Utknelam w martwym punkcie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Utknelam w martwym punkcie

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 84 ]

Temat: Utknelam w martwym punkcie

Ostatnie kilka lat mojego zycia przypomina jakas groteske, a czym coraz gorzej sobie radze.
Czasem mam wrazenie, ze dotknelo mnie biblijne “7 chudych lat” - zaliczam po kolei rozne katastrofy, utrudnienia, przeciwnosci. Gdy uporam sie z jedna, na glowe wali sie kolejne. Gdy poradze sobie z kolejnym i wydaje mi sie ze lapie jakas wieksza stabilizacje, znow cos sie dzieje niedobrego.
Mam poczucie, ze utknelam w miejscu i krece sie w jakims blednym kole, z ktorego nie moge wyjsc.
Podejmuje rozne dzialania, ale one nie przynosza realnych zmian, nie doprowadzaja do trwalej poprawy sytuacji.

Czuje, ze moje zycie to jakas porazka. Jestem sama, nie moge znalezc dobrej pracy, przyjaciele nie sprawdzili sie w “biedzie”, psychoterapia i praca nad soba przyniosla pewna poprawe, ale brak mi punktu zaczepienia, wsparcia. Zawsze bylam silna osoba, ale wyczerpalam swoje zasoby i brakuje mi jakiejs pomocnej dloni.
Nie mam juz pomyslu jak wybrnac z tego impasu. Mam wrazenie, jakby moje zycie przypominalo brodzenie przez wysoki snieg, brak w nim radosci, lekkosci, jakiegos pozytywnego aspektu. Boje sie, ze tak juz zostanie.

Wiem, ze to wszystko napisane bardzo ogolnie, ale moze macie jakies pomysly, jak ruszyc z miejsca?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Doskonale Cię rozumiem.
U mnie jeden problem się rozwiązał, ale bardzo dużym kosztem i teraz będzie jeszcze walka o 'utrzymanie efektu'.
Inne nie rozwiązały się.
Też mam wrażenie, że tkwię w jakimś błędnym kole. Albo to chodzenie w wysokim śniegu.. Jakbym czytała o sobie. Niby posuwasz się do przodu, ale tak zmęczona, że nie widzisz już świata po drodze, a kolejne możliwości znikają..
Nie wiem, co radzić. Z jednej strony bym powiedziała, że pracować i próbować tak, jakbyś nie widziała tej pechowej prawidłowości, bo statystycznie efekty kiedyś powinny przyjść.
Z drugiej, czasami zmiana przychodzi wtedy, kiedy się odpuści. Nagle wtedy coś się rozwiązuje, jakby samo. Albo zaczynasz widzieć nowe opcje.
Nie wiem, czy jestem w stanie pomóc, ale gdybyś chciała, możemy kiedyś pogadać.

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

3

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Niepodobna - dziekuje za odpowiedz.
Porozmawiam chetnie:)

Staram sie pewne rzeczy odpuszczac, te, na ktore mam jakis wplyw rozwiazywac bezposrednio, a o najwazniejsze jednak starac. Tylko to jakas herkulesowa praca i co zapcham ten kamien na gore, to spada co innego.
Staram sie tez trzymac nadziei, ze los sie w koncu odmieni, ale nie wiem na ile starczy mi jeszcze sil..

4 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-07-16 12:03:39)

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Nic na siłę, Follow, nie bądź dla siebie surowa. Miałam i jeszcze mam podobne doświadczenia oraz emocje. ale coraz bardziej sobie uświadamiam, że taki martwy punkt,wbrew pozorom, ma głęboki sens, a martwy też jest tylko pozornie. Zachodzą w nas głębokie wewnętrzne procesy, to bardzo rozwojowy czas. Spokojnie rób swoje, nie poganiaj się i co możesz, odpuszczaj bez wyrzutów sumienia.
Mnie tego uczy choroba. Działam, jestem aktywna, ale czasami leżę i niech się pali, niech się wali. Ja nic nie muszę (oj, niełatwo siebie taką zaakceptować, ale odkąd zaczęłam pracować nad tym, żyje mi się dużo lepiej).

Polecam dwa artykuły z internetu, które bardzo mi pomogły:
- "8 dowodów na to, że idziesz w dobrym kierunku, nawet jeśli wydaje Ci się, że stoisz w miejscu" z blogu "Wonder and ponder"
- "10 oznak kryzysu, które zwiastują pozytywny przełom" z blogu "Witaj słońce"

Za linkowanie mi się kiedyś oberwało, więc tylko naprowadzam na trop.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

5

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Piegowata, dziekuje za komentarz.

Mam poczucie, ze ten kryzys trwa dlugo za dlugo i mimo okresow remisji nie przechodzi trwale.
Jestem gleboko sfrustrowana swoja zyciowa sytuacja na kazdym polu i juz sama nie wiem jakie kroki podejmowac, by osiagnac satysfakcje gdziekolwiek. Bierne czekanie nie wydaje mi sie dobrym rozwiazaniem, podobnie jak np.podejmowanie jakiejkolwiek pracy czy angazowanie w bylejakie relacje miedzyludzkie.
Ale chcialabym wymienic te zalewajace mnie uczucia negatywne na cos pozytywnego. Nigdy nie bylam optymistka, daleka jednak bylam od tego, co dzieje sie teraz.
Nie mam sily w sobie, nie mam zrodla wsparcia poza mna.

6 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-07-16 12:58:47)

Odp: Utknelam w martwym punkcie

To już trudno mi skomentować, za mało danych.
Między biernością a katowaniem się wymaganiami jest ocean pośrednich możliwości.
Co do uczuć pozytywnych, szukam powodów do nich, gdzie się tylko da... i znajduję.
Nie zawsze jestem rozumiana, nieraz negowana, ale mnie cieszy, że np. dzisiaj w domu czeka na mnie dobry obiad, że sobie po obiedzie posiedzę z kawką na podwórku w towarzystwie czegoś fajnego do czytania. Że wczoraj do późnej nocy trajkotałam na podwórku z sąsiadem i że moja kotka urodziła śliczne maleństwa.
To nie są wielkie sprawy, ale jest ich pełno i na wyciągnięcie ręki. Każdego dnia. To mnie "pozytywnie nakręca".
Nauczyłam się nie pogrążać zanadto w negatywnych myślach i emocjach (choć miewam je nieraz), chociaż i z nimi nie ma co się zanadto siłować, bo jak są, to przeminą.
A co do pracy, to złapałabym, jaka jest, bo jeść za coś trzeba, a w międzyczasie spokojnie rozglądała się za czymś bardziej satysfakcjonującym.
Moja praca jest nudna jak flaki z olejem i nużąca, ale daje mi pewne korzyści i możliwości. Gdyby nie ona, mogłabym tylko pomarzyć o sukience, kinie czy wyjeździe na weekend. Nie mówiąc o elementarnych potrzebach bytowych. Do bardziej wymagającej nie pójdę, bo mam spore zdrowotne ograniczenia. Doceniam, że mam nie najgorszą.
Ludzi biorę takimi, jacy są, z niektórymi bardziej mi po drodze, z innymi mniej, ale na ogół jestem z nimi na dobrej stopie.

P.S. Wsparcie w samej sobie, w swoich wewnętrznych zasobach nigdy nie zawiedzie. Może być też w jakiejś sile wyższej, jeżeli w takową wierzysz.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

7 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-07-16 13:20:53)

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Sorry, za dużo gadam, ale temat jest mi bliski.
Follow, ja w słabych ludzi nie wierzę. Jesteśmy silniejsi niż się nam wydaje, tylko trzymamy się swoich utartych przekonań jak pijany płotu.
Gdzieś czytałam i sama wypróbowałam, że można te swoje stare przekonania podważać, szukać kontrargumentów dla czarnych myśli.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

8

Odp: Utknelam w martwym punkcie
Piegowata'76 napisał/a:

Sorry, za dużo gadam, ale temat jest mi bliski.
Follow, ja w słabych ludzi nie wierzę. Jesteśmy silniejsi niż się nam wydaje, tylko trzymamy się swoich utartych przekonań jak pijany płotu.
Gdzieś czytałam i sama wypróbowałam, że można te swoje stare przekonania podważać, szukać kontrargumentów dla czarnych myśli.

Alez gadaj.
Po to zalozylam watek, by posluchac innych ludzi.
Jednym z powodow irytacji jest to, ze zawsze bylam ogarnieta, a teraz zupelnie nie jestem.
Na dodatek przytomnie myslac, wiem, ze ludzie doswiadczaja wiekszych tragedii niz klopoty ktore spotykaja mnie, wiec tym bardziej nie rozumiem, czemu nie udaje mi sie tego przezwyciezyc.

9 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-07-16 14:53:22)

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Znam dobrze takie myśli i tę irytację. Tak bywa, nie widzę mądrzejszego rozwiązania niż zaakceptować, że jest jak jest i uwierzyć, że nie zawsze tak będzie. No i swoje robić oczywiście, jak się nie daje rady, to odpocząć. Jak się nie da dużo zrobić, to troszeczkę.
Są różne fajne artykuły na ten temat na "Wonder and ponder", bardzo tę stronę lubię i polecam.

Ze mnie też ostatnio słaby zawodnik smile , ale staram się małymi kroczkami przezwyciężać. Wczoraj dokonałam heroicznego wyczynu: przyniosłam z garażu pudło książek do rozpakowania - prawie rok po przeprowadzce big_smile
Wiecznie jestem zmęczona przez moją przewlekłą chorobę i na myśl o zwykłych codziennych obowiązkach żołądek mi się czasami, za przeproszeniem, podszewką wywraca. A tu dziecko się ma, obiad musi być i w domu jakiś porządek. Całymi dniami bym spala, ale to też nie pomaga. Pomaga, gdy wykrzeszę z siebie odrobinę aktywności, choć na początku naprawdę ciężko się zmobilizować. Dbam też o różne drobne przyjemności, które mi poprawiają nastrój. A od czasu do czasu wszystko mam w nosie, leżę na kanapie i nic nie robię, a na obiad zamawiam pizzę.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

10

Odp: Utknelam w martwym punkcie

A masz wyznaczone jakieś cele, do których chcesz dojść?  Bo bez tego można się kręcić w kółko..
A jak ich nie potrzebujesz, to moze to dobre miejsce, tylko należy wyluzować i cieszyć się tym co jest.?

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

11

Odp: Utknelam w martwym punkcie
Follow_me napisał/a:

zaliczam po kolei rozne katastrofy, utrudnienia, przeciwnosci. Gdy uporam sie z jedna, na glowe wali sie kolejne.

To tak jak u mnie.

12

Odp: Utknelam w martwym punkcie
lady_lipton napisał/a:
Follow_me napisał/a:

zaliczam po kolei rozne katastrofy, utrudnienia, przeciwnosci. Gdy uporam sie z jedna, na glowe wali sie kolejne.

To tak jak u mnie.

I u mnie;(

13

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Katastrofy to śmierć, choroba, rozwód..pozostanie kompletnie bez środków do życia..
Czego innego katastrofą bym nie nazwała..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

14

Odp: Utknelam w martwym punkcie
Ela210 napisał/a:

Katastrofy to śmierć, choroba, rozwód..pozostanie kompletnie bez środków do życia..
Czego innego katastrofą bym nie nazwała..

Zgadzam się z Tobą; Ja dawałam sobie radę ze wszystkim dopóki zmarła moja jedyna przyjaciółka.Ale wiem,że kilka lat niepowodzeń wykańcza.

15

Odp: Utknelam w martwym punkcie
Ela210 napisał/a:

Katastrofy to śmierć, choroba, rozwód..pozostanie kompletnie bez środków do życia..
Czego innego katastrofą bym nie nazwała..

Z wymienionych przez ciebie rzeczy przeszłam trzy pierwsze.

Mam prawo źle się z tym czuć?

16

Odp: Utknelam w martwym punkcie

nie ja o tym decyduję, jak masz prawo się czuć smile Napisałam co jest dla mnie katastrofą zgodnie z moimi doświadczeniami.
Dla kogoś może to być utrata pracy np.ale ja bym tego katastrofą nie nazwała.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

17

Odp: Utknelam w martwym punkcie
Ela210 napisał/a:

Czego innego katastrofą bym nie nazwała.

O wielu rzeczach nie masz pojęcia, Elu.

18

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Są też katastrofy dla innych niewidoczne.

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

19 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-07-16 19:33:17)

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Szanowna LL serio? pewnie nie mam- Ty też o wielu nie masz, bo mnie nie znasz.Nie będę się z Tobą licytować na katastrofy, pozdrawiam

tak są niewidoczne każdy ma swoją skalę. Tylko jest też coś takiego jak obiektywny wpływ na stan rzeczy, lub nie.
To jakoś definiuje zdarzenia.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

20

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Bez odbioru, Elu. Również pozdrawiam. smile

21

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Definicja katastrofy chyba jest subiektywna. Z każdej można się podnieść, choć pewnie nie od razu i nie bez bólu.
Każdy ma prawo źle się czuć i nie tylko z powodu katastrofy. Sztuką jest poradzić sobie z tym.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

22

Odp: Utknelam w martwym punkcie
Ela210 napisał/a:

A masz wyznaczone jakieś cele, do których chcesz dojść?  Bo bez tego można się kręcić w kółko..
A jak ich nie potrzebujesz, to moze to dobre miejsce, tylko należy wyluzować i cieszyć się tym co jest.?

Mam cele, podejmuje dzislania w kierunku ich osiagniecia. Idzie roznie, pojawia sie wiele przeciwnosci i czesc z nich nie jest ode mnie zalezna, a wplywaja na efekt koncowy.
Gdyby mi bylo w obecnej sytuacji wygodnie, to bym kiwala noga w bucie i patrzyla w chmury. Ale wygodnie nie jest.

23 Ostatnio edytowany przez Follow_me (2019-07-17 10:22:02)

Odp: Utknelam w martwym punkcie
Ela210 napisał/a:

Katastrofy to śmierć, choroba, rozwód..pozostanie kompletnie bez środków do życia..
Czego innego katastrofą bym nie nazwała..

Niezaleznie jak zdefiniujemy katastrofe czy inne okreslenia oznaczajace jakies trudne wydarzenie, wszystko zalezy od indywidalnego postrzegania, ilosci obciazania, zasobow, dostepnego wsparcia. Jak pisala Piegowata -to subiektywne i chodzi o to, jak sobie poradzic, a nie definiowac.

Moze trudnosci sa male, ale nasypalo ich jak lisci w wietrzny pazdziernikowy dzien, i trudno sie z tej zaspy odkopac. Czy to bedzie powodowalo mniejsze cierpienie niz jedna solidna katastrofa? Niekoniecznie.

***

Przykro mi, ze inni odczuwaja podobne sytuacje.
Jak sobie radzicie? Co wam pomaga?


***
@ moderacja-przepraszam za post pod postem.

24 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-07-18 12:01:20)

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Wiesz, Follow, ja podobno duże mam tzw. zasoby, pisałam już o nich, a jednak bywało, że ogarniała mnie czarna rozpacz (sporo trudności i dramatów przydarzyło mi się w ostatnich latach). Wtedy trzeba szukać wsparcia, to forma radzenia sobie. Nikt nie jest tytanem czy herosem. Czasem dźwiga się takie ciężary, że uginamy się pod dorzuconym do nich źdźbłem. Mówi się też o kropli przepełniającej kielich.
W tej czarnej rozpaczy po prostu zgłosiłam się do psychologa. Przyjmują nieodpłatnie w Centrach Pomocy Rodzinie, jest też Kryzysowy Telefon Zaufania, z którego również korzystałam. Potrafili postawić mnie na nogi.
Nie jesteśmy sami z naszymi problemami, naprawdę, przysięgam!

W maju przeżyłam samobójstwo koleżanki. Tak bardzo chciałabym móc jej to wykrzyczeć.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

25

Odp: Utknelam w martwym punkcie

też się dołączę do klubu sad
Czuję dokładnie to samo, co więcej zgadzam się z tobą Piegowata chyba w 100% tego co napisałaś, też uważam, że człowiek ma ogromne zasoby w sobie, a jednak utknęłam i nie umiem po nie siegnąć, mam jakąś wewn. blokadę.
... teraz przynajmniej mam świdomość, że inni też mają podobne problemy z sobą smile takie pocieszenie

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

26 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-07-18 12:03:05)

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Miałam odpisać, ale tyle mam do powiedzenia, że nie teraz, bo trochę pracy mnie czeka. Po południu.
Pozdrawiam podłamamych. Trzymajta się i nie dajta się!!!

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

27 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-07-18 23:34:09)

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Mogę podzielić się kilkoma sposobami, które mnie pomogły. Może komuś się przydadzą?
Uwaga, gadulsko będzie smile
Warto świadomie podjąć jakieś kroki, spróbować spojrzeć na swoje sprawy trochę inaczej. Psycholog mnie kiedyś zapytał, gdy byłam zrozpaczona i załamana, co spotkało mnie ostatnio dobrego. Zaczęłam myśleć i okazało się, że nawet w tej "czarnej dupie" można znaleźć jakieś jasne promyki, choćby zupełne dyrdymały, że np. smakował mi deser.
Zaczęłam prowadzić zeszyt, w którym te promyki zapisywałam. Z dużą przyjemnością dziś do nie go wracam. Poradzono mi, bym notowała sobie wszystkie pomysły na "doła", jakie przyjdą mi do głowy, bo w chwilac gorszych się o nich nie pamięta. Ten mój brulion tchnie niesamowicie pozytywną aurą, bo tylko takie rzeczy w nim zapisywałam. Dzięki temu zeszytowi, moja uwaga bardziej koncentrowała się na tym, co wzmacnia i poprawia nastrój, odwracała uwagę od czarnych myśli.
Przyglądałam się sobie, temu, co mi pomaga, co mi dobrze robi. Robiłam sobie małe przyjemności, zapalałam np. świeczki w pochmurny dzień, żeby w domu było przytulniej, piekłam ciasto, aby pachniało rodzinnym ciepłem. Starałam się nie pogrążać w życiowym rozmemłaniu, choć uważam, że czasami chwila rozmemłamia nam się należy. W najgorszych czasach zdarzało mi się trzy dni nie zmywać naczyń, tylko popołudniami wylegiwać się pod kołdrą i dużo spać (w stresie i depresji bywam śmiertelnie zmęczona). Mogłam sobie na to pozwolić, bo zostałam w domu sama jak palec. Stwierdziłam, że to wyłącznie moja sprawa, jak żyję. Powiedziała mi psycholog: "Pani nie musi być siłaczką". Odpuścić sobie, nie karać się za "bylejakość" - przecież nie będę byle jaka wiecznie. To była ulga, gdy z czystym sumieniem pozwoliłam sobie na śmierdzące, obrzydliwe i karygodne lenistwo wink
A lepsze momenty wykorzystywać na działanie. Rozwiązywać problemy, wychodzić z nich. Wyłazić z domu na spacery, na rower, na bieganie. Wychodzić do ludzi - mnie są bardzo potrzebni, choć potrafię i lubię pobyć sama. Do PTTK iść, na spotkanie Gospodyń Wiejskich, kółko różańcowe czy zgrupowanie lokalnych hippisów - co kto lubi smile
Takie były moje sposoby na doła i duchowe osłabienie.

No i trochę filozofii, duchowości. Szukam wszędzie, gdzie się da wsparcia. Czasem jakieś zdanie nabazgrane na murze daje do myślenia, inspiruje. Czasem fragment piosenki natchnie naszą intuicję. Wszędzie, ale to wszędzie są inspiracje.
Choć nie jestem "kościołowa", czerpię i z religii. Tydzień temu będąc na mszy z koleżanką usłyszałam pieśń: "Kto się w opiekę odda Panu swemu (...) śmiele rzec może: mam obrońcę Boga, nie przyjdzie na mnie żadna straszna trwoga". Wiara, spokój wewnętrzny to potężne filary.
Od dłuższego czasu chodzi za mną i chodzi zdanie wyczytane na nagrobku mojego byłego męża (napis zawsze zasłaniały kwiaty i znicze, więc nie od razu go zauważyłam): "Bóg sam wybrał czas". Ilekroć sobie to przypominam, uświadamiam sobie, że losowi warto zaufać, że co ma być, to będzie, że tylko spokój może nas uratować. I to mi pomaga - wiara, niekoniecznie ta standardowa. Żródłem siły może być poezja, wypowiedzi mądrych, a czasem nawet i głupich ludzi (bo i głupi czasem trafi w sedno).
Koleżanka, nawiasem mówiąc, z forum, napisała kiedyś, że tworzymy sobie w głowach historie. Fakty, które wpędzają nas w rozpacz czynią to z powodu naszych interpretacji.
Dajmy na to, porzucił mnie mąż, więc zaraz uruchamiam cały łańcuch czarnych myśli: że jestem beznadziejna, że nikogo już nie spotkam, że nikt mnie nie pokocha, że samotna umrę z głodu. Warto sobie zadac pytanie, czy to aby na pewno prawda, spróbować ze sobą polemizować, poszukać kontrargumentów, przykładów, że nie jest wcale zawsze tak jak nam się wydaje (np. nie jestem dla wszystkich obojętna, bo przyjaciółka dzwoni i pyta, czemu się nie odzywam, nie jestem stara i brzydka, ten facet z ulicy obejrzał się za mną, a śmierć głodowa mi nie grozi, bo jestem kobieta pracująca i żadnej pracy się nie boję smile )
W internecie jest mnóstwo artykułów na takie tematy, warto poszukać, to również było dla mnie źródłem wsparcia.
Straszliwie się nagadałam, ale przedstawiłam wszystkie sposoby na emocjonalne doły, jakie tylko miałam w pamięci.
...Dzisiaj wpadła do mnie niespodziewanie koleżanka na rowerze. Odprowadziłam ją kawałek do domu i przypomniałam sobie, jak bardzo potrafi zrelaksować wieczorny spacer. I nietoperza widziałam na tle gasnącego nieba smile
Ważny jest relaks, taka regeneracja, to daje siłę do walki z przeciwnościami.
Pewna mądra koleżanka powiedziała mi kiedyś: "Nauczyłam się być dla siebie dobra, bo to mi daje siłę". To ważniejsze niż nam się wydaje.
Dziewczyny, bądźcie dobre dla siebie!

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

28

Odp: Utknelam w martwym punkcie
Averyl napisał/a:

też się dołączę do klubu sad
Czuję dokładnie to samo, co więcej zgadzam się z tobą Piegowata chyba w 100% tego co napisałaś, też uważam, że człowiek ma ogromne zasoby w sobie, a jednak utknęłam i nie umiem po nie siegnąć, mam jakąś wewn. blokadę.
... teraz przynajmniej mam świdomość, że inni też mają podobne problemy z sobą smile takie pocieszenie

Mnie to, ze inni maja tak samo albo gorzej nie pociesza.
Zamiast tego zlosc i piekaca zazdrosc wzbudzaja u mnie ci, ktorym sie wszystko uklada jak po masle.
Ja plywalam zawsze pod wiatr, to, na czym mi zalezalo musialam wywalczyc. Na ogol holowalam tez rozbitkow, wiec zasoby ktorych mialam duzo rozeszly sie.
Jak glupio by to nie zabrzmialo, mam wrazenie, ze przyczepil sie do mnie jakis pech, przeszedl droga kropelkowa od poprzedniego wlasciciela, ktoremu od tego czasu wszystko sie wyjatkowo uklada..

29

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Piegowata,

Fajnie ze sie podzielilas swoimi sposobami-moze ktos skorzysta.

U mnie dolegliwosc poglebia mieszkanie w malej miescinie, gdzie trudno zarowno o towarzystwo, jak i formy zajecia czasu inne niz samotne spacery czy rower. Tesknie za poprzednim miejscem pobytu, gdzie rzadko kiedy bywalam w domu. Inna byla energia, inne samopoczucie. A teraz takie zamkniete kolo.
I to, ze piekna pogoda i zrobilam dobry obiad nie wystarcza.
Potrzebuje trwalej konstruktywnej zmiany, a wciaz wpadam w stare koleiny.

30 Ostatnio edytowany przez Averyl (2019-07-19 10:45:09)

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Otworzyłam sobie jednen z blogów, które poleciłaś Piegowata, no i pierwsza złota myśl, która przykuła moją uwagę, "skoro (jakieś mądrości są) oczywiste, to czemu nie praktykujesz w życiu?" Tak, niektóre złote myśli są oczywiste, ale czasem trzeba dorosnąć do nich, albo mieć ten właściwy moment, by je zaadoptować do życia codziennego.

smile


Follow_me  - zacznij zauważać nawet ten smaczny obiad big_smile
Pomyśl sobie, że tak działa mózg - wystarczy jedna negatywna wiadomość, by człowiek zaczął się zamartwiać, a z pozytywnymi co najmniej 3-5, a i tak większość jest rozproszona i ucieka percepcji.... co z tego wynika? że świat jest do du**?

Możesz sobie zadać w drugą stronę pytanie - skoro wszystko jest do du**, nic nie ma sensu, to po co dalej żyć? czemu nie popełnisz samobójstwa, tym samym kończąc męczarnię. To jest koncepcja Frankla, który spędził kilka lat w obozie koncentracyjnym i uznał, że nawet najstraszniejsze przeżycia mają jakiś sens. Na bazie tych doświadczeń zbudował terapię, która podobnież zaczyna się od pytania - czemu nie skończysz z tym wszystkim? wtedy ludzie jednak znajdują jakieś argumenty, by trzymać się życia smile

Zgodzę się z tobą, że gdy jest jakiś problem to człowiek mobilizuje wewn. siły i działa, a gdy płynie dzień za dniem, bez szansy na zmianę, na poprawę, wtedy trudniej pozytywnie patrzeć się na świat.

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

31

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Averyl,

Znam koncepcje Frankla.
I owszem, widze swiat jako raczej beznadziejny, pelen cierpienia i bez celu innego niz przetrwanie gatunku.
Dotychczas zylam w poszukiwaniu tego sensu, realizowalam swoje plany i zamierzenia. Ale to juz wygaslo. I w gruncie rzeczy na nic nie czekam, z niczego nie czerpie radosci, jestem bo jestem.
Czy te wszystkie przeszkody maja jakis sesn? Moze, moze kiedys go zobacze. Poki ci nie widze.

32

Odp: Utknelam w martwym punkcie
Follow_me napisał/a:

Czy te wszystkie przeszkody maja jakis sesn? Moze, moze kiedys go zobacze. Poki ci nie widze.

tak jak napisałam, to nie jest moja, a Frankla myśl, a pytanie jest ważne, też wieleokrotnie zastanawiałam się nad tym.
Nie wiem, czy wszystkie przeszkody mają sens, wiem, że mi łatwiej jest wstać rano, gdy wiem, że będę robić coś, co ma dla mnie sens.
Podziwiam ludzi, którzy potrafią nie tylko przetrwać porażki, ale jeszcze przekuć je w jakąś naukę życiową.

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

33 Ostatnio edytowany przez Follow_me (2019-07-19 11:17:29)

Odp: Utknelam w martwym punkcie
Piegowata'76 napisał/a:

P.S. Wsparcie w samej sobie, w swoich wewnętrznych zasobach nigdy nie zawiedzie. Może być też w jakiejś sile wyższej, jeżeli w takową wierzysz.

Tak jest najbardziej optymalnie, ale co jesli tych zasobow brak? Studnia pusta, wyschla.


***

Moim najwiekszym problemem jest chyba to, ze nie mam punktu podparcia, punktu wyjscia. Gdyby choc w jednym obszarze zyciowym bylo w miare stabilnie i satysfakcjonujaco latwiej byloby dobudowywac reszte. A przy tej kompletnej rozsypce nie wiem od czego te konstrukcje zaczac.

34

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Podstawą zdrowia psychicznego jest dobra kondycja fizyczna. Nie wyobrażam sobie siebie ponownie ważącego 120 kg. W zdrowym ciele, zdrowe ciele.

Co myślałem, to napisałem.

35

Odp: Utknelam w martwym punkcie
puchaty34 napisał/a:

Podstawą zdrowia psychicznego jest dobra kondycja fizyczna. Nie wyobrażam sobie siebie ponownie ważącego 120 kg. W zdrowym ciele, zdrowe ciele.

+1

P.S. 120 nie ważyłam, ale zgadzam sie w 100%!

36 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-07-20 09:45:21)

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Tak, to prawda, że czasami nawet po zasoby ciężko sięgnąć. Follow, nie znam Twoich problemów, domyślam się, że nie chcesz o nich pisać, ale może znalazłby się ktoś, kto pomógłby Ci się zmobilizować do ich pokonywania?
Ja tak miałam jesienią. Nawał spraw mnie przytłoczył, nie wiedziałam, od czego zacząć, paraliżowało mnie zniechęcenie i obawy. Opowiedziałam o tym komuś i usłyszałam: "Pójdę z tobą". No i rzeczywiście razem było raźniej i wcale nie tak trudno.

Follow, napisz do mnie maila, jeśli chcesz smile

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

37 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-07-20 10:15:25)

Odp: Utknelam w martwym punkcie

P.S. Follow, często owo "inni mają jak po maśle" to pozory, chyba wiesz. Czasami za fajne życie płacą cenę, która dla mnie czy Ciebie byłaby za wysoka, za trudna itp. A może lata chude dopiero przed nimi?
Choćby w małżeństwach... Jak czytam na forum o trudnościach innych ludzi, to stwierdzam, że mój święty spokój singla ma sporą wartość.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

38

Odp: Utknelam w martwym punkcie
Piegowata'76 napisał/a:

Tak, to prawda, że czasami nawet po zasoby ciężko sięgnąć. Follow, nie znam Twoich problemów, domyślam się, że nie chcesz o nich pisać, ale może znalazłby się ktoś, kto pomógłby Ci się zmobilizować do ich pokonywania?
Ja tak miałam jesienią. Nawał spraw mnie przytłoczył, nie wiedziałam, od czego zacząć, paraliżowało mnie zniechęcenie i obawy. Opowiedziałam o tym komuś i usłyszałam: "Pójdę z tobą". No i rzeczywiście razem było raźniej i wcale nie tak trudno.

Follow, napisz do mnie maila, jeśli chcesz smile

Piegowata, pozwoliłam sobie również napisać wczoraj do Ciebie. Nie wiem jednak, czy mój list dotarł, może wpadł u Ciebie do "Spamu"?

39

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Autorko, najprawdopodobniej masz po prostu depresję. Gdy życie zbytnio przytłacza i już nie dajemy rady, warto szukać profesjonalnej pomocy. Spróbuj. smile

40

Odp: Utknelam w martwym punkcie
puchaty34 napisał/a:

Podstawą zdrowia psychicznego jest dobra kondycja fizyczna. Nie wyobrażam sobie siebie ponownie ważącego 120 kg. W zdrowym ciele, zdrowe ciele.

Czyli jak zaczne biegac 10 km na przelaj, to moje zycie ulegnie cudownej metamorfozie?

41 Ostatnio edytowany przez Follow_me (2019-07-31 18:43:45)

Odp: Utknelam w martwym punkcie
szeptem napisał/a:

Autorko, najprawdopodobniej masz po prostu depresję. Gdy życie zbytnio przytłacza i już nie dajemy rady, warto szukać profesjonalnej pomocy. Spróbuj. smile

Mysle, ze to raczej zaburzenia nerwicowe, choc depresja tez by sie mogla nasuwac.
Pomocy profesjonalnej szukalam, prsyniosla pewna poprawe w najostrzejszych fazach kryzysu.
Teraz potrzebne jest dzialanie.


***
Piegowata,

Najbardziej brakuje mi ramienia, na ktorym moglabym sie oprzec, tego “pojdzmy razem”, czy prostego pytania “czego ci potrzeba” od bliskiej osoby.
Niestety ostatnie lata i tudnosci ujawnily przykra prawde, ze przyjaciele, na ktorych myslalam, ze moge liczyc, sa tylko na pogode. To chyba najwieksze rozczarowanie.

42

Odp: Utknelam w martwym punkcie

W sumie nie widze lepszej rady niz szukania miejsc gdzie wreszcie bedziesz mogla odnalezc taki "punkt zaczepny". Masz jakies hobby? Moze warto sie wkrecic w spolecznosc ludzi o podobnych zainteresowaniach.

43 Ostatnio edytowany przez puchaty34 (2019-08-01 11:50:20)

Odp: Utknelam w martwym punkcie
Follow_me napisał/a:
puchaty34 napisał/a:

Podstawą zdrowia psychicznego jest dobra kondycja fizyczna. Nie wyobrażam sobie siebie ponownie ważącego 120 kg. W zdrowym ciele, zdrowe ciele.

Czyli jak zaczne biegac 10 km na przelaj, to moje zycie ulegnie cudownej metamorfozie?

Jak zaczniesz biegać, to stawy Ci siądą. Bieganie jest przereklamowane.  Jednakowoż aktywność fizyczna ma zbawienny wpływ zarówno na ciało, jak i psychikę. Choćby poprzez realizowanie założonych sobie celów, uczucie spełnienia itd. Jest wiele artykułów opisujących ten temat...

Edit. Odpowiadając na pytanie. Tak, zmieni się, Ty się zmienisz, twoje podejście do życia. Otoczenie pozostanie to samo.

Co myślałem, to napisałem.

44 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-08-01 12:05:57)

Odp: Utknelam w martwym punkcie
Follow_me napisał/a:

Mysle, ze to raczej zaburzenia nerwicowe, choc depresja tez by sie mogla nasuwac.
Pomocy profesjonalnej szukalam, prsyniosla pewna poprawe w najostrzejszych fazach kryzysu.
Teraz potrzebne jest dzialanie.


***
Piegowata,

Najbardziej brakuje mi ramienia, na ktorym moglabym sie oprzec, tego “pojdzmy razem”, czy prostego pytania “czego ci potrzeba” od bliskiej osoby.
Niestety ostatnie lata i tudnosci ujawnily przykra prawde, ze przyjaciele, na ktorych myslalam, ze moge liczyc, sa tylko na pogode. To chyba najwieksze rozczarowanie.

No... nie zawsze mamy to ramię w momencie, gdy go najbardziej pragniemy. Zdarzało mi się doznawać nieoczekiwanego wsparcia, ale bywało też, że sama musiałam go szukać, gdy nie dawałam rady albo nie wiedziałam, co robić.
Wnioski z doświadczeń i lektur mam takie, że sama dla siebie muszę być pierwszą opiekunką Poproszenie kogoś o pomoc też uważam za formę zaopiekowania się sobą i wcale to mojej godności nie uwłacza.
Follow, a czy te osoby, co to "tylko na pogodę" wiedzą w ogóle o Twojej "niepogodzie"?
Jasne, że umiar w narzekaniu i biadoleniu wskazany, ale bądźmy ludźmi. Amerykańskie "keep smiling" budzi mój sprzeciw.

P.S. Ludzie często nie proponują wsparcia z obawy. Że wydadzą się wścibscy, że nie wypada, że może ktoś sobie wcale nie życzy... Miewają tremę i zahamowania. Może warto dać im szansę?
Ostatnio miałam w życiu takie zdarzenia, które mi uprzytomniły, że za bardzo oglądamy się na siebie.
Ogromnie żałuję, że nie byłam bardziej "wścibska", nie wykazałam więcej inicjatywy w relacji z koleżanką, która popełniła samobójstwo. I do niej mam żal, że ani słowem się nie zdradziła, gdy po długiej przerwie w kontakcie rozmawiałyśmy w ostatnich dniach jej życia...

A tak w ogóle, to jeśli chcesz - napisz do mnie, czego Ci potrzeba wink .

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

45

Odp: Utknelam w martwym punkcie
puchaty34 napisał/a:
Follow_me napisał/a:
puchaty34 napisał/a:

Podstawą zdrowia psychicznego jest dobra kondycja fizyczna. Nie wyobrażam sobie siebie ponownie ważącego 120 kg. W zdrowym ciele, zdrowe ciele.

Czyli jak zaczne biegac 10 km na przelaj, to moje zycie ulegnie cudownej metamorfozie?

Jak zaczniesz biegać, to stawy Ci siądą. Bieganie jest przereklamowane.  Jednakowoż aktywność fizyczna ma zbawienny wpływ zarówno na ciało, jak i psychikę. Choćby poprzez realizowanie założonych sobie celów, uczucie spełnienia itd. Jest wiele artykułów opisujących ten temat...

Edit. Odpowiadając na pytanie. Tak, zmieni się, Ty się zmienisz, twoje podejście do życia. Otoczenie pozostanie to samo.


Tak, aktywność fizyczna pomaga. Nie rozwiąże problemów, ale wzmacnia psychikę i poprawia nastrój.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

46

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Piegowata,

Moim tzw. “Przyjaciele” wykruszyli sie juz dawno temu, gdy przy pierwszym uderzeniu zyciowego kryzysu poprosilam ich o pomoc. W odpowiedzi dowiadywalam sie ze nie maja czasu, nie wiedza co mogliby zrobic, i ze przeciez ja sobie sama poradze. Wczesniej to ja bylam dla nich, gdy mnie potrzebowali, przy pierwszej okazji, gdy sytuacja byla odwrocona okazalo sie ze nie dziala to na zasadzie wzajemnosci.
Wokol mnie jest pustka, nie stworzylam w ostatnich latach nowych przyjazni, a tamte stare nie przetrwaly tej proby lub egzystuja na zasadzie luznej znajomosci.

Zgadzam sie, ze najlepiej sily szukac w sobie, ale gdy nie ma jej wystarczajaco nie starcza na dlugo. Ja mam jej malo, ostatno mi zabraklo w daialaniu i poddalam sie, czego zaluje do dzisiaj.

Zastanawialam sie dlugo nad Twoim pytaniem czego mi potrzeba. I nie znalazlam jednoznacznej odpowiedzi.
Najbardziej chyba kogos, kto skupilby sie na mnie, zamiast mowic o sobie, wspieral, motywowal.
I nowego poczatku, zbudowania grupy spolecznej, robienia czegos sensownego, powiewu swiezosci.

47 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-08-15 22:22:44)

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Follow, to niełatwe zaczynać od nowa, długa droga przed Tobą, ale wierzę, że do zrealizowania.
A może jeśli zawiedli przyjaciele, warto byłoby poszukać jakiegoś profesjonalnego wsparcia? Naprawdę są możliwości i to bez pieniędzy. Ja dzwoniłam na Kryzysowy Telefon Zaufania i zawsze mi coś mądrego powiedzieli (choć czasem trzeba było długo czekać na połączenie, a nawet robić podchody po kilka dni - w końcu jednak się udawało). Przy starostwach powiatowych funkcjonują tzw. Punkty Interwencji Kryzysowych, gdzie zwykle dyżuruje psycholog oraz prawnik
- w ten sposób też sobie kilka razy pomogłam. W moim przypadku była jeszcze Niebieska Linia, ale to już wyspecjalizowana w konkretnych sprawach instytucja. Można też szukać wsparcia gdzieś w kościele, przecież nie wszyscy duchowni są podejrzanej moralności wink

Nie wiem, dlaczego zawiedli przyjaciele. Może naprawdę nie wiedzieli, jak Ci pomóc?

Mnie dzisiaj opowiadała koleżanka, że musi odmówić wsparcia kuzynce. Kuzynka ma trudną sytuację, długi, więc wpadła na pomysł założenia zbiórki pieniędzy na pomoc w wybrnięciu z kłopotów. Poprosiła tę moją koleżakę o rozpropagowanie zbiórki, a ta stwierdziła, że musi odmówić, bo uważa tę zbiórkę za niemoralną, skoro kobieta jest w stanie pracować, nie choruje, nie cierpi skrajnej nędzy. Nie dziwię się, też uważam postawę tej akurat osoby, w tym akurat przypadku za niezbyt moralną.

O Twojej sytuacji nie wiem nic, więc się nie wypowiem.
Wiem tylko, że na ogół znajdują się wyjścia z trudności, czasem wymagają radykalnych kroków, odwagi - ale są możliwości, jestem tego pewna.

Ponawiam propozycję napisania do mnie.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

48

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Piegowata,

Przyjaciele zawiedli, bo byli slabej jakosci.
Ja natomiast bylam typem dawcy, ratownika, mozna wiec zakladac ze ludzi w najblizszym otoczeniu dobieralam sobie adekwatnie. Przez lata to swietnie funkcjonowalo- ja dawalam, oni brali. Przestalo, gdy byla potrzeba odwrocenia rol.
Juz to przepracowalam.

Wiem, ze sa mozliwosci, aczkolwiek mysle, ze moj stan nie jest na tyle ostry, by wymagal pomocy profesjonalnej.
Musze pewne rzeczy poukladac sobie sama, pogodzic sie z tym co jest, a czego nie ma, stanac na nogi, ulozyc plan na przyszlosc i ponownie ruszyc do przodu.

Dziekuje Ci jednak za zaangazowanie.

49

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Wiesz, może dobrze się stało, że ci "przyjaciele" się zweryfikowali. Ja lubię dawać, pomagać i nie zastanawiam się, ile dostaję w zamian, ale zareagowałabym na dyskomfort, jakieś wykorzystywanie. Na szczęście nie przypominam sobie takich sytuacji. Mnie tez wiele razy w życiu wsparto, czasami z zupełnie nieoczekiwanej strony (np. na studiach, koleżanki, z którymi nic mnie nie łączyło poza wspólnym miejscem wykładów).
Optymistyczne jest, że się nie załamujesz, że myślisz i planujesz. Wierzę, że z czasem się poukłada.
Mój stan, gdy korzystałam z profesjonalnej pomocy, nie był może ostry, ale to były momenty, kiedy myślałam: "jeszcze trochę, a palnę sobie w łeb", kiedy płakałam z rozpaczy. Myślę, że czasem lepiej o pomoc poprosić, zanim się totalnie rozsypiemy.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

50 Ostatnio edytowany przez Follow_me (2019-08-15 22:40:47)

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Ja sie nie czulam wykorzystywana-taka po prostu bylam.
Nie pomagalam tez, zeby uzyskac wzajemnosc, jednak nie przyszlo mi do glowy, ze nie bede mogla liczyc na te osoby.
Coz, trudno. Ostatnie lata zweryfikowaly wiele moich przekonan na temat siebie i swiata.
Jestem przekonana, ze wszystko, co nas w zyciu spotyka-szczegolnie te niezbyt pomyslne zdarznia- jest po cos, niesie z soba lekcje do przepracowania. Czasem wielokrotnie powtarzana, jesli nie zalapiemy za pierwszym razem.
Widac musialam pozbyc sie tych wszystkich zludzen. Tylko bez nich duzo trudniej zyc.

Mimo roznych momentow staram sie oceniac obiektywnie swoja sytuacje. Mam poczucie jakiejs porazki, niespelnienia, frustracji, ale wiem tez, ze wiele osob jest w duzo gorszej sytuacji niz moja.

Mysle, ze moje stawanie na nogi powinno byc samodzielne. Choc chcialabym, zeby ktos pomagal w podejmowaniu decyzji/podjal za mnie.
Obserwuje bacznie siebie i wahniecia sa coraz mniejsze, zblizam sie do rownowagi, mimo kolejnych przykrych wiadomosci.
Chcialabym byc gdzie indziej niz jestem/ i zyciowo i geograficznie/, mimo to staram sie podazac za madra mysla “zacznij tu gdzie jestes z tym co masz”.
Szczegolnie ze ta trawa za plotem na ogol i tak nie jest wystarczajaco zielona...

51

Odp: Utknelam w martwym punkcie
Follow_me napisał/a:

Ja sie nie czulam wykorzystywana-taka po prostu bylam.
Nie pomagalam tez, zeby uzyskac wzajemnosc, jednak nie przyszlo mi do glowy, ze nie bede mogla liczyc na te osoby.
Coz, trudno. Ostatnie lata zweryfikowaly wiele moich przekonan na temat siebie i swiata.
Jestem przekonana, ze wszystko, co nas w zyciu spotyka-szczegolnie te niezbyt pomyslne zdarznia- jest po cos, niesie z soba lekcje do przepracowania. Czasem wielokrotnie powtarzana, jesli nie zalapiemy za pierwszym razem.
Widac musialam pozbyc sie tych wszystkich zludzen. Tylko bez nich duzo trudniej zyc.

Mimo roznych momentow staram sie oceniac obiektywnie swoja sytuacje. Mam poczucie jakiejs porazki, niespelnienia, frustracji, ale wiem tez, ze wiele osob jest w duzo gorszej sytuacji niz moja.

Mysle, ze moje stawanie na nogi powinno byc samodzielne. Choc chcialabym, zeby ktos pomagal w podejmowaniu decyzji/podjal za mnie.
Obserwuje bacznie siebie i wahniecia sa coraz mniejsze, zblizam sie do rownowagi, mimo kolejnych przykrych wiadomosci.
Chcialabym byc gdzie indziej niz jestem/ i zyciowo i geograficznie/, mimo to staram sie podazac za madra mysla “zacznij tu gdzie jestes z tym co masz”.
Szczegolnie ze ta trawa za plotem na ogol i tak nie jest wystarczajaco zielona...

To nie jest nic nowego. Większość osób które miały poważne problemy na pewnym etapie swojego życia traci przyjaciół. Też przez to przechodziłem, ale nie mam im tego za złe bo nie mogli mi wtedy pomóc. Też muszę odbudowywać "swój świat" praktycznie od zera. Najważniejsze to mieć określony cel w życiu i dążyć do jego realizacji. Na pewno spotkasz jeszcze w swoim życiu takich ludzi na których będziesz mogła liczyć.

52

Odp: Utknelam w martwym punkcie
Peter4x napisał/a:
Follow_me napisał/a:

Ja sie nie czulam wykorzystywana-taka po prostu bylam.
Nie pomagalam tez, zeby uzyskac wzajemnosc, jednak nie przyszlo mi do glowy, ze nie bede mogla liczyc na te osoby.
Coz, trudno. Ostatnie lata zweryfikowaly wiele moich przekonan na temat siebie i swiata.
Jestem przekonana, ze wszystko, co nas w zyciu spotyka-szczegolnie te niezbyt pomyslne zdarznia- jest po cos, niesie z soba lekcje do przepracowania. Czasem wielokrotnie powtarzana, jesli nie zalapiemy za pierwszym razem.
Widac musialam pozbyc sie tych wszystkich zludzen. Tylko bez nich duzo trudniej zyc.

Mimo roznych momentow staram sie oceniac obiektywnie swoja sytuacje. Mam poczucie jakiejs porazki, niespelnienia, frustracji, ale wiem tez, ze wiele osob jest w duzo gorszej sytuacji niz moja.

Mysle, ze moje stawanie na nogi powinno byc samodzielne. Choc chcialabym, zeby ktos pomagal w podejmowaniu decyzji/podjal za mnie.
Obserwuje bacznie siebie i wahniecia sa coraz mniejsze, zblizam sie do rownowagi, mimo kolejnych przykrych wiadomosci.
Chcialabym byc gdzie indziej niz jestem/ i zyciowo i geograficznie/, mimo to staram sie podazac za madra mysla “zacznij tu gdzie jestes z tym co masz”.
Szczegolnie ze ta trawa za plotem na ogol i tak nie jest wystarczajaco zielona...

To nie jest nic nowego. Większość osób które miały poważne problemy na pewnym etapie swojego życia traci przyjaciół. Też przez to przechodziłem, ale nie mam im tego za złe bo nie mogli mi wtedy pomóc. Też muszę odbudowywać "swój świat" praktycznie od zera. Najważniejsze to mieć określony cel w życiu i dążyć do jego realizacji. Na pewno spotkasz jeszcze w swoim życiu takich ludzi na których będziesz mogła liczyć.

To, że spotka, nie jest wcale pewne.
Myślę, że lepiej ten cel oddzielić od relacji i żyć z myślą, że jeśli wartościowe relacje jeszcze się trafią, to dobrze, nie - to też będziemy żyć najlepiej jak się da.

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

53

Odp: Utknelam w martwym punkcie
niepodobna napisał/a:

To, że spotka, nie jest wcale pewne.
Myślę, że lepiej ten cel oddzielić od relacji i żyć z myślą, że jeśli wartościowe relacje jeszcze się trafią, to dobrze, nie - to też będziemy żyć najlepiej jak się da.

Nie wierzę, że można przejść przez życie nie spotkawszy wartościowych ludzi i relacji. I nie chciałabym bez tego żyć. Mogę żyć bez relacji z facetem, ale bez relacji w ogóle - nie wyobrażam sobie.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

54

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Follow, widzę, że mimo wszystko masz w sobie sporo siły. A pozwolenie, by ktoś decydował w czymś za Ciebie, to chyba nie najlepszy pomysł. Wsparcie to co innego.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

55

Odp: Utknelam w martwym punkcie

Nie chodzi o to, żeby iść przez życie bez relacji. Ale czasem one się sypią tak jak u Follow_me i nie wiadomo, kogo spotkamy później, może prawdziwych przyjaciół, a może znów takich samych. Zakładanie że coś na pewno się zdarzy jest trochę niebezpieczne, bo co, jeśli nie? Można się zablokować wtedy na życie w ogóle.

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

Posty [ 1 do 55 z 84 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Utknelam w martwym punkcie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018