Witajcie,
mam 22 lata, 3 lata temu wyjechałam na studia za granicę. Na poczatku wszystko sie ukladalo, mialam wspanialego chlopaka, na ktorego zawsze moglam liczyc. Potem jednak poznalam F. kolege ze studiow mojego chlopaka. Bardzo pewny siebie, przystojny i swiadomy swojego uroku osobitego, typ podrywcza i łamacza kobiecych serc. Mimo ze wiedziałam jaki jest, cos mnie do niego ciagnelo, wciaz o nim myslalam. Na jednej imprezie nieco za duzo wypilam, odprowadzal mnie potem do domu i tak wyladowalismy w lozku. Mialam potem ogromne wyrzuty sumienia ze zdradzilam swojego chlopaka, w dodatku z jego kolega ale nie chcialam tego ukrywac, przyznalam sie i rozstalismy sie. Z F. zaczelismy sie potem spotykac ale nie byl to zaden zwiazek, w zasadzie kazda nasza niby randka konczyla sie w lozku. Chcialam czegos wiecej ale bylam tak bez pamieci zakochana, ze zgadzalam sie na ten uklad liczac, ze w koncu sam sie we mnie zakocha i cos z tego wyjdzie. Ale nie wyszlo. Po pewnym czasie nagle przestal sie do mnie odzywac. Kiedy sie gdzies przypadkiem spotykalismy albo rzucal przelotne „czesc“ albo udawal ze mnie nie widzi. Praktycznie codziennie plakalam w poduszke, wpatrywalam sie bez sensu w telefon liczac ze cos napisze. Po jakims czasie zauwazylam u siebie dziwne objawy, spoznial mi sie okres, zrobilam test i potwierdzily sie moje obawy- bylam w ciazy. Nie moge brac tabletek antykoncepcyjnych i niestety z zabezpieczaniem sie roznie bywalo. Wiem, ze to skrajna lekkomyslnosc z mojej strony i nigdy nie sadzilam, ze mnie spotka taka wpadka. Na poczatku kompletnie sie zalamalam, rozwazalam nawet aborcje jako najlepsze wyjscie z sytuacji. Jednak kiedy nieco ochłonęłam zupelnie wykluczylam te opcje, nie potrafilabym sie na to zdecydowac. Chcialam sie spakowac i nikomu nic nie mowiac wrocic do Polski ale moja mama na wiesc o ciazy wpadla w szal, powiedziala ze nie chce mnie widziec i skoro na wlasna prosbe spieprzylam sobie zycie to mam sobie sama radzic. Przyjaciolka przekonala mnie zebym zostala i nie rezygnowala ze studiow, postanowilam tez powiedziec o wszystkim F. Na poczatku zareagowal tak jak sie spodziewalam, wyszedl bez slowa i zostawi mnie sama. Po kilku dniach jednak sie odezwal, powiedzial ze to nasze wspolne dziecko za ktore musimy wziac odpowiedzialnosc i stanac na wyskosci zadania. Zaproponowal zebysmy wynajeli razem mieszkanie i sprobowali to jakos sobie poukladac. Ucieszylam sie, ze nie zostawil mnie z tym samej, znalezlismy mieszkanie i przez chwile spogladalam nawet z optymizmem w przyszlosc. Teraz jednak, kiedy mam sie niedlugo przeprowadzic ogarnal mnie znowu dołek i masa watpliwosci. Z jednej strony bardzo chcialabym zebysmy stworzyli rodzine, ja wychowywalam sie w rozbitej i nie chce tego samego dla swojego dziecka. Poza tym kocham go ale niestety wiem, ze to uczucie nie jest odwzajemnione, wszystko co robi wynika raczej z poczucia obowiazku i przyzwoitosci. Slyszalam o wielu parach, ktore zdecyowaly sie byc razem tylko ze wzgledu na dziecko i rzadko kiedy cos z tego wychodzilo…Nie chce go unieszczesliwic, nie chce czuc ze jest ze mna z przymusu, ale…gdzies tam znowu pojawia sie ta idiotyczna nadzieja, ze z czasem i on mnie pokocha i wszystko sie dobrze skonczy? Boje sie zostac z tym wszystkim sama, na razie okropnie znosze ciaze, chcialabym miec w nim wsparcie ale obawiam sie, ze to sie nie uda….Prosze Was o rady, co powinnam zrobic? Czy jest w ogole jakas dobra decyzja w tej calej sytuacji? Na razie mam wrazenie, ze czegokolwiek nie postanowie, będzie to błąd….:(
To, że oboje powinniście wziąć odpowiedzialność za dziecko to prawda - ale nie jest koniecznością wiązanie się na stałe. Możecie pomieszkać razem, zobaczyć, jak się układa, ale nie składajcie żadnych deklaracji na śmierć i życie, do niczego się nie zmuszajcie. Jak narodzi się między Wami uczucie - świetnie. Jak nie, to wtedy zamieszkacie osobno, a on będzie widywał dziecko, kiedy chce, wspomagał Cię finansowo, itp. Dobrze o nim świadczy, że chce wziąć odpowiedzialność, że Cię nie zostawił samej, nie wykorzystuj jego dobroci, nie łap go na dziecko, bo nawet jak Ci się uda, skończy się rozwodem albo wzajemną nienawiścią.
Dokładnie.
Związek to jest sytuacja między rodzicami i dziecka w to mieszać nie należy, bo to się zawsze źle kończy.
On może być ojcem dziecka nie będąc twoim facetem/narzeczonym/mężem. To, że zamierza wziąć za sytuację odpowiedzialność, chce cię wesprzeć - finansowo, emocjonalnie, itd. - to nie jest jakaś wielka zasługa, to minimum przyzwoitości. Fajnie, że trafił ci się przyzwoity facet, bo to rokuje nadzieje na to, że uda wam się tę sytuację ogarnąć w sposób cywilizowany, nie krzywdząc nikogo z bezpośrednio zaangażowanych.
Natomiast ty się nie nakręcaj, nie buduj sobie w głowie wizji szczęśliwej rodzinki, nie daj się opanować chciejstwu i hormonom, które każą ci wić gniazdko z biologicznym ojcem dziecka - bo to może być droga na manowce. Trzymaj się twardo rzeczywistości. Zamieszkajcie wspólnie, ok., ale nie wyczytuj z tego jakichś "dobrych prognoz na przyszłość". Po prostu obserwuj sytuację. Jeśli się naprawdę pokochacie, to wtedy można myśleć o związku. Ale jeżeli okaże się, że łączy was tylko dziecko, to należy to zaakceptować i nie robić z tego na siłę szczęśliwej rodzinki. Bo szczęśliwej rodzinki na siłę zbudować się nie da.
Wiele z takich związków się rozpadło ale też wiele skończyło się miłością
Nie nastawiaj się na nie.
Za mieszkacie razem, zobaczysz jak Wam będzie.
Trafiłaś na spoko kolesia ze chce ci pomoc bez sądów i wyroków. Teraz nie zawsze tak jest.
Jeśli potraficie się zaprzyjaźnić i nawzajem szanować to będzie ok.
Dziekuje Wam za odpowiedzi :-)
Oczywiscie, ze mozemy zamieszkac razem na probe, a w razie czego rozejsc sie kazdy w swoja strone. Ale ja juz przez ten czas zdazylam sie przyzwyczaic do mysli, ze musze sobie poukladac zycie bez niego i najzwyczajniej w swiecie sie obawiam tego wspolnego mieszkania. Przeciez nawet nie bylismy nigdy w normalnym zwiazku...pary decyduja sie zwykle na taki krok dopiero po wielomiesiecznej znajomosci, kiedy poznaly wszystkie swoje wady i zalety. Lekarz zalecil mi spokoj, a to moze byc krępująca i stresująca sytuacja. Co jesli bedzie sobie sprowadzal do domu jakies kobiety? Poza tym jest jeszcze kwestia finansow...ja mam duzo nauki wiec moge pracowac tylko dorywczo i nie jestem w stanie zaplacic nawet polowy tego czynszu. A niedlugo nie bede mogla w ogole pracowac....jego rodzice sa dosc bogaci wiec dla niego to nie problem ale mnie jest glupio byc na cudzym utrzymaniu, nie chce nikomu niczego zawdzieczac. A wydatki na dziecko tez sa spore, nie mam kompletnie pomyslu to jakos sensownie poukladac ...
Jeżeli masz wątpliwości co do wspólnego mieszkania - a masz inną opcję na lokum - to zwyczajnie mu wytłumacz, że nie uważasz tego za dobry pomysł. Że cieszysz się, że jest odpowiedzialny i chce wziąć odpowiedzialność za dziecko, ale to się nie musi równać wspólnemu mieszkaniu. Że nie chcesz z nim wchodzić w związek czy też "pseudozwiązek" tylko dlatego, że macie razem dziecko. Powiedz mu to wszystko, co napisałaś w swoim ostatnim poście. Myślę, że zrozumie.
Jeśli chodzi o utrzymanie dziecka, to uważam, że normalne i oczywiste jest, że facet się dołoży do wydatków - szczególnie, że sam deklaruje pomoc.
Usiądź z tym człowiekiem i po prostu z nim porozmawiaj, obgadajcie, jak widzicie przyszłość - waszą (wspólną, a może niekoniecznie) i dziecka.