Może sobie załóżcie Klub Naiwniaków wierzących że laska po latach spokoju nagle bez powodu odchodzi w pustkę.
Poczytajcie trochę forum, to naprawdę pouczająca lektura, a takie przypadki, że nikt nowy nie pojawił się na horyzoncie,
można tu na palcach ręki stolarza policzyć. Od pół roku tutaj siedzę i widziałem może jeden taki wątek,
gdzie autor nie złapał i ostatecznie dał sobie wmówić, że nic nie było i "to nie jest tak jak myślisz" (ta, akurat)
więc generalnie można przyjąć, że jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o to samo.
Tylko niektóre, czy to dbając o swój wizerunek, czy to z jakichś innych powodów, grają do samego końca
czyli najczęściej do zakończenia etapu testowania nowego kandydata z wynikiem pozytywnym.
Po to są właśnie przerwy i po to samo są prośby o czas do namysłu czy inne jakieś bzdury, które proponują
tylko i wyłącznie dlatego, żeby mieć spokój i wolną rękę, jak nie w sprawdzaniu, to w szukaniu kogoś nowego.
66 2017-03-19 11:55:48 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-03-19 12:24:14)
Ale chwila, chwila.. Dlaczego uważasz, że powinniśmy zakładać jakiś klub? Przecież ewidentnie napisałem, że ja nie zgodziłem się na żadną przerwę i nie wierzyłem w nic.
Ja nie chcę autora przekonywać do czegoś, może faktycznie jego ex poznała kogoś? A może nie..
Ale chwila, chwila.. Dlaczego uważasz, że powinniśmy zakładać jakiś klub? Przecież ewidentnie napisałem, że ja nie zgodziłem się na żadną przerwę i nie wierzyłem w nic.
Ja nie chcę autora przekonywać do czegoś, może faktycznie jego ex poznała kogoś? A może nie..
69 2017-03-19 12:28:46 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-03-19 12:45:01)
Ale chwila, chwila.. Dlaczego uważasz, że powinniśmy zakładać jakiś klub?
Nie wiem... Może dlatego, że jestem już starym prykiem, który nie raz i nie dwa osobiście przerabiał identyczny scenariusz
i nóż w kieszeni mi się otwiera, kiedy widzę kolejnych przerabianych na frajerów przez znudzone życiem królewny.
P.S.
Wbrew powszechnie panującej na tym forum opinii, ja akurat uważam, że czas poświęcony na analizowanie
czy tak zwane "przerabianie" i inne jakieś nowomodne zwyczaje, to jest czas bezproduktywnie i bezpowrotnie stracony.
Znacznie lepiej i efektywniej będzie go przeznaczyć nawet na randki z których nic nie wyjdzie, niż na rozmyślania o tym
co zrobiłem nie tak... co mogłem zrobić inaczej... czego jej brakowało... co musiałbym zmienić... o boże o boże jak mi smutno jak mi źle...
Walić to. Nie chce to nie. Niech sobie idzie szukać lepszego życia. Wy też idźcie w swoją stronę poszukać swojego.
Każdy koniec, to początek czegoś nowego i nikt nie wie co go jeszcze w życiu czeka. Szkoda czasu na rozmyślania o byłych.
Dziwnie się czuję. Tyle lat byłem w związku a teraz spadłem nagle jak Jaś Fasola na glebę i wypadałoby wstać, iść do ludzi i kiedyś poznać kobietę... Tylko jak się to ku*** robiło? Bo już zapomniałem :-)
spoko, poradzisz
Zarówno kobiety jak i mężczyźni popełniają błędy i nie ma sensu sprzeczać się kto częściej, kto bardziej rani itd.
Najważniejsze to wyleczyć się i iść do przodu. Powiem tak, mi wyjątkowo szybko przeszło nawet do tego stopnia, że otrzymałem od swojej ex życzenia urodzinowe, co prawda poprzez SMS, ale sprawdziłem i rejestrze zablokowanych połączeń no i próbowała się dodzwonić. Co prawda miałem olać i nie odpowiadać jej, ale postanowiłem podziękować i pozdrowić ją, dlaczego tak zrobiłem? Nie, nie liczę na pociągnięcie tematu i sam bym tego nie chciał, ale chciałem jej pokazać, że potrafię miło i kulturalnie z nią rozmawiać.
Może sobie załóżcie Klub Naiwniaków wierzących że laska po latach spokoju nagle bez powodu odchodzi w pustkę.
Poczytajcie trochę forum, to naprawdę pouczająca lektura, a takie przypadki, że nikt nowy nie pojawił się na horyzoncie,
można tu na palcach ręki stolarza policzyć. Od pół roku tutaj siedzę i widziałem może jeden taki wątek,
gdzie autor nie złapał i ostatecznie dał sobie wmówić, że nic nie było i "to nie jest tak jak myślisz" (ta, akurat)
więc generalnie można przyjąć, że jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o to samo.
Tylko niektóre, czy to dbając o swój wizerunek, czy to z jakichś innych powodów, grają do samego końca
czyli najczęściej do zakończenia etapu testowania nowego kandydata z wynikiem pozytywnym.
Po to są właśnie przerwy i po to samo są prośby o czas do namysłu czy inne jakieś bzdury, które proponują
tylko i wyłącznie dlatego, żeby mieć spokój i wolną rękę, jak nie w sprawdzaniu, to w szukaniu kogoś nowego.
I trzeba nauczyć się z tym sobie radzić...
Anderstud - no właśnie ja to samo napisałem autorowi, podałem przykład na sobie gdzie po rozstaniu nie na siłę poznałem dwie kobiety i póki co są to relacje...początkowe (od czasu do czasu SMS) i na razie tyle mi wystarczy, pewnie z biegiem czasu będzie coraz częstsze spotkanie się, randki itd. Czy coś będzie z tej relacji? Nie wiem, nie myślę tylko podchodzę na luźno do tego.
To też nie jest tak,że próbuję wypełnić pustkę, obie są interesujące i pociąga mnie tzw "świeżość", całkiem inne spojrzenie na świat, inne zachowania czy ubiór i to mi się podoba.
Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, trzeba iść dalej przed siebie i nie patrzeć w tył, nie rozmyślać bo to i tak nie da nic.
Cześć,
Nie wiem czy autor jeszcze śledzi swój temat,
Cześć, jasne że śledzę. Czytam Wasze historie i wyciągam wnioski :-). Na razie prochu nie wymyśliłem, ciągle jestem świeżakiem w kwestii radzenia sobie po porzuceniu. Wczoraj zrobiłem z kumplami rajd po okolicznych knajpach i przynajmniej zabiłem myśli czymś innym. Zauważyłem że już mi tak mocno to nie siedzi w głowie, ale to dobrze.
Mam czasami bezsensowne chwile zwątpienia w stylu:
- tyle lat na karku i zostałem nagle w dupie,
- gdzie ja teraz kobietę znajdę?
- po co się starać skoro nawet po tylu latach wszystko potrafi się posypać?
Musze się wziąć w garść jak najszybciej bo wstyd tak się nad sobą użalać i szukać w sobie winy, podczas gdy ja nikomu nie zrobiłem krzywdy.
Czas chyba przestać zastanawiać się nad powodem bo i tak zdaje się go nigdy nie poznam. Jeśli ktoś przestaje kogoś kochać i do czasu "kopa w dupę" udaje że jest wszystko OK, to może faktycznie nie jest wart takiego poświęcenia z naszej strony?
Nie obawiaj się, ja również miałem podobne pytania, szczególnie to gdzie ja teraz zapoznam kogoś i wiesz co Ci powiem?
Nie ważne gdzie (portale randkowe, Facebook czy może dział mięsny w jakimś hipermarkecie), zapoznasz w odpowiednim momencie gdzie nawet nie będziesz o tym myślał. Ważne jest też by w nowych kontaktach nie zamykać się i oby rozmowa z jakąś nową koleżanką nie spowodowała, że będziesz się żalił itd. Bądź wesoły, delikatnie otwarty i pozwól by była zainteresowana Tobą.
Nie wiem czy będzie tak w Twoim wypadku, ale być może jak już wyleczysz się i kogoś poznasz to może wtedy dostaniesz wiadomość np SMS od ex? :-) zazwyczaj one mącą na nowo jak już facet wyjdzie z dołka, mam nadzieję, że gdyby tak było to nie złapał byś haczyka? :-)
Na pewno nie będę teraz szukał kogoś na siłę. Pomijam tymczasowy syndrom "czuję się jakbym zdradzał byłą" z którym to zetknąłem się tutaj na forum w innym temacie i potwierdzam, faktycznie istnieje coś takiego ;-).
Życie mnie nauczyło, że nie warto robić żadnych dzikich ruchów w chwilach słabości bo efekty są potem odwrotne do tych spodziewanych przez nas.
Z tych 3 możliwości które podałeś na razie chyba tylko hipermarket wchodzi w grę ;-). Co do haczyka to nie odpowiem Ci bo nie wiem. Logika podpowiada żeby się odciąć żeby się znowu nie naciąć.
Nie chodziło mi by na siłę szukać kogoś, to jest najgorsze co można zrobić tej drugiej osobie. Podam Ci przykład kolegi, który również mieszkał z narzeczoną i popsuło się wszystko (wzajemne pretensje o to i o tamto..), ona odeszła od niego a on załamał się.
Zaczął spotykać się z inną dziewczyną, ale dla niego było za wcześnie bo wiele razy byłem świadkiem gdy on do niej zwracał się po imieniu....swojej ex...
Jak możesz się domyślić, relacja nie przetrwała bo ona czuła,że jest zapchajdziurą.
Musisz być pewien tego, że tego haczyka nie zlapiesz, bo gdybyś teraz wrócił do niej to po miesiącu lub roku byłaby powtórka z rozgrywki.
Pozwolę jeszcze dodać coś od siebie. Ja pracuję prawie codziennie od poniedziałku do piątku od 9-22 z 2-3 godzinną przerwą, którą i tak spędzam w miejscu pracy bo za daleko do mieszkania . Czasu dla siebie mam tyle co kot napłakał a mimo to udało się 2 razy wyjść z koleżankami do kina ,jedna dziewczyna - sąsiadka sama niedawno zagadała, z jedną poznaną przez Internet gdzieś na początku stycznia mogę się umówić na spacer bez problemu i myślę bez problemu pociągnąć temat dalej. Ale jestem na etapie, że dobrze jest mi samemu
Wyżej wspomniana sąsiadka została szybko spławiona, koleżanka od spaceru narazie zostaje koleżanką bez spaceru, a te dwie dziewczyny od kina-pociągnąłem temat tak, by wpaść w friend zone. Nie dlatego, że te dziewczyny mi sie nie podobają z wyglądu czy charakteru - wręcz przeciwnie. Ale na razie korzystam z wolności jaką daje mi wolność
Wcześniej tego nie rozumiałem jak można być szczęśliwym będąc samemu, ale po 3 miesiącach od rozstania rozumiem, że właśnie dopóki nie będziesz szcżęśliwy samemu to nie będziesz szczęśliwy w związku. Właśnie dlatego, że nie wyobrazalem sobie zycia bez mojej ex, doszlo do zerwania. Ale nie będę rozwijał tematu, bo każdy z nas to zna. Potwierdzeniem tego niech będzie fakt, że jak chodzę szczęśliwy i emanuję wewnetrzna radoscia to i jak widać okazje się pojawiają. Ja jednak świadomie nie chcę ich na razie wykorzystywać.
Jesli juz jednak chcesz kogoś poznać, albo będziesz chciał i nadejdą myśli, takie jak opisałeś ( jak mam kogoś poznać, gdzie itd ) pamiętaj - > Okazje się pojawią, możesz pomóc w ich stwarzaniu i je stwarzaj, ale nie desperacko jak tu niektórzy na forum radzą. Dla mnie takie chodzenie na speed datingi, po muzeach, teatrach jak moi znajomi udający ze ich to interesuje, żeby "mieć dziewczynę" to tylko desperacja i uzależnianie szczęscia od drugiej osoby . Nie twierdzę, że samo się pojawi, bo wiadomo, że siedząc w mieszkaniu czy tylko pracując będzie ciężko kogoś poznać. Ale czasami można kogoś poznać na ulicy, idąc na siłownię, w autobusie, w urzędzie, nawet na internecie czy w pracy. Najwazniejsze to nie bac sie zagadac jak juz intuicja podpowiada, ze moze warto sprobowac. I cieszyc sie i nie zalamywac jak nie wyjdzie bo i tak wszystko siedzi w Twojej glowie. Traktować to na luzie, a w końcu ktoś się pojawi. Obecnie uważam , że pod kątem rozwoju osobistego rozstanie było najlepszym co mi się mogło przytrafić , a gdybym spotkał swoją ex na swojej drodze to bym dal jej kwiatka w ramach podziękowania. Albo kwiatkiem
A nawet jak się nie pojawi przez rok, dwa, trzy to się nie przejmuj. Głowa do góry. Mam znajomych, którzy dopiero po 40stce poznali kogoś i ożenili się.
Podsumowując swój wywód, nie ukrywam, że łatwo mi mówić, bo jestem bogatszy o doświadczenie powrotu do byłej. Miało to miejsce mniej więcej 1,5 miesiąca temu i trwało ok. 10 dni. Gdy nachodzą mnie głupie myśli, przypominam sobie jeden wieczór kiedy w okresie tych 10 dni będąc pewnym, że wszystko ułoży się jak dawniej i dostałem propozycję wspólnego wyjścia i spędzenia czasu z moją byłą - mi się po prostu nie chciało z nią przebywać w danym momencie i zadałem sobie pytanie : czy naprawdę ta samotność jest taka zła, czy naprawdę trzeba być z kobietą, żeby być szczęśliwym? Koniec końców są momenty kiedy doceniasz bycie samemu, a i są momenty kiedy fajnie by było mieć tę osobę obok
Ale to drugie można łatwo zaspokoić robiąc to co się kocha, albo przebywając z innymi ludźmi.
Powodzenia
Na pewno nie będę teraz szukał kogoś na siłę. Pomijam tymczasowy syndrom "czuję się jakbym zdradzał byłą" z którym to zetknąłem się tutaj na forum w innym temacie i potwierdzam, faktycznie istnieje coś takiego ;-).
Życie mnie nauczyło, że nie warto robić żadnych dzikich ruchów w chwilach słabości bo efekty są potem odwrotne do tych spodziewanych przez nas.
Z tych 3 możliwości które podałeś na razie chyba tylko hipermarket wchodzi w grę ;-). Co do haczyka to nie odpowiem Ci bo nie wiem. Logika podpowiada żeby się odciąć żeby się znowu nie naciąć.
nie licz na powroty.
ja dałem się na to namówić i jestem po rozwodzie co już mi grono ewentualnych kandydatek na partnerkę zawęża.
JA nie zablokowałem za pierwszym razem i wpadłem bo sądziłem że to właśnie ta kobieta.
Teraz kiedy po rozwodzie żona chciała wrócić bo jej z innym nie wyszło ma założoną sprawę o stalking na policji. Za dużo już tego. Wolę być sam niż się męczyć chociaż ją kochałem i nie wiem czy dalej nie kocham.
I masz racje nic na siłę. Miłość jest jak sraczka: przychodzi w najmniej spodziewanym miejscu i z "nienacka" ![]()
Miłość jest jak sraczka: przychodzi w najmniej spodziewanym miejscu i z "nienacka"
No niech mnie...
![]()
planet1988 napisał/a:Miłość jest jak sraczka: przychodzi w najmniej spodziewanym miejscu i z "nienacka"
No niech mnie...
![]()
![]()
Coś nie tak? ![]()
82 2017-03-19 18:35:03 Ostatnio edytowany przez random.further (2017-03-19 18:35:31)
random.further napisał/a:planet1988 napisał/a:Miłość jest jak sraczka: przychodzi w najmniej spodziewanym miejscu i z "nienacka"
No niech mnie...
![]()
![]()
Coś nie tak?
Hm, jakby rzec...
Nie sposób sie nie zgodzić, tyle, że ja wolę mniej, hm, dosadnie... ![]()
W stylu :
Miłość wybiera sobie małe miejsce, które rozjaśnia; wszystko pozostałe jest w jej cieniu.. - a nie w cieniu wychodka
![]()
83 2017-03-19 18:39:42 Ostatnio edytowany przez planet1988 (2017-03-19 18:40:07)
planet1988 napisał/a:random.further napisał/a:No niech mnie...
![]()
![]()
Coś nie tak?
Hm, jakby rzec...
Nie sposób sie nie zgodzić, tyle, że ja wolę mniej, hm, dosadnie...
W stylu :
Miłość wybiera sobie małe miejsce, które rozjaśnia; wszystko pozostałe jest w jej cieniu.. - a nie w cieniu wychodka![]()
![]()
Myślę że mój sposób przedstawiania zagadnienia szybciej dotrze do mężczyzny niż Twój ![]()
random.further napisał/a:planet1988 napisał/a:Coś nie tak?
Hm, jakby rzec...
Nie sposób sie nie zgodzić, tyle, że ja wolę mniej, hm, dosadnie...
W stylu :
Miłość wybiera sobie małe miejsce, które rozjaśnia; wszystko pozostałe jest w jej cieniu.. - a nie w cieniu wychodka![]()
![]()
Myślę że mój sposób przedstawiania zagadnienia szybciej dotrze do mężczyzny niż Twój
A to możliwe bardzo
, niestety...
![]()
Potwierdzam, stwierdzenie kolegi jest o wiele bardziej przejrzyste i szybciej trafia do wyobraźni mężczyzn ;-) ;-) ;-)
Potwierdzam, stwierdzenie kolegi jest o wiele bardziej przejrzyste i szybciej trafia do wyobraźni mężczyzn ;-) ;-) ;-)
no dobrze - ja się nie upieram przecież...
Jak zwał, tak zwał ![]()
po rozwodzie żona chciała wrócić bo jej z innym nie wyszło
Ale że jak... po rozwodzie chciała wrócić... wszystko sobie przemyślała znaczy i zrozumiała że to był błąd?
Że tylko ciebie tak naprawdę kocha i nie chce nikogo innego tylko ciebie na zawsze forewer?
Jak rozumiem te przemyślenia ją naszły dopiero w locie jak jej nowy fagas zapalił kopa w dupę że aż pofrunęła?
Ojej, biedactwo... no i co, nie dałeś się przekonać? Podły ty i nieczuły... jak mogłeś... wzgardzić miłością szczerą...
planet1988 napisał/a:po rozwodzie żona chciała wrócić bo jej z innym nie wyszło
Ale że jak... po rozwodzie chciała wrócić... wszystko sobie przemyślała znaczy i zrozumiała że to był błąd?
Że tylko ciebie tak naprawdę kocha i nie chce nikogo innego tylko ciebie na zawsze forewer?
Jak rozumiem te przemyślenia ją naszły dopiero w locie jak jej nowy fagas zapalił kopa w dupę że aż pofrunęła?
Ojej, biedactwo... no i co, nie dałeś się przekonać? Podły ty i nieczuły... jak mogłeś... wzgardzić miłością szczerą...
To nie temat o mnie ale odpowiem:
Tak 4 miesiące po rozwodzie się kapnęła że jednak znowu ze mną chce próbować. I to ja przecież znowu ten zły bo odtrącam wielką miłość.
A nasze małżeństwo też długo nie trwało(kilka miesięcy po 9 latach związku). Złapałem ja na kłamstwie kilkakrotnie czego oczywiście się wyparła i skończyło się awanturą(nie powiniennem do niej dopuścić) i uznała że chce rozwodu. Ja się zgodziłem bo co będę trzymał kobietę na siłę jak ani terapii nie chciała ani rozmowy nic. Mówienie do ściany było;) Na szczęście nie mieliśmy dzieci.
I jak zawsze to ja wyszedłem na tego najgorszego bo przecież ona przez 10 lat nic złego w tym związku nie zrobiła;)) ehhhh jak sobie przypominam jej słowa to mi się ciśnienie podnosi;))
nie licz na powroty.
ja dałem się na to namówić i jestem po rozwodzie co już mi grono ewentualnych kandydatek na partnerkę zawęża.
JA nie zablokowałem za pierwszym razem i wpadłem bo sądziłem że to właśnie ta kobieta.
Powrotu już nie biorę w ogóle pod uwagę. Wkroczyłem na następny poziom egzystencji po porzuceniu. Totalna "czystka" w telefonie, komputerze żebym przypadkiem nie wpadał na bodźce do wspomnień...no może nie całkiem, bo zdjęć jeszcze nie powywalałem ale nie wiem czy to będę robił. Po prostu nie będę zaglądał do tego pudełka z wypalonymi płytkami.
Jakoś żyję, najgorsze minęło, już nie czuję tego pieprzonego bezsensu mojego życia. Wracam powoli do żywych, uczucie jakby minął mi mega kac i ciesze się nawet z fajnej pogody i tego że weekend nadchodzi. Odpocznę, zajmę się czymś, byle już nie myśleć o wiadomej sprawie.
Jak sobie przypomnę w jakim stanie byłem zaczynając ten wątek to faktycznie ciężko było. Śpię coraz lepiej, wracają stare dobre czasy w których ledwo co zasnąłem a już dzwonił budzik rano. Nie wierzyłem że dojdę do siebie ale mieliście rację. Czas - to chyba mój sprzymierzeniec, przyzwyczaiłem się do sytuacji bo nie było innej możliwości. Tęsknię coraz mniej, mój umysł chyba w reakcji obronnej zaczął analizować to co mi zrobiła i na dzień dzisiejszy stwierdzam że nie chcę mieć nic wspólnego z takim człowiekiem. Szkoda nerwów i zdrowia, ja się będę zamęczał a ona zapewne ma to gdzieś, ja nie spałem a ona się gdzieś z kimś może bawiła i nawet przez chwilę o mnie nie pomyślała. Koniec!
Pozdrawiam!
lepiej już, lepiej jeszcze będzie ![]()
Distress jestem pod wrażeniem jak szybko potrafisz się ogarnąć. U mnie już minęło 5 miesięcy a nadal nie potrafię cieszyć się życiem. Chyba faktycznie clue to calkowicie się odciąć i nie wspominać. Ja niestety wiele razy popełniłam błąd spotykania się z moim ex i robienia sobie nadziei na to, że może zmieni zdanie. Mimo, że poblokowałam go na wszystkich portalach społecznościowych to nie mogę się powstrzymać np. przed wchodzeniem na profil jego nowej (chyba) dziewczyny.
Chyba jestem przypadkiem beznadziejnym ![]()
Teraz już będzie tylko lepiej ![]()
Distress jestem pod wrażeniem jak szybko potrafisz się ogarnąć. U mnie już minęło 5 miesięcy a nadal nie potrafię cieszyć się życiem. Chyba faktycznie clue to calkowicie się odciąć i nie wspominać. Ja niestety wiele razy popełniłam błąd spotykania się z moim ex i robienia sobie nadziei na to, że może zmieni zdanie. Mimo, że poblokowałam go na wszystkich portalach społecznościowych to nie mogę się powstrzymać np. przed wchodzeniem na profil jego nowej (chyba) dziewczyny.
Chyba jestem przypadkiem beznadziejnym
Aniu, nie myśl sobie czasem że się ogarnąłem. To że tak robię, myślę i staram się, nie znaczy że wszystko nagle minęło jak ręką odjął. Nie jesteś sama jeśli w jakikolwiek sposób Cię to pociesza ;-).
Mówisz że spotkałaś się z ex, a jeśli mogę wiedzieć to kto zaproponował spotkanie? Jeśli Ty, to zrozumiałe. Ale jeśli on to trochę nie rozumiem takiego postępowania. Po co rozdrapywać komuś ranę skoro i tak z tego nic nie wychodzi? To takie kopanie leżącego. Jeśli zostawił to niech dotrzyma postanowienia a nie uskutecznia jakieś spotkania a Ty tylko cierpisz przez to.
Nie wiadomo co komu siedzi w głowie. Według mnie jeśli ex proponuje spotkanie z którego nic nie wynika to jest niepoważnym człowiekiem. Z drugiej strony nie pojmuję tego, że ktoś kogoś zostawia a potem nagle tęskni. Albo się kogoś kocha albo nie. Chyba że się kogoś odstawia na bocznicę i próbuje z innym i jak nie wyjdzie to jest furtka awaryjna - schemat dość powszechny jak się przekonałem na tym forum. Pozdrawiam.
94 2017-03-28 14:51:01 Ostatnio edytowany przez Pirx (2017-03-28 14:54:23)
Ależ Aniu, własnie te spotkania i kontakt powodują że nie możesz się 'ogarnąć'.
Minął tydzień od kiedy dostałem wiadomość że nie możemy się spotykać(Dwa tygodnie wczesniej ajlawju i planowane wakacje)
Następnego dnia wieczorem (po zerwaniu/zawieszeniu) zaprosiła mnie na piwo z okazji moich urodzin.
W pierwszym odruchu chciałem,w drugim zrozumiałem że to jakieś nieporozumienie.
Krótko potem nacisnąłem, i zażadałem deklaracji : w lewo lub w prawo. Bo 3 dni męczarni. Padło : przyjmij że to rozstanie jeśli Ci z tym lepiej.Tak przyjąłem i dziś...mam bardzo dobry nastrój.
Przez ten tydzień najcięższe dni to były te niepewności, utzymywania kontaktu.Po definitywnym koncu pojedyncze napady złego nastroju.Każdy krótszy od poprzedniego.
Teraz jest naprawdę ok.Zmienilem numer, nawet nie mam odruchu napisania do niej.Uśmiecham się.Żartuję :-)
I ŚPIĘ w końcu :-)
Trucizna wypluta :-)
Nie godź się na spotkania.Niezależnie od intencji i zaproszenia. :-) Jedni chcą nadal towarzystwa i czuć się dobrze "bez zobowiązań" drudzy trzymają na 'smyczy', aż będzie wiadomo co z innym,bo im szkoda tracić dobry materiał... ;-)
Distress,szybko stajesz na nogi i staniesz :-)
ania.p.26 napisał/a:Distress jestem pod wrażeniem jak szybko potrafisz się ogarnąć. U mnie już minęło 5 miesięcy a nadal nie potrafię cieszyć się życiem. Chyba faktycznie clue to calkowicie się odciąć i nie wspominać. Ja niestety wiele razy popełniłam błąd spotykania się z moim ex i robienia sobie nadziei na to, że może zmieni zdanie. Mimo, że poblokowałam go na wszystkich portalach społecznościowych to nie mogę się powstrzymać np. przed wchodzeniem na profil jego nowej (chyba) dziewczyny.
Chyba jestem przypadkiem beznadziejnym
Aniu, nie myśl sobie czasem że się ogarnąłem. To że tak robię, myślę i staram się, nie znaczy że wszystko nagle minęło jak ręką odjął. Nie jesteś sama jeśli w jakikolwiek sposób Cię to pociesza ;-).
Mówisz że spotkałaś się z ex, a jeśli mogę wiedzieć to kto zaproponował spotkanie? Jeśli Ty, to zrozumiałe. Ale jeśli on to trochę nie rozumiem takiego postępowania. Po co rozdrapywać komuś ranę skoro i tak z tego nic nie wychodzi? To takie kopanie leżącego. Jeśli zostawił to niech dotrzyma postanowienia a nie uskutecznia jakieś spotkania a Ty tylko cierpisz przez to.
Nie wiadomo co komu siedzi w głowie. Według mnie jeśli ex proponuje spotkanie z którego nic nie wynika to jest niepoważnym człowiekiem. Z drugiej strony nie pojmuję tego, że ktoś kogoś zostawia a potem nagle tęskni. Albo się kogoś kocha albo nie. Chyba że się kogoś odstawia na bocznicę i próbuje z innym i jak nie wyjdzie to jest furtka awaryjna - schemat dość powszechny jak się przekonałem na tym forum. Pozdrawiam.
W zasadzie wszystkie spotkania proponował mój były. W tym samym czasie pisał, że za mną teskni, że jest mu źle, a z drugiej strony jak już się z nim spotykałam to potrafił w kółko powtarzać, że mnie nie kocha. Z perspektywy czasu bardzo żałuję, że dałam się w to wciągnąć i wiem, że zerwanie kontaktu jest jedynym wyjściem w sytuacji, gdy ktoś z Tobą zrywa. Nie wolno dać psuć sobie w głowie, bo prawda jest taka, że gdyby faktycznie tęsknił to by o to zawalczył a nie maltretował mnie przez kilka miesięcy po spotkaniu.
Jakiś miesiąc temu napisałam mu wiadomość, że chcę, żeby już nigdy się nie odezwał i żeby przestał dla mnie istnieć, bo nie radzę sobie z tą sytuacją. Mniej więcej wtedy kiedy pisałam Ci tą ostatnią rozpaczliwą wiadomość to zablokowałam całkowicie na fb jego, jego najlepszych przyjaciół i nową dziewczynę. Odkąd nie mogę już wejśc na ich profile i absolutnie nic mi o nim nie przypomina to jest powoli lepiej
Jeszcze dużo pracy przede mną ale przynajmniej w końcu udało mi się całkowicie odciąć ![]()
Trzymam kciuki za Ciebie i za siebie, żeby ta wiosna była dla nas szczęśliwa i spokojna ![]()
Cześć. Mój dzisiejszy wpis powinien mieć chyba tytuł "Ku przestrodze". Pomimo Waszych rad niestety postanowiłem zrobić po swojemu. Dlatego też wpadłem tutaj żeby zwrócić Wam honor, podziękować i przestrzec osoby które są w podobnej sytuacji.
Jak się pewnie domyślacie wymiękłem i przerwałem ciszę w eterze
. Spotkaliśmy się paręnaście (!) razy głównie z mojej inicjatywy, ale nie ukrywam że z drugiej strony też były propozycje. Było fajnie, kwiaty, kolacje przy świecach, wspólne wyjścia... nawet tzw. kolacja ze śniadaniem kilka razy :-). Ogólnie mówiąc na 95% byłem przekonany że to był tylko chwilowy kryzys i że już nie długo będę znów szczęśliwy. No właśnie, byłem.
Pewnego dnia usłyszałem że nic z tego nie będzie, że próbowała ale jednak to nie jest to. Bardzo mnie lubi ale tylko tyle.
No i dostałem za swoje. Idiota ze mnie, myślałem że nie spotykałaby się ze mną gdyby wiedziała że nic z tego nie wyjdzie. Wydaje mi się, że zrobiło się jej mnie po prostu żal. Zresztą to nie tak że wróciłem uniżony jak zbity pies do swojego pana z miłości, podszedłem do tego z dystansem bo wiedziałem doskonale o tym że już raz nie wypaliło. Zgubiła mnie ilość naszych spotkań, ich atmosfera, bliskość, pocałunki... Na bodajże przedostatnim spotkaniu czułem się znowu jak młody szczyl który pierwszy raz poszedł na randkę z dziewczyną. Tym bardziej przykre że znowu dostałem kopa i to w drugi poślad na własne życzenie.
Jedyny plus tego wszystkiego jest taki, że już wiem, że definitywnie nic z tego nie wyjdzie i straciłem całkowitą nadzieję. Po tym wszystkim dopadł mnie dół tak cholernie mocny, że tamten po rozstaniu to było jakieś może 20% tego. Znów byłem przez chwilę nikim, znowu wszystko było bez sensu. Na szczęście ten megadół na własne życzenie minął w jakieś 2 dni i dopiero po tym poczułem niesamowitą ulgę. Ostatnimi czasy znowu miałem problemy ze snem, brak apetytu a po tym "oczyszczeniu atmosfery" śpię jak zabity i znowu muszę urywać się z pracy do sklepu bo śniadanie rozchodzi się po dziurach w zębach ;-).
Ja wiem że łatwo się mówi, sam jestem tego przykładem że dopiero sam muszę się sparzyć zanim uwierzę w dobre rady innych, bardziej doświadczonych w temacie... Żałuję każdej minuty w której znów miałem nadzieję, mogłem te chwile lepiej spożytkować.
Chociaż z drugiej strony może ten drugi knockout pokazał mi, że powinienem po zakończeniu naszego związku jednak spalić wszystkie mosty?
Mam do Was jeszcze jedno pytanie: czy to normalne że po takich przygodach nie mam najmniejszej ochoty na spotkania z kobietami? Trochę to dziwne ale odczuwam wręcz lęk na samą myśl że miałbym się teraz z kimś umówić... to minie?
Pozdrawiam.
Chociaż z drugiej strony może ten drugi knockout pokazał mi, że powinienem po zakończeniu naszego związku jednak spalić wszystkie mosty?
Jeszcze Ci mało ? wszyscy mówili i prosili - a Ty : na złość babci uszy odmroziłeś ...
ale jakoś żywy się wydajesz, pewnie w robocie każą tyrać
albo inwestujesz
Mam do Was jeszcze jedno pytanie: czy to normalne że po takich przygodach nie mam najmniejszej ochoty na spotkania z kobietami? Trochę to dziwne ale odczuwam wręcz lęk na samą myśl że miałbym się teraz z kimś umówić... to minie?
Pozdrawiam.
No z tym to różnie, raczej minie.
Ale przepracuj na serio zanim nowe zaczniesz, bo to Twój plecak, nie każ go nosić komuś innemu.
Jeszcze Ci mało ? wszyscy mówili i prosili - a Ty : na złość babci uszy odmroziłeś ...
ale jakoś żywy się wydajesz, pewnie w robocie każą tyrać
albo inwestujesz
Nie! Nie! Chodzi mi o to, że wtedy po rozstaniu miałem to zrobić jak nakazaliście zamiast wymiękać :-). W robocie jak w robocie, przynajmniej nie siedzę jak na szpilkach tylko jest ze mnie ostatnio jakiś pożytek.
No z tym to różnie, raczej minie.
Ale przepracuj na serio zanim nowe zaczniesz, bo to Twój plecak, nie każ go nosić komuś innemu.
Nawet o tym nie myślałem żeby komuś zatruwać życie, najpewniej dlatego na razie nie mam najmniejszej ochoty żeby się z kimś spotykać.
Obiecałem sobie że dopiero po wyleczeniu serca i duszy w 100% zacznę się interesować :-).
Byłem ostatnio pierwszy raz sam w kinie, kupiłem sobie mega popcorn z colą i powiem Wam że fajnie było, spodziewałem się gorszego nastroju!
Hej! Oto i jestem wyleczony na 100%, szczęśliwy, z nową Partnerką... Jesteśmy parą jakoś od końca grudnia, co tu dużo pisać: jest idealnie. Jestem wdzięczny że tak się wcześniej potoczyły moje sprawy bo inaczej nie poznałbym Jej...
Gdy odwiedzałem Wasze forum w potrzebie, nie lubiłem wątków które się urwały bo autor o nich zapomniał, wiem że pewnie większości z Was to zwisa co u mnie. Ale może ktoś kto jest w podobnej sytuacji w pewnym sensie się pocieszy.
Tylko CZASU potrzeba, niczego więcej. Mózg sam się zresetuje i zacznie szukać nowej miłości, uwierzcie w to chociaż pewnie ciężko będzie, ja jestem tego doskonałym przykładem.
Pozdrawiam serdecznie i powodzenia!
Distress
Przebrnęłam przez cały wątek i:
1. Naprawdę są kobiety, którym właśnie ten spokój i stabilizacja są potrzebne, a nie te opisywane przez Was emocje.
2. Naprawdę bardzo mnie ucieszył ostatni post
. Trzymam kciuki i oby ta dziewczyna doceniła, że ma przy sobie kogoś tak dobrego
.
101 2018-03-21 22:42:14 Ostatnio edytowany przez alcatraz555 (2018-03-21 22:43:03)
Muszę ci powiedzieć że przezyłem to samo co ty a i nawet twoja postać pasuję do mojej
Minął rok od mojego zerwania a ja nadal o tym nie zapomniałem i nadal nie mogę wyjśc z depresji (nie mówiąc już o tym że podczas związku chorowałem na depresję a co dopiero po zerwaniu?) Całe życie straciło sens nie widzę żadnego celu ani ochoty do robienia czegokolwiek.Bo kto to dostrzeże? I kto powie "Kocham Cię jesteś mi potrzebny"? Nikt a podobnie jak ty kocham na zabój i wiem o tym jestem przekonany, że nigdy już nikogo takiego nie znajdę bo po zerwaniu byłem strasznie zdesperowany,pootwierałem wiele nowych znajomości nawet czasami filtrowałem, ale to nic nie dało w porównaniu do mojej byłej z innymi dziewczynami to było jak Mount Everest z pagórkami.