zdradziłem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 124 ]

1

Temat: zdradziłem

Dzień dobry

Powiedziałem mojej  żonie o zdradzie. Tak ja kochający mąż i ojciec dwóch super chłopców - tak zdradziłem ją. Zrobiłem to w grudniu zeszłego roku z dziewczyną z pracy. nie znaliśmy się wiele. raptem może z 4 tygodnie. nie pracowaliśmy razem non stop. praca w delegacji; ona była stamtąd - ja dojeżdżałem na 1 do 2 nocy w tygodniu. i co... stało się. było spotkanie wigilijne, wspólna kolacja, trochę alkoholu kilku kolegów - i wylądowaliśmy w łóżku.
Po tym wszystkim opamiętanie - co ja/my zrobiliśmy. Ona jeszcze przepracowała z dwa miesiące i w marcu tego roku się zwolniła. Rozmawiałem z nią o tym - co myśmy zrobili i nic z tego nie wychodziło.
i teraz do sedna. żona. matka dwójki dzieciaków i super żona. 12 lat razem. normalne małżeństwo - co i kłóci się i kocha razem. Owszem były nieporozumienia w stylu ... weź się do roboty, posprzątaj dom, może zainteresuj się więcej dzieciakami.... ale ogólnie było chyba dobrze. łóżko też istniało.
i o mnie -  po fakcie. nie chciałem się przyznawać, myślałem że przepracuje to w głowie, ułożę o sobie , wytłumaczę i przebaczę sobie. I tak mijały tygodnie potem miesiące. Pracuję dużo w delegacjach. w domu nie ma mnie ok od 3 do 4 dni w tygodniu. Ostatnio w wakacje byłem w delegacji na podlasiu. Boże co tam się działo. towarzystwo jakby spuszczone ze smyczy. dzień w dzień piwo, wódka, panienki. Faceci żonaci i dzieciaci. i ja tam wśród nich robiący dobrą minę do złej gry. I rozpaczający, wyjący z bólu. I naglę wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. moja głowa pękała. tysiące pytań dlaczego to zrobiłeś jej (żonie) i sobie. przecież miałeś dobre małżeństwo. i stało się - po ok 10 miesiącach o zdarzenia wyznałem mojej zonie wszystko. teraz ona cierpi. płacze po nocach - odrzuciła mnie totalnie i chyba chce odejść. a ja oprócz jej (ich) nie mam nikogo. I teraz panowie do was. Pomyślcie o swoich drugich połówkach zanim wdacie się w niepotrzebne romanse. Ja żałuje że to zrobiłem, bo nie ... wiem dlaczego. czy jest szansa?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: zdradziłem

Ciężko Ci było to przerzuciłeś ten ciężar na swoją żonę, bardzo fajnie, lżej Ci teraz ?
Pytasz czy jest szansa?  na co ? na życie takie jak dawniej ? nie ma.
Jest szansa na inne, jeśli ona da radę to udźwignąć.
Cierpi i płacze ?  Jeszcze długo tak będzie, poczytaj wątki zdradzonych żon, to może trwać bardzo długo.
Ty się męczyłeś 10 miesięcy z poczuciem winy, ile jej czasu potrzeba nie wiem.
Jestem za szczerością, ale w Twojej sytuacji nie jestem pewna czy to było najlepsze rozwiązanie.

Odp: zdradziłem
QuQu napisał/a:

Ciężko Ci było to przerzuciłeś ten ciężar na swoją żonę, bardzo fajnie, lżej Ci teraz ?
Pytasz czy jest szansa?  na co ? na życie takie jak dawniej ? nie ma.
Jest szansa na inne, jeśli ona da radę to udźwignąć.
Cierpi i płacze ?  Jeszcze długo tak będzie, poczytaj wątki zdradzonych żon, to może trwać bardzo długo.
Ty się męczyłeś 10 miesięcy z poczuciem winy, ile jej czasu potrzeba nie wiem.
Jestem za szczerością, ale w Twojej sytuacji nie jestem pewna czy to było najlepsze rozwiązanie.

Otóż to. Biedak nie mógł poradzić sobie z wyrzutami sumienia, więc podzielił się nimi z żoną. Ulga niesamowita, bo spadł mu kamień z serca i teraz może sobie przed lustrem powiedzieć: "ja jestem ok, przecież jej powiedziałem".

Kto tak robi??? Sadysta?
Autorze, jedyne co możesz teraz zrobić, to zapłacić za terapię żony. Później decyzja należy do niej.

Kobieta jest organizmem ultradoskonałym.
Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach.
Przetrwa wszystko.

4

Odp: zdradziłem

No, ale przynajmniej teraz Ci lżej, bo nie wyjesz sam, tylko żona też smile No co ? Dałeś chłopie dupy i Cię gryzło sumionko, a ona była taka beztroska, radosna. A Ty ją przecież tak kochasz. No to jej przywaliłeś... "Prawda Cię wyzwoliła" big_smile ...prawdopodobnie od rodziny. Gratulacje. Teraz będziecie żyli długo i szczęśliwie.
Uświadamianie Cię ile głupich rzeczy zrobiłeś chyba nie ma sensu, bo i tak już jest pozamiatane.

5

Odp: zdradziłem

No widzicie. To że źle się stało zaczynając od faktu zdrady (mojej) i kończąc po 10 miesiącach opowieściami żonie to ja wiem.
Nie umiem sobie ani tego ani tego wytłumaczyć. Stało się - mleko się rozlało. Muszę za to płacić.
Ona (żona) cierpi okropnie; ja inaczej ale również. Jest to wszystko bardzo świeże. Ja jestem mega niecierpliwy. No i jeszcze dwójka dzieci. itp itd.
Chciałbym wszystko naprawić, zapewniam ją o swojej miłości - staram się być przy niej. nie wyrzuciła mnie z domu (jeszcze) ale czy tego nie zażąda nie wiem. Myślę że teraz taki stan jest ze względu na dzieci tzn że jestem w domu.
najgorsze jest to, że nie rozumiem dlaczego ją zdradziłem... naprawdę.

Odp: zdradziłem
ON38 napisał/a:

Stało się - mleko się rozlało.

Samo?

ON38 napisał/a:

najgorsze jest to, że nie rozumiem dlaczego ją zdradziłem... naprawdę.

Przepraszam, czy Ty oczekujesz, że ktoś Ci to wytłumaczy? Da Ci argumenty na Twoją zdradę, czy usprawiedliwienie?

Zdradziłeś, bo chciałeś. Jedyną osobą, która może tego nie rozumieć, jest Twoja żona.

Kobieta jest organizmem ultradoskonałym.
Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach.
Przetrwa wszystko.

7

Odp: zdradziłem

masz rację. jest tylko moja wina. MOJA. Zgadzam się . Nic tego nie tłumaczy. dlatego wołam, apeluje - na moim przykładzie - nie zdradzajcie się. Jeśli naprawdę kochacie. a nawet jesłi wam się to "jednorazowo" zdarzyło, nie ciągniecie tego - nie przyznawać się. wynagradzać drugiej stronie i morda w kubeł. Ja już wiem jak ona cierpi. Przeze mnie.
Nie oczekuje tu zrozumienia czy usprawiedliwienia. chciałbym wszystko naprawić wynagrodzić.  Czy się uda - nie wiem. Raczej nie. ale mam prawo mówić jej ze ją kocham i że też cierpię. i non stop zapewniać ją o mojej miłości do niej. nawet jeśli z punktu waszego widzenia jest to mega słabe.

Odp: zdradziłem

Tak to już w życiu jest, najczęściej doceniamy coś jak to stracimy.

Czy przez te 10 miesięcy ukrywania zdrady, też zapewniałeś ją o miłości i jej to okazywałeś, czy dopiero teraz jak Ci się grunt usuwa pod nogami?

Kobieta jest organizmem ultradoskonałym.
Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach.
Przetrwa wszystko.

9

Odp: zdradziłem

i tu jest mega paradoks.
wyobraź sobie że tak... były wyznania moje i jej. było łożko. sofa  w pokoju wypoczynkowym, nie wiem stół w kuchni, wspólny prysznic itd...
były te wyznania.
i jednak coś się stało....
i nie szukam winy u innych bo winny jestem tylko JA. Nie ona. Ona była i jest najlepsza i najwspanialsza. i ja to spier.... tylko ja.
i jest mi ciężko. Nie radzę innym facetom patrzeć jaki i druga część ostro ryczy i szlocha. to jest MEGA MEGA przykre. Jestem słaby i nie umiem je pomóc.

10

Odp: zdradziłem

tak, to jest mega słabe. Trzeba było iść się księdzu wyspowiadać, zamiastać obarczac swoimi wyrzutami sumienia żonę.
Prawda jest przereklamowana, często nic nie wnosi a wszystko psuje jeszcze bardziej.

11

Odp: zdradziłem
Misinx napisał/a:

No, ale przynajmniej teraz Ci lżej, bo nie wyjesz sam, tylko żona też smile No co ? Dałeś chłopie dupy i Cię gryzło sumionko, a ona była taka beztroska, radosna. A Ty ją przecież tak kochasz. No to jej przywaliłeś... "Prawda Cię wyzwoliła" big_smile ...prawdopodobnie od rodziny. Gratulacje. Teraz będziecie żyli długo i szczęśliwie.
Uświadamianie Cię ile głupich rzeczy zrobiłeś chyba nie ma sensu, bo i tak już jest pozamiatane.

O! nic dodać, nic ująć .

12

Odp: zdradziłem

i dupa z tego

13

Odp: zdradziłem
ON38 napisał/a:

masz rację. jest tylko moja wina. MOJA. Zgadzam się . Nic tego nie tłumaczy. dlatego wołam, apeluje - na moim przykładzie - nie zdradzajcie się. Jeśli naprawdę kochacie. a nawet jesłi wam się to "jednorazowo" zdarzyło, nie ciągniecie tego - nie przyznawać się. wynagradzać drugiej stronie i morda w kubeł. Ja już wiem jak ona cierpi. Przeze mnie.

Ale przecież ona nie cierpi dlatego, że jej powiedziałeś, ale dlatego, że ją zdradziłeś. Jakoś nie potrafię zrozumieć logiki stojącej za rozumowaniem: "jeśli nie powiem żonie, że zdradziłem, to tylko ja będę miał problem". W momencie, w którym zdradzasz, staje się to problemem małżeństwa/związku, bo budujesz relację i wspólne życie na kłamstwie.

Dziwi mnie, że większość osób, które się tu wypowiedziały, potępia poinformowanie żony o zdradzie. Naprawdę wolelibyście całe życie być utrzymywani w błędnym przeświadczeniu, że osoba, z którą żyjecie, jest wobec was uczciwa? Ja zdecydowanie wolałabym się dowiedzieć i im szybciej, tym lepiej. Wiadomość o zdradzie na pewno byłaby dla mnie druzgocąca, ale gdybym dowiedziała się o niej np. dopiero po 20 latach wspólnego życia, to chyba by mnie to zabiło.

14

Odp: zdradziłem

zdrady nie oceniam. shit happens.
ale nigdy, nigdy się nie przyznawaj. nie szukaj przebaczenia, nke wrzucaj partnerowi na barki swoich wyrzutów sumienia. nabroiles, to żyj z tym.

15

Odp: zdradziłem
ON38 napisał/a:

i tu jest mega paradoks.
wyobraź sobie że tak... były wyznania moje i jej. było łożko. sofa  w pokoju wypoczynkowym, nie wiem stół w kuchni, wspólny prysznic itd...
były te wyznania.
i jednak coś się stało....
i nie szukam winy u innych bo winny jestem tylko JA. Nie ona. Ona była i jest najlepsza i najwspanialsza. i ja to spier.... tylko ja.
i jest mi ciężko. Nie radzę innym facetom patrzeć jaki i druga część ostro ryczy i szlocha. to jest MEGA MEGA przykre. Jestem słaby i nie umiem je pomóc.

To dopiero hipokryzja, a Ty się dziwisz że ona płacze ? Jej świat runął i nadal się wali, bo ty nadal ją "kochasz". I pewnie z tej "wielkiej miłości" ją zdradziłeś ?
Co Ci mogę poradzić ? to daruj sobie te wyznania, one są teraz jak "puste gadki"
Teraz to trzeba ten syf "wziąć na klatę" , nie będzie łatwo, na pewno to będzie dla Ciebie mega lekcja cierpliwości.
Może idź po poradę do jakiegoś psychologa co dalej z tym "rozlanym mlekiem" zrobić, szkoda , że nie spytałeś wcześniej tylko tak spuściłeś "bombę " do raju

16

Odp: zdradziłem
ON38 napisał/a:

i tu jest mega paradoks.
wyobraź sobie że tak... były wyznania moje i jej. było łożko. sofa  w pokoju wypoczynkowym, nie wiem stół w kuchni, wspólny prysznic itd...
były te wyznania.
i jednak coś się stało....
i nie szukam winy u innych bo winny jestem tylko JA. Nie ona. Ona była i jest najlepsza i najwspanialsza. i ja to spier.... tylko ja.
i jest mi ciężko. Nie radzę innym facetom patrzeć jaki i druga część ostro ryczy i szlocha. to jest MEGA MEGA przykre. Jestem słaby i nie umiem je pomóc.

Ty już swoje zrobiłeś. Chcesz pomagać, współczuć, pocieszać? Współcierpieć? Moim zdaniem wywołasz tylko smutek, agresję i gniew. Kat pocieszający skazańca. Lepiej zejdź jej z oczu i pozwól jej to przepracować.

17

Odp: zdradziłem

"Ty już swoje zrobiłeś. Chcesz pomagać, współczuć, pocieszać? Współcierpieć? Moim zdaniem wywołasz tylko smutek, agresję i gniew. Kat pocieszający skazańca. Lepiej zejdź jej z oczu i pozwól jej to przepracować."

Czyli co - podkulić ogon i odejść. Zostawić ją samą w tym momencie. Pamiętaj ze mamy dzieci i również stąd obowiązki. To nie takie proste jak ci się wydaję.
A jak odejdę to kiedy (i czy) mam wrócić.? Czy wtedy da się to posklejać?

18

Odp: zdradziłem
ON38 napisał/a:

"Ty już swoje zrobiłeś. Chcesz pomagać, współczuć, pocieszać? Współcierpieć? Moim zdaniem wywołasz tylko smutek, agresję i gniew. Kat pocieszający skazańca. Lepiej zejdź jej z oczu i pozwól jej to przepracować."

Czyli co - podkulić ogon i odejść. Zostawić ją samą w tym momencie. Pamiętaj ze mamy dzieci i również stąd obowiązki. To nie takie proste jak ci się wydaję.
A jak odejdę to kiedy (i czy) mam wrócić.? Czy wtedy da się to posklejać?

Może na początek, przestań ją osaczać swoją "pseudo miłością" ja tego nie mogłam znieść, odbierałam to jako fałszywe.
Porozmawiaj z nią i zrób to o co Cię poprosi żona, przerzuciłeś odpowiedzialność na nią to przyjmij jej decyzje z pokorą, co będzie czas pokarze.

19 Ostatnio edytowany przez adiaphora (2018-12-05 12:16:49)

Odp: zdradziłem
Anemonne napisał/a:
ON38 napisał/a:

masz rację. jest tylko moja wina. MOJA. Zgadzam się . Nic tego nie tłumaczy. dlatego wołam, apeluje - na moim przykładzie - nie zdradzajcie się. Jeśli naprawdę kochacie. a nawet jesłi wam się to "jednorazowo" zdarzyło, nie ciągniecie tego - nie przyznawać się. wynagradzać drugiej stronie i morda w kubeł. Ja już wiem jak ona cierpi. Przeze mnie.

Ale przecież ona nie cierpi dlatego, że jej powiedziałeś, ale dlatego, że ją zdradziłeś. Jakoś nie potrafię zrozumieć logiki stojącej za rozumowaniem: "jeśli nie powiem żonie, że zdradziłem, to tylko ja będę miał problem". W momencie, w którym zdradzasz, staje się to problemem małżeństwa/związku, bo budujesz relację i wspólne życie na kłamstwie.

Dziwi mnie, że większość osób, które się tu wypowiedziały, potępia poinformowanie żony o zdradzie. Naprawdę wolelibyście całe życie być utrzymywani w błędnym przeświadczeniu, że osoba, z którą żyjecie, jest wobec was uczciwa? Ja zdecydowanie wolałabym się dowiedzieć i im szybciej, tym lepiej. Wiadomość o zdradzie na pewno byłaby dla mnie druzgocąca, ale gdybym dowiedziała się o niej np. dopiero po 20 latach wspólnego życia, to chyba by mnie to zabiło.

prawda o zdradzie jest jak granat rzucony pod nogi. Zazwyczaj urywa nogę i życie nigdy nie jest już takie jak  dawniej. Forumowe historię  pokazują, że tylko nieliczni są w stanie wybaczyć i żyć dalej, nie wracając  do tego przy każdej możliwej okazji.  Tak więc nie zdrada rujnuje związek a prawda o niej. Gdyby autor żonie nie powiedział,  żyłaby w nieświadomości  i ich zycie byłoby udane jak dotąd. Zdrada była nic nie znaczącym epizodem, autor jej zaluje, jednak czasu cofnąć nie może. Tym bardziej więc mówienie o czymś takim, czego zmienic ani naprawic sie nie da a co może zrujnować związek, jest głupie i niczemu nie służy poza mówieniem prawdy dla zasady. I co po tej prawdzie wszystkim przyjdzie, gdy małżeństwo mu się rozpadnie? Wszyscy na tym stracą a najwięcej dzieci. Co więc wynika dobrego z tej prawdy? Zupełnie nic. Nawet nie zero a minus 10. Jest to po prostu szkodliwe. Jest to właśnie niczym rzucenie granatu pod nogi. Czy to wina granatu będzie, gdy urwie nogę, czy tego, kto rzucił?
Posty takie jak Twoje, tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że ta prawda przynosi więcej szkody niż pożytku. A czegos, co szkodzi należy się wystrzegać. Najlepiej nie zdradzać i nie mieć problemu, wiadomo,  ale jeśli już się stanie to samemu uporać się z poczuciem winy, zrobić rachunek sumienia i nie robić szamba w domu, bo upaskudzi wszystkich.

20 Ostatnio edytowany przez prudencja (2018-12-05 13:10:23)

Odp: zdradziłem
ON38 napisał/a:

"Ty już swoje zrobiłeś. Chcesz pomagać, współczuć, pocieszać? Współcierpieć? Moim zdaniem wywołasz tylko smutek, agresję i gniew. Kat pocieszający skazańca. Lepiej zejdź jej z oczu i pozwól jej to przepracować."

Czyli co - podkulić ogon i odejść. Zostawić ją samą w tym momencie. Pamiętaj ze mamy dzieci i również stąd obowiązki. To nie takie proste jak ci się wydaję.
A jak odejdę to kiedy (i czy) mam wrócić.? Czy wtedy da się to posklejać?

nie. ale nie graj przyjaciela. zbieraj na klatę emocje żony i nie probuj nimi zarządzić nieproszony. zajmuj się rodziną, zadbaj o dzieci, które mogą być świadkami Waszych cichych dni. otarcie łez zostaw przyjaciółkom i ew. terapeucie. I poczekaj na ruch żony, aż będzie gotowa na rozmowę.

21

Odp: zdradziłem
adiaphora napisał/a:

prawda o zdradzie jest jak granat rzucony pod nogi. Zazwyczaj urywa nogę i życie nigdy nie jest już takie jak  dawniej.

Życie po zdradzie i tak nie będzie takie jak dawniej, jeśli zdradzającego zżera poczucie winy.


adiaphora napisał/a:

Gdyby autor żonie nie powiedział,  żyłaby w nieświadomości  i ich zycie byłoby udane jak dotąd. Zdrada była nic nie znaczącym epizodem, autor jej zaluje, jednak czasu cofnąć nie może. Tym bardziej więc mówienie o czymś takim, czego zmienic ani naprawic sie nie da a co może zrujnować związek, jest głupie i niczemu nie służy poza mówieniem prawdy dla zasady.

Widzisz, dla mnie ta zasada jest istotna. Dla mnie związek jest czegoś wart tylko wtedy, kiedy obie strony grają w otwarte karty. Szczerość i lojalność stawiam na równi, jeśli ktoś już nie był lojalny, to niech chociaż weźmie to na klatę i będzie szczery. Chciałabym mieć wybór, czy chcę być z kimś, kto był wobec mnie nielojalny, czy nie.


adiaphora napisał/a:

I co po tej prawdzie wszystkim przyjdzie, gdy małżeństwo mu się rozpadnie? Wszyscy na tym stracą a najwięcej dzieci. Co więc wynika dobrego z tej prawdy? Zupełnie nic.

Cóż, trzeba było o tym myśleć wcześniej. Skoro ktoś podjął decyzję o zdradzie, to niech teraz weźmie na klatę fakt, że druga osoba może chcieć podjąć decyzję o zakończeniu związku. Dzieci nie mają tu nic do rzeczy - bycie w związku tylko ze względu na dzieci jest absolutnie bez sensu i mówię to jako dziecko rozwiedzionych rodziców.

22 Ostatnio edytowany przez adiaphora (2018-12-05 12:49:07)

Odp: zdradziłem
Anemonne napisał/a:
adiaphora napisał/a:

prawda o zdradzie jest jak granat rzucony pod nogi. Zazwyczaj urywa nogę i życie nigdy nie jest już takie jak  dawniej.

Życie po zdradzie i tak nie będzie takie jak dawniej, jeśli zdradzającego zżera poczucie winy.


adiaphora napisał/a:

Gdyby autor żonie nie powiedział,  żyłaby w nieświadomości  i ich zycie byłoby udane jak dotąd. Zdrada była nic nie znaczącym epizodem, autor jej zaluje, jednak czasu cofnąć nie może. Tym bardziej więc mówienie o czymś takim, czego zmienic ani naprawic sie nie da a co może zrujnować związek, jest głupie i niczemu nie służy poza mówieniem prawdy dla zasady.

Widzisz, dla mnie ta zasada jest istotna. Dla mnie związek jest czegoś wart tylko wtedy, kiedy obie strony grają w otwarte karty. Szczerość i lojalność stawiam na równi, jeśli ktoś już nie był lojalny, to niech chociaż weźmie to na klatę i będzie szczery. Chciałabym mieć wybór, czy chcę być z kimś, kto był wobec mnie nielojalny, czy nie.


adiaphora napisał/a:

I co po tej prawdzie wszystkim przyjdzie, gdy małżeństwo mu się rozpadnie? Wszyscy na tym stracą a najwięcej dzieci. Co więc wynika dobrego z tej prawdy? Zupełnie nic.

Cóż, trzeba było o tym myśleć wcześniej. Skoro ktoś podjął decyzję o zdradzie, to niech teraz weźmie na klatę fakt, że druga osoba może chcieć podjąć decyzję o zakończeniu związku. Dzieci nie mają tu nic do rzeczy - bycie w związku tylko ze względu na dzieci jest absolutnie bez sensu i mówię to jako dziecko rozwiedzionych rodziców.


właśnie pisze o tym, że większość tak się domaga tej prawdy i stawia na piedestale niczym jakies bostwo a jak staje z nią twarzą w twarz to zazwyczaj jest obrót na pięcie i tekst jaki napisałaś -  trzeba było myśleć wczesniej. Mozna rzec, klasyka. To po co człowiek ma mówić  prawdę? wink  Z tego właśnie powodu nie zalecam  mówienia. Człowiek jest w stanie przekreślić  masę pozytywów  z  powodu  jednego negatywu.  Nielogiczne  i nieracjonalne. Urażona duma własna nie pozwala na  inny wybór  tylko  pozostawienie po rodzinie zgliszczy. To jest moim zdaniem gorsze od zdrady.
Autor wątku już dostał lekcje od życia, co przynosi prawda. Zrobił błąd, zrobil rachunek sumienia, przyznał się w dobrej wierze  do błędu i sądząc po reakcji żony, może stracić rodzine. A jeśli ze sobą zostaną, np. że względu  na dzieci, to będzie to martwy związek. Żona cały czas będzie miała z tyłu głowy, co zrobił i nie omieszka mu o tym przypomnieć przy każdej możliwej okazji gdy zechce mu wbić szpile. Tak najczęściej wygląda rzeczywistosc. O czym można się choćby przekonać na podstawie lektury tego działu smile
No, ale ok, niech żyje prawda! wink

23

Odp: zdradziłem

Powiedzenie prawdy miałoby sens tylko w takim przypadku, gdyby autor był w długim romansie, który wpływałby na ich małżeństwo i nie kochał żony, która nie wiedziałaby o co chodzi. czyli jakby już na tym małżeństwie położył kreskę.
A On pobiegł  do żony jak do mamusi  żeby zrozumiała i chodziło o pannę którą za pół oku nie pozna na ulicy... bezdeeeeeenna głupota.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

24

Odp: zdradziłem

Zgadzam się z Elą... nawet nie chciałem w tym wątku pisać, bo to kolejny przykład kiedy gość wchodzi w romans udając super-gościa, a potem płacze w kącie jak biedny mały kotek i wszystkie problemy zwala na żonę.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

25

Odp: zdradziłem

Zastanawiam się skąd w ludziach na tym forum takie przekonanie , że lepiej nie mówić i morda w kubel, bo niby przerzuca się ciężar na żonę? Skąd takie chore myślenie. Bardzo dobrze , że się przyznał. Ja bym chciała wiedzieć i chciałabym mieć wybór czy zostać z taką osobą i dać sobie szansę czy nie. Życie w kłamstwie dla mnie jest gorsze. Nawet jak żona płacze to zna prawdę. Skoki w bok i milczenie to oznaka największej podłości i swinstwa. Oczywiście tak najlepiej dla zdradzacza, bo żona dalej żyje w kłamstwie i przekonaniu , że jej mąż to nigdy.

26

Odp: zdradziłem
Ela210 napisał/a:

Powiedzenie prawdy miałoby sens tylko w takim przypadku, gdyby autor był w długim romansie, który wpływałby na ich małżeństwo i nie kochał żony, która nie wiedziałaby o co chodzi. czyli jakby już na tym małżeństwie położył kreskę.
A On pobiegł  do żony jak do mamusi  żeby zrozumiała i chodziło o pannę którą za pół oku nie pozna na ulicy... bezdeeeeeenna głupota.

Zgadzam się. Alkohol, impreza i noc, jednorazowa przygoda, trudno, no niestety zdarza się. Dobrze, że potem wyrzut sumienia, źle, że zrzucenie z siebie tego ciężaru poprzez przywiązanie żonie kamienia do szyi i kopniak w kierunku jeziora.

Nic, ale to kompletnie nic poza zniszczeniami i bólem za tym nie idzie.

Takie sytuacje zdarzały się dookoła mnie. Źle pojmowana uczciwość zawsze prowadziła do zgliszczy i zniszczenia relacji w sposób absolutny, a przynajmniej trudny do odbudowania.

Ale kiedy zdradzacz, miał nie tylko odwagę żeby zdradzić, ale żeby z tym żyć i samemu się z tym uporać. No cóż. Życie szło dalej. paradoksalnie niekiedy lepiej (wiem, że to stwierdzenie może się wielu nie spodobać).

27

Odp: zdradziłem

Gary.
nic nie zwaliłem na żonę. NIC. To ja popełniłem błąd i będę TEZ musiał się z tym męczyć, życ, cierpieć.... wybierz sobie co chcesz. To ja mam poczucie winy. Więc nie gadaj o tym że zwalam winę na żonę. NIE. ona nie jest winna. niczemu.
Jeśli masz tylko w ten sposób pisać to daruj sobie - bo chyba nie wiesz co to oznacza.

28

Odp: zdradziłem
kate.middleton napisał/a:

Zastanawiam się skąd w ludziach na tym forum takie przekonanie , że lepiej nie mówić i morda w kubel, bo niby przerzuca się ciężar na żonę? Skąd takie chore myślenie. Bardzo dobrze , że się przyznał. Ja bym chciała wiedzieć i chciałabym mieć wybór czy zostać z taką osobą i dać sobie szansę czy nie. Życie w kłamstwie dla mnie jest gorsze. Nawet jak żona płacze to zna prawdę. Skoki w bok i milczenie to oznaka największej podłości i swinstwa. Oczywiście tak najlepiej dla zdradzacza, bo żona dalej żyje w kłamstwie i przekonaniu , że jej mąż to nigdy.

Byłaś kiedyś w takiej sytuacji ? Skąd wiesz czy wolałabyś prawdę ? A może ta prawda by Cię zniszczyła?
Nie mów co byś wolała, czysto teoretycznie, bo nie masz pojęcia.
A skąd takie chore myślenie, że jego żonie ta prawda była potrzebna?
Ja też cenię szczerość, ale nienawidzę głupoty

29

Odp: zdradziłem
ON38 napisał/a:

Gary.
nic nie zwaliłem na żonę. NIC. To ja popełniłem błąd i będę TEZ musiał się z tym męczyć, życ, cierpieć.... wybierz sobie co chcesz. To ja mam poczucie winy. Więc nie gadaj o tym że zwalam winę na żonę. NIE. ona nie jest winna. niczemu.
Jeśli masz tylko w ten sposób pisać to daruj sobie - bo chyba nie wiesz co to oznacza.

łooo matko... sad((( Nic nie rozumiesz w kwestii relacji między ludżmi jesteś w cimnej d...e.. I żona już wie, żee stamtąd wołasz.masakra...

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

30

Odp: zdradziłem
ON38 napisał/a:

Gary.
nic nie zwaliłem na żonę. NIC. To ja popełniłem błąd i będę TEZ musiał się z tym męczyć, życ, cierpieć.... wybierz sobie co chcesz. To ja mam poczucie winy. Więc nie gadaj o tym że zwalam winę na żonę. NIE. ona nie jest winna. niczemu.
Jeśli masz tylko w ten sposób pisać to daruj sobie - bo chyba nie wiesz co to oznacza.

Biednyś boś głupiś smile

31

Odp: zdradziłem
ON38 napisał/a:

Gary.
nic nie zwaliłem na żonę. NIC. To ja popełniłem błąd i będę TEZ musiał się z tym męczyć, życ, cierpieć.... wybierz sobie co chcesz. To ja mam poczucie winy. Więc nie gadaj o tym że zwalam winę na żonę. NIE. ona nie jest winna. niczemu.
Jeśli masz tylko w ten sposób pisać to daruj sobie - bo chyba nie wiesz co to oznacza.

Nie napisałem, że zwalasz winę na żonę. Napisałem że zwaliłeś jej na barki sto ton problemów. Swoich problemów. Romans był na boku to i problemy trzeba było trzymać na boku.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

32

Odp: zdradziłem
ON38 napisał/a:

Gary.
nic nie zwaliłem na żonę. NIC. To ja popełniłem błąd i będę TEZ musiał się z tym męczyć, życ, cierpieć.... wybierz sobie co chcesz. To ja mam poczucie winy. Więc nie gadaj o tym że zwalam winę na żonę. NIE. ona nie jest winna. niczemu.
Jeśli masz tylko w ten sposób pisać to daruj sobie - bo chyba nie wiesz co to oznacza.

nikt tu tego nie napisał. czytaj ze zrozumieniem.

33 Ostatnio edytowany przez kate.middleton (2018-12-05 14:32:16)

Odp: zdradziłem

Ququ owszem byłam w takiej sytuacji, bał się powiedzieć że go zostawię, a prawda i tak wyszła na jaw. Okazało się że ukrywał to przez dwa lata. O wiele bardziej bym doceniła faceta który się przyznał niż takiego co ukrywa i udaje szopkę że wielce kocha. Teraz kobieta jest w szoku, ale tak naprawdę miała prawo znać prawdę a nie być oszukiwana. Jeśli ci to naprawdę wybaczy to znaczy, że wasz związek jest silniejszy niż zdrada.

34

Odp: zdradziłem
ON38 napisał/a:

Pamiętaj ze mamy dzieci i również stąd obowiązki. To nie takie proste jak ci się wydaje.

Trzeba było o tym myśleć, zanim zdradziłeś.

Ech, naiwność niektórych jest porażająca... naprawdę myślałeś, że to się nie wyda? że nie będzie żadnych konsekwencji?
Skoro już zdradziłeś trzeba było siedzieć cicho. A tak rozwaliłeś to, co jeszcze było dobrego. Raczej nie będzie tu happy endu. Przepowiadam Wam rozstanie.

Odp: zdradziłem
kate.middleton napisał/a:

Ququ owszem byłam w takiej sytuacji, bał się powiedzieć że go zostawię, a prawda i tak wyszła na jaw. Okazało się że ukrywał to przez dwa lata. O wiele bardziej bym doceniła faceta który się przyznał niż takiego co ukrywa i udaje szopkę że wielce kocha. Teraz kobieta jest w szoku, ale tak naprawdę miała prawo znać prawdę a nie być oszukiwana. Jeśli ci to naprawdę wybaczy to znaczy, że wasz związek jest silniejszy niż zdrada.

Czasami wyrzuty sumienia i trzymanie tego w tajemnicy do końca życia, jest największą karą.
Autor twierdzi, że kocha, nie udaje niczego, a sam nie wie dlaczego zdradził.

Szkoda mi tej jego żony.

Kobieta jest organizmem ultradoskonałym.
Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach.
Przetrwa wszystko.

36

Odp: zdradziłem
kate.middleton napisał/a:

Ququ owszem byłam w takiej sytuacji, bał się powiedzieć że go zostawię, a prawda i tak wyszła na jaw. Okazało się że ukrywał to przez dwa lata. O wiele bardziej bym doceniła faceta który się przyznał niż takiego co ukrywa i udaje szopkę że wielce kocha. Teraz kobieta jest w szoku, ale tak naprawdę miała prawo znać prawdę a nie być oszukiwana. Jeśli ci to naprawdę wybaczy to znaczy, że wasz związek jest silniejszy niż zdrada.

I naiwnie myślisz , że jakby po przespaniu się z tą drugą przyszedł i pochwalił się co zrobił to Ty byś mniej cierpiała ? Nie sądzę.

Nie jestem przekonana co do tego , że lepiej nie mówić niż mówić.
Uważam, że autor "swój kamień u szyi" przewiązał żonie, jemu lżej a co z nią ??
Co ona dostała ? prawdę, która "zabija"
Jestem zdania, że lepiej jest jak się człowiek zastanowi zanim zrobi.
Uważam ,że w zdradę wchodzi się bo się chce.

37

Odp: zdradziłem

Ja jako kobieta wolałabym wiedzieć i mieć możliwość zadecydowania co zrobić w takiej sytuacji i ja tu autora podziwiam , że umiał sam z siebie się przyznać. Tak postępuje wiarygodną osoba, a nie kłamca. Wielu facetów nie mówi i zdradza kolejny raz, bo skoro to się nie wydało to kolejny raz też się nie wyda. Autor po prostu był odważny i umiał się przyznać - niewielu facetów ma w sobie tą klasę.

38

Odp: zdradziłem
kate.middleton napisał/a:

Ja jako kobieta wolałabym wiedzieć i mieć możliwość zadecydowania co zrobić w takiej sytuacji i ja tu autora podziwiam , że umiał sam z siebie się przyznać. Tak postępuje wiarygodną osoba, a nie kłamca. Wielu facetów nie mówi i zdradza kolejny raz, bo skoro to się nie wydało to kolejny raz też się nie wyda. Autor po prostu był odważny i umiał się przyznać - niewielu facetów ma w sobie tą klasę.

A gdzie tu "klasa" ? Przyznał się, bo go sumienie "gryzło" i coś długo się z tą klasą zbierał ( 10 miesięcy) a w międzyczasie "szczerze" żonie miłość wyznawał.
A na co liczył przyznając się ?

A ja jako kobieta wolałbym nie być zdradzoną.

Posty [ 1 do 38 z 124 ]

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018