dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 76 z 81 ]

39

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

Ciekawie piszecie. Problemy z 16-17 latkiem nie powstaja gdy ma 16 lat. Podobnie problemy z 11 latkiem nie powstaja gdy ma 11 lat. Gdy dziecko miało 7 lat i nie miało żadnego urzadzenia elektronicxnego odmowiło sprzatania w pokoju i odrabiania lekcji - "bo mu sie nie chce". W takim wieku kontrola prac domowych była mozliwa, tyle ze 1 proste zadanie zajmowało 1 godzine a zadanych było 5 zadan. W wieku 11 lat dziecko dostalo jakies urzadzenia elektronixzne typu konsola do gier czy smartfon - z 2,3 godzinnym limitem czasowym. Efekt? Bunt nr.1 - on nie musi miec konsoli czy smartfona- mozecie mu to zabrac, ale i tak nie bedzie sie uczyc wiecej niz tylko na dopuszczający i nie bedzie sprzatac w pokoju. Bedzie lezec na podłodze i gapic sie w sufit a i tak nic nie zrobi bo mu nie zalezy. 16-17 lat bunt nr 2. "To czy dacie mi smartfona czy nie - to wasza decezja", konsole oddał mlodszej siostrze, laptop schowany, wywieziony z domu do zony do pracy. Skoro w wieku 7 lat był aspołeczny to błedów nalezy szukac wczesniej, gdy miał 3-4 lata, tak wtedy urodziła sie młodsza siostra  - to był ten bład, przez ponad 10 lat powtarza ze gdyby nie ona to nie musiałby sie niczym z nią dzielic.

Zobacz podobne tematy :

40 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2019-02-03 11:45:15)

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
foggy napisał/a:

Ciekawie piszecie. Problemy z 16-17 latkiem nie powstaja gdy ma 16 lat. Podobnie problemy z 11 latkiem nie powstaja gdy ma 11 lat. Gdy dziecko miało 7 lat i nie miało żadnego urzadzenia elektronicxnego odmowiło sprzatania w pokoju i odrabiania lekcji - "bo mu sie nie chce". W takim wieku kontrola prac domowych była mozliwa, tyle ze 1 proste zadanie zajmowało 1 godzine a zadanych było 5 zadan. W wieku 11 lat dziecko dostalo jakies urzadzenia elektronixzne typu konsola do gier czy smartfon - z 2,3 godzinnym limitem czasowym. Efekt? Bunt nr.1 - on nie musi miec konsoli czy smartfona- mozecie mu to zabrac, ale i tak nie bedzie sie uczyc wiecej niz tylko na dopuszczający i nie bedzie sprzatac w pokoju. Bedzie lezec na podłodze i gapic sie w sufit a i tak nic nie zrobi bo mu nie zalezy. 16-17 lat bunt nr 2. "To czy dacie mi smartfona czy nie - to wasza decezja", konsole oddał mlodszej siostrze, laptop schowany, wywieziony z domu do zony do pracy. Skoro w wieku 7 lat był aspołeczny to błedów nalezy szukac wczesniej, gdy miał 3-4 lata, tak wtedy urodziła sie młodsza siostra  - to był ten bład, przez ponad 10 lat powtarza ze gdyby nie ona to nie musiałby sie niczym z nią dzielic.

Ale Ty rozmawiasz ze swoim dzieckiem, masz dla niego czas, pokazujesz mu świat - czy tylko mu coś każesz zrobić?
Nawet nie teraz, bo teraz to już sobie możesz... Tylko jak miał te 3-4 lata... Właściwie pytanie powinno być w czasie przeszłym. I serio, nie zastanowiło Was, rodziców, dlaczego dziecko woli leżeć na podłodze i gapić się w sufit zamiast żyć?

Moje dzieci też odmawiały i odmawiają sprzątania w pokoju. Każde dziecko próbuje przesuwać granice i sprawdzać, na ile rodzic pozwoli, nic w tym dziwnego. Nadal uważam, że to od rodzica zależy, co z tym będzie dalej - czy włoży tę odrobinę wysiłku, czy też będzie wolał sam posprzątać pokój, a na dziecko nawrzeszczeć... a potem narzekać, jakie to teraz te dzieci złe...

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

41

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
santapietruszka napisał/a:

Ale Ty rozmawiasz ze swoim dzieckiem, masz dla niego czas, pokazujesz mu świat - czy tylko mu coś każesz zrobić?
Nawet nie teraz, bo teraz to już sobie możesz... Tylko jak miał te 3-4 lata... Właściwie pytanie powinno być w czasie przeszłym. I serio, nie zastanowiło Was, rodziców, dlaczego dziecko woli leżeć na podłodze i gapić się w sufit zamiast żyć?

Moje dzieci też odmawiały i odmawiają sprzątania w pokoju. Każde dziecko próbuje przesuwać granice i sprawdzać, na ile rodzic pozwoli, nic w tym dziwnego. Nadal uważam, że to od rodzica zależy, co z tym będzie dalej - czy włoży tę odrobinę wysiłku, czy też będzie wolał sam posprzątać pokój, a na dziecko nawrzeszczeć... a potem narzekać, jakie to teraz te dzieci złe...

Z dziekiem gdy bylo jedno spedzalismy duzo czasu. Lubimy jezdzic na rowerach i od wieku gdy był w stanie prosto trzymac glowe - czyli przed 1 rokiem zycia pakowalismy w fotelik i jazda po okolicy. Setki km rok w rok. Potem pojawiły sie klocki, najpierw te zwykłe a potem lego. Potem pojawiła sie siostra a my zaczelismy budowac dom. Codzienne wizyty na budowie i patrzenie jakie są postępu. Zabawa w błocie na budowie, palenie ognisk z pieczeniem kiełbasek i ziemniaków. W wieku 6 lat nauka jazdy na rowerze na 2 kółkach, granie w piłke. Szkoła była katalizatorem złych zmian. Nagle to co lubil przestało go bawić. Pomomi iz od 2 roku zycia chodził do przedszkola to dopiero rowiesnicy z podstaeowki wywarli na niego wpływ. Probowalismy dalej, zachecalismy i zapisywalismy co roku na inna aktywnosc
Karate w wieku 7 lat, taniec towarzyski w wieku 8 lat, piłka nożna w wieku 9 lat czy harcerstwo w wieku 10 lat. Wszystkim nudził sie po paru tygodniach. Chcial miec szybko efekt bez wysilku. Zniechęcal sie po gora 2 miesiacach i rezygnował. Od 7 roku zycia pid opieką poradni psychologiczno- pedagogicznej ktora co prawda stwierdziła dyslekcje ale to nie tlumaczy braku znajomosci tabliczki mnozenia w 6 klasie. Całe zycie leciał "na minimum". Teraz do nas najwieksza pretensje ma o to ze zabieralismy go ze sobą na wspolne wakacje. On nienawidzi byc w obcym miejscu a juz szczegolnie za granicą, ze skoda na to bylo kasy, lepiej bylo siedziec w domu i na nic nie wydawac. Tymczasem my lubilismy wyjazdy, czesti jezdzilismy. Nic go nie interesowało. Stadion FC Barcelona - nuda, Colloseum w Rzymie - nuda, pozostałosci linii Maginota we Francji - nuda, kopalnia w Wieliczce, jaskinia Lodowa na Słowacji - dla 8-14 latka to wszystko nuda. Wczesnien plaża, morze - nuda, po co tu przyjechalismy, tu wszyscy mowią w innym języku(a angielski miał od przedszkola i takze od 1 klasy). Zero zyciowego wysilki. Nażreć się i wyspać.

42 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2019-02-03 13:56:46)

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

Czyli tak naprawdę kazaliście mu robić to, co Wy uważaliście za dobre dla niego, chociaż on tego nie lubił, a jego nie pytaliście o zdanie... co więc dziwnego teraz w tym, że on ma Wasze zdanie w doopie? Sami go tego nauczyliście.

Swoją drogą, trochę dziwne jest wymaganie od 8-latka, żeby zainteresowało go Koloseum albo linia Maginota. Ja z moimi dziećmi zawsze dużo jeździłam i jeżdżę, ale nie ciągam ich po muzeach dla własnych ambicji, tylko wybieram rozrywki odpowiednie do wieku... np. ostatnio obejrzeliśmy w Gdańsku Westerplatte, ale z pokładu statku wycieczkowego - i to zapamiętali, bo to była wiedza przekazana przy okazji. Jakbym ich ciągnęła pod sam pomnik i truła tyłek, dlaczego stoi, to zdecydowanie nie byliby zachwyceni :) Do muzeów też chodzimy, ale tylko do takich, które ich zainteresują (np. coś technicznego), po co miałabym ich zmuszać do oglądania czegoś, co kompletnie im nie leży? Młody wystraszył się molo w Brzeźnie, więc w Sopocie tylko obejrzeliśmy z daleka, po co miałabym go pchać na siłę, żeby mógł się pochwalić, ze tam był? Chodzimy też po górach i wcale mi nie przeszkadza, że wolą gonić zamiast podziwiać widoki, do podziwiania widoków podrosną jeszcze... i tak samo z każdą inną atrakcją. W Niechorzu młody 2 godziny siedział w parku miniatur i gapił się na pociągi zamiast oglądać latarnie morskie - no i co z tego? Świat się od tego nie zawalił...

I żeby nie było - teraz mówię o 7 i 8-latku, ale starsi synowie mają już po 25,24 i 23 lata, więc wiem, co mówię :P

P.S. Jeśli syn miał stwierdzoną dysleksję, to wymagał raczej pomocy w nauce (nie wymagania tylko, żeby się uczył na więcej niż dopuszczający...), a nie ciągania go na dodatkowe zajęcia według ambicji rodziców, które pewnie były dla niego za trudne i dlatego się zniechęcał... dziwne, że Wam tego w poradni nie powiedzieli... Tak samo zniechęcił się do nauki, bo nie dawał sobie rady, a jeszcze pewnie było: szybko, szybko, odrób lekcje, bo musisz iść na piłkę... ale to taka moja prywatna opinia wyłącznie na podstawie tego, co napisałeś. Niekoniecznie mam rację. Aczkolwiek bardzo przykre jest to, jak mówisz o własnym synu i dużo mówi o Tobie jako rodzicu, niestety:

foggy napisał/a:

Zero zyciowego wysilki. Nażreć się i wyspać.

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

43

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
santapietruszka napisał/a:

Aczkolwiek bardzo przykre jest to, jak mówisz o własnym synu i dużo mówi o Tobie jako rodzicu, niestety:

foggy napisał/a:

Zero zyciowego wysilki. Nażreć się i wyspać.

Ciekawe:) Też to zauważyłem

santapietruszka napisał/a:

Do muzeów też chodzimy, ale tylko do takich, które ich zainteresują (np. coś technicznego), po co miałabym ich zmuszać do oglądania czegoś, co kompletnie im nie leży?

tego typu pomysły zawsze podobały mi się najbardziej, pamiętam np. wycieczki po zamkach w czasie gdy mnie to interesowało. Zamek w Będzinie miał ciekawą wieżę:) chociaż miałem wtedy 10 lat i zamiast smartfonów były inne rozrywki domowe z ekranem - telewizja, komputer:) no i moje 12-C może trochę zmieniać:) ale sposób postępowania powinien się sprawdzić:) niezależnie od tego który mamy rok i jaka jest osobowość dziecka

gdyby ktoś miał pytania;) "Co do użytkownika nudny.trudny, to może pozostawię to bez komentarza. Czasem lepiej machnąć ręką":D

44

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
nudny.trudny napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

Aczkolwiek bardzo przykre jest to, jak mówisz o własnym synu i dużo mówi o Tobie jako rodzicu, niestety:

foggy napisał/a:

Zero zyciowego wysilki. Nażreć się i wyspać.

Ciekawe:) Też to zauważyłem
...

Miłość miłością a czy na krytyczne spojrzenie nie ma miejsca w relacji ojciec <-> syn? Aby napisać takie słowa o własnym dziecku musiały wydarzyć sie w przeszłości wydarzenia które stanowiły przykrość dla mnie i żony. Od lat zadaję sobie pytanie, "czy winne są geny czy wychowanie" a zdanie "nażreć się i wyspać" było poprzedzone 100 razy rozmyslaniem czy i gdzie popełniłem/popełnilismy błąd.

45

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
foggy napisał/a:

Miłość miłością a czy na krytyczne spojrzenie nie ma miejsca w relacji ojciec <-> syn? Aby napisać takie słowa o własnym dziecku musiały wydarzyć sie w przeszłości wydarzenia które stanowiły przykrość dla mnie i żony. Od lat zadaję sobie pytanie, "czy winne są geny czy wychowanie" a zdanie "nażreć się i wyspać" było poprzedzone 100 razy rozmyslaniem czy i gdzie popełniłem/popełnilismy błąd.

Przykre to, ale pewnie to jednak błąd, po prostu ciężko dostrzec z dystansu przyczynę która przerodziła się w taki skutek.
Geny - genami ale to nie jest tak, że nie da się zmotywować dziecka, da się, nie mówię że każdemu się uda. Ja też zawodziłam w niektórych sprawach a widziałam, że są tacy którzy w bardzo podobnych sprawach - dawali radę. To, że teraz nie wychodzi nie znaczy, że nie da się odkręcić marnej sytuacji, chociaż pewnie piekielnie trudno będzie.

46

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

Dyscyplinowanie kojarzy mi się raczej z jakas tresurą pieska, dziecko raczej się wychowuje :) Rozmawia, ustala granice, itd. Nie jest to łątwe w przypadku nastolatkow, które zawsze maja swoje zdanie, przeważnie odmienne, ale coz.. bunty rzadzą się swoimi prawami.

Byle na przekór...:P

47

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
Barcelona11 napisał/a:

córka sąsiadki za karę musiała na kolanach obejść cały park osiedlowy

reasumując jesteście zwolenikami wychowania surowe czy bezstresowego

A ja klęczałam na grochu, byłam bita linijką po zewnętrznej stronie dłoni, stałam na mrozie bez kurtki. I wcale nie uważam tego za pozytywną stronę wychowania. Moja mama była zamykana w piwnicy na noc lub pozostawiona bez jedzenia przez cały dzień. Też nie uważa tego za dobre wychowanie.
Surowe wychowanie i bezstresowe wychowanie to dwie skrajności i nie jestem za żadną opcją.

santapietruszka napisał/a:

Wychowania dziecka nie zaczyna się w wieku 16 lat, tylko jakieś 16 lat wcześniej :)

Otóż to. Kiedyś czytałam wypowiedź psychologa, że dzieci się wychowuje do 14-go roku życia, a potem zbiera się owoce swojego wychowania. W tym wieku już się nie wychowa, za późno.

Monoceros napisał/a:

Gdyby dzieciaki miały koło siebie jakichkolwiek odpowiedzialnych dorosłych, którzy widzieliby w dzieciach ludzi, a nie swoje kopie i swoje marzenia czy też swoje wyobrażenia czy też jakiś podgatunek, tylko naprawdę LUDZI, którym należy się miłość i szacunek, to nie byłoby trudnej młodzieży.

A że ludzie myślą, że wychowanie to "karanie" lub "nagradzanie" jak przy tresurze zwierzątek, no to nie ma mowy o szacunku. Dzieciaki teraz nie mają "bezstresowego wychowania" - dzieciaki są PORZUCONE.

Mam podobne przemyślenia. Wynikają one z obserwacji rodzin tej nieznośnej, buntowniczej młodzieży.
Jeden przykład; ogólnie syn był nieznośny, nie skończył szkoły. Rodzina z pozoru porządna i pewnie taka jest, ale syn się wychowywał praktycznie sam. Matka tylko zaspakajała najważniejsze jego potrzeby życiowe i karała (do czego sama się przyznała), bo nie znała innej metody wychowania. Ojciec z kolei zbyt pobłażliwy, bo to był jego wyczekany ukochany jedynak. Gdy kobieta słyszała, ze my z dzieckiem gramy w planszówki w niedzielne popołudnie, to się patrzała na mnie jak na kosmitkę. To ja nie mam co robić? To dziecko nie ma kolegów? Owszem... miałam co robić, zostawiłam niepozmywane naczynia w zlewie, aby z dzieckiem pograć, a ono miało z kim zagrać, ale niedziela jest dniem rodzinnym i zawsze pielęgnowaliśmy rodzinne relacje. Ta matka nie rozumiała, bo dla niej ważniejsze były porządki, odwiedziny gości, ładny wygląd i pełno innych rzeczy, a dziecko zawsze na drugi plan... weź idź do kolegi, co mi przeszkadzasz itp. Ja z dzieckiem wspólnie gotowałam, ona swoje z kuchni wyganiała, aby nie pobrudziło. Ja z dzieckiem szłam na spacer, a ona swoje wygoniła z domu, by sobie poszło w kolegą, bo ona ma robotę w kuchni.


foggy napisał/a:

A chciałabys byc tym dzieckiem które jest wykluczone z grupy, jest klasowym odszczepiencem?
Byłabys jako takie dziecko szczęsliwa?

Jedno nie ma nic do drugiego. Moje dziecko nie czuje się wykluczone, a nie ma najdroższych gadżetów.
Po 1 dlatego, ze ma dostatecznie wysoka samoocenę i jest pewne siebie (rodzice wyrabiają w dziecku pewność siebie). Drogi telefon nie musi podwyższać jego poczucia wartości.
po 2 dlatego, ze całe życie spędzaliśmy wspólnie czas, miło i sympatycznie. Nadal porzuca fb, aby z rodzicami spędzić czas, a ma 16 lat. Jak to możliwe? Cud?

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

48

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

Nie chodzi o drogi telefon ale smartfona za 300 zl.

49

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

Dla mnie 300 zł to już jest drogo. Wartości człowieka nie liczy się w złotówkach, ale w miłości. Problem z tym, że w to muszą najpierw uwierzyć rodzice. Oni sami muszą nabyć pewność siebie, by ją przekazać dziecku. Często w tym tkwi największy problem.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

50 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2019-02-05 00:48:41)

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
G. napisał/a:

A z dyscyplinowaniem... Bo w sumie od tego się zaczęło. Moja córka wie, że najważniejszym jej obowiązkiem jest nauka. To co wyniesie ze szkoly i co dalej z tym zrobi zależy tylko od niej. Mogę pomóc, ale się za nią nie nauczę.
Jest jeszcze pies, z którym trzeba wyjść. Jest własny pokój , który trzeba posprzątać. A jak się nie posprząta to :
- nie będzie brudów w pralce to nie będzie czystych rzeczy w szafie
- nie będzie wyniesionych misek po śniadaniowych płatkach przez trzy dni to czwartego nie będzie miski czystej na śniadanie
- jak się nie poodkurza to piasek i "koty" będą wszędzie
Z tymi miskami to jest jeszcze tak, że jak się w końcu je wyniesie ale nie umyje to one zawsze wracają do pokoju.
Przykłady można mnożyć. Najważniejsza jest konsekwencja. Nasza, rodziców. I to od najwcześniejszych lat naszego dziecka. A młody człowiek w końcu się nauczy. Bez żadnych strasznych kar.

Podoba mi się to podejście. Brzmi naprawdę rozsądnie. I wiadomo, że w każdym domu to będzie wyglądało inaczej, bo każdy człowiek ma inne granice, i dla jednych te koty i żwirek po jednym dniu będą nie do przejścia, a dla innych przez tydzień mogą latać kłaki w powietrzu (ja) i spoko. Wymyślenie wspólnych zasad, tak, żeby wszystkim było dobrze (a nie dwie skrajne pozycje, albo "ja zrobię, niech on/a się uczy" albo "sprzątasz tyle i tyle bo ja - MATKA/OJCIEC - tak mówię").
W sumie jak z dorosłymi. Ile ja się muszę nagadać ze współlokatorami, żebyśmy mieli uwspólnione różne domowe obowiązki. Nie widzę powodu, żeby nie móc dogadać się z własnym dzieckiem, skoro z obcymi ludźmi można się dogadać. Wymaga to tylko jednej bardzo prostej - nieziemskie trudnej - rzeczy: wyzbycia się przekonania, że mogę rządzić drugim człowiekiem dlatego, że jest moim dzieckiem.

Edit
@foggy
Nie mam zamiaru, żeby to zamieniało się w studium przypadku, ale zastanawia mnie właśnie, na ile z tych wszystkich aktywności dzieciak miał wpływ - o których z nich decydował, że piłka, harcerstwo czy co tam jeszcze. I co jest złego   w tym, że po kilku tygodniach się nudziło? Mnie zawsze ojciec oskarżał o słomiany zapał i jak mnie zapisali rodzice na jedną rzecz, to zrezygnowanie z niej po kilku razach było obrazą i trudno mi się z tym żyło, że mi wypominali, że taka wybredna jestem. Dlatego nie mam teraz hobby, bo nie mogłam próbować różnych rzeczy - spróbowałam biegania, basenu, judo, zajęć z gotowania, i koniec, bałam się próbować więcej, żeby znów nie narażać się na wyrzuty, gdyby jednak mi się nie spodobało... a przecież nie jest tak łatwo znaleźć coś, co człowieka zajara, nie? To nie musi być pierwsze, trzecie czy nawet piętnaste hobby, które próbujesz, może to akurat to następne.
Niechęć do życia z czegoś się bierze. Daleko idąca hipoteza, ale tak jest u mnie - brak kontroli nad moim życiem spowodował, że po osiągnięciu dorosłości i wyjeździe na studia wpadłam w marazm na kilka lat - dosłownie jeść i spać. (I pić). Nie zostałam nauczona podejmowania wyborów, nie miałam wpływu na swoje życie, a nagle miałam decydować o tym, na jakie studia idę, ile wydawać pieniędzy, jak się utrzymywać, załatwiać różne sprawy, dbać o siebie... Przerosło mnie to, bo jak decydować o tak ważnych rzeczach, skoro nie mogłam nawet decydować o tym, czego się uczę, jak spędzam wolny czas?

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

51

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
G. napisał/a:

A z dyscyplinowaniem.... A jak się nie posprząta to :
- nie będzie brudów w pralce to nie będzie czystych rzeczy w szafie
- nie będzie wyniesionych misek po śniadaniowych płatkach przez trzy dni to czwartego nie będzie miski czystej na śniadanie
- jak się nie poodkurza to piasek i "koty" będą wszędzie

Koty? Gdyby nie zwracac uwagi na potrzebe sprzątania to by sie ono nie odbyło nigdy. Brudne ciuchy pomieszane z czystymi, zwiniete w trąbke i rzucone po kątach. Ubrania wymieszane ze smieciami, papierkami i zeszłotygodniowym niezjedzonym sniadaniem. Zresztś czyste ciuchy nie sa potrzebne - w tym samym spi, chodzi po domu i do szkoły. Smród neutralizuje dezodorantem. Brudne talerze i kubki na biurku, w łóżku wraz z poscielą i na pólkach. Te same majtki i skarpeti prze 7 dni. Gdy mu sie zwrovi uwage to kłamie ze ma czyste ale w koszu na brudy nic nie ląduje. Ten sam talerzyk i jubek moze uzywac 5 dni bo do kuchni mu sie zanosic nie chce.

52

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

Foggy. Nie wiem, czy skorzystasz z mojego zdania, ale skontaktowałabym się na Waszym miejscu ze specjalistą i porozmawiała na ten temat, to może być depresja, a nie tylko zwykły bunt. Wbrew pozorom u nastolatków też się zdarza.

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

53

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
santapietruszka napisał/a:

Foggy. Nie wiem, czy skorzystasz z mojego zdania, ale skontaktowałabym się na Waszym miejscu ze specjalistą i porozmawiała na ten temat, to może być depresja, a nie tylko zwykły bunt. Wbrew pozorom u nastolatków też się zdarza.

Regularnie pod opieka poradni psychologiczno-pedagogicznej. Poza umiarkowaną dysleksją nic nie zdiagnozowano. IQ 120. Wygadany, oczytany, szeroka wiedza ogólna. Czyta sporo ksiązek - o nie prosi jako prezent. Jednoczesnie szkolne obowiązki olewa. 6 ocen dopuszczajacych na półrocze. Regularnie opuszcza pierwsza 1-2 lekcje bo nie chce mu sie wstawac rano
My do pracy wychodzimy o 6, jak go budzimy to i tak ponownie zasypia. Budzik wyłacza, telefon bez dzwieków - o ktorej wstanie bo sie wyspi to wtedy idzie do szkoły. Po szkole odgrzewa sobie obiad ale nie liczy sie z innymi. Zjada swoja porcje i porcje swojej siostry lub nasza. Nie obchodzi go ze ktos inny nie bedzie miec obiadu. Jak zje to idzie spac. Uczy sie tylko z tych przedmiotow z ktorych jest zagrozony i tylko w dzien poprzedzajacy kartówke.

54

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

foggy, czytając Twoje posty tu i owdzie, odnoszę wrazenie, ze Ty sam tez jesteś trochę depresyjny, zniechęcony do zycia, - może to także ma wpływ na Twojego syna. Moze zamiast zobaczyć, czego syn potrzebuje, Ty go jedynie krytykujesz i zloscisz się na niego, i to napedza tylko bledne kolo? Moze dostaje Wasza uwagę tylko jeśli sa z nim kłopoty?

Wydeje mi się tez, ze ma zbyt wiele swobody, i nie ponosi konsekwencji swoich dzialan. Nie obraz się, ale nie wyobrażam sobie, żeby moje corki regularnie opuszczaly lekcje, a my z mezem spokojnie byśmy na to patrzyli; musiałaby być jakas reakcja. To samo z wyjadaniem obiadow, musiałby jakos to naprostowac. Tu potrzeba Waszej reakcji i stanowczosci.

Byle na przekór...:P

55 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2019-02-05 09:31:16)

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
foggy napisał/a:

Czyta sporo ksiązek - o nie prosi jako prezent.

Czyli jednak ma jakieś zainteresowania, a nie tylko "siedzi z nosem w smartfonie, nażreć się i wyspać" :) Tu bym doceniła, akurat mało nastolatków dziś czyta sporo książek :) Jakie to książki? Wiesz? Rozmawiacie o tym, co przeczytał ostatnio?

Foggy, a czy on chodzi do szkoły, którą sam wybrał, zgodnej z tym, co go interesuje?

Benita72 napisał/a:

Wydeje mi się tez, ze ma zbyt wiele swobody, i nie ponosi konsekwencji swoich dzialan. Nie obraz się, ale nie wyobrażam sobie, żeby moje corki regularnie opuszczaly lekcje, a my z mezem spokojnie byśmy na to patrzyli; musiałaby być jakas reakcja. To samo z wyjadaniem obiadow, musiałby jakos to naprostowac. Tu potrzeba Waszej reakcji i stanowczosci.

I tak, zgadzam się z tym. Tylko że to nie jest do załatwienia pretensjami, narzekaniem i krzykami, bo powoduje właśnie odwrotny skutek...

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

56

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

Gdy mial 5-10 lat prosbą z nim probowalismy cos osiagnac - nauke, porzadki w pokoju. Zalezało mu aby bajke obejrzec to sprzątał. W wieku 10 lat na bajkach mu przestało zalezec. "Nie bede sprzàtał i co mi zrobicie, na bajkach mi nie zalezy juz". Pozniej przez chwile zalezało na smartfonie/laptopie/konsoli. Ale przestało. Ksiązki historyczne/fantasy - młodzieżowe. Jest rocznikowo do tyłu bo powtarzał 4 i 5 klasę. Powinien być w szkole sredniej a utknął w 8 letniej podstawowce. Chce isc na prawo ale ze srednia 3.05 ma małe szanse by dostac sie do jakiegos ogolniaka. Probny egzamin 8 klasisty - dostał 3 punktu na 35. Zaległości w nauce na 3 lata wstecz. Problemy z dodawaniem ułamków. Do nauki pidchodził zakuc, zdac, zapomniec. Byleby na kartkowce pozytywna ocena. Po miesiacu zapomina materiału. Proba nauki z nim 4 lata temu była problemem, zamiast rozwiazywac zadania 4-5 klasy trzeba było tlumaczyc podstawy. W 6 klasie brak wiedzy z 4 klasy. Słabe oceny to wg niego wina nauczycielek, przeciez poszło mu dobrze, wiec skąd ta jedynka.

57 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2019-02-05 11:03:30)

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

A czy w szkole prowadzono z nim jakieś zajęcia kompensacyjno-wyrównawcze w związku z tą dysleksją? Albo gdzieś dodatkowo? I jak poza czytaniem książek z nauką historii u niego, nie ma problemów z pamięcią czy tak samo jak z matematyką?

Ja nie chciałabym się wymądrzać, bo Was przecież nie znam, ale z tego co piszesz, to on taka bardziej artystyczna dusza niż ścisły umysł po prostu :) Co oczywiście nie usprawiedliwia braku chęci do sprzątania i mycia się, bo bez przesady :D Ale może innym sposobem go po prostu trzeba podejść ;)

A druga strona medalu - to jak on stoi z kolegami w szkole? Może tu jest jakiś problem, co przekłada się na to, że po prostu tej akurat szkoły nie lubi?

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

58

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
santapietruszka napisał/a:

A czy w szkole prowadzono z nim jakieś zajęcia kompensacyjno-wyrównawcze w związku z tą dysleksją?

Ja nie chciałabym się wymądrzać, bo Was przecież nie znam, ale z tego co piszesz, to on taka bardziej artystyczna dusza niż ścisły umysł po prostu :) Co oczywiście nie usprawiedliwia braku chęci do sprzątania i mycia się, bo bez przesady :D Ale może innym sposobem go po prostu trzeba podejść ;)

A druga strona medalu - to jak on stoi z kolegami w szkole? Może tu jest jakiś problem, co przekłada się na to, że po prostu tej akurat szkoły nie lubi?

Chodził dodatkowo ale zajecia na lepsze oceny nie wpłyneły. Wiemy ze to humanista a nie umysł scisły ale 22 jedynki w jednym pólroczu skomentowal "zrobiłem to wam na złość bo wiem ze wam zalezy na ocenach". Aby miec dopuszczający z informatyki na półrocze to trzeba sie niezle postarac. Koledzy w obecnej klasie sa 2 lata od niego młodsi i sa "głupkami", nikogo do domu nie zaprasza bo "wstydzi sie swoich rodziców", kolegów odwiedza chetnie bo "ich rodzice sa fajni, kupujś swoim dzieciom najnowsze smartfony, konsole i nie wymagają od nich niczego" - oczywiscie lepsze oceny u kolegow sa wynikiem niespraeiedliwości nauczycieli a nie efektem nauki kolegow. Nie idrabia prac domowych, kiedys wyrywał kartki z zeszytu z uwagami/ocenami, teraz odmawia nauczyvielce wpisania uwagi do zeszytu, do zeszłego roku nauczyciele regularnie ze szkoły dzwonili z uwagami, teraz chcą go tylko przepchnąc przez 8 klase i pozbyć sie problemu.

59

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
foggy napisał/a:

"zrobiłem to wam na złość bo wiem ze wam zalezy na ocenach"

A czy on tu przypadkiem nie ma racji? W sensie, że poza ocenami i nauką nie bardzo byliście/jesteście zainteresowani rozmową z nim o nim samym?

Już wyżej ktoś napisał - czy nie jest tak, że on specjalnie zachowuje się źle, bo wtedy zwracacie na niego uwagę? Jak urodziła się córka i zaczęliście jednocześnie budowę domu, to czy aby na pewno dawaliście mu tyle uwagi i zainteresowania, ile wymaga takie małe dziecko? A potem, jak już zaczęła się szkoła, czy interesowało Was coś więcej niż to, jakie ma oceny i jak dużo czasu zajmuje mu zadanie?
Wiem, że jeździliście na wakacje i takie tam, ale o tym już napisałam, on tego nie docenia, bo tego nie lubił... kojarzy mu się to faktycznie tylko z nudą i marnowaniem czasu... tego już, niestety, nie odkręcisz... ale może np. skoro facet interesuje się historią, to tata poszuka w okolicy jakiejś np. grupy rekonstrukcyjnej, gdzie będą mogli razem z synem iść się pobawić i zacieśnić więzy? ;) Zamiast pretensji o oceny, narzekania o brudne garnki, podjedzenie obiadu - trochę czasu poświęconego wyłącznie synowi? Sądzę, że nieźle byś go taką lub podobną inicjatywą zaskoczył - i może z początku podejdzie nieufnie, ale kto wie, co z tego wyniknie dalej... ale to już Twoja decyzja i ta legendarna "odrobina wysiłku" :)

Nie musisz odpowiadać :) To dla Ciebie do przemyślenia, Foggy :)

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

60

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

czasem można się starać a i tak gówno z tego wynika. Dzieci też mają swoje osobowości i charaktery i tego się nie da przeskoczyć. Z jednych dzieci, mimo starań i wysiłków wyrastają niebieskie ptaki i życiowi abnegaci a z innych, mimo trudnych warunków życiowych (wszelkie patologie) silne, pracowite i ambitne  jednostki.
Moj syn jest nieco podobny do syna Foggy'ego. Oczywiscie ma większy respekt  do nas jako rodziców  i nie do pomyślenia było takie bezczelne olewactwo,, wstawał rano do szkoły, uczył się, sprzątał, ale tylko tyle, aby miescilo to się w dopuszczalnej normie i żeby nikt się nie czepiał za duzo. Cokolwiek ponad,  to nigdy w życiu - po co się przemęczać,, życie jest za krótkie, aby marnować je na bzdury.
Dzisiaj to dorosły facet i dalej ma te same przekonania. Pracuje, bo musi bo inaczej by z głodu umarł, bo wie, że my go utrzymywać  nie będziemy, ale zero ambicji, jakiegoś wysiłku. Mieszka z nami, ale dokłada się do wszystkiego, nie ma innej opcji. Myślimy aby kupić mu kawalerkę i niech sobie żyje jak chce. Bo mnie już czasem trafia, gdy  muszę mu mówić - wynieś śmieci, odkurz pokój, umyj wannę, umyj okno... A ten swoje sakramentalne - po co? - Po to, żeby było czysto - Po co? Itd. Czasem mam wrażenie, jakbym z debilem rozmawiała choć niby iloraz inteligencji  ma duży :) Jest tak leniwy, że szok. Nawet szkoły mu się skończyć  nie chcialo, odpuścił w ostatniej klasie. Bo po co? Ma już początki cukrzycy, lekarz z nim w szpitalu rozmawiał i to niejeden, żeby wziął jakąś odpowiedzialność za siebie, ze trochę wysiłku musi włożyć, aby zadbać o zdrowie, ale gdzie tam...gadał dziad do obrazu... W ogole w dupie ma swoje zdrowie, nie myśli, co będzie jutro, liczy się dzień  dzisiejszy.
Sostra natomiast to jego przeciwieństwo, ambitna, pracowita, przebojowa, wie, czego chce w życiu, jest zaradna, wykształcona, nikt jej nie musiał nawet zachęcać do nauki - sama w weekendy potrafiła rano zapylać na jakieś kursy z czego jej brat się naśmiewał, że frajerka, że lepiej by pospała... Robiliśmy wszystko, żeby mu pomóc, chodził do psychiatry, miał prywatną szkołę, bo publicznej niby źle się czuł, miał komfortowe warunki w domu, do nauki, do wypoczynku... I co? I gucio. Głowa muru nie przebijesz. Taki po prostu od zawsze był i taki pozostał. Pewne cechy osobowości i charakteru się chyba dziedziczy po przodkach. Mam wrażenie, że to kopia mego ojca. Podejście do życia identyczne, beztroska, brak odpowiedzialności i życie na poziomie minimum.

61

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

https://img6.dmty.pl//uploads/201606/1467200355_ku5ufd_600.jpg

Słyszałam kiedyś tę historię i przypomniała mi się gdy czytałam o synu foggy. Dlaczego akurat Edison? Bo miał podobnie, nie chciał się uczyć tego co mu narzucają, dużo czytał, ale to co sam chciał, ignorował nauczycieli i ich nauczanie, był krnąbrny. Miał wiedzę wybiórczą, a mimo tego został wynalazcą, ale jego matka mu trochę w tym geniuszu pomogła. Wynajmowała prywatnych nauczycieli, ale mieli go uczyć tylko tego co go interesowało.

Dziecko z dysleksją lubiące czytać książki? To wręcz niemożliwe ;) . Moim zdaniem on czegoś w tych książkach szuka. Moze trzeba podjeść do niego z innej strony. Porozmawiać tak zwyczajnie, nie moralizując, o tym co ostatnio przeczytał. Jaki wniosek z historii zawartej w książce, niech opowie o czym była i słuchajcie uważnie, bo on Wam coś przekaże między wierszami. Chociaż wydaje mi się, że już jest na tym etapie, że trudno będzie. Chyba nie ma między Wami więzi rodzinnej i nie będzie chciał opowiadać, bo nie zna tego zwyczaju i niestety nie zrozumie dlaczego miałby to robić. Warto by było wprowadzić nowe zwyczaje i po prostu spędzać ze sobą czas. Tylko czy on będzie miał jeszcze na to ochotę?

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

62

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

Syn nie jest tępiony ale jest mobilizowany. Na zasadzie "chcesz isc na prawo, tam jest konkurs swiadectw, tych z niska srednią nie przyjmuja". Nie stawiamy mu nierealnych wymagan. Ma po prostu zdać z klasy do klasy. Nie uzalezniamy od sredniej tego czy bedzie miał ograniczony internet. Da sie z nim pogadac ale pewnie ma jakis lęk przed opuszczaniem domu. Wyjezdza niechetnie nawet w odwiedziny do dziadków. Co do szkoły - poniekąd go rozumiem bo sam miałem wybiórcze podejscie do nauki, z tą tylko różnicą ze w tym co mnie interesowało byłem ponadprzecietny. Sukces w zyciu to nie piątki od gory do dołu. Najlepiej mieć dar lub byc uzdolnionym. Jak sie nie jest to pozostaje cięzka praca. Gorzej gdy żaden talent do tej pory sie u niego nie objawił a ciężką pracą też sie nie skalał.Co do wiezi rodzinnej to trudno mi sie wypowiadac bo pewnie on to inaczej ocenia. Zresztą czy nastolate potrafi powiedziec to co mysli? Pomomi jego lenistwa wymagamy od niego samodzielności i nie "ratujemy mu tyłka". Ponosi konsekwencje swoich wyborów tylko do tej pory jakos tymi konsekwencjami sie nie przejmował. Dziekuję za Wasze odpowiedzi.

63 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2019-02-05 20:59:17)

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
foggy napisał/a:

Syn nie jest tępiony ale jest mobilizowany. Na zasadzie "chcesz isc na prawo, tam jest konkurs swiadectw, tych z niska srednią nie przyjmują".

Nie chcę aby to zabrzmiało jak wymądrzanie się, ale spróbujcie w bardziej motywujący sposób. Mnie by to średnio motywowało. Do mózgu dociera przekaz " tych z niska srednią nie przyjmuja". Mam słaba średnią więc nie mam się co wysilać, nie dam rady.
Lepiej by do mnie dotarło ""chcesz iść na prawo, tam jest konkurs świadectw, popracujmy wspólnie nad podciągnięciem ocen, a dostaniesz się. Jesteś zdolny i inteligentny, a w nas masz wsparcie. Pomożemy Ci ." Przy czym trzeba mówić to z prawdziwym przekonaniem i autentycznie wierzyć, ze coś porządnego z niego będzie. Moze masz chwilowy taki stan, ale wyczuwam słaba wiarę we własne dziecko. On to tym bardziej wyczuwa, bo jest z Tobą codziennie. Skoro jego rodzice w niego nie wierzą, to dlaczego on ma sam w siebie uwierzyć?
To mój punkt widzenia, broń Boze nikogo nie osądzam.

foggy napisał/a:

Syn nie jest tępiony

Akurat nie miałam na myśli tępienia. Chodzi raczej o nieustającą wiarę rodzica w dziecko. Matka Edisona nigdy nie dała mu odczuć, ze jest gorszy i głupszy, wręcz przeciwnie dała mu przekonanie, że jest kimś wyjątkowym. Wierzyła, że dziecko ma walory, tylko inni ich nie widza, może nawet sama ich z początku nie widziała. Po prostu wierzyła w syna i dawała mu możliwości w tej sferze w jakiej mogła.
Matka Karola Wojtyły podobno tez mu w dzieciństwie powiedziała, ze będzie kimś wyjątkowym, mówiła to z takim przekonaniem, że nie trudno było uwierzyć.
Wiara czyni cuda, w każdej dziedzinie życia :D . Czy w to wierzymy czy nie ;) .

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

64

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

trochę zeszliśmy z tematu ale dla mnie to jest szalenie ciekawe, jakie przekonania ludzie mają o swoich dzieciach. Sama teraz zaczynam pracę z nastolatkami i szczerze, zrozumienie wszystkich czynników - wychowania, genetyki, tego, że przechodzą okres, gdzie ich mózgi nie działają tak jak trzeba (:D), tego, że dla nich jest to czas budowania tożsamości, a więc bunt jest koniecznością, ale nadal potrzebują wsparcia i rodzice nadal są najważniejszymi osobami w życiu... - to wszystko jest naprawdę bardzo trudne, nie tylko dla dorosłych, ale też dla nich.

Co mnie zatrzymało, to fakt, że dwójka z wymienionych tu nastolatków czy młodych dorosłych nie ma chęci do życia, do rozwoju, nie ma ciekawości świata, energii... I ja to rozumiem, bo sama tak miałam. W sumie do tej pory trudno mi się zmusić do posprzątania domu, jeśli nie mam gości, a okien nie myłam nie wiem jak dawno, bo - serio - po co? Rozumiem takie pytania nastolatków. Mądry dorosły, który dotrze do końca rozmowy z nastolatkiem i nie skończy na "bo wypada, bo trzeba". Z jednej strony nie wyjaśniamy dzieciom 16-letnim czy młodszym, dlaczego mają robić różne rzeczy (uczyć się, mieć dobre oceny, iść na studia), myśląc, że takie OGROMNIE ZŁOŻONE sprawy, jak planowanie swojej przyszłości i pracowanie na nią od dziś zrozumieją w lot, albo że przejmą się czymś takim jak wymagane zachowanie wobec gości. Z drugiej, dziwimy się, że jak mają 18 lat, to nie ogarniają życia.

Mam wrażenie, że genralnie nam wszystkim brakuje cierpliwości do mówienia, wyjaśniania, tłumaczenia, opowiadania, przybliżania młodym rzeczywistości, licząc na to, że "samo się rozumie przez się" albo że sobie wygooglują, albo przyjmą przez osmozę. I że brakuje realnego zainteresowania tym, co oni chcą w zamian - jeśli nie nauka, to co? Jeśli granie na kompie przez pół roku, to co potem?

Foggy, tak sobie myślę, czy kiedyś zapytałeś syna - BEZ OSĄDU - czemu nie sprząta pokoju? Nie przeszkadza mu? Nie widzi sensu? Chciałby mieć własny system? Nie znosi, jak mu ktoś komentuje nad głową jak zmywa, sprząta, bo robi zawsze coś nie tak (przykład z autopsjii, zawsze źle sprzątałam, od tamtej pory mam awersję). Nie zależy mu na tym, żeby mieć na co dzień czyste schludne ubrania (ja to potrafię zrozumieć, mi samej nie zależy)? Czy w ogóle widzi trudność z higieną, co o tym myśli? Czy jest coś, co chciałby zmienić, a może wstydzi się o tym powiedzieć? Czy chciałby jakiejś pomocy w znalezieniu nowego zainteresowania? Czy chciałby się przytulić?

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

65 Ostatnio edytowany przez nudny.trudny (2019-02-06 02:20:18)

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

Cześć foggy, myślę że błąd niekoniecznie jest tylko po stronie rodziców i relacje zależą od obu stron:) prawdopodobnie u mnie to wygląda inaczej niż u innych (zaburzenia wpływające na emocje, relacje międzyludzkie, jest nawet grupa ludzi wierzących w teorię spiskową jakoby miało to być spowodowane przez szczepienia) ale może znajdziecie tu coś przydatnego.
1. szkoła, oceny, studia - byłem skoncentrowany na pewnych dziedzinach nauki (ścisłe) nie lubiłem innych które uważałem za niepotrzebne. Powodowało to zagrożenia (przykład: kilka jedynek z muzyki w 5 klasie szkoły podstawowej) i również mnie mogło to doprowadzić do konieczności powtarzania klasy. Rodzice nie byli wymagający w kwestii ocen, dziadkowie lubili widzieć wysokie oceny ze wszystkich przedmiotów, m.in. w wyniku wsparcia dziadków (pomoc przy wypracowaniach, lekcje dodatkowe) udało się podwyższyć oceny i uniknąć powtarzania klas. Niestety ponieśli oni koszty, których można było uniknąć, gdybym nie postępował w taki sposób
2. monoceros napisała (w porę zauważyłem że to dziewczyna :) małe zaskoczenie) o zadawaniu pytań "czemu", u mnie też występowały pewne nielogiczne schematy. Jeśli w czymś widziałem uzasadnienie, musiałem mieć zawsze przygotowane i zrobione na najwyższym poziomie, np. nie znosiłem nieporządku w rzeczach, braku czystości, nieprzygotowania do ulubionych przedmiotów, w szkole średniej powodowało to późne godziny chodzenia spać i problemy ze wstawaniem rano, czasem pomijałem pierwsze lekcje, ogólnie zaniedbywałem rzeczy które uznawałem za mniej ważne np. wspomniana wcześniej muzyka. Może pytania mające na celu zrozumienie przyczyn przyniosłyby skutek. Inny błąd polegał na tym, że zbyt mocno brałem pod uwagę jedną ścieżkę zawodową, pomijając inne, a jednocześnie miałem niskie wyniki w nauce przedmiotów związanych z tą dziedziną i małą motywację do nauki. Więc mogą istnieć dwa sprzeczne rozwiązania, tzn. może istnieją inne alternatywy których aktualnie nie dostrzegacie, a może prawo rzeczywiście jest dobrym wyborem dla syna

powodzenia:)

gdyby ktoś miał pytania;) "Co do użytkownika nudny.trudny, to może pozostawię to bez komentarza. Czasem lepiej machnąć ręką":D

66 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2019-02-06 09:17:27)

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
Monoceros napisał/a:

trochę zeszliśmy z tematu

Tylko Ci się wydaje. Zauważmy, że ten bunt nastolatków ma podłoże w wychowaniu znacznie wcześniej, praktycznie od urodzenia. Mówiąc o podejściu do nastolatków, szukając źródła problemu stale trzymamy się tematu, gdyż dyscyplinowanie bez wychowania nie ma żadnego sensu. Jak ktoś słusznie zauważył- to tresura. Wychowanie z kolei to nie tylko zaspokojenie najważniejszych dziecka potrzeb. To czułość, przytulanie, spędzanie z nim czasu wolnego, budowanie więzi rodzinnej. Dopiero kiedy jest prawidłowe wychowanie, może być skuteczne dyscyplinowanie.
Wszystko jest ze sobą powiązane.

Monoceros napisał/a:

Foggy, tak sobie myślę, czy kiedyś zapytałeś syna - BEZ OSĄDU - czemu nie sprząta pokoju? Nie przeszkadza mu? Nie widzi sensu? Chciałby mieć własny system? Nie znosi, jak mu ktoś komentuje nad głową jak zmywa, sprząta, bo robi zawsze coś nie tak (przykład z autopsjii, zawsze źle sprzątałam, od tamtej pory mam awersję). Nie zależy mu na tym, żeby mieć na co dzień czyste schludne ubrania (ja to potrafię zrozumieć, mi samej nie zależy)? Czy w ogóle widzi trudność z higieną, co o tym myśli? Czy jest coś, co chciałby zmienić, a może wstydzi się o tym powiedzieć? Czy chciałby jakiejś pomocy w znalezieniu nowego zainteresowania? Czy chciałby się przytulić?

To ostatnie pytanie jest najlepsze. Kiedy ostatni raz się przytulaliście? Kiedy usłyszał od rodziców, że go kochają? Może nie ma motywacji do niczego, bo nie czuje się kochany? Po co ma się starać skoro nikt go nie akceptuje takim jaki jest, nikt mu nie pomoże, być moze nikt go nie kocha?

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

67

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
Monoceros napisał/a:

Mam wrażenie, że genralnie nam wszystkim brakuje cierpliwości do mówienia, wyjaśniania, tłumaczenia, opowiadania, przybliżania młodym rzeczywistości, licząc na to, że "samo się rozumie przez się" ?

To jest bardzo ważne, co napisalas, sama to u siebie obserwuję; nie rozmawiamy z dzieckiem nt pewnych zagadnień, bo wydają się oczywistoscią. Wezmy wlasnie ową naukę czy sprzątanie, poruszone już na watku. Można powiedzieć, ze to oczywiste, ze trzeba się uczyc albo sprzatac. Tymczasem powody do utrzymania (lub nie) porządku czy uczenia się (albo nie) na przyzwoitym poziomie mogą być rozne u poszczególnych osob, i warto wiedzieć, co obie strony (rodzic i dziecko) sądza na ten temat, można tez przywolac konsekwencje takiego czy innego wyboru. Rozmawiajac o tym przekazujemy tez dziecku, ze to jest dla nas, rodzicow, po prostu ważne. Dziecko zostawione samo sobie nabiera przekonania, ze nie jest ważne dla rodzicow.

Moja mlodsza corka tez jest takim troszkę leniuszkiem, wymyslila sobie, ze ona nie ma się po co uczyc, bo chce zostać artystką - aktorką lub piosenkarką ;). I jej naprawde wydawalo się, ze to wystarczy, ze takie postanowienie w wieku lat 11 zwalnia ją z obowiązku nauki nawet na etapie szkoły podstawowej. I co, miałam ją zostawić z tymi planami? Nie, no raczej trzeba dzieku wytlumaczyc, ze artystka artystką, ale warto jednak mieć zakies inne zaplecze w postaci wiedzy na temat swiata, i ze znajomość matematyki czy historii tez może w przyszłości zaprocentować.

Byle na przekór...:P

68

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

Moje dziecko kazało się zapisać na lekcje pewnego języka obcego, bo to ułatwi mu w przyszłości podpisywanie kontraktów piłkarskich. Na obecnym etapie życia postanowił sobie bowiem, że zostanie znanym piłkarzem i będzie zarabiał dużo hajsu. W wolnych chwilach od grania w fifę, treningów, wyszukiwania w internecie różnych rzeczy na temat piłki siedzi i się zastanawia nad przebiegiem swojej kariery. Czy lepiej być dłużej w jednym klubie czy co parę lat je zmieniać. Poza tym uczy się przyzwoicie :P

Pewna samotna kobieta znalazła rannego węża. Ulitowała się, wzięła do siebie, pielęgnowała i pokochała. Wąż wracał do sił. Kiedyś jednak, gdy go głaskała, wąż ją ukąsił. Gdy zwijała się w śmiertelnych męczarniach, zapytała go: Wężu, dlaczego to zrobiłeś? Wiesz, że cię kocham, no i uratowałam ci życie!? Sama jesteś sobie winna, kobieto - odpowiedział. Przecież wiedziałaś, że jestem wężem..

69

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
Burzowy napisał/a:

Dlatego nigdy nie pojmę szybkiego robienia sobie dzieci, gdzie nie ma stabilizacji finansowej, a co za tym idzie mamy przeważnie po prostu zbyt mało czasu by poświęcić się wychowaniu.

Czyli w wieku, żeby zdążyć rozrodczym np. 35 lat, rezygnujemy z pracy i poświęcamy się wychowaniu dzieci. Ktoś tak robi?
Różne numery można wciskać bicie kablem, czy dziś modne rozmowy - nic to nie da, a skutek ma taki sam. Dzieci wzorują się na rodzicach. Tak było, tak jest i tak będzie. A jaki wzór dzieci biorą z rodziców? Widzimy wszyscy. Zabieganie za kasą, zdrady, życie obok siebie itd

70

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
balin napisał/a:

Dzieci wzorują się na rodzicach. Tak było, tak jest i tak będzie. A jaki wzór dzieci biorą z rodziców? Widzimy wszyscy. Zabieganie za kasą, zdrady, życie obok siebie itd

Zgodze się, ze dzieci wzorują się na rodzicach, ale dalsza czesc to już tylko marudzenie i zrzedzenie, nie lubie takiego gderania ;P Poza tym, tez masz wpływ na tworzenie tego swiata, w rownym stopniu jak inni.

Byle na przekór...:P

71

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

Tak sobie pomyślałam, mimo, że Foggy dostał już miliony wskazówek... Może zwykła poradnia pedagogiczno - psychologiczna to za mało? Może w przypadku Twojego syna problem leży nieco głębiej? Może warto by było uderzyć do jakiegoś dobrego psychoterapeuty? I to nie tylko syn, ale taka sesja rodzinna coś by pomogła?
Moja sytuacja jest trochę inna, mąż był alkoholikiem, więc byłam dla dziecka swojego matką, trochę ojcem, przyjacielem. Mąż przestał pić, obydwoje chodziliśmy na terapie - on na pogłębioną po zamkniętym leczeniu, ja dla współuzależnionych. Dlatego wiem, że dobry terapeuta jest w stanie uczynić cuda. Na sesji rodzinnej padły naprawdę trudne słowa z każdej strony, mojej, męża ale przede wszystkim córki. I to nie tylko do taty swojego  mówiła, ale również do mnie. 4 lata trwało odbudowywanie ich więzi, niestety zostało przerwane śmiercią męża. Ale nie o tym miałam pisać.
Zachowanie Twojego syna sugeruje, że coś jest bardzo nie w porządku i to nie jest zwykły bunt nastolatka. Dlatego pomoc kogoś doświadczonego jest ważna. Oczywiście, że będzie to wymagało poświęceń i ze strony syna i z Waszej ale może warto spróbować.

Można odejść na zawsze, by stale być blisko

72

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
foggy napisał/a:

Syn nie jest tępiony ale jest mobilizowany. Na zasadzie "chcesz isc na prawo, tam jest konkurs swiadectw, tych z niska srednią nie przyjmuja". Nie stawiamy mu nierealnych wymagan. Ma po prostu zdać z klasy do klasy. Nie uzalezniamy od sredniej tego czy bedzie miał ograniczony internet. Da sie z nim pogadac ale pewnie ma jakis lęk przed opuszczaniem domu. Wyjezdza niechetnie nawet w odwiedziny do dziadków. Co do szkoły - poniekąd go rozumiem bo sam miałem wybiórcze podejscie do nauki, z tą tylko różnicą ze w tym co mnie interesowało byłem ponadprzecietny. Sukces w zyciu to nie piątki od gory do dołu. Najlepiej mieć dar lub byc uzdolnionym. Jak sie nie jest to pozostaje cięzka praca. Gorzej gdy żaden talent do tej pory sie u niego nie objawił a ciężką pracą też sie nie skalał.Co do wiezi rodzinnej to trudno mi sie wypowiadac bo pewnie on to inaczej ocenia. Zresztą czy nastolate potrafi powiedziec to co mysli? Pomomi jego lenistwa wymagamy od niego samodzielności i nie "ratujemy mu tyłka". Ponosi konsekwencje swoich wyborów tylko do tej pory jakos tymi konsekwencjami sie nie przejmował. Dziekuję za Wasze odpowiedzi.


Uwierz mi, że nastolatek potrafi powiedzieć to co myśli.... Potrafi to tak powiedzieć, że do tej pory mam słowa córki w głowie, które wypowiedziała do męża i do mnie na wspomnianej terapii. A to było prawie 4 lata temu, więc miała 13 lat.

Można odejść na zawsze, by stale być blisko

73

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
Benita72 napisał/a:
balin napisał/a:

Dzieci wzorują się na rodzicach. Tak było, tak jest i tak będzie. A jaki wzór dzieci biorą z rodziców? Widzimy wszyscy. Zabieganie za kasą, zdrady, życie obok siebie itd

Zgodze się, ze dzieci wzorują się na rodzicach, ale dalsza czesc to już tylko marudzenie i zrzedzenie, nie lubie takiego gderania ;P Poza tym, tez masz wpływ na tworzenie tego swiata, w rownym stopniu jak inni.

A co to ma wspólnego z moją wypowiedzią? Daj na luz z tą kazuistyką.

74

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
balin napisał/a:
Benita72 napisał/a:
balin napisał/a:

Dzieci wzorują się na rodzicach. Tak było, tak jest i tak będzie. A jaki wzór dzieci biorą z rodziców? Widzimy wszyscy. Zabieganie za kasą, zdrady, życie obok siebie itd

Zgodze się, ze dzieci wzorują się na rodzicach, ale dalsza czesc to już tylko marudzenie i zrzedzenie, nie lubie takiego gderania ;P Poza tym, tez masz wpływ na tworzenie tego swiata, w rownym stopniu jak inni.

A co to ma wspólnego z moją wypowiedzią? Daj na luz z tą kazuistyką.

To, ze takie zrzędzenie i jojczenie, jaki to straszny jest ten swiat, jacy okropni ci rodzice, a po nich te dzieci, nikomu jeszcze nie pomoglo, no może poza samymi zrzędzącymi. Ale ok, w sumie.. jak ci się podoba, to sobie zrzedz, mamy wolność.

Byle na przekór...:P

75 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-02-06 13:01:35)

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

foggy, mam 14letniego brata, obecnie w 8 klasie, u którego zauważam wiele cech i zachowań, o których Ty także piszesz, czyli:
- minimalizm - robi tyle, ile musi
- brak motywacji wewnętrznej - jego zadania wytyczają oczekiwania otoczenia
- nieumiejętność odraczania gratyfikacji - nie planuje, nie przewiduje, nie wyprzedza, bo „po co?”

Polecam rozmowę:

oraz książkę, której premiera wkrótce w Polsce - „iGen” autorstwa prof. Jean Twenge

76

Odp: dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś
bbasia napisał/a:

Burzowy, co to znaczy "stabilizacja finansowa" i jaka jest właściwa żeby dobrze wychować dzieci?
Może to nie zawsze jest problem za małej ilości pieniędzy, tylko za bardzo rozdmuchanych potrzeb?

Dla mnie to sytuacja, gdzie jest przynajmniej blisko kupna własnego lokum przez któregoś z rodziców. Ewentualnie gdy można się wspomóc mieszkaniem u rodziny, bo mają duży dom itd. Nie wyobrażam sobie skakania po wynajmie z dzieckiem...

foggy napisał/a:

A chciałabys byc tym dzieckiem które jest wykluczone z grupy, jest klasowym odszczepiencem?

Dla mnie sukcesem w wychowaniu byłoby to, żeby dziecko się nigdy nie czuło jak odmieniec.

A przywiązanie do smartfona... to ja podziękuję, widziałem na przykładzie jednej z moich sióstr. Cyk telefon dla dziecka i problem z głowy. 2 letnie dziecko obsługujące youtube'a to jest hit...

Benita72 napisał/a:

Dyscyplinowanie kojarzy mi się raczej z jakas tresurą pieska

Uważam, że dyscyplinowanie w przypadku tak chaotycznych istot jak dzieci jest jak najbardziej w porządku. W życiu bym nie uderzył dziecka, ale gdy zachowuje się w sposób alarmujący, to trzeba je zdecydowanie postawić do pionu.

@foggy Jakie prawo, przecież to dzieciak i mu się odmieni 5 razy. Prawo to czyste rycie, a on tego nie potrafi. Proponowałbym małe kroki, a nie od razu ambicje z kosmosu. Niech się skupi na tym by skończyć szkołę, a potem zrobi kurs na wózek widłowy, czy coś.


Ogólnie podstawowy problem jest taki. Załóżmy, że mamy 3 letnią córkę i chcemy ją czymś zainteresować. Możemy do niej mówić: a może pójdziesz na tańce, a może na lekcje rysunku... dziecko powie, że nie. No i to jest normalne, bo po co ma gdzieś chodzić, jest mała i w domu jest fajnie, bo są zabawki itd. No i tutaj większość rodziców się podda, bo z wiekiem odpowiedzi będą takie same. By dziecko do czegoś zachęcić należy POKAZAĆ MU, że np lekcje tańca są fajne... Czyli po prostu pójść tam razem z nim tak jak się idzie na spacer do parku. Mała rzecz, a wyjątkowo często się o tym zapomina.

balin napisał/a:

Czyli w wieku, żeby zdążyć rozrodczym np. 35 lat, rezygnujemy z pracy i poświęcamy się wychowaniu dzieci. Ktoś tak robi?

Ano presja społeczna jest taka, że facet powinien zarabiać dużo, żeby kobieta właśnie mogła zawiesić karierę i siedzieć w domu. Zakładam zatem, że całkiem sporo osób tak robi.

Ja tam teraz wszystko na starość muszę nadrabiać, bo w dzieciństwie zabrakło trochę tego zachęcenia;).

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!

Posty [ 39 do 76 z 81 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » dyscyplinowanie nastolatków kiedyś i dziś

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018