Postanowiła wyrobić książeczkę sanitarno - epidemiologiczną. Obecnie nie pracuje, ale z pewnością takowa mi się przyda. Na samą myśl, że mam iść do lekarza i jeszcze za to płacić, mam na myśli prześwietlenie płuc, robi mi się niedobrze. Wczoraj dzwoniłam do rodzinnego, żeby się dowiedzieć co potrzeba do takiej książeczki, to Oni odsyłają na numer do Lekarza medycyny pracy, ciągle się tylko o coś dzwoni i coś się człowiek pyta..Ku pamięci, ja też się Was coś spytam, jak będę w innym mieście chciała pracować itd. to tam też będzie problem z wyrobieniem książeczki sanitarno - epidemiologicznej ?!
Ekspertem nie jestem, ale taka książeczka jest chyba ważna przez jakiś tam okres czasu wszędzie - nie tylko w mieście, gdzie ją wyrabiałaś. Ale czego ty się właściwie boisz? Wizyty u lekarza, czy tego, że trzeba gdzieś zadzwonić, gdzieś podejść, o coś zapytać?
Ja też szczerze mówiąc nie bardzo zrozumiałam. Ty się w końcu boisz (wstydzisz, krępujesz?) czy zwyczajnie Cię wkurza fakt że żeby coś załatwić to trzeba się napocić?
Najczęściej (jeśli jesteś zdrowa) taka ksiażeczka jest wazna dwa lata. Zanim pojdziesz do lekarza medycyny pracy musisz mieć zrobiona analize krwi, moczu, rtg płuc i badanie kału z sanepidu. Książeczka jest ważna w całesj Polsce chociaż niektóre firmy maja swoje wewnetrzne "przepisy" i wysyłają do swojego lekarza.
Ja też niebardzo lubie robić takie rzeczy, ale akurat lekarz to zaden problem dla mnie. Bardziej przeraza mnie chodzenie po urzędach. Nawet teraz na samą mysl ssie mnie w brzuchu. Niestety nic sie samo nie zrobi :-(
Mam chyba podobny problem. Moja obawa wiąże się z tym że jak pójdę dajmy na to do urzędu załatwić jakąś tam najgłupszą sprawę na świecie, którą załatwiają od ręki miliony ludzi na świecie, to nie wiem język mi się zaplącze, palnę jakieś głupstwo czy coś w ten deseń. No po prostu nie lubię dzwonić do obcych ludzi pracujących w jakichś instytucjach czy mieć z nimi jakąkolwiek styczność bo jakaś "krempacja" się we mnie rodzi no.
Ja przez telefon moge zalatwic wszystko. Po prostu gdyby trzeba bylo to sprzedalabym chinczykom stadion narodowy. Przez telefon. Jak ide osobiscie sprawa mi sie strasznie komplikuje. I to nawet nie to, ze boje sie ze cos palne. Po prostu boje sie. Dlaczego ?
Ja przez telefon moge zalatwic wszystko. Po prostu gdyby trzeba bylo to sprzedalabym chinczykom stadion narodowy. Przez telefon. Jak ide osobiscie sprawa mi sie strasznie komplikuje. I to nawet nie to, ze boje sie ze cos palne. Po prostu boje sie. Dlaczego ?
Ja mam odwrotnie. Strasznie sie stresuje jak mam gdzies zadzwonic. Przewaznie planuje to i mysle o tym juz dzien wczesniej. Jest na to jakies wyjasnienie? Chyba nie. A zeby bylo smieszniej, to pracowalam w call center ![]()
Ja też się kiedyś bałam dzwonić czy załatwiać jakieś sprawy osobiście. Lecz nie wiem czy to z wiekiem? czy z ilością spraw do załatwienia? przełamałam się i na dzień dzisiejszy czy przez telefon czy osobiście jestem w stanie załatwić wszystko czy nawet wykłócić się o swoje. Myślę, że akurat moje "przełamanie" wyszło w związku z pojawieniem się córki, parę razy w szpitalu, różne badania, mój rozwód z jej ojcem, alimenty, pozbawienie go praw rodzicielskich, bieganie po urzędach, załatwianie całej papierologi. Trzeba walczyć o swoje. A druga sprawa przecież we wszystkich urzędach czy jakichkolwiek instytucjach, gdzie załatwiamy różne sprawy, też pracują ludzie tacy jak my. Więc więcej odwagi:)
Dokladnie, z biegiem czasu, gdy mamy coraz wiecej do zalatwienia nasz stres przed tym znika. Jak juz sie czlowiek przelamie raz, drugi i trzeci, to pozniej jakos latwiej to przychodzi... ![]()