Niina napisał/a:Mój chłopak oświadczył mi się jakiś czas temu na urlopie. Przyjęłam oświadczyny, bardzo go kocham, jestem szczęśliwa, że się zaręczyliśmy. Problem jednak w tym, że nie mogę przeboleć mojego pierścionka zaręczynowego.
Nie jestem materialistką, nie zależy mi na pierścionku z wielkim kamieniem. Chodzi o to, że przed zaręczynami wiele razy, niby przypadkiem, wspominałam mojemu chłopakowi o tym, jakie pierścionki lubię, i że do diamentów mam awersję. W pewnym momencie ugryzłam się już nawet w język, bo wydało mi się, że robię się zbyt oczywista - nie chciałam, żeby poczuł, że na niego naciskam. No i dostałam pierścionek z diamentem właśnie (na pewno nie zrobił mi na złość, po prostu nie zarejestrował). Za każdym razem, gdy pokazuję go komuś opowiadając o zaręczynach widzę na twarzach ludzi jakieś takie rozczarowanie, albo słyszę komentarze - że malutki, że skromniutki. Nawet wśród członków jego rodziny pojawiły się komentarze, że się nie postarał. Diamencik faktycznie jest bardzo nieduży. Wiem, że mój narzeczony kupił mi najlepszy pierścionek, jaki znalazł, ale biorąc pod uwagę jego zarobki (ma też drogie hobby, na które regularnie wydaje niemałe pieniądze) wiem, że nie zabolałoby go bardzo, gdyby kupił choć troszkę większy kamień. Tak więc dostałam pierścionek minimalistyczny, diamentowy - a czuję, że taki do mnie nie pasuje. Próbowałam zasygnalizować narzeczonemu, że to jednak nie do końca mój styl, że może moglibyśmy wymienić go na coś innego, nawet tańszego, byle z kolorowym oczkiem. Odmówił.
No i tak biję się z myślami. Noszę pierścionek, ale gdy na niego patrzę, to cały czas przypomina mi się, że narzeczony mnie nie słuchał (mówiłam mu kilka razy, co lubię, a czego nie), i że odmówił wymiany. Zaręczyny były co prawda udane, choć tutaj też liczyłam na intymną chwilę we dwoje, a on oświadczył się w publicznym miejscu, w dodatku podczas zwiedzania przy osobie z mojej rodziny. No i nie wiem, co zrobić, żeby jakoś to wszystko odpuścić i przestać już o tym myśleć. Bo bardzo go kocham i chciałabym zająć się już przygotowaniami do ślubu, a ten temat puścić z zapomnienie.
Autorko, chyba jestem w stanie sobie wyobrazić, że np. osoba o romantycznym usposobieniu, która marzy o tym szczególnym dniu, dla której akt zaręczyn jest czymś ogromnie ważnym, która tyle razy nakreślała, co by chciała i jaki ma GUST, że po cichu oczekiwała, że jej mężczyzna ten dzień uczyni dla nich jakimś wyjątkowym i co najważniejsze- że zwracał uwagę na to, co ona mówi. Przykładanie wagi do otoczki nie musi być niczym złym, jeśli pamiętasz o tym, co najważniejsze w tej deklaracji. Jedno nie musi wykluczać drugiego. Pamiętasz o tym, prawda? Pierścionek to tylko ale i AŻ symbol, w wielu rodzinach przechodzi z pokolenia na pokolenie, rodzinna pamiątka przekazywana temu, kogo zapraszamy do rodziny, to ogromnie ważne. Czujesz się niewysłuchana w sprawie gustu- ok. Ale przejmowanie gadaniem innych? Mi też gadano i wiesz co?
Mnie oświadczano się dwa razy. Od byłego dostałam taki teoretycznie piękny, z białego złota, obsadzony kryształkami po całości, ze sporym diamentem. Nie podobał mi się, nie noszę biżuterii, nie lubię biżuterii i pierwsze co pomyślałam, że chyba w ogóle mnie nie zna, bo jestem minimalistką i w ogóle nie noszę biżuterii, a co dopiero coś takiego. Ale to i tak po trzech dniach zerwałam zaręczyny i oddałam, to może o faceta chodziło, nie pierścionek.
Z kolei przy drugich zaręczynach dostałam bardzo bogato zdobiony, bardzo nietypowy i barwny- pamiątkę rodzinną jeszcze po babci i podarowaną mu od jego mamy i z bardzo piękną deklaracją w formie listu napisanego przed laty przez mamę do kobiety, której go podaruje. Dodatkowo usłyszałam, że z racji, że jest nietypowy to mogę dostać drugi, taki klasyczny, na codzień. Wręcz się oburzyłam, nie chciałam, noszę ten kolorowy, piękny i duży. Też usłyszałam komentarze, czy nie mógł normalnego kupić i wyciąganie przez kuzynki, że były to KUPIŁ "taki", ale ucięłam od razu bo za nic nie pozwoliłabym by krytykować w mojej obecności kwestie wyboru, decyzji czy wartościowanie takiego podarku i zamykając wszystkim usta opisaną historią.
Szkoda, że ważniejsza jest dla Ciebie ocena i komentarze innych ludzi i pozwoliłaś, żeby to zmąciło Twoje... WASZE szczęście, a nie DEKLARACJA, która za tym szła. Zaręczałaś się dla innych czy dla WAS?
Ale zwrócę uwagę na to co napisałaś, cytuję: ale gdy na niego patrzę, to cały czas przypomina mi się, że narzeczony mnie nie słuchał (mówiłam mu kilka razy, co lubię, a czego nie), i że odmówił wymiany.
Uważam, że to dało się dobrze poprowadzoną rozmową ogarnąć tak, by nie czuł się dotknięty, a ty zadowolona i z możliwą wymianą. Znam kilka kobiet, które wymieniały i ich partnerzy nie mieli z tym problemu.