Jestem w trakcie rozwodu i sprawy o alimenty na syna. Ostatnio przyszła do mnie siostra mojego męża, tak po prostu pogadać. Zeszło na temat dziecka, pieniędzy i całej tej sytuacji. Na początku rozmowa była w miarę normalna, nawet myślałam że chce dobrze.
W pewnym momencie sama z siebie zaczęła mi dawać „rady”, które mnie szczerze mówiąc zszokowały. Powiedziała, że przy alimentach powinnam zawyżyć koszty na dziecko, bo wtedy sąd da wyższe alimenty i nikt tego nie sprawdza. Zaczęła podawać konkretne przykłady, typu że mogę zapisać dziecko na basen, angielski albo karate, wziąć potwierdzenie i uwzględnić to w kosztach, a po rozprawie po prostu je wypisać. Albo że wystarczy raz kupić droższe buty czy kurtke, wziąć na to fakturę, bo przecież nikt nie podważy że dziecko potrzebuje, a potem już kupować normalnie, w zwykłych cenach. Mówiła to wszystko takim tonem, jakby to było zupełnie normalne.
Szczerze mówiąc bardzo mnie to uderzyło. Mam wrażenie, że bardziej chodziło jej o złośliwość wobec własnego brata niż o realną pomoc czy dobro dziecka. Dla mnie to brzmi jak kombinowanie i bardzo mi się to nie podoba. Nie chce oszukiwać ani ryzykować problemów w sądzie. Z drugiej strony boję się, że jak rozpisze koszty tylko bardzo ostrożnie, „tak jak mam na papierze”, to alimenty wyjdą za niskie i większość i tak zostanie na mojej głowie.
Chciałabym zapytać jak to wygląda w praktyce. Czy sąd faktycznie sprawdza takie rzeczy i koszty? Jak rozpisać wydatki na dziecko uczciwie, ale też nie na własną niekorzyść? I jeszcze jedno, tak z ciekawości — czy któraś z Was w podobnych sprawach zawyżała koszty i czy to przeszło przez sąd, czy były z tego jakieś problemy?