Wiewiórka Basia napisał/a:Nowe_otwarcie napisał/a:Chio napisał/a:"Jesteśmy już małżeństwem dosyć długo (dwa miesiące temu obchodziliśmy kryształową rocznicę ślubu) ale gdybym miał całe nasze małżeństwo streścić tylko jednym słowem to bym powiedział że było ono flegmatyczne. Problem był w zasadzie dosłownie od samego początku, bo po między nami nigdy nie było żadnej wielkiej miłości, a już na pewno nie z mojej strony, były dziewczyny które zdecydowanie bardziej kochałem, ale zawsze albo to one już miały innego, albo ja nie miałem śmiałości do nich zagadać albo one nie były mną zainteresowane. Dlaczego zatem ożeniłem się z dziewczyną której aż tak bardzo nie kochałem ? Było kilka powodów, stety bądź niestety były to pobudki głównie egoistyczne. Po pierwsze w tamtych czasach byłem tak naprawdę jedyną osób wśród swoich kumpli która jeszcze nikogo nie miała, spowodowało to że miałem gdzieś tam swoje kompleksy odnośnie tego gdy jako jedyny na jakiś imprezach nie miałem swojej drugiej połówki. Po drugie tak jak pisałem powody egoistyczne mianowicie przeszkadzała mi samotność, a tutaj jeszcze dochodziły powody finansowe, czyli takie że uważałem że lepiej mieć dwie pensje a nie jedną (oczywiście nie chodziło mi o to żeby dysponować jej pieniędzmi - tutaj chodziło mi o to że we dwójkę łatwiej będzie spłacać kredyt na mieszkanie, samochód, a nawet udało nam się założyć nasz wspólny biznes). Po trzecie być może nie kochałem mocno swojej żony, ale to nie znaczy że ona była zła, była na swój sposób nawet ładna, zabawna, nigdy nie była kłótliwa, wręcz przeciwnie bo spokojniejszej dziewczyny chyba bym nigdy nie znalazł, była wykształcona, oczytana (ma aż dwa wyuczone zawody - była tłumaczem symultanicznym jak i psychologiem) czyli gdybym tylko ją naprawdę kochał to byłaby to miłość idealna jak z bajki"
Biedna Kobieta
No i? Nie zesraj się z tego żalu.
Wypisz wymaluj moja aktualna.
Nowe_otwarcie jak sobie poczytałam tematy z twoim udziałem, żeby wiedzieć skąd taka kosa między tobą, a większością użytkowniczek to właśnie największy udział miał w tym wątek twojego związku. Tak poprzedniego małżeństwa jak i motywów obecnego. Kłóciłeś się zawzięcie, jak ci ludzie wytykali oziębłość, chłód, wycofanie i że to związek ze strachu przed samotnością. Ty twierdziłeś, że w dupie byli i gówno widzieli.
A teraz potwierdziłeś "wypisz wymaluj moja aktualna".
Ja pierdole, człowieku, żyły można sobie wygryźć z rozpaczy tkwiąc w związku z osobą o takim podejściu. Związek flegmatyczny, z wiecznym stękaniem za byłą/innymi kobietami, wieczne stękania i rozmyślania nad straconymi szansami przeszłości. Bo dam sobie rękę uciąć, że zarówno żona autora, jak i twoja partnerka nie znają waszych prawdziwych motywów.
Nie, motywy były całkiem prawdziwe. Sęk w tym że z czasem nastąpiła zmiana, bo i zmieniły się okoliczności. Atrakcyjna (uczciwie mówię że pod wzgledem atrakcyjności fizycznej nie aż tak wysoka półka jak moja ex, ale atrakcyjna), dynamiczna, ogarnieta i pewna siebie kobieta najpierw pokazała że ma w sobie pokłady ciepła i zdrowego podejścia do życia (i te ostatnie cechy wciąż są dla mnie bardzo ważne) ; potem jednak nadeszła sytuacja, która totalnie rozbiła jej poczucie bezpieczeństwa (kwestie rodzinne), co doprowadziło do tego że się rozsypała (choć już prawie całkiem doszła do stanu sprzed); jednocześnie, wbrew pozorom, okazała się w pewnych kwestiach znacznie bardziej nieogarnięta ode mnie, chociaż w swoim fachu akurat jest naprawdę dobra i podczas kilkumiesięcznego zwolnienia nie tylko nie starano się jej posunąć, ale wręcz przebierano nogami żeby jak najszybciej wróciła. I przez ten cały czas byłem przy niej, mimo że pewne rzeczy się zachwiały, bo przybyło kilogramów i przestała mi tak imponować jak na początku. Natomiast wciąż odczuwam naturalną chęć by troszczyć się o jej potrzeby, o drobne przyjemności, chociaż liczę że będzie lepiej. Na razie wolę nie myśleć że to na pewno będzie do grobowej deski, ale jeśli wszystko wróci do pierwotnego stanu...
Nie, nie mówię jej o swoich rozterkach, bo ona potrzebuje teraz spokoju (zwłaszcza że od niedawna mieszka u mnie; to w sumie też było po części z konieczności) i odbudowywania dobrego samopoczucia.
Tak samo w obu przypadkach (moim i tansewa) nie rozumiesz że brak szaleńczego uczucia na początku nie wyklucza chęci troski o tę drugą osobę i dania jej jak najwięcej, tak by czuła się dobrze, spełniania jej marzeń, widzenia jej uśmiechu. Nie możesz na wszystko patrzeć zerojedynkowo. A jeśli nie potrafisz inaczej, to może faktycznie wygryź sobie te żyły, przynajmniej będzie z tobą święty spokój.
PS. Do byłej nie zamierzam wracać. Tak, ostatnimi czasy widać było że była jakoś niespodziewanie znacznie bardziej szanuje moje zdanie niż dawniej, wyglądało jakby sama nieoczekiwanie szukała kontaktu ze mną (kontaktując się w sprawie córki, ale to było częściej niż było to niezbędne i zawsze ja musiałem kończyc rozmowy, podczas których pojawiały się wspomnienia sytuacji z naszego wspólnego życia, a córka potem zwracała uwagę że "znów potrafimy się razem śmiać). Natomiast nie zmieniła się w kwestii gwałtowności i dlatego nie mam większych złudzeń w kwestii tego czy powrót do niej skończyłby się powtórką z rozrywki. Zresztą telefony i wiadomości od mojej ex jakoś dziwnie ustały odkąd dowiedziała się że moja obecna partnerka się wprowadziła; może to przypadek i nie ma akurat spraw związanych z naszą córką, które wymagałyby pilnego omówienia...
PS2: to forum już się totalnie sypie, wciąż tylko błąd 503...