Ja tam wciąż nie wierzę, że Julia jest prawdziwa
. Może nie jest maszyną/robotem, ale jest tak nierzeczywista, że po prostu mam wątpliwości.
![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Ja tam wciąż nie wierzę, że Julia jest prawdziwa
. Może nie jest maszyną/robotem, ale jest tak nierzeczywista, że po prostu mam wątpliwości.
![]()
Halina3.1 napisał/a:JuliaUK33 napisał/a:Zadna maszyna nie jest i nigdy nie bedzie czlowiekiem. Maszyna to robot. Moze wyglada jak czlowiek, robi to co czlowiek, ale nie ma ludzkich uczuc
Nie chodzi o to zeby maszyna została człowiekiem tylko czy człowiek który prowadzi test np w formie konwersacji przez komputer jest w stanie powiedzieć czy też rozróżnić czy po drugiej stronie jest prawdziwy człowiek czy komputer.
Ja tam wciąż nie wierzę, że Julia jest prawdziwa
. Może nie jest maszyną/robotem, ale jest tak nierzeczywista, że po prostu mam wątpliwości.
Jest jedyna w swoim rodzaju <3
Co to jest ten test Turinga z maszynami? Neuratypowy co niby oznacza? Pierwszy raz w zyciu to slowo widze
vs
Ja akurat posiadam inteligencje wyzsza (...)
Tak mnie to wtedy rozbawiło, że teraz za każdym razem, jak coś podobnego zauważę, będę cytować ![]()
Jak mieć inteligencję, to tylko wyższą ![]()
Jak mieć inteligencję, to tylko wyższą
Tak, jak się ma IQ >130, to nie ma się co dziwić, bo to widać i słychać ![]()
Piszę ten post, bo jestem już po prostu zmęczona.
Mamy z partnerem taką sytuację:
-mieszkanie na kredyt z dużym wkładem własnym, więc dosyć niską ratą
- mieszkanie już urządzone, wykończone, zostały co najwyżej jakieś drobnostki typu kinkiety w jednym pokoju trzeba kupić albo ekspres do kawy
- moje zarobki powyżej 15k, jego 5k
- brak innych kredytów, długów, zobowiązań, wszyscy zdrowiPrzez kupę lat nie jeździłam na wakacje, bo "trzeba zbierać na mieszkanie". Raz byliśmy na 3 dni nad polskim morzem. Wytrzymałam. Teraz jest mieszkanie, to słyszę, że nie możemy jechać, bo "jeszcze trzeba kupić rzeczy" i "trzeba nadpłacać kredyt". Nie jestem zadowolona z wielu przyczyn. Po pierwsze uważam, ze odpoczynek mi się po tylu latach po prostu należy. Po drugie zadaje sobie pytanie: super oszczędności, odpowiedzialność, ciułanie... a kiedy będę żyć? I niestety mój partner nawet nie chce słyszeć o oglądaniu ofert, bo nie i juz. Bo trzeba oszczędzać, bo nie mamy teraz oszczędności dużych, bo poszły na wkład własny. Tylko ja to wszystko rozumiem! I nie chce wydać 30k na zwiedzanie świata. Chce pojechać na tydzień do Grecji, do normalnego hotelu. Mam mnóstwo znajomych, którzy zarabiają duzo mniej od nas i dla nich to nie jest problem wyjechać. Ba, moja przyjaciółka kupiła mieszkanie, wykończyła bez mebli, spala na samym materacu, na suficie żarówka zamiast żyrandola bo jeszcze nie kupili, a mimo to pojechali sobie do Hiszpanii i spędzili fajnie czas. I maja wspomnienia. A ja mam ramę łóżka, żyrandol, wszystkie meble i podróż palcem po mapie. Chciałam się wyżalić. Chyba mamy po prostu tak odmienny sposób patrzenia na świat i zawsze tak będzie...
A czemu nie pojadę sama/z koleżanka? Bo nie chce sama, a moje koleżanki jeżdżą z partnerami. Juz raz tak pojechałam na kilkudniowy wyjazd w góry ze znajomymi każdy z partnerem/partnerką i czułam się jak piąte kolo u wozu.
Bardzo możliwe, że właśnie tak jest.
I co z tym zrobić?
Możesz się żalić i siedzieć w domu, a możesz się żalić i jeździć. Są wycieczki organizowane przez biura podrózy. To całkiem inny wyjazd niż z koleżanką, tam nie będziesz czuła się jak piąte koło u wozu.
Siadasz z partnerem i pytasz - jedziemy we dwoje czy mam jechać sama?
Jak nie chce jechać z Tobą, to jedź sama, i baw się najlepiej jak potrafisz.
Nikomu nic nie jesteś winna, masz swoje pieniądze i możesz je wydawać według własnego uznania. Mogłabyś czuć się winna gdybyś nie spłacała rat albo w inny sposób rujnowała budżet domowy. Skoro stać Cię na wyjazd to masz do niego prawo. A skoro masz prawo, to tylko od Ciebie zależy jak z tego prawa skorzystasz.
Prawda że proste? ![]()
I co z tym zrobić?
Możesz się żalić i siedzieć w domu, a możesz się żalić i jeździć. Są wycieczki organizowane przez biura podrózy. To całkiem inny wyjazd niż z koleżanką, tam nie będziesz czuła się jak piąte koło u wozu.
Siadasz z partnerem i pytasz - jedziemy we dwoje czy mam jechać sama?
Jak nie chce jechać z Tobą, to jedź sama, i baw się najlepiej jak potrafisz.
Nikomu nic nie jesteś winna, masz swoje pieniądze i możesz je wydawać według własnego uznania. Mogłabyś czuć się winna gdybyś nie spłacała rat albo w inny sposób rujnowała budżet domowy. Skoro stać Cię na wyjazd to masz do niego prawo. A skoro masz prawo, to tylko od Ciebie zależy jak z tego prawa skorzystasz.
Prawda że proste?
Dziewczyna chciała z partnerem wyjechać, a partner nie chce. Zawsze są dwa wyjścia, no, chyba, że chodzi o wyżalenie się.
Do autorki postu: w tym momencie ustępujesz w sprawie wyjazdu, za chwilę ustąpisz w innej sprawie, to się nazywa podporządkowanie się partnerowi. Rzeczywiście, gdyby to był autor, wszyscy śmialiby się z niego, że taki pantoflarz, frajer i pozwala się wykorzystywać.
Agnes76 napisał/a:I co z tym zrobić?
Możesz się żalić i siedzieć w domu, a możesz się żalić i jeździć. Są wycieczki organizowane przez biura podrózy. To całkiem inny wyjazd niż z koleżanką, tam nie będziesz czuła się jak piąte koło u wozu.
Siadasz z partnerem i pytasz - jedziemy we dwoje czy mam jechać sama?
Jak nie chce jechać z Tobą, to jedź sama, i baw się najlepiej jak potrafisz.
Nikomu nic nie jesteś winna, masz swoje pieniądze i możesz je wydawać według własnego uznania. Mogłabyś czuć się winna gdybyś nie spłacała rat albo w inny sposób rujnowała budżet domowy. Skoro stać Cię na wyjazd to masz do niego prawo. A skoro masz prawo, to tylko od Ciebie zależy jak z tego prawa skorzystasz.
Prawda że proste?Dziewczyna chciała z partnerem wyjechać, a partner nie chce. Zawsze są dwa wyjścia, no, chyba, że chodzi o wyżalenie się.
Do autorki postu: w tym momencie ustępujesz w sprawie wyjazdu, za chwilę ustąpisz w innej sprawie, to się nazywa podporządkowanie się partnerowi. Rzeczywiście, gdyby to był autor, wszyscy śmialiby się z niego, że taki pantoflarz, frajer i pozwala się wykorzystywać.
No tak by bylo niestety bo oni mysla,ze tylko kobieta musi sie podporzadkowac a taka prawda,ze nic nie musi, bo ja akurat wiem,ze kobiety moga robic co chca
Dziękuję tym, którzy udzieli poważnej odpowiedzi.
Przyznam, że o ile przez lata o tym nie myślałam, tak teraz skłaniam się ku myśleniu, że to niedobrze jak facet zarabia mniej. Nawet jak kobiecie to nie przeszkadza, nawet jak facet twierdzi, że jemu też nie przeszkadza. Te zarobki powodują taki a nie inny mindset.
Szkoda tylko, że na mnie to wszystko wpływa, bo właściwie podwójnie tracę. Zarabiam więcej, więc więcej płacę za wszystko, więcej jest na moich barkach. Jestem głównym żywicielem rodziny. Jak zajdę w ciążę, to ze względu na to, ze mam działalność gospodarczą, otrzymam macierzyński niższy niż może otrzymać mój partner. W efekcie on juz mówił, ze on pójdzie na macierzyński, bo nie będzie za co żyć. Mi się to nie podoba, wolałabym ja być z dzieckiem. Sama sobie muszę zapalić za wszystko. To 5000 zarobku partnera jakie podałam, to juz z premiami, czasem ma 4300... I ok, bywa. Ale w zamian ja nie mam tego, co maja faceci na moim miejscu. Bo facet, który jest głównym żywicielem, jak powie żonie, ze wyjazd, to wyjazd. Tacy mężczyźni mają uprane, ugotowane, podane. A co maja kobiety, które biorą na siebie "męską" role? Nic, w domu i tak większość na ich barkach. I nie mają posłuchu, decyzyjności. Nie ma tak, ze jak zona powie, tak ma być. I tak "rządzi" facet, a kobieta tylko więcej zarabia. Słaby układ i wakacje to chyba tu najmniejszy problem
A przy urządzaniu mieszkania pracowałam po 10h dziennie, do czego mnie sam partner namówił, żeby nie brakowało kasy na nic. Potem odmówiłam zajeżdża się i robił mi wyrzuty ze "obiecałam, a nie dotrzymuje słowa". On przez ten czas nigdy nic nie dorobił, a jak rozmawiam z nim czy ja czy teściowie o lepszej pracy (może ja jak najbardziej mieć - ma wykształcenie wyższe, zna naprawdę biegle angielski, ma różne umiejętności), to mówi, ze nie ma ochoty i praca go nie interesuje. Ma bardzo lekka prace biurowa taką która zwykle robia kobiety. W pracy niewiele robi, sam o tym mówi, bo to ten typ pracy gdzie można. I nie chce z tego rezygnować.
A przy urządzaniu mieszkania pracowałam po 10h dziennie, do czego mnie sam partner namówił, żeby nie brakowało kasy na nic. Potem odmówiłam zajeżdża się i robił mi wyrzuty ze "obiecałam, a nie dotrzymuje słowa".
Czyli potwierdza się to, co napisałam wcześniej? Że jemu zalezy tylko na tym, aby kasa wpływala na konto i żeby kredyt był spłacany ze "wspólnej" kasy, choć jego nie stać nawet na to, żeby opłacić swoją część.
Bianka, zastanów się czy chcesz mieć dziecko z kimś takim.
Jak zajdę w ciążę, to ze względu na to, ze mam działalność gospodarczą, otrzymam macierzyński niższy niż może otrzymać mój partner. W efekcie on juz mówił, ze on pójdzie na macierzyński, bo nie będzie za co żyć. Mi się to nie podoba, wolałabym ja być z dzieckiem.
(...)
A przy urządzaniu mieszkania pracowałam po 10h dziennie, do czego mnie sam partner namówił, żeby nie brakowało kasy na nic. Potem odmówiłam zajeżdża się i robił mi wyrzuty ze "obiecałam, a nie dotrzymuje słowa". On przez ten czas nigdy nic nie dorobił, a jak rozmawiam z nim czy ja czy teściowie o lepszej pracy (może ja jak najbardziej mieć - ma wykształcenie wyższe, zna naprawdę biegle angielski, ma różne umiejętności), to mówi, ze nie ma ochoty i praca go nie interesuje. Ma bardzo lekka prace biurowa taką która zwykle robia kobiety. W pracy niewiele robi, sam o tym mówi, bo to ten typ pracy gdzie można. I nie chce z tego rezygnować.
Uważaj, żeby nie skończyło się tak, że oficjalnie na urlopie będzie on, a w praktyce to ty będziesz w dzień zajmować się dzieckiem, prać, gotować i sprzątać, a w nocy pracować. Skoro on już teraz ma tendencję do pasożytowania na tobie, to po urodzeniu dziecka będzie tylko gorzej, bo trudniej będzie ci się z nim rozstać.
Dziękuję tym, którzy udzieli poważnej odpowiedzi.
![]()
Przyznam, że o ile przez lata o tym nie myślałam, tak teraz skłaniam się ku myśleniu, że to niedobrze jak facet zarabia mniej. Nawet jak kobiecie to nie przeszkadza, nawet jak facet twierdzi, że jemu też nie przeszkadza. Te zarobki powodują taki a nie inny mindset.Szkoda tylko, że na mnie to wszystko wpływa, bo właściwie podwójnie tracę. Zarabiam więcej, więc więcej płacę za wszystko, więcej jest na moich barkach. Jestem głównym żywicielem rodziny. Jak zajdę w ciążę, to ze względu na to, ze mam działalność gospodarczą, otrzymam macierzyński niższy niż może otrzymać mój partner. W efekcie on juz mówił, ze on pójdzie na macierzyński, bo nie będzie za co żyć. Mi się to nie podoba, wolałabym ja być z dzieckiem. Sama sobie muszę zapalić za wszystko. To 5000 zarobku partnera jakie podałam, to juz z premiami, czasem ma 4300... I ok, bywa. Ale w zamian ja nie mam tego, co maja faceci na moim miejscu. Bo facet, który jest głównym żywicielem, jak powie żonie, ze wyjazd, to wyjazd. Tacy mężczyźni mają uprane, ugotowane, podane. A co maja kobiety, które biorą na siebie "męską" role? Nic, w domu i tak większość na ich barkach. I nie mają posłuchu, decyzyjności. Nie ma tak, ze jak zona powie, tak ma być. I tak "rządzi" facet, a kobieta tylko więcej zarabia. Słaby układ i wakacje to chyba tu najmniejszy problem
A przy urządzaniu mieszkania pracowałam po 10h dziennie, do czego mnie sam partner namówił, żeby nie brakowało kasy na nic. Potem odmówiłam zajeżdża się i robił mi wyrzuty ze "obiecałam, a nie dotrzymuje słowa". On przez ten czas nigdy nic nie dorobił, a jak rozmawiam z nim czy ja czy teściowie o lepszej pracy (może ja jak najbardziej mieć - ma wykształcenie wyższe, zna naprawdę biegle angielski, ma różne umiejętności), to mówi, ze nie ma ochoty i praca go nie interesuje. Ma bardzo lekka prace biurowa taką która zwykle robia kobiety. W pracy niewiele robi, sam o tym mówi, bo to ten typ pracy gdzie można. I nie chce z tego rezygnować.
No ale kochana, do kogo pretensje, że to słaby układ? Kopiesz typa w dupe i szukasz sobie prawdziwego partnera a nie pasożyta - problem solved. Z obecnym do niczego nie dojdziesz. Dorobisz się z takim co najwyżej garba.
Pełno jest takich mimoz życiowych u nas się mówi na takich scrubs. Dla niego to układ idealny, znalazł se frajerke, to korzysta. Aż się nie chce wierzyć, że to nie jeden z forumowych przegrywkow robi sobie jaja tylko po to żeby zara wjechać na kobiety jakie to materialistki, podwójne standardy, piekło mężczyzn, ojejkujejku xd
Z Konsorcjum.pl przeżyliśmy niesamowity rejs rzeczny w Afryce! Statek pełen komfortu, wycieczki z przewodnikami w cenie – absolutnie warto! Zarezerwujcie na 2024, bo zniżki są świetne ![]()
Z Konsorcjum.pl przeżyliśmy niesamowity rejs rzeczny w Afryce! Statek pełen komfortu, wycieczki z przewodnikami w cenie – absolutnie warto! Zarezerwujcie na 2024, bo zniżki są świetne
Warto to pisać na temat ![]()
emma9283 napisał/a:Z Konsorcjum.pl przeżyliśmy niesamowity rejs rzeczny w Afryce! Statek pełen komfortu, wycieczki z przewodnikami w cenie – absolutnie warto! Zarezerwujcie na 2024, bo zniżki są świetne
Warto to pisać na temat
Reklama wszędzie pasuje ![]()
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024