Ola_la, ty chyba nie czytasz całego wątku takie mam wrażenie. Przeszłam jeszcze więcej niż on, tyle napiszę w skrócie i nie zamierzam pisać więcej, bo nie o to w wątku chodzi, lecz o ocenę czy w ogóle takiego niebieskiego ptaka brać pod uwagę.
Reszty też nie komentuję,m bo nie mam czasu na to.
Jedynie napiszę to co pisałam do tej pory już kilka razy: Tak, mam sie z czego utrzymać, mam mieszkanie, mam stabilizację. Bardzo szkoda, że niektórzy piszą nie przeczytawszy całego wątku, tylko pierwszy post i tyle. Jestem zaradną osobą, dzieci są maleńkie, ale chodzą na basen, na zajęcia ze sztuki walk, na angielski. O czym ty w ogóle Ola_la piszesz to janie wiem. A gdyby nie miały niczego to znaczy że mam brać niezaradnego faceta, bo ja nie mam? To chyba nie o to chodzi. Ja raczej nie chcę wdepnąć w szambo i dlatego zwróciłam sie do obiektywnych osób. Aby oceniły nie oceniając mnie czy to jest poważna osoba, taka która powyżej 30 i lat za granicą zjeżdża z długami, zostawia syna dziadkom bo sobie za granica nie radzi i nie oszczedza aby do syna wrócić i nie bierze się w karby, dopiero dla obcej kobiety i miłości nagle raz dwa znajduje dodatkową pracę i spina się do jak najszybszego powrotu. Dla OBCEJ kobiety a nie DZIECKA. To też mnie bardzo bardzo zastanawia. Bo dla mnie dzieci są ZAWSZE najważniejsze. Nigdy bym nie zdecydowała sie na powrót gdzieś dla faceta a nie dzieci. Jakieś to dla mnie też niesmaczne jest.Gdyby nie ja to on owszem planował zjazd, ale może we wrześniu, może później. Tak jakby też kombinował aby wrócić dopiero jak kogoś pozna. No nie rozumiem tego, tak jakby tego dziecka nie kochał? Nie wiem, może to dlatego że facet? Acha, i wiecznie powtarza, że w małżeństwie czy związku to kobieta i facet są najważniejsi, dzieci to dodatek. Ciągle mi przesyłał cytaty i mówił, że najwązniejsze jest aby spędzać czas razem, dzieci mają sie sobą zajmować. Ja się z tym zgadzam częściowo, ale też bez przesady.
Jeszcze jedno - raz obraził sie na mnie, bo powiedziałam, że nie będę mieć już nigdy dziecka. On stwierdził, że gdy jest para to powinni mieć razem dziecko, bo to jest usankcjonowanie miłości. Razem mielibyśmy troje dzieci, z dodatkowym czworo. Zjechałam go jak to on sobie wyobraża niby, nawet pracy nie ma, nie wie jakby to miało być w przyszłości. Obraził się na mnie, bo z exem miałam, więc widocznie go nie kocham jak exa bo nie chcę z nim mieć dziecka. Dla mnie po prostu dziecinada i powiedziałam że nie ma mowy.
Ja mam wrażęnie że on dla kobiety zgodziłby się na WSZYSTKO. Rozmawialiśmy o zabezpieczeniu, bo w tym też jest lekkomyślny, to JA muszę ciągle myśleć jak sie zabezpieczać, on się tym nie przejmuje. Jak powiedziałam,że może zrobi wazektomię, nawet nie pytając powiedział, że jeśli tak chcę to nie ma problemu.
Acha, przypomniałam sobie na co jeszcze wydawał kupę pieniędzy po pogrzebie - na telefon. Podobno całymi dniami i nocami gadał z jakąś poznaną przez net kobietą, potem do niej dwa razy pojechał, ale nie podobała mu się, ona sie przyczepiła potem, on żeby była jasność sytuacji przelał jej pieniądze za to że tyle z nim gadała, bo on ją jako psychoterapeutkę potraktował i chciał aby była jasność. Przelał jej 600 zł.
I też nie rozumiem co jest złego w wycieczkach. To chyba normalne, że skoro mnie stać to jeżdżę z dziećmi, nie tak? Miałyby moje dzieci nie jechać, bo jakiś facet nie ogarnął swojego życia i wolał z kobietami gadać i przepuszczać na jedzenie i wojaże po Polsce? Ja mam sytuację stabilną i moim obowiązkiem są przede wszystkim moje dzieci. One nie będą już nigdy przez żadnego faceta cierpieć. Jeździliśmy na wycieczki, mają obiecane na tą też i pojedziemy. A on niech dalej się maże. Decyzji nadal nie podjęłam, a on unika tematu, kolejna dziwna rzecz. On ciągle dzwoni do ojca swojego, po 5 razy dizennie. Opowiada mu wszystko co sie u niego dzieje, pyta czy dobrze robi, co powinien teraz zrobić, w tym co mu pasuje przytacza ojca i robi co tamten każe, w tym co nie pasuje, nie robi.