Po prostu jak czytam, że ktoś nie chce żeby jego małżonek widział ile zarabia i ile ma oszczędności, bo to ogranicza jego wolność a później czytam, że to wszystko z miłości i zaufania, to śmiać mi się chce.
Mogę zrozumieć, że ktoś tak ceni swoją niezależność, że nawet mąż ma nie wiedzieć o jego zakupach ale jak ktoś próbuje to "każdy sobie rzepkę skrobie" ubrać w miłość i zaufanie to brzmi to strasznie naiwnie.
Wzl, czy w ogóle dopuszczasz do siebie, że pewne kwestie można widzieć inaczej i że to widzenie może mieć szczere i zupełnie zdrowe podłoże? To że Tobie coś się w głowie nie mieści, jeszcze naprawdę nie znaczy, że musi się za tym kryć manipulacja albo w najlepszym wypadku próba mydlenia oczu.
Tylko, że to nie chodzi o mnie. To osoby tu piszące mówiły, że nie chcą żeby ich małżonek widział ile zarabiają i na co wydają pieniądze. To nie jest zaufanie. To jest przeciwieństwo zaufania.
Tak samo jak ktoś pisze, że tak lepiej, bo się nie kłócą o pieniądze oznacza, że gdyby mieli wspólne konto to by się o to kłócili, czyli średnio u nich z rozmową i kompromisami, bo można mieć wspólne konto i o kasę się nie kłócić.