Chciałam poznać wasze zdanie, a może sami tacy jesteście.
Chodzi o to, że ja wychodzę z założenia, że zawsze czy to po kłótni, czy to po niedogadaniu się, drobnym nieporozumieniu warto jest porozmawiać na spokojnie. Przegadać, powiedzieć co się np. wtedy czuło i dlaczego doszło do np. sprzeczki. Ale podam wam teraz przykład mojej dawnej przyjaciółki, gdzie właśnie przez takie jej podejście jak w temacie, tak rozwiązywała wszystko i w końcu nie wytrzymałam i zerwałam tą znajomość.
Moja przyjaciółka, gdy się ze mną nie zgadzała, czy też się poprztykałyśmy (a to było za czasów jak mieszkałyśmy jeszcze pod jednym dachem) właśnie w taki sposób rozwiązywała problem - milczeniem. Mimo, że po pracy spędzałyśmy czas w domu, ona udawała że mnie nie widzi, nie odzywała się nawet przez kilka dni, a przez to powodowała, że to ja czułam się winna temu wszystkiemu - nawet jeśli nie ja zaczęłam, albo nie ja zawiniłam. Po czasie w końcu nie dawałam rady tak funkcjonować i prosiłam o rozmowę, czy nawet dochodziło już do moich przeprosin by było normalnie. Ona rzadko przepraszała, zwykle jej taki sposób bycia - kazanie milczeniem - nie było niczym dziwnym, tylko powodowało to, że z każdym rokiem naszej przyjaźni czułam, że ja takiej przyjaźni nie chcę. Nawet gdy to jej powiedziałam w końcu, że czuję, że się jako przyjaciółki od siebie bardzo oddaliłyśmy i nie czuję, że jesteśmy przyjaciółkami, to zamiast zapytać o co chodzi postanowiła jak zawsze obrazić się i milczeć jak grób.
Najśmieszniejsze, że wtedy jej facet do mnie napisał, żebym ją przeprosiła, bo ona pisze do niego że przeze mnie nie może skupić się na pracy i źle się czuję. No szczerze szczęka mi opadła, ale wtedy mój facet jak to przeczytał, to aż nie dowierzał że z tego wyszła taka akcja. Oczywiście wtedy nie przeprosiłam, skończyło się na tym że to jakoś się rozeszło, i zaczęłyśmy rozmawiać normalnie, ale do tego już nie wróciłyśmy.
W końcu minął kolejny rok, i przy pewnej rozmowie ona mi nagle wyskoczyła trzymając w pamięci moje słowa, że nie uważam naszej relacji już za przyjaźń. Nie wiem co próbowała wtedy ugrać. Może bym miała wyrzuty sumienia względem niej, albo żebym ją przeprosiła, jakoś to naprawiła. Nie wiem, po prostu chciała mi to wypomnieć. Wtedy coś we mnie pękło i zerwałam naszą znajomość. Czy czułam, że coś straciłam? W pewien sposób tak, ale ostatecznie jednak czułam ulgę. Zdałam sobie sprawę, że z nią rozwiązywanie problemów strasznie mnie wykańczało i zmuszało do działania, gdy ona potrafiła milczeć przez wiele dni i udawać, że nie istnieje. Osobiście ta znajomość nauczyła mnie, że nie potrafiłabym zadawać się ponownie z osobą, która ma takie samo podejście. Dlatego mam takie pytanie, czy wy też tak reagujecie? Czy może sami macie w swoim kręgu kogoś kto właśnie tak rozwiązuje sprawę "Nie chce rozmawiać - woli milczeć."
Nigdy w zyciu bym nie tolerowala fochow faceta,to nie jest przedszkolak, żeby mieszkać pod jednym dachem,a facet siedzi naburmuszony. Bym chyba takiego do teściowej wysłała i powiedziala"wroc jam Ci foch przejdzie" ....ale naprawde faceci som czasem jak dzieci tu niby odbywaja służbę w wojsku obowiazkowo,tam niby wykonuje ciezkie,niebezpieczne prace,a tu z drugiej strony to nie potrafia rozmawiac tylko jak dwulatki tupia nozka i sie obrazaja ,ze czegos nie maja,nie moga itp- dziwne zjawisko,bo dość duzo facetów się fochuje i nie odzywa ![]()
3 2026-03-03 12:20:13 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2026-03-03 12:23:56)
Chciałam poznać wasze zdanie, a może sami tacy jesteście.
Chodzi o to, że ja wychodzę z założenia, że zawsze czy to po kłótni, czy to po niedogadaniu się, drobnym nieporozumieniu warto jest porozmawiać na spokojnie. Przegadać, powiedzieć co się np. wtedy czuło i dlaczego doszło do np. sprzeczki. Ale podam wam teraz przykład mojej dawnej przyjaciółki, gdzie właśnie przez takie jej podejście jak w temacie, tak rozwiązywała wszystko i w końcu nie wytrzymałam i zerwałam tą znajomość.
Moja przyjaciółka, gdy się ze mną nie zgadzała, czy też się poprztykałyśmy (a to było za czasów jak mieszkałyśmy jeszcze pod jednym dachem) właśnie w taki sposób rozwiązywała problem - milczeniem. Mimo, że po pracy spędzałyśmy czas w domu, ona udawała że mnie nie widzi, nie odzywała się nawet przez kilka dni, a przez to powodowała, że to ja czułam się winna temu wszystkiemu - nawet jeśli nie ja zaczęłam, albo nie ja zawiniłam. Po czasie w końcu nie dawałam rady tak funkcjonować i prosiłam o rozmowę, czy nawet dochodziło już do moich przeprosin by było normalnie. Ona rzadko przepraszała, zwykle jej taki sposób bycia - kazanie milczeniem - nie było niczym dziwnym, tylko powodowało to, że z każdym rokiem naszej przyjaźni czułam, że ja takiej przyjaźni nie chcę. Nawet gdy to jej powiedziałam w końcu, że czuję, że się jako przyjaciółki od siebie bardzo oddaliłyśmy i nie czuję, że jesteśmy przyjaciółkami, to zamiast zapytać o co chodzi postanowiła jak zawsze obrazić się i milczeć jak grób.
Najśmieszniejsze, że wtedy jej facet do mnie napisał, żebym ją przeprosiła, bo ona pisze do niego że przeze mnie nie może skupić się na pracy i źle się czuję. No szczerze szczęka mi opadła, ale wtedy mój facet jak to przeczytał, to aż nie dowierzał że z tego wyszła taka akcja. Oczywiście wtedy nie przeprosiłam, skończyło się na tym że to jakoś się rozeszło, i zaczęłyśmy rozmawiać normalnie, ale do tego już nie wróciłyśmy.
W końcu minął kolejny rok, i przy pewnej rozmowie ona mi nagle wyskoczyła trzymając w pamięci moje słowa, że nie uważam naszej relacji już za przyjaźń. Nie wiem co próbowała wtedy ugrać. Może bym miała wyrzuty sumienia względem niej, albo żebym ją przeprosiła, jakoś to naprawiła. Nie wiem, po prostu chciała mi to wypomnieć. Wtedy coś we mnie pękło i zerwałam naszą znajomość. Czy czułam, że coś straciłam? W pewien sposób tak, ale ostatecznie jednak czułam ulgę. Zdałam sobie sprawę, że z nią rozwiązywanie problemów strasznie mnie wykańczało i zmuszało do działania, gdy ona potrafiła milczeć przez wiele dni i udawać, że nie istnieje. Osobiście ta znajomość nauczyła mnie, że nie potrafiłabym zadawać się ponownie z osobą, która ma takie samo podejście. Dlatego mam takie pytanie, czy wy też tak reagujecie? Czy może sami macie w swoim kręgu kogoś kto właśnie tak rozwiązuje sprawę "Nie chce rozmawiać - woli milczeć."
Ludzie mają tak i wspak, najlepiej samemu się nauczyć zdrowej komunikacji i mieć na tyle stabilności, by czyjeś reakcję nas nie destabilizowały.
W podanym przykładzie to wygląda jak typowa interakcja przeciwstawnych stylów przywiązania. Lękowy- unikający.
Lękowy, czyli w tym przykładzie Ty, w sytuacjach stresowych, konfliktowych, chce być blisko drugiej osoby. Czy to poprzez rozmowę, czy inny sposób który mu pomaga nie czuć niewygodnych emocji, które go zalewają. Potrzebuje mieć potwierdzenie od drugiej osoby.
Kiedy druga strona się odcina, lękowy ma ogromny dyskomfort, poczucie odrzucenia, itp. Przeżywa swoje stare traumy, bo to one potęgują reakcje stresowe, często nieadekwatnie do sytuacji.
No umówmy się, to że ktoś musi w ciszy przetrawić stres, nie znaczy że trzeba zrywać z nim przyjaźń.
Unikający na podobne bodźce ma zupełnie inne strategie radzenia sobie. Odcina się od swoich emocji, wypiera je, ogranicza albo odcina osobę która je wyzwala.
To nie jest celowe działanie przeciwko komuś, taka osoba nie umie inaczej. Tak się nauczyła radzić w dzieciństwie i ten schemat powiela.
Oba te schematy, Wy jako osoby się nimi posługujące, zostałyście kiedyś skrzywdzone (być może niecelowo), ta krzywda wciąż w Was żyje i Wami kieruje.
Podstawą w takich przypadkach jest zadbanie o siebie, próba uleczenia swoich deficytów i zranień.
Wtedy jest szansa że będziemy bardziej wyrozumiali dla innych, wiedząc że każdy ma swój bagaż a niektórzy całkiem spory i ciezki, z którym nie umieją sobie radzić.
Nigdy w zyciu bym nie tolerowala fochow faceta,to nie jest przedszkolak, żeby mieszkać pod jednym dachem,a facet siedzi naburmuszony. Bym chyba takiego do teściowej wysłała i powiedziala"wroc jam Ci foch przejdzie" ....ale naprawde faceci som czasem jak dzieci tu niby odbywaja służbę w wojsku obowiazkowo,tam niby wykonuje ciezkie,niebezpieczne prace,a tu z drugiej strony to nie potrafia rozmawiac tylko jak dwulatki tupia nozka i sie obrazaja ,ze czegos nie maja,nie moga itp- dziwne zjawisko,bo dość duzo facetów się fochuje i nie odzywa
Julka, obudź się!
Temat nie jest o przepychankach damsko-męskich, a Ty faceta nie masz i mieć nie będziesz patrząc na wymagania. No, chyba że uda Ci się gdzieś kupić na targu niewolników w Afryce, taki może je spełnić
A kysz, łamaczko męskich serc!!! ![]()
Melanie93 napisał/a:Chciałam poznać wasze zdanie, a może sami tacy jesteście.
Chodzi o to, że ja wychodzę z założenia, że zawsze czy to po kłótni, czy to po niedogadaniu się, drobnym nieporozumieniu warto jest porozmawiać na spokojnie. Przegadać, powiedzieć co się np. wtedy czuło i dlaczego doszło do np. sprzeczki. Ale podam wam teraz przykład mojej dawnej przyjaciółki, gdzie właśnie przez takie jej podejście jak w temacie, tak rozwiązywała wszystko i w końcu nie wytrzymałam i zerwałam tą znajomość.
Moja przyjaciółka, gdy się ze mną nie zgadzała, czy też się poprztykałyśmy (a to było za czasów jak mieszkałyśmy jeszcze pod jednym dachem) właśnie w taki sposób rozwiązywała problem - milczeniem. Mimo, że po pracy spędzałyśmy czas w domu, ona udawała że mnie nie widzi, nie odzywała się nawet przez kilka dni, a przez to powodowała, że to ja czułam się winna temu wszystkiemu - nawet jeśli nie ja zaczęłam, albo nie ja zawiniłam. Po czasie w końcu nie dawałam rady tak funkcjonować i prosiłam o rozmowę, czy nawet dochodziło już do moich przeprosin by było normalnie. Ona rzadko przepraszała, zwykle jej taki sposób bycia - kazanie milczeniem - nie było niczym dziwnym, tylko powodowało to, że z każdym rokiem naszej przyjaźni czułam, że ja takiej przyjaźni nie chcę. Nawet gdy to jej powiedziałam w końcu, że czuję, że się jako przyjaciółki od siebie bardzo oddaliłyśmy i nie czuję, że jesteśmy przyjaciółkami, to zamiast zapytać o co chodzi postanowiła jak zawsze obrazić się i milczeć jak grób.
Najśmieszniejsze, że wtedy jej facet do mnie napisał, żebym ją przeprosiła, bo ona pisze do niego że przeze mnie nie może skupić się na pracy i źle się czuję. No szczerze szczęka mi opadła, ale wtedy mój facet jak to przeczytał, to aż nie dowierzał że z tego wyszła taka akcja. Oczywiście wtedy nie przeprosiłam, skończyło się na tym że to jakoś się rozeszło, i zaczęłyśmy rozmawiać normalnie, ale do tego już nie wróciłyśmy.
W końcu minął kolejny rok, i przy pewnej rozmowie ona mi nagle wyskoczyła trzymając w pamięci moje słowa, że nie uważam naszej relacji już za przyjaźń. Nie wiem co próbowała wtedy ugrać. Może bym miała wyrzuty sumienia względem niej, albo żebym ją przeprosiła, jakoś to naprawiła. Nie wiem, po prostu chciała mi to wypomnieć. Wtedy coś we mnie pękło i zerwałam naszą znajomość. Czy czułam, że coś straciłam? W pewien sposób tak, ale ostatecznie jednak czułam ulgę. Zdałam sobie sprawę, że z nią rozwiązywanie problemów strasznie mnie wykańczało i zmuszało do działania, gdy ona potrafiła milczeć przez wiele dni i udawać, że nie istnieje. Osobiście ta znajomość nauczyła mnie, że nie potrafiłabym zadawać się ponownie z osobą, która ma takie samo podejście. Dlatego mam takie pytanie, czy wy też tak reagujecie? Czy może sami macie w swoim kręgu kogoś kto właśnie tak rozwiązuje sprawę "Nie chce rozmawiać - woli milczeć."Ludzie mają tak i wspak, najlepiej samemu się nauczyć zdrowej komunikacji i mieć na tyle stabilności, by czyjeś reakcję nas nie destabilizowały.
W podanym przykładzie to wygląda jak typowa interakcja przeciwstawnych stylów przywiązania. Lękowy- unikający.
Lękowy, czyli w tym przykładzie Ty, w sytuacjach stresowych, konfliktowych, chce być blisko drugiej osoby. Czy to poprzez rozmowę, czy inny sposób który mu pomaga nie czuć niewygodnych emocji, które go zalewają. Potrzebuje mieć potwierdzenie od drugiej osoby.
Kiedy druga strona się odcina, lękowy ma ogromny dyskomfort, poczucie odrzucenia, itp. Przeżywa swoje stare traumy, bo to one potęgują reakcje stresowe, często nieadekwatnie do sytuacji.
No umówmy się, to że ktoś musi w ciszy przetrawić stres, nie znaczy że trzeba zrywać z nim przyjaźń.Unikający na podobne bodźce ma zupełnie inne strategie radzenia sobie. Odcina się od swoich emocji, wypiera je, ogranicza albo odcina osobę która je wyzwala.
To nie jest celowe działanie przeciwko komuś, taka osoba nie umie inaczej. Tak się nauczyła radzić w dzieciństwie i ten schemat powiela.Oba te schematy, Wy jako osoby się nimi posługujące, zostałyście kiedyś skrzywdzone (być może niecelowo), ta krzywda wciąż w Was żyje i Wami kieruje.
Podstawą w takich przypadkach jest zadbanie o siebie, próba uleczenia swoich deficytów i zranień.
Wtedy jest szansa że będziemy bardziej wyrozumiali dla innych, wiedząc że każdy ma swój bagaż a niektórzy całkiem spory i ciezki, z którym nie umieją sobie radzić.Julia life in UK napisał/a:Nigdy w zyciu bym nie tolerowala fochow faceta,to nie jest przedszkolak, żeby mieszkać pod jednym dachem,a facet siedzi naburmuszony. Bym chyba takiego do teściowej wysłała i powiedziala"wroc jam Ci foch przejdzie" ....ale naprawde faceci som czasem jak dzieci tu niby odbywaja służbę w wojsku obowiazkowo,tam niby wykonuje ciezkie,niebezpieczne prace,a tu z drugiej strony to nie potrafia rozmawiac tylko jak dwulatki tupia nozka i sie obrazaja ,ze czegos nie maja,nie moga itp- dziwne zjawisko,bo dość duzo facetów się fochuje i nie odzywa
Julka, obudź się!
Temat nie jest o przepychankach damsko-męskich, a Ty faceta nie masz i mieć nie będziesz patrząc na wymagania. No, chyba że uda Ci się gdzieś kupić na targu niewolników w Afryce, taki może je spełnić![]()
A kysz, łamaczko męskich serc!!!
a ten znowu się mądraluje i wie najlepiej... akurat to ja nie chce miec niewolnika,tylko fajnego chłopaka
akurat to ja nie chce miec niewolnika,tylko fajnego chłopaka
Który się będzie we wszystkim Ciebie słuchał, wg Twoich słów;)
Julia life in UK napisał/a:akurat to ja nie chce miec niewolnika,tylko fajnego chłopaka
Który się będzie we wszystkim Ciebie słuchał, wg Twoich słów;)
Zmieniłam swoje wymagania-nie musi się słuchać, ale też nie może się rządzić ![]()
7 2026-03-03 14:54:28 Ostatnio edytowany przez Melanie93 (2026-03-03 14:56:06)
Ludzie mają tak i wspak, najlepiej samemu się nauczyć zdrowej komunikacji i mieć na tyle stabilności, by czyjeś reakcję nas nie destabilizowały.
W podanym przykładzie to wygląda jak typowa interakcja przeciwstawnych stylów przywiązania. Lękowy- unikający.
Lękowy, czyli w tym przykładzie Ty, w sytuacjach stresowych, konfliktowych, chce być blisko drugiej osoby. Czy to poprzez rozmowę, czy inny sposób który mu pomaga nie czuć niewygodnych emocji, które go zalewają. Potrzebuje mieć potwierdzenie od drugiej osoby.
Kiedy druga strona się odcina, lękowy ma ogromny dyskomfort, poczucie odrzucenia, itp. Przeżywa swoje stare traumy, bo to one potęgują reakcje stresowe, często nieadekwatnie do sytuacji.
No umówmy się, to że ktoś musi w ciszy przetrawić stres, nie znaczy że trzeba zrywać z nim przyjaźń.Unikający na podobne bodźce ma zupełnie inne strategie radzenia sobie. Odcina się od swoich emocji, wypiera je, ogranicza albo odcina osobę która je wyzwala.
To nie jest celowe działanie przeciwko komuś, taka osoba nie umie inaczej. Tak się nauczyła radzić w dzieciństwie i ten schemat powiela.Oba te schematy, Wy jako osoby się nimi posługujące, zostałyście kiedyś skrzywdzone (być może niecelowo), ta krzywda wciąż w Was żyje i Wami kieruje.
Podstawą w takich przypadkach jest zadbanie o siebie, próba uleczenia swoich deficytów i zranień.
Wtedy jest szansa że będziemy bardziej wyrozumiali dla innych, wiedząc że każdy ma swój bagaż a niektórzy całkiem spory i ciezki, z którym nie umieją sobie radzić.
Tu bardziej chodziło o to, że ciężko jest porozumieć się z osobą, która nie przejawia chęci rozwiązania problemu. Bo dla niej najważniejsze jest by to przeczekać albo czekać na kogoś kto pierwszy do niej rękę wystawi. Milczenie w każdej relacji powoduje, że się ona rozpada. Każdy psycholog to powie, że jeśli się nie rozmawia tylko unika tematu, jak w tym przykładzie, nie ma sposobu na zdrową relację. Takie coś musiało się rozpaść, bo to robiło się toksyczne.
Taki miała charakter, który zaczął docierać do mnie z czasem. Ja nie zostałam skrzywdzona ;p Powód jest jeden. Osoby, które mają inny sposób rozwiązania problemów z czasem się nie dogadają. Ona potrafiła inaczej, ale zależy do kogo. Do mnie tak robiła, bo nie działałam jak ona. Czyli np. też przez tydzień nie odzywać się, to wtedy musiałaby przyznać się do błędu i zapoczątkować rozmowe, bo inaczej trwało by to w nieskończoność. Wiem to, bo widziałam to z osobami co miały podejście jak ona. Natomiast o mnie wiedziała, że ja tak nie mam. Dlatego czekała, aż wyniszczy mnie milczeniem i sama do niej przyjdę. W ten sposób wyniszczyła swój wieloletni związek z partnerem, który też nie mógł tego znosić. To dlatego zamiast czuć oparcie jakie powinno się mieć, tego nie było. Przyznawanie się do błędu dopiero po kimś to niestety na dłuższą metę nie ta droga.
W związku z tym podsumowując, gdy jeden ignoruje i milczy, zabija tego co chce załagodzić i porozmawiać. I nie ma tu krzywd, czy jakichś traum, po prostu to dwa różne odmienne charaktery, gdzie w końcu nie mogą się dogadać.
podsumowując, gdy jeden ignoruje i milczy, zabija tego co chce załagodzić i porozmawiać. I nie ma tu krzywd, czy jakichś traum, po prostu to dwa różne odmienne charaktery, gdzie w końcu nie mogą się dogadać.
Gdyby nie było krzywd i traum, nie byłoby żadnego zabijania.
Osoba chcąca kontaktu i wyjaśnień umiałaby zrozumieć, że druga osoba ma inaczej. Nie miałaby z tym problemu, nie miałaby poczucia 'zabijania' bo JEJ potrzeby nie zostają zaspokajane.
Zajęłaby się po prostu swoimi sprawami zamiast przeżywać to, że ktoś zamyka się w sobie.
Melanie93 napisał/a:podsumowując, gdy jeden ignoruje i milczy, zabija tego co chce załagodzić i porozmawiać. I nie ma tu krzywd, czy jakichś traum, po prostu to dwa różne odmienne charaktery, gdzie w końcu nie mogą się dogadać.
Gdyby nie było krzywd i traum, nie byłoby żadnego zabijania.
Osoba chcąca kontaktu i wyjaśnień umiałaby zrozumieć, że druga osoba ma inaczej. Nie miałaby z tym problemu, nie miałaby poczucia 'zabijania' bo JEJ potrzeby nie zostają zaspokajane.
Zajęłaby się po prostu swoimi sprawami zamiast przeżywać to, że ktoś zamyka się w sobie.
A moim zdaniem to nie ma co miec fochow i sie nie odzywac.Większość ludzi na swiecie nie som wrozki i nie beda sie domyslac o co chodzi ![]()
Melanie93 napisał/a:podsumowując, gdy jeden ignoruje i milczy, zabija tego co chce załagodzić i porozmawiać. I nie ma tu krzywd, czy jakichś traum, po prostu to dwa różne odmienne charaktery, gdzie w końcu nie mogą się dogadać.
Gdyby nie było krzywd i traum, nie byłoby żadnego zabijania.
Osoba chcąca kontaktu i wyjaśnień umiałaby zrozumieć, że druga osoba ma inaczej. Nie miałaby z tym problemu, nie miałaby poczucia 'zabijania' bo JEJ potrzeby nie zostają zaspokajane.
Zajęłaby się po prostu swoimi sprawami zamiast przeżywać to, że ktoś zamyka się w sobie.
To nie chodzi o to, że zamyka się w sobie od tak. Tylko zamyka się gdy coś się dzieje jak choćby kłótnia lub niedogadanie się.
Ludzie dzielą się na tych co chcą rozmawiać i co nie chcą rozmawiać, a nie przez to że przeżyli jakieś traumy w swoim życiu. Tak to każdy z nas by przeżył jakiś koszmar bez wyjątku.
Gdy się jest w związku lub mieszka pod jednym dachem z przyjacielem, ciężko zająć się swoimi sprawami. Atmosfera wtedy jest taka, że każdy się wymija, nie rozmawia i udaje, że drugiej osoby nie ma. To nie jest zdrowe podejście. Dlatego sama wiem, że z osobą która jest odmiennego podejścia ode mnie, gdy dzieje się źle lub dochodzi do spięć, na dłuższą metę tak się nie da.
Samo to, że jest wiele ludzi samotnych po związkach, mówi o tym że ludzie nie potrafili się dogadywać ze sobą. Tak samo ciężko znaleźć teraz drogiego przyjaciela, któremu się będzie bezcennie ufać. Sama przeszłam przez parę związków, nim znalazłam tego jednego, i tak samo z przyjaciółmi nim spotkałam na swojej drodze przyjaciela, który ma podobnie i przez to Nam jest łatwiej się porozumieć.
Mowa o tym, że każdy niech robi swoje i niech się wszystko samo w czasie rozłoży jest z góry przesądzone, że z czasem to się rozleci.
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:Melanie93 napisał/a:podsumowując, gdy jeden ignoruje i milczy, zabija tego co chce załagodzić i porozmawiać. I nie ma tu krzywd, czy jakichś traum, po prostu to dwa różne odmienne charaktery, gdzie w końcu nie mogą się dogadać.
Gdyby nie było krzywd i traum, nie byłoby żadnego zabijania.
Osoba chcąca kontaktu i wyjaśnień umiałaby zrozumieć, że druga osoba ma inaczej. Nie miałaby z tym problemu, nie miałaby poczucia 'zabijania' bo JEJ potrzeby nie zostają zaspokajane.
Zajęłaby się po prostu swoimi sprawami zamiast przeżywać to, że ktoś zamyka się w sobie.To nie chodzi o to, że zamyka się w sobie od tak. Tylko zamyka się gdy coś się dzieje jak choćby kłótnia lub niedogadanie się.
Ludzie dzielą się na tych co chcą rozmawiać i co nie chcą rozmawiać, a nie przez to że przeżyli jakieś traumy w swoim życiu. Tak to każdy z nas by przeżył jakiś koszmar bez wyjątku.
Gdy się jest w związku lub mieszka pod jednym dachem z przyjacielem, ciężko zająć się swoimi sprawami. Atmosfera wtedy jest taka, że każdy się wymija, nie rozmawia i udaje, że drugiej osoby nie ma. To nie jest zdrowe podejście. Dlatego sama wiem, że z osobą która jest odmiennego podejścia ode mnie, gdy dzieje się źle lub dochodzi do spięć, na dłuższą metę tak się nie da.
Samo to, że jest wiele ludzi samotnych po związkach, mówi o tym że ludzie nie potrafili się dogadywać ze sobą. Tak samo ciężko znaleźć teraz drogiego przyjaciela, któremu się będzie bezcennie ufać. Sama przeszłam przez parę związków, nim znalazłam tego jednego, i tak samo z przyjaciółmi nim spotkałam na swojej drodze przyjaciela, który ma podobnie i przez to Nam jest łatwiej się porozumieć.
Mowa o tym, że każdy niech robi swoje i niech się wszystko samo w czasie rozłoży jest z góry przesądzone, że z czasem to się rozleci.
Dokładnie właśnie ta atmosfera jest wkurzająca odezwiesz się nie ma odpowiedzi,siedzi naburmuszone jakby d** na kolce usiadło
. I jeszcze zgaduj o co to focha ma, a poszli won i wracać jak foch minie ![]()
Długo byłyście przyjaciółkami? Ona od samego początku Waszej znajomości tak się zachowywała?
Lepiej zakończyć kulawą relację towarzyską niż męczyć się tkwiąc w niej.
Przeczytalam tylko pierwsze zdanie i uwazam ze ja taka jestem . Dlaczego ? Nie wiem , chora w leb i tyle.
Dlatego mam takie pytanie, czy wy też tak reagujecie? Czy może sami macie w swoim kręgu kogoś kto właśnie tak rozwiązuje sprawę "Nie chce rozmawiać - woli milczeć."
Jeden z typów ludzi jakich się pozbyłem ze swojego otoczenia.
Długo byłyście przyjaciółkami? Ona od samego początku Waszej znajomości tak się zachowywała?
Lepiej zakończyć kulawą relację towarzyską niż męczyć się tkwiąc w niej.
No aż 10 lat. Można powiedzieć, że zawsze taka była, ale z czasem zaczęłam to zauważać bardziej.
Człowiek nie chce nikogo skreślać, w szczególności jak tyle lat się znamy i wiemy o sobie wszystko.
Ale jak nie da się przepracować z taką osobą problemów, to jednak najprawdziwsza ulga jest odsuwając się od tych osób, dla świętego spokoju.
Ale jak nie da się przepracować z taką osobą problemów
Tak z ciekawości - jakie problemy można mieć w koleżeństwie/przyjaźni, które wymagają przepracowania?
Ach uwazam ze takiej osoby nie naprawisz , to juz od urodzenia zepsuty element mowie Ci Melanie93 wiem po sobie ..... to jest chore ale moim zdaniem normalne . To jest wrodzone tego sie nie da wytepic i uwazam ze taka osoba jest chora i trzeba ja zostawic .
18 2026-03-03 22:18:40 Ostatnio edytowany przez Alice1 (2026-03-03 22:20:40)
Sa takie osoby w moim zyciu na ktore obrazic sie w stanie nie jestem
ale to tylko trzy osoby Mama Tata i jest jeden znajomy
*
<3 Reszta jest zagrozona moge sie obrazic i zniknac
A dlatego ze nie czuje potrzeby sie wqrrwiac wiec lepiej milczec az znajomosc total wyschnie.
Chciałam poznać wasze zdanie, a może sami tacy jesteście.
Chodzi o to, że ja wychodzę z założenia, że zawsze czy to po kłótni, czy to po niedogadaniu się, drobnym nieporozumieniu warto jest porozmawiać na spokojnie. Przegadać, powiedzieć co się np. wtedy czuło i dlaczego doszło do np. sprzeczki. Ale podam wam teraz przykład mojej dawnej przyjaciółki, gdzie właśnie przez takie jej podejście jak w temacie, tak rozwiązywała wszystko i w końcu nie wytrzymałam i zerwałam tą znajomość.
Moja przyjaciółka, gdy się ze mną nie zgadzała, czy też się poprztykałyśmy (a to było za czasów jak mieszkałyśmy jeszcze pod jednym dachem) właśnie w taki sposób rozwiązywała problem - milczeniem. Mimo, że po pracy spędzałyśmy czas w domu, ona udawała że mnie nie widzi, nie odzywała się nawet przez kilka dni, a przez to powodowała, że to ja czułam się winna temu wszystkiemu - nawet jeśli nie ja zaczęłam, albo nie ja zawiniłam. Po czasie w końcu nie dawałam rady tak funkcjonować i prosiłam o rozmowę, czy nawet dochodziło już do moich przeprosin by było normalnie. Ona rzadko przepraszała, zwykle jej taki sposób bycia - kazanie milczeniem - nie było niczym dziwnym, tylko powodowało to, że z każdym rokiem naszej przyjaźni czułam, że ja takiej przyjaźni nie chcę. Nawet gdy to jej powiedziałam w końcu, że czuję, że się jako przyjaciółki od siebie bardzo oddaliłyśmy i nie czuję, że jesteśmy przyjaciółkami, to zamiast zapytać o co chodzi postanowiła jak zawsze obrazić się i milczeć jak grób.
Najśmieszniejsze, że wtedy jej facet do mnie napisał, żebym ją przeprosiła, bo ona pisze do niego że przeze mnie nie może skupić się na pracy i źle się czuję. No szczerze szczęka mi opadła, ale wtedy mój facet jak to przeczytał, to aż nie dowierzał że z tego wyszła taka akcja. Oczywiście wtedy nie przeprosiłam, skończyło się na tym że to jakoś się rozeszło, i zaczęłyśmy rozmawiać normalnie, ale do tego już nie wróciłyśmy.
W końcu minął kolejny rok, i przy pewnej rozmowie ona mi nagle wyskoczyła trzymając w pamięci moje słowa, że nie uważam naszej relacji już za przyjaźń. Nie wiem co próbowała wtedy ugrać. Może bym miała wyrzuty sumienia względem niej, albo żebym ją przeprosiła, jakoś to naprawiła. Nie wiem, po prostu chciała mi to wypomnieć. Wtedy coś we mnie pękło i zerwałam naszą znajomość. Czy czułam, że coś straciłam? W pewien sposób tak, ale ostatecznie jednak czułam ulgę. Zdałam sobie sprawę, że z nią rozwiązywanie problemów strasznie mnie wykańczało i zmuszało do działania, gdy ona potrafiła milczeć przez wiele dni i udawać, że nie istnieje. Osobiście ta znajomość nauczyła mnie, że nie potrafiłabym zadawać się ponownie z osobą, która ma takie samo podejście. Dlatego mam takie pytanie, czy wy też tak reagujecie? Czy może sami macie w swoim kręgu kogoś kto właśnie tak rozwiązuje sprawę "Nie chce rozmawiać - woli milczeć."
Dorosła osoba nawet strzelając focha, potem go odkręca i tłumaczy, a nie czeka, żeby ktoś za nią to zrobił.
Melanio, za dużo tłumaczyłaś i za bardzo chciałaś utrzymać kontakt z przyjaciółką, co pochłania mnóstwo energii. Uważam, że osoby "fochujące" należy pozostawić same sobie i nie zwracać na nie uwagi, choćby to była przyjaciółka. Mam w gronie znajomych kogoś takiego .Jak nie zwracam uwagi i rozmawiam jak gdyby nigdy nic, on po jakimś czasie zapomina o co się obraził jak dziecko. Kiedy nie odpowiada, znajomi kwitują pobłażliwym uśmiechem i pomijają go w rozmowach.
"Mam w gronie znajomych kogoś takiego .Jak nie zwracam uwagi i rozmawiam jak gdyby nigdy nic, on po jakimś czasie zapomina o co się obraził jak dziecko. Kiedy nie odpowiada, znajomi kwitują pobłażliwym uśmiechem i pomijają go w rozmowach."
gosciu czuje sie wyrozniony ![]()
Melanie93 napisał/a:Ale jak nie da się przepracować z taką osobą problemów
Tak z ciekawości - jakie problemy można mieć w koleżeństwie/przyjaźni, które wymagają przepracowania?
W koleżeństwie to pewnie nic, ale jednak z przyjacielem człowiek chce wiedzieć, że może się mu zwierzyć i na niego liczyć. To jest jedna z najbliższych osób, poza partnerem czy tam rodzicami.
Zwykle wtedy wymaga to przepracowania, gdy czujesz że druga strona na Ciebie jest obojętna. Np. to co do niej mówisz, jest tak naprawdę jednostronnym monologiem. Gdy druga osoba zamiast słuchać, woli skupić się na swoim problemie tym samym odsunąć problem przyjaciela albo udawać że nie ma problemu. Pragnienia tak naprawdę głównie czegoś dla siebie, a nie przejawiać chęci wsparcia dla tej drugiej osoby. Może to być tak, że przez lata jesteście najlepszymi ziomkami, a potem druga strona chcę tylko uwagi dla siebie.
Ja tylko poddaje przykład.
Nie tylko w związku można coś przepracować ;p
Dorosła osoba nawet strzelając focha, potem go odkręca i tłumaczy, a nie czeka, żeby ktoś za nią to zrobił.
Melanio, za dużo tłumaczyłaś i za bardzo chciałaś utrzymać kontakt z przyjaciółką, co pochłania mnóstwo energii. Uważam, że osoby "fochujące" należy pozostawić same sobie i nie zwracać na nie uwagi, choćby to była przyjaciółka. Mam w gronie znajomych kogoś takiego .Jak nie zwracam uwagi i rozmawiam jak gdyby nigdy nic, on po jakimś czasie zapomina o co się obraził jak dziecko. Kiedy nie odpowiada, znajomi kwitują pobłażliwym uśmiechem i pomijają go w rozmowach.
Możliwe, ale skończyłoby się to tak, że zaczęłaby rozmawiać jak gdyby nigdy nic (unikając tematu, a zapamiętując tą sytuacje na lata...) albo zaczęłaby mówić tak jakby z łaski i dawała do zrozumienia, że wszystko to moja wina ^^
Ona była bardzo pamiętliwa, nawet jak nie było coś moją winą to tak zapamiętywała, że to przeze mnie. Po latach faktycznie moja energia się wykończyła i moje chęci do tego by dalej kontynuować taką przyjaźń, która zamiast cieszyć - wykańczała.
A jestem pewna, że nie jedna osoba może mierzyć się z tym co ja kiedyś.
Eqqa napisał/a:Dorosła osoba nawet strzelając focha, potem go odkręca i tłumaczy, a nie czeka, żeby ktoś za nią to zrobił.
Melanio, za dużo tłumaczyłaś i za bardzo chciałaś utrzymać kontakt z przyjaciółką, co pochłania mnóstwo energii. Uważam, że osoby "fochujące" należy pozostawić same sobie i nie zwracać na nie uwagi, choćby to była przyjaciółka. Mam w gronie znajomych kogoś takiego .Jak nie zwracam uwagi i rozmawiam jak gdyby nigdy nic, on po jakimś czasie zapomina o co się obraził jak dziecko. Kiedy nie odpowiada, znajomi kwitują pobłażliwym uśmiechem i pomijają go w rozmowach.Możliwe, ale skończyłoby się to tak, że zaczęłaby rozmawiać jak gdyby nigdy nic (unikając tematu, a zapamiętując tą sytuacje na lata...) albo zaczęłaby mówić tak jakby z łaski i dawała do zrozumienia, że wszystko to moja wina ^^
Ona była bardzo pamiętliwa, nawet jak nie było coś moją winą to tak zapamiętywała, że to przeze mnie. Po latach faktycznie moja energia się wykończyła i moje chęci do tego by dalej kontynuować taką przyjaźń, która zamiast cieszyć - wykańczała.
A jestem pewna, że nie jedna osoba może mierzyć się z tym co ja kiedyś.
Tak, to prawda, niejedna osoba może się mierzyć z czyimś fochem. Nie warto się przejmować. Nie była to dobra przyjaźń. Gdybyś od początku zostawiła ją z tym fochem, może by coś przemyślała. Tymczasem tak się przyzwyczaiła, że tylko ty tłumaczysz i wyjaśniasz, że czekała aż przeprosisz ją za jej focha. Może czegoś pozazdrościła, a może jeszcze coś innego wchodziło w grę?
Dobrze zrobiłaś.
Też jestem zdania, że to żadna przyjaźń nie była. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego między mną a moimi przyjaciółkami, a z przynajmniej z dwiema przyjaźnię się prawie od dzieciństwa.
Ludzie zachowują się tak, gdy mają problem z wyrażaniem swoich emocji, ale częściej stosują to jako próbę skrzywdzenia/zmuszenia do podporządkowania się drugiej strony.
Jeśli to się zdarza częściej, a pisalaś o tym, to naprawdę nie ma sensu niczego "przepracowywać".
Chyba, że przyjaciółka sama dojrzałaby do tego, aby zasięgnąć porady jakiegoś fachowca w tym temacie.
Czyli ciche dni xd A myślalam, że to tylko w relacjiach d-m:)))
Ja nie umiem długo milczeć, jak czasem coś troszkę nabroję i ciężko mi powiedzieć przepraszam to wymyślam jakiś żarcik i strugam głupka, że nie było tematu
![]()
No, ale w przyjaźni nie ma miejsca na powazniejsze fochy i jakies obrazy. Inaczej dziwna to przyjaźń.
26 2026-03-05 14:56:17 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-03-05 15:01:10)
Fajnie, wiecej kobiet powinno zamieszkac ze swoimi "przyjaciolkami" to by sie temat kto jest zazwyczaj bardziej pierdolniety w naszym dzisiejszym spoleczenstwie, mezczyzni czy kobiety, szybko wyjasnil.
Fajnie, wiecej kobiet powinno zamieszkac ze swoimi "przyjaciolkami" to by sie temat kto jest zazwyczaj bardziej pierdolniety w naszym dzisiejszym spoleczenstwie, mezczyzni czy kobiety, szybko wyjasnil.
Ja mieszkalam tymczasowo z córką u swojej jednej kumpeli przez jakis czas i bylo fajnie,nikt nie mial fochow-wszystkie problemy byly wyjasniane i omawiane, z kolei wiem z doświadczenia,że w zwiazku faceci sie potrafia obrazic,strzelic focha i nie odzywac przez jakis czas
Raczej wszystko miała ^^ Zamieszkała ze mną, gdy miała trudną sytuację w domu - po prostu nie było w nim miejsca, to tak bardzo napierała tym tematem, że aż czułam że czeka tylko aż jej to zaproponuję ^^ A zdarzyło się to dwa razy, raz z powodu rodziców, a raz z powodu chłopaka. Wiele było takich sytuacji, w których to zazwyczaj ja wyciągałam do niej rękę w takich najtrudniejszych sytuacjach. Nawet jej faceta znalazłam, i go do niego przekonałam, choć sama go nie chciała, potrzebowała tylko zachęty.
Takie sytuacje dużo uczą, i pokazują że ludzie nie tylko w związkach mogą borykać się z kimś z kim się nie dogadają, bo po prostu się nie da. I z zasady nauczyłam się, że nie warto trzymać się takich ludzi w życiu, niezależnie od tego jak długo ich znamy, czy też co nas z nimi łączy. Na pewno zapewnia to spokój w życiu i pozwala na skupienie się na normalnych kontaktach ;p