Witajcie,
nie wiem, w jakim dziale ten temat powinien się znaleźć, więc jeśli umieściłam go źle to bardzo przepraszam. Oto mój problem:
Planujemy z partnerem kupić mieszkanie. Nie mamy ślubu. Ja jestem w ciąży i nie mam pracy, bo jeszcze studiuję i pomagają mi rodzice, w sumie jestem na ich utrzymaniu. Chciałam oczywiście podjąć jakąś pracę, ale nikt nie chce mnie przyjąć w tym stanie.
Plan był taki: On bierze kredyt na mieszkanie, zarobki ma średnie, ale myślę, że coś by się znalazło. Jesteśmy z małego miasta, więc mieszkania nie są aż tak drogie. Chcieliśmy mieszkanie 2-3 pokojowe.
Dzwoniliśmy to pani, która robi symulacje kredytów i ona powiedziała nam wstępnie, że na 100% żaden bank nie da mu kredytu (jako kawalerowi) na m4 i zawsze większy kredyt dostanie się jak ma się ślub. Ma nam wysłać ankietę i dopiero wtedy będziemy dalej kombinować. Moje pytanie jest następujące.
Jeżeli weźmiemy ten ślub to przecież jego zarobki podzielą na dwa, tak? Bo ja nie mam dochodów, a raczej żadnego banku nie przekona to, że rodzice będą nam pomagać
A jak podzielą te zarobki to czy w ogóle jakiś kredyt dostaniemy? Jak myślicie, co robić? Czy jest sens brać ten ślub i szukać czegoś większego czy lepiej zadowolić się mniejszym mieszkaniem, na które dostanie kredyt sam?