młodsza tym różnica wieku mi mniej przeszkadzała chociaż powinno być odwrotnie.
Kiedy miałam 21 to 31 też było spoko big_smile

Dziś 10 lat, mentalnie czy etap życia będzie podobny więc pewnie byłoby łatwiej, ale ... czy to ma perspektywy? Tak pomyśl dziś masz 32 lata za 5 lat w wieku 37 to młoda babka, a czy on w wieku 45 będzie coś chciał poza netflixem? Mąż mojej ciotki (siostra mojej mamy ) jest od niej starszy o 7 lat i teraz kiedy mają lat 60 ciotka wujek 67 widać największą różnicę, ona chce iść w góry jeszcze jechać na wakacje, a on kupił sobie kurnik i teraz siedzi i kur pilnuje, więc ich potrzeby się mocno rozjechały. Jednak to zawsze zależy od człowieka.

5

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Nie rozumiem skad takie myslenie, chyba od poczatku mowil, ze jest starszy, wiec w czym rzecz?

Jesli ci to przeszkadza, to pewnie tak zostanie, lepiej odpusc.

6

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
minnie.89 napisał/a:

Ola z mojego doświadczenia, im byłam młodsza tym różnica wieku mi mniej przeszkadzała chociaż powinno być odwrotnie.
Kiedy miałam 21 to 31 też było spoko big_smile

Dziś 10 lat, mentalnie czy etap życia będzie podobny więc pewnie byłoby łatwiej, ale ... czy to ma perspektywy? Tak pomyśl dziś masz 32 lata za 5 lat w wieku 37 to młoda babka, a czy on w wieku 45 będzie coś chciał poza netflixem? Mąż mojej ciotki (siostra mojej mamy ) jest od niej starszy o 7 lat i teraz kiedy mają lat 60 ciotka wujek 67 widać największą różnicę, ona chce iść w góry jeszcze jechać na wakacje, a on kupił sobie kurnik i teraz siedzi i kur pilnuje, więc ich potrzeby się mocno rozjechały. Jednak to zawsze zależy od człowieka.

Guzik prawda.

Wiek nie ma żadnego znaczenia a raczej czy dana osoba jest introwertykiem czy ekstrawertykiem.
Jak ktoś jest domatorem to będzie nim i wieku 20lat i 60lat.
Po prostu trzeba się dobierać pod względem zainteresowań, stylu życia, wartości i itd.

W większości związku ekstrawertyka z introwertykiem się nie udają, bo takie osoby są całkowicie różne i zupełnie inaczej spełniają czas i mają inne zainteresowania.

7

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Kaszpir007 napisał/a:

raczej czy dana osoba jest introwertykiem czy ekstrawertykiem.

O, o, miałam to pisać big_smile
Ja nawet w wieku 20 lat wolałam dom i filmy. smile

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

To nie duzo raczej tak średnio,  duzo to powyzej 10 lat

9 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2025-02-19 13:44:51)

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Jak długo jesteście razem?

10

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Na tym etapie życiowym, to chyba już nie taka wielka różnica. Oczywiście w drugą stronę już pewnie podniósłby się krzyk, że dobrał się młody lowelas z "mamuśką"

Natomiast już w przypadku faceta 30 letniego i dziewczyny ledwo 20 letniej, to bym się poważnie zastanawiał, czy to ma sens..

11

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
bagienni_k napisał/a:

Na tym etapie życiowym, to chyba już nie taka wielka różnica. Oczywiście w drugą stronę już pewnie podniósłby się krzyk, że dobrał się młody lowelas z "mamuśką"

Natomiast już w przypadku faceta 30 letniego i dziewczyny ledwo 20 letniej, to bym się poważnie zastanawiał, czy to ma sens..

No proszę Cię czy 40 latka to "mamuśka" no chyba to 16 latka, bo żaden 32latek to by nie powiedział

12

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Skoro jakieś słowo jest wzięte w cudzysłów, należy raczej brać pod uwagę, że w danej wypowiedzi słowo to NIE JEST myślą ani zamierzeniem Autora.. smile

13

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Ola93
Z bratem się tobie luby kojarzy? Pytanie jak bardzo i na jakiej zasadzie.
Twoi rodzice możliwe że będą gonić życie (mając niewiele młodszego zięcia), a twój luby w pewnym wieku, co zresztą tutaj pisano, obierze inny kierunek bycia.

14

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Ola93 napisał/a:

Zakładając, że ona ma 32, a on 40. Dogadujemy się, jest fajnie gdy jesteśmy razem, ale gdy się nie widzimy to zaczynają się analizy czy aby nie jest dla mnie zbyt dojrzały itp bo mam starszego brata w jego wieku i tak jakoś dziwnie mi z tą myślą. Poza tym również dziwnie mi z myślą, że ja mam do czterdziestki jeszcze osiem lat ponad, a on w tym roku już czterdzieści. Fizycznie i mentalnie mi się podoba ale mam jakieś dziwne myśli, że mógłby być starszy tak max.3lata, przynajmniej na tyle odczuwam tą różnice między nami, a gdy pomyślę że jest więcej to dziwnie mi z tym.

W tym wieku to sporo. Tobie się dopiero fajny czas w życiu zaczyna a on już po 40. Całkiem inny etap życia. No chyba, że tak się akurat dobraliście, ze jesteście zgrani pod względem oczekiwań i potrzeb życiowych ale to jest rzadkość. I też żeby nie było tak, że na początku on będzie cię zapewniał, że jest na takim samym etapie jak ty a później z czasem jak już będziesz wkręcona się zacznie okazywać, że jednak nie jest. I albo chce zakładać rodzinę albo pierdziec w kanapę, kupić se kurnik i takie tam.

15 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-02-19 20:43:45)

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Jeśli dla Ciebie dużo to nie ma tematu.
Szkoda tylko że nie przemyślałaś wcześniej, zanim staliście się parą.
Doświadczenia innych nie na wiele się zdadzą,  bo dla niektórych 2 lata różnicy to za dużo,  a dla innych 20 to nie problem
Nikt też Ci nie powie jako będzie Twój partner i Ty za kilkadziesiąt lat.

16

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Tzn jeśli chodzi o zainteresowania, tematu do rozmów itp to my mamy o czym rozmawiać, mentalnie jesteśmy zgrani, choć on owszem lubi planować, i sugeruje mi że za parę lat chciałby dziecko, i ślub, i razem mieszkać, mi to nie przeszkadza że tak sobie planuje, wręcz przeciwnie, fajnie że myśli o mnie poważnie, ale nie wiem na ile to z racji że go ,,goni czas i bierze co się trafiło", a na ile po prostu chce mnie bo tak, bo mu się podobam i takie tam. Ja się nie boje tego, że kiedyś tam on może chcieć siedzieć w domu a ja będę chciała iść w góry, bo pod tym względem to fakt nie jest między nami jakaś straszna przepaść, tym bardziej że on o siebie dba, o swoje zdrowie, to prędzej ja z tym nie zawsze mu dorównuje, choć się zaczęłam starać od kiedy się spotykamy, bo gdzieś tam mnie w tym zmotywował. Chodzi mi o to, że mój brat ma tyle samo lat co on, pod tym względem jakoś mi dziwnie, bo brata starszego zawsze uważałam za starszego, a teraz mając chłopaka w tym samym wieku co on nie wiem jak się w tym odnaleźć. Pod względem fizycznym bardzo mi się podoba, i wszystko byłoby dobrze gdyby nie te chore (?) lęki we mnie, jakieś obawy głupie itp. moich rodziców dzieliło 6lat, i gdzieś w głowie zawsze stawiałam sobie tą różnice jako maksimum, a tu trafił mi się facet, na którego wiek z początku nie zwracałam uwagi bo on nawet nie wygląda na tyle na ile ma, dopiero gdy zaczęłam analizować w czasie wolnym od spotkań to jakieś obawy się mi włączają, ale gdy się widzimy to to znika, wtedy jakoś nie chce mi się o tym myśleć bo jest mi dobrze z nim.

17

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Czy 8 lat to dużo? Jeśli dałaś sobie wmówić społecznie, że wiek powinien być zbliżony, to dużo. Jeśli samodzielnie potrafisz myśleć, to powinnaś postawić sobie inne pytania.

18

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Ola, ja myślę, że nie jesteś zakochana w tym facecie dlatego widzisz przeszkodę w tej różnicy wieku, w sumie nie takiej dużej i tak jakby ona była najważniejsza w związku. A często bywa atutem.

19

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
wieka napisał/a:

Ola, ja myślę, że nie jesteś zakochana w tym facecie dlatego widzisz przeszkodę w tej różnicy wieku, w sumie nie takiej dużej i tak jakby ona była najważniejsza w związku. A często bywa atutem.

wieka napisał/a:

Ola, ja myślę, że nie jesteś zakochana w tym facecie dlatego widzisz przeszkodę w tej różnicy wieku, w sumie nie takiej dużej i tak jakby ona była najważniejsza w związku. A często bywa atutem.

Właśnie problem w tym, że zaczęłam do niego czuć coś więcej, i właśnie przez to chyba włączają mi się obawy odnośnie przyszłości, głównie tego (choć wiem że zaraz mnie zjedziecie za to, że wyznacznikiem tego nie zawsze bywa wiek) że po prostu zostanę szybciej sama, mimo że zdaje sobie z tego sprawę, że to że jest starszy wcale nie znaczy, że tak będziesz bo może być różnie, mogę ją zachorować itp, nie wiem skąd mi się wzięło takie przekonanie, może przez to, że to pierwszy facet z którym jestem blisko a który jest tyle ode mnie starszy. On mnie tak jak mówię naprawdę pociąga i uwielbiam w nim tyle rzeczy, że aż się tego uczucia boję, boje się w pełni zaangażować, że potem nagle to się skończy a ja nie będę umiała sobie z tym poradzić, może to przez to że trzy lata temu mój ojciec odszedł i napatrzyłam się na mamę w żałobie, jak sobie nie radziła itp i mam lęki że ja też nie będę umiała sobie poradzić będąc w takiej samej sytuacji ewentualnie.

20

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

To te wszystkie twoje obawy i lęki powinny trafić na terapię psychologiczną.
Albo daj sobie spokój z facetami, tym samym pozbędziesz się obaw, bo życie to jest ryzyko, niczego nie jesteś w stanie przewidzieć, więc nie ma sensu się bać na wyrost.
Jak nic z tym nie zrobisz to następnym etapem będzie lęk o ciążę, lęk o poród, o dziecko, nie da tak się żyć.

21

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

A to jak dopisałaś trochę to powiem tak:
To nie temat różnicy wieku.
Przy nim wątpliwości znikają ?
To niepewność co do relacji, prawdopodobnie po Twojej  stronie.
W sensie Ty się boisz ze nie jesteś dla niego wystarczająco dobra.

22

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Oj Olcia, jeśli 93 to twój rocznik to jestem od Ciebie 4 lata starsza i powiem wprost, no ogarnij się, bo to są rozkminy jak na 22 latkę, czy on nie jest za stary, czy ja jestem...
W Twoim wieku kobieta powinna już wiedzieć czego chce, co potrzebuje, co jest dla niej dobre. Rozumiem, że masz starszego brata i to kształtuje, ale ... jeśli partner kojarzy Ci się z rodzeństwem, to słabe.

Dalej, piszesz że za parte lat chcesz dziecko, no nie obraz się, ale chyba już nie za parę a ten czas się kurczy zwłaszcza jak nie masz jeszcze dzieci. smile

23

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Ja ogólnie nie planowałam z nikim być, miało to być tylko niewinne spotkanie, myślałam że będzie jak zwykle że jak do czegoś na pierwszym spotkaniu między nami dojdzie to na tym się skończy, bo zazwyczaj tak bywało, a tym razem było inaczej, bo chciał kolejnych spotkań, ja też ich chciałam i tak doszło do tego że jesteśmy razem mimo wszelkich moich obaw, trochę mnie to męczy, i masz rację to się pewnie nadaje do przepracowania z psychologiem ale ja z psychologii jestem niezła, w sensie wiem co usłysze, bo wiem co sama bym powiedziała na takie problemy jako psycholog komuś, a ponoć innym umiem dawać świetne rady, tylko jakoś sobie przegadać do rozsądku nie potrafię, a już świadomość że mi ktoś będzie doradzać za kasę tym bardziej myślę że na mnie nie zadziała. Nie mam koleżanek z którymi mogłabym o tym pogadać, wszystkie są już w związkach małżeńskich, mają dzieci i swoje problemy, ja wiem że mi ten czas też się już kurczy jak ktoś tam wspomniał w komentarzu, jestem tego świadoma i owszem ja już mam lęki odnośnie porodu i ciąży. Najlepiej to byłoby sobie dać spokój z facetami i po prostu żyć sama, wtedy nie niszczylabym nikomu życia, a sama nie miałabym lęków tych co mam, pewnie byłyby wtedy inne no ale tyle bym choć miała spokój ale to nie takie proste, do tego chłopaka coś poczułam i wiem że brakowałoby mi go, zresztą on też mi nie daje odejść już parę razy próbowałam i za każdym razem udaje mu się mnie przegadać, że wciąż daje tej relacji szanse, a nie raz wszystko we mnie krzyczy że niszczę tylko chłopu życie bo nic złego mi nie robi, to ja ciągle coś wymyślam, czegoś się lękam a on to znosi, tłumaczy i się przejmuje że z nim zerwę, bo jak próbuję to on mnie zawsze przegada tak, że po prostu nie mam sił tego zrobić, zaczęło mi na nim zależeć i przez to mieszam się w tych lękach i uczuciu jednocześnie.

24

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Ale tak jak pisałaś w innym wątku, za bardzo nie odpowiada ci ta relacja, bo za rzadko się spotykacie, można powiedzieć, że praktycznie się nie znacie.
Czyli nie tylko różnica wieku odgrywa tu rolę.

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Ty masz lęk o wiek, ja nie mam tego w ogóle moglbym byc ze stsrsza o 20 lat jak i z młodszą jeśli bym sie zakochał.
Od wieków wodzowie plemienni brali sobie najmłodsze żony, a w społeczeństwach matriarchalnych matrony braly sobie 30 lat młodszych.
Teraz z kim jestes to tylko i wyłącznie Twoja sprawa nikogo innego. Odpowiedz sobie na pytanie czy go kochasz i czy chcesz z nim być. Różnica wieku nie powinna być w ogóle brana pod uwagę. Ale skoro masz z tym problem to sie tym zajmij

26

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Rozmawiałaś ze swoim partnerem o tej całej sytuacji? O swoich lękach, rozterkach, wątpliwościach? Związek opiera m.in. na obustronnej komunikacji. Dlatego sugerowałbym przedyskutowanie z nim tego tematu. Nie można wykluczyć, że taka rozmowa może okazać się swoistym katalizatorem na rozwiązanie Twojego studium przypadku.

27 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2025-02-21 12:00:34)

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Ola93 napisał/a:

....., pewnie byłyby wtedy inne no ale tyle bym choć miała spokój ale to nie takie proste, do tego chłopaka coś poczułam i wiem że brakowałoby mi go, zresztą on też mi nie daje odejść już parę razy próbowałam i za każdym razem udaje mu się mnie przegadać, że wciąż daje tej relacji szanse, a nie raz wszystko we mnie krzyczy że niszczę tylko chłopu życie bo nic złego mi nie robi, to ja ciągle coś wymyślam, czegoś się lękam a on to znosi, tłumaczy i się przejmuje że z nim zerwę, bo jak próbuję to on mnie zawsze przegada tak, że po prostu nie mam sił tego zrobić, zaczęło mi na nim zależeć i przez to mieszam się w tych lękach i uczuciu jednocześnie.

Nie ma to jak nie wiedzieć czego się chce od życia. Chciałabym i się boję... Tak najkrócej można podsumować twoje rozterki.
Raczej traktujesz faceta jak czasoumilacz i wcale ci na nim nie zalezy. Marnujesz tylko jego czas i wpędzasz go w lata, bo facet młody już nie jest i będzie mu z każdym rokiem trudniej znaleźć kogoś do życia, a po tym diabelskim młynie z tobą, to może w ogole mieć jakiś uraz na długo.
Zdecyduj się czego chcesz, albo ostatecznie daj mu spokój. Może z czasem on sobie jakoś życie ułoży.

28

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Z tęgi Ci czytam, on za każdym razem rozwiewa Twoje wątpliwości.
Więc Ty postaw swoje warunki.
Mieszka blisko, niech to nie będą tylko weekendy.
Masz wątpliwości Ci do jego zaangażowania?
Zrób swoją listę kiedy Twoim zdaniem mezczyzna jest zaangażowany i się tego trzymaj.

29

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Ela210 napisał/a:

Z tęgi Ci czytam, on za każdym razem rozwiewa Twoje wątpliwości.
Więc Ty postaw swoje warunki.
Mieszka blisko, niech to nie będą tylko weekendy.
Masz wątpliwości Ci do jego zaangażowania?
Zrób swoją listę kiedy Twoim zdaniem mezczyzna jest zaangażowany i się tego trzymaj.

50 min. drogi, to nie jest blisko, można powiedzieć, że jest to związek na odległość, więc nawet ciężko się bliżej poznać.
Myślę, że on do tej relacji podchodzi bardziej zdroworozsądkowo, żeby mieć rodzinę. I jakoś to będzie.

30 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2025-02-21 13:18:43)

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Ważne, aby Autorka nie odraczała decyzji w nieskończoność. Tu nie ma miejsca na historie pt. "z czasem wszystko się rozwiąże" czy "czas pokaże" lub inne podobne. Szkoda marnować życia. To nie rachunek prawdopodobieństwa. Jeśli jest im nie po drodze to niech każde rusza w swoją stronę i układa życie na nowo.

31 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-02-21 13:29:24)

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Jest też pytanie, dlaczego do niego nie możesz jeździć?

32

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
wieka napisał/a:

50 min. drogi, to nie jest blisko, można powiedzieć, że jest to związek na odległość, więc nawet ciężko się bliżej poznać.
Myślę, że on do tej relacji podchodzi bardziej zdroworozsądkowo, żeby mieć rodzinę. I jakoś to będzie.

Jeśli dla dwojga dorosłych, samodzielnych osób 50 km drogi stanowi przeszkodę, żeby spędzać ze sobą więcej czasu, to tylko pokazuje, że im na tym wcale nie zależy. Mogliby przecież przynajmniej w weekendy być razem, a to już jest dużo.

Z moim partnerem na etapie poznawania się mieliśmy do siebie dokładnie 50 minut drogi, widywaliśmy się raz, dwa razy w ciągu tygodnia i dodatkowo byliśmy ze sobą całe weekendy. Teraz moja przyjaciółka ma do swojej nowej miłości 3,5 godziny, a jednak albo on, albo ona jeżdżą do siebie w piątek, wracają w niedzielę. Jak się chce, wszystko można, reszta to wymówki.

33

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Dla chcącego nic trudnego. Jeżeli dwoje ludzi jest żywo zainteresowanych sobą to nie ma zmiłuj. Nawet spotkanie choćby na chwilę nie jest problemem. Wręcz przeciwnie. Takie "szaleństwa", małe czy większe, odgrywają bardzo dużą rolę w takich sytuacjach. Są dowodem, że nam zależy, że chcemy, że angażujemy się.

34

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Ja nie znam jeszcze jego rodziny, nie przedstawiliśmy sobie rodzin, nigdy u niego nie byłam, a też nie mam prawka by jeździć, kiepsko u mnie nawet z komunikacją do niego w weekendy a w tygodniu to on wiecznie nie ma czasu bo musi wcześniej iść by do pracy się wyspać, a wstaje wcześnie. Idzie spać o 22-23 max. Wstaje już o 6, bo o siódmej zaczyna pracę, pracuje do 15. Ma pasję jaką są pewne zwierzęta i należy do związku z tym związanego więc ciągle a to musi nakarmić, a to ma zebranie i koniecznie musi być. Ostatnio mieliśmy się spotkać wczoraj, ale stwierdził czy możemy przełożyć spotkanie na niedzielę bo on po pracy musi pokarmić zwierzęta, a potem jeszcze do apteki objechać po lekarstwa ojcu, moim zdaniem średnia wymówka, bo przecież to jest do ogarnięcia w niedługim czasie i spokojnie mógłby przyjechać wieczorem i posiedzieć dłużej, no ale nie wpadł na to. Natomiast dziś ma o 16 zebranie więc pewnie mu z dwie godziny zejdzie, to przyjechać o 18 już mu się widzi zbyt późno, mimo że jest sobota i przecież mógłby posiedzieć dłużej, ale nie bo on wiecznie musi już rano wstawać, bo tak jest nauczony, no i jeśli się spotkamy to jutro, i też wcale jakoś to więcej czasu nie będzie bo przyjeżdża zazwyczaj o 17 a już o 22 mówi że musi jechać, no bo rano do pracy. Męczące to jest. Kojarzy mi się to ze związkiem w jakim byłam kiedyś, tylko że ten chłopak miał do mnie 20 km a i tak mimo że nie pracował jeszcze tylko chodzil do szkoły, nie miał swojego samochodu tylko rodziców, jeździł do mnie dwa razy w tygodniu. Tylko że odległość była trochę mniejsza.
Wczoraj zauważył chyba że mi nie pasuje to, że widujemy się tak rzadko i zaproponował żeby się gdzieś wybrać w któryś weekend na trzy dni, żeby ze sobą spędzić więcej czasu i oczywiście niby nie mógł się spotkać a jakoś pisał ze mną przez większość wieczoru i dawał radę, miał na to czas. Domyślam się, że liczy po prostu na to że będzie seks, bo nie uprawialiśmy jako tak seksu, jedynie oralny i pieszczoty. Ale twierdzi, że nie, że nie o to mu chodzi tylko by spędzić ze sobą czas, ale i tak teksty o chodzeniu przy sobie nago i wspólnym prysznicu być musiały. Jemu moim zdaniem szkoda kasy na paliwo tyle jeździć, bo teraz gdy nie pracuje tymczasowo to ciągle dopytuje kiedy pójdę do pracy itp bo on chce by to wszystko,,szło do przodu ", po prostu mu chodzi o to bym ja miała swoją kasę, że niby na wspólną przyszłość, by było łatwiej, tak twierdzi a moim zdaniem boi się po prostu by czasem nie mieć utrzymanki co to będzie musiał sam utrzymać rodzinę, zrozumiałe tylko że my jesteśmy ze sobą dopiero parę miesięcy, nie padły między nami nawet słowa ,,kocham", ale temat kasy, wspólnego domu itp on porusza bardzo często. Jak próbowałam zakończyć ten związek twierdząc że to bez sensu to zawsze rozwiewa te moje wątpliwości i pozytywnie nastraja że godzę się na spotkanie a wtedy mi gorzej zerwać bo na spotkaniu wiadomo jest bliskość czułość, a że mi się podoba to po prostu żal mi tej relacji ale ja nie wiem czy kiedykolwiek dam mu dziecko przez swoje lęki, nie chce mu marnować życia, tych lat które mu zostały gdzie mógłby sobie ułożyć życie z kimś innym, kto mu to da, a z drugiej strony oczywiście nie pasuje mi to, że mamy tak ograniczone te spotkania, a ja nie chcę mu kazywać wybierać między jego pasją, snem a mną, bo to by było niepoważne, nie chce by rezygnowal z tego co mu daje szczęście czyli zwierzęta które hoduje, nie chce by jeździł senny tylko dlatego że ja bym chciała dłuższych spotkań, choć wiem że czasem mógłby znaleźć więcej czasu by przyjechać jeszcze w któryś dzień, ale skoro nie proponuje to widocznie nie chce z jakichś względów lub nie może. Ja bym chciała byśmy całe weekendy spędzali razem, ale z racji że nie przedstawiłam go rodzinie ani on mnie swojej to nawet nie mielibyśmy gdzie, a płacić co tydzień za wynajem czegoś to też bez sensu bo dużo kasy by stracił na to, a on woli odkładać na dom i się mu nie dziwię. Ja bym go mogła przedstawić rodzinie, tylko że też się boje bo to nas jeszcze bardziej zwiąże ze sobą, potem będę w domu non stop pytana o niego, i on też jak się zgada z moją rodziną to dopiero będę mieć ciężko bo boje się że on poczuje się pewnie, że już nie musi się starać, że będzie z ich wsparciem kłaść na mnie jakieś naciski, bo wiem że on na pewno im się spodoba i że łatwo się z nimi dogada, dlatego nie chce go pierwsza do domu przyprowadzać.

35 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-02-22 16:03:27)

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Skoro ty mieszkasz z rodzicami, on też to nie macie szans nawet na bliższe poznanie się. tym bardziej, że nie poznaliście swoich rodzin, może to i lepiej, bo chleba z tej mąki nie będzie.
A jaką on ma przeszłość związkową?

36

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Ola93 napisał/a:

Ja nie znam jeszcze jego rodziny, nie przedstawiliśmy sobie rodzin, nigdy u niego nie byłam, a też nie mam prawka by jeździć, kiepsko u mnie nawet z komunikacją do niego w weekendy a w tygodniu to on wiecznie nie ma czasu bo musi wcześniej iść by do pracy się wyspać, a wstaje wcześnie. Idzie spać o 22-23 max. Wstaje już o 6, bo o siódmej zaczyna pracę, pracuje do 15. Ma pasję jaką są pewne zwierzęta i należy do związku z tym związanego więc ciągle a to musi nakarmić, a to ma zebranie i koniecznie musi być. Ostatnio mieliśmy się spotkać wczoraj, ale stwierdził czy możemy przełożyć spotkanie na niedzielę bo on po pracy musi pokarmić zwierzęta, a potem jeszcze do apteki objechać po lekarstwa ojcu, moim zdaniem średnia wymówka, bo przecież to jest do ogarnięcia w niedługim czasie i spokojnie mógłby przyjechać wieczorem i posiedzieć dłużej, no ale nie wpadł na to. Natomiast dziś ma o 16 zebranie więc pewnie mu z dwie godziny zejdzie, to przyjechać o 18 już mu się widzi zbyt późno, mimo że jest sobota i przecież mógłby posiedzieć dłużej, ale nie bo on wiecznie musi już rano wstawać, bo tak jest nauczony, no i jeśli się spotkamy to jutro, i też wcale jakoś to więcej czasu nie będzie bo przyjeżdża zazwyczaj o 17 a już o 22 mówi że musi jechać, no bo rano do pracy. Męczące to jest. Kojarzy mi się to ze związkiem w jakim byłam kiedyś, tylko że ten chłopak miał do mnie 20 km a i tak mimo że nie pracował jeszcze tylko chodzil do szkoły, nie miał swojego samochodu tylko rodziców, jeździł do mnie dwa razy w tygodniu. Tylko że odległość była trochę mniejsza.
Wczoraj zauważył chyba że mi nie pasuje to, że widujemy się tak rzadko i zaproponował żeby się gdzieś wybrać w któryś weekend na trzy dni, żeby ze sobą spędzić więcej czasu i oczywiście niby nie mógł się spotkać a jakoś pisał ze mną przez większość wieczoru i dawał radę, miał na to czas. Domyślam się, że liczy po prostu na to że będzie seks, bo nie uprawialiśmy jako tak seksu, jedynie oralny i pieszczoty. Ale twierdzi, że nie, że nie o to mu chodzi tylko by spędzić ze sobą czas, ale i tak teksty o chodzeniu przy sobie nago i wspólnym prysznicu być musiały. Jemu moim zdaniem szkoda kasy na paliwo tyle jeździć, bo teraz gdy nie pracuje tymczasowo to ciągle dopytuje kiedy pójdę do pracy itp bo on chce by to wszystko,,szło do przodu ", po prostu mu chodzi o to bym ja miała swoją kasę, że niby na wspólną przyszłość, by było łatwiej, tak twierdzi a moim zdaniem boi się po prostu by czasem nie mieć utrzymanki co to będzie musiał sam utrzymać rodzinę, zrozumiałe tylko że my jesteśmy ze sobą dopiero parę miesięcy, nie padły między nami nawet słowa ,,kocham", ale temat kasy, wspólnego domu itp on porusza bardzo często. Jak próbowałam zakończyć ten związek twierdząc że to bez sensu to zawsze rozwiewa te moje wątpliwości i pozytywnie nastraja że godzę się na spotkanie a wtedy mi gorzej zerwać bo na spotkaniu wiadomo jest bliskość czułość, a że mi się podoba to po prostu żal mi tej relacji ale ja nie wiem czy kiedykolwiek dam mu dziecko przez swoje lęki, nie chce mu marnować życia, tych lat które mu zostały gdzie mógłby sobie ułożyć życie z kimś innym, kto mu to da, a z drugiej strony oczywiście nie pasuje mi to, że mamy tak ograniczone te spotkania, a ja nie chcę mu kazywać wybierać między jego pasją, snem a mną, bo to by było niepoważne, nie chce by rezygnowal z tego co mu daje szczęście czyli zwierzęta które hoduje, nie chce by jeździł senny tylko dlatego że ja bym chciała dłuższych spotkań, choć wiem że czasem mógłby znaleźć więcej czasu by przyjechać jeszcze w któryś dzień, ale skoro nie proponuje to widocznie nie chce z jakichś względów lub nie może. Ja bym chciała byśmy całe weekendy spędzali razem, ale z racji że nie przedstawiłam go rodzinie ani on mnie swojej to nawet nie mielibyśmy gdzie, a płacić co tydzień za wynajem czegoś to też bez sensu bo dużo kasy by stracił na to, a on woli odkładać na dom i się mu nie dziwię. Ja bym go mogła przedstawić rodzinie, tylko że też się boje bo to nas jeszcze bardziej zwiąże ze sobą, potem będę w domu non stop pytana o niego, i on też jak się zgada z moją rodziną to dopiero będę mieć ciężko bo boje się że on poczuje się pewnie, że już nie musi się starać, że będzie z ich wsparciem kłaść na mnie jakieś naciski, bo wiem że on na pewno im się spodoba i że łatwo się z nimi dogada, dlatego nie chce go pierwsza do domu przyprowadzać.

Związek na siłę. Ja bym zostawiła. Niech partner się zastanowi, co dla niego naprawdę się liczy. Żeby nie było tak, że cię potem zostawi w chorobie, a sam pojedzie ratować zwierzęta czy spełniać swoje pasje. Twoje wątpliwości są słuszne, i tu nie chodzi o różnicę wieku. Początek znajomości, a tu ani śladu motyli w brzuchu, za to jest czyste wyrachowanie.

37

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Im dalej w las tym faktycznie ta cała relacja coraz gorzej wygląda. Właściwie teraz to raczej już luźna znajomość. Wcześniej wspominałem o wspólnej rozmowie, ale widzę, że w tej sytuacji żadna rozmowa nie pomoże. Co najwyżej rozwiązać tą relację raz na zawsze.

38

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Ola93 napisał/a:

Ja bym chciała byśmy całe weekendy spędzali razem, ale z racji że nie przedstawiłam go rodzinie ani on mnie swojej to nawet nie mielibyśmy gdzie (...)

To gdzie Wy się obecnie spotykacie?

39

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
wieka napisał/a:

Skoro ty mieszkasz z rodzicami, on też to nie macie szans nawet na bliższe poznanie się. tym bardziej, że nie poznaliście swoich rodzin, może to i lepiej, bo chleba z tej mąki nie będzie.
A jaką on ma przeszłość związkową?

Był w trzech związkach z tego co pamiętam co mówił, z czego jeden przeżył szczególnie, tzw pierwszą miłość, gdzie był z dziewczyną 4lata i się rozstali bo ona wyjechała za granicę i przez to rozwalił im się związek, trzy lata przed naszym poznaniem się był sam jak twierdził.

40

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Tamiraa napisał/a:
Ola93 napisał/a:

Ja nie znam jeszcze jego rodziny, nie przedstawiliśmy sobie rodzin, nigdy u niego nie byłam, a też nie mam prawka by jeździć, kiepsko u mnie nawet z komunikacją do niego w weekendy a w tygodniu to on wiecznie nie ma czasu bo musi wcześniej iść by do pracy się wyspać, a wstaje wcześnie. Idzie spać o 22-23 max. Wstaje już o 6, bo o siódmej zaczyna pracę, pracuje do 15. Ma pasję jaką są pewne zwierzęta i należy do związku z tym związanego więc ciągle a to musi nakarmić, a to ma zebranie i koniecznie musi być. Ostatnio mieliśmy się spotkać wczoraj, ale stwierdził czy możemy przełożyć spotkanie na niedzielę bo on po pracy musi pokarmić zwierzęta, a potem jeszcze do apteki objechać po lekarstwa ojcu, moim zdaniem średnia wymówka, bo przecież to jest do ogarnięcia w niedługim czasie i spokojnie mógłby przyjechać wieczorem i posiedzieć dłużej, no ale nie wpadł na to. Natomiast dziś ma o 16 zebranie więc pewnie mu z dwie godziny zejdzie, to przyjechać o 18 już mu się widzi zbyt późno, mimo że jest sobota i przecież mógłby posiedzieć dłużej, ale nie bo on wiecznie musi już rano wstawać, bo tak jest nauczony, no i jeśli się spotkamy to jutro, i też wcale jakoś to więcej czasu nie będzie bo przyjeżdża zazwyczaj o 17 a już o 22 mówi że musi jechać, no bo rano do pracy. Męczące to jest. Kojarzy mi się to ze związkiem w jakim byłam kiedyś, tylko że ten chłopak miał do mnie 20 km a i tak mimo że nie pracował jeszcze tylko chodzil do szkoły, nie miał swojego samochodu tylko rodziców, jeździł do mnie dwa razy w tygodniu. Tylko że odległość była trochę mniejsza.
Wczoraj zauważył chyba że mi nie pasuje to, że widujemy się tak rzadko i zaproponował żeby się gdzieś wybrać w któryś weekend na trzy dni, żeby ze sobą spędzić więcej czasu i oczywiście niby nie mógł się spotkać a jakoś pisał ze mną przez większość wieczoru i dawał radę, miał na to czas. Domyślam się, że liczy po prostu na to że będzie seks, bo nie uprawialiśmy jako tak seksu, jedynie oralny i pieszczoty. Ale twierdzi, że nie, że nie o to mu chodzi tylko by spędzić ze sobą czas, ale i tak teksty o chodzeniu przy sobie nago i wspólnym prysznicu być musiały. Jemu moim zdaniem szkoda kasy na paliwo tyle jeździć, bo teraz gdy nie pracuje tymczasowo to ciągle dopytuje kiedy pójdę do pracy itp bo on chce by to wszystko,,szło do przodu ", po prostu mu chodzi o to bym ja miała swoją kasę, że niby na wspólną przyszłość, by było łatwiej, tak twierdzi a moim zdaniem boi się po prostu by czasem nie mieć utrzymanki co to będzie musiał sam utrzymać rodzinę, zrozumiałe tylko że my jesteśmy ze sobą dopiero parę miesięcy, nie padły między nami nawet słowa ,,kocham", ale temat kasy, wspólnego domu itp on porusza bardzo często. Jak próbowałam zakończyć ten związek twierdząc że to bez sensu to zawsze rozwiewa te moje wątpliwości i pozytywnie nastraja że godzę się na spotkanie a wtedy mi gorzej zerwać bo na spotkaniu wiadomo jest bliskość czułość, a że mi się podoba to po prostu żal mi tej relacji ale ja nie wiem czy kiedykolwiek dam mu dziecko przez swoje lęki, nie chce mu marnować życia, tych lat które mu zostały gdzie mógłby sobie ułożyć życie z kimś innym, kto mu to da, a z drugiej strony oczywiście nie pasuje mi to, że mamy tak ograniczone te spotkania, a ja nie chcę mu kazywać wybierać między jego pasją, snem a mną, bo to by było niepoważne, nie chce by rezygnowal z tego co mu daje szczęście czyli zwierzęta które hoduje, nie chce by jeździł senny tylko dlatego że ja bym chciała dłuższych spotkań, choć wiem że czasem mógłby znaleźć więcej czasu by przyjechać jeszcze w któryś dzień, ale skoro nie proponuje to widocznie nie chce z jakichś względów lub nie może. Ja bym chciała byśmy całe weekendy spędzali razem, ale z racji że nie przedstawiłam go rodzinie ani on mnie swojej to nawet nie mielibyśmy gdzie, a płacić co tydzień za wynajem czegoś to też bez sensu bo dużo kasy by stracił na to, a on woli odkładać na dom i się mu nie dziwię. Ja bym go mogła przedstawić rodzinie, tylko że też się boje bo to nas jeszcze bardziej zwiąże ze sobą, potem będę w domu non stop pytana o niego, i on też jak się zgada z moją rodziną to dopiero będę mieć ciężko bo boje się że on poczuje się pewnie, że już nie musi się starać, że będzie z ich wsparciem kłaść na mnie jakieś naciski, bo wiem że on na pewno im się spodoba i że łatwo się z nimi dogada, dlatego nie chce go pierwsza do domu przyprowadzać.

Związek na siłę. Ja bym zostawiła. Niech partner się zastanowi, co dla niego naprawdę się liczy. Żeby nie było tak, że cię potem zostawi w chorobie, a sam pojedzie ratować zwierzęta czy spełniać swoje pasje. Twoje wątpliwości są słuszne, i tu nie chodzi o różnicę wieku. Początek znajomości, a tu ani śladu motyli w brzuchu, za to jest czyste wyrachowanie.


Tzn jeśli chodzi o mni to coś do niego poczułam z tylko że nie mam odwagi nawet mówić o tym, bo skoro on ni potrafi powiedzieć że mni kocha to czemu ja miałabym to mówić pierwsza, widocznie mnie nie kocha skoro tego nie mówi, ale parcie na wspólną przyszłość ma. Kiedyś przy kłótni o coś padły te słowa, że kocha ale to było takie trochę wymuszone w moim odczuciu, on to powiedział bo myślał że to coś zmieni, że mi o to chodzi, ale ja mu od razu powiedziałam, żeby więcej tego nie mówił, że póki nie będzie pewny to nie zwyczajnie ma tych słów nie mówić, to odpowiedzial ,,jak będę pewny na 200% to wtedy powiem ok", więc najwidoczniej powiedział je nie do końca będąc pewnym czy to czuje.

41

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Alessandro napisał/a:

Im dalej w las tym faktycznie ta cała relacja coraz gorzej wygląda. Właściwie teraz to raczej już luźna znajomość. Wcześniej wspominałem o wspólnej rozmowie, ale widzę, że w tej sytuacji żadna rozmowa nie pomoże. Co najwyżej rozwiązać tą relację raz na zawsze.

Dziś mu napisałam o swoich lękach itp, m.in odnośnie ciąży, że nie mogę dać mu gwarancji, że w przyszłości dam mu dziecko, bo nie mam na to siły i cenię sobie spokój a nie chce marnować mu życia gdy wiem, ze chciałby założyć rodzinę itp.
O spotkaniach już nic nie mówiłam, że rzadko się widujemy, bo zacząłby gadać pewnie że w takim razie musimy się widywać częściej, a ja nie chcę by on jeździł do mnie na siłę, tylko po to bym nie zerwała, gdyby chciał sam z siebie to by sam na to wpadł, to by tęsknił i po prostu przyjechał, nie mówię że ma rezygnować ze swoich pasji na rzecz mnie ale jednak widzę że poświęca temu więcej czasu niż mi, nawet w walentynki pojechał na jakieś zebranie z tym związane a ze mną spotkał się dopiero na następny dzień i nie widział w tym problemu oczywiście.
Po tym co mu dziś napisałam, stwierdził że on chce ze mną być, żenić się, być do końca tego świata, założyć rodzinę ze mną, wspólnie zamieszkac kiedyś itp, więc mu powtórzyłam że ja mu nie mogę dać gwarancji na to, że kiedyś dam mu dziecko skoro mam takie lęki jakie mam przed zajściem w ciążę, to doszedł do wniosku że ja mam depresję i że jedyne co mi może pomóc to psycholog i że on zrobił już wszystko co mógł i że go boli że mu nie powiedziałam wcześniej, bo by go mniej bolało, a ja mu na to że przecież od początku mówiłam że nie czuje się gotowa, że wiedział jakie mam obawy. Wiem jak bardzo on chciałby mieć dziecko kiedyś, a ja nie mam na to siły i się boję, przez co mu odmawiam seksu, to wynika z moich lęków oczywiście ale też trochę już wygody, bo miałam dużą styczność w domu z dziećmi, miałam liczbę rodzeństwo, i rodzeństwo ma też dzieci i zwyczajnie boję się że całe życie mi się zmieni na zawsze.

42 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-02-23 03:07:55)

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Ola93 napisał/a:

Dziś mu napisałam o swoich lękach itp, m.in odnośnie ciąży, że nie mogę dać mu gwarancji, że w przyszłości dam mu dziecko, bo nie mam na to siły i cenię sobie spokój a nie chce marnować mu życia gdy wiem, ze chciałby założyć rodzinę itp.
O spotkaniach już nic nie mówiłam, że rzadko się widujemy, bo zacząłby gadać pewnie że w takim razie musimy się widywać częściej, a ja nie chcę by on jeździł do mnie na siłę, tylko po to bym nie zerwała, gdyby chciał sam z siebie to by sam na to wpadł, to by tęsknił i po prostu przyjechał, nie mówię że ma rezygnować ze swoich pasji na rzecz mnie ale jednak widzę że poświęca temu więcej czasu niż mi, nawet w walentynki pojechał na jakieś zebranie z tym związane a ze mną spotkał się dopiero na następny dzień i nie widział w tym problemu oczywiście.
Po tym co mu dziś napisałam, stwierdził że on chce ze mną być, żenić się, być do końca tego świata, założyć rodzinę ze mną, wspólnie zamieszkac kiedyś itp, więc mu powtórzyłam że ja mu nie mogę dać gwarancji na to, że kiedyś dam mu dziecko skoro mam takie lęki jakie mam przed zajściem w ciążę, to doszedł do wniosku że ja mam depresję i że jedyne co mi może pomóc to psycholog i że on zrobił już wszystko co mógł i że go boli że mu nie powiedziałam wcześniej, bo by go mniej bolało, a ja mu na to że przecież od początku mówiłam że nie czuje się gotowa, że wiedział jakie mam obawy. Wiem jak bardzo on chciałby mieć dziecko kiedyś, a ja nie mam na to siły i się boję, przez co mu odmawiam seksu, to wynika z moich lęków oczywiście ale też trochę już wygody, bo miałam dużą styczność w domu z dziećmi, miałam liczbę rodzeństwo, i rodzeństwo ma też dzieci i zwyczajnie boję się że całe życie mi się zmieni na zawsze.

Dlaczego Wy o tym nie rozmawiacie face to face, ale piszecie?? To są zbyt poważne i ważne tematy, żeby je w ten sposób poruszać, tym bardziej, że nie widzicie swoich wzajemnych reakcji, mowy ciała, nie słyszycie głosu, nie macie możliwości zauważyć pewności bądź wahania. O tak kluczowych kwestiach, jak zakładanie rodziny czy posiadanie dzieci - to się otwarcie i szczerze rozmawia, a nie pisze!

Swoją drogą wychodzi na to, że pod płaszczykiem obaw wynikających z różnicy wieku czają się zupełnie inne lęki. Tu zupełnie nie chodzi o to, że on może wcześniej odejść z tego świata, Ty jesteś niepewna jego uczuć, a wręcz czujesz kompletnie nieważna. 

P.S.
Zapytałam, ale pominęłaś: gdzie teraz się spotykacie, skoro nie możecie spędzać razem weekendów, bo to wiązałoby się z przedstawieniem partnera (w jego przypadku partnerki) rodzicom?

43

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Priscilla napisał/a:
Ola93 napisał/a:

Dziś mu napisałam o swoich lękach itp, m.in odnośnie ciąży, że nie mogę dać mu gwarancji, że w przyszłości dam mu dziecko, bo nie mam na to siły i cenię sobie spokój a nie chce marnować mu życia gdy wiem, ze chciałby założyć rodzinę itp.
O spotkaniach już nic nie mówiłam, że rzadko się widujemy, bo zacząłby gadać pewnie że w takim razie musimy się widywać częściej, a ja nie chcę by on jeździł do mnie na siłę, tylko po to bym nie zerwała, gdyby chciał sam z siebie to by sam na to wpadł, to by tęsknił i po prostu przyjechał, nie mówię że ma rezygnować ze swoich pasji na rzecz mnie ale jednak widzę że poświęca temu więcej czasu niż mi, nawet w walentynki pojechał na jakieś zebranie z tym związane a ze mną spotkał się dopiero na następny dzień i nie widział w tym problemu oczywiście.
Po tym co mu dziś napisałam, stwierdził że on chce ze mną być, żenić się, być do końca tego świata, założyć rodzinę ze mną, wspólnie zamieszkac kiedyś itp, więc mu powtórzyłam że ja mu nie mogę dać gwarancji na to, że kiedyś dam mu dziecko skoro mam takie lęki jakie mam przed zajściem w ciążę, to doszedł do wniosku że ja mam depresję i że jedyne co mi może pomóc to psycholog i że on zrobił już wszystko co mógł i że go boli że mu nie powiedziałam wcześniej, bo by go mniej bolało, a ja mu na to że przecież od początku mówiłam że nie czuje się gotowa, że wiedział jakie mam obawy. Wiem jak bardzo on chciałby mieć dziecko kiedyś, a ja nie mam na to siły i się boję, przez co mu odmawiam seksu, to wynika z moich lęków oczywiście ale też trochę już wygody, bo miałam dużą styczność w domu z dziećmi, miałam liczbę rodzeństwo, i rodzeństwo ma też dzieci i zwyczajnie boję się że całe życie mi się zmieni na zawsze.

Dlaczego Wy o tym nie rozmawiacie face to face, ale piszecie?? To są zbyt poważne i ważne tematy, żeby je w ten sposób poruszać, tym bardziej, że nie widzicie swoich wzajemnych reakcji, mowy ciała, nie słyszycie głosu, nie macie możliwości zauważyć pewności bądź wahania. O tak kluczowych kwestiach, jak zakładanie rodziny czy posiadanie dzieci - to się otwarcie i szczerze rozmawia, a nie pisze!

Swoją drogą wychodzi na to, że pod płaszczykiem obaw wynikających z różnicy wieku czają się zupełnie inne lęki. Tu zupełnie nie chodzi o to, że on może wcześniej odejść z tego świata, Ty jesteś niepewna jego uczuć, a wręcz czujesz kompletnie nieważna. 

P.S.
Zapytałam, ale pominęłaś: gdzie teraz się spotykacie, skoro nie możecie spędzać razem weekendów, bo to wiązałoby się z przedstawieniem partnera (w jego przypadku partnerki) rodzicom?

Fakt, przeoczyłam. Spotykamy się zazwyczaj i tak tylko na ok. 5 godzin. Zazwyczaj jedziemy gdzieś do restauracji czy to na pizze czy coś innego do jedzenia a resztę czasu spędzamy w aucie, rozmawiamy i wiadomo pieszczoty, przytulanie, całowanie i tak ten czas leci zbyt szybko jak dla mnie. Już na początku znajomości gdy pytał czy gdzieś jedziemy to ja chciałam byśmy po prostu posiedzieli w aucie, ale i tak mimo to zabrał mnie do restauracji, co było naprawdę fajne z jego strony. Ja po prostu ni chciałam by on tracił na mnie kasę, nie chciałam też się obnosić zbytnio z tym że kogoś poznałam póki ni byłam pewna czy mi się w ogóle spodoba, teraz już wiem że mi się podoba i uwielbiam ten czas spędzany z nim, gdy jesteśmy razem to nie myślę jakoś o różnicy wieku mimo że ona wciąż jest, to cieszę się z tego czasu razem, jednak gdy wracam do domu to dopadają mnie te myśli szare odnośnie przyszłości. No to prawda, że jestem gdzieś tam niepewna jego uczuć, wszystko przez to, że po pierwszych spotkaniach nawet nie usłyszałam od niego, że mu się podobam czy coś, w rozmowie kiedyś wyciągnęłam od niego, że myślał że to dla mnie oczywiste, że mu się podobam skoro zabiegał o kolejne spotkania, dążył do bliskości ze mną itp. no ok, tylko że jak dla mni równie dobrze mógł się spotykać bo mu się nikt inny nie trafił w tym czasie, jeszcze kiedyś jak pisaliśmy to on napisał mi coś takiego w szczerej rozmowie, że się boi tego, że ja się zakocham a on nie i że mnie skrzywdzi. Przez to potem czułam się niepewnie ciągle, bo dla mnie to było coś w rodzaju ,,nie jesteś wg mnie wystarczająco ładna ale spróbuję się zakochać choć nie chce Cię ranić ". Potem tłumaczył że chodziło mu o to, że za szybko i zbyt łatwo mu przyszła ta bliskość ze mną na pierwszych spotkaniach i że przez to nie doceniał ale już docenia bo w momencie gdy chciałam zakończyć naszą relację po tych jego słowach to on zrozumiał że nie wyobraża sobie by mnie miało przy nim nie być i że on chce ze mną być, że planuje ze mną przyszłość, że chciałby się kiedyś ze mną ożenić, założyć rodzinę, mieszkać itp. no ale dziwnie mi z tym, że nie potrafi powiedzieć że mnie kocha, niby mówił że ma problem z wyrażeniem uczuć, że to trochę takie dla niego jakby okazywał słabość i że on tak nie lubi, ale potrafi mówić jednocześnie o wspólnej przyszłości, że chce się żenić, że chce ze mną być do końca świata itp teksty, oczywiście on to pisze najczęściej, bo tak jak mówisz my najczęściej rozmawiamy w formie tekstowej, bo się widujemy tylko raz w tygodniu i jest to uzależnione od niego bo to on przyjeżdża do mnie, ja nie mam prawka, nie mam komunikacji nawet do niego w weekendy szczególnie a zazwyczaj on tylko wtedy chce się spotkać. Niby na spotkaniu potem też poruszamy to o czym wcześniej pisaliśmy ale ostatecznie i tak nic nowego z tego nie wynika, bo ja nie chcę być taka dosłowna i mówić wszystko co mi nie pasuje bo potem nie potrafię się cieszyć bo mam wrażenie że jak on coś zrobi czy powie to tylko dlatego że ja to na nim wymusiłam bo ja mu np na pierwszym spotkaniu już wprost dałam do zrozumienia że mi się bardzo podoba, a nawet to powiedziałam, trochę przyznaje że licząc na podobne słowa z jego strony czy coś a on te moje komplementy przyjmowal zawsze z uśmiechem ale nigdy nie mówiąc mi czegoś w tym stylu tylko jak już to że jestem fajna, ciepła, rodzinna, uśmiechnięta, inteligentna, że mu ze mną dobrze, że kocha spędzać czas razem i że planuje ze mną przyszłość, że chce być ze mną, ale zero takich tekstów w stylu ,,jesteś piękna" czy ,,tak na mnie działasz", czy coś takiego bardziej bym się poczuła wyjątkowo, nawet mu to zasugerowałam, że tak to się mówi o przyjaciółce czy coś i że nie czuje się wyjątkowo bo mnie wrzuca do worka ze wszystkimi kobietami, bo ciągle gada że kobiety to kobiety tamto, np ja mu mówię że mam wysoki temperament, a on do mnie że my kobiety to wszystkie to lubimy heh, i przez to czarł prysł od razu, bo liczyłam na jakieś słowa że uwielbia jak taka jestem, czy coś w tym stylu żeby się poczuć wyjątkowa dla niego, to on albo nie załapał o co mi chodzi albo tylko udawał bo nie chciał mi z jakichś przyczyn dodawać pewności siebie, co od razu wywołało we mnie myśli, że pewnie inne z którymi był były jeszcze bardziej pod tym względem fajniejsze niż ja, ładniejsze, seksowniejsze, że bardziej na niego działały itp.
Nie wiem czy mu tak łatwiej wszystko ze mną omawiać poprzez pisanie czy po prostu serio ma to życie tak zapłonowe że tylko tyle czasu może sobie pozwolić na przyjechanie do mnie i posiedzenie ze mną. Cóż z tego że spędzilibyśmy ze sobą trzy dni prawie jak i tak potem by było miesiącami znowu spotkanie raz na tydzień. Nie chce się prosić o więcej spotkań, bo tak robiłam w poprzednim związku i do tej pory czuje się z tym źle, jak jakaś desperatka ciągle wisząca na facecie. Nie wiem czy dziś się zobaczymy czy będzie chciał przyjechać po tym co mu napisałam bo siedział do pierwszej w nocy i czytał na necie o fobiach ciążowych i mi wysyłał linki że to mam..więc pewnie będzie niewyspany bo oczywiście wstaje mimo że niedziela i tak o szóstej już, a jeszcze jutro do roboty idzie więc wcześniej będzie chciał spać. No i tak to między nami wygląda..

44

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Prżyjemnie mi z nim ale fakt ja nie czuje się przez niego prawdziwie kochana i wyjątkowa dla niego, czuje się taka średnia, jak to on kiedyś powiedział wg niego są kobiety brzydkie, przeciętne i piękne co się podobają wszystkim, niby nie powiedział mi że ja zaliczam się do tej drugiej grupy ale z jego gadania tak wnioskuje bo na pytanie czy jest coś co mu we mnie nie pasuje, a on coś tam że każdy ma jakieś wady, że on też. Może się czepiam ale wg mnie gdyby był zakochany to by mówił jak zakochany, a on jest zbyt świadomy mam wrażenie moich wad jak na zakochanego. Bo zakochanemu się raczej wydaje że ta druga osoba jest ideałem itp dlatego zastanawiam się czy on po prostu nie chce mnie tylko dlatego że się boi że mu się lepsza nie trafi a że już ma swoje lata to chciałby się ożenić i mieć dziecko i mieć z kim mieszkać a nie dlatego że mu się szczególnie podobam czy mnie kocha

45 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-02-23 12:55:55)

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Myślę że trochę za dużo oczekujesz od czterdziestolatka jeśli chodzi o wyznawanie uczuć, nie każdy też lubi komplementować, inny lubi przesadzać z komplementami, a ty widać ich potrzebujesz. Dla facetów generalnie miłość równa się seks i odwrotnie. A ty nawet seksu się boisz. Tego dużego temperamentu u ciebie nie widać, a jeśli nawet tak jest to facet pewnie by ci nie dorównał big_smile
Praktycznie się nie znacie, a te jego plany na przyszłość związane z tobą, mają ci dać pewność siebie i lepiej radzić z lękami. Z tym, że to tak nie działa. Dlatego za bardzo się nie przywiązuj do tych deklaracji.

Tej waszej przyszłości to nawet realnie nie widać, ty pewnie byś się bała wyprowadzić od mamy, jeśli nawet, to za parę lat byś mogła się wprowadzić do jego domu i byłabyś nie u siebie i na łasce ewentualnego męża.
Takie spotkanie jak wy macie to dobre dla nastolatków, z drugiej strony mu się nie dziwię, bo po pierwsze nie macie nawet gdzie się spotkać, oczekujesz, że on wszystko będzie finansował ale skoro buduje dom to też oszczędza, więc na częste dojazdy i hotel mu szkoda pieniędzy.
Dlatego zerwij tę relację „samochodową” bez przyszłości, nie ma sensu tego ciągnąć. Bo wy nawet nie macie kiedy się zakochać w sobie.

46

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
wieka napisał/a:

Myślę że trochę za dużo oczekujesz od czterdziestolatka jeśli chodzi o wyznawanie uczuć, nie każdy też lubi komplementować, inny lubi przesadzać z komplementami, a ty widać ich potrzebujesz. Dla facetów generalnie miłość równa się seks i odwrotnie. A ty nawet seksu się boisz. Tego dużego temperamentu u ciebie nie widać, a jeśli nawet tak jest to facet pewnie by ci nie dorównał big_smile
Praktycznie się nie znacie, a te jego plany na przyszłość związane z tobą, mają ci dać pewność siebie i lepiej radzić z lękami. Z tym, że to tak nie działa. Dlatego za bardzo się nie przywiązuj do tych deklaracji.

Tej waszej przyszłości to nawet realnie nie widać, ty pewnie byś się bała wyprowadzić od mamy, jeśli nawet, to za parę lat byś mogła się wprowadzić do jego domu i byłabyś nie u siebie i na łasce ewentualnego męża.
Takie spotkanie jak wy macie to dobre dla nastolatków, z drugiej strony mu się nie dziwię, bo po pierwsze nie macie nawet gdzie się spotkać, oczekujesz, że on wszystko będzie finansował ale skoro buduje dom to też oszczędza, więc na częste dojazdy i hotel mu szkoda pieniędzy.
Dlatego zerwij tę relację „samochodową” bez przyszłości, nie ma sensu tego ciągnąć. Bo wy nawet nie macie kiedy się zakochać w sobie.

Nie oczekuje że za wszystko on będzie płacić, bo dla mnie to możemy siedzieć w tym aucie cały czas, a to że on przyjeżdża to niestety ja do niego nie mogę bo nie mam czym. Próbowałam zerwać i się nie da bo on wtedy zaczyna mówić jak to sobie nie wyobraża by mnie miało nie być itp, i pyta ciągle czy chce zakończyć na pewno i czy się spotkamy pogadać, jakoś nie potrafię mu odmawiać spotkań bo sama je uwielbiam.

47 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-02-24 14:01:16)

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

To tak parę lat jeszcze posiedzicie w tym samochodzie big_smile Dopóki on się nie przekona, że to nie ma sensu i zerwie.

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Czy on jest hodowcą gołębi? Rasowych zrzeszony w związku hodowców?

49

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
wieka napisał/a:

To tak parę lat jeszcze posiedzicie w tym samochodzie big_smile Dopóki on się nie przekona, że to nie ma sensu i zerwie.

Nawet nie dobijaj

50

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Perwersyjny za to szczupł napisał/a:

Czy on jest hodowcą gołębi? Rasowych zrzeszony w związku hodowców?

Taa:)

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Ola93 napisał/a:
Perwersyjny za to szczupł napisał/a:

Czy on jest hodowcą gołębi? Rasowych zrzeszony w związku hodowców?

Taa:)

Dla tych pasjonatów najważniejsze są gołebie. Mimo że ta pasja zjada im ogromną cześć dochodów to zawsze gołąb jest na pierwszym miejscu. Teraz sama zdecyduj czy chcesz z tym żyć. Jeśli tak to wymaga podjęcia zdecydowanych kroków, a Ty widzę jestes delikatną kobietą czekającą na ruch faceta.

52

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Ola93 napisał/a:
wieka napisał/a:

To tak parę lat jeszcze posiedzicie w tym samochodzie big_smile Dopóki on się nie przekona, że to nie ma sensu i zerwie.

Nawet nie dobijaj

Nie mam takiego zamiaru ale myśl przyszłościowo, a nie tylko co tu i teraz.

53

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Ola93 napisał/a:
Priscilla napisał/a:
Ola93 napisał/a:

Dziś mu napisałam o swoich lękach itp, m.in odnośnie ciąży, że nie mogę dać mu gwarancji, że w przyszłości dam mu dziecko, bo nie mam na to siły i cenię sobie spokój a nie chce marnować mu życia gdy wiem, ze chciałby założyć rodzinę itp.
O spotkaniach już nic nie mówiłam, że rzadko się widujemy, bo zacząłby gadać pewnie że w takim razie musimy się widywać częściej, a ja nie chcę by on jeździł do mnie na siłę, tylko po to bym nie zerwała, gdyby chciał sam z siebie to by sam na to wpadł, to by tęsknił i po prostu przyjechał, nie mówię że ma rezygnować ze swoich pasji na rzecz mnie ale jednak widzę że poświęca temu więcej czasu niż mi, nawet w walentynki pojechał na jakieś zebranie z tym związane a ze mną spotkał się dopiero na następny dzień i nie widział w tym problemu oczywiście.
Po tym co mu dziś napisałam, stwierdził że on chce ze mną być, żenić się, być do końca tego świata, założyć rodzinę ze mną, wspólnie zamieszkac kiedyś itp, więc mu powtórzyłam że ja mu nie mogę dać gwarancji na to, że kiedyś dam mu dziecko skoro mam takie lęki jakie mam przed zajściem w ciążę, to doszedł do wniosku że ja mam depresję i że jedyne co mi może pomóc to psycholog i że on zrobił już wszystko co mógł i że go boli że mu nie powiedziałam wcześniej, bo by go mniej bolało, a ja mu na to że przecież od początku mówiłam że nie czuje się gotowa, że wiedział jakie mam obawy. Wiem jak bardzo on chciałby mieć dziecko kiedyś, a ja nie mam na to siły i się boję, przez co mu odmawiam seksu, to wynika z moich lęków oczywiście ale też trochę już wygody, bo miałam dużą styczność w domu z dziećmi, miałam liczbę rodzeństwo, i rodzeństwo ma też dzieci i zwyczajnie boję się że całe życie mi się zmieni na zawsze.

Dlaczego Wy o tym nie rozmawiacie face to face, ale piszecie?? To są zbyt poważne i ważne tematy, żeby je w ten sposób poruszać, tym bardziej, że nie widzicie swoich wzajemnych reakcji, mowy ciała, nie słyszycie głosu, nie macie możliwości zauważyć pewności bądź wahania. O tak kluczowych kwestiach, jak zakładanie rodziny czy posiadanie dzieci - to się otwarcie i szczerze rozmawia, a nie pisze!

Swoją drogą wychodzi na to, że pod płaszczykiem obaw wynikających z różnicy wieku czają się zupełnie inne lęki. Tu zupełnie nie chodzi o to, że on może wcześniej odejść z tego świata, Ty jesteś niepewna jego uczuć, a wręcz czujesz kompletnie nieważna. 

P.S.
Zapytałam, ale pominęłaś: gdzie teraz się spotykacie, skoro nie możecie spędzać razem weekendów, bo to wiązałoby się z przedstawieniem partnera (w jego przypadku partnerki) rodzicom?

Fakt, przeoczyłam. Spotykamy się zazwyczaj i tak tylko na ok. 5 godzin. Zazwyczaj jedziemy gdzieś do restauracji czy to na pizze czy coś innego do jedzenia a resztę czasu spędzamy w aucie, rozmawiamy i wiadomo pieszczoty, przytulanie, całowanie i tak ten czas leci zbyt szybko jak dla mnie. Już na początku znajomości gdy pytał czy gdzieś jedziemy to ja chciałam byśmy po prostu posiedzieli w aucie, ale i tak mimo to zabrał mnie do restauracji, co było naprawdę fajne z jego strony. Ja po prostu ni chciałam by on tracił na mnie kasę, nie chciałam też się obnosić zbytnio z tym że kogoś poznałam póki ni byłam pewna czy mi się w ogóle spodoba, teraz już wiem że mi się podoba i uwielbiam ten czas spędzany z nim, gdy jesteśmy razem to nie myślę jakoś o różnicy wieku mimo że ona wciąż jest, to cieszę się z tego czasu razem, jednak gdy wracam do domu to dopadają mnie te myśli szare odnośnie przyszłości. No to prawda, że jestem gdzieś tam niepewna jego uczuć, wszystko przez to, że po pierwszych spotkaniach nawet nie usłyszałam od niego, że mu się podobam czy coś, w rozmowie kiedyś wyciągnęłam od niego, że myślał że to dla mnie oczywiste, że mu się podobam skoro zabiegał o kolejne spotkania, dążył do bliskości ze mną itp. no ok, tylko że jak dla mni równie dobrze mógł się spotykać bo mu się nikt inny nie trafił w tym czasie, jeszcze kiedyś jak pisaliśmy to on napisał mi coś takiego w szczerej rozmowie, że się boi tego, że ja się zakocham a on nie i że mnie skrzywdzi. Przez to potem czułam się niepewnie ciągle, bo dla mnie to było coś w rodzaju ,,nie jesteś wg mnie wystarczająco ładna ale spróbuję się zakochać choć nie chce Cię ranić ". Potem tłumaczył że chodziło mu o to, że za szybko i zbyt łatwo mu przyszła ta bliskość ze mną na pierwszych spotkaniach i że przez to nie doceniał ale już docenia bo w momencie gdy chciałam zakończyć naszą relację po tych jego słowach to on zrozumiał że nie wyobraża sobie by mnie miało przy nim nie być i że on chce ze mną być, że planuje ze mną przyszłość, że chciałby się kiedyś ze mną ożenić, założyć rodzinę, mieszkać itp. no ale dziwnie mi z tym, że nie potrafi powiedzieć że mnie kocha, niby mówił że ma problem z wyrażeniem uczuć, że to trochę takie dla niego jakby okazywał słabość i że on tak nie lubi, ale potrafi mówić jednocześnie o wspólnej przyszłości, że chce się żenić, że chce ze mną być do końca świata itp teksty, oczywiście on to pisze najczęściej, bo tak jak mówisz my najczęściej rozmawiamy w formie tekstowej, bo się widujemy tylko raz w tygodniu i jest to uzależnione od niego bo to on przyjeżdża do mnie, ja nie mam prawka, nie mam komunikacji nawet do niego w weekendy szczególnie a zazwyczaj on tylko wtedy chce się spotkać. Niby na spotkaniu potem też poruszamy to o czym wcześniej pisaliśmy ale ostatecznie i tak nic nowego z tego nie wynika, bo ja nie chcę być taka dosłowna i mówić wszystko co mi nie pasuje bo potem nie potrafię się cieszyć bo mam wrażenie że jak on coś zrobi czy powie to tylko dlatego że ja to na nim wymusiłam bo ja mu np na pierwszym spotkaniu już wprost dałam do zrozumienia że mi się bardzo podoba, a nawet to powiedziałam, trochę przyznaje że licząc na podobne słowa z jego strony czy coś a on te moje komplementy przyjmowal zawsze z uśmiechem ale nigdy nie mówiąc mi czegoś w tym stylu tylko jak już to że jestem fajna, ciepła, rodzinna, uśmiechnięta, inteligentna, że mu ze mną dobrze, że kocha spędzać czas razem i że planuje ze mną przyszłość, że chce być ze mną, ale zero takich tekstów w stylu ,,jesteś piękna" czy ,,tak na mnie działasz", czy coś takiego bardziej bym się poczuła wyjątkowo, nawet mu to zasugerowałam, że tak to się mówi o przyjaciółce czy coś i że nie czuje się wyjątkowo bo mnie wrzuca do worka ze wszystkimi kobietami, bo ciągle gada że kobiety to kobiety tamto, np ja mu mówię że mam wysoki temperament, a on do mnie że my kobiety to wszystkie to lubimy heh, i przez to czarł prysł od razu, bo liczyłam na jakieś słowa że uwielbia jak taka jestem, czy coś w tym stylu żeby się poczuć wyjątkowa dla niego, to on albo nie załapał o co mi chodzi albo tylko udawał bo nie chciał mi z jakichś przyczyn dodawać pewności siebie, co od razu wywołało we mnie myśli, że pewnie inne z którymi był były jeszcze bardziej pod tym względem fajniejsze niż ja, ładniejsze, seksowniejsze, że bardziej na niego działały itp.
Nie wiem czy mu tak łatwiej wszystko ze mną omawiać poprzez pisanie czy po prostu serio ma to życie tak zapłonowe że tylko tyle czasu może sobie pozwolić na przyjechanie do mnie i posiedzenie ze mną. Cóż z tego że spędzilibyśmy ze sobą trzy dni prawie jak i tak potem by było miesiącami znowu spotkanie raz na tydzień. Nie chce się prosić o więcej spotkań, bo tak robiłam w poprzednim związku i do tej pory czuje się z tym źle, jak jakaś desperatka ciągle wisząca na facecie. Nie wiem czy dziś się zobaczymy czy będzie chciał przyjechać po tym co mu napisałam bo siedział do pierwszej w nocy i czytał na necie o fobiach ciążowych i mi wysyłał linki że to mam..więc pewnie będzie niewyspany bo oczywiście wstaje mimo że niedziela i tak o szóstej już, a jeszcze jutro do roboty idzie więc wcześniej będzie chciał spać. No i tak to między nami wygląda..

Haha sorry ale to wyglada tak, ze dwójce  niedojd życiowych zachciało się pobawić w związek. Jakie śluby, jakie ciąże i dzieci? Wy jesteście na etapie obłapiania się w samochodzie jak dwójka nastolatków a nie na etapie gdzie można realnie myśleć o przyszłości. Dwójka dorosłych ludzi żeby zachowywała się tak szczeniacko to aż trudno uwierzyć. Dla mnie to byłoby uwłaczające, poniżające i absolutnie nie do zaakceptowania takie spotykanie się i „pieszczoty” po nocy w aucie w krzakach jak szczury.
Totalnie nie macie warunków przede wszystkim  umysłowych i mam nadzieje, że dacie sobie spokój, bo tutaj jest taki ogrom do przepracowania, że jakimkolwiek dzieciom rozwalilibyście życie już na starcie.
Chłop 40 lat, siedzi z rodziną i ma chyba najdurniejsze hobby jakie ziemia widziała. Gołębie- bleh i fuj. Do tego jest burakiem i mizoginem skoro ciągle tylko gada jakie to baby nie so. Nie sprawia, że czujesz się wyjątkowo a wręcz przeciwnie on Cię chyba lubi trochę „podeptać” żeby podkopać ci jeszcze bardziej poczucie własnej wartości. Niech zgadnę, on jest pewnie z jakiejś zapyziałej wiochy i ma mentalnośc chłopa pańszczyźnianego jak i cała jego rodzinka też pewnie taka ma. Nie wiem skąd jesteś ale nie pakuj się do wieśniaków, bo będziesz mieć strasznie przesrane w życiu.
Zacznij się szanować i czegoś od życia i od partnera wymagać. A nie łapiesz ochłap co w wieku 40 lat stać go na tyle żeby kupić ci kebsa i  cie pomacać w samochodzie. W tym facecie zresztą tyle rzeczy ci nie pasuje, słusznie, bo jest beznadziejny, że chyba nawet go nie lubisz za bardzo. Słusznie, bo wydaje się burakiem.
Ty też wyglądasz na niemote życiowa, mieszkasz z rodzicami bez pracy, podejrzewam, że bez jakiejś w miarę dobrej kariery a masz już 32 lata. Pora się zastanowić nad sobą a ty sobie szukasz tematów zastępczych. Jakie masz perspektywy? Myśl o tym żeby jakoś się w życiu w końcu ogarnąć a nie o seksie i dzieciach. Nie dziwne, że masz lęki o wszystko, twoja podświadomość pewnie krzyczy do ciebie, że zabierasz się za to wszystko od dupy strony i cie ostrzega.

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Halina3.1 napisał/a:
Ola93 napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Dlaczego Wy o tym nie rozmawiacie face to face, ale piszecie?? To są zbyt poważne i ważne tematy, żeby je w ten sposób poruszać, tym bardziej, że nie widzicie swoich wzajemnych reakcji, mowy ciała, nie słyszycie głosu, nie macie możliwości zauważyć pewności bądź wahania. O tak kluczowych kwestiach, jak zakładanie rodziny czy posiadanie dzieci - to się otwarcie i szczerze rozmawia, a nie pisze!

Swoją drogą wychodzi na to, że pod płaszczykiem obaw wynikających z różnicy wieku czają się zupełnie inne lęki. Tu zupełnie nie chodzi o to, że on może wcześniej odejść z tego świata, Ty jesteś niepewna jego uczuć, a wręcz czujesz kompletnie nieważna. 

P.S.
Zapytałam, ale pominęłaś: gdzie teraz się spotykacie, skoro nie możecie spędzać razem weekendów, bo to wiązałoby się z przedstawieniem partnera (w jego przypadku partnerki) rodzicom?

Fakt, przeoczyłam. Spotykamy się zazwyczaj i tak tylko na ok. 5 godzin. Zazwyczaj jedziemy gdzieś do restauracji czy to na pizze czy coś innego do jedzenia a resztę czasu spędzamy w aucie, rozmawiamy i wiadomo pieszczoty, przytulanie, całowanie i tak ten czas leci zbyt szybko jak dla mnie. Już na początku znajomości gdy pytał czy gdzieś jedziemy to ja chciałam byśmy po prostu posiedzieli w aucie, ale i tak mimo to zabrał mnie do restauracji, co było naprawdę fajne z jego strony. Ja po prostu ni chciałam by on tracił na mnie kasę, nie chciałam też się obnosić zbytnio z tym że kogoś poznałam póki ni byłam pewna czy mi się w ogóle spodoba, teraz już wiem że mi się podoba i uwielbiam ten czas spędzany z nim, gdy jesteśmy razem to nie myślę jakoś o różnicy wieku mimo że ona wciąż jest, to cieszę się z tego czasu razem, jednak gdy wracam do domu to dopadają mnie te myśli szare odnośnie przyszłości. No to prawda, że jestem gdzieś tam niepewna jego uczuć, wszystko przez to, że po pierwszych spotkaniach nawet nie usłyszałam od niego, że mu się podobam czy coś, w rozmowie kiedyś wyciągnęłam od niego, że myślał że to dla mnie oczywiste, że mu się podobam skoro zabiegał o kolejne spotkania, dążył do bliskości ze mną itp. no ok, tylko że jak dla mni równie dobrze mógł się spotykać bo mu się nikt inny nie trafił w tym czasie, jeszcze kiedyś jak pisaliśmy to on napisał mi coś takiego w szczerej rozmowie, że się boi tego, że ja się zakocham a on nie i że mnie skrzywdzi. Przez to potem czułam się niepewnie ciągle, bo dla mnie to było coś w rodzaju ,,nie jesteś wg mnie wystarczająco ładna ale spróbuję się zakochać choć nie chce Cię ranić ". Potem tłumaczył że chodziło mu o to, że za szybko i zbyt łatwo mu przyszła ta bliskość ze mną na pierwszych spotkaniach i że przez to nie doceniał ale już docenia bo w momencie gdy chciałam zakończyć naszą relację po tych jego słowach to on zrozumiał że nie wyobraża sobie by mnie miało przy nim nie być i że on chce ze mną być, że planuje ze mną przyszłość, że chciałby się kiedyś ze mną ożenić, założyć rodzinę, mieszkać itp. no ale dziwnie mi z tym, że nie potrafi powiedzieć że mnie kocha, niby mówił że ma problem z wyrażeniem uczuć, że to trochę takie dla niego jakby okazywał słabość i że on tak nie lubi, ale potrafi mówić jednocześnie o wspólnej przyszłości, że chce się żenić, że chce ze mną być do końca świata itp teksty, oczywiście on to pisze najczęściej, bo tak jak mówisz my najczęściej rozmawiamy w formie tekstowej, bo się widujemy tylko raz w tygodniu i jest to uzależnione od niego bo to on przyjeżdża do mnie, ja nie mam prawka, nie mam komunikacji nawet do niego w weekendy szczególnie a zazwyczaj on tylko wtedy chce się spotkać. Niby na spotkaniu potem też poruszamy to o czym wcześniej pisaliśmy ale ostatecznie i tak nic nowego z tego nie wynika, bo ja nie chcę być taka dosłowna i mówić wszystko co mi nie pasuje bo potem nie potrafię się cieszyć bo mam wrażenie że jak on coś zrobi czy powie to tylko dlatego że ja to na nim wymusiłam bo ja mu np na pierwszym spotkaniu już wprost dałam do zrozumienia że mi się bardzo podoba, a nawet to powiedziałam, trochę przyznaje że licząc na podobne słowa z jego strony czy coś a on te moje komplementy przyjmowal zawsze z uśmiechem ale nigdy nie mówiąc mi czegoś w tym stylu tylko jak już to że jestem fajna, ciepła, rodzinna, uśmiechnięta, inteligentna, że mu ze mną dobrze, że kocha spędzać czas razem i że planuje ze mną przyszłość, że chce być ze mną, ale zero takich tekstów w stylu ,,jesteś piękna" czy ,,tak na mnie działasz", czy coś takiego bardziej bym się poczuła wyjątkowo, nawet mu to zasugerowałam, że tak to się mówi o przyjaciółce czy coś i że nie czuje się wyjątkowo bo mnie wrzuca do worka ze wszystkimi kobietami, bo ciągle gada że kobiety to kobiety tamto, np ja mu mówię że mam wysoki temperament, a on do mnie że my kobiety to wszystkie to lubimy heh, i przez to czarł prysł od razu, bo liczyłam na jakieś słowa że uwielbia jak taka jestem, czy coś w tym stylu żeby się poczuć wyjątkowa dla niego, to on albo nie załapał o co mi chodzi albo tylko udawał bo nie chciał mi z jakichś przyczyn dodawać pewności siebie, co od razu wywołało we mnie myśli, że pewnie inne z którymi był były jeszcze bardziej pod tym względem fajniejsze niż ja, ładniejsze, seksowniejsze, że bardziej na niego działały itp.
Nie wiem czy mu tak łatwiej wszystko ze mną omawiać poprzez pisanie czy po prostu serio ma to życie tak zapłonowe że tylko tyle czasu może sobie pozwolić na przyjechanie do mnie i posiedzenie ze mną. Cóż z tego że spędzilibyśmy ze sobą trzy dni prawie jak i tak potem by było miesiącami znowu spotkanie raz na tydzień. Nie chce się prosić o więcej spotkań, bo tak robiłam w poprzednim związku i do tej pory czuje się z tym źle, jak jakaś desperatka ciągle wisząca na facecie. Nie wiem czy dziś się zobaczymy czy będzie chciał przyjechać po tym co mu napisałam bo siedział do pierwszej w nocy i czytał na necie o fobiach ciążowych i mi wysyłał linki że to mam..więc pewnie będzie niewyspany bo oczywiście wstaje mimo że niedziela i tak o szóstej już, a jeszcze jutro do roboty idzie więc wcześniej będzie chciał spać. No i tak to między nami wygląda..

Haha sorry ale to wyglada tak, ze dwójce  niedojd życiowych zachciało się pobawić w związek. Jakie śluby, jakie ciąże i dzieci? Wy jesteście na etapie obłapiania się w samochodzie jak dwójka nastolatków a nie na etapie gdzie można realnie myśleć o przyszłości. Dwójka dorosłych ludzi żeby zachowywała się tak szczeniacko to aż trudno uwierzyć. Dla mnie to byłoby uwłaczające, poniżające i absolutnie nie do zaakceptowania takie spotykanie się i „pieszczoty” po nocy w aucie w krzakach jak szczury.
Totalnie nie macie warunków przede wszystkim  umysłowych i mam nadzieje, że dacie sobie spokój, bo tutaj jest taki ogrom do przepracowania, że jakimkolwiek dzieciom rozwalilibyście życie już na starcie.
Chłop 40 lat, siedzi z rodziną i ma chyba najdurniejsze hobby jakie ziemia widziała. Gołębie- bleh i fuj. Do tego jest burakiem i mizoginem skoro ciągle tylko gada jakie to baby nie so. Nie sprawia, że czujesz się wyjątkowo a wręcz przeciwnie on Cię chyba lubi trochę „podeptać” żeby podkopać ci jeszcze bardziej poczucie własnej wartości. Niech zgadnę, on jest pewnie z jakiejś zapyziałej wiochy i ma mentalnośc chłopa pańszczyźnianego jak i cała jego rodzinka też pewnie taka ma. Nie wiem skąd jesteś ale nie pakuj się do wieśniaków, bo będziesz mieć strasznie przesrane w życiu.
Zacznij się szanować i czegoś od życia i od partnera wymagać. A nie łapiesz ochłap co w wieku 40 lat stać go na tyle żeby kupić ci kebsa i  cie pomacać w samochodzie. W tym facecie zresztą tyle rzeczy ci nie pasuje, słusznie, bo jest beznadziejny, że chyba nawet go nie lubisz za bardzo. Słusznie, bo wydaje się burakiem.
Ty też wyglądasz na niemote życiowa, mieszkasz z rodzicami bez pracy, podejrzewam, że bez jakiejś w miarę dobrej kariery a masz już 32 lata. Pora się zastanowić nad sobą a ty sobie szukasz tematów zastępczych. Jakie masz perspektywy? Myśl o tym żeby jakoś się w życiu w końcu ogarnąć a nie o seksie i dzieciach. Nie dziwne, że masz lęki o wszystko, twoja podświadomość pewnie krzyczy do ciebie, że zabierasz się za to wszystko od dupy strony i cie ostrzega.

Dokładnie jak bym miala takiego chłopak co sie ze mna w aucie tylko spotyka to od razu bym wiedziala, ze ma jakas np zone na chacie

55

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Perwersyjny za to szczupł napisał/a:
Ola93 napisał/a:
Perwersyjny za to szczupł napisał/a:

Czy on jest hodowcą gołębi? Rasowych zrzeszony w związku hodowców?

Taa:)

Dla tych pasjonatów najważniejsze są gołebie. Mimo że ta pasja zjada im ogromną cześć dochodów to zawsze gołąb jest na pierwszym miejscu. Teraz sama zdecyduj czy chcesz z tym żyć. Jeśli tak to wymaga podjęcia zdecydowanych kroków, a Ty widzę jestes delikatną kobietą czekającą na ruch faceta.

No pomału to zauważam, że pasja ta jest dla niego najważniejsza, tylko mi też głupio mu cokolwiek mówić odnośnie tego, bo przecież mu nie każe wybierać między mną a pasją, bo to by było z mojej strony niepoważne, on bierze udział w jakichś wyścigach z tym związanych, pełno medali ma, nie wiedziałam o tym od początku znajomości, dowiedziałam się dopiero po pierwszym spotkaniu jakoś, jak nie mógł do mnie przyjechać bo jechał na targi z tym związane. Z tego co mówił to on już od młodości wczesnej się tym zajmuje, więc źle bym się z tym czuła gdybym mu kazała wybierać między pasją a mną, tym bardziej że wczoraj zasugerowalam mu, że to wszystko nie ma sensu, bo spotkania raz w tygodniu są jak dla mnie niewystarczające i że on wiecznie nie ma czasu na nic przez tą pasje itp. niby zrozumiał ale nic właściwie nie usłyszałam w odpowiedzi. To jest jego pasja i go nie zmuszę by to porzucił, czuję nawet lekkie poczucie winy, że zamiast marudzić to powinnam go wspierać itp a jakoś nie umiem bo to jednak jest ważniejsze ode mnie. Tylko jak ja mam to skończyć, gdy tylko mówię że nie ma to sensu to on i tak mi to rozgada jakoś, ciężko mi odmówić mu spotkań, bo wtedy pisze jak to go boli itp że nie wyobraża sobie by mnie miało nie być, poczułam coś do niego i przez to mi też ciężko być tak obojętną i chłodno na wszystko patrzeć.

56

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Oczywiście, że nie możesz mówić żeby wybierał między tobą a pasją, bo niby z jakiej racji.
Nie trzeba być z kimś kto nam nie odpowiada i tylko o to chodzi, nikt na siłę cię przy nim nie trzyma, więc  jak chcesz dalej to ciągnąć to też go zrozum i nie domagaj się częstych spotkań, bo to już jest wymuszanie z twojej strony.

A jak z twoją pracą, dlaczego zrezygnowałaś z poprzedniej i jakie są widoki na nową? Bo to teraz powinien być priorytet dla ciebie.

57

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
Halina3.1 napisał/a:
Ola93 napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Dlaczego Wy o tym nie rozmawiacie face to face, ale piszecie?? To są zbyt poważne i ważne tematy, żeby je w ten sposób poruszać, tym bardziej, że nie widzicie swoich wzajemnych reakcji, mowy ciała, nie słyszycie głosu, nie macie możliwości zauważyć pewności bądź wahania. O tak kluczowych kwestiach, jak zakładanie rodziny czy posiadanie dzieci - to się otwarcie i szczerze rozmawia, a nie pisze!

Swoją drogą wychodzi na to, że pod płaszczykiem obaw wynikających z różnicy wieku czają się zupełnie inne lęki. Tu zupełnie nie chodzi o to, że on może wcześniej odejść z tego świata, Ty jesteś niepewna jego uczuć, a wręcz czujesz kompletnie nieważna. 

P.S.
Zapytałam, ale pominęłaś: gdzie teraz się spotykacie, skoro nie możecie spędzać razem weekendów, bo to wiązałoby się z przedstawieniem partnera (w jego przypadku partnerki) rodzicom?

Fakt, przeoczyłam. Spotykamy się zazwyczaj i tak tylko na ok. 5 godzin. Zazwyczaj jedziemy gdzieś do restauracji czy to na pizze czy coś innego do jedzenia a resztę czasu spędzamy w aucie, rozmawiamy i wiadomo pieszczoty, przytulanie, całowanie i tak ten czas leci zbyt szybko jak dla mnie. Już na początku znajomości gdy pytał czy gdzieś jedziemy to ja chciałam byśmy po prostu posiedzieli w aucie, ale i tak mimo to zabrał mnie do restauracji, co było naprawdę fajne z jego strony. Ja po prostu ni chciałam by on tracił na mnie kasę, nie chciałam też się obnosić zbytnio z tym że kogoś poznałam póki ni byłam pewna czy mi się w ogóle spodoba, teraz już wiem że mi się podoba i uwielbiam ten czas spędzany z nim, gdy jesteśmy razem to nie myślę jakoś o różnicy wieku mimo że ona wciąż jest, to cieszę się z tego czasu razem, jednak gdy wracam do domu to dopadają mnie te myśli szare odnośnie przyszłości. No to prawda, że jestem gdzieś tam niepewna jego uczuć, wszystko przez to, że po pierwszych spotkaniach nawet nie usłyszałam od niego, że mu się podobam czy coś, w rozmowie kiedyś wyciągnęłam od niego, że myślał że to dla mnie oczywiste, że mu się podobam skoro zabiegał o kolejne spotkania, dążył do bliskości ze mną itp. no ok, tylko że jak dla mni równie dobrze mógł się spotykać bo mu się nikt inny nie trafił w tym czasie, jeszcze kiedyś jak pisaliśmy to on napisał mi coś takiego w szczerej rozmowie, że się boi tego, że ja się zakocham a on nie i że mnie skrzywdzi. Przez to potem czułam się niepewnie ciągle, bo dla mnie to było coś w rodzaju ,,nie jesteś wg mnie wystarczająco ładna ale spróbuję się zakochać choć nie chce Cię ranić ". Potem tłumaczył że chodziło mu o to, że za szybko i zbyt łatwo mu przyszła ta bliskość ze mną na pierwszych spotkaniach i że przez to nie doceniał ale już docenia bo w momencie gdy chciałam zakończyć naszą relację po tych jego słowach to on zrozumiał że nie wyobraża sobie by mnie miało przy nim nie być i że on chce ze mną być, że planuje ze mną przyszłość, że chciałby się kiedyś ze mną ożenić, założyć rodzinę, mieszkać itp. no ale dziwnie mi z tym, że nie potrafi powiedzieć że mnie kocha, niby mówił że ma problem z wyrażeniem uczuć, że to trochę takie dla niego jakby okazywał słabość i że on tak nie lubi, ale potrafi mówić jednocześnie o wspólnej przyszłości, że chce się żenić, że chce ze mną być do końca świata itp teksty, oczywiście on to pisze najczęściej, bo tak jak mówisz my najczęściej rozmawiamy w formie tekstowej, bo się widujemy tylko raz w tygodniu i jest to uzależnione od niego bo to on przyjeżdża do mnie, ja nie mam prawka, nie mam komunikacji nawet do niego w weekendy szczególnie a zazwyczaj on tylko wtedy chce się spotkać. Niby na spotkaniu potem też poruszamy to o czym wcześniej pisaliśmy ale ostatecznie i tak nic nowego z tego nie wynika, bo ja nie chcę być taka dosłowna i mówić wszystko co mi nie pasuje bo potem nie potrafię się cieszyć bo mam wrażenie że jak on coś zrobi czy powie to tylko dlatego że ja to na nim wymusiłam bo ja mu np na pierwszym spotkaniu już wprost dałam do zrozumienia że mi się bardzo podoba, a nawet to powiedziałam, trochę przyznaje że licząc na podobne słowa z jego strony czy coś a on te moje komplementy przyjmowal zawsze z uśmiechem ale nigdy nie mówiąc mi czegoś w tym stylu tylko jak już to że jestem fajna, ciepła, rodzinna, uśmiechnięta, inteligentna, że mu ze mną dobrze, że kocha spędzać czas razem i że planuje ze mną przyszłość, że chce być ze mną, ale zero takich tekstów w stylu ,,jesteś piękna" czy ,,tak na mnie działasz", czy coś takiego bardziej bym się poczuła wyjątkowo, nawet mu to zasugerowałam, że tak to się mówi o przyjaciółce czy coś i że nie czuje się wyjątkowo bo mnie wrzuca do worka ze wszystkimi kobietami, bo ciągle gada że kobiety to kobiety tamto, np ja mu mówię że mam wysoki temperament, a on do mnie że my kobiety to wszystkie to lubimy heh, i przez to czarł prysł od razu, bo liczyłam na jakieś słowa że uwielbia jak taka jestem, czy coś w tym stylu żeby się poczuć wyjątkowa dla niego, to on albo nie załapał o co mi chodzi albo tylko udawał bo nie chciał mi z jakichś przyczyn dodawać pewności siebie, co od razu wywołało we mnie myśli, że pewnie inne z którymi był były jeszcze bardziej pod tym względem fajniejsze niż ja, ładniejsze, seksowniejsze, że bardziej na niego działały itp.
Nie wiem czy mu tak łatwiej wszystko ze mną omawiać poprzez pisanie czy po prostu serio ma to życie tak zapłonowe że tylko tyle czasu może sobie pozwolić na przyjechanie do mnie i posiedzenie ze mną. Cóż z tego że spędzilibyśmy ze sobą trzy dni prawie jak i tak potem by było miesiącami znowu spotkanie raz na tydzień. Nie chce się prosić o więcej spotkań, bo tak robiłam w poprzednim związku i do tej pory czuje się z tym źle, jak jakaś desperatka ciągle wisząca na facecie. Nie wiem czy dziś się zobaczymy czy będzie chciał przyjechać po tym co mu napisałam bo siedział do pierwszej w nocy i czytał na necie o fobiach ciążowych i mi wysyłał linki że to mam..więc pewnie będzie niewyspany bo oczywiście wstaje mimo że niedziela i tak o szóstej już, a jeszcze jutro do roboty idzie więc wcześniej będzie chciał spać. No i tak to między nami wygląda..

Haha sorry ale to wyglada tak, ze dwójce  niedojd życiowych zachciało się pobawić w związek. Jakie śluby, jakie ciąże i dzieci? Wy jesteście na etapie obłapiania się w samochodzie jak dwójka nastolatków a nie na etapie gdzie można realnie myśleć o przyszłości. Dwójka dorosłych ludzi żeby zachowywała się tak szczeniacko to aż trudno uwierzyć. Dla mnie to byłoby uwłaczające, poniżające i absolutnie nie do zaakceptowania takie spotykanie się i „pieszczoty” po nocy w aucie w krzakach jak szczury.
Totalnie nie macie warunków przede wszystkim  umysłowych i mam nadzieje, że dacie sobie spokój, bo tutaj jest taki ogrom do przepracowania, że jakimkolwiek dzieciom rozwalilibyście życie już na starcie.
Chłop 40 lat, siedzi z rodziną i ma chyba najdurniejsze hobby jakie ziemia widziała. Gołębie- bleh i fuj. Do tego jest burakiem i mizoginem skoro ciągle tylko gada jakie to baby nie so. Nie sprawia, że czujesz się wyjątkowo a wręcz przeciwnie on Cię chyba lubi trochę „podeptać” żeby podkopać ci jeszcze bardziej poczucie własnej wartości. Niech zgadnę, on jest pewnie z jakiejś zapyziałej wiochy i ma mentalnośc chłopa pańszczyźnianego jak i cała jego rodzinka też pewnie taka ma. Nie wiem skąd jesteś ale nie pakuj się do wieśniaków, bo będziesz mieć strasznie przesrane w życiu.
Zacznij się szanować i czegoś od życia i od partnera wymagać. A nie łapiesz ochłap co w wieku 40 lat stać go na tyle żeby kupić ci kebsa i  cie pomacać w samochodzie. W tym facecie zresztą tyle rzeczy ci nie pasuje, słusznie, bo jest beznadziejny, że chyba nawet go nie lubisz za bardzo. Słusznie, bo wydaje się burakiem.
Ty też wyglądasz na niemote życiowa, mieszkasz z rodzicami bez pracy, podejrzewam, że bez jakiejś w miarę dobrej kariery a masz już 32 lata. Pora się zastanowić nad sobą a ty sobie szukasz tematów zastępczych. Jakie masz perspektywy? Myśl o tym żeby jakoś się w życiu w końcu ogarnąć a nie o seksie i dzieciach. Nie dziwne, że masz lęki o wszystko, twoja podświadomość pewnie krzyczy do ciebie, że zabierasz się za to wszystko od dupy strony i cie ostrzega.

Przede wszystkim nic o mnie nie wiesz poza tym co chce by tu padło. Nie mam teraz pracy, owsem, nie ja jedna ale żeby mnie wyzywać od niedojd z tego powodu? Nie wiesz w jakiej jestem sytuacji i dlaczego teraz nie pracuje, ale to nie jestem tematem tego postu, więc nawet nie będę się tłumaczyć. Z jednym się zgodzę natomiast, za bardzo doceniam to, że wydaje na mnie te ,,ochłapy". Cóż, w wieku 40 lat mieszka może jeszcze z rodzicami bo wciąż nie ma na tyle by sobie postawić chatę, zresztą nie on jeden w kraju, bo tutaj ciężko się czegoś dorobić, mimo że jest po studiach, ukończył dużo kursów i pracę ma dobrą jak twierdzi, jednak wszystko jest drogie, takie są fakty, rodziców też nie ma już najmłodszych więc jest im potrzebny by zwyczajnie pomóc im, tym bardziej, że ma chorego tatę. Jego pasji oceniać nie chce, bo pasja to pasja, dla Ciebie może być głupia, dla mnie neutralna a dla niego czymś co uwielbia. Mieszka na obrzeżach niemałego miasta więc nie taka wioska. Sposób spotykania się mamy taki a nie inny bo nie chce by wydawał na spotkaniach ze mną dużo kasy, bo szanuję że te pieniądze nie spadają mu z nieba, że musi na nie pracować, wstawać wcześnie rano i w ogóle. Może to że sobie pozwoliłam na bliskość z nim ,,w aucie" jest poniżające ale w takich chwilach się nie myśli gdzie, zresztą my jeszcze nigdy nie poszliśmy na całość, więc mimo wszystko nie dostał wszystkiego co mógł. Nie jest prawdą, że go nie lubię, bo ja do niego nawet zdążyłam coś poczuć, ale mam żal o parę rzeczy więc to co czuje trochę duszę w sobie, bo nie chcę się z tym odkrywać. Jak już pisałam, próbowałam tą relacje zakończyć ale nie wiem jak skoro on nie rozumie powodów mimo, że mu tłumaczę, a jak już rozumie to jest gotowy zmieniać wszystko tylko dlatego że ja tego chce, a mi nie o to chodzi by on się do mnie dostosował, by porzucał swoje pasje ,,bo ja tak chcę", czy już teraz zabierał mnie do swojej rodziny i przedstawiał im gdy ma sytuacje w domu nieciekawą, zresztą ja podobnie.

58

Odp: Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?
wieka napisał/a:

Oczywiście, że nie możesz mówić żeby wybierał między tobą a pasją, bo niby z jakiej racji.
Nie trzeba być z kimś kto nam nie odpowiada i tylko o to chodzi, nikt na siłę cię przy nim nie trzyma, więc  jak chcesz dalej to ciągnąć to też go zrozum i nie domagaj się częstych spotkań, bo to już jest wymuszanie z twojej strony.

A jak z twoją pracą, dlaczego zrezygnowałaś z poprzedniej i jakie są widoki na nową? Bo to teraz powinien być priorytet dla ciebie.


Tak, wiem, i to samo mu mówię, że zwyczajnie nie widzę sensu by tą relacje ciągnąć dalej, gdy pytał czemu to mu wystarczająco dałam do zrozumienia dlaczego, i wprost zaznaczyłam, że mi nie chodzi o to by on coś robił dostosowując się poprzez to do mnie, bo nie chce absolutnie nic na nim wymuszać, a tak to by wtedy niestety wyglądało, dlatego nie zawsze mówię mu do końca wprost o co mi chodzi, ale staram się powiedzieć tak, żeby mniej więcej wiedział w czym widzę problem, gdzie się nasze drogo rozmijają. Bo nie chce by z czegokolwiek rezygnował ze względu dla mnie, tym bardziej gdy wiem jaka to jest jego wielka pasja od wielu lat, z drugiej strony dobrze, że ma jakąś pasję, bo ma dzięki temu radość ale to jednak na dłuższą metę jest uciążliwe gdy widzę, że np w walentynki nie pomyślał by wybrać spędzenie więcej czasu ze mną zamiast jechać na jakieś zebranie zarządu, przyjechał kolejnego dnia z kwiatami, ja też mu dałam prezent, ale szczerze mówiąc to było mi przykro. On by chciał bym ja mu mówiła wprost o co mi chodzi gdy coś mi nie pasuje, a ja tak nie ze wszystkim potrafię, bo co z tego z tego że on będzie wiedział jak potem mam takie ,,zrobił to czy powiedział tamto, bo ja chciałam, ja wymusiłam a nie że chciał ". I ciężko się potem z tego cieszyć.
Co do pracy to oczywiście wiem, szukam sobie czegoś, póki co musiałam odpuścić na jakiś czas , ale praca jest bardzo ważna więc staram się coś jak najszybciej ogarnąć w tym temacie już.

Posty [ 58 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy 8,5 lat różnicy lat w związku to dużo?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024