Hej wszystkim, założyłam ten wątek ponieważ sama chce sie wygadać na swój temat i zapraszam wszystkich, którzy tez tego potrzebują.
Zostałam zostawiona przez mojego ex miesiąc temu... Problemy pojawiały sie juz od marca. Znałam sie z nim dwa lata... Początki były cudowne, miłość dosłownie od pierwszego wejrzenia. Wspólne pasje.... Było cudownie, odpowiadał mi taki typ człowieka... Bardzo.
Miedzy nami była duża roznica wieku (8 lat). Na początku wszystko było Ok (dosłownie miłość jest ślepa). Pózniej zaczął sie mnie wstydzić, wkradła sie rutyna, zaczął byc oschły, mówił do mnie małolata - nie szanował mnie. Bardzo mi było przykro, lecz chciałam walczyć... On sie poddał, zmienił sie. Zaczął stawać sie dosłownie pusty, robił rzeczy, których wczesniej zaprzeczał.. Nie chciał zabrać mnie ze sobą na ślub... Który jest dopiero za rok. Stwierdził, zr wszystko to było dziecinne i związek nie ma sensu... Mimo tego co nas wczesniej łączyło, myslalam, ze to prawdziwa szczera miłość, która u mnie trwa badał mimo tego jak sie do mnie zwracał przez ostatni czas. On tak nagle mnie zostawił, kontakt zerwany do dzisiaj... To juz 1,5 miesiąca... Nie wiem robic sobie nadzieje? Myśle jednak, ze nie dojrzał emocjonalnie...
Byłam jego pierwsza dziewczyna... Ale do dziś nie rozumiem jak mógł sie mnie wstydzić... To nas wykończyło - rutyna z która nie chciał walczyć.
Przepraszam, ze tak chaotycznie napisałam w razie potrzeby możecie pytać i zapraszam... Potrzebuje pomocy, bo iskierka nadziei ciagle we mnie siedzi. Dzisiaj wiem, ze ma kontakt z pewna dziewczyna, która jest dosłownie z innego świata jesli chodzi o charakter... I uwierzcie mi na słowo typowo pusta laska. Bardzo sie zmienił...