Hej, mam mały frasunek związany z moją zełwą i sama nie wiem, jak to ugryźć, żeby nikomu nie zrobić przykrości. Ogólnie mamy bardzo dobre relacje, często się widujemy, pomagamy sobie i naprawdę ją lubię.
Problem w tym, że od jakiegoś czasu bardzo często zostawia u mnie swojego psa. Na początku nie miałam nic przeciwko, bo zdarzało się to raz na jakiś czas, kiedy miała coś pilnego do załatwienia. Teraz jednak zrobiło się z tego niemal przyzwyczajenie. Pisze rano, czy może podrzucić go „tylko na chwilę”, a potem ta chwila trwa nieraz do wieczora.
Pies jest poczciwy i niczego mu nie zarzucam, ale jednak trzeba z nim wyjść, pilnować go, a do tego mam w domu kota, który za każdym razem przez pół dnia siedzi obrażony pod łóżkiem. Trochę mnie już mierzi, że zanim zaplanuję sobie wolny dzień, zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem znów nie będę miała psiego dyżuru.
Najgorsze, że zełwa chyba naprawdę nie zdaje sobie sprawy, że zaczęło mi to przeszkadzać. Zawsze jest bardzo wdzięczna, przynosi jakieś ciasto albo kawę i nie robi tego z żadnej złośliwości. Nie chcę też nagle powiedzieć jej „nie przywoź go więcej”, bo zabrzmiałoby to dość srogo.
Jak byście jej to powiedziały, żeby postawić jakąś granicę, ale nie zrobić z tego wielkiej waśni?