Adams123s napisał/a:Po przerwie związanej problemami zdrowotnymi wróciłem do sportu i przez znajomego poznałem całkiem sympatyczną koleżankę. Wówczas moje myśli były skupione na byłej dziewczynie, którą naprawdę kochałem, a niestety nasz związek się rozpadł. Chciałem zamknąć ten etap, uporządkować sobie kilka spraw w głowie, aby wówczas dopiero spróbować zbudować nową relację już czystą kartą, dlatego też pewnie w jakimś stopniu nie działem od razu.
Z koleżanką i kolegą stworzyliśmy taką małą paczkę znajomych. Zdarza nam się chodzić na spacery, czy wyjść jeszcze z jakimiś znajomymi na miasto. Z czasem się zauroczyłem w tej koleżance, przede wszystkim udało mi się ją lepiej poznać jest naprawdę fajną dziewczyną, która wyznaje podobne wartości do moich i podobnie patrzy na świat. Myślę, że naprawdę do siebie pasujemy pod wieloma względami.
Dodatkowo, gdzieś w naszych rozmowach pojawił się temat byłych związków czy naszych aktualnych starań. Wiemy o naszych kontach na portalach randkowych. Opowiadaliśmy sobie o osobach, z którymi utrzymywaliśmy kontakt na tych portalach. Reasumując w moim i koleżanki przypadku nikogo do tej pory nie udało nam się znaleźć.
Chciałbym spróbować zbudować coś więcej niż relacja kolega – koleżanka. Pytanie w jaki sposób zacząć działać? Czy najlepiej zaproponować po prostu spotkanie tylko w dwójkę i powiedzieć jej wprost o tym, że zacząłem ją postrzegać inaczej niż tylko koleżankę? Czy Waszym zdaniem lepiej do rozegrać w inny sposób?
Kiedy wy, młode pistolety, nauczycie się? Ile razy musicie się sparzyć, dostać po tyłku i wrócić z podkulonym ogonem, by zrozumieć jedno?
Gdzie się uczysz i pracujesz, tam i ..ujem nie wojujesz.
Sracie do własnego gniazda, wiedzeni jakimś romantycznym (a tym samym sztucznym) pierdololo, które miesza wam w łbach. Z takich romansów w ogromnym procencie przypadków nie wychodzi nic, a najczęściej rozbijają się w fazie wstępnej. Potem jest niesmak, kwas w pracy albo w zespole - o ile jesteście takimi cymbałami, by podrywać koleżankę z działu/zespołu - który przekłada się na was. Obniżenie nastroju, spadek wydajności, odlatywanie myślami. Praca - chcąc czy nie chcą - zajmuje lwią część naszego życia. Serio chcesz wpuszczać smród do tej części swojego życia?
A nawet, zakładając, że się uda, to przy pierwszej poważnej kłótni gdzie złapiesz oddech? Na pewno nie w pracy. Jeśli będziecie z sobą mieszkać, to problem się spotęguje.
Sami niszczycie i sabotujecie wasze relacje na starcie: chcąc zbyt bardzo i zbyt mocno, niemal zaduszając szczeniaka w swoim dziecięcym uścisku. Analogia kostki masła do związku jest idealna - zbyt długo trzymana poza lodówką stopnieje i przestanie być użyteczna, ale nadmierne przetrzymywanie w lodówce oraz chłodzenie, wcale nie jest lepszym rozwiązaniem.
No ale wam, młodym pistoletom, jak zawsze brakuje wyważenia.
A potem jest "płaku płaku, nie wyszło - ciągle o niej myślę, widzimy się w pracy" lub inny wariant "nie wyszło, ale zauważyłem, że po jakimś czasie zaczęła się z kimś spotykać. Rozwala mnie to!".
Zacznijcie myśleć.