adhd i lekowy styl przywiązania- żona odeszła - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » adhd i lekowy styl przywiązania- żona odeszła

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 ]

Temat: adhd i lekowy styl przywiązania- żona odeszła

cześć

Żona odeszła, złożyła pozew o rozwód. Jesteśmy 3 lata po ślubie, znamy się 4 lata. Ja lat 49, ona 40. Po 4 dniach od poznania w sieci, zamieszkaliśmy razem i zostaliśmy parą. Po pół roku wzięliśmy ślub. Uratowaliśmy się po złych i traumatycznych związkach. Mamy dzieci z poprzednich małżeństw, ale nie mieszkały z nami. Zawsze było dużo miłości i chemii. Ale  przez ostatni rok przygniecionych nieporozumieniami. Moje ADHD i lękowy styl przywiązania (  mam to w  papierach:) spowodował, że zamęczyłem żonę. Na początku zazdrością, potem czytaniem  jej w myślach,  i  ogromnym strachem przed porzuceniem. Wiele nieporozumień wynikało z mojej tendencji do: szybkości, dopowiadania, przerywania. Im ja byłem szybszy, tym żona wpadała w większy smutek i ciszę. Reagowała milczeniem. Im ja bardziej chciałem pogadać, tym ona bardziej potrzebowała milczeć. Ale ciche dni powoli mijały. I wtedy zastępowała je tęsknota, sex , bliskość. Do kolejnego nieporozumienia. Kiedy ja przerwałem jej wypowiedź, ona momentalnie milkła. Doszło do tego, że ja widziałem, że cos jest nie tak, ale nic  nie mogłem się o tym  dowiedzieć. Moja frustracja rosła. W grudniu 2 razy wybuchłem. Żałuje tych słów: żeby się zastanowiła, że ja daje wszystko, ale niczego nie dostaję, i czy ona jest ze mną z wygody?

Pod koniec grudnia wyjechałem za granicę. Kiedy wróciłem, okazało się, że się wyprowadziła i złożyła pozew o rozwód. I wiem, bo widziałem, że była na skraju  wyczerpania, że ta decyzja a potem samodzielna przeprowadzka do wynajętego mieszkania  dużo ją kosztowały. Ale dowiedziałem się w toku terapii ( którą zacząłem), że jej milczenie w odpowiedzi na mój podniesiony głos wynikało z traumy domu rodzinnego. Domu na Śląsku, matka  toksyczna, a wszyscy głośni i przerywający. Że jej milczenie to też schemat w odpowiedzi na  poprzedni toksyczny związek, w którym płakała, krzyczała i kłóciła się na głos. Wtedy to nie pomogło, więc teraz mózg przyjął inną strategię. Coś jak- "te perfumy lubię, ale on takie miał, wiec nie chcę , żebyś tak pachniał"  I wiem teraz, że oboje wkroczyliśmy w związek z plecakiem kamieni, i nie wiedząc jak się  ich pozbyć, rzucaliśmy  je w siebie nawzajem.  Bardzo ją kocham. Jest moim ideałem, bo wiem, że tylko ona potrafi dać mi to poczucie spokoju i zaufania, którego potrzebuję. Jest mądra, piękna i  dobra. Bo mogłem jej ufać, ale o tym wtedy nie wiedziałem.

Przez 3 tygodnie po jej wyprowadzce mięliśmy kontakt. Pytała jak się czuję, czy wszystko ok, a że ja odpuściłem proszenie i błaganie, zagryzłem zęby i trzymałem się w ryzach, pojawiło się nawet jej niedowierzanie, że tak bezboleśnie ( pozornie) poszło. Pytała o naszego wspólnego psa. Dzwoniła na wideo.  Ale wkrótce poszła na swoja terapię- wiem to z jej kalendarza. I po niej zmieniła ton o 180st. Pojawiło się- "życzę ci szczęścia, pracuj  nad sobą, bo żadna kobieta takiego cię nie zechce, trzymam za ciebie kciuki" Było to dziwne, bo to nie była ona. Odniosłem wrażenie, że to logistyczne  decyzje po terapii. Odetnij się! Tylko nie wiem, czy ją to tak bolało, czy nie chciała dawać mi nadziei. A że potrafi utrzymać swoje emocje na wodzy i nie pokazywać nic, była w tym chłodzie bardzo wiarygodna.

No i nastała cisza. Dla mnie jest druzgocąca. Bo pamiętam piękne chwile, sex, bliskość ( jeszcze w połowie listopada)- ja zawsze byłem, fizycznie- karmiłem, zawoziłem, czekałem, spałem w aucie pod szpitalem, kiedy ona miała operację. Ale ona nie chciała tylko tego. Chciała poczuć się słuchana, a ja słuchać nie potrafiłem. A że milczała, nierzadko nie wiedziałem co robię źle. Podjąłem terapię, nie piszę do niej, myślę, studiuje, znam już swoje błędy, a nasz związek przeanalizowałem z wzdłuż i w szerz. Jestem dobrym obserwatorem. Wiem, że muszę nauczyć się  egoizmu, zadbać o siebie....Wszystko wiem. Ale co teraz? I co mi pozostało? Serce rozdziera się na każdym kroku- wspólny sklep, ta ulica, ta knajpa, pusty dom ( a z nią był bardzo kolorowy) Czekać? Liczyć, że  napisze? Że zatęskni?  Dzisiaj przyszedł pozew- rozwód za niecałe 3 miesiące. Co przyniosą te trzy miesiące? Czy  mam  próbować się do niej odzywać? Czy  uszanować jej decyzję? Tuż po rozstaniu zapytała, czy może jeździć moim autem jeszcze do wiosny. Ma dużo spraw, obowiązków. Oczywiście się zgodziłem. A teraz chodzę w mrozie piechotą. Powinienem  zabrać auto? Żeby nie tworzyć iluzji wspólnych spraw? Bo ona wie, co ja do niej czuje, a ja wiem, że w chwilach, kiedy nieporozumienia nie przykrywały rzeczywistości była bliskość i tęsknota. Jak jest teraz- nie wiem. Przed jej wizyta u terapeutyki zdawało mi się, że bliskość jest nadal. Było ciepło. Ale potem usłyszałem, że musiało mi  się wydawać.  Czy osoby z elementami unikowego stylu przywiązania czują tęsknotę?  Jak myślicie? Gdzie teraz jestem???

PS. już po rozstaniu napisała, że "już się wypłakała i wykrzyczała do mnie w swojej głowie. A ja dałbym wszystko, żeby krzyczała i płakała do mnie. Dałbym wszystko, bo w mojej głowie wiedzieć- to mieć pod kontrolą. Domyślać się to zginąć....

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: adhd i lekowy styl przywiązania- żona odeszła
Maciej77 napisał/a:

cześć

Żona odeszła, złożyła pozew o rozwód. Jesteśmy 3 lata po ślubie, znamy się 4 lata. Ja lat 49, ona 40. Po 4 dniach od poznania w sieci, zamieszkaliśmy razem i zostaliśmy parą. Po pół roku wzięliśmy ślub. Uratowaliśmy się po złych i traumatycznych związkach. Mamy dzieci z poprzednich małżeństw, ale nie mieszkały z nami. Zawsze było dużo miłości i chemii. Ale  przez ostatni rok przygniecionych nieporozumieniami. Moje ADHD i lękowy styl przywiązania (  mam to w  papierach:) spowodował, że zamęczyłem żonę. Na początku zazdrością, potem czytaniem  jej w myślach,  i  ogromnym strachem przed porzuceniem. Wiele nieporozumień wynikało z mojej tendencji do: szybkości, dopowiadania, przerywania. Im ja byłem szybszy, tym żona wpadała w większy smutek i ciszę. Reagowała milczeniem. Im ja bardziej chciałem pogadać, tym ona bardziej potrzebowała milczeć. Ale ciche dni powoli mijały. I wtedy zastępowała je tęsknota, sex , bliskość. Do kolejnego nieporozumienia. Kiedy ja przerwałem jej wypowiedź, ona momentalnie milkła. Doszło do tego, że ja widziałem, że cos jest nie tak, ale nic  nie mogłem się o tym  dowiedzieć. Moja frustracja rosła. W grudniu 2 razy wybuchłem. Żałuje tych słów: żeby się zastanowiła, że ja daje wszystko, ale niczego nie dostaję, i czy ona jest ze mną z wygody?

Pod koniec grudnia wyjechałem za granicę. Kiedy wróciłem, okazało się, że się wyprowadziła i złożyła pozew o rozwód. I wiem, bo widziałem, że była na skraju  wyczerpania, że ta decyzja a potem samodzielna przeprowadzka do wynajętego mieszkania  dużo ją kosztowały. Ale dowiedziałem się w toku terapii ( którą zacząłem), że jej milczenie w odpowiedzi na mój podniesiony głos wynikało z traumy domu rodzinnego. Domu na Śląsku, matka  toksyczna, a wszyscy głośni i przerywający. Że jej milczenie to też schemat w odpowiedzi na  poprzedni toksyczny związek, w którym płakała, krzyczała i kłóciła się na głos. Wtedy to nie pomogło, więc teraz mózg przyjął inną strategię. Coś jak- "te perfumy lubię, ale on takie miał, wiec nie chcę , żebyś tak pachniał"  I wiem teraz, że oboje wkroczyliśmy w związek z plecakiem kamieni, i nie wiedząc jak się  ich pozbyć, rzucaliśmy  je w siebie nawzajem.  Bardzo ją kocham. Jest moim ideałem, bo wiem, że tylko ona potrafi dać mi to poczucie spokoju i zaufania, którego potrzebuję. Jest mądra, piękna i  dobra. Bo mogłem jej ufać, ale o tym wtedy nie wiedziałem.

Przez 3 tygodnie po jej wyprowadzce mięliśmy kontakt. Pytała jak się czuję, czy wszystko ok, a że ja odpuściłem proszenie i błaganie, zagryzłem zęby i trzymałem się w ryzach, pojawiło się nawet jej niedowierzanie, że tak bezboleśnie ( pozornie) poszło. Pytała o naszego wspólnego psa. Dzwoniła na wideo.  Ale wkrótce poszła na swoja terapię- wiem to z jej kalendarza. I po niej zmieniła ton o 180st. Pojawiło się- "życzę ci szczęścia, pracuj  nad sobą, bo żadna kobieta takiego cię nie zechce, trzymam za ciebie kciuki" Było to dziwne, bo to nie była ona. Odniosłem wrażenie, że to logistyczne  decyzje po terapii. Odetnij się! Tylko nie wiem, czy ją to tak bolało, czy nie chciała dawać mi nadziei. A że potrafi utrzymać swoje emocje na wodzy i nie pokazywać nic, była w tym chłodzie bardzo wiarygodna.

No i nastała cisza. Dla mnie jest druzgocąca. Bo pamiętam piękne chwile, sex, bliskość ( jeszcze w połowie listopada)- ja zawsze byłem, fizycznie- karmiłem, zawoziłem, czekałem, spałem w aucie pod szpitalem, kiedy ona miała operację. Ale ona nie chciała tylko tego. Chciała poczuć się słuchana, a ja słuchać nie potrafiłem. A że milczała, nierzadko nie wiedziałem co robię źle. Podjąłem terapię, nie piszę do niej, myślę, studiuje, znam już swoje błędy, a nasz związek przeanalizowałem z wzdłuż i w szerz. Jestem dobrym obserwatorem. Wiem, że muszę nauczyć się  egoizmu, zadbać o siebie....Wszystko wiem. Ale co teraz? I co mi pozostało? Serce rozdziera się na każdym kroku- wspólny sklep, ta ulica, ta knajpa, pusty dom ( a z nią był bardzo kolorowy) Czekać? Liczyć, że  napisze? Że zatęskni?  Dzisiaj przyszedł pozew- rozwód za niecałe 3 miesiące. Co przyniosą te trzy miesiące? Czy  mam  próbować się do niej odzywać? Czy  uszanować jej decyzję? Tuż po rozstaniu zapytała, czy może jeździć moim autem jeszcze do wiosny. Ma dużo spraw, obowiązków. Oczywiście się zgodziłem. A teraz chodzę w mrozie piechotą. Powinienem  zabrać auto? Żeby nie tworzyć iluzji wspólnych spraw? Bo ona wie, co ja do niej czuje, a ja wiem, że w chwilach, kiedy nieporozumienia nie przykrywały rzeczywistości była bliskość i tęsknota. Jak jest teraz- nie wiem. Przed jej wizyta u terapeutyki zdawało mi się, że bliskość jest nadal. Było ciepło. Ale potem usłyszałem, że musiało mi  się wydawać.  Czy osoby z elementami unikowego stylu przywiązania czują tęsknotę?  Jak myślicie? Gdzie teraz jestem???

PS. już po rozstaniu napisała, że "już się wypłakała i wykrzyczała do mnie w swojej głowie. A ja dałbym wszystko, żeby krzyczała i płakała do mnie. Dałbym wszystko, bo w mojej głowie wiedzieć- to mieć pod kontrolą. Domyślać się to zginąć....

Jak to przeczytałam, to jedyne co ja bym zrobiła na Twoim miejscu, gdybym była w Twojej sytuacji, to chciałabym jeszcze raz się z nią spotkać, by na spokojnie z nią porozmawiać. Tak szczerze się rozmówić, by wszystko sobie powiedzieć i zapytać, czy naprawdę chce tego rozwodu. Jeśli po tej waszej rozmowie, dalej tego będzie chciała, to powinieneś to jednak uszanować. Bo wiesz, może Ty ją kochasz, ale ona może już Ciebie kochać nie potrafi w taki sposób, by z Tobą być. Niestety zdarza się, i czasem rozstanie jest nieuniknione, chociaż wiadomo jest druzgocące. Jednakże dla Twojego spokoju, i w pewnym sensie jej, powiedz że potrzebujesz z nią serio porozmawiać. Że nie będziesz jej namawiał na powrót itd. tylko chciałbyś, byście oboje szczerze od serca pogadali, jak do tej pory jak widać wam się nie udało. Jeśli tak jak mówię nadal będzie chciała rozwodu, to uszanuj to, i zacznij się od niej odcinać. Jeśli już jej pożyczyłeś to auto, to jak bardzo Ci nie jest potrzebne, to jej pozwól jeździć. Przecież w złości, w zranieniu nie każesz jej zwracać, bo jak już zdecydowała, to niech oddaje. Ale poza tym pożyczeniem, już jej w niczym wtedy nie pomagaj. Bo szczerze nie zrobisz dla siebie nic dobrego, tylko bardziej się zranisz mając z tyłu głowy nadzieję. Gdyby coś chciała, to powiedz że nie możesz bo myślenie o niej, czy spotkanie z nią za dużo Cię kosztuje, i to w sumie na pewno byłaby prawda. Zbudujesz jeszcze nową relację na pewno, ale na razie musisz się zregenerować i pomyśleć o sobie. W szczególności zacznij wychodzić do ludzi, jak masz znajomych pobądź z nimi, albo poszukaj jakichś nowych smile Tylko musisz dać sobie przede wszystkim czas. Ale na koniec powiem, spróbuj ten ostatni raz zawalczyć, porozmawiać od serca i dowiedz się czy to naprawdę już koniec, byś już się tym dłużej nie zadręczał, a mógł ruszyć do przodu smile Powodzenia!

3 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2026-02-03 20:24:00)

Odp: adhd i lekowy styl przywiązania- żona odeszła
Maciej77 napisał/a:

cześć

Żona odeszła, złożyła pozew o rozwód.........

.............Pod koniec grudnia wyjechałem za granicę. Kiedy wróciłem, okazało się, że się wyprowadziła i złożyła pozew o rozwód. I wiem, bo widziałem, że była na skraju  wyczerpania, że ta decyzja a potem samodzielna przeprowadzka do wynajętego mieszkania  dużo ją kosztowały. Ale dowiedziałem się w toku terapii ( którą zacząłem), że jej milczenie w odpowiedzi na mój podniesiony głos wynikało z traumy domu rodzinnego. Domu na Śląsku, matka  toksyczna, a wszyscy głośni i przerywający. Że jej milczenie to też schemat w odpowiedzi na  poprzedni toksyczny związek, w którym płakała, krzyczała i kłóciła się na głos. Wtedy to nie pomogło, więc teraz mózg przyjął inną strategię. Coś jak- "te perfumy lubię, ale on takie miał, wiec nie chcę , żebyś tak pachniał"  I wiem teraz, że oboje wkroczyliśmy w związek z plecakiem kamieni, i nie wiedząc jak się  ich pozbyć, rzucaliśmy  je w siebie nawzajem.  Bardzo ją kocham. Jest moim ideałem, bo wiem, że tylko ona potrafi dać mi to poczucie spokoju i zaufania, którego potrzebuję. Jest mądra, piękna i  dobra. Bo mogłem jej ufać, ale o tym wtedy nie wiedziałem.

.

Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz.
Nic nie jest nam dane w życiu na zawsze, cokolwiek i jakkolwiek w końcu coś tracimy. Dobrze, że rozpocząłeś terapię, że masz chociaż doraźną pomoc w tej sytuacji. Spróbuj oczywiście z żoną jeszcze raz porozmawiać, wyjaśnijcie sobie to, co tak bardzo was poróżniło. Negocjuj,  przygotuj się do tej rozmowy, może chociaż zgodzi się "zawiesić"  ten rozwód i pozostać w separacji, przynajmniej czasowo. Znam małżeństwo które właśnie się zeszló po 3 latach separacji, a nikt im nie dawał szansy i właściwie wszyscy tylko czekali kiedy się rozwiodą. Separacja dobrze im zrobiła, dojrzeli, zrozumieli wiele spraw i są z sobą ponownie. Mówi się że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale dopóki nie zrobi się radykalnego kroku np. z rozwodem czy związaniem się z kimś innym, to zawsze istnieje realna szansa że wszystko skończy się dobrze.

Nie narzucaj się, nie błagaj, ale sprobuj wyjaśnić żonie, że malżeństwo przeżywa kryzysy, to zupełnie normalne, ale można się wstrzymać z decyzją o rozwodzie aż opadną wszelkie emocje.

Gdy się nie zgodzi, to pozostaje tylko pogodzić się z losem i żyć dalej.
Przykro mi, ale to jedyne rozsądne wyjście wtedy.

4 Ostatnio edytowany przez awedmercedes (2026-04-15 09:46:21)

Odp: adhd i lekowy styl przywiązania- żona odeszła

Nie narzucaj się, nie błagaj, ale sprobuj wyjaśnić żonie, że malżeństwo przeżywa kryzysy, to zupełnie normalne, ale można się wstrzymać z decyzją o rozwodzie aż opadną wszelkie emocje.

Posty [ 4 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » adhd i lekowy styl przywiązania- żona odeszła

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024