Ewika99 napisał/a:czekoladazfigami napisał/a:W sumie jakby mój mąż nad czymś pracował przez 8 miesięcy i zysk z tego wyniósłby 2000 PLN to kazałabym mu znaleźć sobie mniej czasochłonne hobby.
No. W sumie powinni tak postapic wszyscy, co sie rolnictwem zajmuja. Wszyscy. A ty bys jadla, to co ci zaserwuja wielkie fermy. Na pewno ekologiczne to nie jest.
Pewne nie jest, ale za to tanie i się opłaca producentom, przetwórcom, hurtownikom, detalistom i konsumentom.
Ludzie! Nie oszukujmy się. Producent rolny, który żyje (całkiem nieźle) ze swojej pracy nie będzie jadł tego, co wyprodukował. Znam rolników, którzy mają specjalistyczne hodowle i wierzcie mi, nie jedzą mięsa z własnej hodowli i nie piją mleka od swoich krów.
Część żywności dla naszej rodziny zakupuję u gospodarzy i wierzcie mi, ich ceny biją na głowę ceny makietowe. Pomimo że pomijamy drogę od producenta do detalisty i klienta, ceny kurczaka, wędzonki czy jajka są wyższe od cen sklepowych.
Sama pochodzę z rodziny małorolnej (gospodarstwo już nie istnieje) i zdaję sobie sprawę, że skoro 30 lat temu dzielono uprawy na prywatną i sprzedażową, to w obecnych czasach przy łatwym dostępie do nawozów i pasz, w płodach rolnych przeznaczonych do hurtowej sprzedaży już nie ma grama naturalności. (Te produkty są jak parówki pokarmem bogów, bo tylko bogowie wiedzą, co w nich jest;)
Co do cen, które rolnicy otrzymują za swoje produkty, to bardzo mi przykro, ale kiedyś kurczaka czy wieprza hodowano znacznie dłużej i dużo większym nakładem pracy i paszy.
Owoce, moja rodzina posiadała sporą plantację truskawek, zarówno dzisiaj jak w przeszłości zysk był ruletką. Zdawaliśmy sobie sprawę, że statystyczne co czwarty rok jest opłacalny na tyle, że warto się przetrzymać trzy chude lata.
Autorka (Ewika99) ubolewa nad nieopłacalnością rolnictwa, nad druzgoczącą konkurencją spoza naszych granic i równocześnie opowiada, w jaki sposób oszukuje się polskiego konsumenta zmieniając rzeczywiste pochodzenie produktu na rodzime. (Na marginesie, czy nie w polskich przetwórniach dokonują się przekręty?) Z tego, co zaobserwowałam, to rolnicy, którzy tańczą do współczesnej muzyki na rynku płodów rolnych, mają się wyśmienicie. Wiedzą, co sprzedają i sami tego nie przyrządzają w swoich kuchniach, ale mają świadomość, że to klient reguluje ich produkcję podażą. Gdybyśmy nie inwestowali w tanie jedzenie, szukali produktów zdrowych i pewnego pochodzenia, to producenci rolni dostosowaliby się do potrzeb.