Ja lubię oglądać "90210" do śniadania w wolny dzień
Poza tym byłam bardzo ciekawa tej różnicy, między "starym" Beverly Hills a nowym i widzę znaczą;
w latach '90 nastolatka martwiła się, że wpadła z chłopakiem, dziś: po stwierdzeniu genetycznej choroby, usilnie próbuje zajść w ciążę z przyjacielem-gejem, by "zdążyć".
No i w tamtych czasach ta yuppie młodzież nie pracowała, nic ze sobą nie robiła. Teraz, robią karierę; piosenkarki, DJ-a, aktora, był też motyw o wystawie w galerii sztuk pięknych.
Tamtego 90210 akcja była niezwykle przewidywalna, tego: nie jest, non stop dzieją się takie rzeczy jak w co najmniej "Dexterze"
Nic się jednak nie zmieniło pod tym względem, że w dobrej paczce przyjaciół każdy jest z każdym po kolei 
Natomiast co do tej paczki.... tutaj widzę coś niesamowitego; "przyjaciółki", "przyjaciele" które podkładają sobie niezwykłych kalibrów świnie, po jakimś czasie godzą się a nawet zamieszkują razem.
W "starym 90210" jednak był jakiś.... morał; wiecie, Kelly z Brendą się pokłóciły, ale jednak któraś przez jakąś obrazkową sytuację zrozumiała swój błąd, szła do Brendy, przepraszała i wszystko było OK.
Tutaj morałów nie ma żadnych, jedna osoba, taka Annie powiedzmy, była oszukana już chyba przez każdego "przyjaciela" z osobna i osoby, które podawały się za przyjaciół, też (haker, który związał się z nią chcąc wyłudzić informacje, inny to np.Jasper, osoba niezwykle toksyczna itd.) i co się dzieje? Annie pogodzenie się z oszustwem nie zajmuje dłużej niż pół odcinka, po czym zalicza kolejne, kolejne, które kompletnie nie uczą jej niczego, żadnej ostrożności na przyszłość.