Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 ]

Temat: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

Witajcie! To będzie długa historia, dziękuję tym, którzy przeczytają do końca.
Jestem w 7 letnim związku. Mój chłopak w przeszłości był uzależniony od marihuany, palił codziennie. Brał też okazjonalnie amfetaminę i kokainę. Kiedyś nawet z kolegą hodowali marihuanę w domu i sprzedawali. Kiedy go poznałam, nie skreśliłam go z tego powodu, uznałam, że to przeszłość. On też mi dużo o tym mówił, że już nigdy tego nie zrobi, że wie, że to wszystko niszczy, denerwował się nawet gdy trawkę jarali jego sąsiedzi i dzwonił na policję. Uwierzyłam mu więc, że nigdy do tego nie wróci.
Niestety pomyliłam się. Kilka miesięcy temu, kiedy musiałam zawodowo wyjechać na dłuższą chwilę (wracałam na weekendy) okazało się, że w tajemnicy przede mną palił marihuanę. Wyczułam to od niego i zapytałam dlaczego to zrobił. Najpierw nie chciał się przyznać, kłamał, że zapach leci z klatki schodowej.  Byłam w szoku.
Wiecie, ja rozumiem, że niektórzy uznają palenie trawki i to lubią, ale mój chłopak od początku związku wiedział, że ja tego nie akceptuję. Dlatego bardziej bolał mnie sam fakt kłamstwa, a nie już tego palenia. Później powiedział, że zapalił, bo on chce mieć dziecko, a ja to odwlekam. Trochę to odwlekałam, owszem, bo mam problemy zdrowotne i boję się ciąży. Ale żeby z tego powodu palić trawkę? Mówił też, że zapalił, bo codziennie go boli głowa, a do tego może się wreszcie skupić. Jest informatykiem, więc uważał, że może się skupić na pracy dziękuję trawce. Obiecał jednak, że tego już nie zrobi. Potem zrobił to jeszcze dwa razy. Raz znalazłam w szafce słoik z marihuanę i lufkę. Rozpłakałam się. Pozwolił mi to wyrzucić i bardzo przepraszał za to, że kolejny raz mnie okłamał. Kategorycznie zapewnił, że to ostatni raz.
Oczywiście ostatnim nie był. Jakiś czas temu znalazłam w tej samej szafce pudełko po papierosach (on ich nie pali). W środku był jeden rozerwany papieros. Czyli pewnie był znowu skręt, tym razem zmieszany z tytoniem. Kolejny raz oszustwo. Nie mam jednak siły już na rozmowę.
Teraz znowu mieszkamy razem, póki co nie widzę żeby palił czy cokolwiek brał.  Za rok teoretycznie mamy wziąć ślub. Niestety ja nie wiem już czy tego chcę. Przez te wydarzenia całkiem straciłam do niego zaufanie, mijają miesiące, a wcale nie jest lepiej. Chodzę, szukam trawki, mam obsesję. Obawiam się, że robię to już wcześniej w naszym związku ale mnie oklamywał. Boję się też, że będzie robił to po ślubie.
Mam wrażenie, że przez to coś się we mnie wypaliło. Nie jest już jak dawniej. Może to wynika z rutyny 7 lat związku, nie wiem. Ale nie umiem mu zaufać. Nie czuję już takiego szczęścia jak kiedyś.
Ale dlaczego tak zatytułowałam swojego posta? Ponieważ zrobiłam coś złego. Zakochałam się w koledze z pracy. Możecie mnie skrytykować dla otrzeźwienia. W czasie tego naszego kryzysu zbliżyłam się emocjonalnie do kolegi z biura, z którym spędzam codziennie 8 godzin. Dużo rozmawialiśmy, niestety zgodziłam się też na kilka spacerów. Wiem, że źle zrobiłam i wstydzę się tego. Natomiast planowałam wtedy zakończyć ten związek. Kiedy jednak próbowałam to zrobić, mój chłopak zaczął płakać i błagać o szansę. Zostałam. Teraz nie umiem pozbyć się uczucia do kolegi.
Przeżywam codzienne cierpienie w pracy, gdy go widzę i z nim rozmawiam. Nie mogę się od niego odciąć, bo pracujemy biurko w biurko. Nie pomaga fakt, że jestem nadal rozczarowna swoim związkiem.
Czasami mam ochotę odejść i spróbować stworzyć coś nowego. Szkoda mi jednak tych 7 lat, a poza tym czuję, że powinnam pomagać swojemu chłopakowi... że zamiast odejść i chować głowę w piasek, powinnam skupiać się na swoim związku. Niestety coś nam nie idzie, zwłaszcza, że z moim facetem nie mam nawet za bardzo o czym rozmawiać. On albo gra w gierki komputerowe (boję się, że zamienił uzależnienie od narkotyków na gierki) albo mnie nie słucha. No i do tego dochodzi moje zafascynowanie innym.
Co byście zrobili? Uwazacie, że zwiazek z byłym narkomanem ma sens?
Jak się odkochać, jak sprawić żeby nic nie czuć do tego kolegi?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
AnaFarasha34 napisał/a:

Witajcie! To będzie długa historia, dziękuję tym, którzy przeczytają do końca.
Jestem w 7 letnim związku. Mój chłopak w przeszłości był uzależniony od marihuany, palił codziennie. Brał też okazjonalnie amfetaminę i kokainę. Kiedyś nawet z kolegą hodowali marihuanę w domu i sprzedawali. Kiedy go poznałam, nie skreśliłam go z tego powodu, uznałam, że to przeszłość. On też mi dużo o tym mówił, że już nigdy tego nie zrobi, że wie, że to wszystko niszczy, denerwował się nawet gdy trawkę jarali jego sąsiedzi i dzwonił na policję. Uwierzyłam mu więc, że nigdy do tego nie wróci.
Niestety pomyliłam się. Kilka miesięcy temu, kiedy musiałam zawodowo wyjechać na dłuższą chwilę (wracałam na weekendy) okazało się, że w tajemnicy przede mną palił marihuanę. Wyczułam to od niego i zapytałam dlaczego to zrobił. Najpierw nie chciał się przyznać, kłamał, że zapach leci z klatki schodowej.  Byłam w szoku.
Wiecie, ja rozumiem, że niektórzy uznają palenie trawki i to lubią, ale mój chłopak od początku związku wiedział, że ja tego nie akceptuję. Dlatego bardziej bolał mnie sam fakt kłamstwa, a nie już tego palenia. Później powiedział, że zapalił, bo on chce mieć dziecko, a ja to odwlekam. Trochę to odwlekałam, owszem, bo mam problemy zdrowotne i boję się ciąży. Ale żeby z tego powodu palić trawkę? Mówił też, że zapalił, bo codziennie go boli głowa, a do tego może się wreszcie skupić. Jest informatykiem, więc uważał, że może się skupić na pracy dziękuję trawce. Obiecał jednak, że tego już nie zrobi. Potem zrobił to jeszcze dwa razy. Raz znalazłam w szafce słoik z marihuanę i lufkę. Rozpłakałam się. Pozwolił mi to wyrzucić i bardzo przepraszał za to, że kolejny raz mnie okłamał. Kategorycznie zapewnił, że to ostatni raz.
Oczywiście ostatnim nie był. Jakiś czas temu znalazłam w tej samej szafce pudełko po papierosach (on ich nie pali). W środku był jeden rozerwany papieros. Czyli pewnie był znowu skręt, tym razem zmieszany z tytoniem. Kolejny raz oszustwo. Nie mam jednak siły już na rozmowę.
Teraz znowu mieszkamy razem, póki co nie widzę żeby palił czy cokolwiek brał.  Za rok teoretycznie mamy wziąć ślub. Niestety ja nie wiem już czy tego chcę. Przez te wydarzenia całkiem straciłam do niego zaufanie, mijają miesiące, a wcale nie jest lepiej. Chodzę, szukam trawki, mam obsesję. Obawiam się, że robię to już wcześniej w naszym związku ale mnie oklamywał. Boję się też, że będzie robił to po ślubie.
Mam wrażenie, że przez to coś się we mnie wypaliło. Nie jest już jak dawniej. Może to wynika z rutyny 7 lat związku, nie wiem. Ale nie umiem mu zaufać. Nie czuję już takiego szczęścia jak kiedyś.
Ale dlaczego tak zatytułowałam swojego posta? Ponieważ zrobiłam coś złego. Zakochałam się w koledze z pracy. Możecie mnie skrytykować dla otrzeźwienia. W czasie tego naszego kryzysu zbliżyłam się emocjonalnie do kolegi z biura, z którym spędzam codziennie 8 godzin. Dużo rozmawialiśmy, niestety zgodziłam się też na kilka spacerów. Wiem, że źle zrobiłam i wstydzę się tego. Natomiast planowałam wtedy zakończyć ten związek. Kiedy jednak próbowałam to zrobić, mój chłopak zaczął płakać i błagać o szansę. Zostałam. Teraz nie umiem pozbyć się uczucia do kolegi.
Przeżywam codzienne cierpienie w pracy, gdy go widzę i z nim rozmawiam. Nie mogę się od niego odciąć, bo pracujemy biurko w biurko. Nie pomaga fakt, że jestem nadal rozczarowna swoim związkiem.
Czasami mam ochotę odejść i spróbować stworzyć coś nowego. Szkoda mi jednak tych 7 lat, a poza tym czuję, że powinnam pomagać swojemu chłopakowi... że zamiast odejść i chować głowę w piasek, powinnam skupiać się na swoim związku. Niestety coś nam nie idzie, zwłaszcza, że z moim facetem nie mam nawet za bardzo o czym rozmawiać. On albo gra w gierki komputerowe (boję się, że zamienił uzależnienie od narkotyków na gierki) albo mnie nie słucha. No i do tego dochodzi moje zafascynowanie innym.
Co byście zrobili? Uwazacie, że zwiazek z byłym narkomanem ma sens?
Jak się odkochać, jak sprawić żeby nic nie czuć do tego kolegi?

Nie ma byłych narkomanów, tak jak alkoholików. W krytycznym momencie sięgną znowu.
Niezależnie którą opcję wybierzesz postąp uczciwie. Jeśli chcesz nowy związek, zakończ stary. i na odwrót. Wtedy od ostatecznego wybranka będziesz miała prawo oczekiwać w związku lojalności, szacunku i uczciwości. Sama do siebie również będziesz miała szacunek.

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

Masakra oby nigdy w tym związku zadno dziecko nie powstało... nosz kur*** ćpun chce mieć dziecko  nieslychane  big_smile big_smile

4

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

AnaFarasha34, jeśli chodzi o namiętne poszukiwania marihuany, to to wystarczy powąchać i od razu wiadomo.
Jesteś trochę w kropce, trochę w przecinku, może to dobrze, ze zakochałaś się w koledze z pracy? To być może znak tego, ze z lubym aktualnym nie do końca pasujecie. Szkoda tobie siedmiu lat, a nie szkoda kolejnych iluś?

5 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-12-19 00:27:26)

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

Powinnaś odejść, nie jesteś jego matką, żeby mimo wszystko przy nim tkwić, narkoman zostanie narkomanem i zawsze do nałogu może wrócić. Nie możesz mieć do niego zaufania, a bez tego nie ma związku.
Zmarnujesz sobie przy nim życie, po ślubie będzie tylko gorzej.
Związek to nie nakazy i zakazy, albo ci odpowiada coś czy ktoś, albo nie. Nie wymuszaj więc na nim tego czego nie może ci obiecać, bo to zawsze będą tylko słowa nic nie znaczące.
Po drugie, skoro zakochałaś się w innym, to jego nie kochasz, to jaki sens ma ta wasza dalsza relacja, żadnego.

6

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
wieka napisał/a:

Po drugie, skoro zakochałaś się w innym, to jego nie kochasz, to jaki sens ma ta wasza dalsza relacja, żadnego.

Zaraz, jak to ?
Ile to razy kobiety informują świat: Jestem w kropce, kocham ich obu ! Nie umiem zrezygnować z któregoś z nich. Do tego przez obu jestem naprawdę kochana.
big_smile

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

Idź do tego, który nie ćpa. Nie marnuj sobie życia i broń Boże przyszlemu dziecku

8

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

Kolega z pracy to przeciweństwo tego z którym jesteś. Ma dla ciebie czas, wydaje się ułozony, no i nie ćpa. Tylko, że kłopot jest taki, że on jest dobry w obecnej sytuacji. Ale wszystko może sie zmienić, gdy nie będziesz w obecnym związku.
Najlepiej by było odejsc z obecnego związku, wyczyścić głowe przed wejściem w kolejny. Związki z uzaleznionymi, powodują współuzależnienie, z tego się nie wychodzi ot tak łatwo.

9

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

Ale nudy big_smile

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
paslawek napisał/a:

Ale nudy big_smile

To wymyśl jakiś ciekawy temat  co będę mogła go z popcornem czytać  big_smile

11

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
Julia life in UK napisał/a:
paslawek napisał/a:

Ale nudy big_smile

To wymyśl jakiś ciekawy temat  co będę mogła go z popcornem czytać  big_smile

MAM!!!
temat : "Kto powinien palić w związku?" tongue big_smile

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
paslawek napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
paslawek napisał/a:

Ale nudy big_smile

To wymyśl jakiś ciekawy temat  co będę mogła go z popcornem czytać  big_smile

MAM!!!
temat : "Kto powinien palić w związku?" tongue big_smile

Super temat lece po popcorn,a Ty zakladaj temat  big_smile

13

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
Julia life in UK napisał/a:
paslawek napisał/a:

Ale nudy big_smile

To wymyśl jakiś ciekawy temat  co będę mogła go z popcornem czytać  big_smile

Julio ! Uzbrój się w cierpliwość. W czasie między "przed pasterką" a "wybiciem północy w noc sylwestrową" naród dostaje co roku doła i cała żółć zaczyna na forach wybijać. Drugiej takiej kulminacji żalów w wyniku nieradzenia sobie z sytuacją życiową nie ma przez resztę roku.
Zarezerwuj czas i abstynencję (tylko bezalkoholowy popcorn), będzie się działo big_smile

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
AdamJeden napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
paslawek napisał/a:

Ale nudy big_smile

To wymyśl jakiś ciekawy temat  co będę mogła go z popcornem czytać  big_smile

Julio ! Uzbrój się w cierpliwość. W czasie między "przed pasterką" a "wybiciem północy w noc sylwestrową" naród dostaje co roku doła i cała żółć zaczyna na forach wybijać. Drugiej takiej kulminacji żalów w wyniku nieradzenia sobie z sytuacją życiową nie ma przez resztę roku.
Zarezerwuj czas i abstynencję (tylko bezalkoholowy popcorn), będzie się działo big_smile

To napewno, to poczekam big_smile

15

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
AnaFarasha34 napisał/a:

Uwazacie, że zwiazek z byłym narkomanem ma sens?

Uważamy, że jesteś podręcznikowym przykładem osoby współuzależnionej, która zmarnuje sobie życie na użeranie się z debilem. Nie Ty pierwsza, nie ostatnia, jest pierdylion książek, badań, oraz opracowań naukowych na ten temat w których wszyscy kończą zawsze tak samo. Wesołych świąt.

16 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-12-21 15:32:24)

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
AdamJeden napisał/a:

Nie ma byłych narkomanów, tak jak alkoholików. W krytycznym momencie sięgną znowu.
Niezależnie którą opcję wybierzesz postąp uczciwie. Jeśli chcesz nowy związek, zakończ stary. i na odwrót. Wtedy od ostatecznego wybranka będziesz miała prawo oczekiwać w związku lojalności, szacunku i uczciwości. Sama do siebie również będziesz miała szacunek.

To może rozwalajmy od razu każdego uzależnionego kiedykolwiek (choć przez krótki czas) od alko czy trawy? Jeśli a priori uważamy ich za trwale niezdolnych do normalnego życia, to może tak będzie bardziej humanitarnie? Zaczniemy od Pasławka.

Starszy kolega z pracy lata temu rzucił picie i skutecznie trzyma się z dala od kieliszka; przez lata był nawet prezesem lokalnego stowarzyszenia abstynentów w swoim mieście (dał sobie spokój jakiś czas temu, bo już jest w wieku zdecydowanie emerytalnym.

Tu mamy inny przypadek i to złożony, dwuwątkowy: autorka ma przechodzony związek i jak to często bywa przy przechodzonym związku, świeżo poznany kolega w pracy wywołał u niej znany efekt (według jednych motylków, według innych kisiel w majtkach) nowości, w wyniku czego autorka przyszła tu po usprawiedliwienie tego co chce zrobić i rozgrzeszenie.

Drugim wątkiem całej sprawy jest to, że gość prawdopodobnie dalej jara trawę. Czy jara raz na kiedyś czy regularnie - nie wiemy. Nie jarałem , więc nie wypowiem się na podstawie doświadczenia, ale nawet na podstawie znalezionych materiałów ciężko uznać trawę za najbardziej uzależniającą substancję psychoaktywną; ba, są dostępne źródła wskazujące, że bardziej uzależniające są tytoń czy alko.

Co mnie więc najbardziej w tym wątku razi? To, że autorce raczej  bardziej niż na rozstrzygnięciu czy jej długoletni partner faktycznie dalej regularnie jara zależy na potraktowaniu tego niekoniecznie potwierdzonego (nie tylko w kontekście regularności jak i w ogóle samego aktualnego występowania tego popalania trawy u jej faceta) palenia jako usprawiedliwienia do porzucenia faceta po latach prawie przed ołtarzem i do pójścia w długą z dopiero poznanym gościem, na widok którego ją zaswędziało.

Innymi słowy: sytuacja by znacznie ładniej i uczciwiej wyglądała bez świeżego kochasia w tle. A tak, zamiast bardzo poważnych i odpowiedzialnych dociekań czy jej przyszły mąż dalej popala trawę i czy będzie w związku z tym odpowiedzialnym rodzicem, mamy akcję w stylu: "Mam się hajtać po 7 latach związku, ale mi się znudził, bo zaczęłam myśleć cipą na widok nowego kolegi w pracy. drodzy forumowicze, przyznajcie mi proszę rację, że wbrew temu co napisałam to rozstanie to będzie jednak wina mojego narzeczonego (no bo przecież nie moja). Bo wiecie co? Spadł mi z nieba świetny pretekst: on chyba dalej popala. To znaczy mam głównie podejrzenia, bo złapałam go dwa razy - z czego ten drugi to nawet nie do końca potwierdzony - ale wystarczy by to jemu przypisać winę za koniec naszego związku, prawda drodzy forumowicze?".

17

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

Inaczej mówiąc jest typowy "kryzys 7 roku" w związku i potencjalna gałązka do przeskoczenia. I szukamy potwierdzenia, że przeskoczenie to dobry pomysł.

Nie sposób się nie zgodzić - ładniej i uczciwiej by było bez tej gałązki czyli kolegi z pracy w tle.

18

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
Muqin napisał/a:

Inaczej mówiąc jest typowy "kryzys 7 roku" w związku i potencjalna gałązka do przeskoczenia. I szukamy potwierdzenia, że przeskoczenie to dobry pomysł.

Nie sposób się nie zgodzić - ładniej i uczciwiej by było bez tej gałązki czyli kolegi z pracy w tle.


No dobra, skoro już tak oceniasz moje motywacje. To powiedz, co byś zrobiła gdyby tego kolegi w tle nie było, a np to Twój partner okłamałby Cię co do przyjmowania narkotyków?  Uważasz, że gdyby nie było tego kolegi w tle, to narkotyki by nie stanowiły dla mnie żadnego problemu?

19

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

Pytanie co ja bym zrobiła sensu nie ma, albowiem nie jestem Tobą smile Mnie akurat w ważnej dla mnie sprawie w związku można okłamać raz, właściwie dwa - pierwszy i ostatni jednocześnie, jestem ewidentnie z krańca skali, no mój model tak ma. Nie że każdemu swoje podejście wpycham jako jedyne dobre, po prostu ja jestem jakaś.

Kryzys 7 roku jest znany nawet statystycznie, to okres podsumowania. Kryzys jakoś się rozwiązuje. Każdy, choć niektóre związki zdają się byś w stanie permanentnego kryzysu pełzającego, co dla mnie jest przedsmakiem mąk czyśćcowych na własne życzenie, tyle ze po mękach czyśćcowych podobno jest Niebo i błogość na wieki, a w życiu tak nie ma.

Po 7 latach jak sądzę pora na decyzję,, czyli wte albo wewte.
Założenie - temat jarania będzie w życiu partnera nadal istniał. Albowiem przez 7 lat nie zniknął czyli występuje brak wystarczającej motywacji po jego stronie w obecnych warunkach i tyle.

Możesz do tego podejść na kilka sposobów
1. zakończyć związek, albowiem nie jesteś w stanie tolerować jarania u partnera, to jest uczciwe, choć przykre
2. ciągnąć związek mając świadomość, że ten temat będzie stale obecny czyli męczyć i siebie i jego jeszcze przez jakiś czas czyli za lat parę będziesz żałowała już nie 7 lat ale 10 czy 15. 
3. zmienić swoje nastawienie do jego jarania czyli je tolerować oraz dupy mu nie truć i kontynuować związek, jeśli innych zgrzytów nie ma.

Zamierzasz następne lata spędzić próbując na nim wymóc totalną abstynencję? Jest dorosły. Nie jesteś za niego odpowiedzialna, nie jesteś jego matką ani opiekunką prawną.
Błaga i płacze? Może zakończenie związku z powodu jego jarania będzie dla niego silną motywacją i przestanie? I z kimś innym sobie życie ułoży już bez narkotyków?
Z kimś innym, nie z Tobą. A może nie będzie i on akurat cale życie będzie popalał. Albo i co insze, nie jesteś odpowiedzialna za niego, tylko za siebie.

Kolega w pracy daje Ci emocjonalnego kopa do odejścia czyli typowy przeskok na gałązkę. Obecny partner, czego byś nie powiedziała i tak  uzna, że go rzuciłaś dla innego, a nie z powodu jego jarania.

20 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-12-21 18:14:44)

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

.dubel

21 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-12-21 18:15:23)

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

.

22

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
Muqin napisał/a:

Kolega w pracy daje Ci emocjonalnego kopa do odejścia czyli typowy przeskok na gałązkę. Obecny partner, czego byś nie powiedziała i tak  uzna, że go rzuciłaś dla innego, a nie z powodu jego jarania.

I będzie miał rację. Popatrz: są razem 7 lat, gość jarał ileś lat wcześniej. Rzuciła go z tego powodu? Ano nie.
Po dłuższym czasie złapała go na jaraniu. Rzuciła go po tym? Ano nie.
Znalazła po jakimś czasie rozdartego papierosa. Sprawdziła dokładnie co jest w środku? Przecież trawa pachnie charakterystycznie. Ano nie zadała sobie tego trudu.

Próbowała go rzucić dopiero jak w jej głowie zakręcił kolega z pracy. Przyszła chwila opamiętania, ale teraz znów dominuje w jej głowie zauroczenie kolegą i cały jej umysł dosłownie wyje żeby ją poprzeć w rzuceniu swojego faceta i przeskoku do kolegi i żeby ją z tego rozgrzeszyć.

23 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-12-21 20:20:23)

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

Co robił przedtem to robił, ważne że w związku zadeklarował zaprzestanie i, choć być może szczerze próbował, nie zaprzestał ewentualnie zaprzestał okresowo.
No to byłoby i logiczne i zrozumiałe, że skoro wrócił do jarania kobieta, która tego nie akceptuje, po prostu się oddala. Jak dla mnie to są tzw. krótkie piłki, ale ja to ja, jak pisałam jestem z radykalnych.

Tak od innej nieco strony to gdybym będąc w kilkuletnim związku poczuła coś do kolegi z pracy jako radykalna bym się w małżeństwo nie pchała na pewno, za to siadłabym na 4 literach i zastanowiła się bardzo poważnie, czy aby ja z tym facetem z którym jestem w związku chcę życie spędzić, skoro przed ślubem  mnie do innego ciągnie. Tak mi się wydaje, że ślub biorąc powinno się być absolutnie przekonanym, że ta druga osoba jest tą właściwą. Potem różnie się okazuje, ale jak się ma wątpliwości przed ślubem to nie rokuje nic poza smętnym ciągiem dalszym. IMHO.

24

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

Jaranie to watek poboczny w tym temacie. Taki dupochrom. Wiem zaraz sie posypie ale jak czytam o wspoluzaleznieniu to troche za daleko wychodzimy. Jakby jarał non stop to nie musialaby pudełek znajdować bo zawsze rozpoznasz czlowieka po paleniu. To widać i uczuć. Szczególnie jak kogoś znasz (przyszlego meza). Ale ona go ujaranego nie spotyka. Dziwne

Po prostu w tym zwiazku cos nie dziala. Dlatego ślub to głupi pomysł. Ale jak Autorko chcesz zaczynać cos nowego to bądź człowiekiem "na poziomie" i zakoncz stare. Albo naprawiaj nie wiem. Albo cokolwiek. Ale nie idź w romans.

I nie oszukuj sie jest fajny inny i juz. A tak dla siebie to odstaw temat jarania i pomysł dlaczego Wam nie wychodzi. Albo pogadajcie. Ale zrozum zanim przeskoczysz

25 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-12-21 23:24:59)

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
Muqin napisał/a:

Tak mi się wydaje, że ślub biorąc powinno się być absolutnie przekonanym, że ta druga osoba jest tą właściwą.

No raczej

26

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

Twoj obecny jest jak alkoholik, popijajacy ukradkiem i tylko chowajacym puszki po piwie. Lepiej zerwij, zanim wzielas slub i sie pojawilo dziecko.

27 Ostatnio edytowany przez Bolec_diabła (2025-12-22 04:25:33)

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
AnaFarasha34 napisał/a:

Jak się odkochać, jak sprawić żeby nic nie czuć do tego kolegi?

Jesteś osobą z ogromną arogancją ohydne  .
Stawiasz wyroki , nazywasz kogoś  "narkomanem" nie będąc uprawnioną
następna ratowniczka od siedmiu boleści 
Już inne krzyczą biedna , "współuzależniona" i usprawiedliwiona big_smile
Jak miałaś korzyści ze związku i było dobrze "marysia" i przeszłość ci nie przeszkadzały
Jesteś taką dziewuchą z awansu społecznego ?
Obrosłaś w piórka - nowa dla małpki gałązka na horyzoncie się pojawiła ?
Dlaczego nie paliłaś z chłopakiem tylko go śledzisz szkalujesz ?
Zacznij palić gandzia jest w porządku , nie ma się czego obawiać .
Szukasz dziecinnych wymówek dla zdrady.
Nie pasowało ci to trzeba było odejść wcześniej.
Teraz jakiś kochaś się pojawił i szukasz powodów żeby odejść z "czystym sumieniem "
Marihuana to zupełnie nieszkodliwy środek .
Jesteś podłą i paskudną osobą robiącą z siebie ofiarę , zrzucającą odpowiedzialność na kogoś innego .
To nie był jakiś błąd to seria Twoich wyborów , bo narkomana , "złego" faceta to się "nie zdradza" i jesteś potencjalnie ofiarą i bohaterką .
Stara gra - drapieżnik udający ofiarę .

28

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
Bolec_diabła napisał/a:
AnaFarasha34 napisał/a:

Jak się odkochać, jak sprawić żeby nic nie czuć do tego kolegi?

Jesteś osobą z ogromną arogancją ohydne  .
Stawiasz wyroki , nazywasz kogoś  "narkomanem" nie będąc uprawnioną
następna ratowniczka od siedmiu boleści 
Już inne krzyczą biedna , "współuzależniona" i usprawiedliwiona big_smile
Jak miałaś korzyści ze związku i było dobrze "marysia" i przeszłość ci nie przeszkadzały
Jesteś taką dziewuchą z awansu społecznego ?
Obrosłaś w piórka - nowa dla małpki gałązka na horyzoncie się pojawiła ?
Dlaczego nie paliłaś z chłopakiem tylko go śledzisz szkalujesz ?
Zacznij palić gandzia jest w porządku , nie ma się czego obawiać .
Szukasz dziecinnych wymówek dla zdrady.
Nie pasowało ci to trzeba było odejść wcześniej.
Teraz jakiś kochaś się pojawił i szukasz powodów żeby odejść z "czystym sumieniem "
Marihuana to zupełnie nieszkodliwy środek .
Jesteś podłą i paskudną osobą robiącą z siebie ofiarę , zrzucającą odpowiedzialność na kogoś innego .
To nie był jakiś błąd to seria Twoich wyborów , bo narkomana , "złego" faceta to się "nie zdradza" i jesteś potencjalnie ofiarą i bohaterką .
Stara gra - drapieżnik udający ofiarę .

Kolejny wyżywający się na kobietach na tym forum.

29 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-12-22 09:28:46)

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
Tamiraa napisał/a:
Bolec_diabła napisał/a:
AnaFarasha34 napisał/a:

Jak się odkochać, jak sprawić żeby nic nie czuć do tego kolegi?

Jesteś osobą z ogromną arogancją ohydne  .
Stawiasz wyroki , nazywasz kogoś  "narkomanem" nie będąc uprawnioną
następna ratowniczka od siedmiu boleści 
Już inne krzyczą biedna , "współuzależniona" i usprawiedliwiona big_smile
Jak miałaś korzyści ze związku i było dobrze "marysia" i przeszłość ci nie przeszkadzały
Jesteś taką dziewuchą z awansu społecznego ?
Obrosłaś w piórka - nowa dla małpki gałązka na horyzoncie się pojawiła ?
Dlaczego nie paliłaś z chłopakiem tylko go śledzisz szkalujesz ?
Zacznij palić gandzia jest w porządku , nie ma się czego obawiać .
Szukasz dziecinnych wymówek dla zdrady.
Nie pasowało ci to trzeba było odejść wcześniej.
Teraz jakiś kochaś się pojawił i szukasz powodów żeby odejść z "czystym sumieniem "
Marihuana to zupełnie nieszkodliwy środek .
Jesteś podłą i paskudną osobą robiącą z siebie ofiarę , zrzucającą odpowiedzialność na kogoś innego .
To nie był jakiś błąd to seria Twoich wyborów , bo narkomana , "złego" faceta to się "nie zdradza" i jesteś potencjalnie ofiarą i bohaterką .
Stara gra - drapieżnik udający ofiarę .

Kolejny wyżywający się na kobietach na tym forum.

Mocno to ujął, ale niemało w tym prawdy.


Pewnie moje wypunktowanie działań i intencji autorki (jakoś dla @Muqin zgodne ze stanem faktycznym) to dla ciebie też "wyżywanie się na kobietach"? No cóż, żeby to rozpatrywać w innych kategoriach niż ty, to trzeba mieć inne podejście niż w stylu:

On zdradza. Reakcja jej przyjaciółek: co za chuj i ruchasz pierdolony, bydlak bez zasad.
Ona zdradza. Reakcja jej przyjaciółek: co za chuj, na pewno ją zaniedbywał, nie dbał o związek, dobrze mu tak!

30

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

Nowe Otwarcie, rozmywasz. Teraz najczęściej jedna kobieta drugiej chętnie podstawi nogę niż udzieli wsparcia. A to co wymieniłeś to w dawnych memach jest i raczej się zdezaktualizowało.

Autorka, jeśli to prawdziwy wątek, nie pyta o ocenę jej postępowania. Ona sama czuje się źle w tej sytuacji. Nie rozumiem też dlaczego ma palić razem z nim, może nie lubi, nie chce? Nie odpowiada jej, czuje się oszukana, to niech zerwie i nie patrzy na to czy siedzi z nim w pracy biurko w biurko - tak uważam. Pewnie wszystkiego nie wiemy z jakiego powodu zdecydowała się z nim być, no, ale po co tkwić w kłamstwach związkowych?

31

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
Tamiraa napisał/a:

Nowe Otwarcie, rozmywasz. Teraz najczęściej jedna kobieta drugiej chętnie podstawi nogę niż udzieli wsparcia. A to co wymieniłeś to w dawnych memach jest i raczej się zdezaktualizowało.

Autorka, jeśli to prawdziwy wątek, nie pyta o ocenę jej postępowania. Ona sama czuje się źle w tej sytuacji. Nie rozumiem też dlaczego ma palić razem z nim, może nie lubi, nie chce? Nie odpowiada jej, czuje się oszukana, to niech zerwie i nie patrzy na to czy siedzi z nim w pracy biurko w biurko - tak uważam. Pewnie wszystkiego nie wiemy z jakiego powodu zdecydowała się z nim być, no, ale po co tkwić w kłamstwach związkowych?


Nie, czekaj. To, że napisałem że w poście Bolca jest "dużo prawdy", to nie znaczy że ze wszystkim się utożsamiam. To było stanowiska gościa, który raczej sam jara (ja nie jaram), więc bardziej bierze w obronę jej faceta. Nie zachęcam jej więc nigdzie do palenia. Natomiast   podtrzymuję, że przyszła tu po rozgrzeszenie, po potwierdzenie że powinna odejść do nowego kochasia i będzie miała czyste rączki.
I podtrzymuję, że trawa jest tu głównie wygodnym pretekstem. Głównym powodem jest przechodzony związek, który w odpowiednim czasie nie wszedł na wyższy poziom (jak widać z tekstu TAKŻE Z JEJ WINY, nie tylko przez okazyjne popalanie trawy przez jej faceta) i ona boi się wziąć na klatę przyczyn obumarcia związku leżących po jej stronie.

32

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
Nowe_otwarcie napisał/a:
Tamiraa napisał/a:

Nowe Otwarcie, rozmywasz. Teraz najczęściej jedna kobieta drugiej chętnie podstawi nogę niż udzieli wsparcia. A to co wymieniłeś to w dawnych memach jest i raczej się zdezaktualizowało.

Autorka, jeśli to prawdziwy wątek, nie pyta o ocenę jej postępowania. Ona sama czuje się źle w tej sytuacji. Nie rozumiem też dlaczego ma palić razem z nim, może nie lubi, nie chce? Nie odpowiada jej, czuje się oszukana, to niech zerwie i nie patrzy na to czy siedzi z nim w pracy biurko w biurko - tak uważam. Pewnie wszystkiego nie wiemy z jakiego powodu zdecydowała się z nim być, no, ale po co tkwić w kłamstwach związkowych?


Nie, czekaj. To, że napisałem że w poście Bolca jest "dużo prawdy", to nie znaczy że ze wszystkim się utożsamiam. To było stanowiska gościa, który raczej sam jara (ja nie jaram), więc bardziej bierze w obronę jej faceta. Nie zachęcam jej więc nigdzie do palenia. Natomiast   podtrzymuję, że przyszła tu po rozgrzeszenie, po potwierdzenie że powinna odejść do nowego kochasia i będzie miała czyste rączki.
I podtrzymuję, że trawa jest tu głównie wygodnym pretekstem. Głównym powodem jest przechodzony związek, który w odpowiednim czasie nie wszedł na wyższy poziom (jak widać z tekstu TAKŻE Z JEJ WINY, nie tylko przez okazyjne popalanie trawy przez jej faceta) i ona boi się wziąć na klatę przyczyn obumarcia związku leżących po jej stronie.

Nie przeczytałam dokładnie wątku, przyznaję się, to z tym kolegą, w którym autorka się zakochała siedzi w pracy biurko w biurko. Autorka  jest w związku siedmioletnim z byłym narkomanem i do tej pory jej to nie przeszkadzało dopóki tego kolegi nie poznała.
Czystych rączek nie będzie miała, nie da się, bo pakuje się w coś innego sama. Nie wiem skąd wyczytałeś, że obumarcie związku było też z jej winy. To zresztą nie zmienia faktu, że autorka już nie chce z nim być. A jak się z kimś nie chce być, to nie ma co się zmuszać.

33

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
Tamiraa napisał/a:

Nie przeczytałam dokładnie wątku, przyznaję się,

Ale oczywiście musisz się wypowiedzieć, odruchowo , bo zawsze coś  i pewnie każda kobieta faceta co pali to biedactwo big_smile ,
wypowiedzieć się  najlepiej ad person
z daleko idącym wnioskiem , pewnie ze względu na mój nick big_smile big_smile big_smile
role cierpiętnic związanych z kim kto ma miał kontakt z tak niewinnym środkiem jak ganja , jest mocno zmitologizowany
moim zdaniem fałszywie nadmuchany pseudo-martyrologią.

34

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
Bolec_diabła napisał/a:
Tamiraa napisał/a:

Nie przeczytałam dokładnie wątku, przyznaję się,

Ale oczywiście musisz się wypowiedzieć, odruchowo , bo zawsze coś  i pewnie każda kobieta faceta co pali to biedactwo big_smile ,
wypowiedzieć się  najlepiej ad person
z daleko idącym wnioskiem , pewnie ze względu na mój nick big_smile big_smile big_smile
role cierpiętnic związanych z kim kto ma miał kontakt z tak niewinnym środkiem jak ganja , jest mocno zmitologizowany
moim zdaniem fałszywie nadmuchany pseudo-martyrologią.

Uderzyła mnie twoja wypowiedź, że tak osobiście, jakbyś ty był tym, którego rzuca autorka.
Już nie dopisuj sobie, autorka nie uważa się za cierpiętnicę.

A login masz rzeczywiście oryginalny smile

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
Tamiraa napisał/a:
Bolec_diabła napisał/a:
Tamiraa napisał/a:

Nie przeczytałam dokładnie wątku, przyznaję się,

Ale oczywiście musisz się wypowiedzieć, odruchowo , bo zawsze coś  i pewnie każda kobieta faceta co pali to biedactwo big_smile ,
wypowiedzieć się  najlepiej ad person
z daleko idącym wnioskiem , pewnie ze względu na mój nick big_smile big_smile big_smile
role cierpiętnic związanych z kim kto ma miał kontakt z tak niewinnym środkiem jak ganja , jest mocno zmitologizowany
moim zdaniem fałszywie nadmuchany pseudo-martyrologią.

Uderzyła mnie twoja wypowiedź, że tak osobiście, jakbyś ty był tym, którego rzuca autorka.
Już nie dopisuj sobie, autorka nie uważa się za cierpiętnicę.

A login masz rzeczywiście oryginalny smile

Bo chłopaki takie som, nawet kropek nie umiejom laczyc i nic nie wiedzą. Tylko na dziewczyny pisza nieprawde

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
Julia life in UK napisał/a:

Bo chłopaki takie som, nawet kropek nie umiejom laczyc i nic nie wiedzą. Tylko na dziewczyny pisza nieprawde

Z kropkami tylko Ty masz kłopoty! tongue

37 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-12-22 14:07:20)

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Bo chłopaki takie som, nawet kropek nie umiejom laczyc i nic nie wiedzą. Tylko na dziewczyny pisza nieprawde

Z kropkami tylko Ty masz kłopoty! tongue

Twoja dziewczyna ma o Tobie nie wspominajac big_smile

38 Ostatnio edytowany przez Elena_Lenu (2025-12-22 23:34:43)

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

Zastanów się dobrze, czy są szanse na odbudowanie obecnego związku - ale tak realnie, nie kierując się kwestią uczucia do kolegi z pracy, bo to może być mrzonka. Trawa u sąsiada zawsze wydaje się bardziej zielona, a prawda jest taka, że być może to jest szansa na fajną relację, a być może nie.

W pierwszej kolejności uporządkowałabym kwestie związane z obecnym związkiem. Jeżeli chcesz o niego walczyć, to obydwoje musielibyście skupić się w 100% na pracy nad tą relacją - ty ucinając znajomość z kolegą, on poprzez jakąś terapię uzależnień, wizytę u specjalisty. Dopóki nie odzyskasz zaufania to na pewno nie decydowałabym się na dziecko.
Pytanie, czy to w ogóle jest możliwe. Facet ewidentnie ma skłonność do zachowań kompulsywnych, a gry potrafią uzależniać, to też ucieczka przed realnymi problemami. Jeżeli on ciągle ucieka, nie rozmawiacie, to naprawdę czarno to widzę. Tutaj dodatkowo dochodzi fakt, ze facet jest mocno niespójny - niby chce dziecka, ale nie daje Ci poczucia bezpieczeństwa.

Jeżeli zdecydujesz, że nie ma sensu naprawiać obecnego związku, to być może warto wtedy zagadać do kolegi. Tylko musisz mieć świadomość, że to też może nie wyjść.

39

Odp: Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.
Tamiraa napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:
Tamiraa napisał/a:

Nowe Otwarcie, rozmywasz. Teraz najczęściej jedna kobieta drugiej chętnie podstawi nogę niż udzieli wsparcia. A to co wymieniłeś to w dawnych memach jest i raczej się zdezaktualizowało.

Autorka, jeśli to prawdziwy wątek, nie pyta o ocenę jej postępowania. Ona sama czuje się źle w tej sytuacji. Nie rozumiem też dlaczego ma palić razem z nim, może nie lubi, nie chce? Nie odpowiada jej, czuje się oszukana, to niech zerwie i nie patrzy na to czy siedzi z nim w pracy biurko w biurko - tak uważam. Pewnie wszystkiego nie wiemy z jakiego powodu zdecydowała się z nim być, no, ale po co tkwić w kłamstwach związkowych?


Nie, czekaj. To, że napisałem że w poście Bolca jest "dużo prawdy", to nie znaczy że ze wszystkim się utożsamiam. To było stanowiska gościa, który raczej sam jara (ja nie jaram), więc bardziej bierze w obronę jej faceta. Nie zachęcam jej więc nigdzie do palenia. Natomiast   podtrzymuję, że przyszła tu po rozgrzeszenie, po potwierdzenie że powinna odejść do nowego kochasia i będzie miała czyste rączki.
I podtrzymuję, że trawa jest tu głównie wygodnym pretekstem. Głównym powodem jest przechodzony związek, który w odpowiednim czasie nie wszedł na wyższy poziom (jak widać z tekstu TAKŻE Z JEJ WINY, nie tylko przez okazyjne popalanie trawy przez jej faceta) i ona boi się wziąć na klatę przyczyn obumarcia związku leżących po jej stronie.

Nie przeczytałam dokładnie wątku, przyznaję się, to z tym kolegą, w którym autorka się zakochała siedzi w pracy biurko w biurko. Autorka  jest w związku siedmioletnim z byłym narkomanem i do tej pory jej to nie przeszkadzało dopóki tego kolegi nie poznała.
Czystych rączek nie będzie miała, nie da się, bo pakuje się w coś innego sama. Nie wiem skąd wyczytałeś, że obumarcie związku było też z jej winy. To zresztą nie zmienia faktu, że autorka już nie chce z nim być. A jak się z kimś nie chce być, to nie ma co się zmuszać.

Na przykład z jego zarzutu o jej niechęć do zabrania się za dziecko. Słub też ma być dopiero po ponad 7 latach związku. Wiesz, ludzie po przejściach w moim wieku są bardziej ostrożni jeśli chodzi o tej krok, ale w przypadku tej pary to długie czekanie.

Posty [ 39 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Pomóżcie proszę. Zrobiłam coś złego.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024