Cyngli napisał/a:Anderstud, moja matka od lat mieszka za granicą i nie ma takich kokosów o jakich piszesz. O pracę stałą bardzo trudno. Więc to nie jest tak, że za granicą lepiej/prościej.
Cyngli, błagam.
Osobiście znam całą masę ludzi z mojego najbliższego otoczenia, którzy wyjeżdżali 10 lat temu do UK puści w ryj.
Ich cały dobytek mieścił się w reklamówce z Biedronki, a pod pachami dwójka małych dzieciaków i ani be ani me po angielsku.
Dzisiaj są ustawieni na kilka lat do przodu, mieszkają w wielkich domach, mają po kilka samochodów i walizki oszczędności.
Większość z nich, gdyby chcieli, to w każdej chwili mogą wrócić do PL, kupić mieszkanie za gotówkę i normalnie tutaj żyć,
tylko że nie chcą, bo tutaj się nie da normalnie żyć, zwłaszcza komuś, kto przesiedział ileś tam lat za granicą i taka jest prawda.
Każdy zdrowy facet, który ma obie ręce, bez żadnego wysiłku znajdzie dobrze płatną robotę, choćby pomocnika na budowie,
gdzie dostanie z marszu 10-15 euro za godzinę. Do niedawna sam jeździłem, to wiem. Wystarczy policzyć ile to wychodzi
8-10 godzin dziennie, 5-6 dni w tygodniu przez miesiąc czasu i w jakim czasie można spłacić zadłużenie rzędu 4.000PLN
czyli równowartość niecałych 1.000 euro. Jeszcze jakieś pytania?
Cyngli napisał/a:Poza tym o jakich długach "jak stąd aż do księżyca" Ty piszesz, skoro ten facet ma tylko 4tyś złotych długu?
Mam wrażenie, że niektórym się nawet nie chciało przeczytać wszystkich postów Autorki...
wodusia1 napisał/a:On spłacał długi po chorobie żony, poszły na to podobno wszelkie oszczędności, został jeszcze z długami.
Wyżej podałem wyliczenia dla człowieka z ulicy, który trafił do obcego kraju i dopiero szuka punktu zaczepienia.
Polacy mieszkający latami za granicą, nierzadko mają już piątą czy dziesiątą pracę, gdzie zarabiają znacznie więcej niż w podanym przykładzie,
dlatego według mnie albo facet zmyśla na poczekaniu historie niestworzone i cholera jedna wie ile w tym, wszystkim prawdy jest,
albo jest pospolitym babiarzem, który żyjąc ponad stan przepuścił wszystko co miał, popadając w finansowe tarapaty i pętla się zaciska,
więc szuka w popłochu jakiejś ustawionej babki, która da się nabrać na te jego romantyczne pierdy i sypnie sianem albo chociaż przygarnie.
Daleko nie szukając moja była żona też takiego Romeo sobie znalazła, co poza jedną parą portek na dupie, nie miał dosłownie nic.
Wzięła go do domu, ubrała, odkarmiła, pracę u siebie mu dała, bo przecież lebiega sam sobie znaleźć żadnej nie umiał biedaczek,
dwa lata nie minęły i zaczęły wyłazić historie z przeszłości. Pozbyć się go teraz nie można, bo gdzie on pójdzie biedny mały miś
jak on nic nie ma, nawet pieniędzy na alimenty dla swojej półtorarocznej córeczki, której mamusia właśnie go odnalazła na fejsie
po tym jak ją zostawił w ciąży i zniknął bez słowa, taki był romantyczny Romeo. I ta moja biedna żona nie dość, że musi oczami teraz świecić
przed wszystkimi, bo przecież pojęcia o niczym nie miała, to jeszcze musi łożyć hajs na całe towarzystwo, bo on nie ma, a płacić alimenty trzeba
i jeździć do tego dziecka też trzeba, a oprócz tego malutkiego ma jeszcze dorosłą córkę, której mieszkanie w naszym mieście wynajęli,
bo Romeo przyjechał bez grosza przy dupie z jakiejś wiochy zabitej dechami, gdzie pomieszkiwał u brata, a córeczka mieszkała z mamusią.
Nagle córunia zapragnęła mieszkać bliżej tatusia i teraz zagadka dla wszystkich - zgadnijcie kto płaci za to wynajmowane dla niej mieszkanie...
Tak więc podsumowując, biorąc przybłędę pod swój dach, wzięła sobie na łeb utrzymanie dorosłego faceta, jego dorosłej córki,
oraz małego dziecka, na które trzeba będzie łożyć przez najbliższe 16 lat, bo ta mała ma 1,5 no żyć nie umierać po prostu
i nasza autorka skończy podobnie jeśli nie zachowa trzeźwego myślenia i da się ponieść fali tej pięknej romantycznej miłości,
która nagle opadnie jak tylko Romeo swoje walizki wniesie i zakotwiczy u niej na dobre. I co z nim wtedy zrobi?