Przeżyłam w życiu coś pięknego... Chciałabym się z Wami tym podzielić i pomyśleć nad radami. Jesteście osobami bezstronnymi i na pewno trzeźwiej ocenicie tę sprawę.
Z góry dziękuję za wszelkie komentarze.
zaraz opiszę co i jak...
Podobne tematy
10 lat temu poznałam swoją pierwszą miłość (wiecie pierwsze zauroczenie, imprezy, sex... którego się nie zapomina) były to czasy młodości więc szaleństwa i chęć poznawania czegoś nowego sprawiła, że się rozstaliśmy. On balował, a ja płakałam w poduszkę, że tak go kochałam, straciłam co najcenniejsze a on to olał (chociaż mieliśmy tylko po naście lat, niby młodzi i głupi)
Mijały dni, miesiące, lata... Ja w tym czasie wykorzystywałam mężczyzn, myśląc że jakoś odegram się na losie, aż trafiłam na faceta (później męża), który nie dawał za wygraną, przyjeżdżał, dzwonił, twierdził że kocha. Pochodzę z rodziny, gdzie że tak to nazwę ,,żyje się trochę stereotypowo". Pomyślałam sobie, zranione serce, straciłam swą miłość, może czas na nowo się zakochać i zapomnieć o przeszłości. Dałam mu szansę, stworzyliśmy świetny związek. On był w wojsku, ja czekałam... Czułam że jestem naprawdę kochana przez niego. Po 3 latach postanowiliśmy wziąć ślub.
No i już w wesele pojawił się pierwszy znak, że jego rodzina (mam na myśli mamusię) jest ważniejsza od świeżutkiej żony. Potem wiele innych znaków, gestów i czynów udowadniały mi gdzie jest tak naprawdę moje miejsce.
Zamieszkaliśmy u moich rodziców, nie brali od nas żadnej kasy, byśmy mogli się wybudować. Niby jak w normalnej rodzinie. Mój mąż miał 3 etaty, swoją pracę, pomoc u rodziców (mają duże gospodarstwo) no i budowa. Jak wracał do domu, to praktycznie czułam, że jestem od prania, gotowania i spełniania małżeńskiego obowiązku w łóżku. Mąż mył się, zasypiał. A przy dobrym wietrze miał ochotę na sex, zaspokoił się w 3 min i znów zasypiał...
Miałam już tego serdecznie dość. jak udało mi się znaleźć chwilkę w jego napiętym grafiku by pogadać, to zawsze dochodziło do sprzeczek. Ja byłam tą najgorszą, która nie docenia tego co on dla mnie robi. Jak tylko się odzywałam, wyzywałam go, że nie ma dla mnie czasu by nawet pogadać, to razem z moją mamą sprowadzali mnie na ziemię, że niby tak ciężko pracuje, a ja jeszcze robię mu jazdy.
Mi naprawdę zależało by wrócił ten facet którym był przed ślubem. Tak bardzo mnie kochał, uwielbiał, przytulał, całował. A od ślubu jakby piorun w niego wstąpił, włączyła mu się chora ambicja i nie dawała za wygraną.
Czy ja naprawdę zbyt wiele chciałam? Miałam przemilczeć to, że na każde piernięcie jechał do mamusi, siedział wszędzie z każdym tylko nie ze mną. Ja byłam tylko do łóżka i siedzenia cicho?
Teście mieli do mnie żal, że każdą wypłatę ładuję w studia, a mąż za swoją stawia dom, że niby pójdę na gotowe. Znosiłam obelgi za wszystko, musiałam im ustępować na każdym kroku...
Moja mama powiedziała mi kiedyś ,,Dziecko pamiętaj nigdy nie stawiaj męża przed wyborem: ja albo mama, bo tak się nie robi", więc milczałam nie chcąc rozpętać burzy. Pomyślałam innymi kategoriami. Może skoro studia skończyłam, budowa brnie powoli do przodu, mój i tak na mnie nie ma czasu, to może postaramy się o dziecko, wtedy zrozumie, że założył i ma rodzinę. Znów się pomyliłam. Jakimś cudem podczas tego naszego kilkuminutowego sexu zaszłam w ciążę. Mimo iż 9 miesięcy słyszałam: spójrz w lustro, jak ty wyglądasz, zadbaj o siebie, jesteś coraz większa... pomyślałam urodzi nam się maleństwo, to wreszcie mnie zauważy. Kolejna pomyłka. Od czasu gdy urodziła nam się córeczka zaczęłam oddalać się od męża, całą swoją miłość przelałam na nią. Od 4 lat jest najważniejszą osobą w moim życiu.
Mój mąż pracuje w mundurówce, koledzy, imprezy stały się dla niego czymś. Poczuł się kimś, bo pomaga rodzicom, ma żonę, dziecko, budowa prawie skończona (nie wspominając że każdą wolną chwilę spędził na pucowaniu swojego auta, kupnie sobie coraz to nowszego auta itd). Typowy facet, założył rodzinę, ma dobrą pracę, ceniony za pomoc rodzicom, wybudował dom - zapewnił byt rodzinie.
Tak naprawdę przez te swoje chore plany naprawy świata i mylnej wiedzy o tym co to jest rodzina, tak naprawdę ja stracił. A ja głupia siedziałam cicho, bo moja mama stała za nim jak stróż. Powtarzała ,,Dziecko co ty chcesz od niego, chłopak tak się stara, zapierd... jak osioł, czasu nie ma na nic, postawił wam dom, pracuje, pomaga rodzicom, nie bije cie, nie zdradza... Gdzie ty byś takiego znalazła?"
Kochani... czy ja mam coś nie teges pod sufitem czy co? Mi naprawdę nie zależało na domu, samochodach czy coś. Ja chciałam mieć kogoś, żyć z kimś, zostawić wcześniejsze życie i zacząć nowe- z nim! Przez tyle lat brakowało mi rozmowy, przytulenia, czułości. Jedyny mój kontakt z nim to wybór płytek, kuchenki, farby. Jak chcieliśmy gdzieś wyjechać na wakacje to teście go powstrzymywali, mówiąc że szkoda kasy. Przecież mamy erę komórek, skoro nie miał czasu rozmawiać po ciężkim dniu, mógł wysłać sms. Ale nieeeeeee, jego mamusia wmówiła mu że używanie telefonów jest rakotwórcze........
To co pisze może wyglądać jak paranoja ale naprawdę tak było.....
Rok temu wreszcie wprowadziliśmy się do tego naszego domu.
Teraz w czerwcu minęłaby nam 7 rocznica ślubu, nasza córka w maju będzie miała 4 latka...
A ja? Od miesiąca mieszkam znów u swoich rodziców. Dlaczego?
Nie mogłam znieść myśli, że to wszystko przez nasz honor, ambicje. Nie mogłam tak żyć. Jak tylko wyprowadziliśmy się od moich rodziców i miałam tzw ,,popuszczone lejce" tak postanowiłam odejść od niego. Wiem że to chore co piszę, ale tak zrobiłam. Cieszenie się swoim kątem nie trwało zbyt długo. Jak tylko mój mąż zaczął sprowadzać na parapetówy co sobotę swoich kolegów to mina mi zrzedła. Nie lubił jak wpadała moja rodzinka, bracia, kuzynostwo. Najszczęśliwszy był jak odwiedzali nas jego klawisze, wtedy było ok...
A tak na marginesie, to dodam, że jego rodzice przez 5 lat jak mieszkaliśmy u moich rodziców nie odwiedzili nas (jego- ich syna) nawet w urodziny czy imieniny. Nie tolerowali mnie od samego początku, a ja głupia wierzyłam, że będę dla niego najważniejsza i skoczy za mną w ogień. Gdy zamieszkaliśmy u siebie, to w ciągu roku odwiedzili nas tylko 2x. Na urodziny naszej córki i gdy dowiedzieli się, że znalazłam sobie kogoś innego i chcę odejść- wtedy wpadli prawić mi kazania.
Tak- tak się stało.
Nie zniosłam myśli, że mój mąż ma wszystko i zaczyna mnie namawiać na 2 dziecko. Jak mogłam mu po tym wszystkim uwierzyć, że jeszcze będzie umiał być mężem i ojcem? Nie mogłam siedzieć cicho. tym bardziej, że moja mama nie stała obok broniąc go i nie zamykała mi buzi jak krzyczałam.
Po 6 miesiącach jak się wprowadziliśmy do naszego domu posłałam córkę do przedszkola (co oczywiście nie spodobało się moim teściom, bo zabrałam małej dzieciństwo - Córka miała wtedy 3,5 roku, a my oboje pracowaliśmy, uznałam to za słuszne) i zaczęłam ............
Postanowiłam ułożyć sobie życie na nowo z kimś innym, gdyż różnica charakterów i ciągle odmienne zdanie oddaliło mnie od męża tak, że nie potrafiłam już go kochać, a sex z obowiązku wręcz odpychał mnie od niego. Poczułam, że miłość między nami wygasła, a nasze małżeństwo było przez tzw zasiedzenie, z przyzwyczajenia? Sama nie wiem jak to określić. na dodatek ta jego nieodcięta pępowina z mamusią tak mnie wkurzała...
Gdy w wolnej chwili zajmowałam się małą, a u niego nie było kolegów to zaczął mnie zauważać. Ja by unikać konfrontacji sprzątałam, piekłam, gotowałam. Szłam spać jak on już chrapał.
Nie mogłam znieść myśli, że tak bardzo w życiu się pomyliłam, nie chciałam wiecznie ustępować miejsca jego nowej ,,bryce", kumplom albo jego rodzicom. Postanowiłam odejść od męża. Zaczęłam pisać sms z moim pierwszym chłopakiem (odświeżyłam tę znajomość- oboje wiedzieliśmy że nie ułożyło nam się, wciąż pamiętamy tamto uczucie sprzed lat), od spotkania do spotkania i nie wytrzymałam ,,noszenia płaszcza na 2 ramionach" i o wszystkim opowiedziałam mężowi. Powiedziałam mu, że już go od dawna nie kocham, rozstanie było tylko kwestią czasu, chcę odejść. Głupia- nie mogłam mu spojrzeć w oczy, więc przyznałam się do pisania z tamtym kolesiem. Sądziłam że po tylu latach należy mu się szacunek i powinien wiedzieć dlaczego odchodzę.
Przyznałam się, że brakowało mi jego wsparcia, czułości, nie zależało mi na imprezach czy godzinnym sexie, tylko na tym by czuć, że mam męża, na rozmowie, brakowało mi tej drugiej osoby. Nie miałam z kim pogadać, komu się wyżalić. Powiedziałam, że poczułam u tego drugiego faceta to czego brakowało mi u męża.
Z początku mąż mnie przepraszał, mimo iż wiedział że nie dopuściłam się zdrady chciał bym została, chciał wynagrodzić mi te stracone lata.
A ja głupia myślałam, że może faktycznie dostrzegł mnie jako żonę, matkę a nie kobietę do łóżka.
Chciałam, naprawdę chciałam spróbować.. ale nie potrafiłam, już nic do niego nie czułam, nie chciałam go okłamywać, robić nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek pokocham go i postanowiłam odejść.
Wyprowadzałam się z domu 3 razy. Przez ten rok w nowym domu żyłam pod presją. Każdy wmawiał mi, że powinnam spróbować dla dobra dziecka, że dla dobra córki mam wrócić, dziecko powinno mieć oboje rodziców pod jednym dachem. Szlag mnie trafiał od tego wmawiania mi gdzie jest moje miejsce. Jak moi rodzice dowiedzieli się, że jest coś nie tak, mam innego na boku, to namawiali mnie bym nie odchodziła od męża bo za parę miesięcy mój brat ma wesele i co ludzie powiedzą, taka tragedia w domu, wesele będą musieli odwołać... obłęd... więc wróciłam do męża, po weselu brata znów się wyprowadziłam, to mój mąż przyjechał za mną i zrobił awanturę, że zabierze mi dziecko, wyzywał od najgorszych i faktycznie dziecko zabrał mi siłą. Więc wsiadłam w auto i wróciłam za nimi. Tam zaczął się dramat, ciągłe wyzwiska, że jaka to ja nie jestem, co ja zrobiłam, wszystkich skrzywdziłam, jaką mam teraz na mieście opinię itd
Nie zależy mi na dziecku, wychowam ją tak jak mnie wychowali i inne oszczerstwa. Nie wytrzymałam tego, zaryzykowałam i odeszłam miesiąc temu na dobre. Wróciłam do rodziców a tu znowu dramat.
Myśleć się nie dało, mama wpadła w szał, schudła strasznie, nerwy i wstyd niszczą ją.
Bóg mi świadkiem do zdrady nigdy nie doszło, a tępią mnie wszyscy bo zawsze jest wina kobiety.
Teraz każdy ode mnie się odwrócił, każdy tępi moją decyzję, gadają że poleciałam na kasę, tu miałam wszystko (dom, rodzinę) a teraz nie mam nic.
Ludzie to co wyprawia teraz mój mąż, to obłęd. Nim wyprowadziłam się z domu był u adwokata i dopytywał się jak mnie załatwić. Mieszkam miesiąc u rodziców, znoszę to jakoś, staram się by mała nie odczuła tego aż tak bardzo (w końcu tu się wychowywała 3lata), a ten gra pod publikę i każdy się nabiera. Nawet umówił nas na wizytę u notariusza, bym oficjalnie zrzekła się jakichkolwiek praw do domu. Jego koledzy z pracy (ich znajomości) i rodzice (zawsze z kupą kasy-którzy zagrozili, że zrobią wszystko by mi zabrać i córkę) tak ślepo mu ufają, że równają mnie z błotem.
Czy ja aż tak muszę cierpieć, tylko dlatego że przytakiwałam całe życie na poczynania męża, dałam sobą manipulować, a jak tylko zdobyłam się na odwagę by to wreszcie zakończyć, to taką zapłatę dostaję???
Chciałam uzyskać poradę prawną, gdziekolwiek udałam się do adwokata, to odsyłali mnie z kwitkiem, bo obowiązuje ich tajemnica, a mój mąż był u nich już wcześniej, także nie mogą mi pomóc. Jego rodzice (fuul kasy) opłacili notariusza, u którego się nie stawiłam. No bo niby z jakiej racji mam się zrzec domu, ten pewnie opłaci świadków i zabiorą mi małą. Im naprawdę nie chodzi o dobro dziecka, tylko chęć dokopania mi że odważyłam się spojrzeć na innego.
lusi...po przeczytaniu części Twojej historii nie potrafię znaleźć dla Ciebie zrozumienia i sympatii.
Teraz jest źle...ale dopiero teraz to widzisz, bo jest ktoś inny...
Godziłaś sie na te 3 etaty męża, bo przynosił pieniądze na dom i samochody.
Mieszkaliście u rodziców i pozwoliłaś, aby Was utrzymywali - no bo przecież budowaliście dom.
Dlaczego dopiero teraz Ci sie to nie podoba? Nie mogłaś tego przerwać wcześniej??
Kto prowadził dom, gdy mieszkaliście u Twoich rodziców? Kto gotował??
Czu uwagi męża pod adresem Twojego wyglądu w ciąży naprawdę nie były pozbawione podstaw? Dbałaś o siebie, czy wyręczana przez mamę leżałaś na kanapie, zamiast chodzić na gimnastykę ciążową?
Dlaczego nie cieszyłaś sie sympatią teściów?
Prosiłaś ich kiedyś do Was, proponowałaś jakieś wspólne swięta, czy czekałaś, aż sami może kiedyś przyjdą?
Teraz znów jesteś u rodziców...
Ciężko być gospodynią?
Teraz odpowiem na Twoje pytanie:
Generalnie - tak, skrzywdzisz dziecko...
Bo dziecko powinno wychowywać sie z obojgiem rodziców.
Czasem jednak lepiej to przerwać, jeżeli w domu jest otwarta wojna i nieszczęśliwa matka. Wtedy jednak trzeba dokładnie się zastanowić, jak postępować z dzieckiem, jak zorganizować wizyty, co zrobić, aby w wychowywaniu dziecka brali udział oboje rodzice. I nie wchodzić tak szybko w nowy związek...
Do czego zmierzam?
Nasza córka zaraz będzie miała 4 lata, od maleńkości tu się wychowywała, czy ja naprawdę wybrałam większe zło wprowadzając się tu?
Czy naprawdę tak dobrym rozwiązaniem byłoby to, bym wróciła do domu, udawała szczęśliwą (jak do tej pory) rodzinkę tylko dla dobra dziecka?
Czy te dziecko będzie szczęśliwsze mając razem oboje rodziców, mimo iż spalibyśmy osobno, nie rozmawiali, kłócili się? Da się w ogóle żyć w związku, gdy kocha tylko 1 osoba?
Czy warto tak się poświęcić bo inaczej odchodząc od męża skrzywdzę dziecko?
Mąż 2 tyg temu przywiózł mi do domu wszystkie moje rzeczy, wszystko co moje, a w walentynki rzucił mi pozwem rozwodowym z orzekaniem o mojej winie. Powiedział że nie chce mnie znać i od tamtej pory gra pod publikę. Wie że moja mama zawsze stała za nim więc jak przyjeżdża po małą co drugi dzień to mówi jak to bardzo mnie kocha, że wszystko mi wybaczy, bym wróciła. A tak naprawdę odwiedza adwokatów, notariuszy, kolegów i obmyśla plan jak pozbyć mnie wszystkiego. Jego chora ambicja została urażona, a to w jego rodzinie jest niedopuszczalne!
Przed innymi udaje jak to mnie kocha, a jak nikt nie widzi, nie słyszy wyzywa mnie od najgorszych i grozi.
Manipuluje mnie a ja już czasami mam dość wszystkiego!
Szkoda mi jest tylko córki, chcę dać jej normalne życie. Nie mam zamiary zabraniać jej wizyt u ojca, ani by nazywała nowego kolegę mamusi- tatusiem.
Mój mąż chodzi do pracy co 2 dzień i chce widywać dziecko w pozostałe dni. Powiedział, że jeśli na rozwodzie będę chciała mu ograniczyć prawa do widzeń z córką, to mnie załatwi. i od miesiąca córka praktycznie spędza czas w foteliku samochodowym. Jeden dzień u mnie drugi u niego.
Sory muszę odpasować, nie wyrabiam jak to piszę.
Już źle, że trzykrotnie dziecko musiało wyprowadzać się z domu.
Źle, że zaczynacie grać dzieckiem.
Źle, że juz musi poznawać "nowego kolegę mamusi".
Oczywiście, ża adwokat nie powie Ci, o czym rozmawia z nim twój mąż. Obowiązuje tajemnica, ale przecież są inni adwokaci...
Teraz jest źle...ale dopiero teraz to widzisz, bo jest ktoś inny...
Mylisz się, byłam żoną od początku, do pracy chodziłam aż do 8 miesiąca jak byłam w ciąży, nigdy nie leniuchowałam w domu, jego nie interesowało nawet to co sie działo z małą gdy szłam do pracy a on był u mamusi.
Nie cieszyłam się z jego kasy. U rodziców robił za darmo a nasze wypłaty szły w budowe lub jego auta,
Od kilku lat jeżdżę cinkusiem, więc to chyba nie luksusowe auto, bez ogrzewania itd, mój mąż ma wypasione fury bo wstyd do pracy starym podjechać.
Nie pcham się w nowy związek
Nie odzywałam się wcześniej bo jak już wspomniałam nie miałam w nikim wsparcia, każdy był za nim- poważanym klawiszem. Komukolwiek mówiłam że brakuje mi rozmowy z nim, pomocy w czymkolwiek, to każdy odpowiadał mi ,,ale co ty od niego chcesz, to dobry chłopak, pomaga rodzicom, buduje wam dom, nie bije, nie pije"
Mi naprawdę zależało na życiu z kimś naprawdę a nie tylko formalnie.
Zaraz pomyślicie czy ja z mężem o tym rozmawiałam. Otóż tak- wielokrotnie mówiłam mu, że trzeba coś z tym zrobić, czuje się źle z tym że ciągle go nie ma. Ale on nie miał siły gadać, bo zasypiał na stojąco.
Przecież tydzień miał 7 dni, tak ciężko znaleźć w nim choć godzinę by porozmawiać? To naprawdę tak dużo? Każdy zamykał mi usta, bo dobrze trafiłam, a tak naprawde nikt nic o nas nie wiedział. Zajeb.... dobrze sie maskowaliśmy.
W żadnym wypadku nie zrzekaj się praw do domu!!
Nic nie podpisuj.
Twoja sytuacja rozwodowa nie jest dobra - mąż wie, że masz kogoś.
Dla sądu ważne będzie to, jaką jesteś matką, jak opiekujesz się dzieckiem.
Może trzeba by było udać sie do psychologa dziecięcego, aby pomógł Ci opracować plan Waszej opieki nad dzieckiem. Takie coś będzie ważne dla sądu...
Zwykle, gdy ktoś opowiada swą historie o decyzji o zakończeniu toksycznego związku, kibicuję z całego serca. Przy czytaniu Twojej historii tak nie miałam.
Zaczęłam się zastanawiać nad przyczyną.
I dotarłam do niej.
W tej historii wszyscy są winni.
Twój mąż, bo pracował na kilka etatów zarabiając pieniądze na budowę waszego domu.
Twoi rodzice, a raczej twoja mama (ojciec jakiś niewidoczny), bo twierdziła, że nie doceniasz wysiłku męża.
Twoi teściowie, bo nie odwiedzali was.
Twój brat, bo namawiał Cię do powrotu do męża.
Jedyną osobą, która była w tym wszystkim osobą bezwolną, bezdecyzyjną, podporządkowaną, cierpiącą, szukającą rozwiązania, byłaś Ty.
I tu mi zgrzyta, bo rzeczywistość nie jest czarno-biała.
Poza tym, podpisuję się pod uwagami komy5.
to ciekawe co piszecie ale życie jest brutalne a my niesprawiedliwi
to nie brat mnie namawiał do powrotu... moja mama zawsze znalazła powód bym wróciła do męża
(trwało to tyle czasu, bo szantażowała mnie nawet swoim życiem)
za wszelką cenę ratuje związek
ale czy można żyć na siłę z kimś?
13 2012-02-21 10:31:03 Ostatnio edytowany przez maxi (2012-02-21 10:32:18)
Żyć z kimś na siłę nie można.
Winę w tym związku ponoszą obie osoby. Mąż Lusi też nie był facetem bez skazy. Budował dom, miał coraz nowszą furę, żonę zaniedbał i nie widział tego, czego ona potrzebowała, a ona nie chciała domu, czy najnowszej fury, tylko męża, który byłby jej wsparciem, opoką, przyjacielem, najbliższą osobą. Tego tu nie widzę. Nie potrafili ze sobą rozmawiać, każde z nich miało inne
potrzeby i oczekiwania.
Po długim czasie takiej szarpaniny, robienia sobie nawzajem na złość i miłość z obu stron uleciała.
Najważniejsze w tej sytuacji jest dziecko i może rzeczywiście dobry jest pomysł Komy z pójściem do psychologa dziecięcego.
Dziecko potrzebuje miłej, spokojnej atmosfery w domu, czego już nie ma, kochających się rodziców, czego tez już nie ma, musi wiedzieć, że to co się stało, to nie jego wina, że rodzice mimo, iż będą mieszkać już oddzielnie, to kochają go nadal bardzo.
I to zapewne powie psycholog.
Żyć z kimś na siłę nie można i się nie da.
Winę w tym związku ponoszą obie osoby. Mąż Lusi też nie był facetem bez skazy. Budował dom, miał coraz nowszą furę, żonę zaniedbał i nie widział tego, czego ona potrzebowała, a ona nie chciała domu, czy najnowszej fury, tylko męża, który byłby jej wsparciem, opoką, przyjacielem, najbliższą osobą. Tego tu nie widzę. Nie potrafili ze sobą rozmawiać, każde z nich miało inne
potrzeby i oczekiwania.
Po długim czasie takiej szarpaniny, robienia sobie nawzajem na złość i miłość z obu stron uleciała.
Najważniejsze w tej sytuacji jest dziecko i może rzeczywiście dobry jest pomysł Komy z pójściem do psychologa dziecięcego.
Dziecko potrzebuje miłej, spokojnej atmosfery w domu, czego już nie ma, kochających się rodziców, czego tez już nie ma, musi wiedzieć, że to co się stało, to nie jego wina, że rodzice mimo, iż będą mieszkać już oddzielnie, to kochają go nadal bardzo.
I to zapewne powie psycholog.
też tak myślę, oddaliłam się od męża, nie potrafię go już kochać i nawet powiem wam szczerze, to już nie chcę. On z kolei nie potrafi mi już zaufać i nawet nie oczekuję tego od niego.
Dziwi mnie tylko jego postawa... najpierw wybaczamy sobie i dajemy szansę na odbudowanie uczucia między nami, a potem on pęka i robi awantury.
Wiem, że oboje ponosimy za to winę (on- bo zapomniał o żonie, a ja- bo wolałam odejść)
Ale nie rozumiem jego zagrywek. Najpierw odchodzę- on prosi bym wróciła dla dobra dziecka.
Po tygodniu przywozi mi resztę rzeczy i nie chce bym wróciła.
Potem wydzwania że kocha, że nie może beze mnie żyć.
Odwiedza adwokatów, umawia nas do notariusza bym zrzekła się domu.
Znowu błaga o powrót, kocha itd
Następnie wyzywa mnie od najgorszej (nawet teściu powiedział mu, że ja im od samego początku nie pasowałam na synową, a mój mąż potrzebował 10 lat by zrozumieć kim jestem)
Robił niezrozumiałe dla mnie akcje (bo albo się kocha albo nienawidzi)
Przyjeżdżał po dziecko błagał do powrotu, był zapłakany, miły, rozżalony (bo moja mama na to patrzyła), a jak zabierał małą to wydzwaniał i wypisywał sms-y z obelgami.
Przy każdym spotkaniu robił dobre wrażenie, chciał przytulić, pocałować, a potem przez tel znów wyzwiska.
Nie ogarniałam tego
CZY NAPRAWDĘ MOŻNA RANO KOCHAĆ, A WIECZOREM NIENAWIDZIĆ?
16 2012-02-21 17:59:33 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-21 17:59:56)
Można!
Nie można tylko jednocześnie, w tej samej chwili, przeżywać dwóch skrajnych uczuć, ale w pewnym oddaleniu w czasie jest to możliwe i występuje to naprawdę często. Przecież u Ciebie było/jest podobnie.
Przypomnij sobie swoje uczucia do swego dziecka.
Czy zawsze je kochasz? Kochasz je w chwili, gdy coś celowo niszczy lub urządza histerie? Sama widzisz. ![]()
niby powiedział, że zależy mu na szczęściu dziecka i nie będzie robił pod górkę na rozwodzie, chce szybko o mnie zapomnieć, bo kolejka innych dziewczyn czeka pod jego drzwiami i czeka aż będzie wreszcie wolny, dlatego sam prosił byśmy faktycznie szybko i bezproblemowo się rozwiedli (dla dobra dziecka), dlatego nie będziemy w pozwie orzekać o winie.
Po wizytach u adwokata (który zapewne powiedział mu, że działa zbyt pochopnie wywożąc moje rzeczy z domu i umawiając nas do notariusza) pokazał mi w walentynki, że to on wnosi o rozwód ale z orzekaniem o mojej winie (bo jak twierdził, nie chciałam się zrzec domu to on mi to wynagrodzi).
Znowu tydzień różnych smsów (kocham, wróć, wychowasz swą córkę tak jak ciebie wychowali, zrobisz z niej to co z siebie zrobiłaś, gardzę, nienawidzę, pragnę, jesteś mym światem, zbeszcześciłaś swą dup... itp) obłęd.
Zasłużyłam sobie na to? Może troszeczkę, ale on rozbija mnie totalnie tymi swoimi chwiejnymi uczuciami.
A dziecko? Tak macie racje jest dla mnie najważniejsze. Powiedziałam mężowi, że jak mu tak bardzo zależy na tym domu to sie zrzekne każdej złotówki (jeśli oczywiście córka dostanie moją część), mi zależy tylko na niej.
Rozmawiałam już z psychologiem i powiedziała, że zaprasza ale jeszcze nie teraz. Dziecko jeszcze nie odczuło rozstania rodziców. Powiedziałam, że zrobiłam to, bo nie mogłam pozwolić, by kolejny raz jak mąż mi jazdy robił- ona na to patrzyła. Nie macie pojęcia jak się tego bała. Raz zdarzyło się, że krzyknęłam jak mnie mocniej szarpnął za rękę, to mała nie mogła opanować płaczu, żeby tata nie bił mamusi.
Czy naprawdę źle zrobiłam zabierając dziecko z tego domu. Jako tako przemocy fizycznej nie było ale żal mi było małej jak uciekała na piętro by nie słyszeć kłótni, zatykała uszy, płakała albo milczała ze strachu.
My idioci sami jej to zafundowaliśmy. Ja zdałam sobie sprawę dlatego odeszłam- chciałam jej tego oszczędzić. A mój mąż i inni obwiniają mnie, że teraz tym odejściem dopiero skrzywdzę dziecko. Ja naprawdę nie mam zamiaru zabraniać jej kontaktów. Ma ojca i wciąż powtarzam jej, że tatuś ją kocha, dziadkowie też itp. Ma dopiero niecałe 4 lata więc to za wcześnie by jej mówić co jest przyczyną ale chcę by widywała tatusia, moich teściów. Bo nie jest winna temu, że rodzice popełnili błąd.
Myślę też (jak się mylę, to mnie poprawcie) że wracając do rodziców gdzie się wychowała 3 lata nie odczuje aż tak bardzo stresu związanego z rozwodem- oczywiście zadbałam już o pomoc psychologiczną. Mała narazie myśli, że jadąc do tatusia- mama idzie do pracy, a będąc ze mną u dziadków- tatuś musi iść do pracy. Wie, że mamusia ma dom tu, tatuś tam- a ona ma 2 domy ... no wiecie delikatnie powoli staram się ją przygotować do tego, że tak już zostanie.
Potem mąż znów: rozwód bez orzekania o winie. Chodzi co 2 dzień do pracy na 12 godz, ja mam pracę 3 zmianową. Powiedział, że będzie zabierał małą do siebie każdego dnia po pracy i cały następny dzień. Nie chciałam się na to godzić, więc poprosiłam by jakoś nie wiem pozamieniał się czy jak, by raczej starał się brać małą na 2 dni z rzędu, by nie spędzała każdego dnia w foteliku.
Jakoś to funkcjonowało ale porady kolegów, którzy teraz zbierają się u niego i obmyślają plan pozbycia mnie wszystkiego (zresztą nawet teście powiedzieli, że zrobią wszystko i sprzedadzą wszystko by mi za karę odebrać córkę) kolejny raz zmieniły zdanie męża.
Teraz jest tak, że to ja zawiniłam, ja odeszłam, dziecko ma swój dom- mogło mieć oboje rodziców ale zła matka postanowiła inaczej (bo taką wersję najgorszej matki jej mówi), migam się od przepisania mu domu, więc on nie da mi rozwodu. A jeśli jakimś cudem uda mi się go zmusić, to mam w pozwie napisać, że to z mojej winy, bo inaczej będzie mi robił tak pod górkę, że odechce mi się żyć!
W czwartek jadę do adwokata- tym razem kobieta z wieloletnim stażem. Może u niej nie był?
Kurcze na każdym kroku widać kto ma plecy i ile jest w stanie załatwić mając kasę. Nie wiem czy wygram te wojnę którą mi wypowiedział, ale dla dobra małej naprawdę wolałabym wziąć winę na siebie, by te jazdy jak najszybciej się skończyły....
Chciałabym by skupił też uwagę na najłagodniejszym przeżyciu tego rozwodu córce, nie robieniu sobie na złość. To, że nie potrafiliśmy być zgodnym małżeństwem nie znaczy, że nie możemy być dobrymi rodzicami dla naszego dziecka (chociaż mieszkamy osobno)...
Na pewno znajdziesz adwokata niezatrudnionego przez Twego męża. ![]()
Przed uzyskaniem rozwodu musicie dojść do porozumienia w kwestii wychowania waszego dziecka. Ale to wszystko dużo lepiej wytłumaczy Ci adwokat.
Daj znać, gdy będziesz już po spotkaniu.
Najpierw odchodzę- on prosi bym wróciła dla dobra dziecka.
Po tygodniu przywozi mi resztę rzeczy i nie chce bym wróciła.
Co tu dziwnego?? Przecież jednak nie wróciłaś, choć Cię błagał. Czekał tydzień...
Rozmawiałam już z psychologiem i powiedziała, że zaprasza ale jeszcze nie teraz. Dziecko jeszcze nie odczuło rozstania rodziców. Powiedziałam, że zrobiłam to, bo nie mogłam pozwolić, by kolejny raz jak mąż mi jazdy robił- ona na to patrzyła.
Nie chodzi o to, aby pani psycholog stosowała wobec dziecka terapię, ale o to, aby poradziła, jak dziecko przygotować, aby podpowiedziała, jak z dzieckiem porozmawiać i zaplanowała razem z Wami, jak dziecko prowadzić w czasie rozwodu i jak planować opiekę nad nim po rozwodzie.
Ja w tej chwili nie spodziewałbym się jakiegoś racjonalnego zachwania męża.
Te wachania nastrojów od miłości do nienawiści są normalne u osób które kochały i zostały zdradzone. Mąż w tej chwili nie zachowuje się racjonalnie. On cierpi. Musisz czekać, kiedyś mu przejdzie, czas jest najlepszym lekarstwem.
Nie oceniam jak wyglądała ta Jego miłość. Ale to jego zachowanie wskazuje że chyba jednak kochał. Weź na to poprawkę w ocenie jego obecnego zachowania.
Za pół roku, rok jak już zobojętnieje na Ciebie sam oceni swoje zachowanie jako wyjątkowo głupie. Wtedy dopiero będziesz mogła z inm w miarę logicznie rozmawiać.
Ja tylko jednej rzeczy nie rozumiem, lusi: dlaczego nie zrzekniesz się domu? Z tego co napisałaś wywnioskowałam, że to mąż pakował kasę w dom, a nie Ty, więc jakie masz do niego prawa? Poza tym uważam, że lepiej się rozejść niż grać przed dzieckiem kochającą się rodzinkę, więc rozstanie było dobrym pomysłem.
w ten dom ładowaliśmy całą kasę, 2 lata po ślubie robiłam mgr, więc tylko te czesne można odliczyć jako jedyne pieniądze, które nie szły na dom, poza tym oboje odmawialiśmy sobie wszystkiego by jak najmniej kredytu wziąć. Chodzi o to, że my jeszcze rozwodu nie mamy a on już kazał u notariusza zrzec się praw do tego domu. Jak miałam mu to oddać (zaznaczam że nie zależy mi na domu, chcę by moją część zapisał na córkę). Wiem, że ta budowa pochłonęła naszą miłość, więc skoro bardziej zależało mu na murach to mu je dam.
Najpierw chcę prawnie przejąć opiekę nad dzieckiem, potem niech zabiera ten dom dla siebie.
dziś odebrałam małą- tak słodko śpi..........
Nie rób żadnych kroków, nie podejmuj żadnych decyzji bez konsultacji z dobrym prawnikiem.
lusi...po przeczytaniu części Twojej historii nie potrafię znaleźć dla Ciebie zrozumienia i sympatii.
Teraz jest źle...ale dopiero teraz to widzisz, bo jest ktoś inny...
Godziłaś sie na te 3 etaty męża, bo przynosił pieniądze na dom i samochody.
Mieszkaliście u rodziców i pozwoliłaś, aby Was utrzymywali - no bo przecież budowaliście dom.
Dlaczego dopiero teraz Ci sie to nie podoba? Nie mogłaś tego przerwać wcześniej??Kto prowadził dom, gdy mieszkaliście u Twoich rodziców? Kto gotował??
Czu uwagi męża pod adresem Twojego wyglądu w ciąży naprawdę nie były pozbawione podstaw? Dbałaś o siebie, czy wyręczana przez mamę leżałaś na kanapie, zamiast chodzić na gimnastykę ciążową?Dlaczego nie cieszyłaś sie sympatią teściów?
Prosiłaś ich kiedyś do Was, proponowałaś jakieś wspólne swięta, czy czekałaś, aż sami może kiedyś przyjdą?
Teraz znów jesteś u rodziców...
Ciężko być gospodynią?Teraz odpowiem na Twoje pytanie:
Generalnie - tak, skrzywdzisz dziecko...
Bo dziecko powinno wychowywać sie z obojgiem rodziców.
Czy mowisz o tej konkretnej sytuacji czy ogolnie?
Bo uwazam ze nie masz racji.
Wolniej wolniej ludzie którzy tak strasznie krytykujecie, że źle robi że odchodzi od męża. Powiem coś z perspektywy dziecka, którego rodzice się rozwiedli. Co prawda nie mieszkam z nimi już pare ładnych lat ale pamietam jak się kłocili, jak bardzo tego nie lubiałam (to najłagodniejsze określenie). Myślicie, że rodzice powinni mimo wszystko zostac razem tylko dla dziecka? mimo że będą razem nieszczesliwi, nie beda sie odzywac do siebie, nie beda pokazywac jak sie kochaja? a w czym przepraszam to niby dziecku pomoze? pokaze, że tak ma wygladac zwiazek... Dziecko autorki na razie jest małe, ale z czasem zacznie zauważać, że rodzice nie są szczesliwi a Ty dużo bardziej sie krzywdzi dziecko. Nie lepiej zalozyc nowy zwiazek i pokazac jak powinna wygladac milosc? zamiast ciaglych klotni, wyzwisk, oskrazen... uwierzcie, takie oszczerstwa duzo bardziej niszcza dziecko niz rozwod... bo dziecko dorastajac w takim domu mysli że taka wlasnie jest milosc, tak ma wygladac malzenstwo, w zwiazku nikt nie jest szczesliwy i albo wyrosnie na wielkiego samotnika, wieczna panna/ kawalera, albo wejdzie w zwiazek bedzie sie wiecznie klocic z druga osoba, pozniej bedzie nastepna osoba, az trafi na taka co kocha bezgranicznie mimo wszystko albo jest w desperacji i dlatego trzyma sie kurczowo toksycznego zwiazku zeby nie byc samą. Rodzi im sie dziecko i oto tworzy się lancuch bo kolejne dziecko chowa sie w patologicznej rodzinie, w ktorej WSZYSCY sa nieszczesliwi - bo dziecko widzac nieszczescie rodzicow rowniez jest nieszczesliwe - i sama wzoruje sobie taki model zwiazku i tak w kółko. I czy to jest dobre? raczej nie... to niszczy zarowno doroslych jak i dziecko...
29 2012-02-22 10:33:05 Ostatnio edytowany przez andrzej61 (2012-02-22 10:34:38)
girl90 piszący tutaj nie sugerują że ten związek ma trwać. Tak lepiej się rozwieść niż trwać w patologicznym związku.
lusi83 powinna się tylko zastanowić czy tylko mąż jest winny rozpadowi związku. Z jej postu wynika że tak, ona była prawie idealna. Nie chodzi o szukanie winnych ale o niepopełnianie tych samych błędów w przyszłości.
A teraz pytanie do pań. Co sadzicie o zostawieniu męża i powrocie do dawnej miłości, która już raz nas zostawiła, przez którą już cierpieliśmy. Podobno ludzie się nie zmieniają?
andrzej61 są 2 przysłowia:
Stara miłość nie rdzewieje (każda kobieta pamięta swą pierwszą wielką miłość)
Nie wchodzi się 2x do tej samej rzeki.
Każdy tłumaczy to sobie po swojemu co o tym myśli
Ja uważam że nic nie dzieje się bez przyczyny.
Gdybym chciała tylko zdradzić by zobaczyć jak to jest z innym, to po prostu bym to zrobiła.
Ale nie, mi zależało na zakończeniu tego związku. Owszem nie byłam idealna- i kłamałabym gdybym się za taką uważała. Nie chcę popełnić 2x tego samego błędu. Myślę, że czas, doświadczenie i dotychczasowe błędy sprawią, że inaczej podejdę teraz do życia. Po prostu będę stanowcza i konsekwentna. Nie dam się manipulować nikomu i twardo będę stąpać po ziemi.
Najpierw chcę prawnie przejąć opiekę nad dzieckiem, potem niech zabiera ten dom dla siebie.
Spokojnie. W 97% w Polsce (niestety) sądy powierzają władzę matką. Nie widzę żadnych podstaw do tego by opiekę mógł przejąć nad waszą córką mąż. Taka możliwość jest praktycznie niemożliwa. Doskonale rozumiem ( mimo że jestem facetem) Twoje rozczarowanie tym związkiem. Mówisz że nie stawia się ultimatum " ja albo twoja mamusia"? Ja postawiłem i ex wybrała mamusię. Więc wszystko było jasne. Może oschle patrzę na tą sytuację, ale wiem że żadne dobra materialne nie zastąpią uścisku, dotyku drugiej osoby. W ogromnym błędzie są ludzie (partnerzy), którzy myślą inaczej. Co do adwokata to napisz do mnie na maila. I faktycznie nie prowadź żadnych ugód z mężem. Niczego się nie zrzekaj. On dlatego tak działa w pośpiechu by Ciebie zastraszyć. Bo wie że to on ma wiele do stracenia. Zalecam jednak nie kasowania sms-ów od niego. A wręcz nagrywanie wszystkich awantur zainicjowanych przez niego. To Ci się przyda w sądzie. Nie martw się niczym. Jesteś na 99% na wygranej pozycji w tym starciu. Powodzenia
girl90 piszący tutaj nie sugerują że ten związek ma trwać. Tak lepiej się rozwieść niż trwać w patologicznym związku.
lusi83 powinna się tylko zastanowić czy tylko mąż jest winny rozpadowi związku. Z jej postu wynika że tak, ona była prawie idealna. Nie chodzi o szukanie winnych ale o niepopełnianie tych samych błędów w przyszłości.
A teraz pytanie do pań. Co sadzicie o zostawieniu męża i powrocie do dawnej miłości, która już raz nas zostawiła, przez którą już cierpieliśmy. Podobno ludzie się nie zmieniają?
No tak. Zazwyczaj winne są obie strony, ale też nie zawsze. A co do Twojego pytania. To wszystko zależy dlaczego nas zostawiła. W młodym wieku to może być kwestia niedojrzałości, a pozniej... braku milosci, braku prawdziwej milosci. Jesli ją zdradzil (juz nie pamietam, a nie chce mi sie znowu czytac. Przynajmniej teraz nie mam czasu) to ja bym się wahała i to bardzo i nie wiem czy bym wrocila. Moze bym dala jedna szanse (pierwsza zmarnowal) i potraktowala to jak probe. Jesli by mi zalezalo. Jesli to bylo dlatego że mnie ponizał, upokarzal, wysmiewal itd. to bym nie chciala z nim byc. Chociazbym miala byc sama bo od meza tez chcialabym odejsc. Niestety serce niesluga i czasami ludzie sie tylko nim kieruja. Czasami to wychodzi na dobre, a czasami nie.
Ludzie którzy znają tego faceta (bezstronni) twierdzą, że nigdy nie ułożył sobie życia- choć próbował, bo nie umiał innej pokochać tj mnie. Miał kilka związków ale mu nie wyszło, a o mnie wiedział wszystko ale nie chciał pisać bo myślał, że skoro wzięłam ślub to nie będzie się wpier... i rozwalał mi małżeństwa- choć tak naprawdę nie miał zielonego pojęcia jak ono wygląda. Był zdania ona ułożyła sobie życie, więc też starał się to zrobić. A nasz związek przed laty? Hm mieliśmy po naście lat i dla mnie to była prawdziwa miłość, o której tak naprawdę nie mówiłam ale po części nie umiałam zapomnieć. A on? Nie chcę go usprawiedliwiać czy coś tam. Po prostu wybrał nie wiem kumpli, imprezy, a nie zobowiązujący związek? Nie chcę wnikać w szczegóły. Każde z nas chciało sobie ułożyć inaczej i nie stawaliśmy sobie na drodze, a że wyszło jak wyszło? Hm kiedyś myślało się w odwrotnej kolejności, teraz najpierw myśli się głową, a potem dup.. Zdradzić nigdy nie zdradziłam! Z tego jestem dumna.
Adwokat dzisiaj normalnie postawiła mnie na nogi. Świadkowie są idealnym dowodem na to jakim był mężem i ojcem dla córki. To co wyprawia teraz- jak uczy dziecko jaka mama jest zła, że ją przekupuje różowymi spineczkami, że jej wmawia, że mamusia nie kocha już tatusia i Milenki, że ich nie potrzebuje- przechodzi już wszelkie granice.
Może po dzisiejszej rozmowie wreszcie zasnę, skończą się problemy nat. osobistej. Nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca ale chyba zaczynam mieć nadzieję...
Witaj
Rzadko tu zaglądam ,ale zaciekawiła mnie twoja historia i powiem Ci szczerze ,że źle trafiłaś pisząc tu o swoich przeżyciach ,tak jak ja to zrobiłam ,nie dostaniesz tu oparcia ani współczucia ,twój temat jest pożywieniem dla hien czekających na takie historie , typu "zdradziłam męża" bo zdrada oznacza tu potępienie ,mimo tego iż napisałaś ,że męża nie zdradziłaś.
I nikt tu nie zrozumie ile przeszłaś i ile wycierpiałaś.
Chce Ci tylko napisać ,że zazdroszczę Ci,że miałaś na tyle siły ,aby odejść od męża i zawalczyć o siebie i córkę ,zrobiłaś krok na przód i to jest krok do zmiany swojego życia. Tak trzymaj!!
Witam,zazdroszczę Ci jestem w podobnej sytuacji...niestety brak mi odwagi aby odejsc zwyczajnie boje sie ze maz odbierze mi coreczke,kocham innego wiem ze ciagl;e czeka...tylko ten strach
Lusi83 jeśli znajdziesz czas i ochotę zarazem, napisz jak ,,toczy,, się Twoje życie.
Pytam z punktu kobiety, która przeżyła bardzo podobną, miejscami gorszą historię. I nadal niestety gra w niej jedną z głównych ról.
Mam szczerą nadzieję, że się nie poddałaś.
Witam, trochę mnie nie było ale za to działo się oj działo.
Miesiąc temu do mojego męża dotarł pozew odemnie. Szlag go trafił, bo chyba nie docierało do niego, że ,,to" naprawdę się dzieje, że tym razem nie żartowałam z tym odejściem. Początkowo groził, że nie da mi tego rozwodu- bez orzekania o winie. Miałam do wyboru: albo przyznam sie dobrowolnie do winy albo zmusi mnie do tego.
Robił różne jazdy, np mała podczas zabawy zrobiła sobie siniaka na skroni- a ten narobił jej zdjęć i zagroził, że teraz to już żaden psycholog nie pomoże mi zatrzymać dziecka przy sobie.
Było też kilka przypadków, gdy mąż okazywał mi swoją władzę w swej pracy- ale ze wzgledu na to, że to mundurówka- nie podam szczegułów, bo to za podłe.
Najpierw oskarżał mnie, że znalazłam sobie kogoś innego, a tak naprawdę to on sprowadził sobie pannę z 3letnim dzieckiem. Sama już nie wiem co o tym mysleć, czy to planował wcześniej, czy tak poprostu wyszło.
Nie pamiętam już czy wspominałam, że nie chodzi mu w tym wszystkim o nic innego jak HONOR. Najpierw dobijał mnie, że i tak mnie zniszczy, że zrobię z córki to co niby z siebie zrobiłam, że będzie rozpieszczana, przekupywana i takie tam.
Mimo wszystko nie chcę mu ograniczać kontaktów z córką. W końcu nie był tragicznym ojcem- może faktycznie się zmienił i dopiero po naszym odejściu zrozumiał co stracił i jak walczyć o nas. Przecież mogliśmy faktycznie nie dopasować się jako partnerzy ale jest jej tatusiem i chcę by nigdy o tym nie zapomniała.
Więc zaproponowałam w pozwie, by widzenia wyglądały tak, że mała jest 2 tyg u mnie, a tydz u niego. Myślę, że to dobre rozwiązanie, tymbardziej, że jak narazie potrafimy się co do tego dogadać.
Oczywiście złożył kontr pozew.
Najpierw powołał na świadków połowę mojej rodziny- by wszyscy zeznali iż nigdy nie widzieli znęcania psychicznego nademną. PRZECIEŻ TO OCZYWISTE, ŻE NIE NISZCZYŁ MNIE PUBLICZNIE TYLKO NA SOLO- BYM MNIE MIAŁA ŚWIADKÓW CZY DOWODÓW. Ale mniejsza z tym, wszystko przeżyję, chociaż skłamałabym, że nie jest mi źle z tym że rodzina sie odemnie odwróciła, bo jest im żal itd.
Pozatym wniósł o zmniejszenie proponowanej przezemnie kwoty alimentów na min 200zł. (mimo iż zarabia 2500 + dodatki, a ja 1200)
W odp też złożył, że bez orzekania o winie- a świadkowie są niby po to, bym nie wyszła z twarzą. Poprostu wie, że oko w oko w sądzie ze mną nie przejdzie, dotarło do niego, że nigdy go nie zdradziłam i teraz też nie ma dowodów, że odeszłam bo kogoś mam. (mimo, iż wciąż chce te dowody zdobyć i kazał mnie śledzić- więć przeważnie po popołudniówkach i nockach mam ogon za sobą). Dlatego powołał świadków- chociaż nie wiem po co, skoro ma być bez orzekania o winie.
Zbyt wiele się dzieje by to opowiadać ale...
Generalnie powiem Wam, że cała ta złość powoli mi mija. Czuje sama po sobie, że emocje powoli opadaja. On już chyba też ochłonął. Narazie oboje staramy się dobrze zajmować dzieckiem.
za miesiąc sprawa rozwodowa... opieka nad córką, widzenia, alimenty... chyba nerwy się budza!
witam serdecznie...
dawno mnie tu nie było ale tyle sie działo...
Zaczne od tego że jestem już po rozwodzie.... mała jest ze mną, a ex ma 2 weekendy w miesiącu...
Brawo ![]()
![]()
Pozdrawiam
Może i zostanę za to rozstrzelany, ale stwierdzę że podjęłaś słuszny wybór, że zakończycie Wasze małżeństwo...
Jesteś zapewne dobrą matką, trafiłaś po prostu na nieodpowiednią osobę.
Zawsze wyznaje w takich wypadkach jedno twierdzenie - lepiej pozostawić żonę czy męża i żyć dla dziecka, pomagać mu, wspierać dziecko w trudnych chwilach niż z nerw i stresu przyodziać drewnianą jesionkę.
Najlepiej abyście się rozstali sprawiedliwie nie krzywdząc dziecka. Na pewno jest to możliwe. Nawet jeśli twój mąż uważa, że nie miałaś wkładu w budowę domu, to jednak pownien Cię choć trochę zabezpieczyć. Na pewno jest jakiś złoty środek -- pytanie czy dacie radę się dogadać.