Jak żyć... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

Temat: Jak żyć...

To moja pierwsza wizyta na tym forum. Do tej pory myślałam, że sama sobie ze wszystkim dam radę niestety byłam w wielkim błędzie dlatego postanowiłam podzielić się swoją historią. Może przelanie "na papier" wszystkich myśli da mi choć troche ukojenia.  Nawet nie wiem od czego zacząć, ale trzeba chyba od samego początku. Poznaliśmy się z obecnym mężem w pracy. Ja byłam wtedy w związku a tak naprawdę tuż przed ślubem. Tak się sobą zauroczyliśmy, że zostawiłam swojego narzeczonego 4 miesiące przed ślubem. Wiedziałam, że robię mu straszną krzywdę i jak bardzo cierpi jednak wtedy moje uczucia do nowego partnera wzieły górę. Po 2 latach się pobraliśmy. Przez dwa lata znajomości i rok po ślubie było fajnie. Byliśmy młodzi, zwariowani. Później zaczęło sie coś psuć, nie docierało to do mnie za bardzo. Po 3 latach urodził sie syn. Mąż pracował na 2 zmiany. Zostawałam sama z dzieciem, wszystkie obowiązki spadały na mnie, byłam coraz bardziej nerwowa, oddalaliśmy sie od siebie. Dodam, że jest bardzo skryty w sobie, ciężko mu się przede mną otworzyć i szczerze porozmawiać.  Po 4 latach urodził się kolejny syn. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że już wtedy tylko mieszkaliśmy ze sobą, każde miało swój świat, ja dzieci, dom, praca on swoje sprawy. Nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać, prawie każda rozmowa kończyła się kłótnią. Jest starsznie leniwy, nie ma ochoty żeby cokolwiek zrobić w domu, o wszystko musze się prosić. Przez cała tą sytuacje zrobiłam sie jeszcze bardziej nerwowa, wiedziałam, że to nerwica ale nie podjęłam żadnej próby leczenia się. Mówiłam mu o tym jak się czuje jednak nie przejawił żadnego zainteresowania, nie próbował pomóc. Odsuwaliśmy się coraz bardziej od siebie. Moja nerwica mnie całkiem zdominowała, straciłam ochote na seks, miałam do niego żał, że jestem ze wszystkim sama, nie wspiera mnie. Zaczęłam czuć obojętność w stosuknu do niego, choć czasami chciało mi się wyć i marzyłam o tym aby mnie mocno przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze damy sobie radę. Moja samoocena zaczęła spadać, nie czułam się atrakcyjna kobietą, przestałam w siebie wierzyć. Odeszła mi ochota na życie. Sporadycznie zdarzały się jakieś rozmowy o tym co nas boli i nawet systuacja sie poprawiałan na max tydzień, później to samo. I trwałoby to pewnie do dzisiaj ale zaczęłam dostawać sms, że ma romans, nie chciałam uwierzyć, nie mogłam. Mnie też było źle, nie raz znalazłabym okazje żeby go zdradzić a jednak tego nie zrobiłam. Zapytałam wprost, zarzekał się, że ktoś zmyśla. Dodam, że już wczesniej dostawałam dziwne sms z informacjami jaką mam tapetę w domu itp. Znalazłam kiedys dwa rózne kolczyki w domu. Zawsze znalazł jakieś wytłumaczenie. Teraz juz wiem, że traktował mnie jak idiotke i karmił kłamstwami. Przyszedł kolejny sms, już ze zdjęciem jak się z nią całuje, już się nie wypierał przyznał się . Twierdził, że zaczęło sie to w czerwcu 2015roku, po moim odejści z fimy. Dodam, że do 2015 roku pracowaliśmy w jednej firmie i jego kochanka tez tam pracuje. Przepraszał, mówił że chce być ze mną a zrobił to bo brakowało mu szleństwa z mojej strony, że bardzo sie zmieniła, że wazniejsze były dla mnie obowiązki domowe i dzieci niż on. Nie próbuję się usprawiedzilać ale rzeczywiście sprzątanie, gotowanie, opieka nad  dziećmi była dla mnie pewną ucieczką od problemów. Rozmawialiśmy, spróbowaliśmy być ze sobą. Było nawet ok do czasu kolejnego sms w którm dostałam informację że On dalej wychodził z nią na przerwy, twierdzi, że nie chciał mi mówić bo wie jakie jest moje podejście do tej sytuacji. Zabolało po raz kolejny. Ale nie tak bardzo jak przy ostatnim sms w którym dostałam zdjęcie na którym byli obydwoje w intymnej sytuacji u nas w domu. Załamałam sie na dobre. Co gorsze ten ktoś twierdził, że to zdjęcie było z 2013roku, stwierdził, że to ściema, że każdy mógł napisać każdą datę. Sytaucja miała miejsce we wtorek jak próbowałam podjąć rozmowę stwierdził, że potrzebuje czasu na przemyślenia i porozmawiamy w piątek. Cały tydzień myślałam, że zwariuję. W piątek przyzlał się, że zaczęło się to w 2014r. Przez tyle czasu mnie oszukiwał. NIe wierzę mu, śmiem twierdzić, że ten 2013 to prawda. Na drugi syn urodził sie 01.2013. Jestem wrakiem człowieka, nie mogę sobie poradzić z całą sytuacją. Mam nerwicę połączoną z deprasją. Wiem, że muszę poszukac jakiego terapeuty bo sama tylko się pogrązam, nie dam sobie rady. Byłabym skłonna mu wybaczyć, naprawde mi na nim zależy, jeżeli by mnie wspierał dałabym radę, nie wiem kiedy zaufałabym mu ponownie ale nie wiem jak sobie poradzić w tymi zdjęciami. Wiem, ze nie przestane ich dostawać a to za każdym razem cios w moje serce. Co innego mieć swiadomość, ze miał romans a co innego widzieć to na zdjęciach. Podejrzewam, że to ona wysyła te zdjęcia, pytał ja o to jednak twierdzi, ze nie ma z tym nic wspólnego. On sam nie wie czego chce, twierdzi, że nie chce byc z nikim innym niż ze mną jednak jeżeli to ma wyglądać jak do tej pory to nie da mi gwarancji, że sytuacja sie nie powtórzy. Cały czas twierdzi, że brakuje mu szaleństwa z mojej strony. Wiem, że nie jestem taka jak przed ślubem ale ja naprawdę jestem wszystkim zmęczona, nie mamy nikogo do pomocy przy dizeciach, jestem przytłoczona obowiązkami i przez to nie ma powera na nic. Jutro się ma wyprowadzić do rodziców na tydzień i po tym czasie mamy rozmawiać. Serce mi pęka, głowa boli. Nie wiem co mam zrobić. Czuję się podle, oszukana. Pewnie to kara za to co kiedys zrobiłam komuś. Tylko dla dzieci codziennie rano podnosze się z łóżka i podejmuję próbę  "normalnego" funkcjonowania. Nik z moich bliskich nie wiem o całej sytuacji. Nie chciałam nikomu mówić bo wiem, że byłby spalony a nie chcę tego robić ze względu na dzieci a i pewnie mam nadzieję, że może się jeszcze ułoży. Czuję też ogromny wstyd przed  bliskimi, że miałabym im powiedzieć o tym że dopadła mnie piekło które kiedyś sama komus stworzyłam. Wyzaliłam się tylko przed jego bratem, wspiera mnie ale nic więcej nie może zrobić.  Nawety sobie nie wyobrażałałam jak to może bardzo boleć.  Wie, że nigdy nie ma winy po jednej stronie jednak czuję, że bardzo mnie skrzywił. Jak z tym żyć....

2

Odp: Jak żyć...

Karma powraca.

3

Odp: Jak żyć...

Jacenty89 - dokładnie tak jak napisałeś

Karma powraca....

4

Odp: Jak żyć...

Chłopaki, co Wy gadacie o jakiejś karmie. Autorka nie zdradzala narzeczonego, tylko go zostawiła jak się zakochała w innym. A przynajmniej nic o tym z tekstu nie wiadomo, żeby robiła mu boki. Uczciwie się rozstała. To się zdarza. A małżonek... Cóż, może na początku małżeństwa było tak, że wszystko Auturko robiłaś sama, ogarnialas dom, gotowanie i on się do tego przyzwyczaił. Faceta niestety trzeba od początku wychowywać. Mam masę koleżanek, które narzekają, że są przeciążone obowiązkami, ale wiele z nich też przyznaje, że same się tak załatwily nie wymagając niczego od faceta. Może zawiniła komunikacja między Wami. Oczekiwałas pomocy, ale czy to jasno od początku komunikowalas?  Odnośnie zdrady, to wina Twojego męża jest bezdyskusyjna. Jak mu brakowało szaleństwa, to mógł o tym z Tobą rozmawiać, a nie lecieć do innej baby. Nie chroń go, ja bym wcale nie ukrywała przed bliskimi co się dzieje. Co do zdjęć, to na pewno wysyła je kochanka, bo któż by to mógł być inny? Zbieraj dowody i szykuj się na rozwód z orzeczeniem o winie. To, że obiecał Ci zakończenie romansu, a jednak ciągnie go dalej nie wróży dobrze Waszej wspólnej przyszłości.

5

Odp: Jak żyć...

Zgadzam się z rezolutną primo nie było zdrady, sekundo nie było nawet ślubu więc o co chodzi.  "Tak się sobą zauroczyliśmy, że zostawiłam swojego narzeczonego 4 miesiące przed ślubem. "
Co niestety nie zmienia faktu iż karma jest niezależnie od wszystkiego.

Transhumanista "Starzenie się to odwieczna choroba choroba która należy w końcu wyleczyć"
http://www.youtube.com/watch?v=RGdaHHHHWoA
http://www.transhumanism.pl/ (strona niekomercyjna)
"Człowiekowi mądremu cała ziemia jest dostępna, gdyż ojczyzną szlachetnej duszy jest cały świat" Demokryt

6

Odp: Jak żyć...

rezolutna - hola hola - nie rozumiesz karmy najwyraźniej.....

to nie tak, że jak zdradzisz to będziesz potem zdradzonym... to chodzi o wyrządzenie krzywdy, tak autorka była zaaferowana przygotowaniami do ślubu i tak w nim zakochana, że .....

na skrzywdziła, i tego samego doświadczyła

7

Odp: Jak żyć...

Nie przesadzaj z tym nas ja nie dzielę ludzi na nas i kobiety.

Transhumanista "Starzenie się to odwieczna choroba choroba która należy w końcu wyleczyć"
http://www.youtube.com/watch?v=RGdaHHHHWoA
http://www.transhumanism.pl/ (strona niekomercyjna)
"Człowiekowi mądremu cała ziemia jest dostępna, gdyż ojczyzną szlachetnej duszy jest cały świat" Demokryt

8

Odp: Jak żyć...

A wypowiecie się na temat zachowania pana męża?

9

Odp: Jak żyć...

Pan mąż hmmm wiele może jest powodów, np niezaspokojenie potrzeb seksualnych, znudzenie, itd tip

10 Ostatnio edytowany przez Paweło (2016-06-19 11:22:03)

Odp: Jak żyć...


Dla mnie skandaliczne zachowanie przerzucanie wszystkich obowiązków na barki jednej kobiety. No cóż większość osób tu pisząca net-facetów też pewnie tak robi stąd chyba niezrozumienie...
Ja i chyba 4 osoby jesteśmy tu rodzynkami tj wyjątkami od reguły. Za granica np  Wielkiej Brytanii jest już zupełnie inaczej.
@kowal1 tak samo większość kobiet może się tłumaczyć.

Transhumanista "Starzenie się to odwieczna choroba choroba która należy w końcu wyleczyć"
http://www.youtube.com/watch?v=RGdaHHHHWoA
http://www.transhumanism.pl/ (strona niekomercyjna)
"Człowiekowi mądremu cała ziemia jest dostępna, gdyż ojczyzną szlachetnej duszy jest cały świat" Demokryt

11

Odp: Jak żyć...

Karma ?! Seriously ?! To ŻADNA karma. Autorko byłaś zdradzana przez swojego męża długi czas, wiedział co robi, nie przestał. Nie ma na to usprawiedliwienia. Brakowało mu szaleństw ? Tzn. czego ? Ty pochłonięta obowiązkami domowymi miałaś w jaki sposób "szaleć" ?

Na Twoim miejscu nie zostawałabym z kimś takim. Byłaś zdradzana przez dłuższy okres czasu, to znaczy że jest MEGA duża szansa, że ktoś taki powtórzy ten numer po raz drugi, trzeci. Widziałam takie rzeczy na własne oczy... A po zobaczeniu takich zdjęć, to tym bardziej trudno "zapomnieć". Moim zdaniem tylko odcięcie się od zdradzacza (minimalny kontakt, tylko kiedy naprawdę trzeba) i skupienie się na swoim ZDROWIU i psychice może pomóc w ruszeniu do przodu ze swoim życiem.

12

Odp: Jak żyć...
kowal1 napisał/a:

Pan mąż hmmm wiele może jest powodów, np niezaspokojenie potrzeb seksualnych, znudzenie, itd tip

Nie wierzę własnym oczom!  Kowal weź jeszcze raz przeczytaj pierwszy post w tym wątku. Facet traktuje żonę jak niewolnice, a Ty nam tłumaczysz,  że jego zdrada to  jej wina, bo mu nie zapewnila szalonego seksu i uniesień? I jeszcze o karmie coś wymyślasz. Boszzz, współczuję Twojej kobiecie.

13

Odp: Jak żyć...

nigdzie nie napisałam, że to jej wina... to jest demagogia..

14

Odp: Jak żyć...
rezolutna napisał/a:
kowal1 napisał/a:

Pan mąż hmmm wiele może jest powodów, np niezaspokojenie potrzeb seksualnych, znudzenie, itd tip

Nie wierzę własnym oczom!  Kowal weź jeszcze raz przeczytaj pierwszy post w tym wątku. Facet traktuje żonę jak niewolnice, a Ty nam tłumaczysz,  że jego zdrada to  jej wina, bo mu nie zapewnila szalonego seksu i uniesień? I jeszcze o karmie coś wymyślasz. Boszzz, współczuję Twojej kobiecie.

Czytanie ze zrozumieniem się kłania. To, że ona ewentualnie nie zaspokaja go, bo nadzwyczajne w świecie tego nie chce i nie ma na to ochoty to nie jest jej wina. A mimo to niezaspokojenie może być powodem zdrady. Trochę logiki please.

15

Odp: Jak żyć...

Klasyk. Współczuje. Twój mąż niestety nic nie rozumie. Teraz jest kwestia decyzji jak dalej chcesz żyć, czy będziesz się szanować czy będziesz tolerować zło (nie tylko zdradę ale i stosunki między wami). W sumie decyzja należy do Ciebie. Wina jest w 100% męża. Co do sytuacji w małżeństwie, to oczywiście oboje odpowiadacie za rozluźnienie więzi, z tym, że z opisu widać, że Ty to ciągle sygnalizowałaś a mąż nic nie robił bo kierował uwagę gdzie indziej.

Tak na marginesie, czytając ostatnio to forum, zauważyłem, że odpowiedzi są coraz głupsze i coraz mniej pomocne dla piszących.

16

Odp: Jak żyć...

Jeśli Ciebie pochłaniają dzieci, on ma dość tego że przestał być dla Ciebie mężczyzną, oboje jesteście zmęczeni codziennością  to wyjedźcie gdzieś na tydzień sami. Koniecznie bez dzieci!
Pomysł z jego wyprowadzką na tydzień do rodziców by to przemyśleć, jest tak głupi że ręce opadają. To Was tylko poróżni i oddali od siebie. A ponoć on chce być z Tobą, a Ty chcesz mu wybaczyć. I wpadacie na "super" pomysł żeby się wyprowadził?
Powinniście spędzić chwile takie jak przed ślubem, tylko Wy dwoje.

Ja uważam, że można być ze sobą po zdradzie i można być szczęśliwym. Ale oboje muszą chcieć to odbudowywać. On musiałby naprawdę chcieć zakończyć kontakty z tamtą, najlepiej zmienić pracę (bo jeśli nie, to wciąż będą się na siebie natykać).

17

Odp: Jak żyć...
nowaja1 napisał/a:

. On sam nie wie czego chce, twierdzi, że nie chce byc z nikim innym niż ze mną jednak jeżeli to ma wyglądać jak do tej pory to nie da mi gwarancji, że sytuacja sie nie powtórzy. Cały czas twierdzi, że brakuje mu szaleństwa z mojej strony. Wiem, że nie jestem taka jak przed ślubem ale ja naprawdę jestem wszystkim zmęczona, nie mamy nikogo do pomocy przy dizeciach, jestem przytłoczona obowiązkami i przez to nie ma powera na nic. Jutro się ma wyprowadzić do rodziców na tydzień i po tym czasie mamy rozmawiać. Serce mi pęka, głowa boli. Nie wiem co mam zrobić. Czuję się podle, oszukana. Pewnie to kara za to co kiedys zrobiłam komuś. Tylko dla dzieci codziennie rano podnosze się z łóżka i podejmuję próbę  "normalnego" funkcjonowania. Nik z moich bliskich nie wiem o całej sytuacji. Nie chciałam nikomu mówić bo wiem, że byłby spalony a nie chcę tego robić ze względu na dzieci a i pewnie mam nadzieję, że może się jeszcze ułoży. Czuję też ogromny wstyd przed  bliskimi, że miałabym im powiedzieć o tym że dopadła mnie piekło które kiedyś sama komus stworzyłam. Wyzaliłam się tylko przed jego bratem, wspiera mnie ale nic więcej nie może zrobić.  Nawety sobie nie wyobrażałałam jak to może bardzo boleć.  Wie, że nigdy nie ma winy po jednej stronie jednak czuję, że bardzo mnie skrzywił. Jak z tym żyć....

Autorko to nie twoja wina, że  "twój" chłop miał/ma? romans, to była jego decyzja. Jego tłumacznie, że zrobił to bo.....brak mu szaleństwa jest dziecinne i najzwyczajniej egoistyczne. On manipuluje tobą, obarcza winą ciebie za to że nie dostarczyłaś mu dobrej zabawy i adrenaliny. Nie ma w nim krzty empatii i szacunku do ciebie, nie czuje się odpowiedzialny za rodzinę, brak mu obowiązków domowych, bo ty robisz wszystko w domu, jesteś pewnie jeszcze dla niego jak mamusia, podajesz obiadki, dbasz o niego by był zadbany, pachnący.
Nie dałaś mu szansy dorosnąć w tej  relacji, on ma wszystko podawane na tacy, nie musi/ nie chce się starać, bo ty wszystko mu zapewniasz oprócz seksu, pożądania, a on chce gonić króliczka egoista.
Twój mąż nie wykazał się ani jako twój mężczyzna/partner, ani jako odpowiedzialny ojciec.
Zaniedbałaś siebie przez przejęcie wszystkich obowiązków domowych, nie masz dla siebie czasu, jesteś zmęczona a on " nie domyśla się", pewnie udaje że nic nie widzi leń, bo najzwyczajniej mu bardzo wygodnie w tej roli "wiecznego chłopca".
Brak w waszej relacji jasnych komunikatów z twojej strony, stawiania granic  by zadbać o swoje terytorium, swoją przestrzeń, o swój osobisty rozwój, relaks, odpoczynek.
Żona wypoczęta, zadbana, szanująca siebie, wymagająca, czasem zołza, ta która potrafi dawać, i potrafi prosić o pomoc i wspacie męża, ta która potrafi przyjmować dary od męża jest Atrakcyjną Żoną, Kobietą. Tak Nowa, ty zapomniałaś o sobie, o tym że jesteś Damą i twój rycerz ma dbać o ciebie, o dom w takim samym stopniu jak robisz to ty, dzielić się obowiązkami. A ty (niestety) zostałaś w swoim domu "szeryfem w spódnicy", cierpiącą matką Polką, która w ciszy cierpi, nie skarży się na nic i wszystko z pokorą znosi, ale nie tędy droga... 
Boisz się, w głowie kłębią się różne myśli, emocje... a to tylko emocje...

Weź sobie wolne by przeżyć tą "stratę",  uwolnij z siebie te wszystkie emocje, puść je, płacz, krzycz, rób to co ukoi twoje cierpienie, bo masz prawo do tego by czuć to co czujesz.
Daj sobie czas na przemyślenie, poukładanie myśli, może wyjedź gdzieś sama w spokojne miejsce, a dzieci zostaw ich ojcu.
Tak jak pisze Madoja, uważam podobnie, że jeśli chcesz, masz wolę być z mężem "pomimo jego wad, usterek, deficytów", ale nie ze względu na dzieci, opinię innych, to separacja oddali was od siebie.

Twój mąż to duży chłopiec więc nie martw się o niego, tylko o siebie.
Jeżeli jednak postanowisz rozstać się z mężem, bo nie zniesiesz tego cierpienia ( w końcu nie musisz), to też jest to dobre rozwiązanie, bo to będzie twój wybór i ty poniesiesz konsekwencje tak samo, gdy jednak zostaniecie razem.

Skup się na sobie, swoich potrzebach, utul w sobie to dziecko które zostało skrzywdzone, poświęć sobie uwagę, pobądź sama ze sobą, pokochaj siebie, bądź wyrozumiała dla siebie, zaakceptuj siebie i te emocje.
Co do przeszłości i karmy, to moja rada- nie oglądaj się wstecz, skup się na Teraz, nie myśl też o przyszłości, bo to niewiadoma.

Zastanów się czego ty chcesz, gdy już ochłoniesz, i dokonaj dobrego wyboru dla siebie. To twoje życie i to ty jesteś najważniejsza na świecie dla siebie, zasługujesz na szczęście, miłość i szacunek, na to co dobre dla ciebie.
Może poszukaj dla siebie psychoterapeuty/ psychologa, pisz tutaj na forum by zrzucić ten ciężar, by uporać się z cierpieniem , tą traumą.

Miłość szanuje. Kocham cię, więc w ciebie wierzę. Wiem, że jesteś wystarczająco silny, mądry, dobry, żebyś
dokonywał własnych wyborów. Nie muszę za ciebie decydować.
Sam to potrafisz.

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018