Ludzie, ja już naprawdę nie wiem, czy to ja mam takie „przyciąganie”, czy świat zwariował.
Wczoraj dostałam wiadomość od jednego klienta — normalnie, myślałam, że chce tylko zapytać o rozmiar bransoletki albo czy mogę zrobić szybciej wysyłkę.
A tu nie.
Tym razem los postanowił znowu sprawdzić moją cierpliwość, jakby mówił:
„Córko, radziłaś sobie z dziwnymi ludźmi, to teraz zobaczymy, jak sobie poradzisz z romantykiem XXI wieku”.
Gość pisze do mnie:
„Dziękuję za bransoletkę, jest piękna. Ale powiem szczerze — to Pani energia mnie najbardziej urzekła”.
Ja już wiedziałam, że zaczyna się cyrk na kółkach, ale czytam dalej, bo człowiek ma nadzieję, że może jednak nie, może on tak ogólnie…
Ale nie.
„Od kiedy zobaczyłem Pani zdjęcie profilowe, cały czas o Pani myślę. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale czuję, że Pani jest moją bratnią duszą”.
W tym momencie ja normalnie poprosiłam Boga o siłę, żeby zachować spokój.
Tylko spojrzałam w sufit i powiedziałam:
„Panie Boże, proszę, tylko nie kolejny amant internetowy. Ja jestem kobietą po przejściach, mam dziecko, biżuterię do robienia i kurs prawa jazdy na głowie, a nie casting na narzeczonego”.
A on dalej:
„Czy mogę Panią zaprosić na kawę? Ja nie jestem jak inni, ja czuję, że nasze dusze są połączone”.
Ja to chyba mam na czole wypisane „proszę, zakochaj się we mnie po jednej bransoletce”.
I najlepsze — on nawet nie wie, jak ja wygląda naprawdę, bo zdjęcie profilowe to ja mam zrobione pięć lat temu i to jeszcze pod filtrem „anioł”.
Napisałam mu grzecznie, że jestem niezainteresowana relacją i że proszę traktować mnie jak normalną sprzedawczynię biżuterii, a nie jak gwiazdę z serialu.
A on na to:
„Wiem, że Pani się boi uczuć. Wiem, że miała Pani trudne doświadczenia. Ja mogę być dla Pani wsparciem”.
Ja w szoku. On wie o mnie więcej niż ja sama.
Jeszcze chwila i zacznie mi radzić, jakie werset z Biblii mam czytać na sen.
Zaczęłam się modlić o cierpliwość, bo ręka mnie świerzbiła, żeby go zablokować.
Ale pomyślałam sobie:
„Może Bóg chce, żebym mu dała szansę na normalny komunikat po ludzku, zanim kliknę 'block'”.
Więc napisałam:
„Panie, ja jestem kobietą zajętą, duchową i potrzebuję świętego spokoju, a nie romansu na Messengerze. Polecam Panu modlitwę o rozeznanie uczuć, a ja Pana błogosławię i życzę wszystkiego dobrego”.
Odpowiedział serduszkiem.
I… cisza.
Zablokowałam go dopiero godzinę później, jak zaczął wysyłać piosenki o miłości.
I tak sobie myślę…
Może taka jest misja osób, które robią biżuterię: nie tylko nawlekać koraliki, ale też uczyć ludzi, że zakochiwanie się w sprzedawczyni po jednej bransoletce to jeszcze nie jest natchnienie z Ducha Świętego.