Nienawidzę sytuacji, w której ktoś stojąc koło mnie nie mówi do mnie tylko na mój temat. Sam ten fakt, takiego zachowania jest maksymalnie irytujący, bez wychowania.
1) Jakieś 3 lata temu poszłam do pracy, jako asystentka fryzjera. Nie umiałam za bardzo nic zrobić, ale miałam mieć przyuczenie. Nie mam pretensji o to, że byli mną zirytowani, ale 2 pracownice stojąc obok mnie mówiły do siebie, że źle mi idzie, chociaż mogli zrobić to wprost. Bo jednak to była bardzo ważna sprawa dla mnie.
2) Przez kilka lat, tak naprawdę do połowy liceum albo dłużej, płakałam gdzieś po kątach (może nie dosłownie, ale…), bo stracie znamosci. Miałam tak do jakiejś 2 klasy gimnazjum kolegów, z którymi w podstawówce bardzo się nie lubiłam.
Biliśmy się, oni też często zwalali na mnie coś czego nie zrobiłam, typu malunek na ścianie albo zabieranie moich rzeczy jako swoich.
Jednak później zaczęliśmy się jakoś kumplować, także z nowo poznanymi osobami. Fajnie było sobie pożartować, pogadać, myślałam że jakoś wraca do mnie radość życia. Jakoś tak pod koniec szkoły, wyszło tak, że oni zaczęli się ode mnie oddalać, jeden z nich w pewnym momencie jednego dnia na każde moje pytanie czy próbę zagadania reagował złością, odpowiadał mi językiem zwyczajnie niekulturalnym, przestał siedzieć ze mną w ławce. Bo były plotki, że jestem jego dziewczyną chociaż nigdy do czegoś takiego nie doszło.
No i okej, w latach nastoletnich ludzie mają inne postrzeganie świata, ale znowuż takie gadanie przy mnie o mnie, aby mi dopiec to była już mocna przesada. Chodziło jednak o jakąś część życia, która zaczęła wracać do normy, ważny temat.
Pamiętam, że wtedy cały czas mówiłam do niego, aby kierował do mnie to co mówi na mój temat. Ani razu nawet się nie obrócił, nie przeprosił, nie pogadał na boku bez nikogo.
Tylko w autobusie, przy innych żalił się koledze o tym, że ja co ja sobie wyobrażam, ze po latach awersji w podstawówce mielibyśmy się przyjaźnić, cale pretensje do mnie. Owszem, przyznaje ze byłam czasami niefajna, kiedy o jego dobrym koledze niepotrzebnie powiedziałam pare słów za dużo. Byłam nielubiana i chciałam aby ktoś poczuł to samo, chociaż i tak ten chłopak był w miarę normalny i po latach mi głupio jest. Nie kojarzyłam tylko obrony w drugą stronę, gdy ktoś mnie kluł. Na dobrą sprawę chciałam tak samo byc obraniana, tak samo ważna.
Dla mnie to była oznaka pi***** braku wychowania: masz coś do mnie to mów do mnie.
I o ile nastolatek nie będzie myślał logicznie do końca, tak takie zachowania obserwuje u dorosłych. Lata oczywiście mijają, żyje się dalej, pewne zachowania zostają w człowieku na zawsze.