Proszę o pomoc w problemie z relacją - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Proszę o pomoc w problemie z relacją

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

1

Temat: Proszę o pomoc w problemie z relacją

Czy po takim zakończeniu relacji warto po czasie spróbować jeszcze raz?

Mam 33 lata. Przez mniej więcej rok rozwijała się między mną a pewną dziewczyną relacja, która nigdy formalnie nie stała się związkiem, ale zdecydowanie nie była też zwykłą znajomością. Największym problemem od początku była moja sytuacja: byłem w trakcie rozpadu małżeństwa i oczekiwania na rozwód, a dodatkowo miałem wspólne mieszkanie z byłą żoną, które miało zostać sprzedane.
Ona wiedziała o tym od początku. Kiedy zaczęliśmy się poznawać, zobaczyła na Instagramie, że mam żonę, i sama poruszyła temat. Wyjaśniłem jej sytuację. Mimo tego zaczęliśmy się do siebie bardzo mocno zbliżać.

Pierwszy etap i przerwa:

Poznawaliśmy się mniej więcej od sierpnia 2025 r. Dużo rozmawialiśmy, spotykaliśmy się, mieliśmy wspólne zainteresowania i plany. Fantastycznie spędzało nam sie razem czas.
W pewnym momencie (około października) to ja ograniczyłem kontakt. Czułem, że dopóki formalnie jestem żonaty, dalsze rozwijanie tej relacji jest nie fair zarówno wobec niej, jak i mojej ówczesnej żony. Mimo ograniczenia kontaktu, uczucia z mojej strony absolutnie nie zniknęły.
Po Nowym Roku (2026) kontakt ponownie się rozwinął. Co dla mnie istotne, ona znała już wtedy całą sytuację, miała za sobą okres dystansu wywołanego przez moje wyrzuty sumienia, a mimo tego ponownie zdecydowała się wejść w tę relację.
Był to okres, kiedy miałem bardzo silne poczucie, że naprawdę jej na mnie zależy
Zaczęliśmy regularnie się spotykać. Kino, restauracje, kawa, spacery, jej mieszkanie, wspólne wyjazdy/wydarzenia, siatkówka. Potrafiliśmy godzinami po prostu rozmawiać.
Kiedy byłem u niej, robiła nam kawę, pamiętała już dokładnie, jaką piję. Pokazywaliśmy sobie zdjęcia z dzieciństwa. Kiedy musiałem wychodzić, zdarzało jej się zareagować: „Już? Tak wcześnie?”. Wyraźnie chciała przedłużać wspólnie spędzany czas.
Było wiele drobnych planów na przyszłość. Naprawiła rower i miała sprowadzić go do Krakowa, żebyśmy mogli razem nim jeździć. Miałem uczyć ją grać na gitarze. Rozmawialiśmy o rzeczach, które chcielibyśmy razem robić, była ich masa.
Pamiętam też rozmowę o jej rodzinie. Powiedziałem jej, że bardzo podoba mi się, jak rodzinni są u niej wszyscy i że chciałbym kiedyś czegoś takiego doświadczyć. Odpowiedziała: „Mam nadzieję, że doświadczysz.” W kontekście naszej relacji odebrałem to jako sygnał, że przynajmniej dopuszcza mnie w obrazie swojej przyszłości.
W kwietniu byłem z nią na weselu jako osoba towarzysząca. Było między nami bardzo dużo bliskości. Tańczyliśmy, spędziliśmy praktycznie cały dzień razem, a następnego dnia, kiedy odwiozłem ją i pomogłem wnieść rzeczy, przytuliła mnie najmocniej, jak kiedykolwiek wcześniej. Miałem wtedy bardzo silne poczucie wzajemnego zauroczenia.
Co ważne, nigdy się nie pocałowaliśmy ani nie kochaliśmy się fizycznie. Nie odbierałem jednak tego jako brak pociągu. Ona miała duży problem moralny z tym, że formalnie nadal byłem żonaty i sytuacja nie była zakończona. Podczas późniejszej rozmowy sama powiedziała w kontekście wspólnego weekendu coś w rodzaju, że gdybyśmy gdzieś razem pojechali, to „wiadomo, że do czegoś by między nami doszło”. Mówiła też o tym, że „nie mogliśmy zrobić kroku dalej”.

Pierwsze wycofanie:

Z czasem moja sytuacja zaczęła ją jednak coraz bardziej obciążać. Mniej więcej miesiąc po pierwszym weselu (w połowie maja) powiedziała, że chciałaby na razie przestać spotykać się ze mną sam na sam, dopóki nie uporządkuję swoich spraw.
To nie oznaczało jednak całkowitego zerwania kontaktu. Nadal pisaliśmy praktycznie codziennie, często sama inicjowała, dzwoniliśmy do siebie, wysyłaliśmy sobie zdjęcia z różnych aktywności (jej wczasy z przyjaciółmi, mój maraton itp).
5 czerwca napisała mi mniej więcej: „też mi brakuje [naszych spotkań], z każdym dniem ta sytuacja staje się dla mnie cięższa, mam milion myśli i trochę ciężko jest mi to sobie wszystko poukładać w głowie.”
To było dla mnie charakterystyczne: jednocześnie mówiła, że tęskni, i że sytuacja jest dla niej coraz cięższa.
Później znowu zaczęła się do mnie zbliżać. Sama przypomniała, że rok wcześniej pierwszy raz byliśmy razem na frytkach w McDonaldzie, napisała, że bardzo miło to wspomina i zaproponowała, żebyśmy poszli jeszcze raz.
Pod koniec czerwca zaprosiła mnie również na kolejne wesele. Powiedziała, ze nie wyobraża sobie pójść na nie z kimkolwiek innym.

Drugie wesele i końcówka:

Drugie wesele było 10 lipca (5 dni przed moim formalnym rozwodem). Jeszcze przed nim rozmawialiśmy o ubraniach. Powiedziała, że zamówiła pastelową sukienkę, a ja cieszyłem się, że będzie pasowała do mojej pastelowej marynarki.
Jednocześnie czułem już wtedy, że coś się zmienia. Jej inicjatywa stopniowo malała, coraz częściej miałem wrażenie zmęczenia i wycofania. Nadal potrafiliśmy dobrze spędzać czas, ale nie było już tej samej lekkości i intensywności co wcześniej. Rzadziej sama inicjowała rozmowy.
Około 30 lipca byliśmy jeszcze razem na shake'u w McDonald's. Rozmowa była normalna, ale czułem dystans. Zaproponowałem, żebyśmy w kolejnym tygodniu poszli na spacer i może wpadli na kawę do pokoju, który wtedy już wynająłem, żeby wreszcie mieć własną przestrzeń. Odpowiedziała mniej więcej: „Zobaczymy jeszcze, oki? Będziemy jeszcze gadać, także to dogadamy.”
Kilka dni później zakończyła naszą relację.

Rozmowa końcowa – początek sierpnia:

To najtrudniejszy dla mnie element, bo jej komunikat nie był dla mnie jednoznaczny emocjonalnie, mimo że sama decyzja była jednoznaczna: nie chciała dalej się spotykać i zakończyła relację.
Mówiła, że jest całą sytuacją bardzo zmęczona/wypalona i że „nic już nie potrafi czuć” (tak zapamiętałem sens jej wypowiedzi). Jednocześnie mówiła rzeczy w rodzaju:
„Nie wiem, czy dobrze robię.”
„Cały dzień się wahałam i nie wiedzialam do końca czy to mówić.”
„Nie wiem, co będzie.”
Pojawił się też motyw przeznaczenia – powiedziała, że ona naprawdę w nie wierzy i że jeżeli mamy kiedyś być razem, to i tak będziemy.
Mówiła, że nie chce, żebyśmy się teraz unikali, że chciałaby, żebyśmy mogli normalnie funkcjonować przy wspólnej siatkówce czy w innych sytuacjach.
Podkreślała też, że nie uważa mnie za złego człowieka ani nie obwinia mnie za wszystko, co się wydarzyło. Wiedziała od początku, jaka jest sytuacja i się na to pisała. Ja podczas tej rozmowy jasno powiedziałem jej, że nadal mi na niej zależy, że uszanuję jej decyzję i dam jej przestrzeń, ale jeżeli kiedyś okoliczności się zmienią, chciałbym jeszcze o nią zawalczyć.
Od tamtej rozmowy minęło trochę ponad miesiąc. Nie próbowałem jej przekonywać ani wracać do tematu. Przy wspólnych aktywnościach zachowujemy się wobec siebie normalnie.
Niedawno, po około miesiącu ciszy, napisałem do niej prywatnie w zupełnie praktycznej sprawie dotyczącej śliwek, o których rozmawialiśmy wcześniej i które chciała dla rodziców. Odpowiedziała ciepło i w naszym dawnym stylu, była serdeczność i reakcje emoji, ale oczywiście nie traktuję tego jako dowodu czegokolwiek, bo rozmowa miała konkretny powód.

Jak sytuacja wygląda teraz:

Rozwód jest już zakończony. Mieszkanie nadal jest niesprzedane, ale już w nim nie mieszkam.
Z perspektywy czasu widzę też swoje błędy. Powinienem był wcześniej stworzyć faktycznie osobne życie i własną przestrzeń, zamiast zakładać, że wszystko za chwilę się rozwiąże (agentka nieruchomości zapewniała nas, że mieszkanie sprzeda się w +/- 2-3 miesiące, więc nie chciałem wtedy tymczasowo wynajmować jakiegokolwiek pokoju "na chwilę" tylko po to, żeby za chwilę szukać docelowego mieszkania dla siebie. Dzisiaj dużo lepiej rozumiem, że dla mnie „jeszcze trochę” oznaczało rozwiązanie kolejnej formalności, a dla niej mogło oznaczać kolejny miesiąc życia w zawieszeniu.
Nadal niesamowicie mi na niej zależy. Jednocześnie wiem, że to, że kiedyś była mocno zaangażowana, nie oznacza automatycznie, że nadal coś czuje.
Nie zamierzam bombardować jej wiadomościami ani przekonywać, że podjęła złą decyzję. Chciałbym powoli wrócić do zwyczajnego kontaktu i zobaczyć, czy pojawi się z jej strony jakakolwiek wzajemność – czy będzie chciała rozmawiać, sama czasem zainicjuje kontakt, czy będzie chciała się zobaczyć.
Jeśli kontakt zacznie naturalnie płynąć w obie strony, nie chcę robić żadnej „poważnej rozmowy”, tylko zobaczyć, co z tego wyniknie.
Jeśli natomiast będzie serdeczna, ale całkowicie bierna i relacja będzie istniała tylko wtedy, kiedy ja ją inicjuję, za jakiś czas chciałbym zaproponować spokojne spotkanie i powiedzieć jej mniej więcej: rozumiem dziś lepiej, jak obciążająca była dla niej tamta sytuacja; widzę własne błędy; nadal nie jest mi obojętna; i jeżeli ma w sobie jakąkolwiek przestrzeń, chciałbym, żebyśmy nie wracali od razu do „związku”, tylko zaczęli czasem rozmawiać i spotykać się w normalnych warunkach i zobaczyli, czy nadal mamy ze sobą to, co mieliśmy kiedyś.
Jeżeli powie jednoznaczne „nie”, zamierzam to uszanować.
I właśnie jestem ciekawy opinii osób z zewnątrz, szczególnie ludzi, którzy byli po którejś stronie podobnej sytuacji:
Czy z tego opisu bardziej wygląda Wam to na kobietę, która przestała czuć i zakończyła relację, czy na kogoś, kogo przerosła i emocjonalnie wypaliła sytuacja, mimo że wcześniej uczucia były?
Czy jej ambiwalencja podczas rozstania ma Waszym zdaniem jakiekolwiek znaczenie po ponad miesiącu, czy nie warto już do niej wracać?
I przede wszystkim: czy spokojne zaproponowanie po czasie „nie wracajmy do związku, tylko sprawdźmy, jak nam jest ze sobą teraz” jest Waszym zdaniem rozsądną próbą, czy lepiej całkowicie zostawić inicjatywę jej? Kocham ją całym sercem i mam nadzieję, że kiedyś będzie nam jeszcze dane spróbować.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Proszę o pomoc w problemie z relacją

Ja uważam, że powinieneś mieć większą inicjatywę jeżeli chcesz już poważnie rozmawiać, to właśnie powiedz, że chciałbyś być z nią w związku, razem zamieszkać, bo tylko tak można się bliżej poznać.
Już tak długo jesteście w tej relacji, że nie ma sensu tego przeciągać i właśnie to może ją niepokoi, że po prostu, sorry ale nie masz jaj...
Ile ona ma lat?
Masz dzieci?

3

Odp: Proszę o pomoc w problemie z relacją

Ona ma 26 lat, ja 33. Nie mam dzieci. Ona wie że ja tego chce, bo mówiłem to podczas 'zakończenia przez nią tej relacji'. Teraz mam taki problem, że z jednej strony chcialbym jej pokazać, że szanuje jej przestrzen, bo na pewno odczuła ulgę, skoro była tak wytyrana emocjonalnie (jeśli to główny powód), a z drugiej strony - nie chce czekać za długo, tylko spróbować z nią cos stworzyc w normalnych warunkach, czego preludium na pewno powinna byc jakas normalna rozmowa już po ewentualnym wznowieniu kontaktu. Cenie sobie szczerą odpowiedź, ale wydaje mi sie, że mój ewentualny brak jaj nie jest tutaj idealną odpowiedzią; ja wielokrotnie jej mowilem, że chcialbym z nią stworzyc przyszlosc i ona do pewnego momentu też, pozniej zaczęła wiecej wspominać o swoim mętliku, wyrzutach sumienia itp, tym jak to sie wszystko długo ciągnie itd. Tak więc zakladam że teraz odczuwa głównie ulgę, bo nie musi sobie codziennie zadawać pytania "co dalej z nami, czy ja właściwie dobrze robie ze sie widuje z żonatym (formalnie) facetem?" A z drugiej strony nie chce, zeby ta 'przestrzeń' trwała za długo. Nigdy nie myślałem, że napiszę post na takim forum, ale naprawde okropnie mi na niej zależy i za każdą opinię/sugestię będę wdzięczny.

4

Odp: Proszę o pomoc w problemie z relacją

Sam musisz decydować i po prostu być sobą, nikt nie wie co ona ma w głowie, jeśli będzie jej zależało na tobie, to powinna zdecydować się na związek.
Jak nie wie czego chce, to takie przeciąganie w czasie nie ma sensu, przecież miała wystarczająco przestrzeni do tej pory i coś widać jej nie odpowiada, jeśli się waha to ja nie wiem czy jest sens w ogóle ciągnąć tę znajomość.
Dlatego powinieneś postawić sprawę jasno, albo wchodzimy w związek albo definitywnie kończymy znajomość, ale rozumiem, że ty jako zakochany to się nie zdecydujesz raczej na taki krok, będziesz liczył, a może...
Takie ochłodzenie relacji to świadczy raczej o tym, że z tej mąki chleba nie będzie i takie powolne wycofywanie ma zapewnić niby miękkie lądowanie na "bruku".
Dlatego ja bym od ciebie oczekiwała decyzji, męskiej decyzji, jakbym była w jej sytuacji.

5

Odp: Proszę o pomoc w problemie z relacją

Ciekawa historia. To kolejny przykład tego, że przyjaźń damsko męska nie jest możliwa. Najczęściej jest tak, że jedna ze stron zakocha się w drugiej. W tym przypadku zakochanym jest autor niniejszego postu. Z jego relacji wynika, że druga strona trzymała dystans i z tego powodu nie doszło do konsumpcji tej relacji. Skoro nie ma szans na konsumpcję to nie ma szans na relację romantyczną. Uważam, że jeżeli obie strony czują do siebie wzajemną chemię, przechodzą do konkretów i nie przeciągają w nieskończoność inicjacji w kwestii fizycznego zbliżenia.  Nie byłbym w stanie być na miejscu autora. Raz byłem w podobnej sytuacji i trwała ona również około roku czasu. Po tym roku biegania za przyjaciółką byłem wyczerpany i zrezygnowany. Tylko mi zależało na czymś więcej. Ona chciała tylko przyjaźni. Ona trzymała dystans. Sytuacja była beznadziejna. Dawałem z siebie wszystko, ale to nie miało znaczenia. Wciąż byłem dla niej tylko przyjacielem. Przez rok czasu miałem nadzieję, że to się zmieni i nie mając doświadczenia życiowego w tych sprawach nie rozumiałem tego, że to się jednak już nie zmieni, że trzeba dać sobie spokój. Będąc na miejscu autora odpuściłbym sobie gdyż nie byłbym w stanie ponownie żyć w iluzji i przeżywać tej ciągłej niepewności bez żadnych szans na to aby relacja zamieniła się z przyjacielskiej na romantyczną. Co zrobi autor to jego sprawa. Do niczego go nie namawiam. Jestem ciekawy jak zakończy się dla niego ta sprawa.

6

Odp: Proszę o pomoc w problemie z relacją

Nie wchodzi się 2x do ta sama woda

7 Ostatnio edytowany przez Legat (Wczoraj 18:06:33)

Odp: Proszę o pomoc w problemie z relacją

Myślę, że tu większego znaczenia nawet nie miał Twój status matrymonialny.
Ty jesteś typem faceta, z którym fajnie pójść na kawę, czy na wesele, albo sobie pogadać, gdy się nudzi.
Niestety dla wielu kobiet, gdy nie ma emocji, facet staje się nieatrakcyjny.

W takich sytuacjach, przypomina mi się scena z jakiejś francuskiej komedii. Gdzie kobieta mówi - gdyby mnie przeleciał i znikł, byłoby wiadomo o co chodzi. A ten mnie nawet nie przeleciał, o co mu chodziło? smile

8

Odp: Proszę o pomoc w problemie z relacją
ktos333 napisał/a:

Ona ma 26 lat, ja 33. Nie mam dzieci. Ona wie że ja tego chce, bo mówiłem to podczas 'zakończenia przez nią tej relacji'. Teraz mam taki problem, że z jednej strony chcialbym jej pokazać, że szanuje jej przestrzen, bo na pewno odczuła ulgę, skoro była tak wytyrana emocjonalnie (jeśli to główny powód), a z drugiej strony - nie chce czekać za długo, tylko spróbować z nią cos stworzyc w normalnych warunkach, czego preludium na pewno powinna byc jakas normalna rozmowa już po ewentualnym wznowieniu kontaktu. Cenie sobie szczerą odpowiedź, ale wydaje mi sie, że mój ewentualny brak jaj nie jest tutaj idealną odpowiedzią; ja wielokrotnie jej mowilem, że chcialbym z nią stworzyc przyszlosc i ona do pewnego momentu też, pozniej zaczęła wiecej wspominać o swoim mętliku, wyrzutach sumienia itp, tym jak to sie wszystko długo ciągnie itd. Tak więc zakladam że teraz odczuwa głównie ulgę, bo nie musi sobie codziennie zadawać pytania "co dalej z nami, czy ja właściwie dobrze robie ze sie widuje z żonatym (formalnie) facetem?" A z drugiej strony nie chce, zeby ta 'przestrzeń' trwała za długo. Nigdy nie myślałem, że napiszę post na takim forum, ale naprawde okropnie mi na niej zależy i za każdą opinię/sugestię będę wdzięczny.

Ja bym te całe filozoficzno-romantyczne dywagacje na razie zawiesił na kołku.
Najpierw sprawdź osobiście, czy jakiś inny absztyfikant już (lub od dawna) jej nie "obrabia" (wiem, wulgarne określenie, ale krótko oddające sedno) a tobie przypisana jest rola nudziarza na żądanie.
W relacji dorosłego mężczyzny i kobiety dobry seks jest obowiązkowy.

9

Odp: Proszę o pomoc w problemie z relacją

Dzięki wszystkim za odpowiedzi, również te krytyczne. Właśnie po to napisałem tutaj, żeby poznać perspektywę osób zupełnie z zewnątrz. Chciałbym tylko doprecyzować jedną rzecz, bo po części komentarzy widzę, że chyba niewystarczająco jasno ją opisałem.

To nie była przez cały ten czas relacja, w której ja próbowałem przejść z przyjaźni do czegoś więcej, a ona konsekwentnie trzymała mnie na dystans. Gdyby tak było, sam interpretowałbym tę historię zupełnie inaczej.

Dążenie do większej bliskości było z obu stron i oboje wiedzieliśmy, że kolejnym naturalnym krokiem byłaby już bliskość fizyczna i właściwie normalny związek. Problem polegał na tym, że przez dużą część tej historii formalnie nadal byłem żonaty i ona miała z tym coraz większy problem moralny. Ja również nie chciałem przekraczać pewnych granic, dopóki nie uporządkuję swojego życia.

Ona sama powiedziała mi kiedyś w kontekście ewentualnego wspólnego wyjazdu na weekend, że „wiadomo, że do czegoś by między nami doszło”. Przy zakończeniu relacji również mówiła o tym, że „nie mogliśmy zrobić kroku dalej”. Dlatego nie interpretuję braku seksu czy pocałunku jako dowodu braku chemii. Wręcz przeciwnie — oboje wiedzieliśmy, gdzie ta relacja zmierza i właśnie świadomość tego była jednym ze źródeł jej wyrzutów sumienia.

Były również okresy, kiedy to ona wychodziła z inicjatywą: proponowała spotkania, wracała do naszych wspólnych wspomnień i proponowała ich powtórzenie, zapraszała mnie na wesela, mówiła, że tęskni, mieliśmy wspólne plany. Dlatego nie sądzę, żeby właściwym opisem całej historii było „ja byłem zakochany, a ona chciała tylko przyjaźni”.

Natomiast jak najbardziej dopuszczam — i to jest właśnie jedna z rzeczy, o które Was pytam — że z czasem jej uczucia mogły osłabnąć albo całkowicie wygasnąć. Tego po prostu nie wiem.

Bardzo trafia natomiast do mnie uwaga, że powinienem był wcześniej być bardziej zdecydowany. Nie tyle w deklaracjach, bo ona doskonale wiedziała, że chciałem z nią stworzyć związek i przyszłość, ile w czynach. Powinienem był wcześniej stworzyć sobie osobną przestrzeń i sprawić, żeby rzeczywistość w końcu dogoniła to, co jej mówiłem. Dzisiaj widzę to dużo wyraźniej i jest to jedna z rzeczy, których w tej historii najbardziej żałuję.

Wydaje mi się, że właśnie tutaj mógł być jeden z głównych problemów: przez długi czas oboje wiedzieliśmy, jaki powinien być następny krok, ale ciągle coś stało na drodze. Dla mnie oznaczało to „jeszcze trochę, aż uporządkuję kolejną rzecz”, natomiast dla niej mogło z czasem oznaczać kolejne tygodnie czy miesiące niepewności, wyrzutów sumienia i pytania, dokąd właściwie to wszystko prowadzi.

Nie twierdzę przy tym, że na pewno nadal coś do mnie czuje albo że gdybym zachował się inaczej, bylibyśmy dzisiaj razem. Tego nie wiem i właśnie dlatego pytam osoby z zewnątrz o ich doświadczenia i interpretację.

Nie chcę też teraz stawiać jej ultimatum „albo związek, albo koniec”. To ona zakończyła tę relację i chcę uszanować jej decyzję. Jeżeli kiedyś dojdzie między nami do rozmowy, chciałbym natomiast powiedzieć jej jasno, że nadal mi na niej zależy i że jeśli ona również miałaby na to przestrzeń, chciałbym zacząć się z nią ponownie spotykać już w normalnych okolicznościach i sprawdzić, czy to, co kiedyś było między nami, nadal istnieje. Nie oczekiwać deklaracji związku pierwszego dnia, ale też nie udawać, że chodzi mi wyłącznie o koleżeństwo.

I chyba właśnie najbardziej interesują mnie doświadczenia osób, które były kiedyś po którejś stronie podobnej sytuacji: czy można naprawdę chcieć drugiej osoby, a jednocześnie po wielu miesiącach niepewności być już tak zmęczonym samą sytuacją, że człowiek w końcu się wycofuje? I czy po czasie, kiedy okoliczności rzeczywiście się zmieniają, chcielibyście jeszcze sprawdzić taką relację, czy dla Was byłby to już definitywnie zamknięty rozdział?

Odp: Proszę o pomoc w problemie z relacją
ktos333 napisał/a:

czy można naprawdę chcieć drugiej osoby, a jednocześnie po wielu miesiącach niepewności być już tak zmęczonym samą sytuacją, że człowiek w końcu się wycofuje? I czy po czasie, kiedy okoliczności rzeczywiście się zmieniają, chcielibyście jeszcze sprawdzić taką relację, czy dla Was byłby to już definitywnie zamknięty rozdział?


Ej, człowiek.
Ona zerwała wtedy, kiedy już nic nie stało na przeszkodzie.
Kiedy byłeś niedostępny, była obecna.

Zerwij kontakt i zajmij się swoim życiem. Być może to ją poruszy i będzie chciała go odnowić. Być może, nie.
Możesz zapuścić sondę po kilku miesiącach i zobaczyć co tam w trawie piszczy.

Ale generalnie, laska Cię wysłała na drzewo w sytuacji, której oboje wczesniej chcieliście. Może jej motylki zdechły, może nie chciała bliskości która zaczęła być realna (podejście do seksu też może o tym swiadczyc), a może się ktoś trzeci pojawił.
Nieistotne w sumie.
Masz jasny przekaz.
Nie łaś się, nie wystawaj pod oknami i nie zapewniaj że czekasz.
Zajmij się sobą. To dobry moment.

Ten Twój opis w ogóle, to jakby baba pisała. Jakieś marzenia i emocje ale zero konkretów.

Jest możliwe ponowne zejście się ludzi, jeśli wcześniej mieli dobrą relację i się nie poranili, a rozstanie wynikło z przyczyn, które minęły.

Czy to dotyczy Was, nie wiem.

Na tę chwilę to koniec, więc po raz trzeci napiszę- zajmij się sobą.
Bieganie za kobietą która nie chce z Tobą być jest w chooooj słabe.





Julia life in UK napisał/a:

Nie wchodzi się 2x do ta sama woda

Julka, Tyś się nigdy nie kąpała w stawie albo jeziorze?;)

11

Odp: Proszę o pomoc w problemie z relacją

Generalnie z przykładów które tutaj na Forum padały nie raz wynika, że takie wycofywanie się, że może kiedyś... co ma być to będzie...co ma wisieć nie utonie itp. działa tak jak pisałam wcześniej.

Jeśli ona zerwała relację, to tym bardziej powinieneś wiedzieć na czym stoisz i przy okazji wyjaśnić do końca, żebyś nie czekał latami, że może jej się odwidzi.

Nie bądź naiwny i nie czekaj na przysłowiowe oklaski... jeśli nie chce być z tobą, to nie kocha i nie widzi z tobą przyszłości, być może jak byłeś niedostępny to ją rajcowało, teraz możecie być razem...nuda.

Każdy przypadek jest inny, więc nie możesz sugerować się konkretnym, jeśli by się tu pojawił, bo to nie oznaczałoby przełożenia na twoją sytuację.

Wiadomo, że ludzie się rozchodzą potem schodzą i to nie raz, ale co ci po takiej informacji.
Bardziej ta wasza relacja wyglądała na friendzone. Czy wy w ogóle mówiliście o swoich uczuciach, czy ty jej mówiłeś, że ją kochasz, a ona ciebie?

12

Odp: Proszę o pomoc w problemie z relacją
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
ktos333 napisał/a:

czy można naprawdę chcieć drugiej osoby, a jednocześnie po wielu miesiącach niepewności być już tak zmęczonym samą sytuacją, że człowiek w końcu się wycofuje? I czy po czasie, kiedy okoliczności rzeczywiście się zmieniają, chcielibyście jeszcze sprawdzić taką relację, czy dla Was byłby to już definitywnie zamknięty rozdział?


Ej, człowiek.
Ona zerwała wtedy, kiedy już nic nie stało na przeszkodzie.
Kiedy byłeś niedostępny, była obecna.

Zerwij kontakt i zajmij się swoim życiem. Być może to ją poruszy i będzie chciała go odnowić. Być może, nie.
Możesz zapuścić sondę po kilku miesiącach i zobaczyć co tam w trawie piszczy.

Ale generalnie, laska Cię wysłała na drzewo w sytuacji, której oboje wczesniej chcieliście. Może jej motylki zdechły, może nie chciała bliskości która zaczęła być realna (podejście do seksu też może o tym swiadczyc), a może się ktoś trzeci pojawił.
Nieistotne w sumie.
Masz jasny przekaz.
Nie łaś się, nie wystawaj pod oknami i nie zapewniaj że czekasz.
Zajmij się sobą. To dobry moment.

Ten Twój opis w ogóle, to jakby baba pisała. Jakieś marzenia i emocje ale zero konkretów.

Jest możliwe ponowne zejście się ludzi, jeśli wcześniej mieli dobrą relację i się nie poranili, a rozstanie wynikło z przyczyn, które minęły.

Czy to dotyczy Was, nie wiem.

Na tę chwilę to koniec, więc po raz trzeci napiszę- zajmij się sobą.
Bieganie za kobietą która nie chce z Tobą być jest w chooooj słabe.





Julia life in UK napisał/a:

Nie wchodzi się 2x do ta sama woda

Julka, Tyś się nigdy nie kąpała w stawie albo jeziorze?;)

To tylko takie przyslowie jest przeciez  xD

Odp: Proszę o pomoc w problemie z relacją
Julia life in UK napisał/a:

To tylko takie przyslowie jest przeciez  xD

Jakie?

14

Odp: Proszę o pomoc w problemie z relacją
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

To tylko takie przyslowie jest przeciez  xD

Jakie?

No i tutaj mamy dowód,ze nie laczysz kropek  big_smile

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Proszę o pomoc w problemie z relacją

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024