Świeży związek, stany depresyjne i problemy - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Świeży związek, stany depresyjne i problemy

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1

Temat: Świeży związek, stany depresyjne i problemy

Jestem z moim chłopakiem 5 miesięcy, który jest starszy ode mnie o 7 lat. Znaliśmy się przed związkiem pół roku, pracował w miejscu, w którym spędzałam dużo czasu ze znajomymi.
Początek naszego związku był super, wiadomo jak to zawsze na początkach. Dużo wspólnych tematów, śmiania się, nie obiecywał mi też, że będzie dla mnie góry przenosił ani nie był sztucznym romantykiem. Dawało mi to małą nadzieję na to, że w końcu mam szansę być z kimś kto nie będzie mnie krzywdził. Moje przyjaciółki szczególnie były szczęśliwe, bo w porównaniu do mojego poprzedniego toksycznego związku ten wydawał się byc zdrowy.

Problem polega na tym, że jakoś miesiąc po wejściu w nasz związek powróciły mi silne stany depresyjne.
I wszystko było okej póki moja dusza towarzyska nie zaczęła wygasać. Powoli wracały mi ataki paniki, potrafiłam całe dni spędzać w łóżku patrząc w sufit.
Mój chłopak jest mega ekstrawertykiem, milion znajomych, łatwy do lubienia, nie do końca rozumiał dlaczego nagle zaczynalam bać się poznawać jego znajomych.
Szczególnie muszę zwrócić uwagę na pewną sytuację, kiedy jego kumpele przyjechały do niego z innego miasta na kilka dni. Postanowił więc zabrać je do swoich rodziców, ale zabrać również mnie. Rozmawiałam z nim o tym, że nie jestem w stanie, fatalnie czuje się psychicznie, plus poznawanie jego rodziców? Dla mnie to wszystko działo się bardzo szybko i nie było czymś czego potrzebowałam. I okej, niby zrozumiał. Ale w dniu kiedy te dziewczyny przyjechały zadzwonił do mnie, że hej podjadę do ciebie to przynajmniej je poznasz. Zgodziłam się, bo kilka minut dam radę przeżyć i miałam super wymówkę, bo 2 dni później miałam kolokwium. Ale jak wsiadłam do samochodu tak pojechał prosto do swoich rodziców. Dowiedziałam się jak już wyjechaliśmy z miasta.
Chyba nie musze mówić jak bardzo byłam zła, ale jednocześnie rozwalona emocjonalnie, nie byłam w stanie nic powiedzieć, bo nie chciałam robić dramy przy jego znajomych.
Przez cały weekend się do mnie nie odzywał, bo widział, że jestem zła, nawet przy stole jak pili alkohol z jego rodzicami nie siadł przy mnie. Zostałam pozostawiona sama sobie i absolutnie nikt nie starał się ze mną nawet rozmowy zacząć. Zrobiłam tak fatalne wrażenie... Potem jak wróciliśmy to ochrzaniłam go, prowadziłam monolog wewnętrzny, że jak mógł mi to zrobić, nic absolutnie nie odpowiedział. Dopiero jak wymusilam od niego jakieś słowo przepraszam to przeprosił i powiedział, że on nie jest najlepszy w rozmawianiu o emocjach.
Potem było kilka tygodni, że było spoko.
Tylko, że mój stan psychiczny zaczął się pogarszać i byłam świadoma, że oddziałuje na nasz związek negatywnie. Postanowiłam więc pójść do psychologa. Zero wsparcia od niego. Poszłam do psychiatry, dostałam antydepresanty. Zero wsparcia od niego. Jakoś po tygodniu brania leków z milionem efektów ubocznych, pijany zrobił mi dramę przy jego znajomych, że nie chcę się niby z nim spotykać ani poznawać jeg znajomych, że jestem chłodna, itp. Wyszła z tego awantura, w tym jego przyjaciółka wzięła mnie na słowo, że ona go zna dłużej i ona wie, że beznadziejnie potrafi sie zachowywac i jakieś bzdury, tym bardziej mnie to wkurzyło. Prawie z nim zerwałam, ale później mnie przepraszał i powiedział, że on nigdy nie musiał być  dla nikogo w takim stanie jak mój oparciem.
Tu muszę powiedzieć, że ja to rozumiem. Gdy się poznawaliśmy i gdy zaczynalismy byc razem byłam kompletnie inną osobą. Dla niego taka zmiana też jest trudna.
Później znowu było spoko, ale przestał mi mówić o swoich decyzjach jak np. rzucenie pracy, o czym dowiedziałam się od mojej przyjaciółki, której powiedział w ciągu ich jedynie 5-minutowej rozmowy. W sumie nie rozmawiał ze mną na żaden temat, spędzaliśmy tylko razem czas.
Musiałam rzucić antydepresanty, ale on nawet się nie przejął. Nie zachęcał mnie do wrócenia na terapie i ani razu nie zapytał jak się czuję, co mnie rani.
Trochę traktuje mnie jak pupilka, do którego po ciężkim dniu może wrócić i wyprzytulać, o czym często żartowałam.
Myślę o naszym rozstaniu, czuję coś do niego on do mnie też. Staram się rozmawiać o naszych problemach, ale on odbiera to jako zarzuty w jego stronę [nie wiem czy pytanie "czy jest coś w naszej relacji co chciałbyś poprawić" może być odebrane jako atak w jego osobę]. Mam też wiele natrętnych lękliwych myśli co czasami wyolbrzymia pewne rzeczy w mojej głowie [w tym poście zachowałam równowagę w tej kwestii]. Jego znajomi też mnie nie lubią, bo już kilka razy się "ośmieszyłam" przy nich np. mając ataki paniki... On mówi, że mam się nie przejmować co oni myślą, ale to trudne kiedy oczekuje, że będę z nimi spędzać czas.

Nie wiem czy oczekuje rady, możliwe, że tylko czuję potrzebę wygadania. Chociaż może znajdzie się ktoś kto był w świeżym związku i mierzył się z depresją, jak to u was wyglądało.
Czuję coś do niego i boję się, że nasze rozstanie by mnie rozsypało na kawałki, chociaż mam wrażenie, że ten związek też źle na mnie wpływa. On też mnie fatalnie nie traktuje tylko nie potrafi być dla mnie wsparciem emocjonalnym, plus ta komunikacja leży. 
Dodam, że był w kilku stałych związkach, o których mi nie opowiadał, ale jego ostatnia była zostawiła go po kilku latach dla innego faceta.
Mam świadomość, że jest Piotrusiem Panem trochę, nie wiem czy to mi przeszkadza. Chociaż gdy powiedział, że nie myśli o przyszłości w ogóle to wyszłam do niego z pretensjami, bo ja jestem osobą planującą, szczególnie, że to mój ostatni rok studiów.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Świeży związek, stany depresyjne i problemy

Chłopak zachowuje się źle w stosunku do Ciebie, nie szanuje Twoich potrzeb i granic. To nie jest dobry związek, skoro akurat po jego zaczęciu wróciła depresja... nie widzisz tego? Ty sama nie jesteś teraz gotowa na relację, powinnaś zająć się sobą, swoim zdrowiem, stanem psychicznym. Powinnaś mieć spokój. Ja na Twoim miejscu rozstałabym się z facetem i skupiła na sobie - decyzja należy do Ciebie.

3 Ostatnio edytowany przez R_ita (2021-02-08 12:40:35)

Odp: Świeży związek, stany depresyjne i problemy
Kotik7 napisał/a:

Dawało mi to małą nadzieję na to, że w końcu mam szansę być z kimś kto nie będzie mnie krzywdził. Moje przyjaciółki szczególnie były szczęśliwe, bo w porównaniu do mojego poprzedniego toksycznego związku ten wydawał się byc zdrowy.

Nadzieje to za mało, na to trzeba pracować. Już w jednym toksycznym byłaś, czy to zostało jakoś przepracowane, spojrzałaś w głąb siebie czemu doszło do tego, że dałaś się w to wmanewrować? Żeby ktoś nas nie krzywdził to najpierw sami siebie nie możemy krzywdzić.

Kotik7 napisał/a:

Problem polega na tym, że jakoś miesiąc po wejściu w nasz związek powróciły mi silne stany depresyjne.

Tak po prostu?

Kotik7 napisał/a:

Dowiedziałam się jak już wyjechaliśmy z miasta.
Chyba nie musze mówić jak bardzo byłam zła, ale jednocześnie rozwalona emocjonalnie, nie byłam w stanie nic powiedzieć, bo nie chciałam robić dramy przy jego znajomych.
Przez cały weekend się do mnie nie odzywał, bo widział, że jestem zła, nawet przy stole jak pili alkohol z jego rodzicami nie siadł przy mnie. Zostałam pozostawiona sama sobie i absolutnie nikt nie starał się ze mną nawet rozmowy zacząć. Zrobiłam tak fatalne wrażenie... Potem jak wróciliśmy to ochrzaniłam go, prowadziłam monolog wewnętrzny, że jak mógł mi to zrobić, nic absolutnie nie odpowiedział. Dopiero jak wymusilam od niego jakieś słowo przepraszam to przeprosił i powiedział, że on nie jest najlepszy w rozmawianiu o emocjach.

Wymuszone przeprosiny to nie przeprosiny. Brak umiejętności rozmawiania o emocjach, no zdarza się, ale temat zamieciony pod dywan...
Nawet fakt, że nie siedział przy Tobie przy stole, nie angażował Cię to po prostu bardzo brzydkie zachowanie w stosunku do Ciebie, brak poszanowania Twoich potrzeb, granic, zrozumienia.


Kotik7 napisał/a:

Tylko, że mój stan psychiczny zaczął się pogarszać i byłam świadoma, że oddziałuje na nasz związek negatywnie. Postanowiłam więc pójść do psychologa. Zero wsparcia od niego. Poszłam do psychiatry, dostałam antydepresanty. Zero wsparcia od niego. Jakoś po tygodniu brania leków z milionem efektów ubocznych, pijany zrobił mi dramę przy jego znajomych, że nie chcę się niby z nim spotykać ani poznawać jeg znajomych, że jestem chłodna, itp. Wyszła z tego awantura, w tym jego przyjaciółka wzięła mnie na słowo, że ona go zna dłużej i ona wie, że beznadziejnie potrafi sie zachowywac i jakieś bzdury, tym bardziej mnie to wkurzyło. Prawie z nim zerwałam, ale później mnie przepraszał i powiedział, że on nigdy nie musiał być  dla nikogo w takim stanie jak mój oparciem.
Tu muszę powiedzieć, że ja to rozumiem. Gdy się poznawaliśmy i gdy zaczynalismy byc razem byłam kompletnie inną osobą. Dla niego taka zmiana też jest trudna.

Nie musiał być dla nikogo oparciem i dlatego ma prawo do takiego egoistycznego postępowania, czy jak? Czytaj: cokolwiek nam się w życiu nie przydarzy: choroba, wypadek, problemy finansowe to dorzuć do tego fakt, że ze wszystkim będziesz sama bo "on jeszcze nie musiał być dla nikogo oparciem".

Kotik7 napisał/a:

Musiałam rzucić antydepresanty, ale on nawet się nie przejął. Nie zachęcał mnie do wrócenia na terapie i ani razu nie zapytał jak się czuję, co mnie rani.
Trochę traktuje mnie jak pupilka, do którego po ciężkim dniu może wrócić i wyprzytulać, o czym często żartowałam.

Ma Cię gdzieś.

Kotik7 napisał/a:

Myślę o naszym rozstaniu, czuję coś do niego on do mnie też. Staram się rozmawiać o naszych problemach, ale on odbiera to jako zarzuty w jego stronę [nie wiem czy pytanie "czy jest coś w naszej relacji co chciałbyś poprawić" może być odebrane jako atak w jego osobę].

A przepraszam, na jakiej podstawie uważasz, że ON też czuje? Bo Ci mówi? A czyny? Bo jakoś nie zachowuje się jak ktoś, co coś czuje. Jeden związek toksyczny miałaś, mało Ci?

Kotik7 napisał/a:

Czuję coś do niego i boję się, że nasze rozstanie by mnie rozsypało na kawałki, chociaż mam wrażenie, że ten związek też źle na mnie wpływa. On też mnie fatalnie nie traktuje tylko nie potrafi być dla mnie wsparciem emocjonalnym, plus ta komunikacja leży.

Nie, nie rozsypało. Może nawet jeśli z początku by Ci się tak wydawało. Tak, związek na Ciebie raczej na 100% źle wpływa. Jak masz takie wrażenie czy tak podpowiada Ci intuicja- to jej słuchaj. Komunikacja- nad nią można pracować, ale on nie chce, więc? On nie tylko nie jest dla Ciebie wsparciem emocjonalnym, ale jest dodatkowo obciążeniem.

Kotik7 napisał/a:

Mam świadomość, że jest Piotrusiem Panem trochę, nie wiem czy to mi przeszkadza. Chociaż gdy powiedział, że nie myśli o przyszłości w ogóle to wyszłam do niego z pretensjami, bo ja jestem osobą planującą, szczególnie, że to mój ostatni rok studiów.

Przeszkadza. Jeśli masz wątpliwości to przeczytaj swój post. Jeśli masz wątpliwości to się zastanów czemu wyszłaś.

Podsumowując:

-brak poszanowania potrzeb, granic, twoich emocji, twoich problemów
-brak wsparcia emocjonalnego
-nieszczerość (zatajanie informacji o np. stracie pracy)
-pogorszenie stanu psychicznego po wejściu w relację z nim
-nie słuchanie samej siebie i racjonalizowanie i usprawiedliwianie (bo jak poznał byłam inna...) czyli drugi toksyczny związek na horyzoncie
-brak woli z DWÓCH  stron do pracy nad relacją (bo super, że chcesz rozmawiać i komunikować się, ale z jego strony... no jest jak jest)

Więc... po co Ci taki facet?

4

Odp: Świeży związek, stany depresyjne i problemy

To jest tak jak w tym powiedzeniu, że "Przeciwieństwa się przyciągają, ale nie potrafią z sobą żyć". Ty jesteś mocnym introwertykiem, a on mocnym ekstrawertykiem. Dodatkowo masz stany depresyjne i lękowe. Wasz układ jest bardzo ciężki. Wymaga sporej empatii, cierpliwości, zrozumienia. Wzajemnego oczywiście.

5

Odp: Świeży związek, stany depresyjne i problemy

Wyobraź sobie, że to on przychodzi na forum, opisuje Wasz związek i prosi o rady. Jak sądzisz ile osób doradziłoby mu, aby w tym został?...


Aby w związku dobrze funkcjonować trzeba samemu być całością. Jeżeli nie jesteś, jeżeli oczekujesz że druga osoba będzie Cię podpierała, pchała do przodu, ratowała Cię przed Twoimi własnymi stanami emocjonalnymi, i pełniła rolę opiekuna i terapeuty w jednym - na tym nie zbudujesz solidnego związku.

Musisz się najpierw sama naprawić. Co nie znaczy, że masz z nim zrywać już teraz natychmiast. Nie rób z siebie dramaqueen. Spędzacie razem czas, on nawet nie mówi Ci o swoich problemach aby Cię nie denerwować - no i super. Tylko trochę więcej asertywności w aktywnościach, które Ci nie odpowiadają.

6

Odp: Świeży związek, stany depresyjne i problemy
M!ri napisał/a:

Wyobraź sobie, że to on przychodzi na forum, opisuje Wasz związek i prosi o rady. Jak sądzisz ile osób doradziłoby mu, aby w tym został?...


Aby w związku dobrze funkcjonować trzeba samemu być całością. Jeżeli nie jesteś, jeżeli oczekujesz że druga osoba będzie Cię podpierała, pchała do przodu, ratowała Cię przed Twoimi własnymi stanami emocjonalnymi, i pełniła rolę opiekuna i terapeuty w jednym - na tym nie zbudujesz solidnego związku.

Musisz się najpierw sama naprawić. Co nie znaczy, że masz z nim zrywać już teraz natychmiast. Nie rób z siebie dramaqueen. Spędzacie razem czas, on nawet nie mówi Ci o swoich problemach aby Cię nie denerwować - no i super. Tylko trochę więcej asertywności w aktywnościach, które Ci nie odpowiadają.

Ta tzw. naprawa depresji to proces nieraz trwający latami, a czasem człowiek z tym walczy całe życie. To nie oznacza, że autorka ma rezygnować z pragnienia bycia z kimś, bo "najpierw ma się sama naprawić". Psychika to nie samochód z którym najpierw idziesz do warsztatu, naprawiasz, a potem ruszasz w podróż. To tak nie działa. Tak naprawdę to 80% ludzi ma jakieś problemy ze sobą, które obiektywnie mogłyby ich dyskwalifikować do tego, żeby się wiązać z kimś. Ale mimo tego się łączą w pary. Czasem to wychodzi, a czasem nie, ale tak to jest w życiu.

7

Odp: Świeży związek, stany depresyjne i problemy
Misinx napisał/a:
M!ri napisał/a:

Wyobraź sobie, że to on przychodzi na forum, opisuje Wasz związek i prosi o rady. Jak sądzisz ile osób doradziłoby mu, aby w tym został?...


Aby w związku dobrze funkcjonować trzeba samemu być całością. Jeżeli nie jesteś, jeżeli oczekujesz że druga osoba będzie Cię podpierała, pchała do przodu, ratowała Cię przed Twoimi własnymi stanami emocjonalnymi, i pełniła rolę opiekuna i terapeuty w jednym - na tym nie zbudujesz solidnego związku.

Musisz się najpierw sama naprawić. Co nie znaczy, że masz z nim zrywać już teraz natychmiast. Nie rób z siebie dramaqueen. Spędzacie razem czas, on nawet nie mówi Ci o swoich problemach aby Cię nie denerwować - no i super. Tylko trochę więcej asertywności w aktywnościach, które Ci nie odpowiadają.

Ta tzw. naprawa depresji to proces nieraz trwający latami, a czasem człowiek z tym walczy całe życie. To nie oznacza, że autorka ma rezygnować z pragnienia bycia z kimś, bo "najpierw ma się sama naprawić". Psychika to nie samochód z którym najpierw idziesz do warsztatu, naprawiasz, a potem ruszasz w podróż. To tak nie działa. Tak naprawdę to 80% ludzi ma jakieś problemy ze sobą, które obiektywnie mogłyby ich dyskwalifikować do tego, żeby się wiązać z kimś. Ale mimo tego się łączą w pary. Czasem to wychodzi, a czasem nie, ale tak to jest w życiu.

Problemem autorki nie jest depresja a oczekiwanie że druga osoba będzie razem z nią / zamiast niej rozwiązywać jej wewnętrzne problemy. Autorka była zła nawet o to że chłopak nie zachęcał jej do powrotu na terapię.

Coś w stylu takiego dialogu:
Ona: Chcę zostać dzisiaj w łóżku.
On: Ok.
Ona: Jak to "ok"? Powinieneś mnie namawiać do wstania, wyjścia do ludzi a nawet siłą wyciągnąć!

8

Odp: Świeży związek, stany depresyjne i problemy
Kotik7 napisał/a:

Tylko, że mój stan psychiczny zaczął się pogarszać i byłam świadoma, że oddziałuje na nasz związek negatywnie. Postanowiłam więc pójść do psychologa. Zero wsparcia od niego. Poszłam do psychiatry, dostałam antydepresanty. Zero wsparcia od niego. Jakoś po tygodniu brania leków z milionem efektów ubocznych, pijany zrobił mi dramę przy jego znajomych, że nie chcę się niby z nim spotykać ani poznawać jeg znajomych, że jestem chłodna, itp. Wyszła z tego awantura,
Musiałam rzucić antydepresanty, ale on nawet się nie przejął. Nie zachęcał mnie do wrócenia na terapie i ani razu nie zapytał jak się czuję, co mnie rani.

m!ri napisał/a:

roblemem autorki nie jest depresja a oczekiwanie że druga osoba będzie razem z nią / zamiast niej rozwiązywać jej wewnętrzne problemy. Autorka była zła nawet o to że chłopak nie zachęcał jej do powrotu na terapię.

Z całego postu autorki zwróciłaś uwagę na jedno zdanie "nie zachęcał?".
Bo według mojej opinii to kluczowe jest nieustanne poczucie braku wsparcia- a nie jest niczym złym, że w związku oczekujemy wsparcia od drugiej osoby, w końcu w związku jesteśmy dla siebie w jakiś tam sposób. I nie mówię tu o obarczaniu nimi, nie musimy utożsamiać się z problemami drugiej strony, nie musimy ich na siebie brać, ale jeśli mamy je całkowicie gdzieś to już jest coś nie halo. A, że ma gdzieś jej stan psychiczny itd. wskazuje choćby ta awantura. Nawet po tym autorka chciała rozmawiać- ale on nie chciał. To, że widocznie przelała się szala goryczy przez brak jakiejkolwiek reakcji na problemy autorki i zgasła ostatnia nadzieja, że ona jego w ogóle jakoś interesuje to może faktycznie zechciała egoistycznie by coś zrobił, zachęcił do walki o siebie... i to jest faktycznie słabe, ale no... stało się. To i tak kropla. Ja w taki sposób widzę tę sytuację.

A tak w ogóle autorko, to czemu musiałaś rzucić antydepresanty? Chodzisz na terapię jakąś? Bo jak już pisałam we wcześniejszym poście- powinnaś zacząć od siebie. Żaden Piotruś Pan ani nikt Ci w tym nie pomoże i tego za Ciebie nie zrobi, tu się z M!iri zgadzam.

9

Odp: Świeży związek, stany depresyjne i problemy
m!ri napisał/a:


A tak w ogóle autorko, to czemu musiałaś rzucić antydepresanty? Chodzisz na terapię jakąś? Bo jak już pisałam we wcześniejszym poście- powinnaś zacząć od siebie. Żaden Piotruś Pan ani nikt Ci w tym nie pomoże i tego za Ciebie nie zrobi, tu się z M!iri zgadzam.


Antydepresanty rzuciłam względu kompletny brak apetytu, wciągu 1 miesiąca schudłam 5kg przy normalnej wadze 52kg. Nie chciałam sobie dowalać jeszcze zaburzeniami odżywiania. Plus spore problemy ze snem. Na razie na terapię nie chodzę, ale to ze względu finansowych.


Żeby nie było, ja świetnie potrafię sama dbać o siebie i moje zdrowie psychiczne, tylko problem pojawia się kiedy z kimś jestem w związku i nie mam w tej kwestii wsparcia. To tak jakby ktoś miał chorobę, która utrudnia poruszanie fizyczne, a partner wymagał aby tak jak dawniej uprawiać codziennie rano wspólny jogging. Nie jest to proste.

Zrozumiałam, że naszym problemem nie jest to wszystko co napisałam w poście, a różne języki miłości. Jak to zbadałam i zaczęłam analizować to sporo rzeczy się wyjaśniło, między innymi dlaczego potrafił zrobić mi awanture po tym jak przez kilka tygodni byłam lekko chłodna i niedostępna (nawet jeśli mu tłumaczyłam, że tak właśnie będę sie zachowywać i to nie będzie miało z nim nic wspólnego).
Ja jestem osobą, dla której najważniejsza w związku jest komunikacja werbalna, a dopiero później fizyczna, dla niego na odwrót.
Dla mnie wspieranie to przede wszystkim mówienie o tym wprost, dla niego przytulanie, głaskanie po plecach i tego typu gesty.
W sumie sporo to wyjaśniło odkąd zaczęłam mieć tego świadomość.

10

Odp: Świeży związek, stany depresyjne i problemy

On nie radzi sobie z tą Twoją depresją. Od razu mówię-to nie zarzut.  Nie każdy, z racji swojego charakteru, podejścia do życia jest gotowy  na takie wyzwanie. Liczy się też zaangażowanie w związek.
Być może on za mało wie, albo bardzo powierzchownie zdaje sobie sprawę, jak należy wspierać osobę z depresją. Może ma dobre intencje, ale mało wiedzy. Pojawiają się też u niego pewnie tendencje do myślenia, że powinnaś zmienić nastawienie, albo  wyluzować. A Ty byś chciała, ale nie możesz. Jego to drażni. Że Cię nie wspiera, to fakt. Z taką postawą, jaką ma teraz ten związek słabo rokuje, moim zdaniem. A Ty może pomyśl o zmianie leków, a nie podrzucaniu, bo zostaniesz w tym samym miejscu, gdzie jesteś.

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Świeży związek, stany depresyjne i problemy

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024