I_see_beyond napisał/a:@Gary, odpowiedziałeś za siebie, że netkafejek nie czytasz, ale są osoby, które to robią.
Oczywiście masz rację. Dawniej dość często słyszałem z otoczenia, że "skoro Ty tak myślisz, to nie znaczy, że inni też tak myślą". I broń boże nie chciałem umniejszać wartości netkafejek.
Wszyscy skrytykowali w tej tutejszej netkafejce netkafejki... hihihi... Mamy komplet? Hihihi...
"Tak" i owszem, ale niezobowiazujace;p
Ha! Ha! Bingo. Poderwałem Cię.
Ale fajnie
.
Uznajmy, że ta raodść tylko w mojej głowie się objawiła, bo oficjalnie na nic się nie zgodziłaś, a mi się tylko wydaje że poderwałem -- to gwarantuje Ci bezpieczeństwo społeczne
Gary napisał/a:Eeeee... nie... To tylko buduje bariery. Tak samo jak bycie z innej opcji politycznej, innego wyznania.
Eeee tam. Jak jest lubienie, jest chemia, czy autentyczna przyjazn, bycie z innej opcji politycznej czy wyznania nie ma zadnego znaczenia, tak jak jezyk czy pochodzenie.
Nie każdy jest tolerancyjny. Ja jestem bardzo.
Gary napisał/a:Co do awatara -- ta zamyślona dziewczyna jest okej.
To nie jest zwykla zamyslona dziewczyna, to Shosanna Dreyfus, z ktora bardzo sie identyfikuje. W dodatku bardzo jestem do niej podobna. Tyle ze nie nosze kaszkietow, na codzien nie podkreslam swojego zydowskiego pochodzenia, za ktore w Polsce wciaz zdarza sie obrywac.
No na pewno ta zamyślona dziewczyna to nie jest zwykła dziewczyna. A jakże!
Gary napisał/a: Na tej właśnie zasadzie nie mógłbym do Was przyjechać, musiałbym negocjować, przeżyć focha
.
Jestes dobry w negocjacjach, w czym problem?:)
Skąd wiesz, że jestem dobry? Zarzuca mi się, że jak mam gdzieś granicę, to od razu odpuszczam do tej granicy, a potem ani centymetra i w ten sposób źle negocjuję, bo jest to drastyczne -- miękkie wejście i twardy mur. Jeden z najsłynniejszych negocjatorów powiedział, że negocjacje z własną żoną są najtrudniejsze.
Biorąc pod uwagę te dwie rzeczy... to ... jesli mam iść z kolegami na piwo, to idę, nie negocjuję. Być może jako dobry mąż mógłbym nieco złagodzić ton. A jeśli miałbym iść na spotkanie netkobiety, to nie ma przedmiotu negocjacji, bo i tak nie mógłbym się do tego przyznać. Ale na pewno wśród Was też są tacy.
Gary napisał/a: Wprawdzie impreza firmowa czy piwo z kolegą czy rocznica matury to nie problem -- mówię, że idę i już. A na spotkanie "netkobiety"??? Uuuu... to już niemal orgia zbiorowa. "Net" i "kobiety"... jakżesz można to inaczej zinterpretować? To już lepiej, aby to forum nazywało się "zbiornik", a "zbiornik" nazywał się "netkobiety".
Jestes dobry w klamstwach, w czym problem?:)
Zniknąć z życia na 2-3 godziny nie ma problemu.
Gary napisał/a:Tylko na dziwki to ja znikam na godzinę lub dwie, a Wy pewnie byście się wieczorem w ciemnej knajpie przy rynku umówili.
a nie jezdzisz w delegacje?
Wiem, wyglada jakbym chciala cie namowic
- ale nie o namawianie mi chodzi, aktualnie tez ciezko byloby mi sie wyrwac. Tylko ty sie... tlumaczysz, Gary!:) Tak, tlumaczysz sie. Wyzwolony, wyluzowany, chodzacy na dziwki i bzykajacy wsystkie laski dookola gosc robi z igly widly:D Bo przeciez gdyby mial przyjechac na spotkanie, musialby zonie powiedziec, ze jedzie tam, gdzie rzeczywiscie jedzie:D
Chciales, masz - wyciagnelam pazurki.
Eeeee... jakie tam pazury. Pazury są jakbyś mnie odrzuciła
hehehe...
Teraz możesz mnie katować, a ja będę miał uśmiech Rhetta Buttlera:

Po pierwsze nie jestem wyluzowany. Bo drugie nie bzykam lasek dookoła, bo ich nie podrywam. Już wiele razy było tak, że chciałem powiedzieć pani komplement, ale ugryzłem się w język, a potem się okazało, że to żona jakiegoś-tam znajomego. Żony połechtane komplementami obcych panów często o tym mówią mężom. Wtedy bym się totalnie zakopał...
W delegacje jeżdżę jak sobie zorganizuję. W Poznaniu parę lat nie byłem...
czesto robie rzeczy niechcacy. Wciaz flirtuje. Niechcacy. Rzadko przy tym mysle. Gdybym myslala, to bym tego nie robila. Mam czasem przeblyski, wystawiam pazurki a potem znow nadstawiam ogona. Nie pytaj, tez nie rozumiem.
Ja niestety zawsze myślę -- do czasu seksu, bo wtedy to już się samo dzieje. Najgorzej jak w trakcie seksu ona coś zacznie mówić i muszę się ocknąć z "naturalnego flowu" i wrócić do rzeczywistości, aby zdekodować jej słowa.
"gdybym myślała, to bym nie robiła" -- no właśnie... ja myślę i nie flirtuję
Gary napisał/a: Taki flircik... flircik kończy się albo (1) w łóżku
z wysokim stopniem prawdopodobienstwa mozna zalozyc, ze podczas ewentualnego naszego spotkania, opcja jeden jest najbardziej mozliwym zakonczeniem
No i super. Tak po prostu.
Jak w piaskownicy.
Jak wśród kotków.
Gary napisał/a:
"No to jak będziesz w Poznaniu, to daj znać..." i ja się wymigam jak wyżej...
.
Jak bedziesz PRZYPADKIEM w Poznaniu, to daj znac. Najwyzej ja sie wymigam:) ty nic nie tracisz.
Myślisz, że jutro napiszę "Jestem w poznaniu. Gdzie się widzimy?"
Jak będę w Poznaniu to dam znać. Tylko kontaktu do Ciebie nie mam. Napisać tutaj na forum?
glupio - Tobie?!:)
Poklocimy sie? Bardzo dobrze.
Gary - to ma byc niepewnosc? Bowyglada na udawana niepewnosc siebie. Bardzo naciagana:) Brzmi jak... wymiguje sie ale nie wiem juz jak to bardziej dosadnie napisac:D:D:D
Hihi... Tak, udawana niepewność.
Tak, naciągana. Ale mówiłem, że kot wstanie leniwie jak kotka zrobi pierwszy krok, aby mi nie uciekła.
Gary napisał/a:
jak się nie wystraszę.
a bywalo ze sie wystraszyles?
O erekcję pytasz? W młodości zdarzało się. Jak pierwszy raz zdradziłem, to się bałem, że żona przestanie mnie podniecać. Ale potem cały świat tak się obrócił, tył na przód, musiałem zmienić wiele swoich poglądów. Na razie nie mam takich problemów i się spieszę czerpać z życia zanim będę stary...
Gary napisał/a:
Tak naprawdę w realu nie flirtuję z obcymi kobietami, bo potem wpada się w takie dylematy właśnie.
Hmmm. A sadzilam wlasnie, po twoim podejsciu do seksu i przy twojej otwrtosci i swiatopogladzie, ze flirtujesz nagminnie. Skoro nie flirtujesz z obcymi kobietami, to gdzie i jak spotykasz tyle chetnych do seksu? One flirtuja? Musza zaczac? Sam nie zaczynasz, he?:)
Ale ja nie szukam teraz romansów czy seksów z podrywu. Tylko za pieniądze. Twierdziłem inaczej? Może kiedyś tak było, ale też nie podrywałem na ulicy ani w pracy ani wśród znajomych, tylko albo koleżanka z dawnych lat, albo w necie spotkana kobieta. Myślę, że to u mnie zero-jedynkowe. Albo nie flirtuję, a jak flirtuję to do końca. Albo nie mówię komplementów w ogóle, albo wszystko co pomyślę. Otwartość to nie flirt chyba... Z romansowania zrezygnowałem bo logistyka jest wykańczająca -- np. jak bym chciał Ciebie spotkać w Poznaniu to bym musiał kombinować bardzo, bardzo. Kobiety mają takie radary, co wyczuwają mężczyznę. I jakoś to samo się wtedy układa... dwa albo trzy razy za młodych lat zdarzyło mi się całować z dziewczynami, których prawie nie znałem. Hmm... podsumowując -- jeśli zacząłbym flirt, to musiałbym wiedzieć gdzie się kończy. Pewnie niektóre panie myślą, że jestem typem spod ciemnej gwiazdy, bo porozmawiam miło i wesoło, a potem odchodzę i jestem poważny i niedostępny jak z księżyca.
Ja lubie takie dylematy. Nadaje zyciu uroku. To taka gra, wszystko moze sie zdarzyc. Nawet jesli nikt nie wygra i konczy sie na pierdolnieciu plansza i pionkami, to zawsze podnosi adrenalinke;p
Hhihi...
