Wg mnie trochę bez sensu jest przekonywanie kogoś do, powiedzmy, zmiany zdania w tym temacie, a z drugiej strony uzasadnianie swojego stanowiska tym, że jeden będzie taki, a drugi ma większe szanse na coś tam, samo się o to prosi. Zgadzam się z tym, że każdy przypadek jest inny i nie ma co wyciągać wniosków o trwałości ewentualnego związku na podstawie tej jednej cechy, nie ma też co dyskutować o winie i przyczynach danego stanu rzeczy, bo - jak wyżej - bywa różnie.
Nie chciałabym być np. z kawalerem, który w związku nie był, a poświęcił całe lata na intensywne szukanie drugiej połówki - nie dlatego, że jest kawalerem, tylko przez to, że jakoś zawsze zraża mnie taka potrzeba bycia z kimś, nieumiejętność cieszenia się życiem samemu itd. Tak samo nie chciałabym "synusia mamusi", który do tej pory nie ma własnego zdania ani życia. I pewnie nie chciałabym wielu innych typów kawalerów, ale to nie znaczy, że pan kawaler i to nawet bez związków na koncie zostałby skreślony. Mój partner, nie licząc jakiejś tam nastoletniej miłostki, całe życie był sam - bo mu to nie przeszkadzało, miał swoje życie i nie szukał nikogo na siłę. I właściwie to samo można by napisać o mnie, więc to było moje podejście, pasujące mi idealnie.
Z rozwodnikami jest trochę inaczej, może mniej logicznie, ale i do takich zachcianek mam prawo.
Generalnie nie mam nic przeciwko rozwodom, samo wzięcie ślubu z kolei nie jest dla mnie specjalnie ważne (tzn. mogłabym całe życie być w nieformalnym związku i nie ubolewałabym nad tym, nie licząc może prawnych udogodnień), ale gdybym już miała ten ślub brać, to byłaby to dla mnie jedna z najważniejszych (może najważniejsza?) decyzji w życiu; na pewno nie podjęłabym jej ot tak, bo euforia, bo się oświadczył, hurra, kochamy się, więc bierzmy ślub, będzie super. I chociaż wiem, że ten potencjalny rozwodnik mógłby nie przywiązywać do tego tak wielkiej wagi, to tak po prostu wolałabym - może z próżności, jest na to lepsze słowo, ale, zabijcie, wyleciało mi z głowy - żeby mężczyzna wcześniej żony nie miał. Nie twierdzę, że bycie po rozwodzie by kogoś skreśliło (to akurat teoria, bo jakoś w swoim otoczeniu rozwodników w moim wieku nie mam, więc nie rozważałam tego w odniesieniu do konkretnej osoby), ale mając do wyboru tę samą osobę w wersjach "rozwód" i "kawalerstwo", wolałabym tego drugiego.