Autor postu po tych butach jakie na niego spadły sobie poszedł.
Człowiek zwraca się z prosbą o radę o zrozumienie o wysłuchanie a tu co? Krytyka i kopniaki. Cokolwiek naipsze będzie złe i wyśmiane.
Czy wy jestescie tacy idealni? Czy nikt nie popełnił żadnego błędu? Czy wszyscy macie tak idealne małżeństwa? Czy gdy w małżeństwie pojawia się problem to już tylko rozwód jest rozwiązaniem?
Krytykować łatwo,ale mądrze doradzić to gorzej prawda?
Kiedyś lubiłam to forum,ale z tego powodu coraz mniej,bo to co napisałam nie tyczy się tylko tego postu ale niemalże każdego który tu ostatnio czytałam....
Autor postu po tych butach jakie na niego spadły sobie poszedł.
Człowiek zwraca się z prosbą o radę o zrozumienie o wysłuchanie a tu co? Krytyka i kopniaki. Cokolwiek naipsze będzie złe i wyśmiane.
Czy wy jestescie tacy idealni? Czy nikt nie popełnił żadnego błędu? Czy wszyscy macie tak idealne małżeństwa? Czy gdy w małżeństwie pojawia się problem to już tylko rozwód jest rozwiązaniem?
Krytykować łatwo,ale mądrze doradzić to gorzej prawda?
Kiedyś lubiłam to forum,ale z tego powodu coraz mniej,bo to co napisałam nie tyczy się tylko tego postu ale niemalże każdego który tu ostatnio czytałam....
Ines, nie zauważyłam Twojej porady
w słuch się zamieniamy...
Człowiek zwraca się z prosbą o radę o zrozumienie o wysłuchanie a tu co? Krytyka i kopniaki. Cokolwiek naipsze będzie złe i wyśmiane.
Czy wy jestescie tacy idealni? Czy nikt nie popełnił żadnego błędu? Czy wszyscy macie tak idealne małżeństwa? Czy gdy w małżeństwie pojawia się problem to już tylko rozwód jest rozwiązaniem?
Krytykować łatwo,ale mądrze doradzić to gorzej prawda?
Ines a ty co mądrego doradziałaś autorowi? może pogłaskałaś go po główce?
Każdy z forumowiczów ma prawo do własnej oceny, własnych poglądów, to nie jest kółko wzajemnej adoracji! Koleś był dumny jak kogucik, bo za jego żoną oglądają się faceci, a potem zonk! jego żonka mizia się na jego oczach z innym, a on dalej się gapi i zastanawia się, czy jakiś inny penis penetrował pochwę jego żony... dramat niczym w brazylijskiej telenoweli, można się spłakać ostro.
Gary, rozczarowałam się Twoim postem.
Jest taki ... hm, mieszczański .
Spodziewałam się raczej czegoś w rodzaju :
" czego jej żałujesz ,to dobrze ze szuka urozmaicenia, wniesie trochę nowinek do waszego współżycia , sam powinieneś zadbać o zdobycie nowych doświadczeń zamiast stać w miejscu z jedna kobieta" a tu ... zonk - standardowe trzymanie spódnicy na smyczy.
Gary, jakieś problemy egzystencjonalnie Cię dopadły ? ![]()
70 2018-06-20 11:42:09 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2018-06-20 12:32:13)
Witam ponownie
Już po czasie mogę napisać co nieco.
Nie wchodziłem na forum bo czytanie tego odbierało mi siły psychiczne. I w momencie kiedy chciałem skupić się na związku wzbudzało to tylko moją nienawiść do żony. Nawet teraz ciężko było czytać wasze teksty (bo nadrobiłem zaległości.
Co do tekstów, że tak się idealnie opisałem. Nie no wiadomo nie ma ideałów. Może za słodko się przedstawiłem. Poza tym, że szalałem za żoną i faktycznie pod względem uczuciowym nie mam sobie nic do zarzucenia to trzeba przyznać, że mam trudny charakter (skorpion). Potrafię w nerwach pokrzyczeć, rzucam skarpetki na podłogę (ale je kiedyś podnoszę) mało sprzątam w domu (ale za to gotuję tylko ja), jak trzeba coś zrobić w domu to nie zawsze to robię od razu (ale nie za rok).
Teraz już trochę ochłonąłem, życie wróciło do względnej normalności. Oczywiście jesteśmy razem, nikt się nie wyprowadził. Jest na tyle normalnie, że żona zdążyła już się przestać starać i poczucie winy jej raczej nie towarzyszy. Poza momentami kiedy mnie złapie rozkmina i jej wygadam jaka była podała itd. Niestety takich momentów wciąż jest sporo szczególnie kiedy widzę, że ona się nie stara. Seksu znów jest mało. Generalnie moje podejście do związku się trochę zmieniło, mniej jestem ciepły, już mam bardziej wulgaryzm. Jest między nami dobrze, ale już nigdy nie będzie tak, że mogę dla niej zrobić wszystko. Teraz potrafię się na nią złościć dłużej i pewne sprawy są mi bardziej obojętne.
Zamiast wydawać 2000 zł na detektywa to wydałem kasę na siebie. Zrobiłem sobie wazektomię i niedługo wysyłam próbki do badania.
Teraz już trochę ochłonąłem, życie wróciło do względnej normalności. Oczywiście jesteśmy razem, nikt się nie wyprowadził. Jest na tyle normalnie, że żona zdążyła już się przestać starać i poczucie winy jej raczej nie towarzyszy. Poza momentami kiedy mnie złapie rozkmina i jej wygadam jaka była podała itd. Niestety takich momentów wciąż jest sporo szczególnie kiedy widzę, że ona się nie stara. Seksu znów jest mało. Generalnie moje podejście do związku się trochę zmieniło, mniej jestem ciepły, już mam bardziej wulgaryzm. Jest między nami dobrze, ale już nigdy nie będzie tak, że mogę dla niej zrobić wszystko. Teraz potrafię się na nią złościć dłużej i pewne sprawy są mi bardziej obojętne.
Dopóki nie przepracujecie tematu i przy każdej możliwej okazji będziesz jej gadać jaka to ona była, nic się nie zmieni. Gorycz, żal, nerwy pozostaną.
Ona ma dość gadania czy tłumaczenia, a Ty ją cały czas atakujesz. Kawa na ławę, podjęcie decyzji co z tym robicie i działanie.
Ona się nie stara, Ty masz to w nosie, to po co to ciągnąć?
72 2018-06-20 13:53:32 Ostatnio edytowany przez Teufel (2018-06-20 13:54:02)
Witam ponownie
Już po czasie mogę napisać co nieco.
Nie wchodziłem na forum bo czytanie tego odbierało mi siły psychiczne. I w momencie kiedy chciałem skupić się na związku wzbudzało to tylko moją nienawiść do żony. Nawet teraz ciężko było czytać wasze teksty (bo nadrobiłem zaległości.Co do tekstów, że tak się idealnie opisałem. Nie no wiadomo nie ma ideałów. Może za słodko się przedstawiłem. Poza tym, że szalałem za żoną i faktycznie pod względem uczuciowym nie mam sobie nic do zarzucenia to trzeba przyznać, że mam trudny charakter (skorpion). Potrafię w nerwach pokrzyczeć, rzucam skarpetki na podłogę (ale je kiedyś podnoszę) mało sprzątam w domu (ale za to gotuję tylko ja), jak trzeba coś zrobić w domu to nie zawsze to robię od razu (ale nie za rok).
Teraz już trochę ochłonąłem, życie wróciło do względnej normalności. Oczywiście jesteśmy razem, nikt się nie wyprowadził. Jest na tyle normalnie, że żona zdążyła już się przestać starać i poczucie winy jej raczej nie towarzyszy. Poza momentami kiedy mnie złapie rozkmina i jej wygadam jaka była podała itd. Niestety takich momentów wciąż jest sporo szczególnie kiedy widzę, że ona się nie stara. Seksu znów jest mało. Generalnie moje podejście do związku się trochę zmieniło, mniej jestem ciepły, już mam bardziej wulgaryzm. Jest między nami dobrze, ale już nigdy nie będzie tak, że mogę dla niej zrobić wszystko. Teraz potrafię się na nią złościć dłużej i pewne sprawy są mi bardziej obojętne.
Zamiast wydawać 2000 zł na detektywa to wydałem kasę na siebie. Zrobiłem sobie wazektomię i niedługo wysyłam próbki do badania.
A żona o wazektomii wie?!
73 2018-06-20 14:56:10 Ostatnio edytowany przez Jovanna (2018-06-20 18:45:16)
Nie dziwie sie Twojej zonie, ze juz nawet sie nie kryla ze zdrada. Jestes tak omamiony, ze lykniesz wszystko. I zycie pokazalo, ze mam racje, bo wciaz robisz za meski podnozek (sory, ale staram sie ciebie trzepnac, bo te jej zdrady sa tak ewidentne... jak mozesz sobie wmawiac ze to sie nie dzialo?? Skoro tak latwo przychodzi ci, udawanie przed samym soba, ze zonka nie winna, to moze przestan udawac i zaproponuj jej trojkat z sasiadem? Kazdy bedzie robil to samo co teraz, tylko oficjalnie.
Dla mnie smyranie sie w towarzystwie oznacza, ze nie mogli bez siebie wytrzymac. Tak bardzo maja na siebie ochote, ze caly czas musza sie zaczepiac. Po pierwsze to na moje oko oni juz razem spali. I to wiele razy. Pierwsza zdrada zazwyczaj nie wyglada tak: koles smyra cie pod stolem - wiec idziesz sie z nim przespac. Pierwsza zdrada to albo wielokrotny regularny kontak, romans, ktory przechodzi do fizycznosci - albo, seks w przyplywie emocji. Dla mnie to smyranie to bardziej: "byles boski dzisiaj rano, powtorzymy to, bo nie moge wytrzymac?" Moze za bardzo analizuje samo smyranie noga xD ale to nie mogl byc jeden pocalunek. Dla mnie oni juz maja konkretna relacje. Najprawdopodobniej zachowywali sie jak dotad, jak nastoletnia para chowajaca sie przed mamusia. I mamusia nie przylapala. Ale pewnego razu zona powiedziala do kochanka: "daj spokoj on jest taki glupi, ze nic nie zauwazy. Zakochany we mnie po uszy". I wtedy zaczeli sie smyrac tez przy mezu. I faktycznie, maz lyknal kazda scieme. Wiec zeby, znowu go oglupic zonka skacze wokol rogatego meza, ktory nie jest swiadomy, ze rogi juz ma, a do tego tak wielkie, ze haczy nimi o sufit.
Na moje oko ona robi Cie w bambuko. I juz dawno nie kocha, bo nie boi sie, ze odkryjesz romans. Jest pewna ze i tak Ci zamydli oczy, no ale jednak podejmuje to ryzyko, ze sie polapiesz i bedziesz cierpial. Ma to tak bardzo w dupie, ze jest w stanie zaryzykowac Twoim cierpieniem, tylko po to, by posmyrac swojego kochanka pod stolem. Ok. Oszukala, zdradzila i dalej w bezczelny sposob klamie. Patrzac Ci prosto w oczy. I jak jej nie wierzyc, gdy ona mowi, ze sasiad nie penetruje tych jej zlotych ust.... wiec moze po prostu ten trojkat, skoro ja tak kochasz?