Ciężko to poukładać, Ulle... Do tego dochodzą różne domysły... Robi się bajzel informacyjny, a ich komunikacja leży i kwiczy.
A czemu straciłaś cierpliwość? Taka emocja też niesie informację.
Do pionu... Hmm... Jeśli ma nerwicę, jak wspominał i jest w trakcie leczenia (?) to na efekty trzeba poczekać, za mało czasu upłynęło. Do tego ma dość pasywną postawę. I chyba jeszcze się nie zreflektował nad tym związkiem tak naprawdę.
Na dodatek jest jeszcze ona ze swoimi demonami.
Myślę, że z ustawianiem do pionu to akurat Ty masz lepsze predyspozycje
Ja mogę być za miętka bo mam taki pik pik w głowie, że jak pojawia się temat zaburzeń psychicznych to stąpam po kruchym lodzie.
Postaram się coś napisać, ale nie chce teraz wysłać jakiegoś babola. Przyjdzie na to czas.
A z tymi grupami to chodzi o to, że jeśli jakiś znajomy jest aktywny na jakiejś grupie to jego aktywność pokazuje się w feedzie u znajomych. Np żona przegląda ścianę na fejsie, widzi jakiś post z obcej jej grupy ale polubionej przez jej męża, o ile grupa jest publiczna. To by mogło wyjaśnić jak się tam pojawiła, ale za mało danych by to stwierdzić na pewno. Natomiast prawdopodobieństwo, że pojawiła się tam przypadkiem jest dość niskie.
Najwięcej pomogła by im szczera rozmowa ale oni nie potrafią tego robić. Bazują na domysłach. Mają zawahania. Potem jakiś obrany cel, typu to koniec. A potem chwila zwątpienia. A potem powrót do postanowienia. I taka huśtawka. A szczere rozmowy nie są łatwe. Naprawdę, niektórzy ludzie są bardzo ułomni pod tym względem. Sama się do nich zaliczam. I nie chodzi o brak szczerości ale o brak kierunku w rozmowie, czasem uprzedzenia, właśnie ten mur... Nieporządek w głowie. Brak planu co chce się przekazać. Co chce się dowiedzieć. Czego się chce i jak się chce to zrobić. Często wstyd. Często duma. Często poczucie, że się spieprzyło, ale i poczucie, że się zostało skrzywdzonym. Jak dzieci we mgle... Potem masz świadomość, że zostałeś źle odebrany. Nie wiesz jak to naprawić. Po drugiej stronie jest osoba, która też sobie z tym nie radzi...
Opcja ze zdradą, myślę, że byłaby takim ułatwieniem akurat. Scenariusz, który spadłby z nieba. Bo po co wtedy się plątać w swoich nadziejach i ułomnościach? Zdradziła. Wszystko jasne. Wszystkie dziwne zachowania można wtedy przypisać do tego czynu. Czas na leczenie ran. A tak? Są domysły, owszem ale one nie dają zaspokojenia. Zostawiają okienko "a co jeśli nie" i mózg świruje. Wtedy przez tydzień można chodzić hardo, zdradziła to koniec. A potem kolejny tydzień z wątpliwościami.
Ciężka sytuacja. Na dodatek żaden z nich nie jest człowiekiem typu "opoka", ani on, ani ona. Oboje słabi i chyba nawet ich sytuacja materialna na to wskazywała. Ona była słaba cały czas a Autor jak się rozleciał to oboje uciekli do rodziców, ona do swoich a on potem do swoich.
