Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 261 ]

131

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
zwyczajny gość napisał/a:

Mam znajomą (kiedyś razem pracowaliśmy), super laska, wykształcona, inteligentna, eksponowane stanowisko i .......stale sama. Kiedyś szukała, teraz machneła ręka.......
Nie wiem, czy te progi ustawiła zbyt wysoko czy też faceci boją się kobiet zbyt ładnych, inteligentnych i niezależnych.

Jeśli w/w przez ciebie kobieta szuka: super faceta, wykształconego, inteligentnego, na eksponowanym stanowisku to czy to można określić jako zbyt wysoko ustawiony próg? Czy może szukanie kogoś na swoim poziomie?

Zobacz podobne tematy :

132

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
zwyczajny gość napisał/a:
summerka88 napisał/a:
zwyczajny gość napisał/a:

A do czego ma być ten chłop 35+ ???

Jako zlota rączka ?
Jako bankomat ?
Do przelecenia ?
Jako jeleń podręczy ?
Pomoc domowa ?

Bo jak do kochania i miłoci (o ile coś takiego we współczesnym materialistycznym świecie jeszcze istnieje) to chyba nie ma żadnego znaczenia.....

No tak, z tym, że większość ludzi ma swoje wymagania progowe, wg których selekcjonuje potencjalnych partnerów. Chociażby po to, żeby nie tracić czasu, energii. Zatem JEŚLI mam wybór, to odrzucam tych, którzy są poniżej progu. A jeśli ktoś przez całe swoje 35+ źycie nie był w żadnym dłuższym związku, to może oznaczać jakiś istotny „defekt”, więc jest dla mnie poniżej mojego progu. Ale jak to mówią na bezrybiu i rak ryba, więc jak mam czas i energię, a za to nie mam innych opcji, to mogę powiedzieć sprawdzam i zobaczyć, co z tego wyjdzie wink

Mam znajomą (kiedyś razem pracowaliśmy), super laska, wykształcona, inteligentna, eksponowane stanowisko i .......stale sama. Kiedyś szukała, teraz machneła ręka.......
Nie wiem, czy te progi ustawiła zbyt wysoko czy też faceci boją się kobiet zbyt ładnych, inteligentnych i niezależnych.

Trzeba byłoby znajomej zapytać z jakiego powodu - z jej perspektywy - nie stworzyła żadnego dłuższego związku.
Ale tak intuicyjnie wychodzi mi, że gdyby faceci odrzucali z jakiegokolwiek powodu zbyt ładne, inteligentne i niezależne kobiety, to wszystkie kobiety spełniające te kryteria byłyby samotne, a przecież tak nie jest smile

133

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
lilly25 napisał/a:

a przeciez 'ktos kto nam nie odpowiada' to niekoniecznie osoba uznana przez nas za bezwartosciowa.

i odwrotnie.

lilly25 napisał/a:

Juz predzej naprawde bardzo starac to sie trzeba zeby w zyciu trafic choc raz na kogos odpowiedniego, a nie odwrotnie.

Jakoś praktycznie wszyscy, znani mi "wartościowi" ludzie, znaleźli sobie kogoś niezależnie od: nauki, kariery, pracy, wyjazdów, hobby, itd.
Czy aby takie "ciągłe porażki" to nie by przejaw jakiegoś "lęku przed wchodzeniem w bliskie/intymne relacje"?

Ludzie są rożni ale nie aż tak, bo np. socjologia/psychologia/psychiatria by nie działały. Więc jak "schematy" działają i innym się udaje, to "ci co się im nie udaje" (i zostają np.: tymi 35+ letnimi kawalerami z mamusią/starą panną z kotem... jak przytaczano gdzieś powyżej) to muszą robić coś źle/mieć problem.

summerka88 napisał/a:

Ale tak intuicyjnie wychodzi mi, że gdyby faceci odrzucali z jakiegokolwiek powodu zbyt ładne, inteligentne i niezależne kobiety, to wszystkie kobiety spełniające te kryteria byłyby samotne, a przecież tak nie jest

Nie jest przypadkiem tak, że kobiety i mężczyźni mają jednak trochę inne kryteria doboru partnera/ki?

134

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
misiando napisał/a:

No takie pytanie do pań, z czystej ciekawości...

Lepszy kawaler z rynku pierwotnego, czy jednak z wtórnego? I dlaczego?

Jakie dla pań to ma znaczenie?


hmmm taki na przyklad 40-letni pan, ktory co niedziela jezdzi na obiadki do swojej mamusi hehehehe

Albo jeszcze lepiej, taki ktory mieszka u mamusi!!! hahahahahaha

No weeeez, ale pytanie z 35+.

"No bo" jesli na przyklad mial babeczke, ale nie mial slubu, to jak go sklasyfikowac?

Kawaler 35+ to taki ktory nie powiedzial jeszcze tak... hmmm no ale w dzisiejszych czasach ja bym uznala iz to jest facet ktory jeszcze nie mial partnerki na stale, czyli jednak swir pelna geba hehehe

Z faktami nie wygrasz smile


.

135 Ostatnio edytowany przez Makigigi (2018-04-13 23:32:38)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Znerx napisał/a:

Jakoś praktycznie wszyscy, znani mi "wartościowi" ludzie, znaleźli sobie kogoś niezależnie od: nauki, kariery, pracy, wyjazdów, hobby, itd.
Czy aby takie "ciągłe porażki" to nie by przejaw jakiegoś "lęku przed wchodzeniem w bliskie/intymne relacje"?

Też sądzę, że jeśli ktoś aktywnie szuka partnera/partnerki przez wiele lat i ciągle nie może znaleźć, to przyczyna na ogół (zaznaczam, że na ogół, a nie zawsze) tkwi w nim samym. Nie powiedziałabym, że taka osoba nie jest wartościowa, bo może być wiele przyczyn pozostawania samotnym. Na przykład może to być bagaż przeszłych doświadczeń - jak piszesz, lęk przed wchodzeniem w bliskie związki. W tej chwili mi się nasunęło, że lęk przed autentyczną bliskością być może jest najpowszechniejszą przyczyną ciągłych poszukiwań i przedłużającej się samotności. Bo to jest przyczyna, dla której sabotujemy własne relacje bądź to zachowując się w związkach w sposób destrukcyjny, bądź lokując uczucia w osobach, które nie nadają się do związku z nami. Zastanawiam się, czy odłożenie planów matrymonialnych, aby robić karierę, nie może mieć u podłoża chęci ucieczki przed konfrontacją z lękiem przed bliskością lub przed płcią przeciwną. Zaznaczam ponownie, że mówię o osobach, które szukają kogoś od wielu lat bez powodzenia.
Wyśrubowane, niemożliwe do spełnienia oczekiwania też mogą być przykrywką dla tego rodzaju lęku. Ale mogą też być przejawem narcyzmu ("nikt nie zasługuje na taki cud jak ja" :-) ). Wiadomo, znajdzie się wiele innych przyczyn, jak trochę poskrobać.
Druga przyczyna "przewlekłej samotności" to może być ambiwalentny stosunek do płci przeciwnej: bardzo potrzebuję kobiety/mężczyzny i jednocześnie nienawidzę kobiet/mężczyzn. Szukam relacji z drugą osobą, ale kiedy już coś się kroi między nami, to ta osoba zaczyna mnie okrutnie wku...rzać. Zaczynam skupiać się na tych cechach tej osoby, które kojarzą mi się ze znienawidzonym archetypem kobiety/mężczyzny. Albo szukam i nikt mi nie pasuje, bo każdy kandydat/kandydatka jest przeze mnie postrzegany jako wróg. (Tutaj na forum jest kopalnia takich przypadków. To są m.in. te osoby, które uważają, że "wszyscy faceci to niewierni dziw...rze i prędzej czy później zdradzą", "wszystkie baby to ohydne, puszczalskie materialistki, zależy im tylko na mojej kasie" :-) ).
Przychodzi mi do głowy jeszcze trzecia przyczyna, mianowicie brak sieci kontaktów z ludźmi. Osoba, która ma mało znajomych i nigdzie nie bywa, ma małe szanse kogoś poznać. Tak może być, gdy mamy skrajnie introwertyczny charakter lub gdy chorujemy na depresję lub inne choroby natury psychicznej lub gdy nie potrafimy nawiązywać i podtrzymywać znajomości. Czasami przyczyny będą się nakładać: mam introwertyczny charakter, jestem nieśmiała, mam pracę w której nie poznaję nowych ludzi, złe wzorce wyniesione z domu, i na dokładkę wciąż rozpamiętuję zranienie przez pierwszą miłość z liceum. W takiej sytuacji mam utrudnione zadanie. Pewnie szukam chłopaka przez internet i coraz bardziej się zrażam do płci przeciwnej, bo każdy wie, jak to z tymi portalami randkowymi jest.

To co napisałam, to zbiór różnych przemyśleń ad hoc, nie żadna arbitralna klasyfikacja, zatem pewnie pominęłam wiele przypadków. Generalnie chodzi mi o to, że ktoś od dawna poszukujący partnera nie jest gorszy od tego, który już jest ożeniony (zamężna). Ci będący w związkach małżeńskich miewają dokładnie te same deficyty, tylko być może już znaleźli na nie sposób, a ci samotni jeszcze nie znaleźli.
Jeszcze raz zaznaczam, że mowa jest o osobach, które chcą kogoś znaleźć, szukają i mają czas na związek (a nie przykładowo jadą na trzech etatach, bo mają długi do spłaty i nie mają już sił ani czasu na randki).

Sama kiedyś roboczo przyjmowałam, że jeśli nowopoznany facet jest sam od kilku lat, to nie rokuje na związek i prawdopodobnie coś z nim jest nie tak. I to zdawało egzamin dlatego, że w randkach nie chodzi o terapeutyzowanie potencjalnego partnera. Akurat z takich wieloletnich singli przydarzył mi się kiedyś chłopak, który ciągle chciał komunikować się przez internet, nie inicjował spotkań, jak doszłam do wniosku, że mu nie zależy i olałam go, to najpierw miał pretensje, że się nie odzywam, a potem odgrywał mailowy dramat jak to było nam cudownie, jaki jest za to wdzięczny i że on zamilknie teraz na wieki big_smile. A drugi wieloletni singiel szukał idealnej - typowy narcyz. Reasumując: przyjmowanie, że "coś jest nie halo" z osobą będącą singlem od dawna, jest uproszczeniem (dokładniej heurystyką reprezentatywności), które usprawnia poszukiwania drugiej połówki. Ale absolutnie nie jest prawdą, że wieloletni singiel lub singielka ma jakieś większe deficyty niż dowolna osoba w związku partnerskim czy małżeńskim, nawet jeśli mówimy o zdrowym i dojrzałym małżeństwie.

136

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
summerka88 napisał/a:

Trzeba byłoby znajomej zapytać z jakiego powodu - z jej perspektywy - nie stworzyła żadnego dłuższego związku.
Ale tak intuicyjnie wychodzi mi, że gdyby faceci odrzucali z jakiegokolwiek powodu zbyt ładne, inteligentne i niezależne kobiety, to wszystkie kobiety spełniające te kryteria byłyby samotne, a przecież tak nie jest smile

Moim zdaniem winne tu są liczby, proporcje  w urodzeniach dziewczynek i chłopców, logiczne, że skoro jest mniej meżczyzn to i tych pasujących do danych kobiet z jakiegos konkretnego przedziału będzie mniej.

137 Ostatnio edytowany przez Elya (2018-04-14 08:30:31)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
lilly25 napisał/a:

a przeciez 'ktos kto nam nie odpowiada' to niekoniecznie osoba uznana przez nas za bezwartosciowa.

Znerx napisał/a:

i odwrotnie.

tzn? jaka odwrotnosc masz na mysli?

lilly25 napisał/a:

Juz predzej naprawde bardzo starac to sie trzeba zeby w zyciu trafic choc raz na kogos odpowiedniego, a nie odwrotnie.

Znerx napisał/a:

Jakoś praktycznie wszyscy, znani mi "wartościowi" ludzie, znaleźli sobie kogoś niezależnie od: nauki, kariery, pracy, wyjazdów, hobby, itd.
Czy aby takie "ciągłe porażki" to nie by przejaw jakiegoś "lęku przed wchodzeniem w bliskie/intymne relacje"?

Czy Jason Statham miał "lęki", bo urodziło mu sie dziecko  dopiero około 50tki? Ile znasz tych "znanych, wartościowych" osób? Przeciez dla ciebie ktos może byc "wartościowy" a dla innych nie, np. w twojej opinii jakiś mężczyzna może byc wartościowy ale jakas kobieta go nie chce, bo dla niej nie jest wartościowy. Wartościowy to tez nie jest db okreslenie, bo nie wchodzimy w bliskie relacje z każdym kto jest dla nas wartościowy, np. sąsiad staruszek.

Koło mnie kręci sie taki całkiem fajny z wyglądu mężczyzna, ale nigdy nie podchodzi, patrzy na mnie od 1996 roku, myślicie, że co go zatrzymuje, bo ja uważam, że nieśmiałość albo tak silne emocje, że boi sie podejsc i zagadać. Nigdy nie widziałam go z dziewczyną. Za to widziałam rozczarowanie u niego gdy zobaczył mnie z kimś. Czy okreslilibyscie takich jak on....że cos z nimi nie tak? i teraz debata co mu jest?  Ja tak nie uwazam, wygląda na normalnego. Wiem, ze jest takich wielu.

Znerx napisał/a:

Ludzie są rożni ale nie aż tak, bo np. socjologia/psychologia/psychiatria by nie działały.

a tu straszne farmazony wypisujesz, socjologia/psychologia/psychiatria a jeszcze dodaj sztuke, mode, typy kolorystyczne ludzi, styl- gdzie liczy sie INDYWIDUALNOSC nie maja nic wspólnego z unifikowaniem ludzkich umysłów czy zachowań. Pomyliłes je z fizjologią. Chociaz nawet to jest indywidualne, kazdy lekarz Ci powie, że co organizm to inne choroby i inaczej reaguje na leki, miec uczulenie, predyspozycje do danych chorób. Inna historię chorób, zycia.

Znerx napisał/a:

Więc jak "schematy" działają i innym się udaje, to "ci co się im nie udaje" (i zostają np.: tymi 35+ letnimi kawalerami z mamusią/starą panną z kotem... jak przytaczano gdzieś powyżej) to muszą robić coś źle/mieć problem.

a dlaczego myslisz, że im sie nie udaje, o jakich ich "ciagłych porazkach piszesz"? Może nie szukają, a mieszkaja sami i co że z psem, kotem czy bizonem.
Ile razy było tak, że idzie się na zakupy i nie kupuje fajnych butów, bo sa same nie w tym stylu o jaki chodzi, człowiek doskonale wie czego potrzebuje ale takich nie ma i co ma kupic jakiekolwiek, żeby nie zmarznać mimo iz czuc sie w nich będzie fatalnie. Nie znajdziemy złotego środka, bo dla każdego to bedzie cos innego. Każda potwora znajdzie swego amatora, jak mawiają i jak juz pisałam. Mysle, że debatowanie nad czyimi wyborami nie ma sensu.



summerka88 napisał/a:

Ale tak intuicyjnie wychodzi mi, że gdyby faceci odrzucali z jakiegokolwiek powodu zbyt ładne, inteligentne i niezależne kobiety, to wszystkie kobiety spełniające te kryteria byłyby samotne, a przecież tak nie jest

Znerx napisał/a:

Nie jest przypadkiem tak, że kobiety i mężczyźni mają jednak trochę inne kryteria doboru partnera/ki?

Raczej nie, zgrabna dziewczyna chce miec tez takiego partnera. Gorzej jak osoba zapuszczona chce miec zadbanego, lub tępa mądrego.

138 Ostatnio edytowany przez Makigigi (2018-04-14 09:03:48)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

Nie wiem, dlaczego, ale nie mogę edytować poprzedniego posta, więc zrobię to tutaj:
"Ci będący w związkach małżeńskich miewają dokładnie te same deficyty, tylko być może już znaleźli na nie sposób, a ci samotni jeszcze nie znaleźli. "
Rano mnie naszło, że źle napisałam: osoby w związkach wcale niekoniecznie lepiej radzą sobie z bagażem doświadczeń, niż samotne, więc powyższe było nieuprawnione smile
Przy okazji zaznaczę, że używam słowa deficyt bez pejoratywnego wydźwięku, ponieważ nie wpadłam na równie pasujące słowo, które miałoby lepszy odbiór. Wszyscy mamy jakieś deficyty (ja też smile ), co oznacza, że radzimy sobie na jakimś polu gorzej niż inni, bardzo ogólnie mówiąc. Takim deficytem emocjonalnym może być lęk przed porzuceniem albo potrzeba całkowitej kontroli nad swoim życiem, albo milion innych rzeczy.
Z resztą to i tak jest dyskusja oparta na uogólnieniach, więc trochę od czapy, bo generalizacje mają to do siebie, że pomijają najciekawsze przypadki.

139 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2018-04-14 10:04:46)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Makigigi napisał/a:

Przy okazji zaznaczę, że używam słowa deficyt bez pejoratywnego wydźwięku, ponieważ nie wpadłam na równie pasujące słowo, które miałoby lepszy odbiór. Wszyscy mamy jakieś deficyty (ja też smile ), co oznacza, że radzimy sobie na jakimś polu gorzej niż inni, bardzo ogólnie mówiąc. Takim deficytem emocjonalnym może być lęk przed porzuceniem albo potrzeba całkowitej kontroli nad swoim życiem, albo milion innych rzeczy.
Z resztą to i tak jest dyskusja oparta na uogólnieniach, więc trochę od czapy, bo generalizacje mają to do siebie, że pomijają najciekawsze przypadki.

Też mam wrażenie, że generalizujemy, albo może bardziej teoretyzujemy smile
A w przypadku tematu tegoż wątku określenie „deficyt” dotyczy chyba czegoś, co utrudnia zbudowanie i utrzymanie przez pewien czas intymnej, w znaczeniu bliskiej emocjonalnie relacji dwojga ludzi. Jest to jednak pewna umiejętność, bo przecież związek to relacja wzajemnie zależna, w której dwoje coś ważnego i cennego chce sobie dawać, ale także chce coś dostać.




Znerx napisał/a:

Nie jest przypadkiem tak, że kobiety i mężczyźni mają jednak trochę inne kryteria doboru partnera/ki?

Myślę, że to nawet kwestia bardziej indywidualna niż prznależna płci. Chociaż ewolucjoniści twierdzą, że mężczyźni szukają młodości a kobiety statusu, więc COŚ może być na rzeczy wink




elya napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Trzeba byłoby znajomej zapytać z jakiego powodu - z jej perspektywy - nie stworzyła żadnego dłuższego związku.
Ale tak intuicyjnie wychodzi mi, że gdyby faceci odrzucali z jakiegokolwiek powodu zbyt ładne, inteligentne i niezależne kobiety, to wszystkie kobiety spełniające te kryteria byłyby samotne, a przecież tak nie jest smile

Moim zdaniem winne tu są liczby, proporcje  w urodzeniach dziewczynek i chłopców, logiczne, że skoro jest mniej meżczyzn to i tych pasujących do danych kobiet z jakiegos konkretnego przedziału będzie mniej.

Nie wiem, czy wiesz, że przeciętnie na 100 dziewczynek rodzi się 105 chłopców, a demograficzna przewaga liczby kobiet nad mężczyznami wynika z tego, że mężczyźni żyją krócej? Nie pamiętam dokładnie w jakim przedziale wiekowym rozpoczyna się „nadwyżka” kobiet względem mężczyzn, ale jest to w okolicach wieku średniego, więc już po okresach pierwszych „parowań” wink

140

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
summerka88 napisał/a:

Nie wiem, czy wiesz, że przeciętnie na 100 dziewczynek rodzi się 105 chłopców, a demograficzna przewaga liczby kobiet nad mężczyznami wynika z tego, że mężczyźni żyją krócej? Nie pamiętam dokładnie w jakim przedziale wiekowym rozpoczyna się „nadwyżka” kobiet względem mężczyzn, ale jest to w okolicach wieku średniego, więc już po okresach pierwszych „parowań” wink

Wiek sredni, ale to chyba taki 40+? Czyli 35+ tego nie odczuje. Jeszcze 18 lat temu były dane, ze jest wiecej kobiet, moze umieralnosc chłopców jest/była wieksza, bo, to ze żyja krocej to juz nas w tym przedziale wiekowym nie interesuje. Zupełnie inne dane czytałam 18 lat temu.

141

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
misiando napisał/a:

No takie pytanie do pań, z czystej ciekawości...

Lepszy kawaler z rynku pierwotnego, czy jednak z wtórnego? I dlaczego?

Jakie dla pań to ma znaczenie?


Niby nie powinno mieć żadnego znaczenia, ale bywa ,że kawaler  będzie dobrą partią, ale może też być i na odwrót,ponieważ mając te 35 lat są jakieś przyzwyczajenia,których nie da się w żaden sposób pozbyć.Podobnie jest z rozwodnikami i tutaj rodzi się pytanie dlaczego się rozwiódł? bo z następną kobietą może być podobnie,a przecież każda pragnie stabilizacji,wiernego kochającego męża i jako takie dostatnie życie. Ale niestety tego się nigdy nie przewidzi. Jedni mają szczęście,innym tego szczęścia brak. smile

142 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2018-04-14 11:48:30)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Makigigi napisał/a:

Sama kiedyś roboczo przyjmowałam, że jeśli nowopoznany facet jest sam od kilku lat, to nie rokuje na związek i prawdopodobnie coś z nim jest nie tak(...)

Pozwole sobie wyrwac ten fragment - mi z kolei zle kojarza sie osoby bedace non stop w zwiazkach, moze dlatego ze jak czytam tematy zakladane przez tych ktorzy juz po roku czy dwoch latach 'nie-bycia-w-zwiazku' zaczynaja czuc sie zle to wylania sie z nich obraz ludzi ktorych doslownie wszystko nudzi, a kazdorazowe zanurzenie wglab siebie traktuja jak wejscie do ciasnej piwnicy z malymi, zabrudzonymi okienkami, i to 'bycie-ciagle-w -zwiazku' (jeden po drugim) pelni u nich funkcje takiego zapelniacza czasu. Inna rzecz ktora rzucila mi sie w oczy w takich przypadkach: uzaleznianie swojego poczucia wartosci od tego czy ciagle (czyli np. juz w kilka miesiecy po ostatnim zakonczonym zwiazku) ktos z nimi chce byc; gdy to nie nastepuje - czucie sie glupim, brzydkim etc., a to jest serio przerazajace i swiadczy o sporym zagubieniu.
edit: No i jeszcze jedna rzecz - uzaleznienie to chyba raczej nie jest dobra sprawa, a takie mysli przychodza do glowy ktos odczuwa dyskomfort jesli tylko nie ma nowego zwiazku zaraz (czyli np. w rok) po zakonczeniu starego.

143

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
lilly25 napisał/a:
Makigigi napisał/a:

Sama kiedyś roboczo przyjmowałam, że jeśli nowopoznany facet jest sam od kilku lat, to nie rokuje na związek i prawdopodobnie coś z nim jest nie tak(...)

Pozwole sobie wyrwac ten fragment - mi z kolei zle kojarza sie osoby bedace non stop w zwiazkach, moze dlatego ze jak czytam tematy zakladane przez tych ktorzy juz po roku czy dwoch latach 'nie-bycia-w-zwiazku' zaczynaja czuc sie zle to wylania sie z nich obraz ludzi ktorych doslownie wszystko nudzi, a kazdorazowe zanurzenie wglab siebie traktuja jak wejscie do ciasnej piwnicy z malymi, zabrudzonymi okienkami, i to 'bycie-ciagle-w -zwiazku' (jeden po drugim) pelni u nich funkcje takiego zapelniacza czasu. Inna rzecz ktora rzucila mi sie w oczy w takich przypadkach: uzaleznianie swojego poczucia wartosci od tego czy ciagle (czyli np. juz w kilka miesiecy po ostatnim zakonczonym zwiazku) ktos z nimi chce byc; gdy to nie nastepuje - czucie sie glupim, brzydkim etc., a to jest serio przerazajace i swiadczy o sporym zagubieniu.

Masz rację - niektórzy nie umieją być sami i wiążą się z byle kim, byle był. Ale akturat to jest druga strona medalu, bo rozmawiamy o tych, którzy bardzo długo byli/są sami.

144 Ostatnio edytowany przez Znerx (2018-04-14 11:50:23)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
elya napisał/a:

Moim zdaniem winne tu są liczby, proporcje  w urodzeniach dziewczynek i chłopców,

To musisz sprawdzić dane demograficzne GUSu (dla polski) a nie opierać się na "zdaniu".
Raz - w wieku 0-50 (bądź 55. Nie powiem z głowy) w PL masz około 300k więcej mężczyzn niż kobiet.
No i dwa - rozmieszenie nie jest równomierne.... bo młode kobiety ze wsi uciekają masowo do Warszawy, Wrocławia, Poznania itd. Dlatego właśnie "rolnik szuka żony" wink.

Masz tu globalne dane: (za wiki)

The value for the entire world population is 1.01 males/female, with 1.07 at birth, 1.06 for those under 15, 1.02 for those between 15 and 64, and 0.78 for those over 65.
źródło:  "CIA Fact Book". The Central Intelligence Agency of the United States.



tzn? jaka odwrotnosc masz na mysli?

Taką, iż każdy kwadrat jest prostokątem. big_smile


Przeciez dla ciebie ktos może byc "wartościowy" a dla innych nie, np. w twojej opinii jakiś mężczyzna może byc wartościowy ale jakas kobieta go nie chce, bo dla niej nie jest wartościowy. Wartościowy to tez nie jest db okreslenie, bo nie wchodzimy w bliskie relacje z każdym kto jest dla nas wartościowy,

Tylko, że to nie ma żadnego znaczenia. A nie musi pasować do B, ale jeżeli A jest wartościowe to znajdzie się inny amator/ka.
Chyba, że ktoś wierzy w "dwie połówki jabłka", "te jedyne/ych" i inne takie mistyczne wyjaśnienia. Jak dla mnie, to jednak każdy pasuje do jakiejś większej ilości "połówek".

ale nigdy nie podchodzi, patrzy na mnie od 1996 roku, (...) Czy okreslilibyscie takich jak on....że cos z nimi nie tak?

Jeżeli do dzisiaj (2018) "nie miał nigdy dziewczyny/związku" bo jest nieśmiały, to nie jest to "zdrowa norma".
Zakładając taki "ekstremalny" przykład.


Ile razy było tak, że idzie się na zakupy i nie kupuje fajnych butów, bo sa same nie w tym stylu o jaki chodzi, człowiek doskonale wie czego potrzebuje ale takich nie ma i co ma kupic jakiekolwiek, żeby nie zmarznać mimo iz czuc sie w nich będzie fatalnie

Zostając przy "bucianej" analogi to: jeżeli ciągle chodzi to sklepu z glanami a chce 10 cm szpilki to... roll 

Raczej nie, zgrabna dziewczyna chce miec tez takiego partnera. Gorzej jak osoba zapuszczona chce miec zadbanego, lub tępa mądrego.

Zgrabnego? Takiego jak ona? 160 cm i 50 kg? A  może jednak takiego "męskiego, wysokiego, z gęstą brodą i kaloryferem"? lol

Tak poważniej.
To co kobietom podoba się w mężczyznach, niekoniecznie jest cechą jaką mężczyźni poszukują w kobietach.

145 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2018-04-14 12:02:11)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Makigigi napisał/a:

Masz rację - niektórzy nie umieją być sami i wiążą się z byle kim, byle był. Ale akturat to jest druga strona medalu, bo rozmawiamy o tych, którzy bardzo długo byli/są sami.

A tak z ciekawosci zapytam - ile to wedlug Ciebie bardzo dlugo? (inni tez moga odpowiedziec na to pytanie jesli chca).

146 Ostatnio edytowany przez Makigigi (2018-04-14 12:44:08)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
lilly25 napisał/a:
Makigigi napisał/a:

Masz rację - niektórzy nie umieją być sami i wiążą się z byle kim, byle był. Ale akturat to jest druga strona medalu, bo rozmawiamy o tych, którzy bardzo długo byli/są sami.

A tak z ciekawosci zapytam - ile to wedlug Ciebie bardzo dlugo? (inni tez moga odpowiedziec na to pytanie jesli chca).

Nie odpowiem Ci na to pytanie precyzyjnie. Odpowiadam na nie sama sobie, gdy poznaję drugą osobę i mam jakieś obszerniejsze dane o niej. Przyjmijmy, że „bardzo długo” liczy się z punktu widzenia osoby szukającej partnera smile

Znerx, ściągnęłam rocznik demograficzny i wieczorem policzę dokładne dane, bo już nie mogę patrzeć na dywagowanie, co się komu wydaje w kwestii proporcji płci, kiedy dane są ogólnodostępne i regularnie aktualizowane.

147 Ostatnio edytowany przez Elya (2018-04-14 13:13:53)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

dubel

148 Ostatnio edytowany przez Elya (2018-04-14 13:09:55)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Znerx napisał/a:

To musisz sprawdzić dane demograficzne GUSu (dla polski) a nie opierać się na "zdaniu".

Opierałam sie na wynikach, w 2000 r były takie, potem sie tym nie interesowałam, przeciez nie interesuje mnie obecny przyrost naturalny, bo wśród obecnych niemowlat nie szukam partnera, ale dzieki za wyjasnienie.


Znerx napisał/a:

Taką, iż każdy kwadrat jest prostokątem. big_smile

oj tam,  pytałam serio-psychologicznie, ale chyba juz zapomniałes o co Ci chodziło

Znerx napisał/a:

Tylko, że to nie ma żadnego znaczenia. A nie musi pasować do B, ale jeżeli A jest wartościowe to znajdzie się inny amator/ka.
Chyba, że ktoś wierzy w "dwie połówki jabłka", "te jedyne/ych" i inne takie mistyczne wyjaśnienia. Jak dla mnie, to jednak każdy pasuje do jakiejś większej ilości "połówek".

Nie, ze niby w jakies przeznaczenie? Nie, nie.

Jednak A może nie zechcieć amatora. Mam wrazenie, że Ty piszesz o zapychaniu pustego miejsca w zyciu, ja o autentycznym, niewymuszonym zwiazku.
Czy człowiek jest jak restauracja, ze jej/jego wartosc rozpoznaje sie po tym czy wszystko jest zajete?

Znerx napisał/a:

Jeżeli do dzisiaj (2018) "nie miał nigdy dziewczyny/związku" bo jest nieśmiały, to nie jest to "zdrowa norma".
Zakładając taki "ekstremalny" przykład.

Nie wiem czy jest niesmiały, czy emocje go blokuja. Mi by sie spodobało gdyby okazało sie, ze nie ma parcia na zwiazek, nie szuka łatwych dziewczyn. Moze jest tak stały w uczuciach-i to tez by mi sie podobało. Na zasadzie "Ta albo żadna".
Moze z kims sie spotykał, ale ja nie widziałam. Moze ma pyche i boi sie zbłaźnić. Ale 22 lata patrzenia....to jest jakis kosmos, bać się podejśc przez 22 lata.

Znerx napisał/a:

Zostając przy "bucianej" analogi to: jeżeli ciągle chodzi to sklepu z glanami a chce 10 cm szpilki to... roll

Więcej wyobraźni, nie ma sklepów tylko z glanami, tu chodzi o styl, były botki, półbuty, sandały, trampki ale nie w moim stylu. I nie mam, i to nie moja wina, ale producenta.

Znerx napisał/a:

Tak poważniej.
To co kobietom podoba się w mężczyznach, niekoniecznie jest cechą jaką mężczyźni poszukują w kobietach.

a widziałes gdzies kiedys inteligentna, zrównoważona i kulturalna osobe z dresiarzem?

149 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2018-04-14 15:03:43)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Znerx napisał/a:

Jakoś praktycznie wszyscy, znani mi "wartościowi" ludzie, znaleźli sobie kogoś niezależnie od: nauki, kariery, pracy, wyjazdów, hobby, itd.

Patrzysz tylko na powierzchnie rzeczy, ale nie wiesz czy w wiekszosci przypadkow ta druga osoba to faktycznie ktos do nich pasujacy/odpowiedni, a ten zwiazek z ta konkretna osoba jest z autentycznego pragnienia. Wydaje mi sie ze faktycznie jesli ktos ma dostep do bardzo wielu osob plci przeciwnej (ale trzeba to w ogole najpierw zalozyc) to przynajmniej jedna osoba sie przez te np. 10 lat zgodzi/wyrazi chec na wejscie w blizsza relacje, ale to niekoniecznie zawsze bedzie ktos posiadajacy odpowiednie dla tej osoby cechy, niekoniecznie pojawia sie odpowiednie uczucia u niej, a po co taki zwiazek? Przynajmniej kilka razy w zyciu slyszalam jak ktos mowil o osobie z ktora jest w zwiazku ze ona/on jest tylko dlatego bo nikogo innego nie bylo, a wcale nie ma pasujacych mu/jej cech. Znam kobiete ktora miala kilku mezczyzn (chyba z szesciu), ale z kazdym z nich moze oprocz pierwszego byla tak jakby z litosci. Ona po prostu twierdzi ze bycie zakochanym bez mozliwosci przebywania z druga osoba to tragedia, wiec nie moglaby tego komus zrobic i godzila sie za kazdym razem.

Podejrzewam ze niestety czesto tak bywa.



Znerx napisał/a:

Czy aby takie "ciągłe porażki" to nie by przejaw jakiegoś "lęku przed wchodzeniem w bliskie/intymne relacje"?

U niektorych moze tak byc, choc osobiscie nie wydaje mi sie zeby to byl najczestszy powod braku zwiazku na koncie.


Znerx napisał/a:

Ludzie są rożni ale nie aż tak, bo np. socjologia/psychologia/psychiatria by nie działały. Więc jak "schematy" działają i innym się udaje, to "ci co się im nie udaje" (i zostają np.: tymi 35+ letnimi kawalerami z mamusią/starą panną z kotem... jak przytaczano gdzieś powyżej) to muszą robić coś źle/mieć problem.

Oczywiscie piszemy o ludziach ktorzy tego chca, tak? Niekoniecznie musza robic cos zle, czasami po prostu nie trafi sie w odpowiednim czasie na odpowiednia (tj. taka ktora nam pasuje, i ktorej my pasujemy) osobe. Warto tutaj przypomniec to o czym pisalam juz kiedys: czasami zdarza sie ze 2 osoby ktore na siebie natrafia teoretycznie swietnie by do siebie pasowaly, ale znajduja sie w nieodpowiednim momencie zycia, np. kiedy jedna z nich ma ciezka depresje wiec odpowiednie uczucia nie sa w stanie sie u niej pojawic, kiedy jedna z nich jest w innym zwiazku, kiedy jedna z nich studiuje ciezki kierunek i czasu ledwo starcza na nauke etc.
Mysle ze warto odpowiedziec sobie na pytanie: ile w ogole w ciagu kilku ostatnich lat mialem/-am okazji do rozmowy z osoba plci przeciwnej, potem drugie: ile z tych osob by mi pasowalo, a potem trzecie: ile osob zostaloby mi gdyby dodac jeszcze ze one rowniez chcialyby ze mna czegos? Czyli mamy wynik np. 2 albo 3 (osoby) na 8-10 lat, i teraz: czy naprawde jest czyms dziwnym, czy swiadczacym o moich bledach jesli nawet tych by nie bylo? Czy nie mozna powiedziec ze to w zasadzie mozna sprowadzic do przypadku ze jednak te 2 czy 3 sie znalazly (a u kogos nie)? 
Albo jeszcze inaczej: czy jesli ktos potrzebuje jako partnera osobe ktora nie ma powszechnie wystepujacych cech (wiec sila rzeczy ma trudniej), to mozna mowic ze koniecznie musial/-a popelnic bledy jesli nie udalo mu/jej sie go znalezc? Teraz juz ludzie raczej nie kupuja plyt, ale niech bedzie jeszcze taki przyklad: Czy jesli wybierajac sie do sklepu muzycznego nie udalo mi sie zakupic plyty w stylu jaki mi najbardziej odpowiada (np. mieszanka jazz'u z wykrecona elektronika, albo tradycyjna muzyka indonezyjska), to mozna mowic o tym ze koniecznie musialam/-em popelnic blad podczas poszukiwan/ze cos robilam/-em zle skoro nie znalazlam/-em a inni tak nie biorac pod uwage ze oni potrzebowali czegos co bylo bardzo latwo dostac (cos bardzo popularnego, co czesto leci w radiu)?

150 Ostatnio edytowany przez bezkres (2018-04-14 16:14:08)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
lilly25 napisał/a:

To 'byle kogo' byc moze nie jest tutaj najodpowiedniejszym okresleniem, ale podejrzewam ze chodzi po prostu o niechec do wiazania sie z kims kto nam nie odpowiada, a przeciez 'ktos kto nam nie odpowiada' to niekoniecznie osoba uznana przez nas za bezwartosciowa. Ja np. uwazam ze jest duzo wartosciowych mezczyzn, ale z malo ktorym z nich chcialabym/moglabym byc, bo zwyczajnie do siebie nie pasujemy (nie mamy podobnego spojrzenia na swiat oraz relacje, a ono jest jedna z wazniejszych rzeczy).

Dokładnie, bo to że kogoś nie chcemy jako partnera do związku to przecież nie oznacza, że mamy go za "zero".

lilly25 napisał/a:

Juz predzej naprawde bardzo starac to sie trzeba zeby w zyciu trafic choc raz na kogos odpowiedniego, a nie odwrotnie.

W punkt!

lilly25 napisał/a:
Znerx napisał/a:

Ludzie są rożni ale nie aż tak, bo np. socjologia/psychologia/psychiatria by nie działały. Więc jak "schematy" działają i innym się udaje, to "ci co się im nie udaje" (i zostają np.: tymi 35+ letnimi kawalerami z mamusią/starą panną z kotem... jak przytaczano gdzieś powyżej) to muszą robić coś źle/mieć problem.

Oczywiscie piszemy o ludziach ktorzy tego chca, tak? Niekoniecznie musza robic cos zle, czasami po prostu nie trafi sie w odpowiednim czasie na odpowiednia (tj. taka ktora nam pasuje, i ktorej my pasujemy) osobe. Warto tutaj przypomniec to o czym pisalam juz kiedys: czasami zdarza sie ze 2 osoby ktore na siebie natrafia teoretycznie swietnie by do siebie pasowaly, ale znajduja sie w nieodpwiednim momencie zycia, np. kiedy jedna z nich ma ciezka depresje wiec odpowiednie uczucia nie sa w stanie sie u niej pojawic, kiedy jedna z nich jest w innym zwiazku, kiedy jedna z nich studiuje ciezki kierunek i czasu ledwo starcza na nauke etc.

Uwaga z niezgraniem w czasie bardzo trafna, czasami po prostu ludzie się "mijają", bo są na zupełnie różnych etapach w życiu.

Dodałabym do tego, że każdy ma jakiś bagaż doświadczeń i jeśli wyciągnął wnioski ze swoich błędów, to uważam, że automatycznie pula partnerów mu się zmniejsza, bo sam się zmienił i otoczenie inaczej na niego reaguje, dodatkowo patrzy inaczej na potencjalnych partnerów i widzi sygnały ostrzegawcze, na które wcześniej nie zwracał uwagi, więc siłą rzeczy nie rzuca się pośpiesznie w kolejny związek.

lilly25 napisał/a:

Albo jeszcze inaczej: czy jesli ktos potrzebuje jako partnera osobe ktora nie ma powszechnie wystepujacych cech (wiec sila rzeczy ma trudniej), to mozna mowic ze koniecznie musial/-a popelnic bledy jesli nie udalo mu/jej sie go znalezc? Teraz juz ludzie raczej nie kupuja plyt, ale niech bedzie jeszcze taki przyklad: Czy jesli wybierajac sie do sklepu muzycznego nie udalo mi sie zakupic plyty w stylu jaki mi najbardziej odpowiada (np. mieszanka jazz'u z wykrecona elektronika, albo tradycyjna muzyka indonezyjska), to mozna mowic o tym ze koniecznie musialam popelnic blad podczas poszukiwan/ze cos robilam zle skoro nie znalazlam a inni tak nie biorac pod uwage ze oni szukali czegos co bylo bardzo latwo dostac (np. jakis zwykly pop-rock)?

Większość i tak oskarży cię o bycie wybredną wink

Wielu ludzi źle się czuje na myśl o samotności, więc rzuca się w kolejne związki, jedni znajdują kogoś na stałe, a inni cały czas zmieniają partnerów, ale obydwie grupy łączy to samo: strach przed byciem samemu.
Może nie są z partnerami, o których marzyli, ale nie są sami, społeczeństwo już ich nie ocenia, już nie muszą podejmować trudów szukania, nikt im nie zarzuci, że coś z nimi nie tak, bo wpisują się w kanon "normalności" i mogą odetchnąć z ulgą.
Nie uważam, że każdy związek jest nieudany, natomiast jestem pewna, że dużo osób nie analizuje nawet na najpłytszym poziomie związku w którym jest, bo jeśli związek zapewnia mu to o czym pisałam wyżej to im w zupełności wystarcza.

Szukanie czegoś więcej, czyli jakości wiąże się z dużym ryzykiem bo min. kurczy nam się grono osób, w którym możemy szukać. Niektórzy podejmują takie ryzyko inni nie, ale jestem w stanie zrozumieć, że ktoś woli być sam niż marnować się w związku z kimś z kim mu nie po drodze.

Co jest gorsze bycie z "byle kim" czy bycie samemu? Każdy wybiera wg swojej konstrukcji psychicznej, doświadczeń i najważniejsze, żeby wybór jednego czy drugiego nie był skwitowany "nic mi się nie trafiło lepszego". Pamiętajmy, że wybierając samotność, a nie "byle pierwszy, lepszy" związek, nie marnujemy czasu drugiej osoby..

151 Ostatnio edytowany przez Elya (2018-04-15 10:57:49)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
lilly25 napisał/a:

Inna rzecz ktora rzucila mi sie w oczy w takich przypadkach: uzaleznianie swojego poczucia wartosci od tego czy ciagle (czyli np. juz w kilka miesiecy po ostatnim zakonczonym zwiazku) ktos z nimi chce byc; gdy to nie nastepuje - czucie sie glupim, brzydkim etc., a to jest serio przerazajace i swiadczy o sporym zagubieniu.
edit: No i jeszcze jedna rzecz - uzaleznienie to chyba raczej nie jest dobra sprawa, a takie mysli przychodza do glowy ktos odczuwa dyskomfort jesli tylko nie ma nowego zwiazku zaraz (czyli np. w rok) po zakonczeniu starego.

Takie podejście mają ludzie zakompleksieni albo mający zaburzenia np. typu narcyzm i bywają wśród nich osoby roszczeniowe o skłonnościach do urojeń, nie lubią samych siebie i bycie z kimś traktują jak zaświadczenie o swoim istnieniu,  dla nich jest to biało-czarne kryterium oceny wartości ludzi. Jedyne kryterium. Muszą się w kimś przegladać, inaczej ich nie ma.
Płytkie myślenie typu: skoro on/ona jest sama tzn. że wredna. Charakteryzuje ich takze lęk, strach społeczny - chcą unikac tych, których przeciez "ktos wyselekcjonował, bo skoro są sami to ich ktos na pewno odrzucił a odrzucił bo na pewno są wredni." I kółeczko sie zamyka, traktują tak samych siebie.
Tylko, że bycie w związku nie zaświadcza o niczym.
Pamietam jak mnie rozsmieszył jeden tekst na jakims filmie: starsza babka mówi o sobie do młodej, spotkanej w samolocie, że śmierdzą jej nogi ale męża ma. big_smile

A najbardziej widoczne u nich jest to rozpaczliwe szukanie zapełnienia pustki, ktorą czują w sobie, zamęczają otoczenie,
że oni nikogo nie mają, bo tłumaczą się przed samym sobą a jak kogos złapią to rozpowiadają wszem i wobec, że kogos mają, nawet jesli to marna relacja.  W ogóle sprawy damsko-męskie traktuja z duzym napięciem bo to przeciez "byc albo nie być", dla nich.

Chyba z 2 lata temu na tym forum była taka Kasia, jak ona irytowała. Zamiast zajac się zyciem, traciła czas na takie dziwne "problemy".

152

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

oj tam,  pytałam serio-psychologicznie, ale chyba juz zapomniałes o co Ci chodziło

Po prostu rozbawiło mnie skojarzenie pomiędzy:

'ktos kto nam nie odpowiada' to niekoniecznie osoba uznana przez nas za bezwartosciowa.

a

Każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt jest kwadratem

tłumaczenie humoru jest raczej nieskuteczne. Albo masz podobne skojarzenie (i uważasz je za zabawne) albo nie.

Znerx napisał/a:

Tylko, że to nie ma żadnego znaczenia. A nie musi pasować do B, ale jeżeli A jest wartościowe to znajdzie się inny amator/ka.

Ty piszesz o zapychaniu pustego miejsca w zyciu, ja o autentycznym, niewymuszonym zwiazku.

Bo "autentyczny" i "niewymuszny" związek to można mieć tylko z 1 osobą na 7kkk ludzi na ziemi. Echhhhh.... Toż to by nie było ani jednej szczęśliwej pary. Z takim prawdopodobieństwem.


Mi by sie spodobało gdyby okazało sie, ze nie ma parcia na zwiazek, nie szuka łatwych dziewczyn. Moze jest tak stały w uczuciach-i to tez by mi sie podobało. Na zasadzie "Ta albo żadna".

Serio? Chcesz posiadać takiego "białego rycerza", co to będzie czekał 20 lat na swoją "damę serca"? Nie przejdzie mu i nie zakocha się w innej (która też na niego "poleci).
Ty albo żadna inna. Biedny facet.

Znerx napisał/a:

To co kobietom podoba się w mężczyznach, niekoniecznie jest cechą jaką mężczyźni poszukują w kobietach.

a widziałes gdzies kiedys inteligentna, zrównoważona i kulturalna osobe z dresiarzem?

a widziałaś gdzieś kiedyś robiącą karierę panią prawnik (lub cokolwiek o x prestiżu i zarobków) z inteligentnym, zrównoważonym i kulturalnym nauczycielem z państwowej podstawówki?

lilly25 napisał/a:

Znam kobiete ktora miala kilku mezczyzn (chyba z szesciu), ale z kazdym z nich moze oprocz pierwszego byla tak jakby z litosci. Ona po prostu twierdzi ze bycie zakochanym bez mozliwosci przebywania z druga osoba to tragedia, wiec nie moglaby tego komus zrobic i godzila sie za kazdym razem.

Ona ma jakiś problem i powinna się leczyć na terapii. Więc mamy ten sam powód, co z tą samotnością -> problemy emocjonalne tej konkretnej osoby. Tylko efekt jest przeciwny. 

lilly25 napisał/a:

U niektorych moze tak byc, choc osobiscie nie wydaje mi sie zeby to byl najczestszy powod braku zwiazku na koncie.

To w takim razie jaki jest najczęstszy?

lilly25 napisał/a:

Mysle ze warto odpowiedziec sobie na pytanie: ile w ogole w ciagu kilku ostatnich lat mialem/-am okazji do rozmowy z osoba plci przeciwnej,

Gdzieś tu na forum jest temat o randkach online. O ile pamiętam, to padł tam przykład jakiejś kobiety z tego forum, która umówiła się na parę tysięcy randek w kilka lat (taka dość kosmiczna liczba, dlatego to się zapamiętuje) i w końcu się chyba z kimś tam związała. Wniosek?
Jak sobie stworzysz x okazji to w końcu trafisz.
Przecież to podstawy statystyki wink.

lilly25 napisał/a:

ile z tych osob by mi pasowalo, a potem trzecie: ile osob zostaloby mi gdyby dodac jeszcze ze one rowniez chcialyby ze mna czegos? Czyli mamy wynik np. 2 albo 3 (osoby) na 8-10 lat

Czyli masz 2-3 osoby które:
- pasują Tobie,
- Ty im pasujesz,
- chcą z Tobą czegoś,

To w czym problem?

Czy nie mozna powiedziec ze to w zasadzie mozna sprowadzic do przypadku ze jednak te 2 czy 3 sie znalazly (a u kogos nie)?

Możesz "pomagać" im się znaleźć.

Czy jesli wybierajac sie do sklepu muzycznego nie udalo mi sie zakupic plyty w stylu jaki mi najbardziej odpowiada (np. mieszanka jazz'u z wykrecona elektronika, albo tradycyjna muzyka indonezyjska), to mozna mowic o tym ze koniecznie musialam/-em popelnic blad podczas poszukiwan/ze cos robilam/-em zle skoro nie znalazlam/-em a

Zrobiłaś błąd. Poszłaś do sklepu muzycznego wink czyli znacząco ograniczyłaś własny wybór (opierając się na 1 znanym sobie miejscu), zamiast wejść do jakiegoś dużego serwisu www sprzedającego mp3/amazona/czy czegoś tam. Dzisiaj mamy gigantyczne możliwości co do poznawania nowych ludzi. Kwestia jest w tym czy chcemy/potrafimy z nich skorzystać.

153 Ostatnio edytowany przez Elya (2018-04-15 18:15:40)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

dubel

154 Ostatnio edytowany przez Elya (2018-04-15 18:33:50)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Znerx napisał/a:

Każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt jest kwadratem


wiedziałeś, że prosta kreska nie istnieje w naturze?


Znerx napisał/a:


Bo "autentyczny" i "niewymuszny" związek to można mieć tylko z 1 osobą na 7kkk ludzi na ziemi. Echhhhh.... Toż to by nie było ani jednej szczęśliwej pary. Z takim prawdopodobieństwem.

Niczego takiego nie powiedziałam, eh,...nie wszyscy potrzebuja do życia drugiej osoby, niektórzy chcą i lubią byc sami, nie szukają, potrzebuja pobyc sami przez jakis czas, co nie czyni z nich ułomnych socjologicznie.
Czy nieustannie trzeba szukac, byc w związku? Po co? Żeby partner/partnerka  przyniosła z polowania jedzenie do jaskini?



Znerx napisał/a:

Serio? Chcesz posiadać takiego "białego rycerza", co to będzie czekał 20 lat na swoją "damę serca"? Nie przejdzie mu i nie zakocha się w innej (która też na niego "poleci).
Ty albo żadna inna. Biedny facet.

? chyba coś Ci się pomyliło, to on do mnie nie podchodzi, ja go na uwęzi nie trzymam, więc jaki jest sens i co ma oznaczać złosliwe mówienie do mnie "biedny facet"? Pamietaj jeszcze niedawno zarzucałes mi, że jestem zdesperowana, dzis że czekam na księcia 20 lat...
Cynizm  i pobieżne osądy widzę u Ciebie.

Znerx napisał/a:

a widziałaś gdzieś kiedyś robiącą karierę panią prawnik (lub cokolwiek o x prestiżu i zarobków) z inteligentnym, zrównoważonym i kulturalnym nauczycielem z państwowej podstawówki?

no tak, ty dalej o tym, ze facet patrzy na młodosc a kobieta na status, dyskryminacja.... widziałam pania prezes z kucharzem

Znerx napisał/a:

Dzisiaj mamy gigantyczne możliwości co do poznawania nowych ludzi. Kwestia jest w tym czy chcemy/potrafimy z nich skorzystać.

hahaha, wybacz, że sie smieję ale znałam dziwaka, który zagadał do 250 dziewczyn, w jakieś 1,5 roku- zagadywał na ulicy, nie online. Jest sam.
(takie parcie "na zwiazek" kojarzy mi sie tylko z potrzebą zaspokojenia seksualnego)

155

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
natolinka napisał/a:

każda pragnie stabilizacji,wiernego kochającego męża i jako takie dostatnie życie.


A do stabilizacji i dostatniego życia kobiety potrzebny jest mężczyzna, niezależnie od wieku i stanu cywilnego jego?

156 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2018-04-15 20:45:16)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Znerx  napisał/a:

Czyli masz 2-3 osoby które:
- pasują Tobie,
- Ty im pasujesz,
- chcą z Tobą czegoś,

To w czym problem?

W tym ze 3 a 0  to wcale nie taka roznica; ze wystarczyloby (patrz moja odpowiedz do nastepnego fragmentu Twojego postu) aby podzielic los bezzwiazkowca wink




Znerx napisał/a:
lilly25 napisał/a:

Czy nie mozna powiedziec ze to w zasadzie mozna sprowadzic do przypadku ze jednak te 2 czy 3 sie znalazly (a u kogos nie)?

Możesz "pomagać" im się znaleźć.

Tak, mozna. To mialo jednak na celu zasugerowanie ze duza role odgrywa przypadek i ze czesto wystarczyloby zeby ktos pojawil sie na dworcu dnia 15 kwietnia 2012 z tym ze o 10 minut pozniej i juz mialby o jedna szanse mniej; nie wszedlby jesienia 2010 r. na pewne forum i juz odpadlaby druga; nie znietrzezwil by sie na pewnym festiwalu potykajac sie o odpowiednia osobe i juz odpadlaby trzecia, i tak wyszloby zero. Czyli ze niekoniecznie jakies szczegolne cechy uczynily tego jednego zwiazkowcem wink, a drugiego - bezzwiazkowcem. Pomijam juz tych ktorzy tego zwyczajnie nie potrzebuja, bo nie o nich mowa.



Znerx napisał/a:
lilly25 napisał/a:

Mysle ze warto odpowiedziec sobie na pytanie: ile w ogole w ciagu kilku ostatnich lat mialem/-am okazji do rozmowy z osoba plci przeciwnej

Gdzieś tu na forum jest temat o randkach online. O ile pamiętam, to padł tam przykład jakiejś kobiety z tego forum, która umówiła się na parę tysięcy randek w kilka lat (taka dość kosmiczna liczba, dlatego to się zapamiętuje) i w końcu się chyba z kimś tam związała. Wniosek?
Jak sobie stworzysz x okazji to w końcu trafisz.
Przecież to podstawy statystyki wink.

Pare tysiecy randek w kilka lat to jedna randka dziennie, czyli poswiecila na to calutki czas wolny jaki miala do dyspozycji. Spedz te 7 lat na randkowaniu, a potem uslysz od mezczyzny ktory zostanie Twoim partnerem: 'Jestes pusta, nie masz zadnych zainteresowan, ach wiedzialem -  z kobietami nie ma nawet o czym rozmawiac' , tylko gdyby sie w czasie wolnym rozwijala to by go nie spotkala.

Mozna zadac sobie pytanie: czy wlasciwym jest przypisywac ludziom dla ktorych priorytetem nie bylo randkowanie (co nie znaczy ze w ogole nie probowali, ale po prostu nie poswiecili na to wiekszosci/bardzo duzo swojego wolnego czasu, wiec niekoniecznie cos z nich wyszlo) jakichs problemow psychicznych/zaburzen (ktorych rzekomo nie maja Ci ktorzy ten zwiazek maja)? (w sensie - czy to faktycznie ma jakis zwiazek z tym jak to na ogol bywa?)

Oczywiscie zdaje sobie sprawe ze przyklad tej kobiety z forum to raczej ekstremum, bo zazwyczaj wystarczy spotkac sie np. z 12-stoma goscmi, no ale skoro taki dales to sie odnioslam.



Znerx napisał/a:
lilly25 napisał/a:

Czy jesli wybierajac sie do sklepu muzycznego nie udalo mi sie zakupic plyty w stylu jaki mi najbardziej odpowiada (np. mieszanka jazz'u z wykrecona elektronika, albo tradycyjna muzyka indonezyjska), to mozna mowic o tym ze koniecznie musialam/-em popelnic blad podczas poszukiwan/ze cos robilam/-em zle skoro nie znalazlam/-em(...)

Zrobiłaś błąd. Poszłaś do sklepu muzycznego wink czyli znacząco ograniczyłaś własny wybór (opierając się na 1 znanym sobie miejscu), zamiast wejść do jakiegoś dużego serwisu www sprzedającego mp3/amazona/czy czegoś tam. Dzisiaj mamy gigantyczne możliwości co do poznawania nowych ludzi. Kwestia jest w tym czy chcemy/potrafimy z nich skorzystać.

Tak, dzisiaj mamy duzo mozliwosci dzieki internetowi, ale kawaler ponad 35-letni (a o takich mowa) jeszcze niekoniecznie mial.
A gdyby kontynuowac z tym sklepem i plyta: czyli sugerujesz ze np. jesli ktos szukal tylko w swoim miescie/wojewodztwie i nie rozszerzyl tych poszukiwan na cala Polske to mozna mowic o bledzie? A bierzesz pod uwage ze inni mogli szukac latwo dostepnej plyty (bo tak bylo w tym przykladzie) wiec nie chodzi o to ze byli lepsi w poszukiwaniach (jesli chodzi o sposob), albo bardziej sie starali.



Znerx napisał/a:

Bo "autentyczny" i "niewymuszny" związek to można mieć tylko z 1 osobą na 7kkk ludzi na ziemi. Echhhhh.... Toż to by nie było ani jednej szczęśliwej pary. Z takim prawdopodobieństwem.

Nie trzeba od razu tak przesadzac, no ale moze z 1 osoba na 70/100? I teraz: w ciagu jakiego czasu przecietny czlowiek spotyka zazwyczaj 70/100 osob? (doprecyzuje: znajdzie sie choc raz w sytuacji rozmowy z kazda, bo nie bedziemy przeciez liczyc np. klientow w przypadku bycia sprzedawca).



Tak juz pomijajac to wszystko, to nie wiem czemu niektorym (to nie Ty pisales akurat) wydaje sie takie niemozliwe zeby ktos zajmowal sie np. babcia/chorym bratem przez iles tam np.7 lat (bo taki przyklad zostal przytoczony), albo dostawal tyle nadgodzin ze czasu nie starczalo mu nawet na porzadne wysypianie sie i nie chodzi o zadne wielkie kariery - po prostu w niektorych miejscach brakuje pracownikow i jak nie wezmiesz dodatkowych godzin to ktos bedzie musial wziac za Ciebie a tak trwac dlugo nie moze bo ktory wspolpracownik sie zgodzi na taki nierowny podzial? To sa sytuacje zyciowe ktore dotycza bardzo wielu osob, i jak ktos uwaza ze czegos takiego nie ma, ze to tylko wymowki albo cos w tym rodzaju to chyba zyje w calkiem innym swiecie.

157 Ostatnio edytowany przez Makigigi (2018-04-15 20:57:54)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

Trochę od czapy w tym momencie, ale wspomniałam wczoraj, że sprawdzę dane o liczebności kobiet w Polsce, więc je zamieszczam:
Udział kobiet w populacji Polski, stan na koniec 2016roku.
Ogółem - 51,6%
18-19lat - 48,8%
30-39lat - 49,3%
65-69lat - 55,5%
powyżej 80 lat - 69,2%
Zamieściłam wybrane przedziały wiekowe, w roczniku demograficznym są wszystkie, tylko procenty trzeba samemu policzyć. Strona 134, tablica nr 14. Można tam też sprawdzić, że 5, 10, jak i 18 lat temu rozkład płci w przedziałach wiekowych wyglądał tak samo. Nie było żadnych odchyleń takich, że liczebność kobiet nagle była większa niż przeciętnie. Informacja, że kobiet jest ogólnie więcej też nic nie wnosi, jeśli rozmawiamy o łączeniu się ludzi w pary, ponieważ ta "nadwyżka" kobiet to babcie i babuleńki, które nie stanowią konkurencji na rynku matrymonialnym (dla przedziału wiekowego, o którym toczy się rozmowa).

158

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

Z tego wynika iż najwięcej jest moherów co chcą młodym układać życie.

159

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
authority napisał/a:

Z tego wynika iż najwięcej jest moherów co chcą młodym układać życie.

Nie wiem, czy moherów. Odniosłam się do tego, że któryś raz na forum pada argument, że kobiet jest więcej. Tylko co z tego, skoro młodych kobiet jest mniej niż młodych mężczyzn? I czy naprawdę różnica w liczebnościach płci jest taka znacząca, że komuś zabraknie kobiet albo mężczyzn? Bez sensu

160 Ostatnio edytowany przez Znerx (2018-04-15 21:53:07)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Makigigi napisał/a:
authority napisał/a:

Z tego wynika iż najwięcej jest moherów co chcą młodym układać życie.

Nie wiem, czy moherów. Odniosłam się do tego, że któryś raz na forum pada argument, że kobiet jest więcej. Tylko co z tego, skoro młodych kobiet jest mniej niż młodych mężczyzn? I czy naprawdę różnica w liczebnościach płci jest taka znacząca, że komuś zabraknie kobiet albo mężczyzn? Bez sensu

Osobiście wolę dane dostępne online wink.
A dokładnie opierając się na tej stronie GUSu demografia.stat.gov.pl i generatorze zestawień.
Więc lecimy;
- stan ludności, 2017, Polska -> płeć, grupa wiekowa co 5 lat.

Nadwyżka liczby mężczyzn nad liczbą kobiet wink  w sztukach dla 5 letnich grup wiekowych. Opracowanie własne na podstawie ww. źródła.

0-4 lat    51205
5-9 lat    55018
10-14 lat    47940
15-19 lat    47272
20-24 lat    43812
25-29 lat    47976
30-34 lat    43797
35-39 lat    38704
40-44 lat    28114
45-49 lat    6570

w tym miejscu mamy w sumie 410408 mężczyzn > kobiet wink

50-54 lat    -19194
55-59 lat    -83348
60-64 lat    -176687
65-69 lat    -253236
70 i więcej lat    -1125151
Razem    -1247208

Zresztą tak jest na prawie całym świecie. Tylko w kilku krajach rodzi się więcej dziewczynek niż chłopców, a np. w Chinach (1 dziecko, kwestie kulturowe) masz 113:100 na urodzenia żywe chłopcy:dziewczynki.

Więc mamy potencjał na sporą ilość kawalerów, bez szans na związek. Chyba, że sobie kobietę z Azji sprowadzą, w końcu paszport UE może być dla kogoś interesujący.

161

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

Trzeba jechać do Chin, tam rzeczywiście niedobór kobiet. I taki plus, że niebedziesz rozmawiać z tesciami:)

162 Ostatnio edytowany przez Makigigi (2018-04-15 23:01:22)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Znerx napisał/a:
Makigigi napisał/a:
authority napisał/a:

Z tego wynika iż najwięcej jest moherów co chcą młodym układać życie.

Nie wiem, czy moherów. Odniosłam się do tego, że któryś raz na forum pada argument, że kobiet jest więcej. Tylko co z tego, skoro młodych kobiet jest mniej niż młodych mężczyzn? I czy naprawdę różnica w liczebnościach płci jest taka znacząca, że komuś zabraknie kobiet albo mężczyzn? Bez sensu

Osobiście wolę dane dostępne online wink.
A dokładnie opierając się na tej stronie GUSu demografia.stat.gov.pl i generatorze zestawień.
Więc lecimy;
- stan ludności, 2017, Polska -> płeć, grupa wiekowa co 5 lat.

Nadwyżka liczby mężczyzn nad liczbą kobiet wink  w sztukach dla 5 letnich grup wiekowych. Opracowanie własne na podstawie ww. źródła.

0-4 lat    51205
5-9 lat    55018
10-14 lat    47940
15-19 lat    47272
20-24 lat    43812
25-29 lat    47976
30-34 lat    43797
35-39 lat    38704
40-44 lat    28114
45-49 lat    6570

w tym miejscu mamy w sumie 410408 mężczyzn > kobiet wink

50-54 lat    -19194
55-59 lat    -83348
60-64 lat    -176687
65-69 lat    -253236
70 i więcej lat    -1125151
Razem    -1247208

Zresztą tak jest na prawie całym świecie. Tylko w kilku krajach rodzi się więcej dziewczynek niż chłopców, a np. w Chinach (1 dziecko, kwestie kulturowe) masz 113:100 na urodzenia żywe chłopcy:dziewczynki.

Więc mamy potencjał na sporą ilość kawalerów, bez szans na związek. Chyba, że sobie kobietę z Azji sprowadzą, w końcu paszport UE może być dla kogoś interesujący.

A Ty myślisz, że skąd ja wzięłam rocznik? Do biblioteki miałam iść ? big_smile - ze strony GUSu.
Nie licz w sztukach, bo to nic nie daje. Rynek matrymonialny można porównać do rynku pracy: jest bezrobocie, czyli teoretycznie nie dla wszystkich starczy pracy, a jednak pozostają w wielu firmach wakaty. Czyli analogicznie sa wolne osoby, których druga płeć nie chce zatrudnić na stanowisko partnera/partnerki. To nie jest argument, że komuś zabraknie kobiet.
Ps A po jakiego grzyba wyliczyłeś osoby w wieku 0-4(!), 5-9 i 10-14 w nadwyżkę, skutkiem czego także w rynek matrymonialny? Handlujesz niemowlętami z posagiem? big_smile

Ps2. W ogóle to nadwyżka kawalerów jest niepewna co do faktycznej ilości, bo niektórzy mężczyźni zostają księżmi, a kobiety, rzecz jasna, nie mogą. Solved it!

163

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
elya napisał/a:

wiedziałeś, że prosta kreska nie istnieje w naturze?

Nie.

Czy nieustannie trzeba szukac, byc w związku? Po co? Żeby partner/partnerka  przyniosła z polowania jedzenie do jaskini?

Raczej "nie betonować" się we własnym życiu, czy coś takiego.
Jak ktoś chce być sam, to chce być sam. W czym problem? Chyba, że "chce być sama", bo i tak "nikt go nie chce" i sobie tłumaczy.


Pamietaj jeszcze niedawno zarzucałes mi, że jestem zdesperowana,

Tam były 2 opcje do wyboru. Nie moja wina, że wybrałaś drugą. A/B = A lub B.

no tak, ty dalej o tym, ze facet patrzy na młodosc a kobieta na status, dyskryminacja.... widziałam pania prezes z kucharzem

Raczej biologia, kultura, itd.
Zresztą, kto zestawiał dresiarza z inteligentnymi (+ coś tam) kobietami?

hahaha, wybacz, że sie smieję ale znałam dziwaka, który zagadał do 250 dziewczyn, w jakieś 1,5 roku- zagadywał na ulicy, nie online. Jest sam.
(takie parcie "na zwiazek" kojarzy mi sie tylko z potrzebą zaspokojenia seksualnego)

Poznawania... czemu od razu do związku? Im więcej ludzi znasz, szczególnie z jakimś "wspólnym" mianownikiem, tym większa szansa na udaną znajomość towarzyską czy, ten nieszczęsny, związek.

lilly25 napisał/a:

Tak, mozna. To mialo jednak na celu zasugerowanie ze duza role odgrywa przypadek i ze czesto wystarczyloby (...) Czyli ze niekoniecznie jakies szczegolne cechy uczynily tego jednego zwiazkowcem wink, a drugiego - bezzwiazkowcem. Pomijam juz tych ktorzy tego zwyczajnie nie potrzebuja, bo nie o nich mowa.

Trochę naciągane. Większość nie ma z tym problemów. (tym przypadkiem, a może korzystaniem z okazji (?))
Inną kwestią jest czy potem są szczęśliwi (i jak długo) tylko, że jak się nie uda to można próbować znowu. Jak się trafi następna okazja.



lilly25 napisał/a:

'Jestes pusta, nie masz zadnych zainteresowan, ach wiedzialem -  z kobietami nie ma nawet o czym rozmawiac' , tylko gdyby sie w czasie wolnym rozwijala to by go nie spotkala.

big_smile hardcorowy przykład, więc nie ma co go traktować do końca poważnie (nawet jeżeli byłby na 100% prawdziwy). Internet wszystko zniesie, a z drugiej strony to, jak długo coś Ciebie osobiście nie dotyka, to można ludziom uwierzyć w bardzo wiele.

lilly25 napisał/a:

Mozna zadac sobie pytanie: czy wlasciwym jest przypisywac ludziom dla ktorych priorytetem nie bylo randkowanie (...) jakichs problemow psychicznych/zaburzen (ktorych rzekomo nie maja Ci ktorzy ten zwiazek maja)?

Jakby na to spojrzeć to np.: "rozmnażanie się" jest podstawową potrzebą wink choćby według Maslova. Jeść, pić, mieć gdzie mieszkać i kopulować.

Wiadomo, że związek nie daje "immunitetu" na problemy. To by była straszna nadinterpretacja, ale "brak związków" już może (jakiś problem) sugerować. Zobacz (jak wyżej) kobiety pojechały po tym 35+ letnim kawalerze. Że pewnie mieszka w piwnicy u mamusi i jest 200% freakiem.




lilly25 napisał/a:

Tak, dzisiaj mamy duzo mozliwosci dzieki internetowi, ale kawaler ponad 35-letni (a o takich mowa) jeszcze niekoniecznie mial.

Internet jest w PL popularny od 2000 (pi razy drzwi). 35 - 18 (niech będzie 17). To kupa lat z netem w formie kablówek i TPSowych ADSLi.
Zresztą nie chodzi tylko o net i związki. Masz dużo innych możliwość poznawania ludzi. Znajomi też są ważni w życiu. Więcej znajomych, aktywności to większa szansa na zadziałanie wspomnianego przypadku. Bez żadnego parcia "na związek".


Nie trzeba od razu tak przesadzac, no ale moze z 1 osoba na 70/100? I teraz: w ciagu jakiego czasu przecietny czlowiek spotyka zazwyczaj 70/100 osob?

Niech będzie, że kilka lat.

wydaje sie takie niemozliwe zeby ktos zajmowal sie np. babcia/chorym bratem przez iles tam np.7 lat (bo taki przyklad zostal przytoczony), albo dostawal tyle nadgodzin ze czasu nie starczalo mu nawet na porzadne wysypianie sie i nie chodzi o zadne wielkie kariery - po prostu w niektorych miejscach brakuje pracownikow i jak nie wezmiesz dodatkowych godzin.

Tylko, że to pewnie mały % ogółu ludzi. Jak i 35+ letni kawalerowie big_smile.
Większość narzekających to chyba narzeka, że nie może znaleźć bo... i mamy dużo wyjaśnień dlaczego "świat jest zły".   

Makigigi napisał/a:

po jakiego grzyba wyliczyłeś osoby w wieku 0-4(!), 5-9 i 10-14 w nadwyżkę, skutkiem czego także w rynek matrymonialny?

Bo się za 20 lat zestarzeją wink... albo z rozpędu. Odejmij 150 tys i będzie 15+ lat, w końcu 15-19 latek też chce mieć dziewczynę.

Makigigi napisał/a:

W ogóle to nadwyżka kawalerów jest niepewna co do faktycznej ilości, bo niektórzy mężczyźni zostają księżmi, a kobiety, rzecz jasna, nie mogą. Solved it

A lesbijki (co prawda mamy też, niewymienionych powyżej, gejów), skrajne feministki/androfobki, zakonnice, nadwyżka kobiet które wiążą się z obcokrajowcami (polscy mężczyźni nie są popularni na międzynarodowym rynku matrymonialnym), mityczni samce alfa co mają po 5 kochanek. Toż to jest jeszcze gorzej dla nieszczęsnych kawalerów. lol

164

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
lilly25 napisał/a:

Tak, mozna. To mialo jednak na celu zasugerowanie ze duza role odgrywa przypadek i ze czesto wystarczyloby zeby ktos pojawil sie na dworcu dnia 15 kwietnia 2012 z tym ze o 10 minut pozniej i juz mialby o jedna szanse mniej; nie wszedlby jesienia 2010 r. na pewne forum i juz odpadlaby druga; nie znietrzezwil by sie na pewnym festiwalu potykajac sie o odpowiednia osobe i juz odpadlaby trzecia, i tak wyszloby zero. Czyli ze niekoniecznie jakies szczegolne cechy uczynily tego jednego zwiazkowcem wink, a drugiego - bezzwiazkowcem.

Coś w tym jest, bo na przykład moje małżeństwo ma początek w takim właśnie przypadku. To jest w ogóle niezła historia, a samo spotkanie się było zbiegiem tak wielu okoliczności, które teoretycznie zdarzyć się nie powinny, a jednak się zdarzyły (generalnie ani mnie, ani obecnego męża w ogóle miało nie być tam, gdzie byliśmy, a nawet samemu zwróceniu na siebie uwagi pomogło kilka dodatkowych, a - jak się później okazało - istotnych szczegółów), że... chyba mogłabym to nazwać przeznaczeniem smile
Tym niemniej nie sądzę, że gdybym nie była z moim mężem, to byłabym sama, więc tego przypadku nie traktuję jak możliwość i szansę jedyną w swoim życiu. Zauważmy też, że przypadek pomaga samemu spotkaniu, zapoznaniu się, a żeby stworzyć stały związek trzeba jednak tę druga osobą czymś przy sobie zatrzymać.

165 Ostatnio edytowany przez Elya (2018-04-16 11:01:50)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Znerx napisał/a:
lilly25 napisał/a:

    a przeciez 'ktos kto nam nie odpowiada' to niekoniecznie osoba uznana przez nas za bezwartosciowa..

i odwrotnie..

"i odwrotnie" , czyli wg ciebie: "ktos kto nam odpowiada to niekoniecznie osoba uznana przez nas za wartosciową"
takich banialuk nigdy w zyciu nie słyszałam



   

Znerx napisał/a:

elya napisał/a:

Czy nieustannie trzeba szukac, byc w związku? Po co? Żeby partner/partnerka  przyniosła z polowania jedzenie do jaskini?


Raczej "nie betonować" się we własnym życiu, czy coś takiego.
Jak ktoś chce być sam, to chce być sam. W czym problem? Chyba, że "chce być sama", bo i tak "nikt go nie chce" i sobie tłumaczy.


Jesli swoja wypowiedz  konczysz "czy cos takiego" tzn, ze sam nie rozumiesz o czym własciwie piszesz.
jakbys nie zauwazył nie zajmujemy sie na tym watku tematem "organizacji czasu na podryw i zarywanie dla przestraszonego chłopca,
zeby sobie pozaliczał" ale mentalnoscia w postrzeganiu osób, które nie traktuja seksu kompulsywnie, seksu-bo w zwiazku to tacy zabetonowani w kopulowaniu nie byli nigdy, żadnym.
i jak widac ich zycie jest bardzo prostackie, tylko kopulacja, kopulacja, a każdy kto nie kopuluje to jakiś "biedny."
W ogóle nie rozumiem jako kto ty tutaj piszesz, jako maż, singiel zaliczający druga płec i obrażający monogamię ,
nigdy nie będący w związku czy jako rozwodnik , zaliczający wszystko, co sie rusza i praktycznie tez nigdy nie bedący w związku, nawet nie rozumiejącuy na czym polega bycie w związku.


Znerx napisał/a:

   

elya napisał/a:

        poznałam przedwczoraj super przystojnego, wykształconego i odnoszącego sukcesy zawodowe i bardzo fajnie mi się z nim rozmawia i przebywa. Szkoda, że jeszcze nie jesteśmy razem smile

    To jest dopiero kosmiczne tempo/desperacja. (niepotrzebne skreślić) 


Tam były 2 opcje do wyboru. Nie moja wina, że wybrałaś drugą. A/B = A lub B.

Nazwałes mnie dwoma okresleniami, które oddzieliłes ukosnikiem. Stosujesz płytkie i głupie osądy-
nazywasz desperatką za to, ze napisałam że nie moge się doczekac aby spotykac sie z tym mężczyzną i móc go regularnie poznawać. Widzę ze każdy sądzi po sobie, ty pomyslałes że aby regularnie kopulowac... bez komentarza
i zawsze, w jakiejkolwiek ktos nie znajdzie sie sytuacji będziesz próbował zrobic z niego głupka, "bo przeciez jest głupkiem, ze nie kopuluje".
Za chwilę:

Znerx napisał/a:

Serio? Chcesz posiadać takiego "białego rycerza", co to będzie czekał 20 lat na swoją "damę serca"? Nie przejdzie mu i nie zakocha się w innej (która też na niego "poleci).
Ty albo żadna inna. Biedny facet.

No jasne, przeciez lepiej, zeby leciał do kobiety jak świnia z Gerazy, a po drodze jeszcze zonglował zagadywaniem do 250, bo szkoda czasu. Uwazaj bo jak sie tak rozpedzisz to na dole przepaśc.
Wg ciebie, któs jest głupi bo nie kpi z takiego, który długo nie wchodzi w związek ani z pierwszym lepszym a także głupi bo chciałby się spotykac jak najszybciej bo tak lubi tę osobę. O co ci w ogóle chodzi?
Tutaj tez mam niepotrzebne skreślić? Ja skreslam wszystkie twoje wypowiedzi, sa bezsensowne.Twoim problemem jest, ze wszystkich oceniasz przez pryzmat czy on kopuluje. To tandetne.

Znerx napisał/a:


elya napisał/a:

    no tak, ty dalej o tym, ze facet patrzy na młodosc a kobieta na status, dyskryminacja.... widziałam pania prezes z kucharzem

Raczej biologia, kultura, itd.
Zresztą, kto zestawiał dresiarza z inteligentnymi (+ coś tam) kobietami?

Czyli ta prezes i kucharz to niekulturalni są, bo ona zarabia więcej? Nie, to nie kultura ale twoje dyskryminowanie kobiet, podmiotowe traktowanie.
Zestawiał? Nie potrafisz czytac ze zrozumieniem. Własnie nie zestawiałam, bo nie widze, aby był sens rozmowy między dwojgiem ludzi z 2 różnych środowisk. Intelektualnie, duchowo, mentalnie nic ich nie łaczy.

 

Znerx napisał/a:

 

elya napisał/a:

  hahaha, wybacz, że sie smieję ale znałam dziwaka, który zagadał do 250 dziewczyn, w jakieś 1,5 roku- zagadywał na ulicy, nie online. Jest sam.
    (takie parcie "na zwiazek" kojarzy mi sie tylko z potrzebą zaspokojenia seksualnego)


Poznawania... czemu od razu do związku? Im więcej ludzi znasz, szczególnie z jakimś "wspólnym" mianownikiem, tym większa szansa na udaną znajomość towarzyską czy, ten nieszczęsny, związek.

Kazdej mówił identyczna formułkę. Że mu sie ona podoba, nie jako kolezanka. jaki może byc wspólny mianownik zaobserwowany po 7 sekundach?  "ze względu na kaształt d*py wział ją do chałupy"?
 

Znerx napisał/a:

czy ten nieszczęsny związek

nie mam więcej pytan, jestes PUA.

166

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

To może coś z punktu widzenia kawalera w wieku 38 lat, aktualnie singla z wyboru.

Całkowicie zgadzam się z wcześniejszą wypowiedzią anderstuda i innych osób, które stoją na stanowisku że osoby które przez tyle lat nie założyły rodziny, mają problemy z tworzeniem relacji.
Pomijam oczywiście (rzadkie) przypadki osób, które świadomie wybierają życie singla lub luźne układy.

Mam za sobą dwie długie relacje i kilkanaście luźnych, krótkich. Mam tendencje do tworzenia toksycznych relacji, sabotowania relacji po jakimś czasie. Ciągnie mnie też do trudnych osób, z problemami emocjonalnymi i wspólnie tworzymy mieszankę wybuchową.

W psychologii relacji istnieje pojęcie "stylów przywiązania". Przeprowadzone badania ilościowe w USA jasno wskazują, że z wiekiem maleje na rynku ilość osób z tzw. bezpiecznym stylem przywiązania.

167

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

Badania, wykresy, zestawienia, liczby... Jakoś trzeba racjonalizować porażki, samotność, trafianie na idiotów vel idiotki, którzy/które ranią... Cała rzecz w tym, że nie ma normy. I nie ma co uogólniać. Tak, spotykamy ludzi, których wolelibyśmy nie spotkać, bo chcemy kochać i być kochani, chcemy mieć fajne związki... a spotykamy na idiotów, którzy raz, że nas ranią najgorzej, a dwa... zmieniają nasz pryzmat widzenia i postrzegania ludzi. Beckett i inni... Fajnie, że macie świadomość "dlaczego" jest tak a nie inaczej w waszych związkach. Ale chyba zbyt wygodne jest usprawiedliwianie tym swych kolejnych wyborów...
Prawda jest taka, że nie ważne, czy rozwodnik czy rozwódka, kawaler czy panna... jak jest dobrze z kimś, układa się, to na to nikt normalny nie zwraca uwagi.

168

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Coombs napisał/a:

Badania, wykresy, zestawienia, liczby... Jakoś trzeba racjonalizować porażki, samotność, trafianie na idiotów vel idiotki, którzy/które ranią... Cała rzecz w tym, że nie ma normy. I nie ma co uogólniać. Tak, spotykamy ludzi, których wolelibyśmy nie spotkać, bo chcemy kochać i być kochani, chcemy mieć fajne związki... a spotykamy na idiotów, którzy raz, że nas ranią najgorzej, a dwa... zmieniają nasz pryzmat widzenia i postrzegania ludzi. Beckett i inni... Fajnie, że macie świadomość "dlaczego" jest tak a nie inaczej w waszych związkach. Ale chyba zbyt wygodne jest usprawiedliwianie tym swych kolejnych wyborów...
Prawda jest taka, że nie ważne, czy rozwodnik czy rozwódka, kawaler czy panna... jak jest dobrze z kimś, układa się, to na to nikt normalny nie zwraca uwagi.

Amen.

169

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Coombs napisał/a:

Badania, wykresy, zestawienia, liczby... Jakoś trzeba racjonalizować porażki, samotność, trafianie na idiotów vel idiotki, którzy/które ranią... Cała rzecz w tym, że nie ma normy. I nie ma co uogólniać. Tak, spotykamy ludzi, których wolelibyśmy nie spotkać, bo chcemy kochać i być kochani, chcemy mieć fajne związki... a spotykamy na idiotów, którzy raz, że nas ranią najgorzej, a dwa... zmieniają nasz pryzmat widzenia i postrzegania ludzi. Beckett i inni... Fajnie, że macie świadomość "dlaczego" jest tak a nie inaczej w waszych związkach. Ale chyba zbyt wygodne jest usprawiedliwianie tym swych kolejnych wyborów...
Prawda jest taka, że nie ważne, czy rozwodnik czy rozwódka, kawaler czy panna... jak jest dobrze z kimś, układa się, to na to nikt normalny nie zwraca uwagi.

To nie jest potrzeba racjonalizacji. Uwierz mi, łatwiej jest wychodzić z założenia "to zła kobieta była", albo "to idiota/kobieciarz/pijak". To jest właśnie mechanizm obronny i stosuje go ogromna większość "ludzi po przejściach". Wiem, bo sam tak robiłem. Świadomość że może coś z nami jest również nie tak, nie jest wcale przyjemna.

Jednym z bardziej znanych i omawianych modeli tworzenia relacji są te tworzone przez osoby z symptomami DDA. Lęki przed bliskością, przed odrzuceniem, problemy z samooceną, generalnie sporo możliwości na chrzanienie związków.

170

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
beckett napisał/a:
Coombs napisał/a:

Badania, wykresy, zestawienia, liczby... Jakoś trzeba racjonalizować porażki, samotność, trafianie na idiotów vel idiotki, którzy/które ranią... Cała rzecz w tym, że nie ma normy. I nie ma co uogólniać. Tak, spotykamy ludzi, których wolelibyśmy nie spotkać, bo chcemy kochać i być kochani, chcemy mieć fajne związki... a spotykamy na idiotów, którzy raz, że nas ranią najgorzej, a dwa... zmieniają nasz pryzmat widzenia i postrzegania ludzi. Beckett i inni... Fajnie, że macie świadomość "dlaczego" jest tak a nie inaczej w waszych związkach. Ale chyba zbyt wygodne jest usprawiedliwianie tym swych kolejnych wyborów...
Prawda jest taka, że nie ważne, czy rozwodnik czy rozwódka, kawaler czy panna... jak jest dobrze z kimś, układa się, to na to nikt normalny nie zwraca uwagi.

To nie jest potrzeba racjonalizacji. Uwierz mi, łatwiej jest wychodzić z założenia "to zła kobieta była", albo "to idiota/kobieciarz/pijak". To jest właśnie mechanizm obronny i stosuje go ogromna większość "ludzi po przejściach". Wiem, bo sam tak robiłem. Świadomość że może coś z nami jest również nie tak, nie jest wcale przyjemna.

Jednym z bardziej znanych i omawianych modeli tworzenia relacji są te tworzone przez osoby z symptomami DDA. Lęki przed bliskością, przed odrzuceniem, problemy z samooceną, generalnie sporo możliwości na chrzanienie związków.

Dokładnie. Jeśli coś w życiu nie wychodzi, to znajdujesz przyczynę problemu, rozwiązujesz go i po sprawie. Choć w przypadku DDA po sprawie jest często dopiero po latach - ale wiedzieć dlaczego nie wychodzą związki , to klucz do tego, żeby zaczęło być okej. To nie ma nic wspólnego z racjonalizacją złych wyborów. Jeśli zawsze trafiasz na "złe kobiety" to nie pech, tylko widać takie wybierasz. Jeśli zrozumiesz, dlaczego takie a nie inne są dla ciebie atrakcyjne, to możesz dokonać zmiany w sobie i zacząć trafiać na miłe babki.

171 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2018-04-16 19:55:36)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Makigigi napisał/a:

Jeśli zawsze trafiasz na "złe kobiety" to nie pech, tylko widać takie wybierasz. Jeśli zrozumiesz, dlaczego takie a nie inne są dla ciebie atrakcyjne, to możesz dokonać zmiany w sobie i zacząć trafiać na miłe babki.

Ale dla kogos atrakcyjna moze byc spokojna, delikatna dziewczyna i z tej przyczyny ja wybiera a dopiero po roku zwiazku w odpowiednich warunkach ujawnia sie jej ciemna strona. Sa przeciez tacy ludzie i niektorzy z ich nawet chwala sie tym jak dobre wrazenie wywieraja i jak potrafia perfidnie wykorzystac je do zlych celow.



beckett napisał/a:

Całkowicie zgadzam się z wcześniejszą wypowiedzią anderstuda i innych osób, które stoją na stanowisku że osoby które przez tyle lat nie założyły rodziny, mają problemy z tworzeniem relacji.
Pomijam oczywiście (rzadkie) przypadki osób, które świadomie wybierają życie singla lub luźne układy(...).

Mam za sobą dwie długie relacje i kilkanaście luźnych, krótkich. Mam tendencje do tworzenia toksycznych relacji, sabotowania relacji po jakimś czasie. Ciągnie mnie też do trudnych osób, z problemami emocjonalnymi i wspólnie tworzymy mieszankę wybuchową.

Na podstawie ilu osob z podobnymi problemami znajdujacych sie w podobnej do Ciebie sytuacji wyciagnales wniosek ze takie cos jest regula?



Znerx napisał/a:
lilly25 napisał/a:

Tak, mozna. To mialo jednak na celu zasugerowanie ze duza role odgrywa przypadek i ze czesto wystarczyloby (...) Czyli ze niekoniecznie jakies szczegolne cechy uczynily tego jednego zwiazkowcem wink, a drugiego - bezzwiazkowcem. Pomijam juz tych ktorzy tego zwyczajnie nie potrzebuja, bo nie o nich mowa.

Trochę naciągane. Większość nie ma z tym problemów. (tym przypadkiem, a może korzystaniem z okazji (?))

Nie przecze ze wiekszosc nie ma z tym problemow, ale skoro takie rzeczy jak pojawienie sie 10 minut wczesniej/pozniej w danym miejscu potrafia zadecydowac o spotkaniu odpowiedniej osoby, to czy nie trudno sobie wyobrazic normalnego czlowieka ktory wlasnie te szansy (w przykladzie bylo - 3) najnormalniej w swiecie stracil przez to niepojawienie sie/pojawienie sie w danym miejscu o kilka minut wczesniej/pozniej?



Znerx napisał/a:

Zobacz (jak wyżej) kobiety pojechały po tym 35+ letnim kawalerze. Że pewnie mieszka w piwnicy u mamusi i jest 200% freakiem.

Niektorzy lubia zyc jakimis takimi dziwnymi wyobrazeniami.



Olinka napisał/a:
lilly25 napisał/a:

Tak, mozna. To mialo jednak na celu zasugerowanie ze duza role odgrywa przypadek i ze czesto wystarczyloby zeby ktos pojawil sie na dworcu dnia 15 kwietnia 2012 z tym ze o 10 minut pozniej i juz mialby o jedna szanse mniej; nie wszedlby jesienia 2010 r. na pewne forum i juz odpadlaby druga; nie znietrzezwil by sie na pewnym festiwalu potykajac sie o odpowiednia osobe i juz odpadlaby trzecia, i tak wyszloby zero. Czyli ze niekoniecznie jakies szczegolne cechy uczynily tego jednego zwiazkowcem wink, a drugiego - bezzwiazkowcem.

Coś w tym jest, bo na przykład moje małżeństwo ma początek w takim właśnie przypadku. To jest w ogóle niezła historia, a samo spotkanie się było zbiegiem tak wielu okoliczności, które teoretycznie zdarzyć się nie powinny, a jednak się zdarzyły (generalnie ani mnie, ani obecnego męża w ogóle miało nie być tam, gdzie byliśmy, a nawet samemu zwróceniu na siebie uwagi pomogło kilka dodatkowych, a - jak się później okazało - istotnych szczegółów), że... chyba mogłabym to nazwać przeznaczeniem smile.

Ja tez mialam cos takiego, wrecz filmowego (chodzi o wyjatkowo dziwny zbieg okolicznosci) ale nie chce o tym tutaj pisac.

172 Ostatnio edytowany przez Makigigi (2018-04-16 22:14:23)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
lilly25 napisał/a:
Makigigi napisał/a:

Jeśli zawsze trafiasz na "złe kobiety" to nie pech, tylko widać takie wybierasz. Jeśli zrozumiesz, dlaczego takie a nie inne są dla ciebie atrakcyjne, to możesz dokonać zmiany w sobie i zacząć trafiać na miłe babki.

Ale dla kogos atrakcyjna moze byc spokojna, delikatna dziewczyna i z tej przyczyny ja wybiera a dopiero po roku zwiazku w odpowiednich warunkach ujawnia sie jej ciemna strona. Sa przeciez tacy ludzie i niektorzy z ich naweot chwala sie tym jak dobre wrazenie wywieraja i jak potrafia perfidnie wykorzystac je do zlych celow.

Okej, zgadzam się, że toksyczni ludzie potrafią sie maskować i to robią, bo nikt nie jest na tyle głupi, żeby chcieć ich bez maski. Jednakże są sygnały ostrzegawcze i sporo osób bezbłędnie je wychwytuje po tym, gdy raz się natknie na taką gadzinę. Natomiast niektórzy natykają się na toksyków seryjnie, co związek to lepszy. To nie jest pech - te osoby przyciąga toksyczność i jednocześnie je niszczy. Muszą zrozumieć ten mechanizm i zmienić pewne rzeczy w sobie, a wtedy mają szansę na harmonijny związek.

173

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Coombs napisał/a:

...
Prawda jest taka, że nie ważne, czy rozwodnik czy rozwódka, kawaler czy panna... jak jest dobrze z kimś, układa się, to na to nikt normalny nie zwraca uwagi.

Dobre podsumowanie dyskusji. Jak się z kimś układa, to po prostu się układa smile

174

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
rossanka napisał/a:
Coombs napisał/a:

...
Prawda jest taka, że nie ważne, czy rozwodnik czy rozwódka, kawaler czy panna... jak jest dobrze z kimś, układa się, to na to nikt normalny nie zwraca uwagi.

Dobre podsumowanie dyskusji. Jak się z kimś układa, to po prostu się układa smile

Wtedy nie ma powodu zakładania tematów na forum smile

175

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

Względnie do kilkudniowego pingponga : )

176

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Makigigi napisał/a:

Okej, zgadzam się, że toksyczni ludzie potrafią sie maskować i to robią, bo nikt nie jest na tyle głupi, żeby chcieć ich bez maski. Jednakże są sygnały ostrzegawcze i sporo osób bezbłędnie je wychwytuje po tym, gdy raz się natknie na taką gadzinę. Natomiast niektórzy natykają się na toksyków seryjnie, co związek to lepszy. To nie jest pech - te osoby przyciąga toksyczność i jednocześnie je niszczy. Muszą zrozumieć ten mechanizm i zmienić pewne rzeczy w sobie, a wtedy mają szansę na harmonijny związek.

Toksyczni ludzie niekoniecznie się maskują. Może być takie wrażenie, ale nie robią tego świadomie.
Poza tym w niektórych związkach ujawniają się zachowania toksyczne, a w niektórych nie - to zależy od obojga partnerów.

177 Ostatnio edytowany przez Makigigi (2018-04-17 13:34:56)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
beckett napisał/a:
Makigigi napisał/a:

Okej, zgadzam się, że toksyczni ludzie potrafią sie maskować i to robią, bo nikt nie jest na tyle głupi, żeby chcieć ich bez maski. Jednakże są sygnały ostrzegawcze i sporo osób bezbłędnie je wychwytuje po tym, gdy raz się natknie na taką gadzinę. Natomiast niektórzy natykają się na toksyków seryjnie, co związek to lepszy. To nie jest pech - te osoby przyciąga toksyczność i jednocześnie je niszczy. Muszą zrozumieć ten mechanizm i zmienić pewne rzeczy w sobie, a wtedy mają szansę na harmonijny związek.

Toksyczni ludzie niekoniecznie się maskują. Może być takie wrażenie, ale nie robią tego świadomie.
Poza tym w niektórych związkach ujawniają się zachowania toksyczne, a w niektórych nie - to zależy od obojga partnerów.

Nie napisałam, że maskują się wszyscy toksyczni i zawsze, tylko że potrafią. Zgadzam się, że mogą to być zachowania nieświadome. Ale występują też świadome - na przykład w przypadku psychopaty kalkulatywnego, który manipuluje i niszczy z rozmysłem planując takie działania.
Co do tego, że za powstanie związku o destrukcyjnym charakterze odpowiadają dwie osoby, to się zgadzam. W takim sensie, że jedna osoba ma potencjał zostania „katem”, a druga „ofiarą” i się uzupełniają, często też zamieniają rolami itd.
Natomiast nie sądzę, żeby związek z osobą toksyczną mógł być trwały i szczęśliwy i nie ujawniły się te zachowania. Jesli ktoś jest psychopatą/narcyzem/osobowością borderline/osobowością dyssocjalną/innym psychofagiem, to nim pozostaje niezależnie od tego, z kim jest w związku.

178

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

Piszesz o przypadkach ekstremalnych, czyli o ludziach z zaburzeniami osobowości. I w takich przypadkach pełna zgoda.
Natomiast ogromna większość niezdrowych modeli relacji wynika np. z lęku przed odrzuceniem, lękiem przed bliskością, czy potrzebą obsesyjnej miłości ("nie umiem być sama").
Z tego co czytałem, nawet 30-40% społeczeństwa miewa tego typu problemy. I jeśli np. osoba unikająca bliskości zwiąże się z nałogowcem miłości (a często takie osoby ciągnie ku sobie), to zaczyna podręcznikowe "toksyczne tango". Część osób jest też uzależniona wręcz od takich emocji, bo takie mają wzorce relacji wyniesione z dzieciństwa. Odrzucający rodzice na przykład.

Mieszanie do tego psychopatii jest przesadzone. Psychopatami jest może 1% społeczeństwa, a "trudnych" związków dużo, dużo więcej.

179 Ostatnio edytowany przez Makigigi (2018-04-17 15:03:05)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
beckett napisał/a:

Piszesz o przypadkach ekstremalnych, czyli o ludziach z zaburzeniami osobowości. I w takich przypadkach pełna zgoda.
Natomiast ogromna większość niezdrowych modeli relacji wynika np. z lęku przed odrzuceniem, lękiem przed bliskością, czy potrzebą obsesyjnej miłości ("nie umiem być sama").
Z tego co czytałem, nawet 30-40% społeczeństwa miewa tego typu problemy. I jeśli np. osoba unikająca bliskości zwiąże się z nałogowcem miłości (a często takie osoby ciągnie ku sobie), to zaczyna podręcznikowe "toksyczne tango". Część osób jest też uzależniona wręcz od takich emocji, bo takie mają wzorce relacji wyniesione z dzieciństwa. Odrzucający rodzice na przykład.

Mieszanie do tego psychopatii jest przesadzone. Psychopatami jest może 1% społeczeństwa, a "trudnych" związków dużo, dużo więcej.

Okej, prawdę rzekłeś, ale w takim razie dotykamy kwestii definicji toksyczności. Uważam, że to słowo jest mocno nadużywane. Dla mnie toksyczny związek to taki, w którym partner drenuje Cię z całego Twojego szczęścia, poczucia wartości, energii życiowej, a nawet zasobów materialnych. Po takim związku jesteś w totalnej rozsypce i dochodzisz do siebie czasem nawet latami. Natomiast większość ludzi ma w mniejszym lub większym stopniu nasilone różne problemy, lęki, zranienia z przeszłości, co przekłada się na związki. Nie możemy mówić, że każda uzupełniająca się para na przykład kochająca za bardzo kobieta i facet z unikający bliskości i niedostępny emocjonalnie, to już jest toksyczny związek - to zależy od nasilenia problemu i od tego, jak dwoje ludzi sobie radzi ze swoimi własnymi deficytami. Fajnie to nazwałeś „trudny związek”. Więc przyjęłabym takie kryterium rozróżnienia między związkiem trudnym a toksycznym, że w toksycznej relacji jedna osoba żeruje na drugiej, świadomie lub nieświadomie dążąc do wyniszczenia partnera (bo ten typ tak ma), a w trudnym związku dwoje ludzi zmaga się ze swoimi problemami emocjonalnymi. Związek toksyczny rozpadnie się na pewno, bo toksyk po wydrenowaniu ofiary porzuca ją, jeśli sama wcześniej nie odejdzie. Natomiast w trudnym związku para ma szanse przejść terapię, bądź samodzielnie pokonać swoje słabości i ułożyć szczęśliwe życie. Czasem jest tez tak, że trudne związki charakteryzują się bardzo dużym przywiązaniem partnerów i wcale nie jest powiedziane, że są oni nieszczęśliwi w takim układzie, bo zaspokają swoje potrzeby. Z kolei toksyczny związek nie zaspokaja żadnych potrzeb „ofiary”, tylko na początku jest jej serwowana przynęta.

Ps. Psychopatów może jest mało, ale narcyzów (w sensie zaburzenia osobowości, a nie potocznym), borderów, osób uzależnionych (bo oni też potrafią być toksyczni z powodu choroby) i innnych zaburzeń osobowości w sumie jest już całkiem istotny statystycznie odsetek. I to nie jest ekstremum, bo jak się przejrzysz po znajomych, to myślę, że znajdziesz conajmniej jedną zaburzoną osobę

180 Ostatnio edytowany przez beckett (2018-04-17 15:45:43)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

Mamy dziś modę na szafowanie terminem "narcyzm" automatycznie identyfikując go z narcystycznym zaburzeniem osobowości. Tymczasem jest to pewne kontinuum, skala. Można mieć delikatne rysy narcystyczne, można stosować narcystyczne mechanizmy obronne (większość ludzi jest stosuje, w mniejszym lub większym natężeniu) i można oczywiście być umiejscowionym na tej skali skrajnie - czyli mieć narcystyczne zaburzenie osobowości. Podobnie jest z borderline, zaburzeniami paranoicznymi czy histrionicznymi.

Może i określenie "toksyczny związek" jest nadużywane, ale drenaż emocjonalny i utrata we własną wartość może być też wynikiem trwania po prostu w złej relacji, dwojga niedojrzałych emocjonalnie ludzi. I jest. Been there seen that wink Nie będę ukrywał - jestem unikowcem i odsuwaniem się krzywdzę, zwłaszcza że wybieram osoby potrzebujące ogromnych ilości uwagi (patologiczna potrzeba).

A to co opisałaś, to klasyczne zachowanie osobowości narcystycznej, szukającej kolejnych ofiar do budowania własnego ego. To jest ekstremum.

181

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

Zgoda w tym, że większość ludzi nie ma poważnych zaburzeń osobowości. Takie kliniczne przypadki wahają się w granicach kilku procent w całe populacji. Ale wielu ludzi, choć nie diagnozowalnych, ma zranienia i odchyły wywołane nieadekwatnym wychowaniem. I to też powoduje problemy w związkach.

Tu, na forum obraz jest nieco skrzywiony, bo przychodzą na niego osoby często aż proszące się o kliniczną diagnozę i nagle się wydaje, że cały świat jest pełen patologii, jednak w życiu codziennym takie historie są raczej rzadkością.

182

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Beyondblackie napisał/a:

Zgoda w tym, że większość ludzi nie ma poważnych zaburzeń osobowości. Takie kliniczne przypadki wahają się w granicach kilku procent w całe populacji. Ale wielu ludzi, choć nie diagnozowalnych, ma zranienia i odchyły wywołane nieadekwatnym wychowaniem. I to też powoduje problemy w związkach.

O tym właśnie piszę, mając na myśli cztery podstawowe style przywiązań, wynikające w dużym stopniu z doświadczeń i kształtowania osobowości w dzieciństwie.

Dobrze też to opisuje, rozwijając temat właśnie o rysy osobowości, Jurg Willi, pisząc o koluzjach.

183

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

My tu o zaletach kawalerów vs rozwodników zaczęliśmy chyba ...

: )

184

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
misiando napisał/a:

My tu o zaletach kawalerów vs rozwodników zaczęliśmy chyba ...

: )

Tak, a tu zwykle tematy lubią dryfować na nieznane wody. A żeby połączyć wątki: ciekawe, czy większa szansa jest na spotkanie osoby zaburzonej wśród rozwodników, czy kawalerów? Oczywiście mam świadomość, że dyskusja opiera się na generalizacjach i w sumie nie da się jej przełożyć na realne jednostkowe przypadki, bo życie jest bardziej skomplikowane i kolorowe. Ale pogadać zawsze można smile
Myślę, że kiedy piszemy, czy wolimy dojrzałego rozwodnika, czy dojrzałego kawalera, to tak naprawdę staramy się przewidzieć, w której grupie jest większa szansa na spotkanie zdrowej emocjonalnie osoby. Tylko to nie zostało wprost powiedziane, o ile czegoś nie przeoczyłam. W przypadku rozwodnika (pomijając aspekty rodzinne) zawsze jest ryzyko, że jego małżeństwo skończyło się, ponieważ on nie nadawał się do związku, bo przecież się nie przyzna. W przypadku kawalera, nie wiemy, czy nie mamy do czynienia z człowiekiem uzależnionym od mamusi. Dochodzi jeszcze kwestia tego, że w pewnym wieku mamy ustalone swoje rytuały i wyrobione nawyki, poniekąd jesteśmy niereformowalni, co stwarza okazję do dodatkowych tarć przy próbie budowania związku. Zdecydowanie łatwiej było w liceum, co nie? :-)

185

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
beckett napisał/a:

/.../Nie będę ukrywał - jestem unikowcem i odsuwaniem się krzywdzę, zwłaszcza że wybieram osoby potrzebujące ogromnych ilości uwagi (patologiczna potrzeba).

A to co opisałaś, to klasyczne zachowanie osobowości narcystycznej, szukającej kolejnych ofiar do budowania własnego ego. To jest ekstremum.

a skad wiesz, że te osoby potrzebuja uwagi? to jest na zasadzie gdy zauwazysz, ze jej potrzebuja to uciekasz?

186 Ostatnio edytowany przez beckett (2018-04-17 20:10:43)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

h

elya napisał/a:
beckett napisał/a:

/.../Nie będę ukrywał - jestem unikowcem i odsuwaniem się krzywdzę, zwłaszcza że wybieram osoby potrzebujące ogromnych ilości uwagi (patologiczna potrzeba).

A to co opisałaś, to klasyczne zachowanie osobowości narcystycznej, szukającej kolejnych ofiar do budowania własnego ego. To jest ekstremum.

a skad wiesz, że te osoby potrzebuja uwagi? to jest na zasadzie gdy zauwazysz, ze jej potrzebuja to uciekasz?

Po prostu wiem z jakich powodów rozpadła się moja ostatnia relacja. Rozmowy, werbalizacja potrzeb. Ilość poświęcanej mi energii i uwagi była nieproporcjonalnie duża. Nie chcę powiedzieć że czułem się osaczony, bo to było nawet miłe i sam byłem zakochany bardzo mocno i dużo dawałem - ale nie potrafiłem aż tyle. A nawet pokuszę się o stwierdzenie, że ile bym nie dał, to byłoby zbyt mało.
Zaczynam się odsuwać wtedy, kiedy czuję że nie spełniam oczekiwań drugiej strony. Kiedy czuję że związek w który się angażuję, może się rozpaść. Wszystko po to, by nie przeżywać odrzucenia, zranienia. Jest to działanie nieświadome.

Żeby było ciekawiej, to w jeszcze poprzednim związku związałem się z osobą jeszcze bardziej unikającą niż ja. Najdłuższy i najspokojniejszy mój związek, ale zimny, bez emocji.

187

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
beckett napisał/a:

Zaczynam się odsuwać wtedy, kiedy czuję że nie spełniam oczekiwań drugiej strony. Kiedy czuję że związek w który się angażuję, może się rozpaść. Wszystko po to, by nie przeżywać odrzucenia, zranienia. Jest to działanie nieświadome.

Czyli masz lęk. Nie pomoge, bo nie rozumiem tego problemu. Nie spotkałam nigdy takiej osoby, dlatego nie uważam, że jak ktos jest singlem to, bo ma taki problem jak Ty. Raczej nie ma wielu takich osób.

188

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

To byś się zdziwiła jak to jest powszechne. Na forum co drugi temat wiąże się z tymi problemami. Nie sprawiają one że związki są całkowicie dysfunkcyjne, ale tworzą warunki do problemów i braku wzajemnego zrozumienia.

Opcjonalnie odsyłam do literatury. Niekoniecznie stricte fachowej, może być doskonała w tym  temacie Pia Mellody.

189

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

Beckett... DDA to DDA. Ale jak masz tego świadomość, to już można wiele zmienić. I wierz mi, nawet nie-DDA są porypani.
Każdy na swój sposób, każdy ma jakąś dysfunkcję, wady. Ideałów nie ma. Tak po prostu. Bo czy jest sens klasyfikować kogoś, że jest kawalerem czy panną, albo że rozwodnikiem czy rozwódką? I mieć dylematy, że z rozwodnikiem jest coś nie tak, bo się rozwiódł albo że z panną czy kawalerem jest coś nie tak, bo jest sam...? To banały. Każdy popełnia błędy. I ponosi ich konsekwencje.
Jesteśmy wygodni. Nie umiemy się komunikować, rozmawiać, kochać. Mamy tylko wymagania, oczekiwania. Jesteśmy, chcemy czy nie, wypadkową naszych doświadczeń. I pragnień. Potrzeba bliskości jest okrutna. I to ona często zaślepia...
Każdy chce być kochany, szanowany, wspierany... Ale czasami, jak to mawiają, mimo najszczerszych chęci i starań... SHIT HAPPENS;-)

190 Ostatnio edytowany przez Elya (2018-05-03 16:02:19)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

Według współczynnika feminizacji w PL, w roku 2000 przypadało 110 kobiet na 100 mężczyzn (w dużych miastach).
Czytałam artykuł w gazecie w 2001r, w którym było napisane, że kobiet jest więcej. I nie mówię na temat  danych o liczbie urodzeń w 2000 ale o liczbie 20letnich kobiet i mężczyzn.
Dane, które znalazłam dokładnie to obrazują.

wygooglujcie: Struktura ludności wg płci, wieku i stanu cywilnego - UMCS

A co do danych demograficznych GUSu - nie widzę danych urodzeń dla roku 1980 z podziałem na płeć.



30 grudnia 2013 Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Sprawdziliśmy, które miasta w Polsce należą do najbardziej, a które do najmniej sfeminizowanych. Wzięliśmy przy tym pod uwagę osoby w wieku 20–34 lata , w którym najczęściej zawierane są małżeństwa.
Najwięcej kobiet w przeliczeniu na 100 mężczyzn przypada w Warszawie i Olsztynie. Najmniej, przynajmniej spośród miast wojewódzkich, w Katowicach i Kielcach.
I tak na przykład w stolicy w połowie 2013 r. na 100 mężczyzn przypadało statystycznie ponad 109 kobiet – tak wynika z wyliczeń DGP na podstawie danych GUS. Miejsce Warszawy nie dziwi. Stolica to największy ośrodek akademicki przyciągający studentów z całego kraju. Wśród nich zaś dominują kobiety. Z kolei Olsztyn czy Lublin przyciągają dobrze wykształcone panie, bo te miasta na tle relatywnie ubogiego regionu dają największą szansę na zrobienie kariery. W Olsztynie np. stopa bezrobocia wynosiła w październiku tylko 8 proc., podczas gdy w całym województwie było to aż 20,6 proc., najwięcej w kraju.

Z danych GUS wynika również, że wśród 18 miast będących siedzibą wojewody lub sejmiku wojewódzkiego aż w 14 występuje przewaga kobiet nad mężczyznami. Tylko w czterech relacje są odwrotne – w Katowicach, Kielcach, Szczecinie i Gorzowie Wielkopolskim. Przy tym w Katowicach na 100 mężczyzn przypada 97,5 kobiety. Jeszcze gorsza sytuacja ma miejsce w mniejszych miastach. W Ciechanowie na 100 mężczyzn przypada 95,1 kobiety, w Radomiu – 93,9. W tej kategorii na ostatnim miejscu spośród sprawdzonych przez nas miast uplasowały się Świnoujście i Tarnobrzeg z wynikiem 92,9 kobiety na 100 mężczyzn.
Jednym z rezultatów zachwiania proporcji w liczbie kobiet i mężczyzn jest spadek liczby zawieranych małżeństw – komentuje prof. Krystyna Iglicka, demograf, rektor Uczelni Łazarskiego. W całym roku zawarto ich prawdopodobnie tylko 185 tys. – najmniej od czasu zakończenia II wojny światowej. I był to już piąty rok z rzędu spadku liczby zawieranych małżeństw. W efekcie rodzi się także coraz mniej dzieci (najwięcej pojawia się ich nadal w rodzinach formalnych). W pierwszych trzech kwartałach 2013 r. urodziło się tylko 283 tys. dzieci – o 3,5 proc. mniej niż w tym samym okresie poprzedniego roku.
   
109,4 kobiet na 100 mężczyzn przypada w Warszawie

   99,9 w Gorzowie Wlkp. panuje niemal idealna równowaga płci

    92,9 kobiet na 100 mężczyzn jest w Świnoujściu i Tarnobrzegu

191 Ostatnio edytowany przez Makigigi (2018-05-03 10:37:30)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

Dla przykładu GUS podaje, że w 2002 roku w Warszawie było 71758 mężczyzn w wieku 20-24 lata i 74331 kobiet, czyli bardziej 103 kobiety na 100 mężczyzn, można to sprawdzić dla każdego miasta na stronie internetowej. Dziś (na dzień 31.12.2017) natomiast w Wawie jest 32909 mężczyzn w wieku 20-24 i 32017 kobiet, czyli 97 kobiet na jednego mężczyznę, także sytuacja się zmieniła. W Krakowie jest M 17443 i K 17070; 98 kobiet na mężczyznę. W 2002 roku było 104 kobiety w wieku 20-24. Nie wiem czemu ma służyć podawanie tych nic nie wnoszących danych (wszak w temacie była mowa o ludziach 35+), ale skoro już padły cyferki, to niech chociaż będą rzetelne. Wniosek - Obecnie w dużych miastach nie ma nadwyżki kobiet w wieku z grubsza studenckim.

192 Ostatnio edytowany przez Elya (2018-05-03 10:52:24)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Makigigi napisał/a:

Nie wiem czemu ma służyć podawanie tych nic nie wnoszących danych (wszak w temacie była mowa o ludziach 35+), ale skoro już padły cyferki, to niech chociaż będą rzetelne. Wniosek - Obecnie w dużych miastach nie ma nadwyżki kobiet w wieku z grubsza studenckim.

elya napisał/a:

Według współczynnika feminizacji w PL, w roku 2000 przypadało 110 kobiet na 100 mężczyzn (w dużych miastach).

rzetelnie i konkretnie-o osobach35+, a ty czemu piszesz o studentach? twojego pisania nie na temat i przepychanek wymownie nie skomentuję...

193 Ostatnio edytowany przez Makigigi (2018-05-03 11:41:44)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
elya napisał/a:

Czytałam artykuł w gazecie w 2001r, w którym było napisane, że kobiet jest więcej. I nie mówię na temat  danych o liczbie urodzeń w 2000 ale o liczbie 20letnich kobiet i mężczyzn.

hmm bo ty piszesz ? wtf?

194 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-05-03 12:59:02)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Znerx napisał/a:

Jakby na to spojrzeć to np.: "rozmnażanie się" jest podstawową potrzebą wink choćby według Maslova.

Szkoda, że nie jest to zgodne z prawdą wink

Makigigi napisał/a:

Dla przykładu GUS podaje, że w 2002 roku w Warszawie było 71758 mężczyzn w wieku 20-24 lata i 74331 kobiet, czyli bardziej 103 kobiety na 100 mężczyzn, można to sprawdzić dla każdego miasta na stronie internetowej. Dziś (na dzień 31.12.2017) natomiast w Wawie jest 32909 mężczyzn w wieku 20-24 i 32017 kobiet, czyli 97 kobiet na jednego mężczyznę, także sytuacja się zmieniła. W Krakowie jest M 17443 i K 17070; 98 kobiet na mężczyznę. W 2002 roku było 104 kobiety w wieku 20-24. Nie wiem czemu ma służyć podawanie tych nic nie wnoszących danych (wszak w temacie była mowa o ludziach 35+), ale skoro już padły cyferki, to niech chociaż będą rzetelne. Wniosek - Obecnie w dużych miastach nie ma nadwyżki kobiet w wieku z grubsza studenckim.

Celna uwaga. Mężczyzn jest więcej, ale jako ogół osób. Z wiekiem kobiet zostaje więcej, choćby przez większą śmiertelność mężczyzn. Ciekawe jaki ma przy tym wpływ, imigracja oraz emigracja zarobkowa czy ogólnie napływ ludności w postaci studentów czy bardziej lokalnych napływów z różnych powodów? Czy jest to ujęte w statystykach?

195 Ostatnio edytowany przez Elya (2018-05-03 15:11:38)

Odp: Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?
Makigigi napisał/a:
elya napisał/a:

Czytałam artykuł w gazecie w 2001r, w którym było napisane, że kobiet jest więcej. I nie mówię na temat  danych o liczbie urodzeń w 2000 ale o liczbie 20letnich kobiet i mężczyzn.

hmm bo ty piszesz ? wtf?

Nie, nie "bo ja to sobie wymyśliłam" ale GUS,  takie są dane statystyczne.
Nie interesuje mnie, że nie zorientowałaś się, że umieściłam artykuł, oparty na danych statystycznych GUS w moim wcześniejszym poście, widzę, że dalej uprawiasz przepychanki. Według ciebie wszyscy sa nierzetelni, nawet GUS, bo wykazał inny osąd na sytuacje niż ty.

Artykuł z 2013 pokazał, ze ta sytuacja ma juz miejsce od 12 lat, bo oba artykuły były bardzo podobne.

Posty [ 131 do 195 z 261 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mężczyzna 35+: lepiej kawaler, czy rozwodnik?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024