czekoladazfigami napisał/a:Co do rolnika, w sumie są studia na SGGW, ale w sumie do uprawiania tego zawodu wystarczy odrobina doświadczenia i umiejętność obsługi konkretnych maszyn. Czyli wystarczy skończyć podstawówkę.
Oj to podaj namiar na podstawówkę, którą kończyłaś skoro uczą w niej obsługi maszyn rolniczych. Są jakieś profilowane klasy obsługi snopowiązałki, a osobno pługu talerzowego? A co z kombajnem zbożowym? A kombajny do zbioru owoców? Na traktor to wg ciebie się po prostu wsiada i hej dalej w pole! Jak ci się zepsuje, to "memory - find" i dzwonisz po serwis. Przyjadą za dzień, dwa z lawetą, wezmą do naprawy i za tydzień, dwa wróci jak nowy. Zaraz, zaraz, a w tym czasie jak kombajna w gospodarstwie nie ma, to owocek czy kłosek z pola wołają - spoko wodzu, nie martw się, my tu sobie cierpliwie poczekamy, nigdzie sobie nie pójdziemy. Wróci kombajn z naprawy, wyciągniesz z bieliźniarki dziesięć klocków żeby zapłacić za naprawę i dalej wesoło na żniwa...
Jaja sobie robię, bo nie masz zielonego pojęcia o rolnictwie i z czym się wiąże. Daj sobie spokój, ewentualnie zacznij od treningu na małą skalę i posiej sobie rzeżuchę na parapecie...
czekoladazfigami napisał/a:Dokładnie, opłaca się mieć 200 krów, a nie 5. Czas na zmiany... Wszyscy mogli się dostosować, a rolnicy nie.
Ha, ha, to dobitnie świadczy jak wiele wiesz o polskim rolnictwie. Mam takie pytanie. Byłaś w ogóle kiedyś na polskiej wsi? 25 lat temu i teraz? Widziałaś gdzieś teraz rolnika z 5 krówkami? Ja czasem krowę widuję i wiem, że to ktoś trzyma hobbystycznie, bo lubi mleko "od siebie", a nie ten syf, który jest w sklepach. Na tej samej zasadzie jeszcze trzymają ludzie po parę sztuk świnek czy kury. Na własne potrzeby. Na sprzedaż to zostały już tylko wielkie chlewnie, fermy drobiu i hodowle krów pod mięso i mleko. Bo tylko takie duże, nowoczesne zakłady są w stanie spełnić obecne przepisy weterynaryjne i sanitarne. Byłaś w środku takiego zakładu? No nie, bo nikt by cię nie wpuścił bez badań i kombinezonu. Tam posadzki są na 100 % czystsze niż blat w twojej kuchni.
Ale mogę z dużą dozą prawdopodobieństwa zgadywać, że byłabyś pierwsza żeby wylewać wiadra pomyj na tych nowoczesnych producentów, że w okolicy śmierdzi, a ty sobie tam, na uroczej wsi zbudowałaś daczę. No śmierdzi i to niewąsko, bo taki zakład produkuje od groma śmierdzącego gówna, które gdzieś trzeba trzymać i wywozić. Błeeee i to u nas, na uroczej wsi, gdzie za swoją krwawicę uciekłam z tego fajnego, kulturalnego miasta? A w sklepie mogę się założyć chodzisz i szukasz jajeczka z ekologicznej fermy, gdzie kurka chodzi sobie wolno i bezstresowo. Zaraz, zaraz przecież takie jajeczka nie biorą się z wielkich, nowoczesnych ferm, gdzie chodzi o masową produkcję "byle tanio", bo klienta interesuje głównie cena.
troll napisał/a:Czemu akurat drobni rolnicy mają być tą wyjątkową grupą po której miałbym zapłakać? Dostosujcie się żeby przetrwać.
Bo jak ich nie będzie, to będziesz żarł, to co ci farmerzy z tych wielkich zakładów każą. Czyli byle gówno, byle tanio.