Pannapanna-Chyba musisz jednak rozrysować swój tok rozumowania i jego sens w tej sytuacji bo ja tego dalej nie rozumiem. Nie widzę sensu w rozmyślaniu "dlaczego chciałam z nim być" a tym bardziej jakie potrzeby zaspokajał były w związku.
Myśląc dlaczego byliśmy z kimś i co nam ktoś zaspokajał mimowolnie zaczniemy przywoływać te milsze wspomnienia a przypominając dobre momenty dopiero można wpaść w depresje ze właśnie to się skończyło. Myslisz ze jak dziewczyna sobie przemysli: chciałam z nim byc bo: byl mily, sympatyczny, dobry w lozku itp, itd., to bedzie jej lepiej?? Nie bedzie.
66 2017-06-09 14:03:46 Ostatnio edytowany przez lolek8080 (2017-06-09 14:04:20)
Bylam zakochana, slepa,
No właśnie, to jest najwazniejsze... Niestety wiele osób tutaj odrzuca cos takiego jak zakochanie, zauroczenie bo uważają, że człowiek powinien kierować się zawsze rozumem, w koncu nie jestesmy zwierzętami...Ja przekonałem się ostatnio że człowiek zauroczony nie myśli racjonalnie. Dopiero po czasie jak emocje opadną to widzi się swoje błędy.
Ty musisz teraz zadbac o swoje dobre samopoczucie dla dobra dziecka no i nastawić sie psychicznie na rozwód bo łatwe to nie bedzie.
68 2017-06-09 16:32:52 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-06-09 16:34:36)
Eiko napisał/a:Bylam zakochana, slepa,
No właśnie, to jest najwazniejsze... Niestety wiele osób tutaj odrzuca cos takiego jak zakochanie, zauroczenie bo uważają, że człowiek powinien kierować się zawsze rozumem, w koncu nie jestesmy zwierzętami...Ja przekonałem się ostatnio że człowiek zauroczony nie myśli racjonalnie. Dopiero po czasie jak emocje opadną to widzi się swoje błędy.
A może by tak przyjąć, że pomiędzy "emocje są najwaźniejsze" a "kierowanie się zawsze rozumem" jest jeszcze prawdziwy człowiek, którego racjonalność zależy od jego emocjonalności.
W przyrodzie nic nie dzieje się bez przyczyny. Ludzie posiadają możliwość wyobrażenia sobie odległych skutków dzisiejszych wydarzeń, potrafią zobaczyć możliwości, których nie widać gołym okiem, umieją myśleć abstrakcyjnie.
Ale ta cała "obróbka myślowa" nie jest czymś, co wiedzie prym w ludzkim życiu. Bo ludzi napędzają emocje. Emocje to energia i źródło życia. Jednak z jakiegoś powodu w procesie ewolucji człowiek wytworzył korę nową, która odpowiada za myślowe procesy racjonalne czy też system przetwarzania kontrolowanego. Może dlatego, żeby rozum pomagał (nie wyręczał) w podejmowaniu NAJLEPSZYCH wyborów. Może więc przyjąć, że nie jesteśmy tylko emocjami, albo tylko rozumem, ale jesteśmy jednym i drugim.
Autorka wątku sama bliżej 30tki związała się z niewiele ponad 20letnim chłopakiem. W tym wieku to przepaść. Tamten to jeszcze prawie dziecko, które dopiero zaczęło smakować życia. Nie trzeba było od razu ślubu, można było sprawdzić w życiu codziennym, czy z tej mąki będzie chleb. To, co działo się po ślubie już powinno autorce pokazać, że ulokowała swoje uczucia w niedojrzałym dzieciaku, który nie odnajduje się w związku. Mimo jego ciągłego balowania z kumplami i kłótni zachodzi w ciążę. Potem zostaje zamieniona na młodszy model.
Można powiedzieć trudno, mleko się rozlało. Jest to prawda. Ale może autorka zastanowi się przynajmniej, co ją pchało do ślubu z małolatem, do zachodzenia w ciążę, gdy ich związek jeśli nie chylił się ku upadkowi to przynajmniej był w poważnym kryzysie. Może spróbuje zrozumieć dlaczego łaziła za swoim facetem po knajpach, pozwalała się poniżać i na stosowanie przemocy wobec siebie. Chociażby aby nie powielać w przyszłości podobnych zachowań.
Nic się nie dzieje bez przyczyny.
69 2017-06-09 18:04:24 Ostatnio edytowany przez lolek8080 (2017-06-09 18:04:56)
Summerka zgadzam sie z tym co napisałaś w 100%. Bede jednak polemizował odnośnie racjonalnego rozumowania przy zakochaniu takim prawdziwym.
Jak wiadomo ludzie chodzy psychicznie nie potrafią racjonalnie myslec..., pewnie niewiele osób tutaj wie, że faza prawdziwego zakochania jest zdefiniowana medycznie jako choroba psychiczna, ma nawet swoj numer w WHO i jest w grupie zaburzeń psychicznych, ktorych sie nie leczy. Zakochanie- to jest przyczyna dlaczego autorka związała sie z malolatem, chciala miec z nim dziecko itd. Czlowiek zakochany nie mysli a swoje błędy widzi dopiero po czasie i wtedy mozna wyciągać wnioski.
Eiko kochana chciałbym z Tobą porozmawiać, wysłałem Ci wiadomość na priv ![]()
To że dostalaś pozew bez orzekania o winie to jeszcze nic nie świadczy złego. Ale dziwię się dlaczego Ty nie wystąpiłaś z pozwem do niego. Przerabialam już rozwód wiec winna ewidentnie leży po jego stronie , nawet gdyby cię obwiniał jaka to nie bylaś zła i niedobra to w obliczu sądu zdradził cię w trakcie małżeństwa i się z tym nie kryje mało tego jeszcze mieszkają.
Jeśli chodzi o Ciebie to musisz wziąć się w garść i otrzeć łzy bo nie warto na tego Piotrusia Pana wylewać, zobaczysz życie tak pokaże iż ty będziesz szczęśliwa a on nie ale na to trzeba poczekać.
Myslisz ze dodatkowo przeciwko niemu bedzie to ze sie zareczyl, kiedy my jeszcze nie mielismy nawet 1 rozprawy sadowej?
Summerka zgadzam sie z tym co napisałaś w 100%. Bede jednak polemizował odnośnie racjonalnego rozumowania przy zakochaniu takim prawdziwym.
Jak wiadomo ludzie chodzy psychicznie nie potrafią racjonalnie myslec..., pewnie niewiele osób tutaj wie, że faza prawdziwego zakochania jest zdefiniowana medycznie jako choroba psychiczna, ma nawet swoj numer w WHO i jest w grupie zaburzeń psychicznych, ktorych sie nie leczy. Zakochanie- to jest przyczyna dlaczego autorka związała sie z malolatem, chciala miec z nim dziecko itd. Czlowiek zakochany nie mysli a swoje błędy widzi dopiero po czasie i wtedy mozna wyciągać wnioski.
Zabrzmi to surowo wobec calej mojej sytuacji ale nigdy nie mialam instynktu mcierzynskiego. Moj jeszcze maz chcial sie ustatkowac, zalozyc rodzine. Przeszlo mu z chwila slubu, a ja chcialam po prostu zatrzymac przy sobie meza. Kochalam go, pewnie dalej jakas czastka kocha...
Dobrze ze instynkt przyszedl z pierwszymi ruchami mojej malej ![]()
lolek8080 napisał/a:Summerka zgadzam sie z tym co napisałaś w 100%. Bede jednak polemizował odnośnie racjonalnego rozumowania przy zakochaniu takim prawdziwym.
Jak wiadomo ludzie chodzy psychicznie nie potrafią racjonalnie myslec..., pewnie niewiele osób tutaj wie, że faza prawdziwego zakochania jest zdefiniowana medycznie jako choroba psychiczna, ma nawet swoj numer w WHO i jest w grupie zaburzeń psychicznych, ktorych sie nie leczy. Zakochanie- to jest przyczyna dlaczego autorka związała sie z malolatem, chciala miec z nim dziecko itd. Czlowiek zakochany nie mysli a swoje błędy widzi dopiero po czasie i wtedy mozna wyciągać wnioski.Zabrzmi to surowo wobec calej mojej sytuacji ale nigdy nie mialam instynktu mcierzynskiego. Moj jeszcze maz chcial sie ustatkowac, zalozyc rodzine. Przeszlo mu z chwila slubu, a ja chcialam po prostu zatrzymac przy sobie meza. Kochalam go, pewnie dalej jakas czastka kocha...
Dobrze ze instynkt przyszedl z pierwszymi ruchami mojej malej
Pomijając fazę zakochania, bo wtedy rzeczywiście człowiek nie myśli racjonalnie. @Eiko co Cię urzekło w Twoim ex? Wybrałyśmy bardzo podobnych partnerów, więc ja opiszę Ci początki mojego związku z exem.
1. Co zwróciło moją uwagę na niego? Fakt, że on niesamowicie, wręcz obsesyjnie interesował się mną. Nigdy nie widziałam, aby jakikolwiek facet wkładał tyle energii w to, aby wiedzieć co robię, gdzie jestem, z kim jestem. Chciał wiedzieć o mnie wszystko. Nigdy mnie nie oceniał. Ja to odebrałam jako troskę o mnie.
2. Co mi się w nim spodobało? Był zawsze uśmiechnięty, miły, pewny siebie, spontaniczny, skupiał całą uwagę na mnie. Dla każdego pomocny, w wielu sprawach chciał mnie wyręczyć (na co akurat mu nie pozwalałam). Wówczas myślałam, że mogę na niego liczyć, że mam wsparcie i mogę czuć się bezpieczna.
3. Początki związku: będąc z nim czułam się najatrakcyjniejszą kobietą na świecie, on przejawiał zaborczość i zazdrość, co mnie dowartościowało - nie widziałam w tym nic złego (!!!). Bardzo szybko zaczął planować wspólną przyszłość, chciał zamieszkać ze mną, założyć rodzinę. Szybko przedstawił mnie rodzicom, nalegał abym z nim spędzała swój wolny czas. Chwalił każdą moją decyzję.
... Boże, głupia i ślepa byłam, bardzo szybko uzależniłam się od niego. Tylko przy nim czułam się IDEALNA. Był dla mnie jak narkotyk. On, gdy tylko zorientował się, że jestem urobiona zmienił swoje zachowanie o 180 stopni.
I nawet się nie zorientowałam, że:
1. Nadmierne zainteresowanie moją osobą - przybrało postać prześladowań. Gdy tylko chciałam wyjść sama ze znajomymi on mnie śledził i co gorsza znał wszystkie adresy moich koleżanek, miejsc gdzie mogę być. Chcąc odpocząć od kłótni z nim nie miałam miejsca, gdzie mogłabym pobyć sama... Nigdzie nie czułam się bezpieczna. Nie akceptował żadnej mojej koleżanki, wszystkie były dla niego głupie, każda mnie nastawiała przeciwko niemu. Moje wyjścia do pracy, na zakupy czy ze znajomymi kończyły się awanturą, że go zdradzam, że się puszczam... On oczywiście wychodził sam, gdy mu to wypomniałam stwierdził, że chcę go odizolować. Nigdy nie podał racjonalnego powodu, dlaczego ja miałam wszędzie z nim iść a on mógł (a nawet powinien) wychodzić sam...
2. Uśmiech, pomocna dłoń, uprzejmość - to wszystko zniknęło. Zaczął być wiecznie zły, niezadowolony. Pomocny - owszem, ale dla innych i najlepiej moim kosztem lub w czasie, który mieliśmy spędzić razem. Nagle z pierwszej pozycji stałam się ostatnią, wszystko było ważniejsze ode mnie.
3. Plany dot. wspólnej przyszłości były tylko takie, które mu pasowały. Czyli zamieszkać razem - bo miał +50% opłat z mojej wypłaty, darmową pomoc domową i worek treningowy. W domu wszystko było jego, nic naszego. Przed rodziną miałam dalej grać zadowoloną i szczęśliwą kobietę, bo inaczej czekała mnie w domu kara... Moje decyzje? Wszystkie były najgorsze, on wiedział najlepiej. Moja atrakcyjność - nie było jej wcale, nagle stałam się w jego mniemaniu gorsza od każdej innej koleżanki.
Eiko napisał/a:lolek8080 napisał/a:Summerka zgadzam sie z tym co napisałaś w 100%. Bede jednak polemizował odnośnie racjonalnego rozumowania przy zakochaniu takim prawdziwym.
Jak wiadomo ludzie chodzy psychicznie nie potrafią racjonalnie myslec..., pewnie niewiele osób tutaj wie, że faza prawdziwego zakochania jest zdefiniowana medycznie jako choroba psychiczna, ma nawet swoj numer w WHO i jest w grupie zaburzeń psychicznych, ktorych sie nie leczy. Zakochanie- to jest przyczyna dlaczego autorka związała sie z malolatem, chciala miec z nim dziecko itd. Czlowiek zakochany nie mysli a swoje błędy widzi dopiero po czasie i wtedy mozna wyciągać wnioski.Zabrzmi to surowo wobec calej mojej sytuacji ale nigdy nie mialam instynktu mcierzynskiego. Moj jeszcze maz chcial sie ustatkowac, zalozyc rodzine. Przeszlo mu z chwila slubu, a ja chcialam po prostu zatrzymac przy sobie meza. Kochalam go, pewnie dalej jakas czastka kocha...
Dobrze ze instynkt przyszedl z pierwszymi ruchami mojej malejPomijając fazę zakochania, bo wtedy rzeczywiście człowiek nie myśli racjonalnie. @Eiko co Cię urzekło w Twoim ex? Wybrałyśmy bardzo podobnych partnerów, więc ja opiszę Ci początki mojego związku z exem.
1. Co zwróciło moją uwagę na niego? Fakt, że on niesamowicie, wręcz obsesyjnie interesował się mną. Nigdy nie widziałam, aby jakikolwiek facet wkładał tyle energii w to, aby wiedzieć co robię, gdzie jestem, z kim jestem. Chciał wiedzieć o mnie wszystko. Nigdy mnie nie oceniał. Ja to odebrałam jako troskę o mnie.
2. Co mi się w nim spodobało? Był zawsze uśmiechnięty, miły, pewny siebie, spontaniczny, skupiał całą uwagę na mnie. Dla każdego pomocny, w wielu sprawach chciał mnie wyręczyć (na co akurat mu nie pozwalałam). Wówczas myślałam, że mogę na niego liczyć, że mam wsparcie i mogę czuć się bezpieczna.
3. Początki związku: będąc z nim czułam się najatrakcyjniejszą kobietą na świecie, on przejawiał zaborczość i zazdrość, co mnie dowartościowało - nie widziałam w tym nic złego (!!!). Bardzo szybko zaczął planować wspólną przyszłość, chciał zamieszkać ze mną, założyć rodzinę. Szybko przedstawił mnie rodzicom, nalegał abym z nim spędzała swój wolny czas. Chwalił każdą moją decyzję.... Boże, głupia i ślepa byłam, bardzo szybko uzależniłam się od niego. Tylko przy nim czułam się IDEALNA. Był dla mnie jak narkotyk. On, gdy tylko zorientował się, że jestem urobiona zmienił swoje zachowanie o 180 stopni.
I nawet się nie zorientowałam, że:
1. Nadmierne zainteresowanie moją osobą - przybrało postać prześladowań. Gdy tylko chciałam wyjść sama ze znajomymi on mnie śledził i co gorsza znał wszystkie adresy moich koleżanek, miejsc gdzie mogę być. Chcąc odpocząć od kłótni z nim nie miałam miejsca, gdzie mogłabym pobyć sama... Nigdzie nie czułam się bezpieczna. Nie akceptował żadnej mojej koleżanki, wszystkie były dla niego głupie, każda mnie nastawiała przeciwko niemu. Moje wyjścia do pracy, na zakupy czy ze znajomymi kończyły się awanturą, że go zdradzam, że się puszczam... On oczywiście wychodził sam, gdy mu to wypomniałam stwierdził, że chcę go odizolować. Nigdy nie podał racjonalnego powodu, dlaczego ja miałam wszędzie z nim iść a on mógł (a nawet powinien) wychodzić sam...
2. Uśmiech, pomocna dłoń, uprzejmość - to wszystko zniknęło. Zaczął być wiecznie zły, niezadowolony. Pomocny - owszem, ale dla innych i najlepiej moim kosztem lub w czasie, który mieliśmy spędzić razem. Nagle z pierwszej pozycji stałam się ostatnią, wszystko było ważniejsze ode mnie.
3. Plany dot. wspólnej przyszłości były tylko takie, które mu pasowały. Czyli zamieszkać razem - bo miał +50% opłat z mojej wypłaty, darmową pomoc domową i worek treningowy. W domu wszystko było jego, nic naszego. Przed rodziną miałam dalej grać zadowoloną i szczęśliwą kobietę, bo inaczej czekała mnie w domu kara... Moje decyzje? Wszystkie były najgorsze, on wiedział najlepiej. Moja atrakcyjność - nie było jej wcale, nagle stałam się w jego mniemaniu gorsza od każdej innej koleżanki.
Karina czasem jak czytam Twoje posty mam wrazenie jakbys byla mna
identyczne odczucia i przezycia, taka roznica ze Ty potrafisz zawsze to w bardzo dobry sposob przedstawic, opisac...
Karina czasem jak czytam Twoje posty mam wrazenie jakbys byla mna
identyczne odczucia i przezycia, taka roznica ze Ty potrafisz zawsze to w bardzo dobry sposob przedstawic, opisac...
Do poprzedniej mojej wypowiedzi dodam, że mój ex był na tyle przebiegły, aby zgromadzić wszystkie informacje na mój temat, zwłaszcza dowiedzieć się co najbardziej mnie boli/ dotyka, a następnie właśnie tym we mnie uderzał. Znał mój słaby punkt. Przypomniała mi się moja rozmowa z nim, kiedy zadał mi pytanie, co by mnie bolało najbardziej po rozstaniu? Ja mu odp., że najbardziej zabolałoby mnie to, że w krótkim czasie znalazłby sobie nową dziewczynę. Mówiłam mu, że po rozstaniu ja zawsze potrzebuję czasu aby dojść do siebie, dlatego nie rozumiem ludzi, którzy tak szybko wchodzą w nowy związek.
Ponadto zapomniałam dodać, że w czasie naszego związku ja uzależniłam poczucie własnej wartości od jego zachowania/ zdania na mój temat. Na początku mnie adorował, więc z czasem gdy słyszałam od niego tylko krytykę, to miałam poczucie, że się "zepsułam", że coś jest ze mną nie tak.
Dzisiaj wiem, że nie można uzależniać się od opinii innych. Jestem świadoma własnych atutów i znam swoje wady. Nigdy nie pozwolę na to, aby ta sytuacja się powtórzyła. To była dla mnie trudna lekcja, ale bardzo cenna.
Tobie Eiko życzę abyś również wyciągnęła wnioski z przeszłości i ruszyła pełną parą do przodu nie oglądając się więcej za siebie.
76 2017-06-12 10:09:09 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-06-12 10:11:48)
Summerka zgadzam sie z tym co napisałaś w 100%. Bede jednak polemizował odnośnie racjonalnego rozumowania przy zakochaniu takim prawdziwym.
Jak wiadomo ludzie chodzy psychicznie nie potrafią racjonalnie myslec..., pewnie niewiele osób tutaj wie, że faza prawdziwego zakochania jest zdefiniowana medycznie jako choroba psychiczna, ma nawet swoj numer w WHO i jest w grupie zaburzeń psychicznych, ktorych sie nie leczy. Zakochanie- to jest przyczyna dlaczego autorka związała sie z malolatem, chciala miec z nim dziecko itd. Czlowiek zakochany nie mysli a swoje błędy widzi dopiero po czasie i wtedy mozna wyciągać wnioski.
Przypomniało mi się jak Benjamin Franklin podsumował pewne swoje doświadczenie, pisząc, że "wygodną jest rzeczą być stworzeniem rozumnym, skoro pozwala to wynaleźć lub odkryć rację dla wszystkiego, cokolwiek się chce zrobić" ![]()
Tak się składa, że i mnie się zdarzyło PRAWDZIWIE zakochać. Niemal dosłownie unosiłam się nad ziemią, "zwariowałam", "straciłam głowę", "poszło mi czoło"
Dlatego z własnego doświadczenia wiem, jak zakochanie powoduje, że zaczyna się "pracować" jedynie ewolucyjnie starszymi częściami mózgu, związanymi z impulsami i atawistycznymi pragnieniami. Bo faktem też jest, że u osób zakochanych odnotowuje się mniejszą aktywność w korze przedczołowej, odpowiedzialnej za racjonalne myślenie, dlatego głupiejemy
Ale też nie tracimy zupełnie kontaktu z rzeczywistością. "Zdrowa emocjonalnie" osoba potrafi mimo wszystko odróżnić sytuację unoszenia się nad ziemią związaną z tym, że "wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał" a desperackimi próbami zatrzymania przy sobie osoby, która ma mnie w czterech literach, poniża mnie, a nawet stosuje wobec mnie przemoc psychiczną i fizyczną. Jak ktoś "myli" uskrzydlające zakochanie z patologicznymi zachowaniami i desperacko pragnie zatrzymać partnera, to nie nie wydaje mi się, źe do głosu doszły atawistyczne emocje i popędy, które naszym przodkom pozwoliły zostać naszymi przodkami
, ale jakieś nieświadome wcześniejsze traumy. Dlatego dobrze, że autorka trafiła pod opiekę psychologa.
EDIT: na początku XX wieku z podręczników medycznych wykreślono "chory z miłości", ale faktem jest, że stan zakochania porównywany jest z chorobą umysłową ![]()
lolek8080 napisał/a:Summerka zgadzam sie z tym co napisałaś w 100%. Bede jednak polemizował odnośnie racjonalnego rozumowania przy zakochaniu takim prawdziwym.
Jak wiadomo ludzie chodzy psychicznie nie potrafią racjonalnie myslec..., pewnie niewiele osób tutaj wie, że faza prawdziwego zakochania jest zdefiniowana medycznie jako choroba psychiczna, ma nawet swoj numer w WHO i jest w grupie zaburzeń psychicznych, ktorych sie nie leczy. Zakochanie- to jest przyczyna dlaczego autorka związała sie z malolatem, chciala miec z nim dziecko itd. Czlowiek zakochany nie mysli a swoje błędy widzi dopiero po czasie i wtedy mozna wyciągać wnioski.Przypomniało mi się jak Benjamin Franklin podsumował pewne swoje doświadczenie, pisząc, że "wygodną jest rzeczą być stworzeniem rozumnym, skoro pozwala to wynaleźć lub odkryć rację dla wszystkiego, cokolwiek się chce zrobić"
Tak się składa, że i mnie się zdarzyło PRAWDZIWIE zakochać. Niemal dosłownie unosiłam się nad ziemią, "zwariowałam", "straciłam głowę", "poszło mi czoło"
Dlatego z własnego doświadczenia wiem, jak zakochanie powoduje, że zaczyna się "pracować" jedynie ewolucyjnie starszymi częściami mózgu, związanymi z impulsami i atawistycznymi pragnieniami. Bo faktem też jest, że u osób zakochanych odnotowuje się mniejszą aktywność w korze przedczołowej, odpowiedzialnej za racjonalne myślenie, dlatego głupiejemy
Ale też nie tracimy zupełnie kontaktu z rzeczywistością. "Zdrowa emocjonalnie" osoba potrafi mimo wszystko odróżnić sytuację unoszenia się nad ziemią związaną z tym, że "wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał" a desperackimi próbami zatrzymania przy sobie osoby, która ma mnie w czterech literach, poniża mnie, a nawet stosuje wobec mnie przemoc psychiczną i fizyczną. Jak ktoś "myli" uskrzydlające zakochanie z patologicznymi zachowaniami i desperacko pragnie zatrzymać partnera, to nie nie wydaje mi się, źe do głosu doszły atawistyczne emocje i popędy, które naszym przodkom pozwoliły zostać naszymi przodkami
, ale jakieś nieświadome wcześniejsze traumy. Dlatego dobrze, że autorka trafiła pod opiekę psychologa.
EDIT: na początku XX wieku z podręczników medycznych wykreślono "chory z miłości", ale faktem jest, że stan zakochania porównywany jest z chorobą umysłową
Byłam chora umyslowo
na szczescie z tej choroby mozna wyjsc. Co robic zeby nie miec nawrotu?
Milosc to najprzyjemniejsza choroba ![]()
Jedynym lekarstwem na tą chorobę jest czas
Najgorsze jest jednak to, że nie ma gwarancji, że choroba nie wróci ![]()
79 2017-06-14 10:35:04 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-06-14 10:41:19)
summerka88 napisał/a:lolek8080 napisał/a:Summerka zgadzam sie z tym co napisałaś w 100%. Bede jednak polemizował odnośnie racjonalnego rozumowania przy zakochaniu takim prawdziwym.
Jak wiadomo ludzie chodzy psychicznie nie potrafią racjonalnie myslec..., pewnie niewiele osób tutaj wie, że faza prawdziwego zakochania jest zdefiniowana medycznie jako choroba psychiczna, ma nawet swoj numer w WHO i jest w grupie zaburzeń psychicznych, ktorych sie nie leczy. Zakochanie- to jest przyczyna dlaczego autorka związała sie z malolatem, chciala miec z nim dziecko itd. Czlowiek zakochany nie mysli a swoje błędy widzi dopiero po czasie i wtedy mozna wyciągać wnioski.Przypomniało mi się jak Benjamin Franklin podsumował pewne swoje doświadczenie, pisząc, że "wygodną jest rzeczą być stworzeniem rozumnym, skoro pozwala to wynaleźć lub odkryć rację dla wszystkiego, cokolwiek się chce zrobić"
Tak się składa, że i mnie się zdarzyło PRAWDZIWIE zakochać. Niemal dosłownie unosiłam się nad ziemią, "zwariowałam", "straciłam głowę", "poszło mi czoło"
Dlatego z własnego doświadczenia wiem, jak zakochanie powoduje, że zaczyna się "pracować" jedynie ewolucyjnie starszymi częściami mózgu, związanymi z impulsami i atawistycznymi pragnieniami. Bo faktem też jest, że u osób zakochanych odnotowuje się mniejszą aktywność w korze przedczołowej, odpowiedzialnej za racjonalne myślenie, dlatego głupiejemy
Ale też nie tracimy zupełnie kontaktu z rzeczywistością. "Zdrowa emocjonalnie" osoba potrafi mimo wszystko odróżnić sytuację unoszenia się nad ziemią związaną z tym, że "wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał" a desperackimi próbami zatrzymania przy sobie osoby, która ma mnie w czterech literach, poniża mnie, a nawet stosuje wobec mnie przemoc psychiczną i fizyczną. Jak ktoś "myli" uskrzydlające zakochanie z patologicznymi zachowaniami i desperacko pragnie zatrzymać partnera, to nie nie wydaje mi się, źe do głosu doszły atawistyczne emocje i popędy, które naszym przodkom pozwoliły zostać naszymi przodkami
, ale jakieś nieświadome wcześniejsze traumy. Dlatego dobrze, że autorka trafiła pod opiekę psychologa.
EDIT: na początku XX wieku z podręczników medycznych wykreślono "chory z miłości", ale faktem jest, że stan zakochania porównywany jest z chorobą umysłową
Byłam chora umyslowo
na szczescie z tej choroby mozna wyjsc. Co robic zeby nie miec nawrotu?
Milosc to najprzyjemniejsza choroba
To chyba jednak nie miłość, Elko. To ekscytacja, która jest ukierunkowana na siebie. Egoistyczna, bo nastawiona na realizację własnych potrzeb, rozładowanie swojego napięcia. Gdybyś go kochała, to piściłabyś go wolno, niech robi to, co go czyni szczęśliwym, zamiast łazić za nim po knajpach i tłumaczyć mu co powinno być dla niego najważniejsze oraz godząc się na przemoc psychiczną i fizyczną wobec siebie, aby go tylko przy sobie zatrzymać.
Wychodzę z założenia, że odpowiadam za swoje klęski. Napisałaś wcześniej, że masz świadomość swojego złego wyboru partnera. To zastanów się, dlaczego z miliadrdów facetów na świecie wybrałaś niedojrzałego małolata, który nie dorósł do roli partnera i ojca. Wykorzystaj swoją porażkę w wyborze partnera jako informację zwrotną. Z porażek wynosi się największą naukę.
Jedynym lekarstwem na tą chorobę jest czas
Najgorsze jest jednak to, że nie ma gwarancji, że choroba nie wróci
Czas sam w sobie niczego nie leczy, niczego nie uczy. Trzeba go jeszcze wypełnić czymś sensownym, to wtedy zyskujesz prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że choroba nie wróci
Nie do końca sie z godze z tym egoizmem. Jezeli kogoś kochamy to nie chcemy krzywdy drugiej osoby. Widzialam ze sie stacza. Jako partnerka uważałam to wrecz za swiety obowiazek mu pomoc.
Oczywiście nie mozna nikogo zatrzymać przy sobie na siłe.
Czlowiek zawsze mądry po szkodzie.
Nie do końca sie z godze z tym egoizmem. Jezeli kogoś kochamy to nie chcemy krzywdy drugiej osoby. Widzialam ze sie stacza. Jako partnerka uważałam to wrecz za swiety obowiazek mu pomoc.
Oczywiście nie mozna nikogo zatrzymać przy sobie na siłe.
Czlowiek zawsze mądry po szkodzie.
@Eiko!! Partnerka, żona nie jest nianią. To nie była Twoja rola, aby mówić mu co dobre a co złe. Twoim świętym obowiązkiem było dbać o waszą relację, być wobec niego szczera, uczciwa, wierna a nie bronić go przed rzekomą krzywdą, którą sam sobie zafundował. To była walka z wiatrakami. Pora zejść na ziemię.
Ciesz się, że poszedł w siną dal. To świetna okazja aby skupić się na sobie. Wiesz, że przeżyłam podobny związek, zaufaj mi, bo wiem co mówię. Od jakiegoś czasu wymieniamy się opisem emocji, jakie towarzyszą rozstaniu, naszymi rozważaniami. Znasz moją sytuację, ex też ma inną. Miałam okazję ich dzisiaj obserwować i poczułam ulgę. Niesamowite, bo wcześniej ten widok mocno mnie ranił. Zmieniłam się, widzę to wreszcie. Jestem zadowolona, że oni pasują do siebie, a jeszcze bardziej cieszy mnie to, że ja nie pasuje do niego. Jestem dumna z siebie, że nie spędzam z nim czasu, dziś wiem, że nie chciałam właśnie takich rozrywek. Czuję, jak wraca moja pewność siebie, mam satysfakcję z życia bez niego. Wyleczyłam się z chorej chęci zmiany drania w potulnego baranka. W żaden sposób nie jestem z nim związana, nie identyfikuje się z jego oceną mojej osoby. Mam to w tyłku, głęboko. Zniknęło poczucie niesprawiedliwości. Życie jest jednak sprawiedliwe, ułożyło się tak, że każde z nas otrzymało to na co zasługuje ![]()
Takiego sposobu myślenia życzę Tobie! A sądząc po tym co piszesz, to miesiąc/ dwa i sama do tego dojdziesz ![]()
82 2017-06-15 10:09:44 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-06-15 10:10:12)
Eiko napisał/a:Nie do końca sie z godze z tym egoizmem. Jezeli kogoś kochamy to nie chcemy krzywdy drugiej osoby. Widzialam ze sie stacza. Jako partnerka uważałam to wrecz za swiety obowiazek mu pomoc.
Oczywiście nie mozna nikogo zatrzymać przy sobie na siłe.
Czlowiek zawsze mądry po szkodzie.@Eiko!! Partnerka, żona nie jest nianią. To nie była Twoja rola, aby mówić mu co dobre a co złe. Twoim świętym obowiązkiem było dbać o waszą relację, być wobec niego szczera, uczciwa, wierna a nie bronić go przed rzekomą krzywdą, którą sam sobie zafundował. To była walka z wiatrakami. Pora zejść na ziemię.
Prawda.
Powtórzę, że nic się nie dzieje przypadkiem. To, że zafascynowałaś się dzieciakiem, to jedno. Sęk w tym, że podtrzymywałaś jego niedojrzałość swoimi matczynych zachowaniami, nie pozwalając mu dorosnąć.
Nie do końca sie z godze z tym egoizmem. Jezeli kogoś kochamy to nie chcemy krzywdy drugiej osoby. Widzialam ze sie stacza. Jako partnerka uważałam to wrecz za swiety obowiazek mu pomoc.
Oczywiście nie mozna nikogo zatrzymać przy sobie na siłe.
Czlowiek zawsze mądry po szkodzie.
Na tamten czas uważałaś, że tak należy robic i nie możesz mieć o to do siebie pretensji. Zupełnie normalne jest, że jak sie kogoś kocha to walczy się o związek i pomaga się partnerowi jak sie stacza. Gdybyś nie walczyła to teraz bys miała wyrzuty, że mogłaś zrobić wiecej.
Eiko napisał/a:Nie do końca sie z godze z tym egoizmem. Jezeli kogoś kochamy to nie chcemy krzywdy drugiej osoby. Widzialam ze sie stacza. Jako partnerka uważałam to wrecz za swiety obowiazek mu pomoc.
Oczywiście nie mozna nikogo zatrzymać przy sobie na siłe.
Czlowiek zawsze mądry po szkodzie.Na tamten czas uważałaś, że tak należy robic i nie możesz mieć o to do siebie pretensji. Zupełnie normalne jest, że jak sie kogoś kocha to walczy się o związek i pomaga się partnerowi jak sie stacza. Gdybyś nie walczyła to teraz bys miała wyrzuty, że mogłaś zrobić wiecej.
Z perspektywy czasu nie zaluje. Staralam sie na tyle ile moglam. Nie wyszlo, boli ale mysle ze bardziej by mnie bolalo gdybym nic nie zrobila.
Przynajmniej bede mogla corce powiedziec ze robilam wszystko co moglam zeby rodzice byli razem.