bagienni_k napisał/a:To może każda ze stron widzieć inaczej, ale efekt i tak jest ten sam - rozstanie, które i tak jest przykre dla obu stron. Bo czy jest aż taka różnica w pojmowaniu faktu, że nie dopasowaliśmy się do siebie w seksie a tym, że potrzeby którejś ze stron nie były zaspokajane. Rezultat i tak jest ten sam..
Moim zdaniem - niekoniecznie. Stwierdzenie, że nie dopasowaliśmy się pod względem seksualnym, jest dla mnie często* zrzucaniem odpowiedzialności na siłę wyższą. Na zasadzie: skoro jesteśmy niedopasowani, to jesteśmy, nic na to nie poradzimy, nara. Natomiast jeśli spojrzeć na to tak, że mamy różne potrzeby, to możemy próbować coś z tym zrobić, choćby spotkać się w pół drogi - bo jednak w wielu innych aspektach potrzeby partnerów też się różnią i nie trzeba od razu z tego powodu się rozstawać, jeśli tylko obie strony wykażą dobrą wolę (co świadczy o tym, że to nie samo niedopasowanie jest powodem rozstania, a to, co się z tym niedopasowaniem robi). Ot, ona by chciała co pięć minut słyszeć wyznania miłości, a on z tych, którzy raz powiedzieli, że kochają i dadzą znać, jak coś się zmieni - on może nieco częściej produkować romantyczne gesty, starając się ją zrozumieć, ona może trochę przystopować z marudzeniem o świece, serduszka i płatki róż, starając się zrozumieć jego. No ale oczywiście mogą też się rozstać, bo niedopasowani.
Zawsze przecież znajdzie się jakiś obszar, w którym potrzeby dwóch osób nie są identyczne, więc jeżeli ktoś nie jest gotowy na żadne zmiany, to może mieć problem ze związkiem jakimkolwiek - i wtedy to już nie jest problem z seksem samym w sobie. Tzn. jeśli chciałabym uprawiać seks codziennie, a mój partner raz w tygodniu, to nie byłoby problemem dla mnie zrobienie z tego paru razy w tygodniu. Tak samo, gdyby sytuacja była odwrotna, ja rzadziej, on częściej. Problem pojawiłby się wtedy, kiedy on nie dopuszczałby do żadnych odstępstw od tego, czego chce. Wtedy moglibyśmy się rozstać, ale nie przez niedopasowanie (bo z tym można było coś zrobić), tylko przez to, że jest nieelastycznym matołem, który nie potrafi spojrzeć dalej niż czubek własnego nosa.
*Nie zawsze, bo rozumiem, że dla kogoś faktycznie to może być nie do przeskoczenia, jeżeli wziąć pod uwagę choćby osoby aseksualne, ale znowu w takich wypadkach - kiedy to dla kogoś kwestia, która nie podlega negocjacjom - powinno się o tym informować od razu, bo inaczej druga strona zostaje zwyczajnie oszukana. Jeżeli ktoś nie chce uprawiać seksu albo wie, że będzie go uprawiał raz na miesiąc (bądź też koniecznie musi codziennie po pięć razy) i nie ma szans na żadne zmiany w tym zakresie, to niech o tym powie. Wtedy faktycznie można mówić o niedopasowaniu, ale po prostu ciężko mi uwierzyć w te rzesze (sądząc po liczbie wątków na forum) osób, które mają jedną jedyną możliwą opcję, jeśli chodzi o częstotliwość seksu, i absolutnie nie są w stanie jej zmienić.