W takim razie być może to ja mam inaczej, przynajmniej inaczej od Was, i mój mąż też ma inaczej. Zawsze zauważałam przejawy męskiego zainteresowania, nawet w początkach związku i w początkach małżeństwa, a muszę dodać, że byłam naprawdę mocno zauroczona, potem zakochana. Czasem były tak wyraźne, że naprawdę musiałoby mi paść na mózg, żeby ich nie zauważyć, było to jednak pomocne, żeby szybko postawić granicę, która nie pozostawiała pola do wątpliwości. Równocześnie jak najbardziej widziałam wokół siebie mężczyzn w moim typie, z klasą, nie stali się przecież niewidzialni, co jednak nie znaczy, że stanowiło to jakiekolwiek zagrożenie dla mojego związku.
Mało tego, widząc, że mój mąż budzi czyjeś zainteresowanie, czułam się wygraną, że inna kobieta może sobie powzdychać, ale to ja jestem tą wybraną. Z drugiej strony było tak samo - mąż zauważał, że przyciągam męską uwagę, zresztą czasem to on wysłuchiwał miłych słów pod moim adresem (ostatnim razem jakiś miesiąc temu
), bywało, że stawał się delikatnie (zdrowo) zazdrosny, ale równocześnie widziałam, że w pewien sposób łechce to jego ego. Wiem, bo o tym kilkukrotnie rozmawialiśmy. W tym samym czasie mówił, że nie stał się ślepy i głuchy i przecież nadal zauważa inne kobiety, ale to mnie pokochał. Nigdy nie czułam się przez to w jakikolwiek sposób zagrożona, a wręcz moja pewność siebie wyraźnie rosła.