Widzę niezrozumienie chyba po obydwu stronach. W większym stopniu po stronie 2+1. Że niby jedno wspólne konto to jakaś kontrola itp. Nie, nie jest to żadne kontrolowanie. To jest jak lodówka w domu. Albo kosz na pranie. Naprawdę.
Sami z żoną mamy kilka wspólnych kont. I oczywiście zastanawiam się jakby to było mieć każdy swoje i jedno razem.
Ale po chwili (wracając do metafory) dochodzę do wniosku, że to ma taki sam sens w małżeństwie jak właśnie dwie lodówki (a nawet 3 wg waszego modelu).
Ale nie odmawiam nikomu prawa do postępowania inaczej niż myślę ja w przeciwieństwie do kilku osób w stosunku do Wzl.
66 2019-05-07 16:06:36 Ostatnio edytowany przez M@r (2019-05-07 16:09:07)
Widzę niezrozumienie chyba po obydwu stronach. W większym stopniu po stronie 2+1. Że niby jedno wspólne konto to jakaś kontrola itp. Nie, nie jest to żadne kontrolowanie. To jest jak lodówka w domu. Albo kosz na pranie. Naprawdę.
Sami z żoną mamy kilka wspólnych kont. I oczywiście zastanawiam się jakby to było mieć każdy swoje i jedno razem.
Ale po chwili (wracając do metafory) dochodzę do wniosku, że to ma taki sam sens w małżeństwie jak właśnie dwie lodówki (a nawet 3 wg waszego modelu).
Ale nie odmawiam nikomu prawa do postępowania inaczej niż myślę ja w przeciwieństwie do kilku osób w stosunku do Wzl.
Ja bym to trochę inaczej porównała ![]()
Masz 3 półki w jednej lodówce. Na jednej półce kładę coś, co sobie kupiłam, bo mam na to mega ochotę i jakby mi zjadł to bym zabiła, na drugiej rzeczy na obiad. Na trzeciej mój partner położył sobie piwa, żebym nie ruszała ![]()
2 konta osobiste, ale druga osoba ma pełnomocnictwo na wszelki wypadek. 3 konto wspólne.
Zresztą ja sama dla siebie mam 4 różne rachunki w banku podpięte pod moje konto i uważam, że jest mega wygodne, kiedy mogę przelać na początku miesiąca na inne konto kasę na wszystkie możliwe opłaty typu prąd, mieszkanie, internet, i przez to wiem, ile mi zostaje. Do tego jedno konto oszczędnościowe i jedno walutowe. Na jednym wspólnym koncie nie dałabym rady
to jest moje, mam ten system ułożony od lat i wkurzałoby mnie wtrącanie się do niego. Dlatego rachunek opłatowy zrobi się wspólny i będzie jak znalazł.
68 2019-05-07 16:45:17 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-05-07 16:45:39)
M@r napisał/a:Widzę niezrozumienie chyba po obydwu stronach. W większym stopniu po stronie 2+1. Że niby jedno wspólne konto to jakaś kontrola itp. Nie, nie jest to żadne kontrolowanie. To jest jak lodówka w domu. Albo kosz na pranie. Naprawdę.
Sami z żoną mamy kilka wspólnych kont. I oczywiście zastanawiam się jakby to było mieć każdy swoje i jedno razem.
Ale po chwili (wracając do metafory) dochodzę do wniosku, że to ma taki sam sens w małżeństwie jak właśnie dwie lodówki (a nawet 3 wg waszego modelu).
Ale nie odmawiam nikomu prawa do postępowania inaczej niż myślę ja w przeciwieństwie do kilku osób w stosunku do Wzl.Ja bym to trochę inaczej porównała
Masz 3 półki w jednej lodówce. Na jednej półce kładę coś, co sobie kupiłam, bo mam na to mega ochotę i jakby mi zjadł to bym zabiła, na drugiej rzeczy na obiad. Na trzeciej mój partner położył sobie piwa, żebym nie ruszała
(...)
Dobre porównanie z pólkami, bo to jest cały czas jedna, wspólna lodówka, tylko UMÓWILIŚMY się, że na jednej półce produkty są wspólne, a 2 pozostałe każdy gospodaruje po swojemu, jak lubi.
Ja bym to trochę inaczej porównała
Masz 3 półki w jednej lodówce. Na jednej półce kładę coś, co sobie kupiłam, bo mam na to mega ochotę i jakby mi zjadł to bym zabiła, na drugiej rzeczy na obiad. Na trzeciej mój partner położył sobie piwa, żebym nie ruszała
U nas funkcjonuje to dokładnie tak samo. Mam sporą lodówkę, ale jedna półka jest moja, bo trzymam na niej takie produkty, które chcę, by zawsze były pod ręką. I każdy z domowników ma takie, a dzięki temu, że wiemy co jest czyje, bo leży na "jego" miejscu, to nie zdarzają się sytuacje, że idę po mój ulubiony serek, który jeszcze rano w niej był, a wieczorem muszę obejść się smakiem.
Taki układ ogranicza konflikty, dokładnie tak, jak w przypadku oddzielnych kont, do których każdy ma dostęp, ale z tego nie korzysta, bo tak się umówiliśmy. I jasne, że jak ktoś zgłodnieje i będzie miał ochotę na "mój" serek, to go nim wspomogę, ale z drugiej strony nikt mi nie będzie wyliczał ile tych serków sama zjadłam
.
Wzl a maszynki do golenia i piwo tez wspólne?
71 2019-05-07 18:27:20 Ostatnio edytowany przez Excop (2019-05-07 18:31:30)
Lady Loka napisał/a:Ja bym to trochę inaczej porównała
Masz 3 półki w jednej lodówce. Na jednej półce kładę coś, co sobie kupiłam, bo mam na to mega ochotę i jakby mi zjadł to bym zabiła, na drugiej rzeczy na obiad. Na trzeciej mój partner położył sobie piwa, żebym nie ruszałaU nas funkcjonuje to dokładnie tak samo. Mam sporą lodówkę, ale jedna półka jest moja, bo trzymam na niej takie produkty, które chcę, by zawsze były pod ręką. I każdy z domowników ma takie, a dzięki temu, że wiemy co jest czyje, bo leży na "jego" miejscu, to nie zdarzają się sytuacje, że idę po mój ulubiony serek, który jeszcze rano w niej był, a wieczorem muszę obejść się smakiem.
Taki układ ogranicza konflikty, dokładnie tak, jak w przypadku oddzielnych kont, do których każdy ma dostęp, ale z tego nie korzysta, bo tak się umówiliśmy. I jasne, że jak ktoś zgłodnieje i będzie miał ochotę na "mój" serek, to go nim wspomogę, ale z drugiej strony nikt mi nie będzie wyliczał ile tych serków sama zjadłam.
Moim skromnym zdaniem, to droga ku "...każdy sobie rzepkę skrobie".
Cóż. Czego umowa tyczy, winno być przestrzegane. Na wypadek wszelki jednak, mamy osobne konta, ale kocioł wspólny za to. Kto zje, a nie zapyta o zgodę, po łapach nie dostaje. Najwyżej, wymowne spojrzenie można wychwycić, które każe natychmiast uzupełnić ubytki. Również, na wszelki wypadek. ![]()
Licytujemy się, co do ilości wypalanych na dobę papierosów, bo oboje mamy zamiar oczywiście, rzucić to świństwo.
Reszta, jak w starym, dobrym małżeństwie. ![]()
72 2019-05-07 18:50:39 Ostatnio edytowany przez nudny.trudny (2019-05-07 18:51:55)
Jeszcze jedno pytanie: to dzielenie pieniędzy na moje/twoje wynieśliście z domu czy to jakieś wasze wcześniejsze doświadczenia? Jakby tego nie próbował tłumaczyć to jest to trochę pod prąd idei małżeństwa gdzie ludzie decydują się na bycie "jednym organizmem".
raczej nie ma takich powiązań, nie mam wcześniejszych doświadczeń związanych z pieniędzmi w związku, to moja prywatna opinia oparta o te argumenty które podawałem. u mnie w domu mama zawsze radziła sobie najlepiej ze wszystkim, i wspólne konto byłoby tylko potencjalnym utrudnieniem z różnych przyczyn. ale tu też nie widzę związku:) jeden organizm - myślisz że w praktyce byłoby to możliwe?
Jeszcze jedno pytanie: to dzielenie pieniędzy na moje/twoje wynieśliście z domu czy to jakieś wasze wcześniejsze doświadczenia? Jakby tego nie próbował tłumaczyć to jest to trochę pod prąd idei małżeństwa gdzie ludzie decydują się na bycie "jednym organizmem".
Przysięgę małżeńska pamiętam niezbyt dokładnie, ale tam coś było o miłości wierności, uczciwości... Nic o organizmach. Ty coś nadinterpretujesz. Dwoje ludzi spotyka się w wolności i prowadzą wspólne życie. Dzieła je na tyle na ile sami o tym zdecydują. Nie czytam żony poczty, nie przeszukuje kieszeni, nie sprawdzam telefonu, nie grzebie w torebce. Ona jest wolnym człowiekiem i ma swoje życie i swoje sprawy. Dzieli ze mną ogromną jego część, ale tylko taką jaka sama chce. Dzięki wolności wyboru którego codziennie dokonuje nie muszę się zastanawiać czy coś nas łączy czy nie.
Ty i twoja żona jesteście nawzajem swoimi zakładnikami. Jesteście razem, bo nie macie wyboru. Wspólna kasa, wspólne gacie, wspólne organy. A gdzie kończy się mężczyzna i zaczyna kobieta?
74 2019-05-07 21:55:07 Ostatnio edytowany przez Wzl (2019-05-07 22:01:27)
Przysięgę małżeńska pamiętam niezbyt dokładnie, ale tam coś było o miłości wierności, uczciwości... Nic o organizmach. Ty coś nadinterpretujesz.
Z wiekiem ludzie mają problemy z pamięcią to nic nadzwyczajnego.
A może po prostu ja bardziej słuchałem... ![]()
"Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem."
Być może w nowszej wersji jest bardziej życiowo "jednym ciałem ale z dwoma kontami"
Wzl a maszynki do golenia i piwo tez wspólne?
A mieszkanie wspólne czy każdy swoje bo to jednak za duże ograniczenie wolności i klatka? No i po rozstaniu nie ma problemu z podziałem majątku.
Choroba, bezrobocie, Co z wychowywaniem małych dzieci
To są nowe problemy 1szego świata. W sensie kilkadziesiąt lat. Kiedyś takich nie było, bo kultura nie pozwalała na wspólne życie na kartę rowerową osobą spoza marginesu społecznego.
Coś się w końcu wyklaruje. Chociaż w USA masz 124 mln singli, więcej niż małżonków.
Pewnie będzie każdy robi na siebie, a w razie problemów "procesujemy się o to co komu i kto dostanie dzieci". ![]()
Wspólne mieszkanie i dzieci i 1 lodówka nawet i seks tylko z mężem.
I co z maszynkami?
77 2019-05-07 22:33:40 Ostatnio edytowany przez Wzl (2019-05-07 22:35:08)
Wspólne mieszkanie i dzieci i 1 lodówka nawet i seks tylko z mężem.
I co z maszynkami?
Seks tylko z małżonkiem? Jakie to nienowoczesne i ograniczające wolność jednostki. Klasyczna klatka.
Maszynki do golenia nie używała. Walcząc z równouprawnieniem przestała się golić. Nawet wąs jej się rzucił pod nosem. Mi to nie przeszkadzało. Nie raz po wszystkim wyciągałem włos spomiędzy zębów.
78 2019-05-07 22:38:43 Ostatnio edytowany przez Olinka (2019-05-08 00:05:07)
[treść usunięta z uwagi na naruszenie regulaminu - off top, wycieczki osobiste]
79 2019-05-07 22:57:02 Ostatnio edytowany przez Olinka (2019-05-08 00:01:41)
[treść usunięta z uwagi na naruszenie regulaminu - off top, wycieczki osobiste]
M@r napisał/a:Nie wyobrażam sobie jak można mieć oddzielne konta....
Mam tak samo.
Jak czytam to forum to zauważyłem, że dla wielu osób najważniejsza jest w życiu wolność a dzielenie czegokokwiek z kimkolwiek ogranicza prawo wolności do samodzielnego decydowania.
Dla niektórych wspólna sypialnia to już spore wyzwanie.
Jak dla mnie wspólne konto albo intercyza z ważnych przyczyn. Osobne konta w małżeństwie, w którym wspólnota i tak jest ustawowa, to dla mnie takie nie wiadomo co.
Moim skromnym zdaniem, to droga ku "...każdy sobie rzepkę skrobie".
Cóż. Czego umowa tyczy, winno być przestrzegane. Na wypadek wszelki jednak, mamy osobne konta, ale kocioł wspólny za to. Kto zje, a nie zapyta o zgodę, po łapach nie dostaje. Najwyżej, wymowne spojrzenie można wychwycić, które każe natychmiast uzupełnić ubytki. Również, na wszelki wypadek.
Ale u nas przecież nie jest tak, że każdy sam sobie kupuje i gotuje jedzenie, a produkty w lodówce są podzielone
. To już byłoby naprawdę bardzo niefajne. Nie, po prostu ja mam jakieś swoje hopla, a mąż swoje i tak jak on byłby rozczarowany, gdyby wieczorem nabrawszy na nie wielkiej ochoty nie zastał w lodówce pozostawionego tam zimnego piwa, co do którego byłby pewny, że jest, tak ja byłabym rozczarowana, gdyby ktoś zjadł mi ów przykładowy serek, po który zwyczajowo sięgam niemal codziennie na śniadanie. Nikt nikomu niczego nie żałuje, ale co to za problem wiedząc, że drugie coś bardzo lubi, mu to po prostu zostawić? Przecież to też jest swego rodzaju forma sprawiania sobie wzajemnie przyjemności czy pokazywania, że o sobie pamiętamy.
Generalnie to chyba samą siebie trochę zapędziłam w kozi róg
, pomimo że poprzednio moim głównym założeniem było dokładniejsze naświetlenie analogii do oddzielnych kont.
82 2019-05-08 04:00:33 Ostatnio edytowany przez authority (2019-05-08 04:08:44)
Ela210 napisał/a:Wzl- Ty masz taką wizję małżeństwa jako wspólnoty w której jest kontrola nad wieloma dziedzinami
Inni tego nie potrzebują. I jak widać chyba są w większości.Co w związku z tym? Nie mam potrzeby jak niektórzy czuć, że większość myśli podobnie jak ja albo popiera to co myślę/mówię/pisze.
Fascynuje mnie jak ludzie z jednej strony chcą małżeństwa a z drugiej chcą wolności.
Przypomina to trochę polskich Katolików, którzy niby są w Kościele ale się z nim nie zgadzają a z dekalogu wybierają to co im odpowiada.
A żona ma wgląd w twoje finanse np paski z firmy (bądź jeśli jak ja mam firmę wgląd we dokumentację) wyciągi z konta jeśli tak to ten model popieram. Nie może być jednostronnej kontroli. Czyli zawsze też razem chodzicie zero męskich wypadów damskich wypadów. Coś jednej czuję iż u ciebie jest jak u dekla Dudy(obym się mylił) żona tło nie ma nic do gadania a ty satrapa. Bo kto płaci rachunki i podejmuje decyzje jeśli wspólnie to wspólnie. W domu robicie wspólnie razem pracujecie. W sumie nawet znam taką rodzinkę. Jakoś to działa obaj młodzi po 24 lata a wyglądają na 17.
Ale ten tekst i opuszczeniu ojca i matki nie jest z przysięgi
a nie wszyscy biorą ślub kościelny, więv ten argument jest średnio pasuhący do rzeczywistości.
Poza tym propsy za traktowanie Biblii wprost ![]()
84 2019-05-08 06:20:30 Ostatnio edytowany przez Wzl (2019-05-08 06:21:08)
Cytat z Biblii był żeby pokazać z czego wywodzi się j na czym polega instytucja małżeństwa. Małżeństwo to jedność. Czy to w religii czy to w cywilnym gdzie też stają się jednością (wspólnota majątkowa). Dlatego tak jak już pisałem osobne konta to jakby zaprzeczenie jednemu z celi małżeństwa.
Oczywiście każda para może sobie wybierać co chce. Jedni żyją w otwartych związkach, inni mogą mieć osobne mieszkania czy pieniądze. Niemniej dziwne jest, że akurat pieniędzy tak dużo ludzi nie chce dzielić z najważniejszą osobą w życiu.
Lagrange napisał/a:Przysięgę małżeńska pamiętam niezbyt dokładnie, ale tam coś było o miłości wierności, uczciwości... Nic o organizmach. Ty coś nadinterpretujesz.
Z wiekiem ludzie mają problemy z pamięcią to nic nadzwyczajnego.
A może po prostu ja bardziej słuchałem...
"Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem."
Być może w nowszej wersji jest bardziej życiowo "jednym ciałem ale z dwoma kontami"
To jednak ja bardziej słuchałem:
"Ja (imię Pana Młodego) biorę Ciebie (imię Panny Młodej) za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Żadnych krzywych tekstów o kontach i organizmach. A cytowanie Biblii zostaw na kółko różańcowe. Może tam komuś zaimponujesz.
Cytat z Biblii był żeby pokazać z czego wywodzi się j na czym polega instytucja małżeństwa. Małżeństwo to jedność. Czy to w religii czy to w cywilnym gdzie też stają się jednością (wspólnota majątkowa). Dlatego tak jak już pisałem osobne konta to jakby zaprzeczenie jednemu z celi małżeństwa.
Oczywiście każda para może sobie wybierać co chce. Jedni żyją w otwartych związkach, inni mogą mieć osobne mieszkania czy pieniądze. Niemniej dziwne jest, że akurat pieniędzy tak dużo ludzi nie chce dzielić z najważniejszą osobą w życiu.
Małżeństwo jest znacznie starsze niż biblia i zależnie od kultury to małżeństwo ma też nieco odmienna postać. I oczywiście że osobne konta mają bardziej znaczenie psychologiczne niż formalne. Ale każdy potrzebuje nieco intymności która objawia się w różnych formach. Osobna półka w szafie, osobne konto, osobna półka w lodówce. Dla każdego ta strefa intymności będzie inna. Nie musisz tego rozumieć. Wystarczy to przyjąć do wiadomości.
Wzl napisał/a:Lagrange napisał/a:Przysięgę małżeńska pamiętam niezbyt dokładnie, ale tam coś było o miłości wierności, uczciwości... Nic o organizmach. Ty coś nadinterpretujesz.
Z wiekiem ludzie mają problemy z pamięcią to nic nadzwyczajnego.
A może po prostu ja bardziej słuchałem...
"Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem."
Być może w nowszej wersji jest bardziej życiowo "jednym ciałem ale z dwoma kontami"To jednak ja bardziej słuchałem:
"Ja (imię Pana Młodego) biorę Ciebie (imię Panny Młodej) za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Żadnych krzywych tekstów o kontach i organizmach. A cytowanie Biblii zostaw na kółko różańcowe. Może tam komuś zaimponujesz.
I z AUTOMATU jest wspólnota majątkowa
To ciekawe że ta wspólnota majątkowa tak bardzo Ci się nie zgadza z osobnymi kontami. Bo nawet kodeks rodzinny i opiekuńczy nic na ten temat nie mówi. Jesteś ponad to?
skoro ustawa nie nakazuje to każdy może robić po swojemu.
Przypomnę Ci też, że osobne konta nie są powodem wystarczającym do rozwodu. Widocznie prawa ustalali mądrzejsi ![]()
Ja tylko napisałam, co sama preferuję, a co sobie kto inny robi i jakie rozwiązania komu pasują, kompletnie mnie nie obchodzi
Sensu oddzielnych kąt przy wspólnocie nie widzę, ale to w MOIM przypadku, zwłaszcza że inwestuję.
Jak dla mnie wspólne konto albo intercyza z ważnych przyczyn. Osobne konta w małżeństwie, w którym wspólnota i tak jest ustawowa, to dla mnie takie nie wiadomo co.
A w czasach przed powszechnym stosowaniem internetu, elektronicznego dostępu do pieniędzy i elektronicznym ich wydawaniem należało mieć jeden trzosik na mamonę? Może wtedy należało posiadać w małżeństwie trzy trzosiki. Małżonkowie przynosili mamonę do domu i tam dokonywali podziału środków pieniężnych na: moje, twoje, wspólne. Tylko kto ma nosić trzosik "wspólne" i dlaczego ty?
Problem z dupy wzięty i tyle. Ludzie urządzają sobie zarządzaniem pieniędzmi w małżeństwie jak im wygodniej i tyle. Dorabianie do tego teorii wysnutych z brudnego palucha jest po prostu pocieszne. Mój ojciec przynosił co miesiąc pensję do domu i całą co do grosza oddawał matce. Potem średnio go interesowało jak matka zarządza tymi pieniędzmi byle miał codziennie obiad z mięchem i paczkę fajek na stole. Moja jedna ciotka po śmierci swojego męża chyba pierwszy raz w ich pożyciu zorientowała się ile wynoszą rachunki za różne sprawy, bo przez całe życie wuj trzymał całą kasę i płacił za wszystko. Moja stara (jak to mówią) lubi mnie drażnić "a ty to gówno zarabiasz". Kiedyś wziąłem kartkę i rozpisałem jej moje stałe, miesięczne wydatki na utrzymanie naszej rodziny w wysokości ok. 7-8 krotności jej stałych dochodów. Pytam się: prąd jest, gaz, woda są? Domu nikt nie licytuje? Żarcie w lodówce jest? Telefony, telewizory działają? No to się od...stosunkuj ![]()
U nas mąż zarabia, ja ogarniam resztę. W tym zarządzam kasą. Obojgu na to wychodzi na zdrowie.
Mamy wspólne konto na które wpłacamy kasę na dom, codzienne wydatki, rachunki i takie tam. Poza tym zarobki wpływają nam na osobne, co wydaje mi się normalne i rozsądne. Nie wyobrażam sobie, że wszystko jest na jednym koncie i potem człowiek musi się tłumaczyć z zakupów (nie piszę tu o jakiś super drogich rzeczach typu samochód, bo to uzgadniamy razem).
A sypialnie od dawna mamy osobne, bo nigdy byśmy się nie wyspali.
Mimo że nikt nie stwierdził że by się nie podzielił i na tym tle nie mają żadnych problemów przy osobnych kontach to Wzl upierasz się ze rozwala to małżeństwo i przenosi ba problemy z wiernością i Bóg wie co jeszcze.. Nikt z nas tez nie pisał ze ten model jest lepszy i obowiązkowy.
Natomiast parę osób koniecznie chce umniejszyc wartość związków z osobnym kontem. Cholera wie po co?
Niech każdy żyje jak lubi.
Mimo że nikt nie stwierdził że by się nie podzielił i na tym tle nie mają żadnych problemów przy osobnych kontach to Wzl upierasz się ze rozwala to małżeństwo i przenosi ba problemy z wiernością i Bóg wie co jeszcze..
Nigdzie nie napisałem, że to rozwala małżeństwo. Już prędzej mógłbym napisać, że prawdziwej jedności nigdy nie było skoro jedna osoba pisze, że nie chce żeby mąż wiedział ile zarabia a druga cieszy się, że mąż nie wie na co wydaje pieniądze i przez to się nie kłócą.
Oczywiste jest, że jak komuś ufam w 100% i potrafimy się dogadać to nie muszę przed nim ukrywać swoich dochodów i oszczędności i nie boję się kłótni o wydawanie pieniędzy.
Rozumiem też, że nie każdy ma ten komfort więc lepiej dmuchać na zimne.
Ale widzisz Wzl my Ci mowimy ze modele małżeństwa są różne, a Ty nam na to "wiem, ale te inne są złe". Sensu to w takiej dyskusji nie ma.
Znam małżeństwa z 20, 30 i 40 letnim stażem, bez wspólnego konta i dają radę. Więc sorry.
Ale po co mam sobie dodawać "atrakcję" kłócenia się o własne pieniądze? Jak moje i na moim koncie, to w granicach zdrowego rozsądku, mogę sobie kupować co mi się podoba bez niepotrzebnych konfliktów. I tak samo z partnerem. Jak chce sobie zamówić nową gitarę, czy co tam jeszcze lubi, a mnie się wydaje to zupełnie niepotrzebne, to przecież nie będę mu wypominać, że wydaje własną kasę.
Mam wrazenie, ze niektorzy nie czają, że można miec po prostu na tyle kasy, ze wystarcza i na rodzine i na siebie i nikt nie ma potrzeby klotni na ten temat ![]()
99 2019-05-08 13:25:54 Ostatnio edytowany przez Wzl (2019-05-08 13:26:41)
Poczytaj odpowiedzi, jak dużo osób pisało, że osobne konta są cool, bo po co się kłócić o to jak wydaję pieniądze.
Szkoda, że nie widzą, że jeżeli do tego żeby się nie kłócić potrzebują osobnych kont to coś jednak nie gra w tej relacji.
W związkach lepiej się sprawdza prawdziwa bliskość niż jedność..ale to moje przemyślenia.
W związkach lepiej się sprawdza prawdziwa bliskość niż jedność..ale to moje przemyślenia.
Totalna zgoda.
Poczytaj odpowiedzi, jak dużo osób pisało, że osobne konta są cool, bo po co się kłócić o to jak wydaję pieniądze.
Szkoda, że nie widzą, że jeżeli do tego żeby się nie kłócić potrzebują osobnych kont to coś jednak nie gra w tej relacji.
Ty nie umiesz czytac ze zrozumieniem czy robisz to specjalnie zeby rozkrecac shitstorm?
Jak wynisze smieci przed moim facetem zeby sie nie klocic o to, kto je wyniesie, to tez robie to z tej samej motywacji? A jak robie zakupu? A jak obiad? Wszystko robie po to zeby sie nie klocic?
Ludzie mają różne style zycia. Daj zyc tak jak chcemy. U jednych dziala to tak u innych inaczej.
Pomimo bycia "jednym cialem" nie mam zamiaru korzystac z toalety przy mężu. Dla kazdego strefa intymna jest o innej szerokosci. Kazdy ma cos, gdzie nie chce wpuszczac drugiej osoby, nawet malzonka! Dla niektorych taką rzeczą są pieniądze i spoko.
To, ze jestesmy malzenstwem nie oznacza, ze bede zabierac faceta na depilacje woskiem do kosmetyczki, bo przeciez czemu mam go do czegos nie dopuszczac? Kazdy ma sferę, do ktorej nie dopuszcza sie partnera. I cale szczescie, bo to jest bardzo zdrowe.
Każdy z pewnością wybiera najlepsze dla siebie rozwiązanie.
A co powiecie na taką sytuację:
"Rozwodzimy się po 25 latach małżeństwa, mąż się wyprowadził. Sąd wyznaczył pierwszą rozprawę, wnoszę o rozwód z winy męża z dwóch powodów: z powodu znęcania się (trwa postępowanie przygotowawcze w tej sprawie) oraz z powodu zdrady małżeńskiej (posiadam dowody zebrane przez biuro detektywistyczne). Ja i mąż zawsze posiadaliśmy oddzielne konta bankowe bez upoważnień dla współmałżonka. Oszczędności lokowane były na koncie męża, zaś z mojego konta pokrywaliśmy bieżące wydatki. Wiem, że obecnie mąż wypłaca oszczędności, które miały zabezpieczyć wspólną starość oraz być zabezpieczeniem pieniężnym dla studiującej córki. Nie wiem, ile jeszcze zostało tych pieniędzy. W nagranej rozmowie mąż powiedział do kochanki, że musi te pieniądze „wyprowadzić”. Obecnie dokonuje ciągle różnych zakupów, wypłaca w bankomacie po 2000 zł. Bardzo się obawiam, że z córką pozostaniemy z niczym. Co mogę zrobić, aby te pieniądze odzyskać?"
wspólne konto też mógłby ogołocić i zostałoby 0 i co?
Czytam sobie właśnie blog - "Konto wspólne czy osobne? – 10 kryteriów dobrej decyzji, które warto przemyśleć". Bardzo fajne podsumowanie ![]()
Mallwusiu, ale osobne konta nie polegaja na tym ze jedna osoba wydaje wszystko, a druga sobie odklada ![]()
Jak sa dwa konta to sie platnosciami dzieli.
A co powiecie na taką sytuację:
"Rozwodzimy się po 25 latach małżeństwa, mąż się wyprowadził. Sąd wyznaczył pierwszą rozprawę, wnoszę o rozwód z winy męża z dwóch powodów: z powodu znęcania się (trwa postępowanie przygotowawcze w tej sprawie) oraz z powodu zdrady małżeńskiej (posiadam dowody zebrane przez biuro detektywistyczne). Ja i mąż zawsze posiadaliśmy oddzielne konta bankowe bez upoważnień dla współmałżonka. Oszczędności lokowane były na koncie męża, zaś z mojego konta pokrywaliśmy bieżące wydatki. Wiem, że obecnie mąż wypłaca oszczędności, które miały zabezpieczyć wspólną starość oraz być zabezpieczeniem pieniężnym dla studiującej córki. Nie wiem, ile jeszcze zostało tych pieniędzy. W nagranej rozmowie mąż powiedział do kochanki, że musi te pieniądze „wyprowadzić”. Obecnie dokonuje ciągle różnych zakupów, wypłaca w bankomacie po 2000 zł. Bardzo się obawiam, że z córką pozostaniemy z niczym. Co mogę zrobić, aby te pieniądze odzyskać?"
Jeśli w związku jest wspólnota majątkowa, to przy podziale majątku wystarczy, by sąd zażądał wyciągów z konta, a tam czarno na białym wyjdzie jaka kwota została zgromadzona i kiedy z konta wyparowała.
Tym niemniej my mamy z mężem oddzielne konta, ale też mamy wzajemnie do nich dostęp, pełnomocnictwa. U nas nie ma opcji, żeby coś, co należy do wspólnoty sobie tak po prostu zniknęło.
Mallwusiu, ale osobne konta nie polegaja na tym ze jedna osoba wydaje wszystko, a druga sobie odklada
Jak sa dwa konta to sie platnosciami dzieli.
być może w tamtym związku były bardzo duże dysproporcje zarobków, trudno mi powiedzieć
Lady Loka napisał/a:Mallwusiu, ale osobne konta nie polegaja na tym ze jedna osoba wydaje wszystko, a druga sobie odklada
Jak sa dwa konta to sie platnosciami dzieli.być może w tamtym związku były bardzo duże dysproporcje zarobków, trudno mi powiedzieć
Czyli nie znam sytuacji i całego kontekstu, ale tak sobie chlapne, może to ktoś kupi.
mallwusia napisał/a:Lady Loka napisał/a:Mallwusiu, ale osobne konta nie polegaja na tym ze jedna osoba wydaje wszystko, a druga sobie odklada
Jak sa dwa konta to sie platnosciami dzieli.być może w tamtym związku były bardzo duże dysproporcje zarobków, trudno mi powiedzieć
Czyli nie znam sytuacji i całego kontekstu, ale tak sobie chlapne, może to ktoś kupi.
W punkt.
Przecież ja nie mam zamiaru nikogo przekonywać do danego rozwiązania, to był tylko luźny przykład do przemyśleń ![]()
Mnie naprawdę to lata jak kto sobie robi w tej kwestii ![]()
Bo może się okazać że po 10 latach jedno ma na koncie 100 000zl a drugie 100zl.
I co w tym złego? Jeśli jedno zarabia o wiele więcej, to wiadomo, że oszczędzi więcej. To, że jedno ma te 100 tysi, a drugie nie, nie oznacza wcale, że trzeba ten nadmiar od razu wydać, bądź podarować połowę tej biedniejszej stronie. W takiej sytuacji najczęściej pojawiają sie konflikty i oskarżenia o materializm i sponsoring.
To na tej samej zasadzie jak tłumaczą przed sobą i światem osoby, które nie decydują się na ślub.
Ja z moim nie mamy ślubu i się wcale nie tłumaczymy.
Wspólne konto wcale nie musi być konsekwencją słubu. Moi rodzice so kilkadziesiąt lat razem i nie mają wspólnego konta, nigdy nie mieli. Czy to czyni ich długi związek jakimś gorszym, niepełnym? Konta mają osobne, ale potrafią się dogadać i podzielić wydatkami.
No i dalej pomimo kilku prób nie dowiedziałem się co w przypadkach losowych.
Do decydowania, co w prypadkach losowych nie potrzebne mi wspólne konto.
Miałam ciężki czas przez kilka miesięcy dwa lata temu mniej więcej - zarabiałam bardzo mało. Ale miałam też swoje oszczędności i płaciłam swoją część.
Tak się zastanawiam, ale nie jestem pewna jak bym postąpiła, gdybym nagle musiała partnera utrzymywać. Chyba wtedy tym bardziej wolałabym mieć kontrolę nad wydatkami, skoro tylko ja zarabiam.
Ja nie staram się przekonać kogoś do jakiejś opcj (...)
ale oceniam życie tego kogoś:
Jak to można podsumować? Smutne to.
Powiem Ci, że mnie jakoś wcale nie jest smutno z tego powodu, że mam swoje oszczędności.
I nie sądzę, że w małżeństwie ludzie dzielą się WSZYSTKIM. Mogę mieć nadal swoje koleżanki, swoje hobby, czas wolny dla siebie, swój pamiętnik i swoje myśli, swój telefon komórkowy, swój profil na FB. Nie wytrzymałabym psychicznie takiej symbiozy, o jakiej Ty piszesz, takiej ciasnoty. Udusiłabym się.
Podobnie jak rossanka uważam, że związki się kiedyś kończą, małżeństwa też. Nigdy nie wolno doprowadzać do sytacji, gdy zostaje się bez niczego, bez pieniędzy, na czyjejś łasce - bo ktoś nam naściemniał o jakiejś unii i o bezgranicznym zaufaniu, a potem wniósł o rozwód i zniknął.
Malo prawdopodobna sytuacja, ale gdyby sie zdarzyla, to może musiałabym nie tyle się wytlumaczyc, co z nim to uzgodnić
no właśnie, musiałabyś uzgodnić, a jakbyś miała swoje konto, to po prostu pożyczyłabyś kuzyce te1000 zł, bo to Twoja kuzynka i Twoje pieniądze.
I nie sądzę, że w małżeństwie ludzie dzielą się WSZYSTKIM. Mogę mieć nadal swoje koleżanki, swoje hobby, czas wolny dla siebie, swój pamiętnik i swoje myśli, swój telefon komórkowy, swój profil na FB. Nie wytrzymałabym psychicznie takiej symbiozy, o jakiej Ty piszesz, takiej ciasnoty. Udusiłabym się.
Podobnie jak rossanka uważam, że związki się kiedyś kończą, małżeństwa też. Nigdy nie wolno doprowadzać do sytacji, gdy zostaje się bez niczego, bez pieniędzy, na czyjejś łasce - bo ktoś nam naściemniał o jakiejś unii i o bezgranicznym zaufaniu, a potem wniósł o rozwód i zniknął.
To nie jest problem końca i początku, a elementarnej wolności. Jestem już z żoną dłużej niż byłem bez niej i mało prawdopodobne abym miał się rozwodzić. Ponadto, jak już ktoś tu podniósł, mamy wspólnotę majątkowa, więc co moje to i jej. Ale nie zaglądam na jej półkę w szafie, nie otwieram jej korespondencji, nie grzebie w torebce. Człowiek potrzebuje swojego świata i swojej intymności. Mamy wspólne dzieci, mamy wspólne sprawy, mamy wspólne pieniądze. Ale pasje mamy różne, różną fizjologię, na wielu płaszczyznach różne potrzeby. Jak chce sobie kupić drona, to nie chce słyszeć pytań Co? Pięć stów? I vice versa. Nie chcę wiedzieć ile kosztuje dzień u kosmetyczki, czy trzy godziny u fryzjera. Zapewne też ile kosztowało piętnaście podobnych płaszczyków. Po co ma się ktoś stresować tym, że bzdury kosztują tak dużo? Czego oczy nie widzą o to serce nie boli.
Niedawno oglądałem program w TV jak pewne małżeństwo szukało nowego domu. Niestety pośrednik miał z tym spory problem gdyż mieli oni specyficzne wymagania. Chcieli by nowy dom miał dwie osobne kuchnie, osobne łazienki, osobne sypialnie i osobne wejścia ....takie dwa w jednym
No cóż, można i tak....
P.S.
Przychodzi komornik do wili urządzonej jak pałac. W stylowym fotelu siedzi rozparty pan i z pobłażliwością patrzy na komornika: - ależ proszę pana, w tym domu to tylko dzieci są moje.....
Czyli osobne konta są w starych demokracjach często uzasadnione ![]()
Poczytaj odpowiedzi, jak dużo osób pisało, że osobne konta są cool, bo po co się kłócić o to jak wydaję pieniądze.
Szkoda, że nie widzą, że jeżeli do tego żeby się nie kłócić potrzebują osobnych kont to coś jednak nie gra w tej relacji.
Bo kiedyś były małżeństwa, dziś są związki małżeńskie ![]()
116 2019-05-09 09:24:24 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2019-05-09 09:55:03)
To, że jedno ma te 100 tysi, a drugie nie, nie oznacza wcale, że trzeba ten nadmiar od razu wydać, bądź podarować połowę tej biedniejszej stronie. W takiej sytuacji najczęściej pojawiają sie konflikty i oskarżenia o materializm i sponsoring.
.
Nie trzeba, ale można. Na tym polega dzielenie się. Oczywiście nie jest to obowiązkowe, tak jak wchodzenie w związek malzenski. I kto niby mialby rzucac te oskarżenia, małżonek?
Każdy z pewnością wybiera najlepsze dla siebie rozwiązanie.
A co powiecie na taką sytuację:
"Rozwodzimy się po 25 latach małżeństwa, mąż się wyprowadził. Sąd wyznaczył pierwszą rozprawę, wnoszę o rozwód z winy męża z dwóch powodów: z powodu znęcania się (trwa postępowanie przygotowawcze w tej sprawie) oraz z powodu zdrady małżeńskiej (posiadam dowody zebrane przez biuro detektywistyczne). Ja i mąż zawsze posiadaliśmy oddzielne konta bankowe bez upoważnień dla współmałżonka. Oszczędności lokowane były na koncie męża, zaś z mojego konta pokrywaliśmy bieżące wydatki. Wiem, że obecnie mąż wypłaca oszczędności, które miały zabezpieczyć wspólną starość oraz być zabezpieczeniem pieniężnym dla studiującej córki. Nie wiem, ile jeszcze zostało tych pieniędzy. W nagranej rozmowie mąż powiedział do kochanki, że musi te pieniądze „wyprowadzić”. Obecnie dokonuje ciągle różnych zakupów, wypłaca w bankomacie po 2000 zł. Bardzo się obawiam, że z córką pozostaniemy z niczym. Co mogę zrobić, aby te pieniądze odzyskać?"
wspólne konto też mógłby ogołocić i zostałoby 0 i co?
Elu, w przypadku wspólnego konta partnerzy znają stan środków (wspólnych środków, o ile to małżeństwo i nie zrobili rozdzielności majątkowej) i mogą widzieć na bieżąco wszelkie ruchy na tym ROR. Wyprowadzenie środków z konta bez zgody współmałżonka byłoby przestępstwem, można działać i jest to dość proste.
Gdy konta są rozdzielne i nie ma upoważnień tak jak u Olinki, to sprawa bardzo się komplikuje. Nie ma wiedzy ile jest tych środków, na jakich kontach, ile jest tych kont.... Nieuczciwa strona nie dość, że może z łatwością wyprowadzić środki, to jeszcze rościć sobie przy rozwodzie prawa do połowy kasy tego uczciwego partnera:
Zgodnie z obowiązującym domniemaniem przyjmuje się, że pieniądze znajdujące się na kontach bankowych małżonków (w tym także indywidualnych kontach każdego małżonków) stanowią majątek wspólny, chyba że jeden z małżonków skutecznie wykaże, że te pieniądze pochodzą z jego majątku osobistego np. darowizny, spadku czy odszkodowania za rozstrój zdrowia itd.
"Obecnie małżonkowie bardzo często przygotowują się znacznie wcześniej do postępowania o podział majątku. Zaczynają gromadzić środki pieniężne w gotówce albo na nowych kontach. Dlatego właśnie ważne jest, aby zachować czujność na tego typu zachowania, a ponadto – nie odwlekać postępowania o podział majątku w czasie. Bo niestety im więcej czasu ma małżonek, tym większe są szansę na to, że „wyprowadzi” część środków do swojego majątku osobistego."
Jezeli ktos uzywalby upowaznienia do mojego konta po to, zeby pogdlądac ile tam jest kasy i co z tą kasą sie dzieje, to dla mnie byloby to gigantyczne nadszarpnięcie mojego zaufania i nie wiem czy z taką osobą chciałabym cos budowac.
119 2019-05-09 10:35:18 Ostatnio edytowany przez mallwusia (2019-05-09 10:35:56)
Jezeli ktos uzywalby upowaznienia do mojego konta po to, zeby pogdlądac ile tam jest kasy i co z tą kasą sie dzieje, to dla mnie byloby to gigantyczne nadszarpnięcie mojego zaufania i nie wiem czy z taką osobą chciałabym cos budowac.
Loka
ale Ty mówisz o związku małżeńskim, które ma wspólnotę majątkową?
120 2019-05-09 10:43:02 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2019-05-09 10:49:44)
Lady Loka napisał/a:Jezeli ktos uzywalby upowaznienia do mojego konta po to, zeby pogdlądac ile tam jest kasy i co z tą kasą sie dzieje, to dla mnie byloby to gigantyczne nadszarpnięcie mojego zaufania i nie wiem czy z taką osobą chciałabym cos budowac.
Loka
ale Ty mówisz o związku małżeńskim, które ma wspólnotę majątkową?
Tak.
Mam zamiar dac mojemu przyszlemu mężowi upowaznienie do konta. Tak samo jak wie, gdzie mam haslo do maila, fejsa, konta bankowego. Ma wszystkie potrzebne rzeczy, jakby cos mi sie stalo. W druga strone tak samo. Ba, mam hasla do wszystkich kont moich rodzicow.
Ale to upowaznienie nie jest po to, zeby druga osoba mogla sobie kontrolowac ile mam kasy i na co ją wydaję. Zwlaszcza, ze gdyby moj partner mnie zapytal ile mam, to bym mu powiedziala. Wiadomo, ze ten stan konta widac jak sie ma upowaznienie, ale gdyby uzywal umtego do kontroli nad moimi finansami, to dla mnie bylaby to gigantyczne naduzycie mojego zaufania, z gatunku czytania prywatnej korespondencji i nie chcialabym w takim malzenstwie byc, bo po co?
I tak, wiem ze przy wspolnocie majątkowej ta kasa jest wspolna. Ale my mamy zamiar miec dwa osobne konta i dzielic sie platnosciami mniej wiecej po polowie, wiec dopoki wszystko jest oplacone nie widze najmniejszego powodu do kontroli i sprawdzania. Bo co moze sprawdzic? Ile wydalam na buty? Po co? Zarobilam, oplacilam rachunki, na wspolne wakacje mnie stac, jaki mialby byc powod takiego sprawdzania poza brakiem zaufania i chęcią kontroli?
Gdybym chciala cis ukryc to bym nie dawala mu upowaznienia ![]()
121 2019-05-09 10:47:36 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2019-05-09 10:48:04)
Loka, ale to nie Ty wcześniej mowilas, ze będziesz chciała mieć intercyzę?
Nie oceniam, ale wtedy jest trochę inna sytuacja - mówisz malzonkowi na starcie, ze nie chcesz z nim wspólnej kasy.
No wiem. Ale wczuwam się w sytuację bez intercyzy i i tak nie widzę żadnego powodu do kontroli konta małżonka.
Ja rozumiem osoby, które tak bardzo cenią własną niezależność, że nawet po ślubie chcą mieć SWOJE pieniądze ale we wszystkich wpisach przeciwników przewija się motyw kontroli. To nie po to jest wspólne konto, tak jak wspólne mieszkanie nie jest po to żeby wiedzieć kogo partner do domu sprowadza i czy nie śpi poza domem.
124 2019-05-09 13:55:34 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-05-09 14:01:13)
Ja rozumiem osoby, które tak bardzo cenią własną niezależność, że nawet po ślubie chcą mieć SWOJE pieniądze ale we wszystkich wpisach przeciwników przewija się motyw kontroli. To nie po to jest wspólne konto, tak jak wspólne mieszkanie nie jest po to żeby wiedzieć kogo partner do domu sprowadza i czy nie śpi poza domem.
Np ja nie pisałam słowa o kontroli, za to o niezależności już tak.
Ale też wydaje mi się niezdrowa chęć dzielenia z partnerem czy małżonkiem wszystkiego. Jestem wolnym człowiekiem, więc chcę mieć swobodę, co oznacza cześć czasu tylko dla siebie (oprócz tego spędzanego wspólnie), część zajęć tylko dla siebie (nie musi ze mną malować paznokci, jak nie lubi ;-)), spotkania bez niego z moimi przyjaciółkami (oprócz spotkań w gronie rodzinnym, czy wspólnych znajomych, i inne. Tak samo chcę część kasy tylko dla siebie (oprócz wspólnej), którą będę wydawać na co będę chciała, czasami na prezent dla niego, czasami na swoje fanaberie. To działa w obie strony. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal.
PS. Chyba nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że zostawienie komuś swobody także w obszarze finansowym jest dowodem zaufania.
Ale ja powiedzialam o tej kontroli w zupelnie innym kontekscie. Zreszta. Mozna miec w domu dwie sypialnie i mozna miec jedną. Obie wersje mają plusy i minusy. Tak samo mozna miec dwa konta a mozna jedno. W zadnym wypadku nie swiadczy to o tym czy malzenstwo jest udane czy nie.
Ale ja powiedzialam o tej kontroli w zupelnie innym kontekscie. Zreszta. Mozna miec w domu dwie sypialnie i mozna miec jedną. Obie wersje mają plusy i minusy. Tak samo mozna miec dwa konta a mozna jedno. W zadnym wypadku nie swiadczy to o tym czy malzenstwo jest udane czy nie.
A tu się zgadzam. Nie ma jednego dobrego rozwiązania dla wszystkich, ale skoro jest to wspólna decyzja, bez narzucania woli drugiej stronie, to OK. Poza tym zawsze można to zmienić w trakcie trwania związku.
PS. Chyba nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że zostawienie komuś swobody także w obszarze finansowym jest dowodem zaufania.
Już gdzieś na początku wątku wysunęłam taki wniosek, bo dla mnie to właśnie danie drugiemu swobody, bez względu na aspekt, którego temat dotyczy, jest wynikiem obdarzenia go zaufaniem. Tutaj będzie to coś w typie: wierzę w twój rozsądek, w twoją uczciwość, więc nie mam żadnych problemów z tym, że dowolnie dysponujesz pieniędzmi, które znajdują się na twoim koncie.
128 2019-05-09 15:50:17 Ostatnio edytowany przez Wzl (2019-05-09 15:53:26)
wierzę w twój rozsądek, w twoją uczciwość, więc nie mam żadnych problemów z tym, że dowolnie dysponujesz pieniędzmi, które znajdują się na twoim koncie.
... i zawsze to ładniej brzmi niż to, że nie chcę żebyś widział ile mam na koncie i na co wydaję pieniądze. Ciesz się, że moja "swoboda" pozwoliła mi z tobą mieszkać pod jednym dachem.
I wiem, że byśmy się dogadali co do wspólnych pieniędzy, bo tak się kochamy się ale po co prowokować kłótnie.
Wzl, czy w ogóle dopuszczasz do siebie, że pewne kwestie można widzieć inaczej i że to widzenie może mieć szczere i zupełnie zdrowe podłoże? To że Tobie coś się w głowie nie mieści, jeszcze naprawdę nie znaczy, że musi się za tym kryć manipulacja albo w najlepszym wypadku próba mydlenia oczu.
Olinka napisał/a:wierzę w twój rozsądek, w twoją uczciwość, więc nie mam żadnych problemów z tym, że dowolnie dysponujesz pieniędzmi, które znajdują się na twoim koncie.
... i zawsze to ładniej brzmi niż to, że nie chcę żebyś widział ile mam na koncie i na co wydaję pieniądze. Ciesz się, że moja "swoboda" pozwoliła mi z tobą mieszkać pod jednym dachem.
I wiem, że byśmy się dogadali co do wspólnych pieniędzy, bo tak się kochamy się ale po co prowokować kłótnie.
Czytając twoje posty zastanawiam się czy ty lubisz prowokować i bawisz się tym jak ludzie dyskutują z twoimi bredniami, czy naprawdę jesteś aż tak ograniczony żeby nie rozumieć że ludzie są różni i mają po prostu różne potrzeby.