No i już po ;-) po prostu wsiadłem w auto, pojechałem i zadzwoniłem domofonem...do sąsiada ;-) pod pretekstem ulotek otworzyłem drzwi i wszedłem na piętro ;-) zostawiłem pudło i wyszedłem, poczułem się jak tajny agent, który właśnie nieźle namącił
a tak serio.. Poczułem ulgę, nie wiem z jakiego powodu, może takiego, że jej nie ujrzę przez długi, długi czas?
było sąsiadowi zostawić te klamoty. Jak sobie ktoś zabierze, to będziesz miał cyrk, którego chciałeś uniknąć.
No mniejsza - grunt, by zamknąć sprawę i do niej nie wracać.
Mieszka w tzw "starym społeczeństwie" gdzie po klatce nie latają małolaty, ale póki co nie ma żadnej informacji SMS więc może poczekam do piątku ![]()
Gorzej jak przyjdzie jutro, pojutrze po rzeczy, wtedy będzie zonk.
Napisałbym czy wzięła pudło, ale z drugiej strony pomyśli, że oddałem rzeczy i szukam kontaktu.
To może nie pytaj czy odebrała - napisz, że zostawiłeś. Będziesz spał spokojniej.
Czy będę spał spokojniej? Tak czy siak będę spał bo skoro ona nie szanowała ich (gdyby szanowała to by chciała je odzyskać jak najszybciej) to czemu ja mam się nimi przejmować?
Czy będę spał spokojniej? Tak czy siak będę spał bo skoro ona nie szanowała ich (gdyby szanowała to by chciała je odzyskać jak najszybciej) to czemu ja mam się nimi przejmować?
Dlatego:
Gorzej jak przyjdzie jutro, pojutrze po rzeczy, wtedy będzie zonk.
ale zrobisz jak uważasz.
Po prostu zatka mnie, ale czy od razu będę smutny? Zawsze mogła sama się po to pofatygować. Trudno, ja oddałem rzeczy, niech teraz ona się martwi.
Suma sumarum napisze,ale później.. Po prostu nie zapytam, tylko poinformuję chociaż znając ją to nie odpowie czy ma czy nie.
Brak odpowiedzi, też odpowiedź - znaczy, że je ma.
Napisała, że ma rzeczy, także wszystko ok ;-) sumienie czyste, rzeczy oddane.
Teraz czas na samego siebie, muszę znaleźć jakieś zajęcie aby jak najszybciej o tym człowieku zapomnieć, myślę, że to długoterminowy etap, ale poradzę sobie.
Na pewno muszę przetłumaczyć sobie,że pod żadnym pozorem nie pisać do niej, chociażby to był ostatni człowiek na ziemi. Na pewno pomoże mi w tym zmiana nr telefonu, będę miał pewność, że ona również o sobie nie przypomni. Czas nie uleczy ran,czas pokaże mi jak z nimi żyć ;-)
Trzeba myśleć pozytywnie.
Z czasem te rany się zabliźnią o ile nie będziesz w nich grzebał - powodzenia!
Witam,
Mam nadzieję, że jeszcze ktoś zagląda do mojego wątku. Minął prawie miesiąc od napisania ostatniego posta - wszystkie rzeczy zostały oddane, poblokowałem ją gdzie tylko się da (Facebook, telefon) no a jak się czuję?
Mam takie napady zmiennych humorów, przez jakiś czas jestem szczęśliwy by za chwilę przez moment o niej pomyśleć i dopada mnie taki delikatny dołek. Ciągnie mnie do towarzystwa, nie chodzi tu o kobiety, raczej chodzi o towarzystwo kumpli, wymyślam sobie jakieś prace domowe (idą święta a więc pretekst do dużych porządków jest ;-).
Przez ten miesiąc byłem na bodajże dwóch randkach - obie kobiety fajne, interesujące, ale mam wrażenie, że jeszcze za wcześnie na coś więcej, to nie tak,że żyję nadzieją na powrót ex bo to wykluczam zdecydowanie, ale boję się, że one zbyt mocno się zaangażują a ja nie będę potrafił. Czy to normalne?
W ostatnią sobotę dzwoniła do mnie...jej mama - byłem zaskoczony telefonem, pytała o co poszło bo ona jej powiedziała tylko "to nie Twoja sprawa", gdy jej mama zapytała czy to z dnia na dzień taką podjęła decyzję to odpowiedziała jej, że tak no i padło stwierdzenie, że tylko takich decyzji się nie podejmuje tak nagle bo można żałować no,ale do tematu.. Wypytała o moją wersję wydarzeń no i właściwie tyle.
Czy są jakieś sposoby aby nie myśleć już wcale o niej? Przydałoby się małe pranie mózgu ;-) po prostu niekiedy doskwierają mi te myśli. Jakie mam odczucia odnośnie ex? Na początku była wściekłość i chęć zemsty, ale teraz? Chyba przestaje co kolwiek odczuwać do niej, powolutku staje się osobą obcą.
Jeszcze czeka nas nieuniknione spotkanie na ślubie wspólnych znajomych, myślę, że pójdę tam sam i będę trzymał się kumpli a czy ona z kimś przyjdzie? Jakoś o tym nie myślałem.
Wygląda na to, ze na nowy związek nie jesteś jeszcze gotowy, nie przerobiłeś wszystkich emocji związanych z rozstaniem - opadły emocje, wróciły wspomnienia.
A z tym weselem...hm..jeśli pójdziesz sam i ona będzie na nim sama, to różnie może się skończyć.
W okresie kiedy przechodzi złość na byłego partnera popełniamy najwięcej głupot - tutaj dodatkowo alkohol może zwiększyć to ryzyko.
Jeśli chodzi o wesele to myślę, że jestem na tyle rozsądnym facetem by wiedzieć, że alkohol + obecność ex nie równa się nic dobrego, ale nie mogę pozwolić by komuś zepsuć ten piękny dzień.
Czy jest możliwe by po 7 latach za jakiś czas przechodząc obok siebie traktować się jak obcy ludzie? Myślę,że to byłoby najlepsze,dlaczego? Nie chcę wspomnień, również bym chciał by nikt nie kojarzył mnie z nią, ale o to ciężko i przekonałem się dobitnie o tym w ostatni piątek - na piwku spotkałem starego kumpla,który podpytywał co u nas i stwierdził, że ostatnie jego skojarzenia to właśnie ja z nią..
Dodam jeszcze od siebie, że doskonale rozumiem iż moja sytuacja nie jest beznadziejna - z tego nieudanego związku nie ma dzieci, nie było ślubu i nie mieszkaliśmy ze sobą na stałe, ale trochę obawy mam czy będę potrafił komuś jeszcze zaufać, nie ma co się oszukiwać - ona tyle wie o mnie, że mogłaby wydać książkę w kilku tomach.
Chyba racja, że jest za wcześnie na nową relację (nie mówiąc o związku) bo w tym momencie nie mam ochoty poznawać nikogo. Trochę jeszcze odpocznę, ale trochę mi brakuje takiej osoby, która mnie zna od podszewki i zna każde moje spojrzenie, ale.........
No właśnie, ale.. Coraz częściej zastanawiam się czy nasz związek przez ostatni okres nie był przyzwyczajeniem? Może byliśmy tylko z lojalności i tego co powiedzą znajomi / rodzina? Teraz mam rozterkę czy nie brakuje mi jej tylko ze względu na towarzystwo??
Na ten moment najgorszy jest powrót do domu po pracy, nie za bardzo chcę tu wracać bo właściwie po co? A tak, już wiem, bo mojemu psiakowi trzeba dać jeść i wypuścić na dwór ;-)
Te myśli miną z czasem. Po pewnym okresie nawet nie będziesz w stanie przypomnieć sobie jej twarzy.
Najlepiej byłoby, gdybyś z tego ślubu się wymiksował - możesz się zdziwić, jak bardzo zaboli Cię obserwowanie Twojej eks z nowym kochasiem.
To akurat jest ślub człowieka, którego znam od piaskownicy więc nie mogę nie być. Poza tym to mogłby wyglądać tak,że przestraszyłem się widoku jej a tak nie jest. Nie chcę nikogo zabierać na pokaz ze sobą na tą uroczystość bo uważam, że to bez sensu. Poza tym będą kumple to w razie czego obrońcą mnie ![]()
Czy jest możliwe by po 7 latach za jakiś czas przechodząc obok siebie traktować się jak obcy ludzie? Myślę,że to byłoby najlepsze,dlaczego? Nie chcę wspomnień, również bym chciał by nikt nie kojarzył mnie z nią, ale o to ciężko...
Trudno jest wymazać z pamięci 7 lat życia, ale na swoją przeszłość możesz patrzeć z różnych perspektyw.
Możesz określić ją jako ciężkie brzemię i nosić w sobie żal przez długi czas lub jako przydatny bagaż doświadczeń, z którego będziesz czerpać w przyszłości mądrość.
Uwalnianie się od nieprzyjemnych wspomnień wcale nie musi oznaczać wymazywania ich ze swojego życia.
Powinieneś jedynie nabrać dystansu do tego co się stało – tak aby uwolnić się od negatywnego wpływu tych wspomnień.
Gdy już pozbędziesz się tego nieprzyjemnego wpływu znacznie łatwiej będzie Ci czerpać w przyszłości naukę z tych doświadczeń, które nazbierałeś przez te lata spędzone razem.
I ja również bym radził odpuścić sobie to wesele. Po pierwsze nic dobrego nie może z tego dla ciebie wyniknąć,
po drugie nikt nawet nie zauważy że ciebie tam nie ma, a po trzecie tobie też się nic nie stanie jak nie pójdziesz.
Co do nawiązywania nowych relacji tuż po rozstaniu, to zdania są na tym forum podzielone, ale ja uważam,
że nic tak szybko nie leczy z eks jak randkowanie. Nie mówię od razu o wiązaniu się nie siłę z pierwszą lepszą,
tylko o tym, żeby poznawać, wychodzić, spotykać się, rozmawiać, nie żyć tylko wspomnieniami o byłej czy tam byłym.
Było minęło i żyje się dalej. Nie ma co się rozczulać i użalać, bo cały wszechświat ma to w dupie i tylko życie ucieka.
Niestety, ale nawet jeśli dobrze radzicie z odpuszczeniem wesela to nie mogę tak postąpić bo jest to człowiek z którym piję co tydzień lub dwa i tak jak wspomniałem wcześniej - znamy się od piaskownicy.
Wiem,że nie będę tym na którego wszyscy będą patrzeć, ale poprzez swoją obecność okaże im szacunek tym bardziej iż uważam właśnie nie pójście to będzie oznaka chowania głowy w piasek, mam swój honor i męska dumę a więc po alkoholu nie będę płakał i prosił jej o nic, uważam, że nawet nie przywitam się z nią.
Co do randkowania - piszę z kobietami, dwa razy byłem na typowej randce, ale jakoś tak nie mam potrzeby poznawania żadnej, zwykła rozmowa na temat zupełnie nie istotny mi wystarcza ;-)