Rozpad związku, co robiłem źle? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozpad związku, co robiłem źle?

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 92 z 92 ]

66 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-10-01 11:47:13)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Poza tym z tego co ja tu czytam to w ogóle zaczynam głupieć już totalnie. Zgadzałem się na dużo - źle. Zgadzałbym się na za mało - od razu byłoby że co ze mnie za facet że nie potrafię dla swojej kobiety się poświęcić.
Widocznie nie jestem w stanie przekazać tego co mam na myśli bo odzew na to co piszę jest kompletnie nieracjonalny i różniący się od tamtejszej rzeczywistości.
Dlaczego jest mi wypominane, że brak komunikacji,a raczej niewłaściwa komunikacja to moja wina? Kiedy powtarzam, że kiedy problem się pojawiał to ja starałem się o to żeby to naprawić, ona była bierna i czekała ja mój ruch. No do cholery jak można być tak jednostronnym?
Rozumiem że chodzi tu o wskazanie jakichś moich wad, pomijając jej błędy bo na dłuższą metę one nie mają już znaczenia tak?

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

kolega nie jest zainteresowany rozwiązaniem problemu, tylko międleniem pińcettysięczny raz tego samego.

a to nie przeszkadzam ;-)

68 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-10-01 19:46:36)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Chcę jak najbardziej ten problem rozwiązań tylko nie rozumiem czemu na mnie naskakujecie. Gdziekolwiek spojrzę na inne posty narracja jest inna niż Wasza a problem jest ten sam.
Potrzebuję pomocy, a nie kolejnych powodów do frustracji i irytacji

69

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Ale jakie ty rozwiązanie sobie wyobrażasz? Bo tego nie da się odczytać z tych postów, wiesz? To jest zastanawianie się "czemu" i "jak to" i całe gdybanie. Jakiego oczekujesz rozwiązania? Zrozumienia, dlaczego ona taka była? A co ci to da? Zrozumienie, dlaczego tak się zachowywałeś? Przecież sam pisałeś "dałem po sobie deptać" - ktoś, kto lubi siebie i uważa siebie za ważnego i godnego szacunku, nie pozwala na traktowanie siebie w taki sposób.

Tutaj jesteśmy w stanie tylko powiedzieć coś o tobie, bo ty się wypowiadasz. Nie możemy pisać o niej, bo jej tu nie ma, jest tylko twoja opowieść. Nie wiem, czemu odbierasz to jako atak. Ona taka była - jej nie zmienisz, możesz jedynie zmienić swoje zachowanie i swoje podejście. To ci tutaj ludzie próbują pokazać. Twoje reakcje na jej zachowania czy też brak reakcji na jej zachowania - tylko to ma tu znaczenie, bo na resztę ani my ani ty nie mamy wpływu.

70

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Właśnie tu leży problem, najwidoczniej. Przynajmniej ja to tak widzę.
Na początku naprawdę nie pozwalałem sobie na takie traktowanie mnie. Ale widziałem, że to tylko ją oddala ode mnie. Dlatego że mi na niej bardzo zależało straciłem do siebie szacunek , godność, wszystko. Dzisiaj się tego wstydzę i chciałbym żeby to się nie stało.
Kiedyś chciałem cofnąć czas żeby zrobić coś żeby to się nie stało, dzisiaj widzę, że jeżeli bym mógł to zrobić, powinienem zacząć ją ignorować i dać jej odczuć co trafi, tak jak tutaj inni radzą w innych postach. Tylko skąd miałem wiedzieć, że to może pomóc. W zasadzie mogło wcale nie pomóc, ale to chyba było najlepsze co mogłem zrobić, zamiast narzucać się jej i robić wszystko co chce. Kolejny problem, brak doświadczenia.
Tylko po prostu samotność daje mi się we znaki, w momencie kiedy pisałem tamte posty miałem kiepski humor, dzisiaj na przykład przepełnia mnie uczucie, że będzie dobrze i wstyd że dałem się upokorzyć.
I tak jest na zmianę, tego najbardziej nienawidzę, dlatego jak czuję się źle wyrzucam to z siebie. Tylko chciałbym żeby to już się skończyło.

71 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-10-02 13:40:24)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Jednak wciąż mam jakieś wyrzuty, że nie potrafiłem jej przy sobie zatrzymać, że może była inna droga, zamiast się upadlać, tylko nie wiem jaka

72

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Ja nie ogarniam. Masz do siebie wyrzuty, że jeszcze bardziej nie dałeś się zgnieść i zdeptać? Jeszcze bardziej zniknąć, ograniczyć swoje potrzeby, tylko po to, żeby została??

Ciągle gdybasz, zamiast działać. Te wyrzuty, żal, smutek - zabierają ci energię. Wiesz co ci da energię? Wkurzyć się!

I  myślę, że nadal nie wierzysz, w to co wszyscy piszą. Stąd nadal twoje gdybanie. Prawda jest taka, i uwaga, daję ją za darmo, bo nie ja ją wymyśliłam: nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, jesteś wszystkim, co masz.
Powiedz mi, co dobrego może przyjść ze związku, w którym rezygnujesz z siebie? Bo właśnie o tym piszesz: "mogłem jeszcze coś zrobić". Jedyne, co by działało, zgodnie z tym, jak opisujesz tę dziewczynę, to całkowite zniknięcie. Uleganie, schodzenie z drogi, rezygnowanie z własnych pomysłów, potrzeb, pragnień, marzeń. Może i miałbyś ją przy sobie. I co z tego, jeśli nie mógłbyś samodzielnie oddychać? Zresztą, po jakimś czasie by się znudziła.
Zrozum - trafiłeś na taką dziewczynę. Ona tak ma, to jest jej osobowość. To ją cieszy, tak lubi, tego oczekuje od związku. Jeśli nie spełniłbyś wszystkich jej wymagań, to by odeszła. Jeśli spełniłbyś wszystkie jej wymagania, to w końcu by  się znudziła twoją potulnością (bo jakie to wyzwanie) i ci powiedziała, że nie masz za grosz szacunku do siebie i by odeszła. Nie wygrasz. Nie da się.

I jeszcze piszesz "ją zatrzymać" - nie ty zatrzymujesz ludzi przy sobie, tylko oni decydują, czy zostają czy odchodzą. Co niby znaczy, zatrzymać? Przywiązać do kaloryfera czy szantażem? To jej decyzja, nie bujaj w obłokach, nie masz takiej władzy nad ludźmi, by ich zatrzymywać lub nie.

73

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Hej Darek
Pomimo że od jakiegoś czasu podczytuję to forum, to dopiero dziś postanowiłam się zarejestrować przeczytawszy Twój wątek.
Sama jakiś czas temu przeszłam rozstanie i nadal się z tego podnoszę, ale jest już dużo, dużo lepiej.
Przed Tobą dużo pracy, ale też dużo już na pewno zrozumiałeś. Rok czasu to długo, u mnie to trwa już drugi rok, ale do rzeczy.

Pytasz co zrobiłeś źle. Oboje popełniliście masę błędów - i co należy podkreślić : ANI Z TWOJEJ ANI Z JEJ WINY. Naprawdę, uwierz mi że nie ma tu niczyjej winy. Ja jestem od Ciebie starsza o kilka lat i dopiero teraz na podstawie nieudanego związku nauczyłam się jak to powinno funkcjonować. Sami też tego nie wiedzieliście. Szliście na żywca.
Łatwo ocenić tę dziewczynę, że była niestabilna, niedojrzała itd.. LUDZIE - Oni mają po 21 lat. TYLKO.
Powiem Ci co mi pomogło - otworzyłam zeszyt i wypisałam różne wnioski, sytuacje i odpowiedzi na nie, na zasadzie 'co powinnam była zrobić a czego nie zrobiłam'. Bardzo mi to pomogło, ale głównym powodem dlaczego to zrobiłam było to że kiedy będę gotowa znów się z kimś związać, to sięgnę do szuflady, otworzę ten zeszyt i będę pamiętać te wszystkie lekcje i wnioski które z tego wyniosłam. Tobie też to proponuję, bo tak jak napisałam pozwoli Ci to przynajmniej w jakimś stopniu na to żeby przelać te wszystkie wnioski na papier zamiast trzymać je w głowie. Te same scenariusze przelatujące przez głowę, natrętne myśli, jedna myśl goni drugą i chociaż rozum już dochodzi do jakiegoś konsensusu to znów za chwilę pojawiają się te same natrętne myśli. Spisanie tego trochę Ci ulży i pomoże w następnym związku, może sięgać i to spisywać kiedy tylko chcesz.
W Twoim przypadku wydaje mi się że Twoją myślą przewodnią jest CO ZROBIŁEM ŹLE, przecież byłem dla niej taki dobry. Jak już pisałam wyżej NIC nie zrobiłeś źle, ani TY ani ONA. Po prostu nie mieliście doświadczenia związkowego, nie wiedzieliście do końca z czym to się je. I TYLKO. TYLKO I WYŁĄĆZNIE TYLE.
Ludzie się pobierają i rozwodzę z dokładnie tego samego powodu.

To co robisz jest teraz bardzo ważne i dlatego też zarejestrowałam się na tym forum, bo Twój schemat działania przypomina mi i mój. To co teraz możesz zacząć robić (a równocześnie nadal oswajać się z sytuacją), to dojście do tego JAK NALEŻY POSTĄPIĆ INNYM RAZEM żeby związek był lepszy, bardziej udany.
Możesz wykorzystać tę sytuację i przekuć ją na coś dobrego w przyszłości, bo ogniowo w postaci nieudanego związku masz już za sobą i tylko od CIEBIE zależy jak wykorzystać tę szansę na przyszłe szczęście...

Wiem, że mężczyźni ogólnie rzecz biorąc mniej czytają niż kobiety, a w szczególności już książki z cyklu poradniki typu self-help.
Ja kilka tygodni temu sięgnęłam po klasykę gatunku - Kobiety są z Venus a mężczyźni z Marsa. Tutaj na forum, nikt nie jest w stanie dokłanie określić co poszło nie tak i jakie błędy zostały popełnione zarówno przez Ciebie jak i Twoją byłam partnerkę. Tylko Ty tak naprawdę znasz cały scenariusz i tylko TY wiesz jak się wtedy czułeś.Mnie ta książka bardzo, ale to bardzo pomogła - tak samo zresztą jak parom na całym świecie.
Kiedy piszesz że chciałbyś usłyszeć od swojej byłej partnerki co zrobiłeś źle - myśle że ona sama nie byłby w stanie ubrać tego w słowa, bo po prostu nie wie, nie jest (tak jak większość ludzi) świadoma swoich potrzeb, pragnień - a to od tego trzeba wyjść. Ta książka trafia w sedno i odpowiada na pytanie CZEGO CHCĄ KOBIETY, JAKIE MAJĄ POTRZEBY i jakie potrzeby mają mężczyźni.
Po przeczytaniu tej książki strasznie dużo zrozumiałam tego co było u mnie źle. Zauważyłam że w tym wątku często piszesz 'dlaczego nie akceptowała mnie takim jakim jestem' - i to jest właśnie zdanie które mężczyźni zawsze wypowiadają, a my kobiety tego nie rozumiemy. Bo dla was KOCHAĆ to znaczy przede wszystkim AKCEPTOWAĆ TAKIM JAKIM SIĘ JEST. Tylko że kiedy my, kobiety słyszymy to zdanie to puszczamy je mimo uszu. Nie rozumiemy co to do cholery znaczy i co najważniejsze JAK BARDZO DLA WAS TO JEST WAŻNE, żeby mieć to wsparcie i poczucie tego że 'Moja kobieta mnie akceptuje takim jakim jestem i tyle'.
Sytuacja z tańczeniem - kompletnie błaha sytuacja, zarówno dla Twojej byłej partnerki jak i większości kobiet. Bo my słysząc takie 'nie chce tańczyć, zostaw' myślimy sobie 'coś pieprzy, będzie ok'. A dla mężczyzny to jest ważne. DLA CIEBIE TO BYŁO WAŻNE. Błaha sprawa, ale dla Ciebie to była cholernie ważna sprawa. I Twoja kobieta zamiast naciskać powinna była usiąść z Tobą i albo zrezygnować, albo tak jak powiedziałeś potrenować z Tobą, a później się pochwalić i świetnie się z Tobą bawić. Proszę nie obwiniaj jej że nie wiedziała o takiej oczywistości. BO ja też jak i wiele, wiele kobiet tego nie rozumie dopóki nie ma tego doświadczenia. TO NIE BYŁA JEJ WINA, PO PROSTU TAK WYSZŁO BO NIE MIAŁA TAKIEJ ŚWIADOMOŚCI. Ja też krzywdziłam partnera takimi pierdołami właśnie przez to że za wszelką cenę chciałam postawić na swoim i, słowo klucz - NIE LICZYŁAM SIĘ Z JEGO EMOCJAMI I POTRZEBAMI. A jeśli partner mówi 'nie chce, nie będę się czul komforotowo' to znaczy ze tak jest... Mezczyzni często maja problem z komunikowaniem swoich uczuc i my kobiety często na to narzekamy, ale KIEDY KOMUNIKUJĄ TO KOMPLETNIE NIE SLUCHAMY, puszczamy to mimo uszu a potem się dziwimy dlaczego to on nie komunikuje tego jak się czuje i się w sobie zamknal. A no dlatego ze jak X RAZY PROBOOWAL to nigdy nie dostal tego czego chciał, czyli zrozumienia, akceptacji. - TYLKO I WYLACZNIE TEGO, NICZEGO WIECEJ.
Ty również nie zaspakajales potrzeb swojej kobiety, bo bedac mezczyzna po prostu nie wiedziales czego my tak naprawdę chcemy. Tak jak przeyklad z ta akceptacja, z akceptowaniem Ciebie takim jakim jesteś i to ze Twoja kobieta tego nie rozumiała i do dziś nie rozumie, tak samo Ty nie rozumiales tego czego chce ona i czego potrzebuje..
Dlatego tez polecam Ci goraco te ksiazke i żebys do niej wracal (najlepiej kiedy razem - z nowa partnerka), bo ta ksiazka najlepiej odpowie na pytanie zadane w tym wątku...

Ogólnie czytając to forum jak i wspomnianą książkę i na bazie moich doświadceń wszystko rozbija się o :
- POTRZEBY (jej i jego) -> UWAGA: inne, podobne lecz inne. Dla kobiety inne rzeczy świadczą o byciu kochaną i dla mężczyzny również inne. Trzeba zrozumieć jakie te potrzebą się. To jest kluczowa, absolutnie kluczowa sprawa.
- REAGOWANIE NA TE POTRZEBY -> czyli nie puszczanie tego mimo uszu. A kobiety i mezczyzni popełniają jeden karygodny blad, ze nie sluchaja kiedy druga strona mowi, a jeśli komunikuje swoje potrzeby, to znaczy ze to jest dla tej osoby strasznie ważne i nigdy nie należy tego ignorować, bo ignorowanie potrzeb to jest wlasnie droga ku upadkowi związku.

74

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

To co napisałyście, racja, ja nie chcę się wybielać, ale zrobiłem to na co mogłem sobie pozwolić. Dopóki nie włączył mi się instynkt samozachowawczy, intuicja że jestem wykorzystywany i nie chciały odpuścić. Ten związek nie wyglądał normalnie, Monoceros mi to dobitnie wyjaśniła. Ani ja pewnie nie byłem szczęśliwy tylko to sobie wmówiłem, bo jest ktoś dla kogo teoretycznie jestem ważny i mam osobę o którą mogę dbać, ale na ogólne szczęście nie patrzyłem. I wypadkową było pewnie brak jej szczęścia. Tylko czy pieniądze są wyznacznikiem szczęścia? W sumie kiedyś mi powiedziała prosto w twarz że jest materialistką, z resztą nie musiała. Zwłaszcza że ostatnimi czasy zacząłem się przyglądać innym w związkach, nawet nie tyle znajomym co ludziom na ulicy chociażby. To też daje do myślenia, jak jednostronna to zaczynała być relacja, nie mówię nawet o jej końcu bo wtedy to był stosunek 100:1. W tym kontekście nawet nie dziwię się czego wybrała tego pojeba.

Co do postu wyżej, komunikowanie się, a właściwie jej brak. Co to są za brednie, że mężczyźni mają problemy z okazywaniem uczuć i potrzeb (tu jeszcze się zgodzę, podobno tak ogółem jest), ale że jak już się na to zdobędą to kobiety tego nie słuchają. Aha, czyli nie ma sensu w ogóle się odzywać bo i tak nie zostaniemy wysłuchani, bo kobieta ma to najzwyczajniej w dupie? Fakt, w moim przypadku tak było, bo do pewnego momentu nie chciałem jej zawracać głowy swoimi tam problemami czy innymi rzeczami, ale kiedyś musi nadejść ten czas.
Co do niedojrzałości, przede mną miała paru chłopaków, ale to były krótkie relacje. Myślałem, że przy mnie się ustatkowała, dorosła, tak jak z resztą ja przy niej. To chyba nie było naiwne, zwłaszcza po tylu latach to przeczucie się we mnie umacniało. A potęgowały to te slogany które były jak miód na serce, o których wspomniałem, cieszyłem się że mam taką dojrzałą dziewczynę, w końcu. A to była prawdopodobnie zasłona dymna, szansa do manipulacji bo robiła w ogóle inne rzeczy niż mówiła.
Z jednej strony mówisz, że ja sam wiem jakich potrzeb nie zaspokajałem. Jedyne co mi się nasuwa to hajs, pieniądze, mamona, tego jej tylko brakowało, jednocześnie to mnie zabolało jako pierwsze. Poza jakimiś cięższymi dniami zawsze mnie miała pod telefonem, wspierałem, ile razy mówiłem jak to będzie dobrze, że zobaczy. Atencji miała jak lodu bo praktycznie tylko z nią spędzałem czas wolny, o czym wspomniałem, o komplementach i tego typu rzeczach też. I jak na początku zacząłem, nie chcę się wybielać, nie ukrywałem że podnosiłem głos, a potrafiła mnie jeszcze bardziej dokurzyć tym że nie interesowało jej dlaczego to robię, tylko że to robię, potrafiła mnie łatwo wyprowadzić z równowagi dla swojej korzyści, bo przecież nawet jak ona zawiniła to ja muszę przeprosić za to że to zrobiłem, bo to mi bardziej zależy, prawda? Kolejna rzecz która tak mnie bolała. Do samego końca nie usłyszałem najmniejszego słowa przepraszam, za nic, przez ostatni rok pieprzonego związku. Kolejna rzecz która mnie wyniszczyła.

Prawda, mam doskonały bagaż doświadczeń, może (chociaż wydaje mi się że w tym kierunku też poczyniłem postępy) dalej nie potrafię uwierzyć w to, że kiedyś jeszcze trafi mi się ktoś z kim będę naprawdę szczęśliwy i mnie po prostu doceni, o, o tym zapomniałem jeszcze wspomnieć. Nie jestem jakimś narcyzem, że ludzie mają opiewać moją cudowność, ale jakieś miłe słowo czasem też się przydaje. Po raz kolejny przypomina mi się jak miesiąc po rozstaniu powiedziała mi, że dobrze wyglądam, jak bardzo mnie to wtedy zdziwiło, nie pamiętam kiedy ostatni raz coś od niej miłego usłyszałem. Czuję to doświadczenie, tylko nie potrafię się od niej uwolnić, tu chyba też są jakieś oznaki już wręcz bym powiedział ubezwłasnowolnienia emocjonalnego, że bez niej nie potrafiłem nic, nawet jak bardzo by nie było źle. Cóż, chciałbym jeszcze otrzymać jakieś potwierdzenie, czy dobrze oba przekazy zrozumiałem, bo nie kryję, że nie jestem pewien.

75

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

'Ani ja pewnie nie byłem szczęśliwy tylko to sobie wmówiłem, bo jest ktoś dla kogo teoretycznie jestem ważny i mam osobę o którą mogę dbać, ale na ogólne szczęście nie patrzyłem.' - Czułeś się przez moment szczęśliwy. Jeśli związek trwał taki szmat czasu (5 lat w wieku 21 lat to jest to baaaaaaaaardzo długo), to znaczy że tych momentów szczęśliwych było więcej niż mniej. Co  tego, że się rozpadło. Byłeś szczęśliwy i to jest fakt. Nie umniejszałabym tego przez gadanie 'tak, aaaaaaaaale'. Byłeś i tyle. Wiesz ilu jest ludzi którym nie było dane przeżyć tych pięknych chwil i ich nigdy nie przeżyją? Więc bądź wdzięczny za to co miałeś. Bo miałeś b. dużo, a to że się posypało to już inna historia.


'Zwłaszcza że ostatnimi czasy zacząłem się przyglądać innym w związkach, nawet nie tyle znajomym co ludziom na ulicy chociażby.' - Nie masz pojęcia to ludzie przeżywają w swoich związkach. Nie porówywałaym tego. Ja też z partnerem byłam na pozór super szczęśliwa i zadowolona, a dwa tygodnie później już nas nie było. Też mieliśmy swoje problemy, nawet wówczas. Byliśmy wtedy na wakacjach, starsze osoby patrzyły na nas z rozczuleniem, osoby które robiły nam zdjęcia w życiu by nie podejrzewały że za 2 tyg już nas nie będzie i że od rozstania dzieli nas li tylko jedno spotkanie.


'Co do postu wyżej, komunikowanie się, a właściwie jej brak. Co to są za brednie, że mężczyźni mają problemy z okazywaniem uczuć i potrzeb (tu jeszcze się zgodzę, podobno tak ogółem jest), ale że jak już się na to zdobędą to kobiety tego nie słuchają.' - Tak, właśnie tak jest że kobiety tego nie słuchają. Bo myślą że to są takie brednie, nieistotne, zamiatają to pod dywan. Mężczyźni robią to samo. Co nóż kobiety się skarżą 'Nie prawi mi komplementów, nigdzie nie wychodzimy, próbowałam z nim o tym tyle razy rozmawiać i dupa'. Powiedz mi czy jeśli już kobieta to komunikuję, taką dla mężczyzny 'duperelę' to czy on nie może się sprężyć i częściej prawić komplementy ? Czy nie może częściej z nią wychodzić? To jest serio AŻ TAK OGROMNE POŚWIĘCENIE ? On słucha, ale nie słyszy, bo ma to w dupie. Bo wg. mężczyzny kobieta 'wymyśla'. A uwierz mi że to są cholernie dla nas ważne rzeczy. Twoja kobieta Ci się też skarżyła że za mało mówisz 'kocham'. Dla niej miało to znaczenie. Co z tym zrobiłes? Zrobiłeś coś z tym, czy tak jak tu napisałeś 'przecież mówiłem co 3 dni, nie chce żeby spowszedniało' i zamiotłeś pod dywan. A jeśli ona Ci o tym jasno powiedziała, to uwierz mi że dla niej to było ważne. CHOLERNIE ważne. I tak, przyszedł taki pojeb jak to określiłeś i te wszystkie potrzeby zaczął wypełniać, bo kiedy ona prosiła to Ciebie nie było. Nie bronię jej, broń Boże i miałeś prawo mieć słabszy okres, ona powinna to była zrozumieć, ale to już jest sprawa komunikacji, potrzeb etc.. Poczytaj o tym w tej książce którą poleciłam a zrozumiesz to i wiele innych kwestii.

'Aha, czyli nie ma sensu w ogóle się odzywać bo i tak nie zostaniemy wysłuchani, bo kobieta ma to najzwyczajniej w dupie? Fakt, w moim przypadku tak było, bo do pewnego momentu nie chciałem jej zawracać głowy swoimi tam problemami czy innymi rzeczami, ale kiedyś musi nadejść ten czas.' - Zauważ że na samym początku ludzie bardzo reagują na takie rzeczy, jak kto się czuje czego chce. A potem, tak masz rację mają to w dupie. Dlaczego tak się dzieje? Bo nie są ŚWIADOMI tego jak ważne jest właśnie to, że KOMUNIKOWAĆ SWOJE POTRZEBY i ŻEBY DRUGA OSOBA ICH SŁUCHAŁA. To nie jest jakieś przeciąganie liny, walka o terytorium, to jest walka o WAS.


'Co do niedojrzałości, przede mną miała paru chłopaków, ale to były krótkie relacje.' - No i co z tego ? Ja też miałam i dopiero prawie w wieku 30 lat się opamiętałam i dojrzałam. W wieku 21 lat to pewnie byłam (o ile nie gorsza) niż Twoja ex! Co ja mówię, jeszcze niedawno... A to dlatego że nie zdawałam sobie sprawy z tych wszystkich nuansów. Będąc porzuconym ma się tę jedną, jedyną przewagę, że człowiek pyta 'DLACZEGO' i czasem dochodzi do sedna sprawy, dzięki czemu nie popełnia tych samych błędów.


'Myślałem, że przy mnie się ustatkowała, dorosła, tak jak z resztą ja przy niej. To chyba nie było naiwne, zwłaszcza po tylu latach to przeczucie się we mnie umacniało.' - Napewno tak było, ale dojrzałość do związku to coś zupełnie innego. Tutaj poprostu trzeba dobitnie zrozumieć pewne kwestie a nie machać frazesami.


'A potęgowały to te slogany które były jak miód na serce, o których wspomniałem, cieszyłem się że mam taką dojrzałą dziewczynę, w końcu. A to była prawdopodobnie zasłona dymna, szansa do manipulacji bo robiła w ogóle inne rzeczy niż mówiła.' - Serio, myślisz że przez (5 lat!) to była zasłonna dymna? Dziewczyna kochała Cię taką miłością, na którą wtedy mogła sobie pozwolić. Głupią, szczeniacką, naiwną. To że potem runęło i wyszło jak wyszło to inna sprawa. Nie umniejszaj tego uczucia i nie myśl tak, bo robisz sobie krzywdę.



'Z jednej strony mówisz, że ja sam wiem jakich potrzeb nie zaspokajałem. Jedyne co mi się nasuwa to hajs, pieniądze, mamona, tego jej tylko brakowało, jednocześnie to mnie zabolało jako pierwsze.' - Błąd. Przeczytaj książkę, a zrozumiesz.

'Poza jakimiś cięższymi dniami zawsze mnie miała pod telefonem, wspierałem, ile razy mówiłem jak to będzie dobrze, że zobaczy. Atencji miała jak lodu bo praktycznie tylko z nią spędzałem czas wolny, o czym wspomniałem, o komplementach i tego typu rzeczach też.' - To bardzo dobrze.


'I jak na początku zacząłem, nie chcę się wybielać, nie ukrywałem że podnosiłem głos, a potrafiła mnie jeszcze bardziej dokurzyć tym że nie interesowało jej dlaczego to robię, tylko że to robię, potrafiła mnie łatwo wyprowadzić z równowagi dla swojej korzyści, bo przecież nawet jak ona zawiniła to ja muszę przeprosić za to że to zrobiłem, bo to mi bardziej zależy, prawda? Kolejna rzecz która tak mnie bolała. Do samego końca nie usłyszałem najmniejszego słowa przepraszam, za nic, przez ostatni rok pieprzonego związku. Kolejna rzecz która mnie wyniszczyła.' - Miałeś prawo podnieść głos i masz prawo czuć się tak jak się czujesz. Powtarzam, byliście/jesteście młodzi. TAK PO PROSTU CZASEM BYWA. Wykorzytaj tę lekcję, przeczytaj książkę, przemyśl to wszystko na spokojnie.



'Prawda, mam doskonały bagaż doświadczeń, może (chociaż wydaje mi się że w tym kierunku też poczyniłem postępy) dalej nie potrafię uwierzyć w to, że kiedyś jeszcze trafi mi się ktoś z kim będę naprawdę szczęśliwy i mnie po prostu doceni, o, o tym zapomniałem jeszcze wspomnieć.' - Każda porzucona osoba (w tym ja) czuje podobnie.


'Nie jestem jakimś narcyzem, że ludzie mają opiewać moją cudowność, ale jakieś miłe słowo czasem też się przydaje.' - Oczywiście że tak. I tu wracamy do potrzeb. Twoja dziewczyna po prostu Cię nie doceniała, a czasem wystarczyło powiedzieć 'dziękuję' albo okazać to w inny sposób. Taka niby podstawowa rzecz a tak ważna.. Znowu się powtórzę, ale o tym też jest w książce. Wiele kobiet (ja też do nich niegdyś należałam) myśli że 'FACET POWINIEN'. Np. powinien zapłacić, powinien odprowadzić, powinien to czy tamto i nawet nie dostaje za to głupiego 'dziękuję' albo 'doceniam to co dla mnie robisz'. A wydaje mi się że dla mężczyzny coś takiego jest super, super ważne.. My kobiety zbyt często o tym zapominamy. Niestety.


'Po raz kolejny przypomina mi się jak miesiąc po rozstaniu powiedziała mi, że dobrze wyglądam, jak bardzo mnie to wtedy zdziwiło, nie pamiętam kiedy ostatni raz coś od niej miłego usłyszałem.' - Widzisz, taka błahostka, a jakże ważna. Gdyby tylko częściej Ci to mówiła kiedy byliście razem. My kobiety często zapominamy żeby komplementować mężczyzn, a oni tego tak potrzebują. (Nie mniej niż my same!)


'Czuję to doświadczenie, tylko nie potrafię się od niej uwolnić, tu chyba też są jakieś oznaki już wręcz bym powiedział ubezwłasnowolnienia emocjonalnego, że bez niej nie potrafiłem nic, nawet jak bardzo by nie było źle. Cóż, chciałbym jeszcze otrzymać jakieś potwierdzenie, czy dobrze oba przekazy zrozumiałem, bo nie kryję, że nie jestem pewien.' - To absolutnie normalne i to jeden etapów przechodzenia przez rozstanie, a Ty pomimo roku dopiero jesteś gdzieś w połowie drogi. Wszyscy przez to przechodziliśmy, ja dopiero po dwóch latach zaczynam czuć się lepiej i nie miotają już mną kompulsywne myśli. To absolutnie normalne. Niestety.

To co przeczytasz tę ksiażkę, czy nie?

76 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-10-06 20:55:58)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Nie zaglądałem tu kilka dni, bo zaczął się rok akademicki, posłuchałem rad Mamy Emigrantki i zacząłem wychodzić z ludźmi na świat, w tym tygodniu byłem już na dwóch małych i jednej większej imprezie wink no ale jak zacznie się nauka to ciężej będzie. Jednak przekonałem się, że nie tak trudno z moimi znajomymi mieć super kontakt, wystarczyło zmienić grupę tak żeby spędzać z nimi więcej czasu i trochę więcej chęci, a nie zamykać się i czekać aż świat przyjdzie do mnie.

Co do przeczytania tego tytułu, jeśli znajdę czas i chęci prawdopodobnie sięgnę, czemu nie wink

Wspomnę tylko, że jeśli zarzucasz mi że mówiłem za mało razy kocham. Od  tamtej pory mówiłem to bardzo często, pewnie gdzieś nawet kilka razy dziennie, z resztą różnie. To nie ma być jakaś licytacja, kto da więcej, po prostu posłuchałem jej prośby, mimo że uznawałem ją po prostu za infantylną. I nie łączyłbym tego z tym, że jak to piszesz " tak, przyszedł taki pojeb jak to określiłeś i te wszystkie potrzeby zaczął wypełniać, bo kiedy ona prosiła to Ciebie nie było" bo prosiła mnie o to gdzieś w drugim roku naszego związku czyli, dawno temu i chyba trochę wydoroślała od tamtego momentu, chyba smile Poza tym, ja jakoś nie miałem problemu że ona wcale nie mówiła tego tak często jak ja, ale to znowu wrzucam do kosza pt."nieważne"

Powtarzałem już tyle razy, że to ja byłem osobą której bardziej zależy, że już mi się nie chce, ale muszę to zrobić po raz kolejny. I od jakiegoś czasu zaczęło mi to przeszkadzać, że nie wykazuje inicjatywy, teraz widzę to bardzo jasno że taki stan trwał bardzo długo, ale - tu znowu muszę przyznać rację, nie wiedziałem że może być inaczej, bo skąd? Przekonała mnie swoim zachowaniem że to ja mam się starać, a ona może sobie być i to wystarczy. I wystarczało, ale do czasu, tak związek nie powinien wyglądać. I może faktycznie powstrzymam się od komentarzy jak długo mnie już nie kochała, bo każdy kocha inaczej, ale przez jakieś ostatnie 4 miesiące sama już tego nie kryła, więc czemu miałbym nie przypuszczać że mniej więcej odczuwam kiedy się w niej to zakończyło, zwłaszcza po tych jej odpałach?  A chciałem tylko usłyszeć od niej chociaż jeden raz te słowa które ja tyle razy wypowiadałem do niej. Żeby wzięła mnie za rękę czy przytuliła, wykazała jakąkolwiek chęć i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Tak jak ja to robiłem. Z perspektywy czasu widzę, czuję to wszystkimi zmysłami że naprawdę mnie nie kochała już od dawna. Że po prostu była tylko dlatego że byłem jej potrzebny.

"Serio, myślisz że przez (5 lat!) to była zasłonna dymna? Dziewczyna kochała Cię taką miłością, na którą wtedy mogła sobie pozwolić. Głupią, szczeniacką, naiwną. To że potem runęło i wyszło jak wyszło to inna sprawa. Nie umniejszaj tego uczucia i nie myśl tak, bo robisz sobie krzywdę." - nie umniejszam, nie sądzę, że przez 5 lat. Co to to nie, chodzi mi właśnie o ten ostatni okres, po prostu JA nie wyobrażam sobie takiego grania na czyichś uczuciach. Szczerze to te właśnie słowa, jak "proszę Cię, przestań", "nawet nie ukrywasz, że masz mnie gdzieś" i "nie graj mi na moich emocjach" to top3 wypowiadane przeze mnie zdania do niej od jakiegoś ostatniego roku, praktycznie po paru miesiącach od wyjazdu na studia.

Co do zaspokajania potrzeb, źle się wyraziłem z tą kasą. Te roszczenia o kwiatki czy pierścionek teraz teoretycznie rozumiem, chciała się poczuć wyjątkowo, bo tak jak ona przeliczała na pieniądze takie rzeczy tak ja mogę teraz - robienie jej zakupów, stanie w długich kolejkach w ksero żeby coś jej wydrukować czy inne tego typu przysługi to było mało. Z jednej strony wychodzi nuta próżności, z drugiej no fakt, nie kupowałem jej kwiatów, z podanych wcześniej względów. I po raz kolejny, kiedy to ja ostatnio coś od niej dostałem? No właśnie. Nie byłoby to z resztą dla mnie problemem, żeby spełnić te jej prośby, jakby tylko forma tej "prośby" była inna, a nie "masz mi kupić kwiatki bo tak, bo chcę i już, należy mi sie" to odpycha i ma odwrotny skutek do zamierzonego, ale ciężko było się domyślić, prawda? Co do pierścionka to jak mam kupić pierscionek osobie która sobie jeździ po nocach z innym, kiedy jest mi z nią źle i nawet nie kryje się że była u niego w domu? Totalnie mnie to wtedy zszokowało. Z resztą o innych potrzebach, sama pochwaliłaś moje zachowanie. Czuję że było parę rzeczy których nie wypełniłem tak jakby chciała no ale na litość boską, nikt nie jest idealny i nie potrafi czytać w ludzkich myślach, a ona (tu znowu się powtarzam) nie była zbyt komunikatywna. Taki już miała charakter i tyle.

I tu przechodzimy to "facet powinien". No właśnie, co więcej dodać. Chyba nic smile Nawiązując do Twojego posta, mówisz że 2 tygodnie i było po Waszym związku, możesz powiedzieć co takiego się stało?

77

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Potrafisz się od niej uwolnić, potrafisz. Ale nie chcesz. Dlaczego? Ano jak to zwykle, ludzie zostają w układach, schematach, bo mają z tego korzyści, i nie mów, że żadne. Na pewno bycie w takim związku, w jakim byłeś dawało ci korzyści - inaczej byś w nim nie był.
Nie pytaj innych co masz czuć i myśleć. Wiem, to trudne, bo niestety mamy takie społeczeństwo, że często inni chcą nam wmówić, co powinniśmy czuć i co powinniśmy myśleć w każdej sytuacji. "Jedz, przecież jesteś głodny! Nie płacz, przecież nie boli tak bardzo!" i tak dalej. Trudno rozumieć uczucia, ale nikt lepiej od ciebie nie będzie wiedział, co daje ci szczęście, a co nie.
Wychodź do ludzi, baw się, rozmawiaj, łap nowe doświadczenia, a tamto doświadczenie potraktuj jako część dorastania - bo tak jest. Po prostu - podziękuj za rzeczy fajne, weź naukę  z tych trudnych, zamknij rozdział, idź dalej.

78 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-10-06 23:20:38)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

O tym też wspominałem, zbudowałem na tym że mam dziewczynę (o jej cechach też wspominałem) swoje poczucie wartości, że jestem kimś ważnym. Tak, wiem że to głupie, ale prawdziwe, tak właśnie było. Innych korzyści nie widzę, bo finansowo byłem tylko do tyłu, zapieprzałem za nią, o seksie nie będę się rozwodził, było tyle ile było trzeba, tu znowu nie było mowy o żadnych zmianach. Nie wiem jakie inne mogłem mieć korzyści oprócz tego że po prostu kogoś miałem. A teraz tego brakuje.

Apropos zmian, ja się ich po prostu bałem. Bałem się co będzie, jeśli ona by odeszła, bądź jeśli nawet ja bym się na to zdecydował. Taki już jestem, z resztą w takim duchu też zostałem wychowany, moi rodzice są stosunkowo starzy w porównaniu do tych od moich rówieśników. I nie powiem że pewne bariery wynikające właśnie od nich dość mocno nas ograniczały, jak brak ich pozwolenia na wspólny wyjazd na kilka dni czy wspólne mieszkanie na studiach. Bo spać razem przed ślubem nie wolno. No i co zrobisz, skoro z nimi się nie da dogadać? I w sumie widzę w tym związku też pewne odzwierciedlenie moich kontaktów z rodzicami, tutaj też niewiele mogłem zdziałać.
Nie wiem, naprawdę nie wiem, czy może przehibernowałem te już 6 lat i już nie potrafię, bałem bądź boję się co będzie dalej i wolałem nie podejmować żadnych ważniejszych decyzji dla potencjalnego spokoju. Albo po prostu tak głęboko wpadłem pod pantofel którego nie widziałem że tak było też potencjalnie wygodnie.

To nie jest łatwe, a ja nie odbieram tego typu komentarzy pozytywnie.

Ale widzę światełko w tunelu, z dnia na dzień zauważam ile jest ślicznych, mądrych,  sympatycznych dziewczyn. Tylko brak wiary w siebie, może faktycznie potrzebuję jeszcze więcej czasu. A i wspomnę że nie piszę już tutaj po to żeby szukać jakiegoś wyżalania się czy poszukiwania wsparcia za wszelką cenę. Tak mi się wydaje, po prostu nie chcę być tak odbierany. Jedyne czego szukam to zrozumienia siebie, jakiegoś potwierdzenia mojego toku myślowego smile

79 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2017-10-06 23:43:35)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Owszem, w relacjach z partnerką czy partnerem odzwierciedlamy relacje rodziców. Dlaczego? No bo to jedyny dostępny nam, znany sposób budowania relacji. Skąd mamy czerpać inny, jak nie od rodziców? Wrastamy w przekonania, że tak wygląda związek, że tak zachowuje się kobieta w związku, tak zachowuje się mężczyzna, takie ma zadania, takie oczekiwania itd.

Co do korzyści - nie ważne jakie, ważne było to, że przewyższały koszty. Więcej wart był fakt "bycia  w związku" czy "posiadania dziewczyny" od własnej osoby. Dopóki masz takie podejście do siebie, to takie będziesz dziewczyny zapraszał do tworzenia relacji z tobą. Bo po pierwsze, pokazujesz zachowanie w stylu "zrobię dla ciebie WSZYSTKO, tylko mnie nie zostaw, bo bez ciebie czuję się nic nie warty" a po drugie, takie wyniosłeś z domu wzorce, które cię utwierdzają w przekonaniu, że tak jest okej. (Dojrzała kobieta nie pójdzie na taki układ, bo nie chce być czyimś wyznacznikiem poczucia wartości, być kimś, od kogo uzależnia się samopoczucie).

Oczywiście, że potrzebujesz wiary w siebie. Ale nie szukaj jej w innych. Nie szukaj potwierdzenia swojej wartości w ten sposób "ktoś mnie chce = jestem wartościowy, jestem sam = jestem niczym". Tak brzmisz. To droga do tego samego, co było wcześniej. Szacunku do siebie i szczerego polubienia tego kim jesteś życzę.

(Którego typu komentarzy nie odbierasz pozytywnie?)

80 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-10-07 00:14:59)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Tego o korzyściach, bo kompletnie nie widzę jakie miałbym mieć korzyści już na końcu tego związku oprócz tych o których wspomniałem, no ale mniejsza o to. Staram się szukać jakichś racjonalnych powodów, dlaczego trwałem w tym toksycznym związku.

Chcę tylko powiedzieć że przecież nie wiedziałem, że mam taki stosunek do siebie w związku, a właściwie miałem, bo teraz czuję się na tyle silniejszy, że jeśli kiedyś będę w jakimś związku będę wymagać do siebie szacunku, będzie on na innych warunkach. Tego jestem pewien bo już wiem jak to jest być samemu i nie będę się tak tego bać. Poza tym na początku to mi zaczęło nie pasować jej zachowanie, parę kłótni, chwila rozstania bo pojechała do domu, ja zostałem na sesję, a potem wszystko zaczęło się odwracać tylko w kompletnie innych proporcjach. Tego sobie kiedyś nie mogłem wybaczyć, że jakbym zamiótł wszystko pod dywan to by była dalej ze mną, bo nie byłoby kłótni. Wiem że to irracjonalne, pozbyłem się takiego idiotycznego myślenia.
Dopiero po tak długim czasie i przemyśleniu tego wszystkiego wiem tak naprawdę co wtedy czułem, kiedyś nie potrafiłem tego określić. Zwłaszcza po tym jak okazywanie emocji kończyło się bolesnym rozczarowaniem i brutalnym biciem przez łeb więc przestałem. Naprawdę był taki okres że się zachowywałem jak bity pies byleby nie usłyszeć że psuję jej dzień czy humor.  I przez to podważałem to czy to co czuję jest prawdziwe, że to co ona mówi jest "prawdziwsze" niż moje własne odczucia, zdawałem się zaprzeczać rzeczywistości i mojej własnej intuicji. Przez to tak źle to zniosłem bo przez wiele miesięcy próbowałem sobie wmówić że to tylko i wyłącznie moja wina, a to przecież nieprawda, było to tylko podyktowane tym że "straciłem", ale co straciłem to już mnie nie obchodziło.

81

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Witaj, Darku. Dawno nie zagladalam na forum, bo nie mialam czasu I bylam zajeta ukladaniem wlasnych spraw. Bardzo sie ciesze, ze zaczales wychodzic do ludzi. Tak trzymaj :-). Swiat do Ciebie sam faktycznie nie przyjdzie, nie poda Ci sie sam na tacy albo pod choinke- tak to faktycznie nie dziala. Zeby cos dostac od swiata, poprawic sobie w nim relacje I ruszyc do przodu, , trzeba ruszyc cztery litery z domu :-). Brawo dla tego Pana :-).

Dobrze, ze widzisz swiatelko w tunelu :-). Moj obezny maz czesto mowil do swojej mamy, gdy to slyszal: That tunnel is fecking long though..... No coz, moze I czasem ten tunel jest dlugi, ale jak ja to mowie- musi byc ciemno czasem, by moc zobaczyc gwiazdy :-). Darku, wszystko zalezy od Ciebie I od Twojego podejscia do rzeczywistosci. Jak obecnie bedziesz myslal, tak sie najblizsze pare lat uksztaltuje- jak sie zaprogramujesz, tak bedzie :-).

Ja widze, ze ten zwiazek odbija Ci sie czkawka. Jak juz mowilam, to tak jak z paleniem I rzucaniem palenia- jeszcze odkaszlesz, ale za to im dalej w czasie od toksyn, tym czlowiek zdrowszy, I fizycznie I psychicznie :-). Nie bede analizowac juz Twojego zwiazku, bo wlasciwie wszystko zostalo juz powiedziane. I szkoda na to czasu juz. Skup sie na “tu I teraz”. Yesterday is a history, tomorrow is a mystery and today is a gift. That's why they call it THE PRESENT. Ciesz sie terazniejszoscia, wzmacniaj wlasne poczucie wartosci I pozytywne myslenie.

Po raz pierwszy sie zgodze z Monoceros na tym forum- szukaj szczescia w sobie, nie w innych. Inaczej bedziesz przyciagac pasozyty zerujace na innych. A chyba nie masz ochoty na kolejnego pasozyta? Jelsi nie, to musisz temu wlasnie swiatu pokazac, ze dobrze sie czujesz sam ze soba. Dopiero wtedy przyciagniesz normalna kobiete, a nie kolejnego pasozyta. Wysylaj swiatu to, co chcesz od niego dostac. Na internecie jest pelno pozytywnych stron z cytatami motywacyjnymi – wpisz to w google I Ci wyskocza :-). Motywuj sie sam.:-).

Jesli Ty pewnych rzeczy dla siebie nie zrobisz, to nikt inny ich za Ciebie nie zrobi. Brutalne, ale prawdziwe. Badz samowystarczalny, dumny z siebie, ze zarabiasz na swoje studia, badz dumny z malych osiagniec swoich kazdego dnia, ciesz sie sloncem za oknem, tego, ze jestes w stanie sie utrzymac, tego,ze zyjesz, ze jestes zdrowy, mlody, ze cale zycie przed Toba...... jest wiele zakatkow swiata, gdzie ludzie nie maja jednej piatej tego, co Ty masz. Badz wdzieczny za wszystkie drobiazgi, ktore dostajesz od losu.

W codziennym życiu wyraźnie widać, że to nie szczęście czyni nas wdzięcznymi, lecz wdzięczność – szczęśliwymi. [David Steindl-Rast]

Może nie jesteś teraz tam, gdzie pragniesz być. Ale możesz spojrzeć w przeszłość i być wdzięcznym za to, że nie jesteś tam, gdzie byłeś kiedyś. [Joel Osteen]

Bądź wdzięczny za to, co masz, a będziesz miał tego więcej. Jeśli koncentrujesz się na tym, czego nie masz, nigdy nie będziesz miał wystarczająco dużo. [Oprah Winfrey]

A pewnego dnia ten tunel zniknie :-). Pozdrawiam.

82

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Dzisiaj chyba po raz pierwszy odczuwam że piszę nie z powodu silnego pobudzenia emocjonalnego, ale po prostu jako wpis żeby pochwalić się jakimiś postępami smile
Tak jak podejrzewałem kiedy zaczęły się studia nawet nie mam czasu o niej myśleć, bardzo się oddaliła, na co dzień po prostu nie istnieje, zwłaszcza kiedy przebywam ze znajomymi. Ale dzisiaj przychodzi weekend i zauważyłem że kiedy jestem sam, właśnie te weekendy przynoszą wspomnienia, bo przecież każde spędzaliśmy razem. Wracają mimo tego że tak dawno to było.
I naprawdę zadaję sobie pytanie, dlaczego ja w ogóle jeszcze o niej myślę, tak z czystej ciekawości zaprzeczając jakiejkolwiek logice. Mimo tego że wyglądało to jak wyglądało jeszcze kiedy niby jej na mnie zależało, to rozkład "starania się", nazwijmy to był jakieś 70-30 na moją niekorzyść. Ale brakuje mi w jakimś stopniu tego zaangażowania w stosunku do niej, mimo że czasem czułem naprawdę wielkie zmęczenie i brak odwzajemnienia z jej strony to teraz została pustka. Nie wiem czy to jest jakaś męska domena, poczucia że jest się potrzebnym? Byłbym wdzięczny gdyby ktoś mógłby mi to wyjaśnić.
No i druga rzecz... seks. Wspominałem już, że nigdy czysto fizycznie nie było fajerwerków w porównaniu do pierwszych lat związku ale to chyba normalne. Z tym że to zawsze ja się starałem, żeby jej było dobrze, znowu nie dało się raczej nic zmieniać, zawsze leżała jak kłoda i kręć się chłopie wokół niej. Ale wydaje mi się, że prawdziwa przyjemność jest przecież w głowie, prawda? I przypominają mi się te momenty już głębszego kryzysu pod koniec związku jak mówiła, że brakuje jej właśnie tego, seksu tak jak jeszcze parę miesięcy temu. Chyba była w podobnym stanie emocjonalnym co ja teraz. Tylko u niej jakoś to wszystko wyszło w przyspieszonym tempie. Pierwszy raz w ogóle miewam takie odczucia, proszę o zrozumienie, nie jestem jakimś zwyrolem któremu kobieta jest potrzebna tylko do jednego. Dobija się to do mnie zwłaszcza że mam przekonanie że w tym aspekcie miała wszystko czego kobieta potrzebuje, znowu widząc jak ja nie dostawałem tego czym teoretycznie mogła by się odwdzięczyć.
Zaznaczam tylko jeszcze raz, że faktycznie chyba muszę co jakiś czas tu coś napisać. Ale na szczęście jest też dużo powodów do zadowolenia, jej osoba jest jakby gdzieś we mgle, gdzieś daleko. A dzięki temu że zacząłem wychodzić ze znajomymi, czy do klubu czy po prostu na jakieś domówki, zacząłem patrzeć na świat trochę inaczej i zaczynają mi się coraz bardziej podobać inne kobiety (może nawet za bardzo wink ) Widzę jakieś światełko w tunelu i ten wpis jest chyba po to, żeby ktoś powiedział mi że czynię postępy i że będzie dobrze smile

83

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

“Dzisiaj chyba po raz pierwszy odczuwam że piszę nie z powodu silnego pobudzenia emocjonalnego, ale po prostu jako wpis żeby pochwalić się jakimiś postępami 
Tak jak podejrzewałem kiedy zaczęły się studia nawet nie mam czasu o niej myśleć, bardzo się oddaliła, na co dzień po prostu nie istnieje, zwłaszcza kiedy przebywam ze znajomymi. Ale dzisiaj przychodzi weekend i zauważyłem że kiedy jestem sam, właśnie te weekendy przynoszą wspomnienia, bo przecież każde spędzaliśmy razem. Wracają mimo tego że tak dawno to było.”

Brawo dla tego Pana :-). Darku, to normalne, w tygodniu czlowiek nie ma zbyt wiele czsu myslec o tym, czy jest sam, czy nie. Weekend jest sprawdzianem, na ile sie dobrze sami ze soba czujemy. Ja nawet, gdy bylam sama, nie mialam czasu na to, by sie nudzic, nawet, gdy siedzialam w domu. Bycia samemu ze soba trzeba sie tez nauczyc :-).

“I naprawdę zadaję sobie pytanie, dlaczego ja w ogóle jeszcze o niej myślę, tak z czystej ciekawości zaprzeczając jakiejkolwiek logice. Mimo tego że wyglądało to jak wyglądało jeszcze kiedy niby jej na mnie zależało, to rozkład "starania się", nazwijmy to był jakieś 70-30 na moją niekorzyść. Ale brakuje mi w jakimś stopniu tego zaangażowania w stosunku do niej, mimo że czasem czułem naprawdę wielkie zmęczenie i brak odwzajemnienia z jej strony to teraz została pustka. Nie wiem czy to jest jakaś męska domena, poczucia że jest się potrzebnym? Byłbym wdzięczny gdyby ktoś mógłby mi to wyjaśnić.”

To nie jest jakas meska domena czucia sie potrzebnym. To naturalna potrzeba czlowieka. Kazdy sie zle czuje, gdy pies z kulawa noga o niego nie zapyta albo gdy widzi, ze nie jest nikomu potrzebny. A czasami mozna sobie potrzebe wymyslec. Moze zainteresuj sie jakims wolontariatem w pomaganiu starszym ososbom w weekend? Wyprowadz komus psa? Moze zapytaj rodzicow, czy mozna im w czyms pomoc? Znajdz sobie powod do bycia potrzebnym :-). Kup sobie choc malego zwierzaka, ktoremu bedziesz potrzebny :-). Tak najlatwiej wypelnic ta potrzebe – a zobaczysz, jak o wiele lepiej sie poczujesz. Krolika, chomika, papuzke, cokolwiek, by Cie w domu witalo I cieszylo, gdy sie tym opiekujesz. Cos, co mozesz poglaskac.

“No i druga rzecz... seks. Wspominałem już, że nigdy czysto fizycznie nie było fajerwerków w porównaniu do pierwszych lat związku ale to chyba normalne. Z tym że to zawsze ja się starałem, żeby jej było dobrze, znowu nie dało się raczej nic zmieniać, zawsze leżała jak kłoda i kręć się chłopie wokół niej.”

Wiesz, nie kazda kobieta lezy jak kloda. Ta babka to byla ksiezniczka do obslugiwania. Nic szczegolnego. Nie kazda kobieta jest bierna w lozku. Kobieta jest bierna, gdy jest zniechecona lub tak nauczona.
Ale wydaje mi się, że prawdziwa przyjemność jest przecież w głowie, prawda? I przypominają mi się te momenty już głębszego kryzysu pod koniec związku jak mówiła, że brakuje jej właśnie tego, seksu tak jak jeszcze parę miesięcy temu.

No oczywiscie, ze wszystko jest w glowie. Mozg jest najwiekszym organem seksualnym. Jesli mam problem z partnerem, to ani mi w glowie seks. Normalne.
“Chyba była w podobnym stanie emocjonalnym co ja teraz. Tylko u niej jakoś to wszystko wyszło w przyspieszonym tempie. Pierwszy raz w ogóle miewam takie odczucia, proszę o zrozumienie, nie jestem jakimś zwyrolem któremu kobieta jest potrzebna tylko do jednego. Dobija się to do mnie zwłaszcza że mam przekonanie że w tym aspekcie miała wszystko czego kobieta potrzebuje, znowu widząc jak ja nie dostawałem tego czym teoretycznie mogła by się odwdzięczyć. “

Darku, nie kazda kobieta taka jest. Jest duzo fajnych kobiet, ktore nie sa zorientowane na seks typu: tu nacisnij guzik I sie samo zrobi. Nudaaaaaaaa....... zaziewam sie za chwile......

“Zaznaczam tylko jeszcze raz, że faktycznie chyba muszę co jakiś czas tu coś napisać. Ale na szczęście jest też dużo powodów do zadowolenia, jej osoba jest jakby gdzieś we mgle, gdzieś daleko. A dzięki temu że zacząłem wychodzić ze znajomymi, czy do klubu czy po prostu na jakieś domówki, zacząłem patrzeć na świat trochę inaczej i zaczynają mi się coraz bardziej podobać inne kobiety (może nawet za bardzo  ) Widzę jakieś światełko w tunelu i ten wpis jest chyba po to, żeby ktoś powiedział mi że czynię postępy i że będzie dobrze  “

No, ja caly czas trzymam za Ciebie kciuki :-). Do przodu, Darku, do przodu, a ten tunel z kazdym krokiem bedzie krotszy :-).

84

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Znowu dawka wyrzucenia z siebie ciążących mi myśli.

Czytam sobie od czasu do czasu to forum i coraz częściej zauważam podobne sytuacje co u mnie, czasem nawet zaczynam się martwić, bo coś znowu we mnie się burzy. Zwłaszcza, że parę dni temu niestety szedłem sobie na zajęcia i usłyszałem znajome "hej" i tylko kątem oka zauważyłem, że minąłem się z nią na ulicy, automatycznie odpowiedziałem i poszedłem przed siebie nawet nie wiedząc za bardzo co robię, ale potem jakby wszystko mi się rozpłynęło i na parę godzin poczułem się jak za najgorszych dni. Na pewno nie chciałaby gadać, z resztą nie wyobrażam sobie siebie rozmawiającego z nią i chyba dobrze się stało bo pewnie znowu odwaliłbym jakiś teatrzyk jaki to żal do niej mam. Bo mam i chyba nigdy się go nie pozbędę, a przynajmniej dopóki jeszcze jestem słaby, bo ta sytuacja pokazała wyraźnie że potrzebuję jeszcze więcej czasu na wybrnięcie z tego. Nie widzieliśmy się pół roku a ułamek sekundy i jej głos sprawił że znowu zdarzyło mi się rozmyślać, na szczęście zachowałem stan umysłu w którym mogę się skoncentrować i nad tym panuję. Ale znowu odezwała się mała tęsknota, za bliskością i posiadaniem kogoś bliskiego. I to chyba dobre miejsce na wtrącenie do postu wyżej, bo mam potrzebę uzupełnienia go w to, że nigdy nie miałem problemu z zachęcaniem jej, wręcz przeciwnie. Tylko ta bierność. I znowu zauważam, to co Pani powiedziała, mianowicie "Jesli mam problem z partnerem, to ani mi w glowie seks. Normalne. " - Pamiętam jej żale przed rozstaniem, że kiedy w tym pamiętnym miesiącu kiedy mieszkaliśmy ze sobą i tylko modliłem się o cierpliwość do niej "już nawet nie chciałem się bzykać". No ciekawe dlaczego.

Wracając do innych tematów, widzę siebie w części niektórych postów i to mnie martwi bo boję się że znowu zacznę się nad sobą użalać i rozpaczać jak to mogłem coś więcej zrobić. Znowu mam gdzieś przekonanie że za późno zacząłem się naprawdę starać, ale rozsądek mówi mi, że to już nie było staranie się tylko klękanie u stóp i robienie wszystkiego żeby tylko została wbrew sobie. I te wszystkie teksty typu "mam więcej niż wcześniej chciałam, ale już chyba za późno" kiedy opłaciłem jej zakupy w galerii za kilkaset złotych, kupowałem te nieszczęsne kwiaty, pożyczałem rzeczy na wieczne oddanie i tak dalej.. Nie wiem jak się tego chorego uczucia pozbyć. Wałkuję temat że jednego dnia jest super, widzę siebie z tamtego okresu jako frajera bez godności i mam do siebie żal że byłem tak naiwny, czasami czuję, że zacząłem robić  rzeczy które chciała dopiero kiedy się waliło.

Mimo wszystko przeczytałem sobie jeszcze raz moje posty, zrozumiałem miałyście mi do powiedzenia, zwłaszcza Monoceros, wcześniej tego chyba nie rozumiałem. Że choćbym nie wiem jak kochał i chciał nieba przychylić to JA jestem najważniejszy w związku i powinienem patrzyć na niego przez pryzmat mojego szczęścia. I tym zdaniem otwieram perspektywę mojego związku, jak wielkie bagno to było. Wszystko co pisałyście to prawda, to jest odpowiedzią na moje pytanie zawarte w tym temacie, że dałem się deptać aż w końcu nic po mnie nie pozostało.

No i jest jeszcze jedna rzecz której chciałbym się pozbyć, mimo to że są dni kiedy jest mi ona całkiem obojętna i zajmuję się myśleniem i innych rzeczach to nie mogę się oprzeć tej zranionej dumie którą staram się gdzieś schować, ale ciągle ona wychodzi. Nieraz myślę, że lepiej że mnie zostawiła niż żebym miał się męczyć, ale po prostu uważałem że jeśli jest się w związku zwłaszcza długotrwałym (wydaje mi się, że mogę tak mówić o moim) to trzeba o niego walczyć, czy jest dobrze czy źle. Tylko gdzie tu jest granica, nie wiedziałem, że ta walka jest z góry przegrana, że ona wyczuła to że i tak nie odejdę, choćbym nie wiem jak wyrzucał z siebie żal i mówił, że nie będzie mną pomiatać. Wykorzystała to tak jak tylko mogła. I jeszcze zostaje kwestia tego sku*wysyna który wiedząc że jest zajęta z butami wpieprza się w związek i totalnie rujnuje to co było już zepsute. Wiem, że chciałyście powiedzieć mi tymi wcześniejszymi postami że jemu też powinienem być wdzięczny, ale jeszcze raz - urażona duma.

Żałuję, że nie byłem w stanie sięgnąć jakiejkolwiek porady kiedy zaczynało się walić, że byłem na tyle głupi myśląc, że poradzę sobie z tym sam, nawet własnej rodzinie słowa nie pisnąłem. Że małolat bez doświadczenia rozgryzie taką beznadziejną sytuację. Ale teraz wiem już dużo więcej, za to też mogę być wdzięczny. I mogę w końcu rozpoznać to co wtedy czułem. A intuicja podpowiada mi że dawno przestała mnie kochać, zostało przywiązanie i dopóki byłem potulny, tyle byłem potrzebny, a jak zacząłem walczyć o swoje szczęście to do widzenia. Jest parę osób na tym forum, których opinii bym chciał zasięgnąć, żeby przeczytali mój temat, bo czytając inne widzę takie konstruktywne myślenie, coś co bardzo cenię. Nie wiem jak to określić, ale ich odpowiedzi na inne posty bardzo dobrze do mnie docierają, fajnie by było odczuć to przy moim temacie smile

85

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Darku, nie zaczynaj sie nad soba uzalac, bo to do niczego nie prowadzi innego procz depresji, a to jest ostatnie, co Ci potrzebne.

Na urazona dume jest tylko jedno lekarstwo- czas. I cos nowego w tej samej materii. Podam przyklad- zdarzylo mi sie pewnego dnia zostac zwolniona z pracy na skutek malej pomylki wlasnej  i musialam prace opuscic w tym samym dniu. Wywalili mnie jak niepotrzebnego smiecia za brame. Bolalo jak cholera. przestalo bolec, gdy znalazlam inna prace tego samego typu, poczulam sie w niej dobrze, popracowalam rok, a potem zmienilam prace i odeszlam sama do innej pracy. I wtedy przestalo bolec.

W uczuciach jest troche ciezej.Moj obecny maz zostal oszukany i zdradzony prze babke, ktora byla z nim przede mna. Zaczal za duzo pic, musial isc do psychologa i gdy go poznalam, juz byl w miare normalnym stanie psycchicznym, ale i tak zajelo mi przynajmniej rok "leczenie go z niej" i odkrecanie balaganu emocjonalnego, ktory mu narobila. Jestesmy juz razem z mezem 8 lat, malzenstwem 5, a jeszcze czasami moj maz ma schizy po paru drinkach, czy go nie zdradzam..... Co oczywiscie szybko prostuje, a potem mnie on przeprasza, bo ja nie daje mu zadnego powodu, by we mnie watpic. Ale zdazyl zapomniec na tyle o urazonej dumie, ze nie przeszkadza mu w normalnym naszym zyciu.

Urazona duma nie jest dobrym doradca. Albo kaze sie mscic, albo zdrowiej jest ja przetrawic i zapomniec, ale tu trzeba pozwolic sobie powiedziec, ze na to potrzeba czasu. Mscic sie tutaj nie ma sensu- szkoda Twojego czasu i energii.
I to tak jak z odparowywaniem wody z sosu- potrzebuje sos czasu, by zgestniec i nabrac smaku. Nadmiar wody w dobrym sosie jest czyms niepotrzebnym, tak samo jak urazona duma w czlowieku, ktora wypelnia go gorycza. Jezeli chcesz "smakowac" nastepnej kobiecie, by nigdy nie mogla sie Toba nasycic, to musisz sobie dac czas, by ta gorycz urazonej dumy z Ciebie wyparowala i stac sie czyms, co bedzie ja fascynowac, jak wspaniala potrwa, o ktorej dokladke prosza ludzie non-stop.

Intuicja Ci dobrze podpowiada, wiec jako madry facet jej posluchaj. Spedz milo weekend, z kolegami, moze z rodzina i nie mysl za duzo o kims, kto obecnie w gole nie mysli o Tobie. Strata czasu. Czas jest cenny, wiec go szanuj, bo jesli Ty nie bedziesz szanowac siebie i wlasnego czasu, to nikt inny rowniez tego nie zrobi.

86 Ostatnio edytowany przez darek123 (2018-06-15 05:32:49)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Czyściłem ostatnio pocztę i znajdując wiadomość z forum postanowiłem, że je odwiedzę smile

U mnie można powiedzieć po staremu, nic wielkiego się nie dzieje oprócz tego że dużo wyluzowałem i poznałem bardzo dużo nowych ludzi, zacieśniłem te poprzednie znajomości. Kolejny rok akademicki zbliża się ku końcowi a ja już zaczynam czuć nostalgię że już niedługo tak naprawdę skończę studia. No i niestety tak jak w tamtym roku - sesja - zbiera mnie trochę na przemyślenia. Dodam że do tej pory naprawdę było ok, po prostu szedłem przed siebie starając się jakoś nie spoglądać dłużej za siebie.

No ale stało się, znowu mi coś odwaliło, zrobiłem to samo co poprzednio, naprawdę nie wiem co we mnie wstąpiło. Czytałem te wiadomości z nią do momentu gdzie naprawdę poczułem mocny przypływ adrenaliny i zdałem sobie sprawę co ja właściwie robię. To naprawdę dziwne że zawsze kieruję się w życiu rozsądkiem a jeśli o nią chodzi to całkiem go wyłączam. I wszystko wróciło, fakt, na chwilę bo na szczęście w jakimś stopniu znowu zdołałem go uruchomić i uspokoić się, szkoda tylko że po fakcie.

To jest właśnie ten impuls który skłonił mnie do kolejnego wpisu, jakieś moje nowe przemyślenia na ten temat. Nie wiem dlaczego po tak długim czasie dalej mnie to wszystko rusza. Poczucie że w jakimś stopniu nawaliłem, chociaż w 100% jestem pewny, że w danym momencie byłem dla niej wszystkim czym tylko potrafiłem. No właśnie, wszystkim. Niby tylko chwila czytania a tyle sobie uświadomiłem, zacząłem patrzeć na to z innej perspektywy. Przecież znałem ją tak dobrze, niby o tym wiedziałem a nigdy nie widziałem w tym jakiejś części przyczyny rozpadu tego związku. Taka jest prawda, że byłem dla niej wszystkim, miała praktycznie tylko mnie. Od rodziny chciała uciekać, co już przecież wspomniałem, przyjaciół ani bliższych znajomych brak. I zdałem sobie sprawę dlaczego znalazłem się w takim miejscu po rozstaniu. Przez te wszystkie lata zastępowałem jej te wszystkie wymienione osoby, zawsze kiedy mnie potrzebowała byłem przy niej. I tak mogę na każde swoje własne zarzuty odpowiedzieć, czy to nie poświęcałem jej za mało czasu? Przecież olewałeś dla niej znajomych i spędzałeś każdy wolny czas, zwłaszcza już na końcu. Czy nie skąpiłeś komplementów, czułości i sprawiania żeby czuła się bezpieczna? Nie, przenigdy, zawsze byłem szczery w tym co do niej czułem i myślałem, nigdy nie koloryzowałem żeby się przypodobać, po prostu była dla mnie idealna. Widzę teraz że stawałem się przez lata takim jakim chciała. I chyba po prostu tego nie wytrzymałem. Tego napięcia, że mam być tu, o tej i o tej, zrobić to, zrobić tamto. Wiedziałem że po prostu mnie potrzebuje, ale przecież nie byłem jej rzeczą. Tylko jak mogłem temu zapobiec, skoro tak bardzo mi na niej zależało i chciałem żeby była szczęśliwa.

Zdałem sobie sprawę że mimo tego że kochałem ją najbardziej na świecie to z biegiem czasu zaczynałem mieć coraz więcej wątpliwości czy ona kocha mnie. I tym razem nie wylewam żalu, rozumiem ją. Starała się widocznie jak mogła, po prostu wszystkie emocje zaczęły mnie znowu zapewniać że to robiła, kiedy czytałem nasze stare wiadomości. To chyba przez to że nie pamiętam już jak się wtedy czułem, sam nie potrafię tego określić. Tak samo zaczynam żałować tego dnia, kiedy podkopała moje zaufanie do niej po raz pierwszy. Nie wiem czy powinienem był dawać jej szansę. Wiem że w pewnym momencie przecież już jej nie znosiłem, przez ten ostatni rok było coraz gorzej, nie chciałem żyć w ten sposób a mimo to dalej żałuję w jakimś stopniu. Że sam nie wiem co mogłem zrobić chociaż wiem że nie mogłem. Za bardzo przyzwyczaiłem się do tego, że jestem tylko ja. A mimo tego całego sprawiania mi przykrości ona dalej nie widziała nic złego w swoim zachowaniu. Po prostu ja nie potrafię tego zrozumieć, czy to dlatego że tak bardzo ją kochałem i tyle wybaczałem sprawiło że ten związek tak długo przetrwał? Bo to musiało się skończyć, wiem o tym. Tylko co z tego, skoro tylko ją zobaczę i wszystkie wypracowane wytłumaczenia znikają i pojawia się stan w którym właśnie jestem.

Zdałem sobie sprawę że i ona nie chciała żyć w takim układzie gdzie ja ciągle mam do niej niezrozumiałe dla niej pretensje. Staram się do tego podejść z boku i wiem, że miałem rację z tym co się działo i miałem prawo czuć się wykorzystywany i olewany. Tylko dlaczego ona to robiła. Z jakiegoś powodu mam do siebie żal, że robiłem jej wyrzuty o jej zachowanie. Czy to jest normalne? Czy to normalne że staram się na siebie zwalić winę tylko po to ... no właśnie, po co? Dlaczego ja gdzieś w podświadomości nie potrafię sobie bez niej wyobrazić życia.

Najgorsze jest to, że mogę normalnie funkcjonować, nie jest tak jak kiedy pierwszy raz pisałem tutaj posta, że nie mogłem zebrać myśli, wszędzie była ona i żal że jej nie ma. Do dzisiaj miałem spokojnie ponad pół roku spokoju. Czemu dalej mi jej w jakimś stopniu brakuje, skoro wiem co przeszedłem przez nią. Wszystko przez to że ten pierwszy rok na studiach był dla mnie taki ciężki. Nawet rozumiem że czuła się przeze mnie zaniedbana, chociaż wcale tak nie było. Po prostu w stosunku do tego co było wcześniej, przecież spotykaliśmy się codziennie, nie oszczędzałem pieniędzy w takim stopniu, nie to co później. Nie dociera do mnie dlaczego nie potrafiła tego zrozumieć, że ja też mam swoje życie i swoje problemy. Mimo to że teoretycznie nie mam sobie nic do zarzucenia to żałuję, że przez ten właśnie trudny rok w jakimś stopniu się do tego zerwania przyczynił.

Wiem jak to wygląda, kolejna porcja żalów, a przecież pisałem że idę do przodu. I tak i nie. Po prostu gdzieś to w sobie uśpiłem, zamiast się pozbyć. Nie chcę żeby to wracało za każdym razem gdy coś mi o niej przypomni bo zwariuję. A już na pewno nie chcę tego uczucia kiedy oglądałem zdjęcia z nim, jak szczęśliwie wygląda i poczucie jak wielki skarb straciłem. Mimo to że to ja miałem z nią problem, a nie chciałem odpuścić za wszelką cenę. Bo wiedziałem że będzie mi jej brakować niezależnie co się stanie i nie myliłem się.

Po prostu chciałbym ją z powrotem...

Nie wiem nawet czy napisałem wszystko to co chciałem tu napisać, po prostu chciałem się podzielić tym co czuję w tej chwili, może kiedy emocje opadną nie będę tego żałować smile

87

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

No chlopie, od jakiegoś czasu sledzę to forum jak i Twoj post. Mialem kilka razy ochote załozyc specjalnie konto żeby Ci w jakims stopniu pomoc, ale zawsze ktoś cos mi wyciągal z ust. Chyba nadszedl czas najwyzszy żeby ktos Toba wstrzasnąl.
Na wstepie zaznaczam, ze pewnie pomine jakieś kwestie, bo nie jestem psychologiem, a Twoja opowiesc jak i zwiazek jest bardzo zlozony i jakby to powiedziec - trudny. Tak, trudny, ale to chyba sam juz wiesz.
Co ta dziewczyna Ci nawyprawiala w glowie...
Od razu zaczne z grubej rury, mianowicie nie zastanawiales sie nad pomoca z zewnatrz? Mysle tu o jakims terapeucie bo cos za dlugo to wszystko trwa jak na moj gust. Niby wszystko dobrze a jeden impuls i trach, jestes w rozsypce emocjonalnej. To nie jest zadna ujma prosic o pomoc kiedy jej sie naprawde potrzebuje, ale o tym zadecydujesz sam.

Po drugie, przede wszystkim. Przestan ja idealizowac, usprawiedliwiac, zrzucac wine na siebie. Wiadomo ze to jest naturalny impuls, zalezalo nam na kims, on odszedl to szukamy dziury w calym. Czego bysmy nie zrobili zeby cofnac czas, prawda? Ale tego nie mozesz zrobic, nikt nie moze. Widze po Twoich wypowiedziach ze bardzo duzo analizowales, pewnie za duzo. Czy nie zrobilem tego zle, a moze tego nie powinienem, a moze tak czy tak i tak w kolko. Wierz mi jesli to bedzie kierowac Twoim zyciem wykonczysz sie. Musisz przede wszystkim posluchac siebie i zadac sobie jedno ale bardzo wazne pytanie. Czy gdyby wszystko gralo z jej strony to naprawde mialy by miejsce te wszystkie klotnie czy jak to tam nazwales? Bo widze ze unikasz slowo "klotnia". Tak samo jak podkreslanie ze nic zlego jej nigdy nie zrobiles, tak jakby ktos Ci to zarzucal albo juz sam nie wiem. Probujesz cos ukryc i masz z tego powodu wyrzuty sumienia, czy po prostu - znowu walkowane przyprawianie sobie winy.
Nie wiem czy ona tak Toba zmanipulowala, ze uwierzyles juz we wszystko i nie mozesz tego z siebie wyrzucic czy faktycznie cos zlego jednak zrobiles.

Kolejna sprawa, chociaz to normalne w zwiazkach zakladanych w tak mlodym wieku, nie mozesz uzalezniac swojego szczescia od drugiej osoby, a juz na pewno nie tylko i wylacznie. Bylo to juz tu mowione kilka razy wiec nie bede sie nad tym rozwodzic. Bo z tego co widze z roku na rok coraz bardziej sie zamykales starajac sie jej cos udowadniac ciaglymi poswieceniami. Nie wiem, moze jej bylo to potrzebne bo musiala byc ciagle upewniana w Twoich uczuciach ale tu jest czarne na bialym ze kochales ja prawdziwie. Inaczej nie przezywalbys tego co przezywasz teraz. Dlatego nie rozumiem co u licha jej nie pasowalo ze musiales to robic, no ale to juz minelo. Najwazniejsze zebys zdal sobie sprawe na przyszlosc ze NIE MY przyporzadkujemy sie do drugiej osoby, tylko szukamy sobie takiej osoby zeby to NAM ona pasowala. I vice versa oczywiscie, bo do tanga trzeba dwojga jak glosi tekst piosenki. To jest najprostsza recepta na udany zwiazek, zwiazek DWOJGA LUDZI. A nie ciagnacy zwiazek na sile chlopak tylko dlatego ze jemu duzo bardziej zalezy.

Zabrzmi to brutalnie ale jak dla mnie ona po prostu Cie wyczula. Nie wiem kiedy, Ty pewnie wiesz najlepiej. I od tego momentu juz byles skonczony. Znowu powtarzam slowa jakie tu juz padly, to pewnie rujmuje w jakims stopniu Twoje postrzeganie zwiazku ale zycie weryfikuje wszystko.

No wlasnie, weryfikuje. Mowisz, ze zalujesz ze to wszystko mialo miejsce. Naprawde? A pomysl chwile, czy to nie jest tak, ze miales w koncu okazje przekonac sie jak to jest kiedy juz nie jestescie w krainie miodem plynacej i zaczynaja sie problemy. I co? Bach trach i po sprawie. Juz byles na lawce. Zwine to bardzo, ale tu chyba nic nie trzeba dodawac. Naprawde zalujesz osoby dla ktorej byles tylko kolem ratunkowym?

I ostatnie, choc pewnie cos pominalem ale zawsze moge dopisac pozniej, od tego jest forum. Tyle wspominales o rzeczach ktorych, mowiac delikatnie w niej nie lubiles. Czy te dziesiatki sytuacji ktore opisywales i widocznie klocily sie z Twoja wizja zwiazku nie wystarczaja zeby powiedziec sobie - hej, przeciez ona nie byla dla mnie dobra. Albo ze po prostu nie byla dla Ciebie? Ja wiem ze by sie chcialo isc na latwizne, tyle lat to czemu nie do konca zycia. Tylko jakie byloby to zycie. Wyobraz sobie siebie z nia za 10-20 lat. Znowu brutalnie, ale szczerze? Tamte Twoje problemy to pikus z czym ludzie sie borykaja. Kredyt, chore dzieci, problemy finansowe, choroba wlasna czy wspolmanzonka, wlasnie, co by bylo gdybyscie wzieli ten slub? I co, babrac sie w rozwodach, podzialach majatku, tlumaczenie dzieciom ze rodzice juz sie nie kochaja i sie rozstaja? Naprawde chlopie to jeszcze nic w porownaniu do prawdziwych problemow. I to powinno Ci otworzyc oczy. Znasz na pewno przyslowie ze "prawdziwych przyjaciol poznaje sie w biedzie". Prawdziwych, kochajacych partnerow tez, jesli nie bardziej.

No, konczac ten swoj monolog mam nadzieje ze pomoze Ci to odpowiedziec na te Twoje dreczace Cie pytania. Naprawde to wydaje sie trudne z wierzchu, ale wierze ze potrafisz sie od niej uwolnic. Swiat jest pelny pieknych madrych kobiet. Tobie tez niczego nie brakuje poza wiara w siebie. Uwierz, a problemy znikna same.

Pozdrawiam
Zerox

88 Ostatnio edytowany przez darek123 (2018-06-16 20:35:42)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Dziękuję za odpowiedź. Odpowiadając na pytania:
- Nie, nie sądzę, że jeśli wszystko byłoby ok to byłoby tak jak było. Sądzę więcej, doszliśmy do momentu kiedy nie mogłem już dłużej się starać za nas obojga, chciałem żeby mnie trochę odciążyła, potrzebowałem spokoju i odpoczynku. Byłem po prostu zmęczony tym wszystkim. Ale nie sprawiło to że chciałem się poddać. Po prostu chciała mnie mieć zawsze przy sobie i poniekąd to rozumiałem bo tak jak wspomniałem wcześniej, obydwoje praktycznie żyliśmy tylko ze sobą. I to nie jest tak że nie wspominałem o tym czego potrzebuję. Za każdym razem wyrzuty, bo nie dostałaby tego co chce. A ja nie czułem się dobrze kiedy coś było nie tak. Nie wiem czy to się nie nazywa manipulacją, ale no cóż, taka była.
Zacząłem chyba patrzeć na ten związek bardziej realistycznie, przestałem być bezkrytyczny. I tu już odkryłem swój problem. Jej nie dało się nic powiedzieć, naprawdę. Zero konstruktywnej krytyki do siebie, a jak już jakimś cudem doszło do dyskusji w tym temacie to i tak potrafiła odwrócić kota ogonem i zrobić że to ja jestem ten zły. Nigdy nie usłyszałem - "przepraszam, zrobiłam błąd, spieprzyłam, poprawię się, następnym razem to się nie powtórzy". Nigdy.
No i nadszedł ten moment kiedy ona musiała w końcu coś zrobić z tym związkiem. Nie zrobiła.

-Drugie pytanie. Nie, wiele razy starałem sobie przypomnieć. Nigdy nic złego jej nie zrobiłem, naprawdę. Chociaż przez długi czas miałem wyrzuty sumienia że w ogóle śmiałem jej coś wytknąć czy pokłócić się z nią. Ale to przecież oznaka tego że uważałem że coś jest nie tak, prawda?
No właśnie. Sam fakt że piszę tutaj świadczy chyba o tym, że ja nie do końca ufam swoim osądom. I szukam opinii osób pośrednich, stąd staram się tu wywlec wszystkie szczegóły, bo może coś pominąłem i nie dostrzegam. Niby wiem jedno a coś podpowiada mi drugie.

- To nie jest tak, ze ten związek od początku był bez sensu, uważam że do samego końca miał on sens. I nawet zaczynam jej wierzyć że wtedy mimo tych jej wahań zależało jej na mnie. Do dzisiaj nie znam kobiety, którą uważałbym za odpowiedniejszą dla siebie niż ona. Pomimo wszystko. Bo po prostu czułem że ją kocham, że to ma sens i będzie miało do samego końca. Nie wiem czy to przez moją naiwność czy jeszcze co innego ale po prostu tak było. Ale fakt faktem, mi zawsze bardziej zależało. Kiedyś nawet przekomarzaliśmy się kto kogo kocha bardziej, sama przyznała mi rację. I mimo to że to ja miałem z nią problemy to za żadne skarby i tak bym jej nie zostawił. Nie wiem czy to normalne. Nie wiem czy jestem tak stały w uczuciach, czy po prostu zbyt słaby żeby zdobyć się na ten ruch. I mówię tu o okresie kiedy jeszcze nie okazywała obojętności i nie olewała mnie po całości. Po prostu sam nie wiem już nic.

-Tak to racja, życie zweryfikowało. Tylko zadaję sobie pytanie dlaczego. Znam tyle osób w związkach i są w gorszych sytuacjach materialnych, mają mniej czasu dla siebie, częściej się kłócą, a mimo wszystko kochają się i są razem. Dlaczego u mnie to nie wypaliło skoro gdzieś oprócz tych wszystkich jej akcji widziałem że jej zależy? Dlaczego nie kiwnęła palcem żebym był z nią bardziej szczęśliwy. Czy to znowu to, że nie szanujemy tego co mamy na wyciągnięcie ręki? Ale dlaczego? Ja dzisiaj marzę żeby ktoś kochał mnie w taki sposób jak ja ją kochałem. Bez kalkulowania, udawania, oszukiwania i Bóg wie czego jeszcze. Po prostu szczerze i całym sercem. Staranie się żeby ta druga osoba była szczęśliwa a co za tym idzie i moje szczęście też rośnie. Po prostu czuję że zmarnowała mi tą prawdziwą miłość, że zmarnowała coś na co pracowałem latami. Bez walki. Rzucając wyżej w skali wartości to czy wydaję na nią pieniądze, jeżdżę samochodem kupuje kwiaty, biżuterię, że już nie rozśmieszam ją jak kiedyś kiedy sam jestem na skraju depresji. Czy to jest normalne do cholery?

-Może po raz kolejny zaczynam ją idealizować, ale powtarzam, naprawdę nie wierzę że ona nie była dla mnie odpowiednia. Żałuję wielu rzeczy, że brakło luzu w tamtym okresie, że oszczędzałem bo czułem taką potrzebę, że nie miałem odskoczni od tego wszystkiego i byłem jednym kłębkiem nerwów. Wiem że nie powinienem, ale tak jest. Inna sprawa że może ona zdała sobie sprawę że to ja nie jestem dla niej. Ale no gdyby choć trochę spojrzała na to z mojego punktu widzenia. Przecież gdyby chociaż trochę mnie odciążyła jak bardzo wszystko byłoby łatwiejsze dla mnie. I przecież sama by na tym skorzystała. Czy to jest naprawdę takie trudne?

Znowu piszę pod wpływem emocji bo od tamtego czasu dorwała mnie jakaś chandra ale widzę że tytuł tego posta nie jest prawidłowy. To nie co ja zrobiłem źle, tylko dlaczego to się stało mnie nurtuje najbardziej. I czy normalne jest to że nie potrafię ruszyć dalej. Odbijają mi się te wszystkie bariery których doświadczyłem w trakcie tego związku i po prostu nie mam już siły na to wszystko. Wszystko przez jedną chwilę zapomnienia i wszystko znowu wróciło. Po prostu nie wierzę że będę z kimś szczęśliwszy niż z nią, bo przecież miałem tak bardzo mocne wewnętrzne zapewnienie że to ta i trzeba o to walczyć do końca. I jeśli to nie jest normalne to jak z tym sobie radzić. Czuję jakieś wewnętrzne uzależnienie od niej które zostało tylko uśpione i znowu się obudziło.

89

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?
darek123 napisał/a:

I czy normalne jest to że nie potrafię ruszyć dalej.

Nie, nienormalne. Poszukaj jakiejś terapii, zanim zmarnujesz sobie całe życie.

90 Ostatnio edytowany przez darek123 (2018-06-19 15:03:01)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Nie wiem co we mnie wstąpiło, emocje znowu dały górę i przez to ten cały cyrk. Chciałoby się jeszcze raz wałkować to samo bo coś mi się wydaje że źle tą całą sytuację przedstawiłem w tych pierwszych postach i starałem się ukazać to bardziej z boku. Tylko jaki to ma sens. No żaden. Serce jedno a rozum drugie.
Po prostu chyba nie potrafię zrozumieć że Wy wszyscy staracie się podejść do tego z perspektywy mojego Ja i mojego dobra a nie ogółu. Ma to jakiś sens bo przecież i tak ten związek jest już przeszłością. Tylko po prostu pytaniom nie ma końca.

Edit. Chodzi mi o przyczynę a nie o skutek. Czuję że to po prostu niesprawiedliwe, że ja zawsze przy niej byłem kiedy mnie potrzebowała a kiedy przyszedł dla mnie trudny okres i (uwaga) mówiłem o tym, że nie daję rady wielokrotnie prosiłem również. Ona miała to gdzieś choć tak naprawdę wystarczyło zrobić tak niewiele. I to ja się na niej uwiesiłem, jak ktoś tutaj już stwierdził? To ona chciała mnie mieć zawsze przy sobie, no nie powiem kontrolować ale było to męczące. Znowu ktoś wspomniał że nie miałem niczego oprócz niej. To nieprawda, to ona nie miała nikogo poza mną. I z jednej strony miło że chce spędzać czas ale z drugiej? Kto by to udźwignął. Tak, zaznaczałem to, ze jest egoistką i to nie moje tylko jej słowa. Ale skoro się kogoś kocha i ten ktoś prosi o tak niewiele to dlaczego tego nie zrobiła? Wszystko byłoby o tyle prostsze gdyby nie to. Akurat w tym trudnym dla mnie okresie. Skoro twierdziła że mnie kocha, bo tak jeszcze wtedy było. I już zostawmy te ostatnie miesiące kiedy do końca się skur*iłem bo ja oddzielam je grubą kreską, to był skutek a nie przyczyna.

Czy jeśli ktoś może na nas zawsze liczyć, to czy kiedy tej osoby potrzebujemy my nie mamy prawa liczyć na nią?

91

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Prawie rok mija a młody autor tematu tkwi w przeszłości. szkoda że sam sobie robi krzywdę żyjąc w poczuciu żalu i winy zamiast cieszyć się teraźniejszością dając samemu sobie szansę na dobre życie.może pomoże tekst."co było a nie jest nie pisze się w rerejestr"  ADarku co z tobą weź się w garść bo szkoda twojej młodości, poznawaj dziewczyny aż wybierzesz sobie tą właściwą ktora zaakceptuje ciebie.

92

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Darek, czas zapier***a i na nikogo nie czeka. Nie marnuj życia.

Posty [ 66 do 92 z 92 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozpad związku, co robiłem źle?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024