Ten pomysł z podatkiem dla bezdzietnych jest kompletnie nietrafiony. Zakłada, że ludzie nie mają dzieci „bo im się nie chce”, a to często w ogóle nie jest prawda.
Są osoby (i ja się do nich zaliczam), które nie mają z kim mieć dzieci. Są nieatrakcyjne, introwertyczne, mają problemy zdrowotne albo po prostu nigdy nie ułożyło im się w relacjach. I żaden podatek tego nie zmieni. Nawet gdyby wynosił 1000%.
Podatek nie sprawi, że nagle znajdę partnerkę, nie naprawi relacji między ludźmi i nie stworzy związków. Co najwyżej zwiększy frustrację i poczucie bycia karanym za coś, na co często nie ma się wpływu.
Dzietność to dziś problem społeczny i kulturowy, a nie księgowy. Kara finansowa dla singli to nie „ratowanie demografii”, tylko szukanie winnych tam, gdzie ich po prostu nie ma.