Cześć wszystkim.
Mniej więcej schemat wygląda następująco: wszystko jest fajnie, jest ok i nagle przychodzi, ze ona wybucha, zaczyna się niewinnie jakaś głupia zaczepka, posunięciem czegos (typowy baiting) i zaczyna się wielka kłótnia. W pierwszej kolejności jestem wyzywany od psycholi, człowieka chorego, lub debila, następnie jest ciągnięcie wielkiej dramy odnośnie rodziców, naszej przeszłości itp, niestety nie potrafię tego zdzierżyć i odpuścić i sam wchodzę w tę grę i zaczynam odbijac piłeczkę. Później oczywiście na koniec wielka miłość.
Niestety były az takie kłótnie, ze dochodziło do obustronnych rękoczynów.
I teraz sedno sprawy.
Mamy iść na terapię, tylko po ostatniej jej dramie nie wiem w końcu czy chcę. Jestem wykończony tym co ona robi, życiem na tykającej bombie, czy dzisiaj będzie ok, czy może znów zrobi jazdę o byle gówno.
Szczerze mówiąc czuję do niej obrzydzenie i nienawiść po tym wszystkim co było między nami.
Jedynie o czym myślę na obecną chwilę to rozwód i uwolnienie się w końcu od tego gówna.
Problem tkwi w tym, ze mamy dwójkę rocznych dzieci. I przez to co wyżej napisałem boję się jak to by wyglądało, co one będą czuć i ze będe miał ograniczony kontakt patrząc na to jak sprawa ta wygląda w polsce, a z dziećmi mam super relacje. I jedynie to wywołuje u mnie wyrzuty sumienia.
Czy byliście w podobnej sytuacji?
Straszenie rozwodem niestety nic nie daje, słyszę, ze jestem samolubem i chcę zostawić rodzinę, aby mieć czas tylko dla siebie.
Jej podejście do terapii chce iść, ale z zamiarem tego, żeby to psycholog wg niej skazal, ze to ze mną jest coś nie tak i to co się dzieje jest tylko i wyłącznie moją winą.
Sproboj psychoterapii jak po miesiacu nie bedzie poprawy to pozostaje rozwód(mam nadzieje,ze tylko ślub cywilny) w tym przypadku był, bo przy koscielnym to bedzie bardzo ciezko o rozwod-praktycznie niemożliwe, no i sie tam pozabijacie nawzajem
3 2026-07-13 20:31:37 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-07-13 20:34:30)
Rozwod. Jedyna opcja. I opieka naprzemienna.
Jesli zarabiasz wiecej to i tak dzieciaki beda za Toba bo a) zobacza, ze matka jest pierdolnieta, b) nikt nie chce miec trudniej w zyciu. Kazdy chce byc przy tych, ktorzy pracuja i zarabiaja zamiast narzekac.
Tylko nie zgadzaj sie na psychoterapie.
Tam tylko Ciebie baby beda probowaly gaslightowac, ze to wszystko twoja wina.
Niepotrzebnie wchodziles w te sprzeczki.
Na przyszlosc - jak kobieta zaczepia to:
1. Ignor
2. Jak sie zmeczy gadaniem i uspokoi to nakladasz na nia kare. Jesli miala pretensje, ze ja ignorujesz to sygnalizujesz, ze Ty nigdy nie ignorujesz zlego zachowania. Zawsze ze zlym zachowaniem wiaze sie bolesna kara.
3. Zaczyna sie jeczenie, robienie z Ciebie potwora a z siebie ofiary - wracasz do punktu pierwszego.
Wiem, ze nie potrzebnie, ale po prostu nie potrafię wytrzymać tego, że ktoś zaczyna mnie wyzywać i działa to na mnie jak płachta na byka.
Mamy iść na terapię dla par razem, psycholog mówiła, ze nie jest stronnicza.
No właśnie a co z dziećmi e tej sytuacji? Bo tylko to stoi dla mnie na przeszkodzie i nie mogę sobie tego wybaczyć, ze je porzucę.
Nie wiem czy jeszcze chcesz kontynuować to małżeństwo.
Ale warto się dowiedzieć o co żonie chodzi.
Próbuj z nią rozmawiać w czasie tzw. pokoju. Konkretnie o wybranych problemach i dążyć do naprawiania tego.
6 2026-07-13 20:43:02 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-07-13 20:48:45)
Wiem, ze nie potrzebnie, ale po prostu nie potrafię wytrzymać tego, że ktoś zaczyna mnie wyzywać i działa to na mnie jak płachta na byka.
Mamy iść na terapię dla par razem, psycholog mówiła, ze nie jest stronnicza.
No właśnie a co z dziećmi e tej sytuacji? Bo tylko to stoi dla mnie na przeszkodzie i nie mogę sobie tego wybaczyć, ze je porzucę.
Nie wierz w bezstronniczosc psychoterapeutki. To baba. Baba bedzie trzymala z druga baba. Zawsze.
Nawet jesli nie chce. Zwyczajnie tak dziala empatia. Ludzie czuja empatie do tych, z ktorych historia sie identyfikuja (przezyli cos podobnego w przeszlosci).
A kobieta nigdy mezczyzna nie byla wiec nie wie jak to jest - i ma wyjebane.
Z reszta, nawet gdybys poszukal psychoterapeuty, ktory wzialby twoja strone to twoja przestanie do niego chodzic.
Gadanie nic nie zmieni.
Fakt, ze nie potrafisz wytrzymac i ignorowac tych podjazdow jest wlasnie testem, ktory pokazuje jej, ze jestes slaby.
A jak kobieta czuje slabosc u swojego faceta to sie przestaje czuc bezpieczna i robi sie agresywna.
Nie porzucaj dzieci. Opieka naprzemienna. Tydzien u Ciebie, tydzien u niej.
Gdybys jednak byl na tyle glupi aby uczyc sie na swoich bledach i zgodzil na psychoterapie - to koniecznie z mezczyzna.
Zobacz jak na ta propozycje twoja zona zareaguje - bo przeciez jak "psycholog jest bezstronniczy" to nie bedzie problemu, co nie?
Nokra napisał/a:Wiem, ze nie potrzebnie, ale po prostu nie potrafię wytrzymać tego, że ktoś zaczyna mnie wyzywać i działa to na mnie jak płachta na byka.
Mamy iść na terapię dla par razem, psycholog mówiła, ze nie jest stronnicza.
No właśnie a co z dziećmi e tej sytuacji? Bo tylko to stoi dla mnie na przeszkodzie i nie mogę sobie tego wybaczyć, ze je porzucę.Nie wierz w bezstronniczosc psychoterapeutki. To baba. Baba bedzie trzymala z druga baba. Zawsze.
Nawet jesli nie chce. Zwyczajnie tak dziala empatia. Ludzie czuja empatie do tych, z ktorych historia sie identyfikuja (przezyli cos podobnego w przeszlosci).
A kobieta nigdy mezczyzna nie byla wiec nie wie jak to jest - i ma wyjebane.Z reszta, nawet gdybys poszukal psychoterapeuty, ktory wzialby twoja strone to twoja przestanie do niego chodzic.
Gadanie nic nie zmieni.Fakt, ze nie potrafisz wytrzymac i ignorowac tych podjazdow jest wlasnie testem, ktory pokazuje jej, ze jestes slaby.
A jak kobieta czuje slabosc u swojego faceta to sie przestaje czuc bezpieczna i robi sie agresywna.Nie porzucaj dzieci. Opieka naprzemienna. Tydzien u Ciebie, tydzien u niej.
Gdybys jednak byl na tyle glupi aby uczyc sie na swoich bledach i zgodzil na psychoterapie - to koniecznie z mezczyzna.
Zobacz jak na ta propozycje twoja zona zareaguje - bo przeciez jak "psycholog jest bezstronniczy" to nie bedzie problemu, co nie?
Niestety tylko babę mamy w okolicy, pracuję za granicą więc nie mam możliwości brania dzieci tydzień w tydzień.
Nokra napisał/a:Wiem, ze nie potrzebnie, ale po prostu nie potrafię wytrzymać tego, że ktoś zaczyna mnie wyzywać i działa to na mnie jak płachta na byka.
Mamy iść na terapię dla par razem, psycholog mówiła, ze nie jest stronnicza.
No właśnie a co z dziećmi e tej sytuacji? Bo tylko to stoi dla mnie na przeszkodzie i nie mogę sobie tego wybaczyć, ze je porzucę.Nie wierz w bezstronniczosc psychoterapeutki. To baba. Baba bedzie trzymala z druga baba. Zawsze.
Nawet jesli nie chce. Zwyczajnie tak dziala empatia. Ludzie czuja empatie do tych, z ktorych historia sie identyfikuja (przezyli cos podobnego w przeszlosci).
A kobieta nigdy mezczyzna nie byla wiec nie wie jak to jest - i ma wyjebane.Z reszta, nawet gdybys poszukal psychoterapeuty, ktory wzialby twoja strone to twoja przestanie do niego chodzic.
Gadanie nic nie zmieni.Fakt, ze nie potrafisz wytrzymac i ignorowac tych podjazdow jest wlasnie testem, ktory pokazuje jej, ze jestes slaby.
A jak kobieta czuje slabosc u swojego faceta to sie przestaje czuc bezpieczna i robi sie agresywna.Nie porzucaj dzieci. Opieka naprzemienna. Tydzien u Ciebie, tydzien u niej.
Gdybys jednak byl na tyle glupi aby uczyc sie na swoich bledach i zgodzil na psychoterapie - to koniecznie z mezczyzna.
Zobacz jak na ta propozycje twoja zona zareaguje - bo przeciez jak "psycholog jest bezstronniczy" to nie bedzie problemu, co nie?
Johny Ty chyba świata nie znasz,bo teraz to kobieta kobietę to by w łyżka wody utopiła
wystarczy sobie poczytać komentarze na yt czy Facebooku(gdy jeszcze go mialam)-tam się potrafią pożreć nawet o to która lepiej dziecko wychowuje
Plus może iść przecież do faceta psychoterapeuty
9 2026-07-13 21:36:38 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-07-13 21:37:25)
Niestety tylko babę mamy w okolicy, pracuję za granicą więc nie mam możliwości brania dzieci tydzień w tydzień.
Nie tylko malzenstwo masz ciezkie.
Ogolnie masz ciezka sytuacje.
Ja bym sobie dal ze wszystkim spokoj i zajal ogarnianiem swojego zycia.
Do dzieci zawsze mozesz wrocic za kilka lat jak sie ogarniesz i bedziesz mial lepsze warunki do ich wsparcia niz teraz z niszczaca wlasne malzenstwo matka.
Jej podejście do terapii chce iść, ale z zamiarem tego, żeby to psycholog wg niej skazal, ze to ze mną jest coś nie tak i to co się dzieje jest tylko i wyłącznie moją winą.
Terapia oczywiście nic nie da bo to pic i fotomontaż. Kiedyś ludzie chodzili do księdza na spowiedź, a teraz chodzą do różnych psychoLOSZEK bo taka moda. Ale na twoim miejscu bym poszedł bo w razie czego będziesz mieć jakiś kwit do pokazania w sądzie, że coś próbowałeś robić by uzdrowić sytuację. Radziłbym już powolutku takie kwitki sobie zbierać tak by do sądu nie iść z ch... w garści. Serio, chłop w sądzie ma przejebane. W sądach baby, w gabinetach psychologicznych baby, w szkołach też baby, itd. Ja osobiście kiedyś byłem na czymś takim i panie psychoLOSZKI poszły akurat za mną, a wsiadły na nią, ale to nigdy nie wiadomo. Sąd i tak zrobi co chce. Zbieraj kwity.
11 2026-07-13 21:44:00 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-07-13 21:44:20)
Nokra napisał/a:Niestety tylko babę mamy w okolicy, pracuję za granicą więc nie mam możliwości brania dzieci tydzień w tydzień.
Nie tylko malzenstwo masz ciezkie.
Ogolnie masz ciezka sytuacje.Ja bym sobie dal ze wszystkim spokoj i zajal ogarnianiem swojego zycia.
Do dzieci zawsze mozesz wrocic za kilka lat jak sie ogarniesz i bedziesz mial lepsze warunki do ich wsparcia niz teraz z niszczaca wlasne malzenstwo matka.
A czemu za kilka lat do dzieci jak teraz może mieć z nimi kontakt nawet jak wezmie rozwód
Zachowanie żony wg mnie to oznaka bezsilności. Prawdopodobnie chodzi o to, że została z dwójką dzieci i domem, bez większych perspektyw na polepszenie swojego żywota.
Oczywiście nie staje w obronie awantur i przemocy, bo tak się nie załatwia problemów małżeńskich.
Zachowanie żony wg mnie to oznaka bezsilności. Prawdopodobnie chodzi o to, że została z dwójką dzieci i domem, bez większych perspektyw na polepszenie swojego żywota.
Oczywiście nie staje w obronie awantur i przemocy, bo tak się nie załatwia problemów małżeńskich.
Jakie perspektywy?
Dziwne, że mówisz o super relacjach z dziećmi, które mają roczek... tym bardziej pracując za granicą.
Druga sprawa, nie wiedziałeś z kim się wiążesz?
Zachowanie żony wg mnie to oznaka bezsilności. Prawdopodobnie chodzi o to, że została z dwójką dzieci i domem, bez większych perspektyw na polepszenie swojego żywota.
Oczywiście nie staje w obronie awantur i przemocy, bo tak się nie załatwia problemów małżeńskich.
Akurat wykazywała również przed ślubem takie rzeczy z mniejszą częstotliwościa i mniejsza intensywnością, był długi czas, ze się wyciszyła, chodziła jakiś czas sama na terapię, problem znów się pojawił po urodzeniu dzieci.
Pomoc ma teściów 24h, bo mieszkamy u nich.
Dałem jej też druga opcje, ze ona wróci do pracy a ja zostanę z dziećmi, ale ona nie chce z tego skorzystać.
Legat napisał/a:Zachowanie żony wg mnie to oznaka bezsilności. Prawdopodobnie chodzi o to, że została z dwójką dzieci i domem, bez większych perspektyw na polepszenie swojego żywota.
Oczywiście nie staje w obronie awantur i przemocy, bo tak się nie załatwia problemów małżeńskich.Akurat wykazywała również przed ślubem takie rzeczy z mniejszą częstotliwościa i mniejsza intensywnością, był długi czas, ze się wyciszyła, chodziła jakiś czas sama na terapię, problem znów się pojawił po urodzeniu dzieci.
Pomoc ma teściów 24h, bo mieszkamy u nich.
Dałem jej też druga opcje, ze ona wróci do pracy a ja zostanę z dziećmi, ale ona nie chce z tego skorzystać.
Jejkuuuu ja też bym chyba zdurniała gdybym mieszkała z teściowa pod jednym dachem
Zachowanie żony wg mnie to oznaka bezsilności. Prawdopodobnie chodzi o to, że została z dwójką dzieci i domem, bez większych perspektyw na polepszenie swojego żywota.
Oczywiście nie staje w obronie awantur i przemocy, bo tak się nie załatwia problemów małżeńskich.
Przemoc to oznaka nie radzenia sobie ze stresem/emocjami, a nie z bezsilności.
Skoro mieszkacie u teściów, a nie na swoim to sporo wyjaśnia. Wiele nie ugrasz w takiej sytuacji.
Legat napisał/a:Zachowanie żony wg mnie to oznaka bezsilności. Prawdopodobnie chodzi o to, że została z dwójką dzieci i domem, bez większych perspektyw na polepszenie swojego żywota.
Oczywiście nie staje w obronie awantur i przemocy, bo tak się nie załatwia problemów małżeńskich.Przemoc to oznaka nie radzenia sobie ze stresem/emocjami, a nie z bezsilności.
No a jak ktoś sobie nie radzi z emocjami to jest przecież bezsilny ![]()
Legat napisał/a:Zachowanie żony wg mnie to oznaka bezsilności. Prawdopodobnie chodzi o to, że została z dwójką dzieci i domem, bez większych perspektyw na polepszenie swojego żywota.
Oczywiście nie staje w obronie awantur i przemocy, bo tak się nie załatwia problemów małżeńskich.Akurat wykazywała również przed ślubem takie rzeczy z mniejszą częstotliwościa i mniejsza intensywnością, był długi czas, ze się wyciszyła, chodziła jakiś czas sama na terapię, problem znów się pojawił po urodzeniu dzieci.
Pomoc ma teściów 24h, bo mieszkamy u nich.
Dałem jej też druga opcje, ze ona wróci do pracy a ja zostanę z dziećmi, ale ona nie chce z tego skorzystać.
Prochy odstawiła w ciąży i odklejka weszła na całego.
Co u niej psychiatra zdiagnozował?
Cześć wszystkim.
Mniej więcej schemat wygląda następująco: wszystko jest fajnie, jest ok i nagle przychodzi, ze ona wybucha, zaczyna się niewinnie jakaś głupia zaczepka, posunięciem czegos (typowy baiting) i zaczyna się wielka kłótnia. W pierwszej kolejności jestem wyzywany od psycholi, człowieka chorego, lub debila, następnie jest ciągnięcie wielkiej dramy odnośnie rodziców, naszej przeszłości itp, niestety nie potrafię tego zdzierżyć i odpuścić i sam wchodzę w tę grę i zaczynam odbijac piłeczkę. Później oczywiście na koniec wielka miłość.
Niestety były az takie kłótnie, ze dochodziło do obustronnych rękoczynów.
I teraz sedno sprawy.
Mamy iść na terapię, tylko po ostatniej jej dramie nie wiem w końcu czy chcę. Jestem wykończony tym co ona robi, życiem na tykającej bombie, czy dzisiaj będzie ok, czy może znów zrobi jazdę o byle gówno.
Szczerze mówiąc czuję do niej obrzydzenie i nienawiść po tym wszystkim co było między nami.
Jedynie o czym myślę na obecną chwilę to rozwód i uwolnienie się w końcu od tego gówna.
Problem tkwi w tym, ze mamy dwójkę rocznych dzieci. I przez to co wyżej napisałem boję się jak to by wyglądało, co one będą czuć i ze będe miał ograniczony kontakt patrząc na to jak sprawa ta wygląda w polsce, a z dziećmi mam super relacje. I jedynie to wywołuje u mnie wyrzuty sumienia.
Czy byliście w podobnej sytuacji?
Straszenie rozwodem niestety nic nie daje, słyszę, ze jestem samolubem i chcę zostawić rodzinę, aby mieć czas tylko dla siebie.
Jej podejście do terapii chce iść, ale z zamiarem tego, żeby to psycholog wg niej skazal, ze to ze mną jest coś nie tak i to co się dzieje jest tylko i wyłącznie moją winą.
Z jej perspektywy da się coś zmienić i naprawić. Z twojej - jest coraz gorzej ze względu na awantury.
Może separacja?
Nokra napisał/a:Cześć wszystkim.
Mniej więcej schemat wygląda następująco: wszystko jest fajnie, jest ok i nagle przychodzi, ze ona wybucha, zaczyna się niewinnie jakaś głupia zaczepka, posunięciem czegos (typowy baiting) i zaczyna się wielka kłótnia. W pierwszej kolejności jestem wyzywany od psycholi, człowieka chorego, lub debila, następnie jest ciągnięcie wielkiej dramy odnośnie rodziców, naszej przeszłości itp, niestety nie potrafię tego zdzierżyć i odpuścić i sam wchodzę w tę grę i zaczynam odbijac piłeczkę. Później oczywiście na koniec wielka miłość.
Niestety były az takie kłótnie, ze dochodziło do obustronnych rękoczynów.
I teraz sedno sprawy.
Mamy iść na terapię, tylko po ostatniej jej dramie nie wiem w końcu czy chcę. Jestem wykończony tym co ona robi, życiem na tykającej bombie, czy dzisiaj będzie ok, czy może znów zrobi jazdę o byle gówno.
Szczerze mówiąc czuję do niej obrzydzenie i nienawiść po tym wszystkim co było między nami.
Jedynie o czym myślę na obecną chwilę to rozwód i uwolnienie się w końcu od tego gówna.
Problem tkwi w tym, ze mamy dwójkę rocznych dzieci. I przez to co wyżej napisałem boję się jak to by wyglądało, co one będą czuć i ze będe miał ograniczony kontakt patrząc na to jak sprawa ta wygląda w polsce, a z dziećmi mam super relacje. I jedynie to wywołuje u mnie wyrzuty sumienia.
Czy byliście w podobnej sytuacji?
Straszenie rozwodem niestety nic nie daje, słyszę, ze jestem samolubem i chcę zostawić rodzinę, aby mieć czas tylko dla siebie.
Jej podejście do terapii chce iść, ale z zamiarem tego, żeby to psycholog wg niej skazal, ze to ze mną jest coś nie tak i to co się dzieje jest tylko i wyłącznie moją winą.Z jej perspektywy da się coś zmienić i naprawić. Z twojej - jest coraz gorzej ze względu na awantury.
Może separacja?
Tez myślałem o tym na początek, chociaż wątpię czy cokolwiek by to zmieniło.
23 2026-07-14 08:26:24 Ostatnio edytowany przez Legat (2026-07-14 12:02:31)
Akurat wykazywała również przed ślubem takie rzeczy z mniejszą częstotliwościa i mniejsza intensywnością ...
Dozujesz nam te informacje jak przez kroplówkę.
Pytanie podstawowe. Dlaczego związałeś się z osobą z takimi problemami?
Prochy odstawiła w ciąży i odklejka weszła na całego.
No i zdaje się, to jest cała tajemnica nasilenia się agresji.
24 2026-07-14 08:48:07 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2026-07-14 08:48:29)
Tamiraa napisał/a:Nokra napisał/a:Cześć wszystkim.
Mniej więcej schemat wygląda następująco: wszystko jest fajnie, jest ok i nagle przychodzi, ze ona wybucha, zaczyna się niewinnie jakaś głupia zaczepka, posunięciem czegos (typowy baiting) i zaczyna się wielka kłótnia. W pierwszej kolejności jestem wyzywany od psycholi, człowieka chorego, lub debila, następnie jest ciągnięcie wielkiej dramy odnośnie rodziców, naszej przeszłości itp, niestety nie potrafię tego zdzierżyć i odpuścić i sam wchodzę w tę grę i zaczynam odbijac piłeczkę. Później oczywiście na koniec wielka miłość.
Niestety były az takie kłótnie, ze dochodziło do obustronnych rękoczynów.
I teraz sedno sprawy.
Mamy iść na terapię, tylko po ostatniej jej dramie nie wiem w końcu czy chcę. Jestem wykończony tym co ona robi, życiem na tykającej bombie, czy dzisiaj będzie ok, czy może znów zrobi jazdę o byle gówno.
Szczerze mówiąc czuję do niej obrzydzenie i nienawiść po tym wszystkim co było między nami.
Jedynie o czym myślę na obecną chwilę to rozwód i uwolnienie się w końcu od tego gówna.
Problem tkwi w tym, ze mamy dwójkę rocznych dzieci. I przez to co wyżej napisałem boję się jak to by wyglądało, co one będą czuć i ze będe miał ograniczony kontakt patrząc na to jak sprawa ta wygląda w polsce, a z dziećmi mam super relacje. I jedynie to wywołuje u mnie wyrzuty sumienia.
Czy byliście w podobnej sytuacji?
Straszenie rozwodem niestety nic nie daje, słyszę, ze jestem samolubem i chcę zostawić rodzinę, aby mieć czas tylko dla siebie.
Jej podejście do terapii chce iść, ale z zamiarem tego, żeby to psycholog wg niej skazal, ze to ze mną jest coś nie tak i to co się dzieje jest tylko i wyłącznie moją winą.Z jej perspektywy da się coś zmienić i naprawić. Z twojej - jest coraz gorzej ze względu na awantury.
Może separacja?Tez myślałem o tym na początek, chociaż wątpię czy cokolwiek by to zmieniło.
Spróbuj może dotrzeć do tego skąd się biorą te awantury, bo niewiele wiadomo. Przyczyny mogą byc różne. Ciebie nie ma w domu na co dzień, to nie wiesz z jakimi problemami walczy twoja żona. Może porozmawiaj z nią bez nienawiści i pogardy?
Jakby ktoś bliski powiedział o mnie, że koniec z tym "gownem", to nie robiłabym awantur, byłby koniec związku - a ona jeszcze ma nadzieję, będzie dobrze.
25 2026-07-14 11:23:11 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-07-14 11:23:51)
Jakby ktoś bliski powiedział o mnie, że koniec z tym "gownem"
Autor nie napisal, ze jego zona to gowno tylko, ze ich malzenstwo to gowno.
Zastanawialas sie kiedys co powoduje, ze gdy ktos wypowiada slowo "gowno" to jestes przekonana, ze to o Tobie?
26 2026-07-14 15:38:41 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-07-14 15:39:19)
No właśnie a co z dziećmi e tej sytuacji? Bo tylko to stoi dla mnie na przeszkodzie i nie mogę sobie tego wybaczyć, ze je porzucę.
Nie możesz sobie wybaczyć, że "porzucisz dzieci" (choć i tak na co dzień zajmuje się nimi głównie żona - czyli wiele by się nie zmieniło), ale możesz sobie wybaczyć, że będą one nadal świadkami tego jak z żoną organizujecie w domu Podziemny Krąg?
Prochy odstawiła w ciąży i odklejka weszła na całego.
Co u niej psychiatra zdiagnozował?
Terapia nie równa się prochy. Musiałaby osobno iść do psychiatry po receptę. Niektórzy mają tylko sesje terapeutyczne, bez włączania farmakoterapii.
28 2026-07-14 16:04:32 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-07-14 16:28:30)
No i zdaje się, to jest cała tajemnica nasilenia się agresji.
W trakcie i po ciąży może jeszcze wariować układ hormonalny. Trochę trwa, zanim organizm się ustabilizuje. Jak kobieta karmi piersią, to nawet około roku. Co równie dobrze może być przyczyną nasilenia intensywności jej "odpałów" po urodzeniu dzieci. Do tego może dochodzić poczucie osamotnienia, bo rodzice to zdecydowanie nie to samo, co partner. Każdy ma czasem gorszy dzień i może chcieć się przytulić, wypłakać w ramię, no generalnie poczuć, że ktoś jest obok i wspiera. A nie wiemy też, jakie relacje żona autora ma z rodzicami, czy realnie otrzymuje pomoc, czy nikt jej na co dzień nie dogaduje, niczego nie wypomina. Na swoim zawsze inaczej się żyje niż pod cudzym dachem, trzeba się dostosować do gospodarza. Przy dwójce małych dzieci nie jest lekko, niektóre są grzeczne i przesypiają całe noce, inne są marudne, płaczliwe, chorowite, podatne na kolki.
To że autor pisze, że żona czepia się o "byle gówno", nie znaczy, że na pewno tak jest. Warto chyba wziąć pod uwagę, że może najpierw żona daje sygnały, że coś jest nie tak, może próbuje w bardziej cywilizowany sposób komunikować niezadowolenie, ale jest zbywana, bo niejeden taki mąż, co wraca z zagranicy, traktuje ten czas jak swój urlop i chce odpocząć, a nie zajmować się domem, czy tym bardziej problemami (które przez okres nieobecności mogą się zwyczajnie nawarstwiać). Miałam takiego sąsiada, jak wracał na trochę, to pędem po skrzyneczkę piwa do sklepu i chill, a żona nawet palić w piecu nadal musiała sama, bo on ma teraz wolne
Też mieli dwójkę dzieci.
Zatem kolejnym powodem eskalacji może być przede wszystkim słaba komunikacja, brak zrozumienia wzajemnych potrzeb i to, że nie mieszkają na co dzień razem. Znam parę matek, które żyły w podobny sposób (one w domu z dziećmi, facet na obczyźnie "za chlebem") i u niektórych nawet po latach widać takie napięcie i nerwowość.
Oczywiście awantury, czy tym bardziej szarpaniny, to patologia i jest to nieakceptowalne, ale znamy tylko perspektywę jednej strony.
Jeśli autorowi jakkolwiek zależy na rodzinie, to może w pierwszej kolejności powinien przemyśleć powrót i pracę na miejscu. Może będzie mniej kasy, ale przecież i tak mieszkają u rodziców żony, więc chyba kolosalnych wydatków nie mają. Ciężko coś naprawiać na odległość.
No i koniecznie TERAPIA. W tym terapia ukierunkowana na problemy z agresją.
Legat napisał/a:No i zdaje się, to jest cała tajemnica nasilenia się agresji.
W trakcie i po ciąży może jeszcze wariować układ hormonalny. Trochę trwa, zanim organizm się ustabilizuje. Jak kobieta karmi piersią, to nawet około roku. Co równie dobrze może być przyczyną nasilenia intensywności jej "odpałów" po urodzeniu dzieci. Do tego może dochodzić poczucie osamotnienia, bo rodzice to zdecydowanie nie to samo, co partner. Każdy ma czasem gorszy dzień i może chcieć się przytulić, wypłakać w ramię, no generalnie poczuć, że ktoś jest obok i wspiera. A nie wiemy też, jakie relacje żona autora ma z rodzicami, czy realnie otrzymuje pomoc, czy nikt jej na co dzień nie dogaduje, niczego nie wypomina. Na swoim zawsze inaczej się żyje niż pod cudzym dachem, trzeba się dostosować do gospodarza. Przy dwójce małych dzieci nie jest lekko, niektóre są grzeczne i przesypiają całe noce, inne są marudne, płaczliwe, chorowite, podatne na kolki.
To że autor pisze, że żona czepia się o "byle gówno", nie znaczy, że na pewno tak jest. Warto chyba wziąć pod uwagę, że może najpierw żona daje sygnały, że coś jest nie tak, może próbuje w bardziej cywilizowany sposób komunikować niezadowolenie, ale jest zbywana, bo niejeden taki mąż, co wraca z zagranicy, traktuje ten czas jak swój urlop i chce odpocząć, a nie zajmować się domem, czy tym bardziej problemami (które przez okres nieobecności mogą się zwyczajnie nawarstwiać). Miałam takiego sąsiada, jak wracał na trochę, to pędem po skrzyneczkę piwa do sklepu i chill, a żona nawet palić w piecu nadal musiała sama, bo on ma teraz wolne
Też mieli dwójkę dzieci.
Zatem kolejnym powodem eskalacji może być przede wszystkim słaba komunikacja, brak zrozumienia wzajemnych potrzeb i to, że nie mieszkają na co dzień razem. Znam parę matek, które żyły w podobny sposób (one w domu z dziećmi, facet na obczyźnie "za chlebem") i u niektórych nawet po latach widać takie napięcie i nerwowość.
Oczywiście awantury, czy tym bardziej szarpaniny, to patologia i jest to nieakceptowalne, ale znamy tylko perspektywę jednej strony.
Jeśli autorowi jakkolwiek zależy na rodzinie, to może w pierwszej kolejności powinien przemyśleć powrót i pracę na miejscu. Może będzie mniej kasy, ale przecież i tak mieszkają u rodziców żony, więc chyba kolosalnych wydatków nie mają. Ciężko coś naprawiać na odległość.
No i koniecznie TERAPIA. W tym terapia ukierunkowana na problemy z agresją.
Cyt klasyka pracuję za granicą, bo w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem, pracowałem w taki sposób paręnaście lat przed jak się znaliśmy, więc wiedziała też na co się godzi.
W pl musiałbym całkowicie się przebranżowić, lub zmienić miejsce zamieszkania na drugi koniec polski.
Kiedy wracam do domu jestem 24h na etacie domowym, tzn sprzątanie, gotowanie, opieka nad dziećmi.
Pomoc ma od teściów 24h non stop.
Co do sygnałów... Raczej nie daje, ona właśnie tego nie potrafi, od razu zaczyna wyzywać, dogryzać, albo prowokować.
Byłem wcześniej w innych związkach i nigdy takiego problemu nie było typu wyzwiska, agresja, była normlana rozmowa, tu się nie da, bo albo jest jej racja albo w ogóle nie ma racji i też zaczyna się nowe kółko.
30 2026-07-14 18:22:15 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-07-14 18:23:53)
Cyt klasyka pracuję za granicą, bo w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem, pracowałem w taki sposób paręnaście lat przed jak się znaliśmy, więc wiedziała też na co się godzi.
No dobra, ale to wiesz, można odwrócić, mówiąc, że Ty wiedziałeś na co się piszesz, żeniąc się z nią i robiąc jej dzieci, skoro już wcześniej zachowywała się w ten sposób. A jednak masz z tym problem i tak samo ona może teraz mieć problem, bo czasem ciężko przewidzieć konsekwencje swoich decyzji. Wydaje nam się, że "damy radę" i "jakoś to będzie", a z czasem zaczynamy się męczyć i siada nam to na psychę.
W pl musiałbym całkowicie się przebranżowić, lub zmienić miejsce zamieszkania na drugi koniec polski.
To jaki jest plan? Chcesz tam być do emerytury? Rozmawialiście w ogóle o tym, tak wprost?
Kiedy wracam do domu jestem 24h na etacie domowym, tzn sprzątanie, gotowanie, opieka nad dziećmi.
W takim razie zwracam honor i super, że jesteś wtedy obecny. Choć oczywiście masz też prawo do odpoczynku.
Pomoc ma od teściów 24h non stop.
Potrafisz powiedzieć, na czym konkretnie ta pomoc polega? Czy żona na co dzień ma przestrzeń, by zrobić coś tylko dla siebie? Wyjść sama z domu, np. z koleżanką na kawę? Czy się przynajmniej wysypia?
Co do sygnałów... Raczej nie daje, ona właśnie tego nie potrafi, od razu zaczyna wyzywać, dogryzać, albo prowokować.
Byłem wcześniej w innych związkach i nigdy takiego problemu nie było typu wyzwiska, agresja, była normlana rozmowa, tu się nie da, bo albo jest jej racja albo w ogóle nie ma racji i też zaczyna się nowe kółko.
Dlaczego żona zrezygnowała ze swojej terapii?
Rozmawiacie w ogóle na co dzień tak szczerze? Mówicie sobie, co czujecie itp.? Tak poza awanturami?
Ona widać ma taki "styl" komunikacji, że jak jej coś uwiera, to "kąsa". Wyżywa się i jednocześnie próbuje zwrócić na siebie uwagę, bo nie potrafi się odsłonić i powiedzieć wprost, co ją boli. Niektórzy tak niestety mają. Dopóki nie zacznie nad sobą pracować, to się nie zmieni.
Swoją drogą. Czy jej rodzice też tak funkcjonują między sobą?
Mrs.Happiness wysłałem Ci prywatna wiadomość
Tamiraa napisał/a:Jakby ktoś bliski powiedział o mnie, że koniec z tym "gownem"
Autor nie napisal, ze jego zona to gowno tylko, ze ich malzenstwo to gowno.
Zastanawialas sie kiedyś co powoduje, ze gdy ktoś wypowiada slowo "gowno" to jestes przekonana, ze to o Tobie?
Nie zastanawiałam się, bo nie było okazji, nikt przy mnie nie wypowiada tego słowa.
Zrozumiałam, że ten związek z żoną autora to gowno czyli o żonie też.
Skoro tak, to po co go utrzymywać?
Nie każda kobieta wytrzymuje ciągłą nieobecność partnera i nie każdy partner wytrzymuje ciągłe awantury o nic.
Nie wiem o co tak naprawdę poszło, może też autor nie chce wyjawiać tego na forum. A jak się nie zna przyczyn, to co można doradzić?
Ja na miejscu autora pokazałabym, że mi zależy na partnerce a nie tylko na dzieciach. A tu tego nie ma, raczej autor powstrzymuje obrzydzenie.
33 2026-07-14 20:57:21 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-07-14 20:58:16)
Zrozumiałam, że ten związek z żoną autora to gowno czyli o żonie też.
Skoro tak, to po co go utrzymywać?
Przez autora przemawiają emocje i bezsilność. Przy tak dużym kryzysie różne myśli przychodzą do głowy.
Ja na miejscu autora pokazałabym, że mi zależy na partnerce a nie tylko na dzieciach. A tu tego nie ma, raczej autor powstrzymuje obrzydzenie.
Skoro zaczął już na poważnie rozważać rozwód, to nic dziwnego, że żona zeszła na dalszy plan, a uczucia do niej powoli są zastępowane przez niechęć. Mózg zaczyna kojarzyć ją negatywnie. Z awanturami i stresem. Dużo osób tu pisało, że po co być w takim związku, że rozwód to jedyna opcja, tym podobne rzeczy, ale kurczę... oni mają roczne dzieci, chyba są dość świeżym małżeństwem, a po coś ta przysięga jest wypowiadana, czy nie? "W zdrowiu i w chorobie". Zachowanie żony autora sugeruje, że z psychiką u niej kiepsko. Z tego, co pisał, był taki okres, gdy wszystko było okej, pogorszyło się po porodzie. Jeśli wykazuje gotowość do podjęcia leczenia (terapia), to może warto dać temu szansę. Oczywiście szarpaniny i awantury trzeba czym prędzej wyeliminować, bo zwłaszcza rękoczyny są niedopuszczalne. Na miejscu autora, skoro ciężko mu się powstrzymać, wychodziłabym za każdym razem, gdy pojawi się sygnał, że żonie puszczają hamulce. Albo że jemu samemu puszczają hamulce. Żonę bym oczywiście wcześniej poinformowała, że tak właśnie będę postępować, żeby była świadoma co się dzieje i dlaczego. Czasem wystarczy kilka minut, by ochłonąć.
Przy okazji przyszła mi do głowy jeszcze jedna rzecz... żeby przyglądać się i upewnić, czy żona nie jest agresywna wobec dzieci.
Skoro zaczął już na poważnie rozważać rozwód, to nic dziwnego, że żona zeszła na dalszy plan, a uczucia do niej powoli są zastępowane przez niechęć. Mózg zaczyna kojarzyć ją negatywnie. Z awanturami i stresem.
Mozg nie zaczyna odczuwac odpychania w stosunku do drugiej osoby "zwiazanego z awanturami i stresem" ze wzgledu na "powazne rozwazenie rozwodu".
Mozg zaczyna odczuwac odpychanie w stosunku do drugiej osoby ze wzgledu na awantury.
A silne poczucie odpychania w stosunku do drugiej osoby powoduje "powazne rozwazenie rozwodu".
Autor powinien zwyczajnie sluchac swojego ciala i odejsc od tego co mu od dawna nie sluzy.
Powinien postawic na siebie bo jak on tego nie zrobi, to nikt jego nie postawi na pierwszym miejscu - ani zona ani - w przyszlosci - dzieci.
Mrs.Happiness napisał/a:Skoro zaczął już na poważnie rozważać rozwód, to nic dziwnego, że żona zeszła na dalszy plan, a uczucia do niej powoli są zastępowane przez niechęć. Mózg zaczyna kojarzyć ją negatywnie. Z awanturami i stresem.
Mozg nie zaczyna odczuwac odpychania w stosunku do drugiej osoby "zwiazanego z awanturami i stresem" ze wzgledu na "powazne rozwazenie rozwodu".
Mozg zaczyna odczuwac odpychanie w stosunku do drugiej osoby ze wzgledu na awantury.
A silne poczucie odpychania w stosunku do drugiej osoby powoduje "powazne rozwazenie rozwodu".Autor powinien zwyczajnie sluchac swojego ciala i odejsc od tego co mu od dawna nie sluzy.
Powinien postawic na siebie bo jak on tego nie zrobi, to nikt jego nie postawi na pierwszym miejscu - ani zona ani - w przyszlosci - dzieci.
Dokładnie dlatego ja postawiłam siebie na pierwszym miejscu i odeszłam od zdrajcy ![]()
Dokładnie dlatego ja postawiłam siebie na pierwszym miejscu i odeszłam od zdrajcy
Ale chyba widzisz różnicę między zdradą a tym, co opisał autor? ![]()
Julia life in UK napisał/a:Dokładnie dlatego ja postawiłam siebie na pierwszym miejscu i odeszłam od zdrajcy
Ale chyba widzisz różnicę między zdradą a tym, co opisał autor?
Tak widze
Tamiraa napisał/a:Zrozumiałam, że ten związek z żoną autora to gowno czyli o żonie też.
Skoro tak, to po co go utrzymywać?Przez autora przemawiają emocje i bezsilność. Przy tak dużym kryzysie różne myśli przychodzą do głowy.
Tamiraa napisał/a:Ja na miejscu autora pokazałabym, że mi zależy na partnerce a nie tylko na dzieciach. A tu tego nie ma, raczej autor powstrzymuje obrzydzenie.
Skoro zaczął już na poważnie rozważać rozwód, to nic dziwnego, że żona zeszła na dalszy plan, a uczucia do niej powoli są zastępowane przez niechęć. Mózg zaczyna kojarzyć ją negatywnie. Z awanturami i stresem. Dużo osób tu pisało, że po co być w takim związku, że rozwód to jedyna opcja, tym podobne rzeczy, ale kurczę... oni mają roczne dzieci, chyba są dość świeżym małżeństwem, a po coś ta przysięga jest wypowiadana, czy nie? "W zdrowiu i w chorobie". Zachowanie żony autora sugeruje, że z psychiką u niej kiepsko. Z tego, co pisał, był taki okres, gdy wszystko było okej, pogorszyło się po porodzie. Jeśli wykazuje gotowość do podjęcia leczenia (terapia), to może warto dać temu szansę. Oczywiście szarpaniny i awantury trzeba czym prędzej wyeliminować, bo zwłaszcza rękoczyny są niedopuszczalne. Na miejscu autora, skoro ciężko mu się powstrzymać, wychodziłabym za każdym razem, gdy pojawi się sygnał, że żonie puszczają hamulce. Albo że jemu samemu puszczają hamulce. Żonę bym oczywiście wcześniej poinformowała, że tak właśnie będę postępować, żeby była świadoma co się dzieje i dlaczego. Czasem wystarczy kilka minut, by ochłonąć.
Przy okazji przyszła mi do głowy jeszcze jedna rzecz... żeby przyglądać się i upewnić, czy żona nie jest agresywna wobec dzieci.
Mrs.Happiness, czasami życie weryfikuje trwałość związku.
Jeśli obydwoje chcą tej terapii, niech na nią idą, od tego są terapie małżeńskie, żeby pomóc. Tylko szkoda tych dzieciaków, że już muszą teraz odczytywać złe emocje rodziców.
Idz na ta teriapie. Nic nie tracisz ale zeby cos z tego moglo wyniknac musisz byc w jakims stopniu "orwarty". Jak masz isc na sile i nastawiony "na nie" to strata czasu. Podejdz do tego jako do trudnej "akcji" dzieki ktorej moze po pierwsze wydusicie w siebie o co chodzi a po drugie moze sie zrozumiecie. Musicie Wasze problemy wyciagnac spod ziemi
Nie komunikujecie sie. Nie wiesz o co jazdy, ona tez nie wie o co Ci chodzi (i o co jej chodzi). Nie ruszacie w ogole problemu. Walczycie z obajawami w jakims dziwnym stylu "obchodzac i chowajac" problemy.
Dobrego terapeute ciężko trafic. Jak bedziecie mieli szczescie i checi to moze pomoc. A jak nie to masz przeciez alternatywny plan. W kazdym razie terapia zadna strata a jednak jakas tam szansa na dogadanie. Odejsc mozesz w kazej chwili ale (chociazby ze wzgledu na dzieci) wykorzystaj przynajmniej wszystkie kola ratunkowe.
Nokra napisał/a:Wiem, ze nie potrzebnie, ale po prostu nie potrafię wytrzymać tego, że ktoś zaczyna mnie wyzywać i działa to na mnie jak płachta na byka.
Mamy iść na terapię dla par razem, psycholog mówiła, ze nie jest stronnicza.
No właśnie a co z dziećmi e tej sytuacji? Bo tylko to stoi dla mnie na przeszkodzie i nie mogę sobie tego wybaczyć, ze je porzucę.Nie wierz w bezstronniczosc psychoterapeutki. To baba. Baba bedzie trzymala z druga baba. Zawsze.
Nawet jesli nie chce. Zwyczajnie tak dziala empatia. Ludzie czuja empatie do tych, z ktorych historia sie identyfikuja (przezyli cos podobnego w przeszlosci).
A kobieta nigdy mezczyzna nie byla wiec nie wie jak to jest - i ma wyjebane.Z reszta, nawet gdybys poszukal psychoterapeuty, ktory wzialby twoja strone to twoja przestanie do niego chodzic.
Gadanie nic nie zmieni.Fakt, ze nie potrafisz wytrzymac i ignorowac tych podjazdow jest wlasnie testem, ktory pokazuje jej, ze jestes slaby.
A jak kobieta czuje slabosc u swojego faceta to sie przestaje czuc bezpieczna i robi sie agresywna.Nie porzucaj dzieci. Opieka naprzemienna. Tydzien u Ciebie, tydzien u niej.
Gdybys jednak byl na tyle glupi aby uczyc sie na swoich bledach i zgodzil na psychoterapie - to koniecznie z mezczyzna.
Zobacz jak na ta propozycje twoja zona zareaguje - bo przeciez jak "psycholog jest bezstronniczy" to nie bedzie problemu, co nie?
nieprawda, ze nie sa stronnicze, moge ci jedna podsunac, ktora rozmwaia online.
41 2026-07-15 09:21:43 Ostatnio edytowany przez Legat (2026-07-15 09:23:45)
Idz na ta teriapie. Nic nie tracisz ale zeby cos z tego moglo wyniknac musisz byc w jakims stopniu "orwarty". Jak masz isc na sile i nastawiony "na nie" to strata czasu.
No ale tak nastawiona jest żona. Sama zadeklarowała, że pójdzie na terapię, aby wykazać, że winowajcą jest mąż.
Tutaj jedynym sposobem ratunku, choć chyba marnym, jest pokazanie żonie co traci. Czyli albo separacja, albo wizja rozwodu.
Tutaj (na forum) też niepokojącym jest fakt tłumaczenia agresji, tylko dlatego, że to kobieta.
Tylko szkoda tych dzieciaków, że już muszą teraz odczytywać złe emocje rodziców.
Takie życie. Czasem masz pecha już od urodzenia.
42 2026-07-15 09:48:19 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-07-15 09:57:42)
Bert44 napisał/a:Idz na ta teriapie. Nic nie tracisz ale zeby cos z tego moglo wyniknac musisz byc w jakims stopniu "orwarty". Jak masz isc na sile i nastawiony "na nie" to strata czasu.
No ale tak nastawiona jest żona. Sama zadeklarowała, że pójdzie na terapię, aby wykazać, że winowajcą jest mąż.
Dobry terapeuta sprowadzi ja szybko na ziemie.
Problemem jest to ze nie wiadomo o co chodzi. Moze o jakas dysfunkcje czy chorobe u niej.
A moze?...
Moze po prostu ma dosc takiego zycia. Moze nie ma prawa zglosic rekalamacji bo "widzialy galy co braly". Ludzie sie zmieniaja. Wiaza sie ustalajac ze nie chca miec dzieci...i komus sie zachciewa, ustalaja ze beda mieszkac na wsi...a z czasem ktos chce w miescie. Ona zaakceptowala ten tryb zycia ale moze ja to przeroslo a nie wolno jej o tym rosmawiac. Bo odpowiedz bedzie - nie ma oczym gadac zostaje jak jest albo rozwod. Przeciez autor to napisal. Mamy umowe i ch...j. nie ma rozmowy. Moze ropierdziela jej mozg patrzenie na walsne zycie. Jakiego nie chce ale nie wiedziala ze tak bedzie to odbierac. Moze potrzebuje wsparcia na miejscu, moze przytulenia, moze ojca dla dzieci, moze nie dogaduje sie z rodzicami czy tesciami, moze chce sie bzykac ze swoim facetem a nie moze juz patrzec na dilda w szufladzie. Może rozpierdziela ja bezsilność l, frustracja i samotnosc. Moze moze moze....Uciec mozna zawsze ale dobrze przynajmniej wiedziec o co chodzi.
Jak tak czytam ten i inne tematy to sie ciesze, że nie mam meza,ani nie jestem w zwiazku-przynajmniej resztę swojego zycia przezyje w mentalnym spokoju ,a nie sie uzerajac z nerwow... naprawde to forum to chodzaca antyreklama zwiazku i malzenstwa ![]()
Jak tak czytam ten i inne tematy to sie ciesze, że nie mam meza,ani nie jestem w zwiazku-przynajmniej resztę swojego zycia przezyje w mentalnym spokoju ,a nie sie uzerajac z nerwow... naprawde to forum to chodzaca antyreklama zwiazku i malzenstwa
Julka chłopa Ci trzeba. Sfiksowalas bo chłopa dawno nie miałaś ![]()
Julia life in UK napisał/a:Jak tak czytam ten i inne tematy to sie ciesze, że nie mam meza,ani nie jestem w zwiazku-przynajmniej resztę swojego zycia przezyje w mentalnym spokoju ,a nie sie uzerajac z nerwow... naprawde to forum to chodzaca antyreklama zwiazku i malzenstwa
Julka chłopa Ci trzeba. Sfiksowalas bo chłopa dawno nie miałaś
Ja nie potrzebuje żadnego chlopa i wcale nie zafiskowalam, tylko chora jestem
Bert44 napisał/a:Julia life in UK napisał/a:Jak tak czytam ten i inne tematy to sie ciesze, że nie mam meza,ani nie jestem w zwiazku-przynajmniej resztę swojego zycia przezyje w mentalnym spokoju ,a nie sie uzerajac z nerwow... naprawde to forum to chodzaca antyreklama zwiazku i malzenstwa
Julka chłopa Ci trzeba. Sfiksowalas bo chłopa dawno nie miałaś
Ja nie potrzebuje żadnego chlopa i wcale nie zafiskowalam, tylko chora jestem
Julia life in UK napisał/a:Bert44 napisał/a:Julka chłopa Ci trzeba. Sfiksowalas bo chłopa dawno nie miałaś
Ja nie potrzebuje żadnego chlopa i wcale nie zafiskowalam, tylko chora jestem
nie sfiksowalam
Mrs.Happiness, czasami życie weryfikuje trwałość związku.
Jeśli obydwoje chcą tej terapii, niech na nią idą, od tego są terapie małżeńskie, żeby pomóc. Tylko szkoda tych dzieciaków, że już muszą teraz odczytywać złe emocje rodziców.
Szkoda maluchów, zgadzam się, ale... czy nie byłoby złych emocji, gdyby autor żonę zostawił? Napisał, że nie mógłby wnieść o opiekę naprzemienną, bo nie ma do tego warunków, zatem dzieci zostałyby z matką, która być może czułaby się i zachowywała jeszcze gorzej, niż w tym momencie. Teraz przynajmniej jest szansa, że jakoś ją zmotywuje do tego, by nad sobą pracowała. Jej na pewno też nie marzy się zostanie samotną matką z dwójką dzieci. Oczywiście nie twierdzę, że autor powinien się poświęcać "dla dobra dzieci" do starości, by żonę jakoś trzymać w ryzach, bo wszystko ma swoje granice. Niemniej uważam, że spróbować warto, skoro już raz udało jej się "ogarnąć".
A żona może też po prostu potrzebuje pomocy, bo sobie nie radzi sama z tym, co ma w głowie. Mimo wszystko, to nie jest jakaś tam dziewczyna, z którą się autor spotyka od paru miesięcy. To już rodzina. Matka jego dzieci.
49 2026-07-15 13:25:26 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-07-15 13:25:44)
No ale tak nastawiona jest żona. Sama zadeklarowała, że pójdzie na terapię, aby wykazać, że winowajcą jest mąż.
Jak człowiek ma problem z psychiką i tendencję do wyżywania się na otoczeniu w gorszych chwilach, to może niestety mówić przeróżne rzeczy. Dopiero na terapii byłoby widać, czy współpracuje.
Tutaj jedynym sposobem ratunku, choć chyba marnym, jest pokazanie żonie co traci. Czyli albo separacja, albo wizja rozwodu.
Jeśli autor często straszył rozwodem, to ta karta już niespecjalnie zadziała. Chyba że wręczyłby jej faktycznie papiery rozwodowe, albo wniósł o separację.
Tutaj (na forum) też niepokojącym jest fakt tłumaczenia agresji, tylko dlatego, że to kobieta.
Ktoś tu tłumaczył agresję? Nie zauważyłam. Autor napisał, że NAWZAJEM się szarpią w kłótniach.
Dobry terapeuta sprowadzi ja szybko na ziemie.
Problemem jest to ze nie wiadomo o co chodzi. Moze o jakas dysfunkcje czy chorobe u niej.
A moze?...
Moze po prostu ma dosc takiego zycia. Moze nie ma prawa zglosic rekalamacji bo "widzialy galy co braly". Ludzie sie zmieniaja. Wiaza sie ustalajac ze nie chca miec dzieci...i komus sie zachciewa, ustalaja ze beda mieszkac na wsi...a z czasem ktos chce w miescie. Ona zaakceptowala ten tryb zycia ale moze ja to przeroslo a nie wolno jej o tym rosmawiac. Bo odpowiedz bedzie - nie ma oczym gadac zostaje jak jest albo rozwod. Przeciez autor to napisal. Mamy umowe i ch...j. nie ma rozmowy. Moze ropierdziela jej mozg patrzenie na walsne zycie. Jakiego nie chce ale nie wiedziala ze tak bedzie to odbierac. Moze potrzebuje wsparcia na miejscu, moze przytulenia, moze ojca dla dzieci, moze nie dogaduje sie z rodzicami czy tesciami, moze chce sie bzykac ze swoim facetem a nie moze juz patrzec na dilda w szufladzie. Może rozpierdziela ja bezsilność l, frustracja i samotnosc. Moze moze moze....Uciec mozna zawsze ale dobrze przynajmniej wiedziec o co chodzi.
Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości, Bert
Tym bardziej, że autor dziećmi się nie zajmie, a chyba lepiej upewnić się też, czy żona psychicznie jest w stanie sprawować nad nimi opiekę.
Jak tak czytam ten i inne tematy to sie ciesze, że nie mam meza,ani nie jestem w zwiazku-przynajmniej resztę swojego zycia przezyje w mentalnym spokoju ,a nie sie uzerajac z nerwow... naprawde to forum to chodzaca antyreklama zwiazku i malzenstwa
Przecież na forum, jak przychodzi ktoś nowy, to często z problemem. Nikt tu nie zakłada tematów o tym, jak mu dobrze w jego związku / małżeństwie
Więc bezsensu się tym sugerować.
Julia life in UK napisał/a:Jak tak czytam ten i inne tematy to sie ciesze, że nie mam meza,ani nie jestem w zwiazku-przynajmniej resztę swojego zycia przezyje w mentalnym spokoju ,a nie sie uzerajac z nerwow... naprawde to forum to chodzaca antyreklama zwiazku i malzenstwa
Przecież na forum, jak przychodzi ktoś nowy, to często z problemem. Nikt tu nie zakłada tematów o tym, jak mu dobrze w jego związku / małżeństwie
Więc bezsensu się tym sugerować.
No właśnie jest sens,bo skoro tyle osób przychodzi tutaj z problemami małżeńsko-związkowymi to dla mnie to jest przestroga życiowa, zeby nie wpadać w takie samo bagienko w jakim oni siedzą... to zupełnie tak samo jak matki,ktore maja wiecej niz jedno dziecko jak na grupie facebooka(gdy jeszcze go mialam) przeczytalam ich litanie jak to im.ciezko w życiu to dla mnie to najlepsza antykoncepcja ![]()
No właśnie jest sens,bo skoro tyle osób przychodzi tutaj z problemami małżeńsko-związkowymi to dla mnie to jest przestroga życiowa, zeby nie wpadać w takie samo bagienko w jakim oni siedzą... to zupełnie tak samo jak matki,ktore maja wiecej niz jedno dziecko jak na grupie facebooka(gdy jeszcze go mialam) przeczytalam ich litanie jak to im.ciezko w życiu to dla mnie to najlepsza antykoncepcja
Jak uważasz, Julka. Twoja decyzja, jeśli wolisz być sama. Moim zdaniem (a w związku już trochę jestem) życie z kimś bliskim jest lepsze niż życie samemu. Nawet jeśli czasem pojawiają się jakieś problemy.
54 2026-07-15 13:57:51 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-07-15 13:58:08)
Julia life in UK napisał/a:No właśnie jest sens,bo skoro tyle osób przychodzi tutaj z problemami małżeńsko-związkowymi to dla mnie to jest przestroga życiowa, zeby nie wpadać w takie samo bagienko w jakim oni siedzą... to zupełnie tak samo jak matki,ktore maja wiecej niz jedno dziecko jak na grupie facebooka(gdy jeszcze go mialam) przeczytalam ich litanie jak to im.ciezko w życiu to dla mnie to najlepsza antykoncepcja
Jak uważasz, Julka. Twoja decyzja, jeśli wolisz być sama. Moim zdaniem (a w związku już trochę jestem) życie z kimś bliskim jest lepsze niż życie samemu. Nawet jeśli czasem pojawiają się jakieś problemy.
Nie być w związku to nie równa się być samemu ![]()
Nie być w związku to nie równa się być samemu
Nie mam na myśli dosłownej samotności, tylko bycie singlem. Oczywiście, jak ktoś chce, to może też mieć kochanka, czy wielu kochanków, bez zobowiązań.
Julia life in UK napisał/a:Nie być w związku to nie równa się być samemu
Nie mam na myśli dosłownej samotności, tylko bycie singlem. Oczywiście, jak ktoś chce, to może też mieć kochanka, czy wielu kochanków, bez zobowiązań.
Nie chce kochankow mieć ja nie potrzebuje ich do szczęścia ![]()
57 2026-07-19 11:54:40 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-07-19 12:04:13)
.