Priscilla napisał/a:I to jest ciekawe, co piszesz, bo mi AI podaje bardzo rzeczowe rozwiązania. Nieraz już podpowiedziało coś, co okazało się trafne i w danej sytuacji realnie skuteczne.
Cały ten temat jest skarbnicą wskazówek, rad, dobrych pomysłów, z których niemal każda została wyrzucona do kosza. Przypadek?
Efekt kilku minut z AI
Jest opisany problem i konkretne kroki wyjścia. Wiele z tego już tu było. Kilka minut i jest baza by próbować.
Ale to trzeba naprawdę i realnie chcieć zmienić swoją sytuację.
.
.
.
.
.
Pytanie:
Omówmy historię młodego chłopaka w okolicach trzydziestki, który mieszka z rodzicami, jest wykształcony, zdrowy, jest inteligentny, ale ma sporo problemów wynikających z jego przekonań, z braku wiary w siebie, ze strachu przed życiem.
Na tę chwilę nie ma pracy i boi się podjąć pracę. Spędza dużo czasu w internecie, pytając ludzi o rady, dyskutując nt swojej sytuacji.
Pisze że chce podjąć pracę, chce poznawać nowych ludzi, chce wejść w związek, ale nic mu z tych rzeczy nie wychodzi. Kiedy ludzie mu doradzają, on odrzuca 99% rad, skupiając się na negowaniu tych pomysłów. Jest przekonany, że wie lepiej i że czyjeś rady są w jego przypadku nietrafione, mimo że ogólnie są ok. Po prostu neguje wszystko, co ludzie mu podsuwają.
.
.
.
.
Odpowiedź:
To, co opisujesz, jest bardzo ciekawym przypadkiem, bo problemem prawdopodobnie nie jest brak wiedzy o tym, co powinien zrobić. Wręcz przeciwnie. Ten człowiek może doskonale rozumieć, jakie są kolejne kroki, a jednocześnie być psychologicznie zablokowany przed ich wykonaniem.
Najbardziej rzuca się w oczy pewien mechanizm:
„Chcę zmienić swoje życie, ale każda propozycja zmiany uruchamia we mnie potrzebę udowodnienia, dlaczego właśnie ta propozycja nie ma zastosowania do mnie.”
I wtedy internet staje się bardzo wygodnym miejscem do funkcjonowania. Można godzinami analizować życie, pytać innych, dyskutować, odrzucać kolejne rozwiązania i mieć poczucie, że coś się robi. Tyle że niczego nie trzeba wtedy naprawdę zaryzykować.
1. On prawdopodobnie nie szuka rad
To jest pierwsza rzecz, którą bym zakwestionował.
Jeżeli ktoś pyta:
„Co powinienem zrobić, żeby znaleźć pracę?”
a następnie odrzuca 99% odpowiedzi, to możliwe, że jego rzeczywistym celem nie jest znalezienie rozwiązania.
Może szukać czegoś zupełnie innego:
potwierdzenia, że jego sytuacja jest wyjątkowa,
potwierdzenia, że „normalne” rozwiązania go nie dotyczą,
usprawiedliwienia dla bezczynności,
zmniejszenia lęku,
kogoś, kto wreszcie poda mu rozwiązanie pozbawione ryzyka.
A takiego rozwiązania oczywiście nie ma.
Bo praca oznacza możliwość porażki.
Poznawanie ludzi oznacza możliwość odrzucenia.
Związek oznacza możliwość zranienia.
Samodzielne życie oznacza odpowiedzialność.
Jeżeli jego największym problemem jest strach przed konsekwencjami działania, to każda rada prowadząca do działania będzie odczuwana jako zagrożenie.
2. Negowanie rad może być mechanizmem obronnym
To jest moim zdaniem najciekawszy element.
Wyobraź sobie:
Ktoś mówi: „Spróbuj znaleźć prostą pracę na początek.”
W jego głowie nie musi pojawić się:
„Dobry pomysł, sprawdzę.”
Może pojawić się:
„Ale ja nie mogę pracować w takim miejscu, bo...”
Następnie ktoś proponuje inną pracę.
„Też nie, ponieważ...”
Trzecia:
„To również odpada.”
Po dziesięciu propozycjach ma już dziesięć powodów, dla których nie musi niczego robić.
I co najważniejsze, jego argumenty mogą być całkowicie logiczne.
To nie musi być głupota.
Wręcz przeciwnie. Inteligencja może mu pomagać w obronie przed działaniem.
Im bardziej inteligentny człowiek, tym więcej potrafi znaleźć argumentów uzasadniających, dlaczego dana rzecz jest niewłaściwa.
To tworzy bardzo niebezpieczną pułapkę:
inteligencja zostaje wykorzystana do racjonalizacji lęku.
3. „To nie jest odpowiednie dla mnie” może oznaczać coś zupełnie innego
Warto rozróżnić dwie rzeczy.
Zdrowa selekcja:
„Ta praca rzeczywiście mi nie odpowiada, więc wybieram inną.”
oraz
unikanie:
„Ta praca nie odpowiada mi, ta również, ta też, a ta ma jeden szczegół, który mi nie pasuje.”
Jeżeli po odrzuceniu kolejnych możliwości nie pojawia się żadna alternatywa, mamy ważną wskazówkę.
Bo człowiek, który rzeczywiście wie, czego chce, zwykle mówi:
„Nie chcę A. Spróbuję B.”
Natomiast człowiek sparaliżowany może mówić:
„Nie A. Nie B. Nie C. Nie D.”
I na końcu pozostaje dokładnie tam, gdzie był.
4. Internet może stać się dla niego „symulatorem życia”
To określenie bardzo tu pasuje.
On może:
czytać o pracy,
pytać o pracę,
analizować rynek pracy,
pytać ludzi, jak poznawać kobiety,
analizować związki,
czytać historie innych ludzi,
pytać, jak zwiększyć pewność siebie,
analizować psychologię,
dyskutować o tym, dlaczego dane rozwiązanie nie działa.
Czyli wykonuje ogromną ilość czynności związanych z życiem, nie wykonując samego działania.
To daje pewną nagrodę psychiczną.
Człowiek ma poczucie:
„Pracuję nad sobą.”
Tymczasem różnica pomiędzy:
„przygotowuję się do życia”
a
„żyję”
może się robić gigantyczna.
5. Jest jeszcze jeden paradoks
On może naprawdę chcieć zmiany.
To ważne.
Nie zakładałbym automatycznie, że jest leniwy.
Może autentycznie bardzo chcieć:
pracować,
mieć pieniądze,
mieć przyjaciół,
mieć kobietę,
być niezależnym,
mieć własne mieszkanie,
czuć się wartościowym człowiekiem.
Problem polega na tym, że jego mózg może wyceniać ryzyko związane z osiągnięciem tych rzeczy wyżej niż ich potencjalną nagrodę.
Wtedy powstaje konflikt:
„Chcę tego.”
kontra
„Boję się zrobić cokolwiek, co mogłoby mnie do tego doprowadzić.”
I człowiek zaczyna szukać trzeciej drogi:
„Może istnieje sposób, żeby dostać rezultat bez przechodzenia przez etap, który mnie przeraża?”
Najczęściej nie istnieje.
6. Bardzo możliwe, że boi się nie samej pracy, lecz oceny
To jeszcze głębszy poziom.
Praca oznacza:
ktoś będzie oceniał jego wydajność,
może czegoś nie umieć,
może popełnić błąd,
ktoś może go skrytykować,
może okazać się mniej kompetentny, niż uważał,
może zostać zwolniony.
Podobnie z relacjami:
ktoś może go odrzucić,
ktoś może uznać go za nieatrakcyjnego,
może nie wiedzieć, co powiedzieć,
może zostać wyśmiany,
może zostać zraniony.
W internecie jest natomiast ogromna przewaga:
można kontrolować ekspozycję.
Można zamknąć kartę.
Nie odpowiedzieć.
Zmienić forum.
Znaleźć kolejnego człowieka do dyskusji.
W realnym świecie nie ma przycisku „następny argument”.
7. Mieszkanie z rodzicami dodatkowo może utrwalać cały układ
Nie dlatego, że samo mieszkanie z rodzicami jest czymś złym.
Problem pojawia się wtedy, kiedy środowisko zapewnia:
bezpieczeństwo + brak konieczności działania + możliwość odkładania decyzji.
Jeżeli podstawowe potrzeby są zabezpieczone, człowiek może latami funkcjonować w stanie:
„Jeszcze nie jestem gotowy.”
I nic się nie dzieje.
To jest bardzo podstępne, ponieważ życie nie wymusza zmiany.
Gdyby jutro nie miał gdzie mieszkać i musiał zarobić na jedzenie, część jego obecnych problemów nagle przestałaby być problemami filozoficznymi.
Nie dlatego, że stałby się odważniejszy.
Po prostu rzeczywistość odebrałaby mu możliwość prowadzenia nieskończonych negocjacji z samym sobą.
8. Największym błędem byłoby próbować go przekonać
Jeżeli ktoś taki ma tendencję do negowania wszystkiego, kolejna osoba dostarczająca mu argumentów może tylko nakręcać mechanizm.
Bo wtedy zaczyna się:
„Ale...”
Ty odpowiadasz.
„Tak, ale...”
Ty odpowiadasz.
„W moim przypadku...”
Ty odpowiadasz.
I po dwóch godzinach jesteście dokładnie w tym samym miejscu, tylko on ma jeszcze więcej powodów, żeby niczego nie zrobić.
Dlatego interesująca byłaby zmiana pytania.
Nie:
„Jaka rada będzie dla niego najlepsza?”
tylko:
„Co się dzieje w momencie, kiedy rada wymaga od niego konkretnego działania?”
To jest prawdopodobnie miejsce, w którym znajduje się właściwy problem.
9. Można zrobić bardzo ciekawy eksperyment
Przestać dyskutować o tym, czy rada jest dobra.
Zapytać:
„Załóżmy, że masz rację i wszystkie moje propozycje są złe. Jakie rozwiązanie proponujesz ty?”
I tutaj pojawia się interesująca rzecz.
Jeżeli odpowie konkretnie, mamy materiał do pracy.
Jeżeli zacznie wymieniać kolejne powody, dlaczego żadne rozwiązanie nie jest możliwe, problem staje się znacznie bardziej widoczny.
Można wtedy zapytać:
„Dobrze. Czego dokładnie się boisz, gdybyś jednak spróbował?”
I to pytanie jest znacznie ciekawsze niż:
„Dlaczego nie znajdziesz pracy?”
Bo być może odpowiedź będzie zupełnie inna niż oczekujemy.
Może chodzić o wstyd.
Może o możliwość porażki.
Może o utratę wygodnego świata.
Może o przekonanie, że powinien być kimś wyjątkowym.
Może o perfekcjonizm.
Może o bardzo niską samoocenę.
Może o doświadczenia z przeszłości.
A może o coś jeszcze innego.
I właśnie tutaj zaczyna się naprawdę interesująca historia tego chłopaka.
.
.
.
.
.
P:
Tak, chodzi dokładnie o wszystkie te rzeczy wymienione powyżej. Natomiast ja chciałbym zapytać cię o rady dla kogoś takiego.
Chodzi nie o klasyczne udzielanie rad, które, jak napisałeś, nie działa, tylko o coś, co mogłoby mu pomóc. O coś, co mógłby sam zrobić.
Chodzi o zwięzły, krótki opis, który ewentualnie można by było w dalszej części dyskusji rozwinąć. Jaką drogę ktoś taki powinien obrać, żeby móc sobie pomóc.
.
.
.
.
O:
Myślę, że w takim przypadku warto nie dawać mu kolejnej listy rzeczy do zrobienia, tylko zaproponować zmianę sposobu, w jaki podchodzi do własnego problemu. Coś takiego mogłoby być punktem wyjścia do dalszej dyskusji:
Pisanie
Jeżeli rozpoznajesz u siebie sytuację, w której bardzo chcesz zmienić życie, ale jednocześnie znajdujesz powody, dla których właściwie każda rada nie ma zastosowania, to być może problem nie leży w braku odpowiedniej rady.
Być może problemem jest unikanie działania z powodu lęku przed oceną, porażką, odrzuceniem i utratą poczucia bezpieczeństwa.
W takiej sytuacji nie próbowałbym najpierw znaleźć idealnej pracy, idealnych ludzi, idealnego związku ani idealnego sposobu na życie.
Zrobiłbym coś odwrotnego:
przestań szukać rozwiązania, które nie będzie powodowało dyskomfortu. Zacznij ćwiczyć tolerowanie dyskomfortu.
Wybierz małe rzeczy, których się obawiasz, ale które są bezpieczne i nie mają wielkich konsekwencji. Zrób je pomimo oporu. Nie oceniaj, czy były udane. Liczy się wyłącznie to, że zrobiłeś coś, czego chciałeś uniknąć.
I bardzo ważne: kiedy pojawia się myśl „to nie ma sensu”, „to nie dla mnie”, „u mnie to nie zadziała”, nie próbuj jej zwalczać ani udowadniać, że jest błędna. Potraktuj ją jako sygnał: „właśnie pojawił się mój lęk przed działaniem”.
Wtedy zamiast kolejnych godzin analizowania, poszukiwania porad i przekonywania innych, zrób jeden mały krok w rzeczywistości.
Nie musisz najpierw uwierzyć w siebie.
Pewność siebie często pojawia się dopiero po tym, jak wielokrotnie zrobisz coś pomimo braku pewności siebie.
Twoim pierwszym celem nie powinno być więc „naprawienie życia”. Powinno nim być odzyskanie zdolności do działania pomimo strachu.
Reszta może przyjść później.
.
.
.
.
P:
Podaj kilka krótkich i praktycznych rad, rzeczy, które mógłby zacząć robić już.
.
.
.
.
.
O:
Jasne. W jego przypadku poszedłbym w bardzo małe działania, które nie wymagają najpierw naprawienia psychiki. Kilka konkretnych:
Jedna rzecz dziennie, której się obawia.
Telefon w sprawie pracy, wysłanie CV, rozmowa z obcą osobą, wyjście w nowe miejsce. Ma być lekko niekomfortowe, ale wykonalne.
Zakaz analizowania decyzji w nieskończoność.
Jeśli decyzja jest mało ryzykowna, daje sobie np. 10 minut na zastanowienie i potem wybiera. Nie szuka kolejnych 20 opinii w internecie.
Zasada „najpierw działanie, potem ocena”.
Nie pyta: „Czy to na pewno ma sens?”. Robi próbę i dopiero później ocenia rezultat.
Codziennie wyjść z domu bez konkretnego celu.
30–60 minut. Sklep, park, biblioteka, centrum miasta. Chodzi o odzyskanie kontaktu z rzeczywistością, a nie o produktywność.
Ograniczyć pytanie innych o rady.
Na przykład przez 2 tygodnie nie pytać internetu, co powinien zrobić. Zamiast tego sam podejmuje decyzję i ponosi jej konsekwencje. To może być bardzo dobry trening samodzielności.
Codziennie jedna interakcja społeczna.
Krótkie „dzień dobry”, pytanie sprzedawcy, rozmowa z sąsiadem, komentarz w realnej rozmowie. Nie chodzi o zdobycie znajomych. Chodzi o ćwiczenie kontaktu.
Zacząć pracę, zanim poczuje się gotowy.
Nie musi od razu znaleźć „swojej drogi życiowej”. Pierwsza praca może być po prostu eksperymentem na 1–3 miesiące. Ma dostarczyć doświadczenia, nie rozwiązać całe życie.
Kiedy pojawia się „nie, bo...”, zadać sobie jedno pytanie:
„Czy to rzeczywiście jest przeszkoda, czy właśnie znalazłem powód, żeby nie musieć próbować?”
Prowadzić bardzo prosty dziennik działania.
Każdego wieczoru tylko trzy zdania:
„Czego unikałem?”
„Co mimo tego zrobiłem?”
„Czego dowiedziałem się o sobie?”
Przestać czekać na poczucie pewności siebie.
To może być najważniejsze. Niepewność nie jest sygnałem STOP. Czasami jest po prostu ceną wejścia w nowe życie.
I zrobiłbym jeszcze jedną rzecz: nie próbowałbym robić wszystkich dziesięciu punktów naraz. Wybrałbym jeden, najlepiej ten, który budzi niewielki opór, i powtarzał codziennie przez tydzień. Potem zwiększał poprzeczkę.
.
.
.
P:
Podaj też krótko kilka innych sposobów na to, by próbować zmienić swoje błędne, autosabotujące przekonania.
.
.
.
.
.
O:
Jasne. Jeśli problemem są przekonania typu „nie dam rady”, „ludzie mnie ocenią”, „to nie ma sensu”, „u mnie to nie działa”, można ćwiczyć ich podważanie bez prowadzenia wielkich analiz.
Zamień „to fakt” na „mam taką myśl”.
Zamiast „nie nadaję się do pracy” → „mam myśl, że nie nadaję się do pracy”. To mały dystans, ale odbiera myśli status wyroku.
Szukaj dowodów przeciwko sobie.
Gdy pojawia się „zawsze sobie nie radzę”, znajdź 3 sytuacje, w których jednak sobie poradziłeś.
Pytaj: „Co powiedziałbym przyjacielowi?”
Jeśli przyjaciel powiedziałby „boję się wysłać CV”, prawdopodobnie nie odpowiedziałbyś mu: „Masz rację, lepiej nic nie rób”. Zastosuj tę samą zasadę wobec siebie.
Zamień „muszę być pewien” na „mogę sprawdzić”.
Nie musisz wiedzieć, czy dana praca będzie dobra. Możesz po prostu ją przetestować.
Oddziel fakt od interpretacji.
Fakt: „Nie dostałem odpowiedzi na CV.”
Interpretacja: „Nikt mnie nie chce.”
To nie jest to samo.
Szukaj alternatywnego wyjaśnienia.
„Ona nie odpisała, więc jestem nieatrakcyjny” → „Może nie jest zainteresowana, może ma kogoś, może nie chce relacji, a może rzeczywiście jej się nie podobam. Nie wiem.”
Ćwicz działanie wbrew przekonaniu.
Nie musisz najpierw przekonać siebie, że „dam radę”. Możesz powiedzieć: „Możliwe, że nie dam rady. Sprawdzę.”
Ustal limit negatywnego myślenia.
Jeśli złapiesz się na analizowaniu tego samego problemu po raz kolejny, kończysz analizę i robisz jedną konkretną rzecz.
Zbieraj doświadczenia zamiast argumentów.
Jeżeli uważa, że „ludzie mnie odrzucają”, niech nie dyskutuje z tą myślą. Niech przeprowadzi 10 małych prób kontaktu z ludźmi i zobaczy, co rzeczywiście się wydarzy.
Pytanie kontrolne:
„Czy próbuję rozwiązać problem, czy próbuję udowodnić, że problemu nie da się rozwiązać?”
W jego przypadku to może być szczególnie mocne pytanie.