Tak, tak, aż założyłam nowy temat, chociaż pewnie takich milijardy. Ale każdy przypadek inny
Takie tylko szybkie pytanie o przyjaźnie damsko-męskie.
Poznałam się z nim już dawno temu. Akurat był po zakończeniu ponad 5-letniego związku, ja podobnie. (On 32 lata, ja 26)
Tak zupełnie bez spiny się spotykaliśmy i świetnie się bawiliśmy. Widzieliśmy się niemal codziennie, częste rozmowy, obiady, spacery. Wspólne wakacje. Mówił mi, że jestem seksowna, że ma na mnie ochotę, że jestem taka super. Ale jednak trzymałam go na dystans (może za długo? za bardzo się bałam). A on nie brnął w nic więcej, nic poza te mini romanse nie wychodził. Czasem jakiś buziak, jakiś prezent, jakaś niespodzianka. Chyba się bawiliśmy w związek nie nazywając tego w żaden sposób.
Przespaliśmy się po ponad pół roku takiej zażyłej wspólnej zabawy. I udawaliśmy, że to nic takiego, że dalej można się super przyjaźnić. I tak drugi raz i trzeci...
Tylko, że ja już chyba mam dosyć. Już miałam dosyć długo przed tym seksem (żeby nie było, że to tylko seks mnie tak przywiązał). Chciałabym z nim być, przecież się świetnie dogadujemy, w łóżku też super.
Więc dlaczego z jego strony żadnej zmiany? Rozumiem, jeśli miałby mnie tylko do łóżka, ale przecież się przyjaźnimy i często mi mówił, że chciałby mnie znać już zawsze. Ale mówił też, że dla niego przyjaźń jest dużo ważniejsza (wartościowsza) od związków, bo związki się przecież kończą.
I trochę już nie rozumiem a bardzo ciężko cokolwiek z niego wyciągnąć.
Jestem tylko zastępczą dziewczyną zajmującą jego czas? Czy serio chce się przyjaźnić? Walczyć o to, starać się o niego? Zapomnieć o nim już zupełnie?
(No i wiadomo co w takiej sytuacji kobiecie przychodzi do głowy - "co jest ze mną nie tak, że mnie nie chce", chociaż zdaję sobie też sprawę z tego, że to raczej on ma kłopot)
Chciałabym z nim być, ale też nie chciałabym stracić takiej bliskiej osoby. Sama już do końca nie wiem co powinnam z nim zrobić.
Jakieś pomysły?