Witam, zacznę od tego, że za 6 miesięcy biorę ślub i teoretycznie powinnam się cieszyć i wszystko przygotowywać, jednak tak nie jest od kilku miesięcy mam poważne wątpliwości dotyczące ślubu i samego związku, może dodam, że nawet w chwili zaręczyn nie poczułam szczęścia, tylko pomyślałam, ze tego nie chcę... Nasz związek od samego początku jest bardzo burzliwy, jednak mój narzeczony jest bardzo dobry, troskliwy, odpowiedzialny, po prostu wymarzony kandydat na męża. Obwiniam siebie za to, że nie potrafię tego docenić, zastanawiam się czy go kocham i czy w ogóle kiedykolwiek kochałam tak naprawdę, w naszym związku nigdy nie było etapu zakochania i wydaje mi się, że teraz odczuwam ten brak Zauważam, że coraz częściej podobają mi się inni faceci, ostatnio nawet zauroczyłam się pewnym mężczyzną, jednak między nami nic nie może się wydarzyć... Męczy mnie jednak sama świadomość, że mam narzeczonego a myślami jestem w innym miejscu. Przez moje wątpliwości nasz związek staje się coraz gorszy, on nie potrafi mnie zrozumieć, ale ja wiem, że bez niego sobie nie poradzę i już nigdy nie poznam kogoś lepszego. Przed zaręczynami nasz związek był lepszy, a chyba powinno być odwrotnie? Ostatnio nawet nie mam ochoty na seks, jego dotyk mnie irytuje i jeśli dochodzi do zbliżenia to myślę o kimś, czymś innym Czuję się strasznie z tymi wszystkimi uczuciami. Proszę o radę - co zrobić żeby uratować ten związek?
Nie kochasz go, nie chciałaś ślubu, odwołać.
Jeśli masz takie odczucia, to nie bierz tego ślubu, bo skrzywdzisz i siebie, i jego.
A mnie zastanawia, dlaczego jesteś z Nim w związku?
Gdybyś zapytała co zrobić? to bym też napisała ,że nie brać ślubu ale ty pytasz jak to ratować to odpowiem ,że może za dużo czasu spędzacie razem, może jakaś rozłąka? ,żeby sprawdzić czy będziesz za nim tęsknić i jak Ci jest bez niego.
Kocham go. Tak, chcę ratować ten związek za wszelką cenę.
A mnie zastanawia, dlaczego jesteś z Nim w związku?
Pewnie odpowiedź kryje się tutaj:
Przez moje wątpliwości nasz związek staje się coraz gorszy, on nie potrafi mnie zrozumieć, ale ja wiem, że bez niego sobie nie poradzę i już nigdy nie poznam kogoś lepszego.
Jak to się na takie coś mówi? Wygodnictwo? Oportunizm? Bezpieczna opcja?
8 2016-08-02 20:48:22 Ostatnio edytowany przez RavenKnight (2016-08-02 20:52:04)
Spokojnie, jak pozna kogoś lepszego, to obecny dostanie kopa w dupę, póki co jest w poczekalni.
Co za kobieta, jest z kimś, bo boi się być sama.
Już nie ten komfort życiowy, bo sama wszystko musi sobie kupować ![]()
Kocham go. Tak, chcę ratować ten związek za wszelką cenę.
Jak chcesz coś ratować za wszelką cenę to znaczy, że na to nie zasługujesz.
Witam, zacznę od tego, że za 6 miesięcy biorę ślub i teoretycznie powinnam się cieszyć i wszystko przygotowywać, jednak tak nie jest od kilku miesięcy mam poważne wątpliwości dotyczące ślubu i samego związku, może dodam, że nawet w chwili zaręczyn nie poczułam szczęścia, tylko pomyślałam, ze tego nie chcę... Nasz związek od samego początku jest bardzo burzliwy, jednak mój narzeczony jest bardzo dobry, troskliwy, odpowiedzialny, po prostu wymarzony kandydat na męża. Obwiniam siebie za to, że nie potrafię tego docenić, zastanawiam się czy go kocham i czy w ogóle kiedykolwiek kochałam tak naprawdę, w naszym związku nigdy nie było etapu zakochania i wydaje mi się, że teraz odczuwam ten brak Zauważam, że coraz częściej podobają mi się inni faceci, ostatnio nawet zauroczyłam się pewnym mężczyzną , jednak między nami nic nie może się wydarzyć... Męczy mnie jednak sama świadomość, że mam narzeczonego a myślami jestem w innym miejscu. Przez moje wątpliwości nasz związek staje się coraz gorszy, on nie potrafi mnie zrozumieć, ale ja wiem, że bez niego sobie nie poradzę i już nigdy nie poznam kogoś lepszego. Przed zaręczynami nasz związek był lepszy, a chyba powinno być odwrotnie? Ostatnio nawet nie mam ochoty na seks, jego dotyk mnie irytuje i jeśli dochodzi do zbliżenia to myślę o kimś, czymś innym Czuję się strasznie z tymi wszystkimi uczuciami. Proszę o radę - co zrobić żeby uratować ten związek?
Dlaczego chcesz z nim wziąć ślub. Myślisz, że po zawarciu małżeństwa te wytłuszczone przeze mnie rzeczy się nagle zmienią?
Raczej nie.
Męczy mnie jednak sama świadomość, że mam narzeczonego a myślami jestem w innym miejscu. Przez moje wątpliwości nasz związek staje się coraz gorszy, on nie potrafi mnie zrozumieć, ale ja wiem, że bez niego sobie nie poradzę i już nigdy nie poznam kogoś lepszego
Albo się zdecydujesz na męża, albo zakończysz ten fałsz.
Jesteś z nim z rozsądku i wygody, nie z miłości.
Podskórnie zaczynasz mieć wyrzuty sumienia, że jesteś z nim, ale to nie ten.
Są kobiety, które nawet jak wychodzą z rozsądku za mąż, to szanują tych mężczyzn, akceptują obrany kurs, nie mają takich rozterek.
Ty do nich nie należysz, bo kompletnie nie potrafisz sama o sobie decydować.
Lepiej aby ten twój narzeczony cię wyczuł i odwołał ślub z tobą. Ty raczej tego nie zrobisz.
Kocham go. Tak, chcę ratować ten związek za wszelką cenę.
Gdybyś Go kochała, to by nie było tematu na forum.
Gdybyś Go kochała byłabyś szczęśliwa podczas oświadczyn.
Jakbyś Go kochała nie zauroczyłabyś się Innym.
Mam dalej wymieniać?
Dziewczyno, nie wiąże się z kimś tylko dlatego, że:
- jest się samej;
- spotkało się dobrego kandydata na męża, bo jest dobry, pomocny.
Teraz w takich przypadkach wobec kawy na ławę zwykle następuje załączenie mechanizmu zaprzeczania a potem foch...
Dziewczyno, nie wiąże się z kimś tylko dlatego, że:
- jest się samej;
.
Zebyś sie nie dziwiła ![]()
Są takie, są.
Teraz w takich przypadkach wobec kawy na ławę zwykle następuje załączenie mechanizmu zaprzeczania a potem foch...
i to w jakim wydaniu!
.
Ostatnio nawet nie mam ochoty na seks, jego dotyk mnie irytuje i jeśli dochodzi do zbliżenia to myślę o kimś, czymś innym
Krejzolka82 napisał/a:Dziewczyno, nie wiąże się z kimś tylko dlatego, że:
- jest się samej;
.Zebyś sie nie dziwiła
Są takie, są.
Rossi, ale ja to wiem, że są takie.
Nie mogę tego zrozumieć.
Trochę źle mnie zrozumieliście. Kocham mojego chłopaka, naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez niego (nie dlatego, że mi tak wygodnie). Ale jednocześnie mam taką tęsknotę za czymś innym, której chciałabym się pozbyć.
Trochę źle mnie zrozumieliście. Kocham mojego chłopaka, naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez niego (nie dlatego, że mi tak wygodnie). Ale jednocześnie mam taką tęsknotę za czymś innym, której chciałabym się pozbyć.
Dziewczyno, poczytaj swoje posty.
Zapytam jeszcze raz: jak to się stało, że stworzyłaś z Nim związek?
Ile macie lat?
Trochę źle mnie zrozumieliście. Kocham mojego chłopaka, naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez niego (nie dlatego, że mi tak wygodnie). Ale jednocześnie mam taką tęsknotę za czymś innym, której chciałabym się pozbyć.
Znaczy to nie ten.
Albo się nie"wyszumiałas", za mało znajomości, za mało związków, za mało poznawania różnych ludzi, ich sposobów na życie.
To za czym tak konkretnie tęsknisz?
Trochę źle mnie zrozumieliście. Kocham mojego chłopaka, naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez niego (nie dlatego, że mi tak wygodnie). Ale jednocześnie mam taką tęsknotę za czymś innym, której chciałabym się pozbyć.
Mechanizm zaprzeczania już jest. Kiedy będzie foch?
renna92 napisał/a:Trochę źle mnie zrozumieliście. Kocham mojego chłopaka, naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez niego (nie dlatego, że mi tak wygodnie). Ale jednocześnie mam taką tęsknotę za czymś innym, której chciałabym się pozbyć.
Znaczy to nie ten.
Albo się nie"wyszumiałas", za mało znajomości, za mało związków, za mało poznawania różnych ludzi, ich sposobów na życie.
To za czym tak konkretnie tęsknisz?
Nie sądzę, wcześniej byłam w kilku związkach, więc raczej nie chodzi o to, że się nie wyszalałam. Tęsknię za taką romantyczną miłością, spontanicznością, szaleństwem, ale też za takim zwykłym dogadywaniem się z drugą osobą, poczuciem, że ktoś mnie rozumie i wspiera.
Tęsknię za taką romantyczną miłością, spontanicznością, szaleństwem, ale też za takim zwykłym dogadywaniem się z drugą osobą, poczuciem, że ktoś mnie rozumie i wspiera.
A jak rozumiesz romantyczną miłość, jakieś romantyczne kolacje, liściki, kwiaty....Czy jeszcze coś innego. Czego dokładnie Ci tu brakuje?
A z narzeczonym czujesz, że się rozumiecie, wspieracie, dogadujecie?
rossanka napisał/a:renna92 napisał/a:Trochę źle mnie zrozumieliście. Kocham mojego chłopaka, naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez niego (nie dlatego, że mi tak wygodnie). Ale jednocześnie mam taką tęsknotę za czymś innym, której chciałabym się pozbyć.
Znaczy to nie ten.
Albo się nie"wyszumiałas", za mało znajomości, za mało związków, za mało poznawania różnych ludzi, ich sposobów na życie.
To za czym tak konkretnie tęsknisz?Nie sądzę, wcześniej byłam w kilku związkach, więc raczej nie chodzi o to, że się nie wyszalałam. Tęsknię za taką romantyczną miłością, spontanicznością, szaleństwem, ale też za takim zwykłym dogadywaniem się z drugą osobą, poczuciem, że ktoś mnie rozumie i wspiera.
Vs
jednak mój narzeczony jest bardzo dobry, troskliwy, odpowiedzialny, po prostu wymarzony kandydat na męża

Chodzi mi np. o to, że mój chłopak potrafi się na mnie obrażać i nie odzywać kilka dni kiedy coś mu nie pasuje. Tęsknię za takim porozumieniem, kiedy ma się podobne poglądy, spojrzenia na świat. Nie chodzi mi o romantyczne kolacje, wręcz takich rzeczy nie lubię. Bardziej o takie mocne uczucia, bycie z kimś na co dzień.
Chodzi mi np. o to, że mój chłopak potrafi się na mnie obrażać i nie odzywać kilka dni kiedy coś mu nie pasuje. Tęsknię za takim porozumieniem, kiedy ma się podobne poglądy, spojrzenia na świat. Nie chodzi mi o romantyczne kolacje, wręcz takich rzeczy nie lubię. Bardziej o takie mocne uczucia, bycie z kimś na co dzień.
A powiedziałaś mu, ze nie lubisz cichych dni?
Co znaczy "mocne uczucia"?
Co do bycia z kimś na co dzień napisałas: mój narzeczony jest bardzo dobry, troskliwy, odpowiedzialny, po prostu wymarzony kandydat na męża - czyli jednak masz to na co dzień.
Ostatnie pytanie: wymarzony kandydat na męża -ale czy na Twojego?
Moja Mama też wyszła za Tatę z rozsądku, bo był, jest i będzie moim ojcem. Chciała dobrze dla mnie, zrobiła to dla mnie.
Dziś od kilku miesięcy są po rozwodzie.
Myśl o sobie. Nie kochasz go, nie rób tego.
Denerwuje Cię jego dotyk. Nie chcesz biskości z nim.
A co będzie za 2, 5, 10 lat?
Nie będziesz mogła na niego patrzeć....
27 2016-08-02 21:29:07 Ostatnio edytowany przez Brainless (2016-08-02 21:29:16)
renna92 napisał/a:Chodzi mi np. o to, że mój chłopak potrafi się na mnie obrażać i nie odzywać kilka dni kiedy coś mu nie pasuje. Tęsknię za takim porozumieniem, kiedy ma się podobne poglądy, spojrzenia na świat. Nie chodzi mi o romantyczne kolacje, wręcz takich rzeczy nie lubię. Bardziej o takie mocne uczucia, bycie z kimś na co dzień.
A powiedziałaś mu, ze nie lubisz cichych dni?
Co znaczy "mocne uczucia"?
Co do bycia z kimś na co dzień napisałas: mój narzeczony jest bardzo dobry, troskliwy, odpowiedzialny, po prostu wymarzony kandydat na męża - czyli jednak masz to na co dzień.
Jest wymarzonym kandydatem na męża, dopóki nie strzeli focha o byle co na kilka dni, wtedy autorka by chciała kogoś innego, ale mimo wszystko nie pójdzie, bo sobie tego nie wyobraża.
No trochę tak jest, że normalnie potrafimy się dogadać, jest ok, wtedy nie denerwuje mnie jego dotyk itd. Ale czasami zachowuje się jak dziecko (obraża się, strzela fochy) albo narzuca mi swoje zdanie w jakiejś sprawie (np. nie pozwala wyjść do klubu we znajomymi) i wtedy czuję tęsknotę za czymś, kimś innym, z kim będzie prościej, lepiej.
No trochę tak jest, że normalnie potrafimy się dogadać, jest ok, wtedy nie denerwuje mnie jego dotyk itd. Ale czasami zachowuje się jak dziecko (obraża się, strzela fochy) albo narzuca mi swoje zdanie w jakiejś sprawie (np. nie pozwala wyjść do klubu we znajomymi) i wtedy czuję tęsknotę za czymś, kimś innym, z kim będzie prościej, lepiej.
Prościej czyli jak?
Czy lepiej - może być i tak.
renna92 napisał/a:No trochę tak jest, że normalnie potrafimy się dogadać, jest ok, wtedy nie denerwuje mnie jego dotyk itd. Ale czasami zachowuje się jak dziecko (obraża się, strzela fochy) albo narzuca mi swoje zdanie w jakiejś sprawie (np. nie pozwala wyjść do klubu we znajomymi) i wtedy czuję tęsknotę za czymś, kimś innym, z kim będzie prościej, lepiej.
Prościej czyli jak?
Czy lepiej - może być i tak.
Tzn może z kims innym nie byłoby tylu kłótni, cichych dni. Oczywiście, że mówiłam mu o tym, że ciche dni do niczego nie prowadzą i wolę wyjasnić sprawę od razu niż znosić obrażanie się. Ale jednak to nie poskutkowało.
rossanka napisał/a:renna92 napisał/a:No trochę tak jest, że normalnie potrafimy się dogadać, jest ok, wtedy nie denerwuje mnie jego dotyk itd. Ale czasami zachowuje się jak dziecko (obraża się, strzela fochy) albo narzuca mi swoje zdanie w jakiejś sprawie (np. nie pozwala wyjść do klubu we znajomymi) i wtedy czuję tęsknotę za czymś, kimś innym, z kim będzie prościej, lepiej.
Prościej czyli jak?
Czy lepiej - może być i tak.Tzn może z kims innym nie byłoby tylu kłótni, cichych dni. Oczywiście, że mówiłam mu o tym, że ciche dni do niczego nie prowadzą i wolę wyjasnić sprawę od razu niż znosić obrażanie się. Ale jednak to nie poskutkowało.
Co on na to odpowiedział, że nie poskutkowało/
No wiesz, może z kimś innym było by Ci lepiej a może jeszcze gorzej , tego nie wiesz.
Ważne, że czegoś Ci teraz brakuje jak pisałaś, tylko nie wiadomo czego.
renna92 napisał/a:rossanka napisał/a:Prościej czyli jak?
Czy lepiej - może być i tak.Tzn może z kims innym nie byłoby tylu kłótni, cichych dni. Oczywiście, że mówiłam mu o tym, że ciche dni do niczego nie prowadzą i wolę wyjasnić sprawę od razu niż znosić obrażanie się. Ale jednak to nie poskutkowało.
Co on na to odpowiedział, że nie poskutkowało/
No wiesz, może z kimś innym było by Ci lepiej a może jeszcze gorzej , tego nie wiesz.
Ważne, że czegoś Ci teraz brakuje jak pisałaś, tylko nie wiadomo czego.
Odpowiedział, że ze mną się nie da rozmawiac...
rossanka napisał/a:renna92 napisał/a:Tzn może z kims innym nie byłoby tylu kłótni, cichych dni. Oczywiście, że mówiłam mu o tym, że ciche dni do niczego nie prowadzą i wolę wyjasnić sprawę od razu niż znosić obrażanie się. Ale jednak to nie poskutkowało.
Co on na to odpowiedział, że nie poskutkowało/
No wiesz, może z kimś innym było by Ci lepiej a może jeszcze gorzej , tego nie wiesz.
Ważne, że czegoś Ci teraz brakuje jak pisałaś, tylko nie wiadomo czego.Odpowiedział, że ze mną się nie da rozmawiac...
Bo?
renna92 napisał/a:rossanka napisał/a:Co on na to odpowiedział, że nie poskutkowało/
No wiesz, może z kimś innym było by Ci lepiej a może jeszcze gorzej , tego nie wiesz.
Ważne, że czegoś Ci teraz brakuje jak pisałaś, tylko nie wiadomo czego.Odpowiedział, że ze mną się nie da rozmawiac...
Bo?
Bez uzasadnienia.
rossanka napisał/a:renna92 napisał/a:Odpowiedział, że ze mną się nie da rozmawiac...
Bo?
Bez uzasadnienia.
To jak wy się komunikujecie?
Szukasz dziury w całym, bo tak naprawdę ciągnie cię do tego drugiego, z którym to z jakiegoś powodu nie możesz być. Może to jakiś żonaty, może po prostu zajety- jest jakiś powód, który uniemożliwia ci normalne bycie z nim. Może z tym drugim skonczylabys jako boczniara? A ty dobrze o tym wiesz i dlatego instynkt samozachowawczy każe ci tkwić przy " nudziarzu"?
Jest takie powiedzenie, że gdy nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o kasę, a rozszerzajac to powiedzenie do spraw związków zawsze chodzi o inne portki albo inna spódniczkę.
Twój związek z narzeczonym nie ma żadnego sensu, bo dom postawiony na piasku i tak prędzej czy później upadnie. Nie uratujesz czegoś, czego nie ma. Żyjesz w iluzji i pewnego dnia gorzko przez to zaplaczesz.
Idx do tego drugiego bez względu na wszystko. Poranisz stopy, poharatasz sie porządnie ale te rany i tk będą dla ciebie milsze od ran, których nabawisz sie w niechcianym małżeństwie.
Jesteś za młoda na to, byś musiała sie poświęcać i robić coś, co z góry skazane jest na klęskę. Masz prawo eksperymentować i s ukac swojego miejsca na ziemi.
Nie kieruj sie dobrem narzeczonego- niech on dba o siebie sam. Ty mysl tylko o sobie i nawet jeśli podejmiesz teraz kontrowersyjna decyzję , to trudno.
Ważne jest bowiem, żebyś sie rozwijała.
Wychodząc za mąż z rozsądku, z przyjaźni cofnirsz sie o lata świetlne w rozwoju, ugrzeznies, zrobi sie z ciebie smutna młoda kobieta drepczaca ciągle w tym samym miejscu.
Jesteś młodziutka więc powinnaś być też odwazma.
Ani siebie tym ślubem nie udzczesliwisz, ani tym bardziej narzeczonego.
Nie bądźwiec asekurantks bo zostaniesz z pustym workiem w ręku.
Szukasz dziury w całym, bo tak naprawdę ciągnie cię do tego drugiego, z którym to z jakiegoś powodu nie możesz być. Może to jakiś żonaty, może po prostu zajety- jest jakiś powód, który uniemożliwia ci normalne bycie z nim. Może z tym drugim skonczylabys jako boczniara? A ty dobrze o tym wiesz i dlatego instynkt samozachowawczy każe ci tkwić przy " nudziarzu"?
Jest takie powiedzenie, że gdy nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o kasę, a rozszerzajac to powiedzenie do spraw związków zawsze chodzi o inne portki albo inna spódniczkę.
Twój związek z narzeczonym nie ma żadnego sensu, bo dom postawiony na piasku i tak prędzej czy później upadnie. Nie uratujesz czegoś, czego nie ma. Żyjesz w iluzji i pewnego dnia gorzko przez to zaplaczesz.
Idx do tego drugiego bez względu na wszystko. Poranisz stopy, poharatasz sie porządnie ale te rany i tk będą dla ciebie milsze od ran, których nabawisz sie w niechcianym małżeństwie.
Jesteś za młoda na to, byś musiała sie poświęcać i robić coś, co z góry skazane jest na klęskę. Masz prawo eksperymentować i s ukac swojego miejsca na ziemi.
Nie kieruj sie dobrem narzeczonego- niech on dba o siebie sam. Ty mysl tylko o sobie i nawet jeśli podejmiesz teraz kontrowersyjna decyzję , to trudno.
Ważne jest bowiem, żebyś sie rozwijała.
Wychodząc za mąż z rozsądku, z przyjaźni cofnirsz sie o lata świetlne w rozwoju, ugrzeznies, zrobi sie z ciebie smutna młoda kobieta drepczaca ciągle w tym samym miejscu.
Jesteś młodziutka więc powinnaś być też odwazma.
Ani siebie tym ślubem nie udzczesliwisz, ani tym bardziej narzeczonego.
Nie bądźwiec asekurantks bo zostaniesz z pustym workiem w ręku.
Z tym drugim nie może nic być, więc tego nie biorę pod uwagę przy podejmowaniu decyzji.
38 2016-08-03 10:40:14 Ostatnio edytowany przez Tula (2016-08-03 10:42:29)
Facet jest żonaty? O to chodzi? Jeśli tak jest, to dobrze kombinujesz, żeby nie wchodzić w tego rodzaju szambo. Po co ci jakiś chlystek, który miałby kogoś zdradzać?
A może chodzi o inne przeszkody?
Tak czy siak, wracając do twoich dylematow, to nie powinnaś wiązać sie z kimś, kto tak naprawdę w niczym cię nie pociąga.
Szkoda życia.
A skłonność do fochowania ze strony twojego narzeczonego nie świadczy o nim dobrze. Obojętne czy da sie z tobą dogadać, czy nie, nienormalnym zachowaniem jest stosowanie cichych dni. To sadyzm, bierna przemoc. Może twój narzeczony wcale nie jest taki fajny, jak to tobie sie wydaje.
Ciekawa jestem na co ostatecznie sie zdecydujesz.
"ja wiem, że bez niego sobie nie poradzę" - jesteś z nim z wygody bo boisz się zostać sama. Kobieto przestać myśleć tylko o sobie i zobacz, że oszukujesz człowieka. Jesteś egoistką, która dla bezpieczeństwa jest w stanie wziąć ślub bez miłości, bo Ty go nie kochasz. Jak można być tak perfidną? Daj człowiekowi wolność! Niech sobie pozna kobietę, która zasługuje na jego miłość a nie jakieś dziecinne rozważania "chyba go nie kocham, a może w cale nie kochałam? W sumie to nie wiem...może inny facet? eh...biedna ja!" ŻAŁOSNE
Facet jest żonaty? O to chodzi? Jeśli tak jest, to dobrze kombinujesz, żeby nie wchodzić w tego rodzaju szambo. Po co ci jakiś chlystek, który miałby kogoś zdradzać?
A może chodzi o inne przeszkody?
Tak czy siak, wracając do twoich dylematow, to nie powinnaś wiązać sie z kimś, kto tak naprawdę w niczym cię nie pociąga.
Szkoda życia.
A skłonność do fochowania ze strony twojego narzeczonego nie świadczy o nim dobrze. Obojętne czy da sie z tobą dogadać, czy nie, nienormalnym zachowaniem jest stosowanie cichych dni. To sadyzm, bierna przemoc. Może twój narzeczony wcale nie jest taki fajny, jak to tobie sie wydaje.
Ciekawa jestem na co ostatecznie sie zdecydujesz.
Tak, tamten facet ma kogoś, dlatego nie chcę się mieszać. Nie chce by to był powód odejścia od mojego partnera. Co do reszty wypowiedzi - ja kocham narzeczonego, naprawdę chcę z nim być, ale ten związek nie jest prosty. Prosiłam o poradę jak pozbyć się tych myśli i wątpliwości, a nie ja zrujnować związek...
Ja Ci radziłam wcześniej rozłąkę - wtedy będziesz wiedzieć czy za nim tęsknisz czy Ci go brakuje i czy to on
42 2016-08-03 16:33:01 Ostatnio edytowany przez Brainless (2016-08-03 16:57:11)
Ja Ci radziłam wcześniej rozłąkę
Najlepiej na stałe
![]()
Co do reszty wypowiedzi - ja kocham narzeczonego, naprawdę chcę z nim być, ale ten związek nie jest prosty. Prosiłam o poradę jak pozbyć się tych myśli i wątpliwości, a nie ja zrujnować związek...
Nie da się zrujnować czegoś, co jest zrujnowane, a właściwie tego nie ma. Z opisu, jaki został przedstawiony wynika, że to fikcja, w której strach przed samotnością albo czymś tam jeszcze innym każe Ci wyszukiwać w partnerze zalety na siłę przy jednoczesnym bagatelizowaniu wad. Jeszcze dodatkowo starasz się znaleźć jakiś złoty środek na coś, co praktycznie nie działa prawidłowo od samych podstaw. Po co? Jestem przekonany, że gdyby pojawił się teraz w Twoim otoczeniu jakiś WOLNY, bardziej odpowiadający Twoim wyobrażeniom mężczyzna, już dawno straciłabyś wszystkie sztucznie podtrzymywane wątpliwości.
Najpierw napisałaś tak:
(...) zastanawiam się czy go kocham i czy w ogóle kiedykolwiek kochałam tak naprawdę, w naszym związku nigdy nie było etapu zakochania (...)
Następnie twierdzisz, że:
Tęsknię za taką romantyczną miłością, spontanicznością, szaleństwem
Aby końcu napisać:
Trochę źle mnie zrozumieliście. Kocham mojego chłopaka
Czy Ty w ogóle rozumiesz samą siebie?
W skrócie: Ma misia,a tęskni za niegrzecznym ![]()
W skrócie: Ma misia,a tęskni za niegrzecznym
To jest podgatunek Misia - Miś sfoszkowany ![]()
46 2016-08-03 20:59:45 Ostatnio edytowany przez NieśmiałyMizogine (2016-08-03 21:00:50)
Zupełnie nie rozumiem tego typu kobiet. Wiecznie w szpagacie między jednym a drugim. Wszyscy dookoła nie dla nich bo:
1) za dobry
2) za skur***yn
3) że zajęty itp.
I takie to ich życie: tyłek rozdarty na prawo i lewo, w oczach łzy, a w życiu w miejscu stoją, aż się zestarzeją. Wtedy biorą co popadnie i przeważnie dalej płaczą nad swoim smutnym losem, aż do smutnej starości. Powodzenia.
Tak, tamten facet ma kogoś, dlatego nie chcę się mieszać. Nie chce by to był powód odejścia od mojego partnera. Co do reszty wypowiedzi - ja kocham narzeczonego, naprawdę chcę z nim być, ale ten związek nie jest prosty. Prosiłam o poradę jak pozbyć się tych myśli i wątpliwości, a nie ja zrujnować związek...
Jak pozbyc sie tych myśli? Jak się na nich złapiesz, na tych myślach, to myśl o czymś innym.
Innej rady nie ma.
48 2016-08-06 12:32:12 Ostatnio edytowany przez natolinka (2016-08-06 16:37:36)
Witam, zacznę od tego, że za 6 miesięcy biorę ślub i teoretycznie powinnam się cieszyć i wszystko przygotowywać, jednak tak nie jest od kilku miesięcy mam poważne wątpliwości dotyczące ślubu i samego związku, może dodam, że nawet w chwili zaręczyn nie poczułam szczęścia, tylko pomyślałam, ze tego nie chcę... Nasz związek od samego początku jest bardzo burzliwy, jednak mój narzeczony jest bardzo dobry, troskliwy, odpowiedzialny, po prostu wymarzony kandydat na męża. Obwiniam siebie za to, że nie potrafię tego docenić, zastanawiam się czy go kocham i czy w ogóle kiedykolwiek kochałam tak naprawdę, w naszym związku nigdy nie było etapu zakochania i wydaje mi się, że teraz odczuwam ten brak Zauważam, że coraz częściej podobają mi się inni faceci, ostatnio nawet zauroczyłam się pewnym mężczyzną, jednak między nami nic nie może się wydarzyć... Męczy mnie jednak sama świadomość, że mam narzeczonego a myślami jestem w innym miejscu. Przez moje wątpliwości nasz związek staje się coraz gorszy, on nie potrafi mnie zrozumieć, ale ja wiem, że bez niego sobie nie poradzę i już nigdy nie poznam kogoś lepszego. Przed zaręczynami nasz związek był lepszy, a chyba powinno być odwrotnie? Ostatnio nawet nie mam ochoty na seks, jego dotyk mnie irytuje i jeśli dochodzi do zbliżenia to myślę o kimś, czymś innym Czuję się strasznie z tymi wszystkimi uczuciami. Proszę o radę - co zrobić żeby uratować ten związek?
Piszesz: ....jednak mój narzeczony jest bardzo dobry, troskliwy, odpowiedzialny, po prostu wymarzony kandydat na męża.Obwiniam siebie za to, że nie potrafię tego docenić...... - zacznij to robić, bo skoro to taki dobry człowiek,czego chcieć więcej? każda marzy o takim mężu,a Ty zaczynasz wydziwiać,czy chcesz takiego który będzie Cię poniżał? a może nawet pił,lał? Przemyśl sobie to wszystko jeszcze raz, bo lepiej teraz zakończyć ten związek,niż po ślubie. A pamiętaj, że drugiego takiego ideału z całą pewnością nie znajdziesz,bo to że podobają Ci się inni,zauroczyłaś się też "pewnym mężczyzną" ( napisałaś sama "zauroczyłam się "a to nic nie znaczy) to nie jest to co potrzebne jest w związku. W tej chwili krzywdzisz nie tylko narzeczonego,ale i siebie,nie szukaj dziury w całym i problemów tak,gdzie ich nie ma. Jeśli chcesz aby Cię przyszły mąż traktował z szacunkiem(jak obecnie narzeczony) spojrzyj na narzeczonego przyjaźniej,pomyśl o chwilach w których jednak byłaś z nim szczęśliwą . Nie popełniaj błędu,którego będziesz później żałować, bo odwrotu już nie będzie.
Renna, od psychologów, których lubię czytać, nauczyłam się, że odpowiedź na większość naszych pytań jest w nas. Trzeba tylko być wobec siebie samego uczciwym.
Przeczytaj jeszcze raz wszystkie swoje posty. Zobacz, ile w nich wątpliwości i braku przekonania. Złap się sama za słowa i wyciągnij wnioski.
Dawno temu zlekceważyłam podobne swoje rozterki i bardzo źle na tym wyszłam.
I nie gadaj bzdur, że sama sobie nie poradzisz. Jak Bozię kocham, lepiej parę chwil pocierpieć z samotności niż całe życie w nieudanym, źle wybranym związku.
Zareczyny to powinien byc najpiekniejszy moment a nie moment w ktorym poczulas sie smutna.
Denerwuje Cie dotyk partnera?
To wlasnie powinno byc na odwrot ze jak sie pokłócice powinnas pragnac zeby sie przytulił.
Zostaw go teraz, bo rozwodnika nikt nie będzie chcial a tak to chlopak ma jeszcze szanse ![]()
renna - dochodzę do jednego wniosku - Ty nie jesteś jeszcze gotowa na zakładanie rodziny,ponieważ sama widzisz jak się zachowujesz - nic Ci nie pasuje.Nie jestem pewna czy ten ślub powinien się wogóle odbyć?