marcinex napisał/a:Mieszkam w średniej wielkości mieście na śląsku i ostatnimi czasy obserwuje sobie "życie miasta" i odnoszę wrażenie, że miasto jest wymarłe, ale nie dlatego że nie ma w nim ludzi. Ale dlatego że siedzą w domu. Mieszkam przy jednej z głównych ulic nią non stop coś jeździ. Nawet o 3 w nocy co chwila przejeżdża tam jakiś samochód. Ale już na chodnikach pustki. Ostatnio przeszedłem sobie wieczorem, około 20 po okolicznym baardzo dużym osiedlu. Na ulicach pustki, w parku pustki. Myślę, że wynika to bezpośrednio z dzisiejszej technologii. Dziś w zasadzie wszystko możesz zrobić w domu. Netflix kosztuje grosze, a ma tysiące filmów i seriali. Na steam pełno gier single i multi na setki godzin za grosze. Nawet jedzenie dowiozą Ci uberem do domu.
Uderzyło mnie to zwłaszcza jak sobie oglądałem ostatnio vlogi podróżnicze z biednych krajów afryki czy azji. Tam na ulicach były tłumy ludzi. Gwar. I to niekoniecznie w największych miastach. Przez biedę tam ludzie nie mają tylu rozrywek w domu.
Jak to wygląda u was? Macie podobne spostrzeżenia, czy może inne?
Również mieszkam w średniej wielkości mieście na Śląsku przy jednej z głównych śródmiejskich ulic i mam dokładnie odwrotne spostrzeżenia, o czym zresztą całkiem niedawno pisałam w jednym z wątków.
O tej porze roku tutaj życie po prostu tętni, zwłaszcza w weekendy - ludzie się spotykają, spacerują deptakami, siedzą w ogródkach aż do późnych godzin nocnych. Na co dzień także po zmroku wciąż biegają, jeżdżą na rowerze czy rolkach, spacerują z psami, przesiadują w kafejkach i knajpkach. Rynek po południu jest pełen ludzi, a w piątki, które zarezerwowane są na miejskie potańcówki, dosłownie pęka w szwach, bo idea tańczenia pod gołym niebem bardzo dobrze się u nas przyjęła.
Nie mam pojęcia, z czego wynika ta różnica, ale ja naprawdę nie muszę nigdzie wyjeżdżać, żeby w weekend poczuć prawdziwy wakacyjny klimat.
P.S.
Podam przykład z dzisiejszego wieczoru. Do domu wracałam ok. 22:30, tuż przed nim skręcam w lewo, żeby wjechać na parking, ale na wprost mam widok na rynek. Mimo relatywnie późnej pory spacerowało tam całkiem sporo osób. Oczywiście nie były to tłumy, ale minęłam trzech biegaczy (zapamiętałam ich, bo z pewnego powodu zwracałąm dziś uwagę na biegaczy), sporo młodzieży i kilka starszych osób. Dodam, że nie jest to nawet najbardziej uczęszczana uliczka w tej części śródmieścia. Przypuszczam też, że w ogródkach na rynku nadal siedziało jeszcze sporo ludzi.
Nawiasem mówiąc, w czasie takich upałów sama wychodzę biegać nie wcześniej niż około 21:00, a często nawet później. Podobnie jest z wieczornymi przejażdżkami rowerowymi.
Teraz jest już cicho, ale w noce z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę gwar nocnego życia słychać tutaj praktycznie do rana.